Secrets of London
[22.09.1972, południe] Nightmare | Richard, Charlotte - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [22.09.1972, południe] Nightmare | Richard, Charlotte (/showthread.php?tid=5233)

Strony: 1 2 3


RE: [22.09.1972, południe] Nightmare | Richard, Charlotte - Charlotte Mulciber - 09.11.2025

Uśmiechnęła się lekko na jego zapewnienie. Kochany był czasami, nawet jeżeli w jego głowie był wielkim, obrażonym panem Mulciberem, który był wielce poważny i miał kija w dupie, był oschły i zdystansowany. A jednak proste nie zrobisz sprawiło, że naprawdę w to uwierzyła. Zresztą - jak mogłaby zrobić z siebie pośmiewisko, gdy będzie miała u boku nie tylko jego, ale i ciocię Lorien?
- Jesteś kochany - przytuliła się lekko do niego, chociaż wiedziała, że tego nie lubił. - Dziękuję.
Nie miała najmniejszego problemu z tym, żeby okazywać swoją wdzięczność. A matka ciągle jej powtarzała, że jest niewdzięczna. Gdyby teraz ją zobaczyła, przeżegnałaby się zapewne. Najlepiej trzy razy na zapas. Wciąż nie pojmowała, dlaczego chciała stworzyć jedną, szczęśliwą rodzinę w rozmiarze 2+1, skoro mieli tyle osób wokół siebie?

Odebrała paczkę z sukienką i uśmiechnęła się na pożegnanie do kobiety. Wyszli ze sklepu, a Charlotte rozejrzała się po zamykających się powoli witrynach.
- Chyba musimy się pospieszyć, niedługo wszystko będzie zamknięte. Wiesz, lubię szpilki, ale łatwo się w nich wywalić, a ja nie chcę wyrżnąć się tak, żeby wybić sobie zęby o kant stołu. Co do Sydney, to fakt, mogła śnić, ale czy na pewno? - to, jak ona skakała po tematach, zasługiwało na książkę. Bezpardonowo chwyciła Richarda za dłoń i pociągnęła go lekko w stronę sklepu, nad witryną którego wisiał szyld z butem na obcasie. - Mam wrażenie, że mogła być charłakiem, wiesz? Mam taką teorię, że jest ich więcej niż myślimy. I oni widzą wszystko to, co my. Ale nie wiedzą, jak to działa, więc mugolscy lekarze mówią im, że zwariowali. Jest jakiś rejestr charłaków, tak w ogóle? A zresztą, jakby był to przecież niektórzy nie mieliby problemu, żeby pozbyć się takiego dziecka tak o, nie? I cyk, mugolskie sierocińce zapełnione.
Nadawała dalej, idąc w stronę sklepu.
- Ja wiem, że to brzmi jak jakaś pojebana teoria, ale zastanów się nad tym, Richard. Przecież nie możesz powiedzieć na pewno, że tak nie jest, co nie? - w końcu puściła jego rękę, ale tylko po to, by pchnąć drzwi sklepu.
- Zaraz zamykamy - sprzedawca, młody i najwyraźniej szykujący się do wyjścia, obrzucił ich nieprzyjemnym spojrzeniem.
- My tylko na chwilkę, ale jak pan się spieszy, to może pan mi pomóc. Czarne czółenka, ale koniecznie z paskiem, na małym obcasie, rozmiar 4,5 - zaszczebiotała uprzejmie, robiąc wielkie, sarnie oczy.

Charyzma czy pan jej pomoże, czy machnie ręką żeby sama se poszukała
[roll=Z]

