![]() |
|
[14 IX 1972, Głębina] Na tej ziemii, pod tym niebiem | Stanley & Charlotte - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21) +---- Dział: Podziemne Ścieżki (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=49) +---- Wątek: [14 IX 1972, Głębina] Na tej ziemii, pod tym niebiem | Stanley & Charlotte (/showthread.php?tid=5227) |
RE: [14 IX 1972, Głębina] Na tej ziemii, pod tym niebiem | Stanley & Charlotte - Charlotte Mulciber - 13.10.2025 - No właśnie nie! - wybuchła w końcu. Tak dorzucał do tego pieca, że w końcu Charlotte się zapaliła, chociaż trzeba było przyznać, że naprawdę niewiele jej było potrzeba. Mogła sobie pyszczyć ile chciała, lecz z reguły to było nieszkodliwe - teraz jednak aż się wyprostowała, rozlewając trochę rudej na swoje spodnie i kanapę. - ZERO, bo kurwa nie przeszło przez jego SEKRETARKĘ czy inną szmatę! Odstawiła szklankę z hukiem na biurko. Starała się to znosić godnie, ale naprawdę ją to zabolało. Żarty żartami, ale myślała, że skoro wysłał do niej kogoś, by się upewnić, że żyje, to chociaż trochę się wysili, żeby poczekać na odpowiedź. - Wiesz, co ja myślę? Że niepotrzebnie mnie tu fatygowałeś, bo Alexander ma mnie w dupie - rzuciła sucho, porzucając maskę wyjebania, którą tak chętnie ubierała. Ręka zaczęła ją piec, a ona zamiast się powstrzymać, zaczęła szorować po skórze pazurami. - Duncan umarł i pewnie byłam w jebanym testamencie jako ten tobołek pieprzonych szmat, który tylko zawadza, ale "coś może kiedyś z tego będzie warte" to wysłał swojego koleżkę żeby dopełnić jebany obowiązek, ale nie pokwapił się nawet żeby się zorientować, czy wszystko jest jednak w porządku. Guzik go obchodzę. Może się udławić tymi kartami. Wypluwała z siebie kolejne słowa jak kobra, albowiem kobry potrafiły pluć jadem na odległość. Brakowało tylko wydłużonych kłów i kołnierza, który by stroszyła, próbując dać upust swojej złości. Zamiast tego jednak drapała się coraz bardziej, a srebrna wysypka zaczęła pokrywać się czerwienią. TERAZ próbował studzić jej zapał? Kolejne słowa Stanleya były jak oliwa, którą dolewało się do ognia. - W dupie to mam - warknęła, na moment przestając się drapać. Ręce jej drżały jak ćpunowi w delirium, gdy grzebała po kieszeniach w poszukiwaniu paczki fajek. Tak samo jej drżały, gdy próbowała odpalić papierosa, ale jej nie szło. - Och, jebać to! Wściekła zerwała się na równe nogi, a potem cisnęła peta na ziemię. Zdeptała go, klnąc tak, że aż dziwne że Alexandra nie piekły w tej chwili uszy. Zaczęła chodzić po jego gabineciku, próbując wyciągnąć kolejną fajkę z paczki. - A masz lekarstwo na spalone szmaty? Na spalone wyro, na spalony sracz? Na brak pieniędzy? Nie, dzięki, poradzę sobie, na skurwiały wybór tych jebańców nie ma lekarstwa. Zamiast wybierać ludzi, którzy się z nimi zgadzają, mogli zabrać się za prawdziwą hołotę, ale po co! Po co, jak można rozjebać komuś wszystko przy pomocy małej, jebanej iskierki, co? - zapalniczka odpaliła jakby tylko czekała na te słowa. - Łatwo ci mówić: żyje się dalej. Jak ma się gdzie spać, to ma się jak dalej żyć. Gdybym miała więcej mieszkań, to też bym była tak głupiomądra, jak ty. Syknęła, mrużąc oczy. Ale dupek, po co w ogóle zaczynał ten temat? Chciał się pochwalić, że był poszukiwany i miał co jeść, a jej nie wyszło? Do luftu taka