![]() |
|
[Jesień 72, 14.09 Rezydencja Shafiq'a | Jessie, Lazarus & Anthony] See us clear - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24) +--- Wątek: [Jesień 72, 14.09 Rezydencja Shafiq'a | Jessie, Lazarus & Anthony] See us clear (/showthread.php?tid=5119) |
RE: [Jesień 72, 14.09 Rezydencja Shafiq'a | Jessie, Lazarus & Anthony] See us clear - Lazarus Lovegood - 12.10.2025 Mimo woli, odruchowo kiwnął głową, potwierdzając i aprobując słowa Kelly’ego. Dobre, konkretne podsumowanie. Nie miał nic do dodania. Nie był przekonany do wyjaśnień Anthony’ego (rzeczy przyjaciółki? po Spalonej Nocy?), ale zachował swoje wątpliwości dla siebie. Pan domu został poinformowany. Zadanie wykonane. Shafiq zniknął w spiżarce, a Lovegood niespiesznie zajął miejsce przy stole, obrzucając wzrokiem przygotowane potrawy. Kaczka nie interesowała go szczególnie, ale na półmiskach znalazło się wiele innych rzeczy, które mógł bezpiecznie zjeść. - Czy mogę prosić o wodę? - zapytał, gdy gospodarz postawił przed nim wino. Jedna lampka nie powinna wejść w interakcję z eliksirami, ale dla pewności wolał wypić coś jeszcze, rozcieńczyć trochę alkohol. W milczeniu przysłuchiwał się rozmowie. Jasper najwyraźniej był zmuszony do wyprowadzki. Ciekawe, czy w jego domu również pozostałości czarnej magii przyjęły jakąś wybitnie uciążliwą formę. - Słyszałem, a nawet miałem okazję zaobserwować, że w niektórych mieszkaniach pozostały… efekty uboczne magii wykorzystanej ósmego i dziewiątego września - wtrącił - Czy też padliście ich ofiarą? Jego własna kamienica została dotknięta klątwą objawiającą się nieusuwalnymi zaciekami i permanentnym zapachem spalenizny. Lazarus badał to zjawisko w wolnych chwilach, poszukując sposobu na jego usunięcie i chętnie obejrzałby inne, podobne przypadki. Atmosfera stała się niemal rodzinna. Nie spodziewał się tego od razu nazajutrz po zmianie pracy, nie czuł się z tym do końca komfortowo, musiał jednak zachować profesjonalizm. Jeść, musisz jeść. Nałożył sobie na talerz porcję wszystkiego, poza samym mięsem, nie wykluczając nawet wytopionego z niego sosu. Nabił na widelec kawałek jabłka z farszu i, uważnie obejrzawszy kęs, włożył do ust. RE: [Jesień 72, 14.09 Rezydencja Shafiq'a | Jessie, Lazarus & Anthony] See us clear - Jessie Kelly - 21.10.2025 Tak, Jessie zdecydowanie wdał się w Neda, może nawet najbardziej z ich trójki. Dla niego był to powód do małej, cichej dumy, bo kiedyś ojca podziwiał niemal tak mocno, jak teraz podziwiał Jonathana, chociaż zdecydowanie by się nie skarżył, gdyby miał trochę więcej cech po matce. Jej upór, to, jak łatwo przychodziło jej kłamanie, czy ta nieszczęsna odporność na ogień, która chyba tylko genetyczną złośliwością ominęła właśnie jego, a te kilka dni temu ogromnie by mu się przydała. Może, gdyby ogień nie był dla niego niebezpieczny, ich mieszkanie byłoby teraz w lepszym stanie? Z drugiej strony powinien się cieszyć, że chociaż jego rodzeństwo otrzymało w genach tę umiejętność, bo gdyby to nie on, a Rita albo