Gdy jego spojrzenie zetknęło się ze spojrzeniem Charlotte, młodzieniec chrząknął. Przestąpił z nogi na nogę, a potem zerknął na Richarda. W jego spojrzeniu czaiło się coś dziwnego - jakby patrzył na wroga.
- Naturalnie, już pomagam. Robi pani zakupy na Mabon? - zagaił z uśmiechem na ustach, odkładając paczkę, którą miał w dłoniach. Gestem zaprosił do siebie kobietę, kompletnie ignorując obecność Richarda.
- Tak, trochę na ostatnią chwilę, wiem, przepraszam, ale to sprawa życia i śmierci - powiedziała miło. Jej ton głosu nieco się zmienił, był jakby głębszy, a spojrzenie bardziej... Lepkie? Richard był właśnie świadkiem, w jaki sposób Charlotte przetrwała na Nokturnie. Sprzedawca zdawał się być w nią zapatrzony, jakby rzuciła nań urok.
- Proszę się nie przejmować, zostanę tu tyle, ile będzie trzeba. 4,5? Dobrze, dobrze... Tu mam jedną parę - machnął różdżką, a dwa pudełka butów wysunęły się z regału. - Może pani pokazać sukienkę? Łatwiej będzie dobrać do niej buty.
Wydawał się być zdecydowanie zbyt blisko kobiety. Wyglądało na to, że jeżeli tak dalej pójdzie, to zacznie sam jej wkładać buty na stopy, bo właśnie ujął jej dłoń, by ta usiadła na fotelu. Jakby byli na jakimś balu, a nie w sklepie.


RE: [22.09.1972, południe] Nightmare | Richard, Charlotte - Richard Mulciber - 10.11.2025

Nie miał gustu, jeżeli chodzi o pomoc w doborze sukien dla kobiet, ale co najważniejsze w tym było, żeby wyglądała dobrze, niezbyt wyzywająco. To potrafił ocenić. A że to on płacił za tę suknię, wierzył, że Charlotte nie zrobi z siebie idiotki. Nie przyjdzie w tym, co z nią przetrwało pożar w mieszkaniu. Nosi ich wspólne nazwisko. Jest tak samo czystej krwi czarownicą. Musi pokazać się odpowiednio, niezależnie też od tego, gdzie zdecydowała się mieszkać, gdzie pracować.

Do przytuleń, był już przyzwyczajony. Tego nauczyły go przecież dzieci, czego on sam nie otrzymał od swoich rodziców, od swojego ojca. W szczególności Charles i Scarlett. Pokazywali jak wiele to dla nich znaczy. Wiele nie potrzebowali, żeby mieć jego uwagę. Wtedy też go się słuchali. Taki gest dużo im pomagał. Czuły wsparcie, bezpieczeństwo i bycie docenionym. Czy to potrzebując pocieszenia, czy w podziękowaniu. Jak teraz, uczyniła do Charlotte. Od niej nie spodziewał się takiego ruchu. Czy był kochany? Sam nie wiedział. Na te słowa także nie odpowiedział. Cicho westchnął, uniósł lekko kącik ust i objął wolną ręką, poklepał też delikatnie po plecach, jakby chciał powiedzieć "już wystarczy". 
Zapłacił za jej suknię i wyszli ze sklepu.

Nie miał żadnej możliwości znów sięgnąć po papierosa. Kuzynka ponownie chwyciła go za rękę, ciągnąć w pośpiechu, na poszukiwanie sklepu obuwniczego. Paplając nadal swoje trzy po trzy. Dorównał jej kroku, słuchając. Samemu także wypatrując sklepu z butami. Chcąc to mieć już za sobą. W trakcie drogi, nadawała równo, niemal nie dając mu dojść do słowa. Odpuścił nawet udzielenia jej odpowiedzi w kwestii prowadzonych rejestrów charłaków. Bo wiedział, że taki jest prowadzony.

Poszukiwany sklep szybko został odnaleziony a Richard poczuł, jak Charlotte puszcza jego rękę. "Oby ta cała wycieczka zakupami była tego warta…" – pocieszał się w myślach. Następnie wszedł do wnętrza sklepu za pannicą, będąc świadkiem jej rozmowy ze sprzedawcą, który uległ jej spojrzeniu i słowom. Uniósł lekko brew, przyglądając się z baczną obserwacją scenie. Wsadził ręce do kieszeni płaszcza i po prostu czujnie obserwował. Marszcząc brwi, kiedy mężczyzna zaczynał być zbyt blisko kuzynki. Nie zignorował faktu, że został przez sprzedawcę,  zignorowany. Chrząknął charakterystycznie, specjalnie zwracając na siebie uwagę mężczyzny, aby nie zapomniał, że nie jest tutaj sam z młodą dziewczyną. Richard rozumiał uprzejmość i pomoc, ale i ona miała też swoje granice.