pomoc. - Kurwa mać - zacisnęła zęby na filtrze i odwróciła się. Nie po to, żeby ukryć łzy wściekłości, które pojawiły się w jej oczach, ale by moc rozdrapać pęcherze, które rosły z każdą kolejną chwilą na jej ręce. Gorzej, że w ogóle nie przynosiło to ulgi. RE: [14 IX 1972, Głębina] Na tej ziemii, pod tym niebiem | Stanley & Charlotte - Stanley Andrew Borgin - 13.10.2025 Iskra poszła, a beczka prochu eksplodowała. Dobrze, że na razie teoretycznie, chociaż Charlotte była całkowicie rozsierdzona. Jak się powiedziało A, teraz trzeba było powiedzieć B. Skoro zdążył już ją wkurwić, musiał jej wysłuchać. Trzeba było ponosić cenę swoich win czy grzechów, a nawet wypić piwo, które się nawarzyło. Tym razem było tego trunku za dużo na ich dwójkę. Stanley jej słuchał uważnie, całkowicie ignorując furię w jaką wpadła. Rozlany alkohol? Trudno. Pet na podłodze? Trudno. Jak miała zamiar się wykrzyczeć w tej chwili, miała do tego możliwość, bo nie oszukujmy się - część winy za jej zachowanie, należała właśnie do Borgina. Druga część - większa - mówiła, że dała się sprowokować, co nie rokowało zbyt dobrze na Nokturnie. Nie przerywał jej. Czekał, aż skończy albo chociaż powstanie ramka czasowa, która pozwoli powiedzieć parę słów od siebie. - Może i Alexander ma cię w poważaniu ale rodzina jest większa. Mulciberów jest jak królików na tym świecie. W kurwę - mówił powoli, a w między czasie dogasił papierosa - Nie wiem co Duncan zostawił w testamencie, bo chuj cały mnie to obchodziło. Kim w ogóle jest Duncan? Nie ważne. Nie ma to żadnego znaczenia w tej chwili. Nic nie zmienia - zastukał melodycznie w blat - Jak trzeba to niech się udławi tymi kartkami. Nie mam zamiaru was godzić. Chcecie się nienawidzić, droga wolna. Możesz nawet rzucić na niego klątwę nieurodzaju, aby już nigdy nie był w stanie niczego wywróżyć Przyglądał się jej przez chwilę, a następnie sięgnął po chusteczki, które miał schowane w jednej z szuflad. Postawił całe pudełko na przodzie biurka, aby mogła sięgnąć i ewentualnie skorzystać. - Dzięki. Zawsze doceniam miłe słowa - zapewniam - Jak nie masz gdzie się udać to możemy ci pościelić z Francisem. Tu chociaż jest ciepło, Frantisek gotuje 3 posiłki dziennie, a i idzie wygrać jakąś monetę, tak jak widziałaś wcześniej - kontynuował swój wywód, powoli dobierając słowa - Uznajmy, że jestem twoim dłużnikiem za cynk o tym złodzieju. W Czarcim Oku było zimno w sierpniu, a teraz to musi być tam lodowato - stwierdził. Zapewne mało się mylił w tej kwestii. Z drugiej strony było bardzo miło, że poinformowała o tym przychlaście wcześniej. Wróg twojego wróga był twoim przyjacielem. Borgin oparł się o blat, przejeżdżając dłonia po swojej szklance. - Przemyśl moją propozycję. Lepsze to, niż tułanie się po Nokturnie - wskazał palcem na jej rany - Na to też mogę popytać, chociaż chuja wiem czy to się leczy, czy może nie leczy. Nie mniej jednak, mam odpowiednie znajomości u ludzi, którzy mogliby wiedzieć albo chociaż ogarnąć jakąś maść, cokolwiek zrobić - westchnął, opierając się o swój fotel. Nie znał się na leczeniu ale znał ludzi, którzy się znali. - To jak? RE: [14 IX 1972, Głębina] Na tej ziemii, pod tym niebiem | Stanley & Charlotte - Charlotte Mulciber - 13.10.2025 Rozsierdzona to było mało powiedziane - chociaż czy istniało mocniejsze