Theo byli tamtego wieczoru w ich mieszkaniu, nie groziłaby im krzywda. Szczęśliwie, oboje byli wtedy bezpieczni - Rita w Ministerstwie, a Theo w bibliotece. Anthony wyszedł. Anthony wrócił. Jasper zajął miejsce przy stole, obserwując wuja, nie z jakiegoś wyszukanego powodu, a dlatego, że dobrze było widzieć go w dobrym humorze, kiedy zaledwie kilka dni temu podczas ich spotkania Anthony miał... zdecydowanie gorszy humor. Na odpowiedź wuja zmarszczył brwi. Rzeczy poprzedniej lokatorki... Anthony wspominał, że po pożarze gościł u siebie parę osób, które również straciły domy w pożarze. Nie zachowywał się przy tym podejrzanie - żadnego nerwowego ruchu, żadnego wzdrygnięcia, ani nic takiego - nie było więc powodu, by wujowi nie wierzyć i kwestionować jego odpowiedź. -Odbudowa... Jeszcze z niczym nie ruszyliśmy, więc tak, nadal jesteśmy w Brighton. Udało nam się wynieść z mieszkania trochę rzeczy, których ogień nie zniszczył, więc nie wszystko jest stracone. Zdjęcie, o które pytał Jonathana, i które coraz częściej zaprzątało jego myśli, skrywało się bezpiecznie w kieszeni jego spodni, złożone w niewielki kwadracik i co jakiś czas kontrolowane, czy nie postanowiło opuścić swojej kryjówki. Padło pytanie i Jessie odwrócił się do Lazarusa. -...Nie... Tylko tyle, że wszystko jest spalone i wilgotne- odpowiedział i przeniósł wzrok na talerz, na który nałożył sobie porcję jedzenia. - Ale damy radę to naprawić, więc... Nie wypadliśmy w tym najgorzej. A Pana dom? Było jeszcze to cholerne krzesło, które najpierw stało w kuchni, zignorowane przez płomienie, a kiedy wraz z Jonathanem weszli do mieszkania, żeby ocenić szkody, stało sobie w jego pokoju. Jessie nie wyczuwał od niego żadnych śladów czarnej magii i może było to lekkomyślne z jego strony, że nie sprawdził tego dla samego spokoju ducha, ale to krzesło go irytowało i nie chciał się nad nim rozwodzić. -Na szczęście nie - odpowiedział. -Pożar szczęśliwie ominął Gringotta, ale gobliny są bardzo niespokojne i zrobiły się trochę nieznośne - bardziej, niż zwykle, dodał w myślach. -A u Electry wszystko w porządku. Wysłała mi list następnego dnia po pożarze. Na szczęście nic jej się nie stało, jej braciom też udało się uniknąć jakiejś większej tragedii - poza tym, że Basilius był wyczerpany, a Icarusa oblali farbą, jak Anthony'ego i Jonathana. -Póki co, jest u swojej mamy na wsi, więc raczej szybko się z nią nie zobaczę. RE: [Jesień 72, 14.09 Rezydencja Shafiq'a | Jessie, Lazarus & Anthony] See us clear - Anthony Shafiq - 04.11.2025 Woda również została podana, a Anthony nie zdradzał objawów niezadowolenia, że ktoś nie chce skosztować jego wina. Również nie zachwycał się ostentacyjnie kaczką, choć mógł być bardziej małostkowy. Zapewne by to robił, gdyby był bardziej rozdrżniony niż zmęczony. Tymczasem ta druga emocja towarzyszyła mu mocniej. Silniej. Dociążała barki, ale też otulała myśli grubym wełnianym płaszczem, tępiąc jego małostkowość i zachowania - nawet jeśli okraszone piękną mową - całkiem niskie.