RE: [22.09.1972, południe] Nightmare | Richard, Charlotte - Charlotte Mulciber - 16.11.2025

Charlotte uśmiechnęła się szeroko i owszem, wyciągnęła sukienkę, żeby mu pokazać. Wtedy Richard chrząknął, zwracając na siebie uwagę. Nieco zmieszana - schowała ją z powrotem. Uśmiechnęła się do kuzyna przepraszająco.
- Na zdrowie - odpowiedział sprzedawca, nawet nie patrząc na Richarda. - Mam kilka par, proszę zerknąć.
Wyciągnął różdżkę, a z regałów wysunęło się pięć pudełek. Leniwie płynęły w powietrzu wokół Charlotte, a następnie po kolei wieka zaczęły się unosić.
- W zasadzie różnią się szczegółami, takimi jak wysokość obcasa czy sposób zapięcia - wytłumaczył kobiecie, gdy sięgnął po pierwsze pudełko. Wyciągnął lewego buta. But jak but. Niewielki bucik z obcasem, czarny ze srebrnym zapięciem i okrągłym noskiem. - Proszę przymierzyć, długość stopy to nie wszystko, możliwe że będzie trzeba wybrać inny czubek.
Mówił o butach tak, jakby kogokolwiek to interesowało. Charlotte zerknęła na Richarda, ale nawet nie łudziła się, że ten pomoże jej w wyborze. Jeżeli chodzi o buty, to ona sama zakładała najlepszy model: ten ładny i wygodny.
- Najlepiej byłoby, gdyby pani przymierzyła sukienkę - zachęcił ją, przekrzywiając głowę. Lotte znowu zerknęła na Richarda.
- Um... Nie mówił pan, że różnią się szczegółami? I są praktycznie takie same? - zapytała niepewnie, wstając. Nie uciskały, były ładne, a szpiczastych czubków nie lubiła. Nie chciało jej się przebierać, wystarczająco energii na to poświęciła. - Co myślisz?
Zapytała Richarda, przechodząc kilka kroków w jego stronę i z powrotem. Były chyba ok. I tak założy je tylko raz, co nie? Albo w sumie nawet kilka razy, bo były bardzo uniwersalne, co jej się podobało.


RE: [22.09.1972, południe] Nightmare | Richard, Charlotte - Richard Mulciber - 21.11.2025

Ignoracja tego mężczyzny nie podobała się Richardowi, ale póki nie robi nic nieodpowiedniego, to mógłby mu odpuścić. Przynajmniej wie, że on tutaj jest. Na jego słowa, nie odpowiedział nic, bo przecież nie kichnął. Mulciber widział wzrok swojej kuzynki, to wiedziała zapewne o co może mu chodzić.

Temat sukienki znów wrócił. Najpierw pokazać, a potem zaraz przymierzyć. Czy to tak działa w damskich sklepach z ubiorami i butami? Jak tak się zastanowić, to on przecież także dobierał obuwie pod garnitur. Z tym, że zawsze były albo czarne, albo brązowe. Nigdy inne i nigdy jasne. Jedyna różnica, to pora roku oraz okoliczności wizytowe.

Gdy Charlotte podeszła do niego, spojrzał na jej założone buty. Spiczaste czółenka byłej nie pasowały. Takie, pasują do takich kobiet jak Lorien. Ale, co on może się znać na modzie damskiej.

- Odpowiedz sobie, czy są wygodne i podobają Ci się?
No on w tym chodzić nie będzie. Więc tutaj kuzynka musiała sobie sama pomóc odpowiedzieć chociaż na pytania, jakie jej zadał. A te powinna zadać sobie.
- Na jeden wieczór wystarczą. Dobrze jednak wziąć takie, które ubierzesz jeszcze parę razy.
Zachęcił. Zalecał. Nie mówiąc już o tym, że pewnie i za te buty jej zapłaci. Aby tylko porządnie wyglądała na spotkanie rodzinne. Gdyby nie pożar jej mieszkania i utrata ubrań, nie musieliby teraz chodzić po sklepach i szukać czegoś dla niej na szybko.