słowo, które opisywałoby stan, w którym aktualnie się znalazła? Może to jednak było odpowiednie, bo w sumie to jeszcze nie rzucała przedmiotami (ten pet się nie liczył, zasłużył na to), a wyglądała na taką, która była do tego zdolna. Całe szczęście, że przyznał się jej tylko do poszukiwanym przez tę całą szefową Biura Aurorów, bo gdyby wysprzęglił się z bycia śmierciożercą, to by go chyba ukatrupiła. Nie dlatego, że się nie zgadzała z ich ideologią ale dlatego, że pierdolce nie patrzyły, gdzie strzelają fajerwerkami. - A czy ja cię o to, kurwa, proszę? - zapytała zimno, odwracając się w jego stronę. - Nawet mi to przez myśl nie przeszło, co ty możesz o nas wiedzieć, wy pewnie razem przy kolacyjkach suszycie te małe główki nieszczęsnych sierot, czy skąd wy tam je bierzecie, i plotkujecie sobie przy herbacie z imbirem. Palnęła, chociaż w sumie nie wiedziała, jak to było u Borginów. Ale chyba nie tak źle jak u Mulciberów, co? U nikogo chyba nie było aż tak źle, jak u nich. A przynajmniej u niej, bo reszta pewnie się bawiła doskonale na powierzchni. Może jednak popełniła błąd, że wybrała najtańsze lokum, które akurat było na Nokturnie? Może wtedy by to wszystko wyglądało inaczej? - Nie znam się na rzucaniu klątw. Co najwyżej mogę mu ptasie gówno podrzucić do biura, ciekawe co na to jego sekretariat - kim on tam był, w tym Ministerstwie? Chuj wie, ale pewnie ci, którzy grzebali im w listach, nie byliby zadowoleni, wsadzając łapska w ptasie odchody. Charlotte chwyciła za chusteczkę i zamiast wytrzeć oczy, po prostu przyłożyła do przedramienia. Opadła ciężko na kanapę, unikając wzroku mężczyzny. No, łatwo było ją sprowokować, ale to trzeba było wiedzieć, gdzie uderzyć, a jebaniec uderzył w te dwie struny, które były wrażliwsze niż kobieta przed okresem. Miał talent, to trzeba było mu przyznać. - Jebał go pies - wyburczała, uspokajając się trochę. - Dzięki, ale poradzę sobie. Może nie wyglądam, ale mam koleżanki, które mają kawałek podłogi. Odpowiedziała z przekąsem, sięgając po szklankę. Dopiła wódkę, a potem pomachała pustym szkłem przed oczyma Stanleya. - Dolejesz? Proszę- ostatnie słowo przeciągnęła słodko, a potem zachichotała. No pierdolnięta, dopiero co fajkami po pokoju rzucała. - Słodki jesteś, ale nie. Lepsi od ciebie próbowali. Nie ma na to lekarstwa, tylko maści i eliksiry, które niwelują swędzenie na chwilę. Swoją drogą DZIĘKUJĘ, bo to jest akurat twoja wina - wskazała na niego oskarżycielsko papierosem. - Gdy się denerwuję albo stresuję, coś w moim organizmie szwankuje i zaczyna mnie swędzieć. Ugryzł cię kiedyś w podeszwę stopy komar? Drapiesz się i drapiesz, ale to takie miejsce, że nie czujesz ulgi nawet gdy rozerwiesz skórę i dokopiesz się do krwi. Lotte przetarła twarz dłonią, rozmazując wilgotny makijaż oczu. Panda. - Myślisz, że gdybym ja nie znała ludzi, którzy znają ludzi, to nadal bym się tu panoszyła jak smród po gaciach? - zapytała w końcu nadzwyczaj spokojnie, tak jakby cały stres minionych dni uleciał z niej w ciągu tego krótkiego, acz gwałtownego wybuchu. Nagle poczuła się tak najzwyczajniej w świecie zmęczona. - Mam metę. Ale to nie to samo, co własny kąt. Wyjaśniła pokrótce, wzruszając ramionami. Lubiła mieć coś swojego, taki maciupki azyl, gdzie mogła zawinąć się w koc niczym naleśnik i po prostu zamknąć oczy, bez obawy o to, że coś wyskoczy zza rogu.