Dziś miał jednak inny cel i bynajmniej nie było to wcale sprawdzenia posiadłości pod kątem klątw. - Ludzie z którymi mam najwięcej do czynienia mają albo spalone mienie do gołej ziemi, albo wybite szyby. Nie wiedziałem, że dodatkowo domostwa zostały obłożone klątwą choć... w miejscu w którym finalnie znależliśmy się z wujami przed świtem było straszliwie dużo sadzy i przylepiała się do rąk... - na tamtym etapie było mu już absolutnie wszystko jedno. Miał wrażenie, że jest umorusany czernią od stóp do głów, tymbardziej, że właśnie w ten sposób percepował czerwień magicznej farby oblepiającej mu skórę. Zamyślił się na moment próbując odtworzyć te kilka chwil na podłodze klubokawiarni. Miejsce to zmieniło się nie do poznania tamtej nocy. Pełno było ludzi, pełno skarg i płaczu. - Zdaje się... Że jeśli ktoś tam próbował przysnąć, to momentalnie coś go zaduszało i pozostawiało ślady na szyi, choć tamtej nocy... Łatwiej było znaleźć miejsce bez czerni niż z. Ale przyznam, że nie zaglądałem do tego miejsca później. Nie było okazji. - Szczerze wątpił, aby po jego rozstaniu z Erikiem był w tym miejscu mile widziany. Figgówna już wcześniej była blisko młodego mężczyzny, nie byłoby to wielkim zaskoczeniem, gdyby okazało się, że zwierzają się sobie wzajem z rzeczy, które w normalnych okolicznościach należało utrzymać w największym sekrecie. - Niemniej. Nie będę się powtarzał, że będę w stanie ściągnąć do Was ekipę. Chociaż teraz chodzi mi po głowie nieco większa odbudowa. Jutro wybieram się do Doliny Godryka, żeby ocenić straty i spotkać się z panem Bottem, a przynajmniej na to liczę, bo w sumie nie anonsowałem się u niego wcześniej. - Oczywiście, żadne z tych jeszcze nie pojawiło się w jego kalendarzu. - Ale te klątwy? Cóż to jeszcze jest? W jaki sposób ten okrutnik nie chce dać o sobie zapomnieć? Może powinno mnie dziwić, że jeszcze mu mało, ale w sumie mnie to nie dziwi. Jedyne co mnie przeraża to moc zaklęcia, jego skala. - westchnął, zamykając sobie na moment usta perfekcyjnie wąskim plasterkiem ukrojonej kaczej piersi. - Jestem ciekaw, to najprawdopodobniej energia Limbo. Nie widzę innej możliwości do takiego zasięgu. Rozważałem przez moment czy ten łuk nie wyznacza obecnego jego miejsca pobytu i czy na całym okręgu nie wytąpiły anomalie. Ponoć zwierzęta morskie zachowują się conajmniej niespokojnie, mieliśmy problem z kilkoma transprtami tą drogą. - Możliwe, że nie powinien być taki spokojny w przedstawianiu tych faktów. Możliwe, że powinien bardziej się bać, albo mocniej zaciskać na szyi powróz poczucia winy. I tak było zazwyczaj, ale nie teraz, gdy obiad pachniał tak pięknie, a on miał szansę spędzić torchę czasu z Jasperem, z którym tak się zbliżył podczas wyjazdu do Egiptu. Tamten kramarz. Sprzedane wspomnienie. Strata łączyła. Czy udałoby mu się połąćzyć magiczną społeczność za pomocą ich strat? Kto wie... - Preweci znani są z tego, że spadają na cztery łapy. Cieszę się, że Twojej przyjaciółce nic się nie stało złego. Szczególnie, że czystokrwiści czarodzieje nie ciszyli się wielką popularnością podczas spalonej nocy. - Rasizm w odwróceniu. Nie mógł winić tłuszczy. Z definicji zbiorowość ludzka nie była zbyt mądra. RE: [Jesień 72, 14.09 Rezydencja Shafiq'a | Jessie, Lazarus & Anthony] See us clear - Lazarus Lovegood - 05.11.2025 Lazarus nie miał nic przeciwko winu ani temu, by inni przy stole jedli mięso i cieszyli się posiłkiem. Dał temu wyraz, podnosząc kieliszek do ust. Jadł swój obiad, smaczny i niejałowy dzięki pieczeniu się w