RE: [22.09.1972, południe] Nightmare | Richard, Charlotte - Charlotte Mulciber - 29.11.2025

Gdyby nie pożar w Lodynie, to w ogóle pewnie nie byłoby tego Mabon. Do tej pory Mulciberowie nie trzymali się razem. To była duża rodzina, podobnie jak Lestrange czy inne wspaniałe rody. Wiele linii krzyżowało się ze sobą, ale tak samo wiele odchodziło od siebie - gdyby zebrać wszystkich Mulciberów w jednym pomieszczeniu, to kto wie, czy Mulciber Manor by ich pomieścił? Do tej pory każdy spędzał czas z tą najbliższą rodziną. Mama, ojciec, czasem dziadkowie. Dzieci. Wnuki... Wnuki jeszcze nie.
- Przymierzę jeszcze tamte- odpowiedziała Richardowi, okręcając się na obcasie. - Może pan podać tamte?
Nie zdążyła dokończyć zdania, a pierwszy but z wybranych przez Charlotte par podpłynął miękko w powietrzu prosto w jej dłonie. Charlie usiadła i zmieniła jednego, potem drugiego buta. Chwilę siedziała na pufie, wpatrując się w czerń skóry. Milczała, jakby się nad czymś zastanawiała. Ruszała jednocześnie palcami, jakby chciała się upewnić, że rozmiar był dobry.

Mimowolnie Charlotte pomyślała o matce. Znowu. Jej imię kojarzyło się z dwoma skrajnościami: zapachem świeżo świętych kwiatów i chłodnym, nieprzejednanym tonem, zdolnym zamrozić w miejscu każdą radość. Ich ostatnia kłótnia tak szybko eskalowała do wrzasków, które obnażyły lata ukrytych żalów, że teraz zastanawiała się, jak matka spędzi Mabon. Ty nigdy mnie nie słuchasz, Charlotte. Zawsze musiałaś iść własną drogą — te słowa, wypowiedziane tak dawno temu z wściekłością, pobrzmiewały w jej uszach, jak złowieszczy refren. Czy to była prawda? A może matka widziała w niezależności córki jedynie lustrzane odbicie własnych, niespełnionych pragnień? Co prawda wyszła za mąż z miłości, lecz Charlotte miała nieodparte wrażenie, że ciąża jej matki sprawiła, że kariera kobiety wyhamowała. Czy mogła ją obwiniać za to wszystko? Ale jeżeli tak, to dlaczego uparcie starała się lepić Lotte jak gliniane naczynie, na swoje podobieństwo? Nie rozumiała tego, tak samo jak tego, że trzymała ją z daleka od części rodziny. Cóż, patrząc na zachowanie Alexandra, to się nie dziwiła za bardzo. Według niej był po prostu chamem i tyle. Ale reszta? Mimowolnie spojrzała na Richarda i uśmiechnęła się do niego, wstając. Dobrze, że miała własny rozum i starała się odbudować to, co zostało naruszone.
- Te są idealne - powiedziała w końcu, przechodząc kilka kroków. Faktycznie nie różniły się zbytnio od tamtej poprzedniej pary, ale nosiło się je dużo lepiej. Palce miały więcej miejsca po bokach, a obcas był minimalnie niższy, a przez to podeszwa stopy nie odczuwała aż takiego dyskomfortu. Były także bardzo uniwersalne, więc na pewno użyje ich nie raz, i nie dwa. - Weźmiemy te.
Zwróciła się do chłopaka, z powrotem siadając i sięgając do zapięcia butów. Ostrożnie zsuwała je ze stóp - nagle wydała się jakaś taka nieobecna.
- Rick, jak myślisz: dlaczego tak nagle dostaliśmy zaproszenia na Mabon? - zapytała w końcu, cicho, korzystając z faktu, że sprzedawca poszedł sfinalizować sprzedaż i zapakować buty. - Ma to jakiś związek z pożarami? A może stało się coś złego?
Była odrobinę podejrzliwa, bo do tej pory nie uczestniczyła w tego typu uroczystościach. Ciężko było ją winić, że uznawała to wszystko za niespotykane, prawda? Nie była szczególnie podejrzliwa, lecz nadal to było w jej opinii niecodzienne.