[/b] RE: [14 IX 1972, Głębina] Na tej ziemii, pod tym niebiem | Stanley & Charlotte - Stanley Andrew Borgin - 01.12.2025 Kolejna co nie miała fundamentalnej wiedzy odnośnie o "suszeniu małych główek". Po pierwsze to nie były małe dzieci czy nieszczęśliwe sieroty. Po drugie to byli wrogowie rodziny, którzy trafiali jako przypadki testowe dla główek. Po trzecie to nie było takie hop-siup, aby dobrze spreparować taką główkę. Czy Szarlotka sobie wogóle zdawała sprawę ile rzeczy trzeba było zrobić dobrze, aby móc podłączyć się do niej - główki - jak do kamery CCTV? No chyba nie i to było bardzo dobrze widzieć. - Do tej herbaty z imbirem to jeszcze dodajemy miodu i cytryny trochę. Anyż czasem też. Taka wiesz, świąteczna kompozycja - skomentował jeszcze, ewidentnie nie przejmując się niczym. - Pewnie wyśle ci reprymendę albo nic nie zrobi. To Alexander, więc se co najwyżej powróży z tego - wzruszył ramionami. W ogóle dało się z tego wróżyć? Nie wiedział i w sumie mało go to obchodziło. Dziwne miała te koleżanki. Miały podłogę ale nie miały ścian? Matko boska, czy one też potrzebowały pomocy? Gdzie było Ministerstwo kiedy ludzie spali bez sufitów i ścian?! Na jakże miłą i pełną ciepła prośbę o dolanie alkoholu - wódka się polała, a co tam. Podwójna wóda z potrójną wódą dla Szarlotki. Średnią hawajską też dało radę załatwić. - Co ty pierdolisz. Ja bym nie próbował, bo bym Cię chyba kurwa zabił jakbym miał być Twoim lekarzem. Moi znajomi są bardziej adekwatni do takiej roboty... Ale skoro próbowali no to chuj. Krzyż na drogę i tyle - odpalił kolejnego papierosa bo z tą wariatką to się nie dało na spokojnie. Była pierdolnięta fest. - Ale spoko. Polecam się to tylko jeden z moich talentów. Ciekawe porównanie z tym komarem. Nigdy mnie jednak nie jebał w stopę ale współczuję, serio. Przejebana sprawa, że musisz bez butów chodzić. Dorzucić ci parę monet na nowe buty, aby ciebie komary w stópki nie gryzły - rzucił w formie luźnej myśli, chociaż zdawał sobie, że ciągle dorzuca do pieca. - Ogólnie to ładny kalejdoskop emocji zapierdoliłaś, więc polecę klasykiem... - zaciągnął się - Uspokój się. Napij się wódeczki. Zapal sobie szluge - zaproponował możliwe rozwiązanie jej problemów, oddychając spokojnie. Jakie to rozwiązywanie problemów ludzi było męczące. - A tak serio. Okres masz, że taka wkurwiona chodzisz? - dojebał do pieca na sam koniec - Czy taka cnotka jesteś? RE: [14 IX 1972, Głębina] Na tej ziemii, pod tym niebiem | Stanley & Charlotte - Charlotte Mulciber - 15.12.2025 - Nie lubię anyżu - odpowiedziała, przekrzywiając lekko głowę. - Ale miód i cytryna brzmią dobrze. Anyż to była jakaś jebana zbrodnia, ale reszta wydawała się naprawdę okej. Charlie zaciągnęła się papierosem, słuchając co Borgin ma do powiedzenia. Powróży... Charlotte wzruszyła ramionami. - Może se wywróżyć co najwyżej numery na loterii, chociaż gdyby był dobrym wróżbitą, to już dawno by wygrał kilka losowań - powiedziała dobitnie, bo przecież gdyby ona była jasnowidzem, to zrobiłaby tak, żeby opływać w luksusy bez podejrzeń, a jednak nie musieć pracować. Bo kto normalny lubił pracować? Więc albo Alexander był kiepskim wróżbitą, albo lubił swoją pracę, co czyniło go wariatem. Krótka piłka. Gdy Stanley polał wódkę, kiwnęła głową w