towarzystwie kaczki, niewielkimi kęsami, z przyzwyczajenia oglądając każdy dokładnie na widelcu. Dopiero pytanie Jaspera o jego własny dom skłoniło go do odezwania się. - U mnie pojawiły się ślady na suficie, jakby zacieki… i śmierdzi spalenizną, bardziej, niż możnaby się spodziewać po tylu dniach od pożarów. Wiem, że nie jestem odosobnionym przypadkiem. Podejrzewam klątwę. Badam temat w wolnych chwilach. Na szczęście, zapach dało się usunąć z ubrań i włosów odpowiednim zaklęciem, a pająkom ani roślinom nie wydawał się przeszkadzać. Uważnie wysłuchał informacji Anthony’ego. Sadza… i duszenie podczas snu… Interesujące. - Dziesiątego września z rana była u mnie… znajoma. Sugerowała, że zapach może służyć zamaskowaniu obecności czarnej magii. Myślicie, że to część większego planu? - dotąd raczej rozpatrywał ostatnie wydarzenia w kategoriach zamachów terrorystycznych, podobnych temu, co nie tak znowu dawno miało miejsce w Irlandii Północnej, ale to, co mówił Shafiq miało sens. Tak, czy owak, to nie był bezrozumny pogrom. W szaleństwie Spalonej Nocy czaiła się metoda i to mogłoby być jeszcze bardziej niepokojące… - Jeżeli rzeczywiście tak jest, to dziwię się, że ruszył do ataku tak wcześnie. Historia uczy nas, że skuteczniej byłoby najpierw przejąć organy władzy, lub przynajmniej zinfiltrować je w większym stopniu… To, co się stało, sugeruje, że albo nie jest optymalnie przygotowany, albo… przejęcie władzy wcale nie było celem… - zawiesił głos. Niewypowiedziane ”jeszcze” wydawało się wisieć w powietrzu. O co chodziło czarnoksiężnikowi, który tak pragnął czystokrwistej supremacji, a jednocześnie wcielał swoją wizję w życie tak chaotycznie, że nawet nie zadbał o zjednanie sobie czarodziejów, którzy fundamentalnie podzielali jego pogląd o czystości krwi? Było wiele nieprzychylnych mugolakom rodów, gdyby wszystkie stanęły po tej samej stronie, wsparte czarną magią, wsparte zastępami zamaskowanych żołnierzy... Lovegood z pewną troską spojrzał znad talerza na najmłodszego uczestnika posiłku. Jeżeli jego podejrzenia były słuszne, to mogliby w razie eskalacji znaleźć się w takiej samej sytuacji. Chociaż póki co, ucierpiało wielu czystokrwistych czarodziejów... Gwałtownie, bez gryzienia przełknął włożoną przed chwilą do ust porcję kaszy. - Polaryzacja nastrojów... - mruknął. O to chodziło. Dobrze wymierzone ataki w mugolaków. Mechanizm spustowy dla nagromadzonej frustracji tych ostatnich. Odwetowe ataki na czystokrwistych czarodziejów. Zaostrzenie poglądów antymugolskich - Radykalizacja czystokrwistych elit - wypowiadając ostatnie skojarzenie z ciągu, przeniósł wzrok na Shafiqa - A jeśli tak, możemy się wkrótce spodziewać kolejnych akcji - prowokacji, zamieszek, działań propagandowych... Dobrze byłoby działać. Dobrze byłoby wiedzieć, jak. Lazarus mógł dostrzegać wzór, ale wciąż był tylko jednym czarodziejem. Bezsilność dociążyła jego trzymającą widelec dłoń i klątwołamacz stracił zainteresowanie posiłkiem. Słysząc o podejrzeniach związanych z umiejscowieniem Zadrapania, zwrócił się do Anthony’ego: - Mówi pan w czasie przeszłym. Co przemawia przeciwko tej hipotezie? Myśl o tym, że właśnie na ich oczach tworzy się historia była fascynująca. I prawdopodobnie zwiastowała niebezpieczeństwo. RE: [Jesień 72, 14.09 Rezydencja Shafiq'a | Jessie, Lazarus & Anthony] See us clear - Jessie Kelly - 07.11.2025 Anthony mówił, że jest w stanie ściągnąć do nich ekipę, która byłaby w stanie odnowić ich mieszkanie, ale były rzeczy, które oni sami musieli zrobić, zanim