![]() |
|
[Noc z 8 na 9 września 1972, północ] Long time no see | Stanley & Dora - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [Noc z 8 na 9 września 1972, północ] Long time no see | Stanley & Dora (/showthread.php?tid=4679) |
RE: [Noc z 8 na 9 września 1972, północ] Long time no see | Stanley & Dora - Dora Crawford - 03.07.2025 Nie sądziła, że tak ucieszy się z cudzych głosów, nawet jeśli były zupełnie jej obce. Szare mundury natomiast pokrzepiały i sprawiły, że całkowicie opuściła gardę. Palce, które do tej pory wciąż mocno zaciskały się na różdżce, wreszcie wsunęły ją do kieszeni, kiedy mężczyźni przemknęli koło niej, w pogoni za uciekającym Śmierciożercą. Jeden z nich tylko dopadł do niej i nawet jeśli w pierwszym odruchu wzdrygnęła się zwyczajnie, widząc jego twarz tak blisko siebie, po chwili uśmiechnęła się nieśmiało. Zmęczona, zmarnowana i w tym wyrazie było odrobinę drżenia, jakby i kąciki ust musiały walczyć z wciąż trochę targającymi jej ciałem konsekwencjami cruciatusa. Pokiwała głową szybko, w pierwszej chwili zwyczajnie nie będąc w stanie się odezwać. Był młody, niewiele pewnie od niej samej, a już rzucali go na akcję o takim rozmachu. - Tak, już wszystko dobrze. Nie sądziłam w sumie, że ten gwizdek dzisiaj zadziała - wyrzuciła z siebie wreszcie drżącym głosem, uśmiechając się na moment blado czy nawet próbować zaśmiać. Zamiast tego jednak, rozpłakała się, pociągając nosem i czując jak łzy wreszcie spływają po policzkach. RE: [Noc z 8 na 9 września 1972, północ] Long time no see | Stanley & Dora - Stanley Andrew Borgin - 23.07.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=xvMwYZB.jpeg[/inny avek] Vulturis może i był już skłonny odpuścić dziewczynie, brygadzistom i całemu wszechświatowi, tak nie mieli zamiaru zrobić tego siepacze Harper Moody. Im ewidentnie było mało. Oni chcieli więcej. Szkoda tylko, że mieli przewagę liczebną, bo sytuacja mogłaby przybrać innych kolorów. Nie mniej jednak, Borgin wiedział, że należało brać nogi za pas i czym prędzej ulotnić się z tego miejsca. Tarcza mogła w każdej chwili zostać rozproszona, a funkcjonariusze bezpieczeństwa mogli wezwać posiłki. Zegar tykał. Nie czekając ani chwili dłużej, teleportował się jak najdalej stąd, licząc że wszystko pójdzie po jego myśli. Rzut na translokację aby się przeteleportować [roll=O] RE: [Noc z 8 na 9 września 1972, północ] Long time no see | Stanley & Dora - Dearg Dur - 28.07.2025 Dora
Podlotek choć już w bumiarskim mudnurze, wciąż miał mleko pod nosem i źle sobie radził z tą całą sytuacją, która się wokół działa. Chwilę wcześniej dostał na ulicy Pokątnej od jakiejś miłej kobiety czekoladę. Dostał jej na tyle dużo, że dał ją też potem swojemu oddziałowi, który udało mu się szczęśliwie znaleźć. Chwilę wcześniej, nim ta anielica objęła go swoją opieką, był w takim stanie jak ta tutaj ofiara śmierciożerczej przemocy. Chociaż nie... na nim nikt przecież nie stosował czarnej magii. On był tylko i aż przerażony. Wyciągnął z kieszeni ostatni kawałek czekolady sygnowany znakiem klubokawiarni Nora Nory i podał ją ostrożnie Dorze, pilnując, żeby zjadła, albo chociaż wsunęła sobie magiczny słodycz na język. Następnie diablo nieprofesjonalnie przycupnął obok i ją przytulił do siebie. Chciał coś powiedzieć, ale nie potrafił. To szaleństwo na pewno kiedyś powinno się skończyć, chmury powinny przeminąć, świt powinien nadejść. Ciężko było mu przywołać te słowa, ciężko przywołać pozytywne myśli. W końcu jednak udało mu się wydusić z siebie: – Już wszystko dobrze... Już go tu nie ma. – tylko tyle i aż tyle... Stanley alias Vulturis
Siepacze Harper Moody nie zamierzali odpuścić, nie kiedy rozpoznali jego maskę, a woń informacji, które skrywał jego umysł działała na nich jak uciekający królik na psy gończe. Translokacja nie była dziedziną magii w której był tak władny jak w zadawaniu bólu przez deregulację życiowej energii, najważniejsze na tamten moment było tylko to, że w ogóle potrafił to robić, a kozi róg, nie był taki kozi - jedno machnięcie różdżką i... ...Umysł zawiódł go. Stopy dotknęły miękkiej trawy, niebo w tej części Anglii nie było zaciągnięte ciemną chmurą - wezwaniem Czarnego Pana do oddania pokłonu. Był rzeczywiście najdalej jak się dało, ale nie było przecież problemem teraz skupić się, gdy obok na pastwisku towarzyszyło mu kilkadziesiąt owiec, nieświadomie skubiących trawę. Był spokój, była przestrzeń, aby przywołać miejsce powrotne, miejsce pośrodku piekła, którego byli sprawcami i wrócić tam co prędzej. Co było problemem to rwący ból w prawej ręce. Rozszczepienie nie usunęło mu kończyny, ale w dotkliwy sposób potraktowało przedramię, podłużną nieregularną raną ciągnącą się od nadgarstka do łokcia, która krwawiła teraz obficie, absolutnie nie dając o sobie zapomnieć. Prowizoryczny opatrunek na razie wystarczył, musiał wystarczyć by nie tracić tempa, ale w niedalekiej przyszłości ktoś powinien rzucić na to okiem. Nie teraz jednak... Noc przecież pozostawała młoda, a rozkazy same się nie wypełnią... Koniec sesji
|