@Richard Mulciber


RE: [22.09.1972, południe] Nightmare | Richard, Charlotte - Richard Mulciber - 30.11.2025

Trudno stwierdzić, czy pożar jest głównym powodem do tego, aby organizować kolację rodzinną i zapraszać nawet tych, z którymi za bardzo nie posiadało kontaktu. Czy może wykorzystano okazję, aby w innym celu zwołać rodzinę, pod przykrywką kolacji i święta Mabon?

Nawet jeżeli jego ojciec dostawał zaproszenia od swojego brata, odmawiał. Stało się po tym całym ich konflikcie. Święta były spędzane jedynie w swoim gronie, swojej gałęzi. To Richard pamiętał, jak na Yule zjeżdżał się ze swoimi dziećmi i żoną (gdy jeszcze żyła) do Londynu. Do ich rodzinnej kamienicy. Po śmierci ojca, w Londynie bywał znacznie częściej, nawet bez okoliczności świątecznych.

Obserwował Charlotte, która zdecydowała się przymierzyć jeszcze jedną parę butów. Sprzedawca szybko działał. Jakby chciał ich szybko obsłużyć i móc zamknąć sklep. Miał go też na oku, żeby czasem nie posunął się z kolejnymi pomysłami za daleko. A jednocześnie, obserwując kuzynkę, mogła mu przypominać córkę, albo bratanicę, krzątającą się w sklepie. Czy wszystkie dziewczyny tak mają? Gdyby miał sięgnąć pamięcią dalej, w końcu jego siostry miały podobnie. Nudził się w sklepie, gdy Violet przymierzała dziesięć sukien. Jeśli jednak spojrzeć też pod względem ich życia, obrania ścieżki zawodowej… Niemal wszystkie w ich rodzinie, musiały postawić na swoim. Jego siostry, kuzynki, bratanica, córka…

Stukot obcasów skupił jego uwagę znów na Charlotte, która zakomunikowała, że wybrała już buty.

- Zapłacę.
Oznajmił sprzedawcy, który odebrał buty od Charlotte, i udał się zapakować towar i wystawić rachunek. Mulciber nie ruszył za nim, słysząc pytanie kuzynki. Przeniósł na nią swoje piwne oczy.
- Nie mam pojęcia. Dowiemy się na miejscu.
Odpowiedział szczerze, ale nie ukrywał po sobie, że wyglądało mu to dziwne, zastanawiające, również podejrzane. Co kierowało Alexandrem, aby ich zaprosić do Mulciber Manor?

Odszedł od niej na chwilę, aby podejść do lady i zapłacić za jej buty. Odebrał zapakowany towar i schował swoją sakwę do kieszeni. Poczekał aż Charlotte będzie gotowa do wyjścia, zabierze torbę z sukienką i mogli wtedy opuścić sklep obuwniczy. Znajdując się na zewnątrz, podał jej torbę z butami.

- Pytałaś o Scarlett.
Pamiętał, że o to pytała. A skoro mieli jej sprawy załatwione, to przekaże jej kilka informacji, zanim się rozejdą.
- Co potrzebujesz o niej konkretnie wiedzieć?
Zapytał, a być może będzie mógł jej udzielić potrzebnych odpowiedzi, dać wskazówki. Zasugerować, aby sama o coś zapytała, co by pomogło jakoś nawiązać między nimi jakąś kuzynowską więź.





RE: [22.09.1972, południe] Nightmare | Richard, Charlotte - Charlotte Mulciber - 02.12.2025