zaczną się jakiekolwiek naprawy. Sprawdził z Jonathanem, jak wielkie są straty, wynieśli to, czego ogień nie zdołał zniszczyć, ale to nie było wszystko. Z pewnością były jeszcze sprawy, które powinni załatwić, ale w tym momencie zagnieździło mu się to gdzieś z tyłu głowy i jak na złość nie chciało o sobie przypomnień. Obiad jadł powoli, krojąc kaczkę na małe kawałki, popijał wino małymi łykami i słuchał dwóch dorosłych czarodziejów. Zacieki. Za długo utrzymujący się smród spalenizny. Czerń lepiąca się do wszystkiego. Nocne podduszanie. Przez dłuższą chwilę milczał, gdy Lazarus i Anthony wciąż mówili, ze wzrokiem utkwionym w winie w jego kieliszku. -A może właśnie o to chodziło? - wyrwało mu się, a po kolejnych kilku sekundach podniósł głowę, by spojrzeć najpierw na Lazarusa, potem na wuja. -Może zaatakował tak wcześnie po to, żeby nie było czasu na przygotowanie się? Zanim nikt nie zdążył tego dokładnie przewidzieć? - wuj Morpheus widział cokolwiek? -Co jeśli miał swoich ludzi w organach władzy? Nie sądzę, żeby bezmyślnie zdecydował się na taki atak, więc musiał być przygotowany. Inaczej ryzykowałby złapaniem przez Aurorów. Czy powinni się dziwić, że było mu mało? Szaleńcom zawsze było mało, a gdy już dostaną to, do czego dążyli, będą polować na coś innego. -Zmęczenie społeczeństwa? - kto nie byłby zmęczony smrodem spalenizny, naprawami i innymi pozostałościami po pożarze? -Odebrać poczucie bezpieczeństwa. Złamać stratą. Nastawić wszystkich przeciwko sobie. Jeżeli czarodzieje zaczną skakać sobie do gardeł i łypać na siebie z jakiegokolwiek powodu, Ministerstwu trudniej będzie przekonać ich do współpracy, a ten szaleniec będzie miał kolejnego asa w rękawie, żeby zebrać kolejnych popleczników. Czystokrwiści atakowani przez mugolaków. Mugolaki atakowani przez czystokrwistych. Czarodziejom półkrwi również się oberwało - dosłownie i w przenośni, przypominając sobie wczorajsze spotkanie z Henrym. -Myślę, że to może być część czegoś większego - powiedział, przerywając na chwilę dla kolejnego kawałka mięsa. -Pokazał, że potrafi uderzyć w dowolnym momencie i nie będzie to mała manifestacja, którą można zgasić w kilka minut. Pokazał, że potrafi uderzyć tak, żeby naprawdę zabolało. Pokazał siłę, więc ludzie będą się bali. Ci, którzy popierają jego poglądy, pewnie pójdą za nim, ale jeżeli ktoś jest przeciwko niemu... - łyk wina. - albo będzie się bał wystąpić, albo zmiażdży go możliwa przewaga liczebna. Bo z pewnością niejedna czystokrwista rodzina stanęłaby po jego stronie- czy to przez od pokoleń zakorzenione poglądy antymugolskie, czy przez wydarzenia Spalonej Nocy, gdy mugolaki postanowiły zemścić się na czystokrwistych (nawet tych, którzy z wywołaniem pożaru nie mieli nic wspólnego) za tragedię. Wizja kolejnego ataku skręciła mu żołądek. Teraz mieli szczęście, że wyszli z pożaru jedynie ze zniszczonym mieszkaniem i niepokojem wiszącym na barkach, ale następny atak... Jeżeli tak wyglądał pierwszy pokaz jego siły, drugi mógł przynieść więcej zniszczenia. Jak dużo mieli czasu, zanim ON znowu uderzy? RE: [Jesień 72, 14.09 Rezydencja Shafiq'a | Jessie, Lazarus & Anthony] See us clear - Anthony Shafiq - 20.11.2025 Uniósł brew na wspomnieniu przez Lazarusa istnieniu w jego kalendarzu czegoś tak unikatowego jak "wolna chwila". Nie skomentował tego jednak, woląc skupić się na jedzeniu i ciesząc się, że jego asystent woli czas spędzać na hobbystycznym badaniu klątw, niż wywoływaniu ducha martwej ukochanej. Raczej to lepiej wróżyło jego poczytalności.