podziękowaniu. Na moment spojrzała na dym, który unosił się ku sklepieniu, nie do końca załapując, o czym Borgin teraz pierdolił. I to ona była niby jebnięta? - Wszystko przed tobą. Pojedź na jakiś biwak to zobaczysz. Opierdolisz kiełbaskę z ogniska, napijesz się piwa, podetrzesz liśćmi. Fajna zabawa. Powróciła do niego srebrzystym spojrzeniem, tym razem już spokojniejszym. I chociaż Merlin jej świadkiem, że miała ochotę zgasić tego świeżo co odpalonego peta na jego gębie, to powstrzymała się, bo przecież była na jego terenie. No i nie wypadało, bo mimo że był wkurwiający, to jednak jej pomagał. - Przestań, bo nie wypada ciebie wyzywać, a się prosisz - przewróciła oczami i powróciła do obserwowania sufitu tak, jakby nigdy takiego pięknego nie widziała. - Nie, nie mam okresu. Po prostu jestem wściekła, bo ponoć to byli poplecznicy Voldemorta, a on zwraca uwagę na czystość krwi. Nie rozumiem więc, dlaczego ja oberwałam. Rykoszet? Czy zatrudnia debili, którzy nie potrafią odrobić pracy domowej? Starała się to wyjaśnić najspokojniej jak potrafiła, ale ciężko było ukryć drżenie w głosie. Westchnęła takim westchnięciem, jak piesek który leżał cały dzień w chacie i jedynym jego ciężkim, psim obowiązkiem było pójście się wysrać na spacerze, a jednak był OKROPNIE zmęczony. - Ale w sumie jak możesz przyspieszyć u eliksmajsterów coś, to byłabym wdzięczna. Mam srebrzycę, przyda się coś żeby złagodzić objawy, bo moje zapasy się kończą - powiedziała w końcu. Nie miała jak ukrywać swojej choroby, znamię oraz oczy były zbyt widoczne. RE: [14 IX 1972, Głębina] Na tej ziemii, pod tym niebiem | Stanley & Charlotte - Stanley Andrew Borgin - 18.01.2026 Gdyby chociaż Alexander potrafił powróżyć numery na loterię to byłby jakoś przydatny, a tak? No cóż, musieli z niego zrobić głowę rodu, aby jakkolwiek czuł się przydatny, bo z jego umiejętnościami spektrum to wszelkie ścieżki kariery były mocno ograniczone. Prawdę mówiąc to przykro było patrzeć na tak młodego człowieka, który marnował swoje życie na wróżenie z fusów, patrzenie w gwiazdy i liczenie kart - czy jakie tam mieli metody na "odgadywanie" przyszłości. - Pierdolę gdzieś jeździć. Jeszcze się zmęczę i nie wiem, spotkam jakichś przykrych ludzi... Będe musiał się wtedy z nimi zadawać - odchrząknął - Piwa mogę się napić tutaj, kiełbaski to mi może Francis przygotować. Nie potrzebuję biegać w dziczy jak jakaś patologiczna nastolatka - stwierdził, wzruszając ramionami. W sumie to nie wiedział co teraz robiły nastolatki. Za jego czasów to paliło się nielegalne szlugi na terenie Hogwartu i próbowało się jakoś połączyć koniec z końcem - oczywiście w rozumieniu wszelkich uwag i niedostatecznie dobrych ocen. - Spoko, możesz wyzywać. Mi tam obojętne, bo w sumie to nie mam już czternastu lat aby się na coś takiego obrażać - odparł, również spoglądając na sufit - tak jak zrobiła to Szarlotka. Przecież to nie jest nawet wykończone? Na chuj się tam tyle gapisz. Nie rozumiał. Ale była blondynką, więc miała pełnie praw do tego aby się patrzeć tam gdzie chciała. Hierarchia była jasno ustalona już lata temu. Blondynki miały taryfę ulgową, Ślizgonki też, a blondynko-Ślizgonki - najpiękniejsze stworzenia na tym świecie. - Może nie są najostrzejszą kredką w piórniku? - zapytał - Wiesz, coś jak z bumelantami. Niektórzy