Napiął się lekko przy wspomnianym terminie ataku i zaszytym pytaniu Jaspera. Wuj wiedział. Nie tylko wuj. ON też wiedział, że atak nastąpi. Bogini jednak nie była tak łaskawa podać datę. Istniały więc dwie możliwości - albo Voldemort dowiedział się o tym, że zsyła przy okazji Lammas ostrzegawcze wizje i postanowił uderzyć szybciej, aby nikt nie zdołał go powstrzymać, albo... ...albo wizje były od niego. A miał to być miły obiad. Spokojny. Kojący, po czasie niepokoju. Upił wina, odnajdując w jego wytrawnym posmaku przełamanym nutą wanilii nieco równowagi. – Cóż przemawia przeciwko tej hipotezie? Właściwie nic. Jest ona jednak jedną z wielu, wielu myśli, które mam na temat minionych zdarzeń i ciężko osadzić mi się, zafiksować na jednej, gdy... – smutny uśmiech wypłynął na przystojną twarz, gdy odłożył kieliszek, po czym odchylił się na krześle, pozwalając słowom płynąć. Prawdzie, a przynajmniej tej części, którą chciał odsłonić przed jonathanowym chrześniakiem i, jak się działo przy okazji, ale była to zaiste dobra okazja, przed swoim osobistym asystentem, który co prędzej winien stać się przedłużeniem jego woli. – Staram się skupić na strefie własnych wpływów. Jutro zamierzam po południu udać się do Doliny Godryka, gdzie Bertie Bott postanowił podzielić się jedzeniem z bezdomnymi. Zbieram listę swoich przyjaciół, którzy też mogliby przy delikatnej sugestii odnaleźć w sobie powołanie... – jeszcze dobrze tego nie potrafił ubrać w słowa, które nie brzmiałyby zbyt trywialnie. Czasem w prostocie można było znaleźć siłę. Przed nimi mógł w sumie - o czym zdał sobie sprawę w tej krótkiej chwili ciszy - mówić wprost, dlatego kontynuował już bez zawieszenia: – Morale społeczności są kluczem. Demografia magów prezentuje się jasno. Czystokrwiści radykałowie pomimo majętności i zasobów ludzkich podległych im rodów półkrwi nie są w stanie być większością. Ale mogą zmusić pozostałych do bierności. Strachem zakryć usta, związać ręce. To bierność jest naszym największym problemem. A my potrzebujemy być iskrą niosącą zmianę. Musimy wyleczyć rany i natchnąć ludzi by poszli za opowieścią o jedności w obliczu zagrożenia. Myślę nad Fundacją, która będzie niosła właśnie te ideały. Nie jestem wojownikiem, o czym dotkliwie przekonałem się podczas Spalonej Nocy. Ale chcę wierzyć, że nie tylko wojownicy są w stanie przechylić szalę zwycięstwa nad chaosem i trwogą. Chcę wierzyć, że złoto, może nie być tylko symbolem zepsucia... – w jego dłoniach nieoczekiwanie pojawił się złocisty krążek, bo choć magią nie mógł przywołać metalu, mógł nadać ukształtowanej zabawce kolor i kształt. Przez moment poobracał pieniądz między palcami, jak rasowy mugolski sztukmistrz, a po chwili odłożył je na stół. Zamiast galeona jednak na blacie pozostało złociste jabłko. Nie nadawało się do jedzenia. Nie musiało. Anthony wykonał w pamięci notatkę o tym, że po obiedzie będzie musiał napisać list do Abbottów i lipcowych bohaterów doliny. Teraz Dolina potrzebowała ich bardziej niż kiedykolwiek. – Także Jasper... ja wiem, jak bardzo cenisz sobie pracę w banku, ale jeśli chciałbyś wesprzeć wuja w tym przedsięwzięciu... Twój intelekt i skrupulatność, a przede wszystkim Twoje dobre serce będą zawsze mile widziane w tym przedsięwzięciu. – Lazarusa nie pytał. On był wciągnięty na listę płac tego przedsięwzięcia z momentem przyjęcia propozycji przeniesienia z Magicznego Urzędu Celnego. Koniec sesji
|