pewnie mają wyższy poziom inteligencji od temperatury pokojowej, ale zdecydowania większość nie. U tamtych pewnie jest tak samo - skąd Borgin to wiedział? A bo był w szeregach jednej i drugiej organizacji. Jego opinia - stwierdzenie - było oparte na faktach. - Więc może się rzeczywiście pomylili i wyślą teraz oficjalny list z przeprosinami? Udostępnią skrytkę z odpowiednią ilością szmaliwa na pokrycie kosztów naprawy? - podpuszczał ją, bo nie było nawet takiej możliwoścy aby to się zdarzyło. Śmierciożercy w życiu by jej niczego nie oddali - co najwyżej głowę ukochanego czy coś w tym stylu. - Srebrzyca? - podprapał się po podbródku, wracając spojrzeniem z sufitu - Hmm... - nic mu to nie mówiło ale przynajmniej mógł robić dobrą minę do złej - No to spróbuję coś wykombinować. Zobaczę co jest pięć - zakomunikował - Ale nic ci obiecać nie mogę, żebyśmy mieli jasność - zaznaczył od razu, bo jeszcze by sobie zrobiła jakąś nadzieję. RE: [14 IX 1972, Głębina] Na tej ziemii, pod tym niebiem | Stanley & Charlotte - Charlotte Mulciber - 11.03.2026 Pokręciła głową z dezaprobatą. Wiedziała, że nadchodziła jesień, ale w końcu był to ostatni dzwonek na zrobienie ogniska, upieczenia kiełbasek i napicia się piwa pośród śpiewu ptaków i szumu drzew. Wstawiłby się trochę, wyluzował, opierdolił pęto jak na Borgina przystało, i może poszedł popływać łódką. Mugole tak robili i wydawali się być szczęśliwsi. - Nudny jesteś, Borgin - skwitowała w końcu ze wzruszeniem ramion. Nudziarz okropny był z niego, jebany domator, który nie sięgał palcami po przygody, które były na wyciągnięcie ręki. Ale w sumie mówił jej, że ktoś go szukał, że nie mógł opuszczać Ścieżek... A na Ścieżkach nie paliło się ognisk, szczególnie teraz, po 8 września. Charlotte usiadła na fotelu, uspokoiwszy się już. Nie miała pojęcia o fetyszu Staszka, ale to i może lepiej, bo jeszcze gotowa byłaby go wykorzystać. Całe szczęście, że nie była ślizgonką, bo pewnie ośliniłby się jak wspomniany wcześniej pies na wspomniane również pęto kiełbachy. Skupiła się jednak na tym, co mówił Borgin. Może... Może faktycznie miał rację? wypiła potężny łyk alkoholu, gardło przyjemnie zapiekło, a oczy się zaszkliły. Odkaszlnęła raz i drugi. - Kwiatki by mogli przysłać, to bym przymknęła oko na ich durny czyn. Patałachy - wiara w to, że to wszystko miało sens w tym chaosie lub w pomyłki było czymś, co pozwalało dziewczynie wierzyć, że świat miał jako taki porządek. Kiwała więc głową na te mądre słowa Stanleya, w milczeniu (o dziwo). Milczenie jednak nie trwało długo, wszak to była Charlotte Mulciber. Ona nie potrafiła się zamknąć na długo. - A myślałeś, że takie gały mam, bo wpadłam do kociołka z magicznym srebrnym napojem? Prychnęła z rozbawieniem na samą wizję. W sumie dużo by dała, gdyby to był faktycznie jakiś napój, na przykład taki który zwiększyłby jej siłę na co dzień. Pewnie byłoby fajnie tak bić ludzi gołymi dłońmi, zamiast chować się za różdżką. - Żyję z tym świństwem od urodzenia, wiem że na nic nie mogę liczyć. Dlatego nic nie zakładam, najwyżej się pozytywnie rozczaruję - po raz kolejny wzruszyła ramionami. [b]- Ale dzięki za chęci. Mimo wszystko.[b] Mimo wszystko to ona była damą, chociaż usilnie starała się zachowywać inaczej, bo na Nokturnie dam nie szanowali. Ale podziękować musiała. |