- Dziękuję - uśmiechnęła się. Nie czuła się winna, że wykorzystywała Richarda do płacenia za zakupy. Po pierwsze: dostanie od niej prezent na Mabon. Po drugie: wiedział o jej sytuacji. I akurat ten Mulciber był jedyną osobą, od której przyjęłaby pomoc. No, była jeszcze Lorien, ale ona wysłała jej sukienki BEZ METEK, a że wiedziała doskonale o jej problemie z matką, to na bank te kiecki były od Rosierów. A Charlotte przysięgła sobie, że nigdy nic już od Rosierów nie założy, chyba że matka postanowi ją przeprosić. Niestety lecz upór odziedziczyła po niej, nie po ojcu: więc istniało ogromne ryzyko, że kobiety nigdy się nie dogadają, nawet jeżeli matka Charlotte będzie leżała na łożu śmierci. Mulciberówna była bowiem bardzo pamiętliwa, nierzadko też złośliwa. Krzywdziła tym nie tylko innych, ale także siebie - nie potrafiła jednak zachowywać się inaczej. - Mam wrażenie, że nie dowiemy się na miejscu niczego.
Odpowiedziała cicho Richardowi, mrucząc pod nosem z niezadowoleniem. Jeżeli to Alexander organizował przyjęcie (oby, kurwa, nie), to podejrzewała, że nie dowiedzą się niczego. Ale może to faktycznie była sprawka Scarlett? Może to córka Richarda chciała zjednoczyć rodzinę z jakiegoś powodu, i wstydziła się powiedzieć o tym ojcu? Albo uznała, że nie wypada. Sama nie wiedziała, co sądzić o kuzynce, której jeszcze nie spotkała.

Gdy wyszli, odebrała torbę z butami i sięgnęła po papierosa. Nie był jej ojcem, nie musiała się kryć z tym, że pali. Poza tym sam palił, a chociaż rodowe hasło Mulciberów brzmiało niech żyje hipokryzja, to podejrzewała, że Richarda guzik będzie obchodziło to, czy kopci czy nie. Sam palił.
- A, tak - mruknęła, odpalając papierosa. Zerknęła na kuzyna uważnie. Dobrą miał pamięć, nie to co ona, bo ona już zapomniała, o czym do niego mówiła jeszcze w sklepie z sukienkami. - Hmmm...
Zastanowiła się głośno, przechodząc nieco na bok, żeby nikomu nie zawadzać. Niby sklep miał być zamknięty za niedługo, ale wolała nie stać w przejściu. Przyzwyczajenie.
- Jaka ona jest? Z charakteru. Cicha, głośna, uparta? Co lubi - malowanie, książki, może taniec? Wiesz, takie rzeczy, które pozwolą mi się zorientować, czy mamy ze sobą coś wspólnego - powiedziała w końcu, bo tak po prawdzie nie chciała wiedzieć o Scarlett wszystko. Chciała wiedzieć, czy będą miały jakikolwiek punkt zaczepienia w rozmowie, która na pewno się wywiąże między nimi w Mulciber Manor.

@Richard Mulciber


RE: [22.09.1972, południe] Nightmare | Richard, Charlotte - Richard Mulciber - 07.12.2025

Niczego się nie dowiedzą. Czy na pewno? Richard usłyszał jej ciche słowa, przez moment wpatrując się w dziewczynę. Jeżeli słownie by niczego nie wyciągnęli, zawsze pozostaje obserwacja otoczenia. Zachowania pozostałych członków rodziny, prowadzone rozmowy. On sam nie wiedział, czy tam wytrzyma. Nie do końca też wiedząc, kto będzie uczestniczył w kolacji, poza samym kuzynem, jego matką i ich babką. Zamieszkujące Mulciber Manor. Dodać jego i Charlotte a także jego córkę. Nie miał pojęcia czy i jego siostry otrzymały zaproszenia, czy kogoś jeszcze postanowili ściągnąć. Bo jego synów, nie będzie na pewno, włącznie z Sophie.

Na to więc nie odpowiedział. Obawiając się, jakoby mogło być prawdą, że to jego córka chce zjednoczyć rodzinę. Już raz usłyszał od niej ten pomysł, który od razu skreślił. Nie był w nastroju na rodzinne spotkania. A mimo to, i tak dziewczyna je mogła zorganizować.

Opuściwszy lokal sklepowy, podał kuzynce jej zakup. Sięgnąwszy po chwili po swoją papierośnicę, z której wyciągnął papierosa. Nie przeszkadzało mu to, że i ona paliła. Nie miał powodu prawić jej jakichkolwiek kazań na ten temat wspólnego nałogu. Gdy myślała nad jego pytaniami, pozwolił sobie w tym czasie zapalić swojego papierosa i się nim zaciągnąć. A następnie schować papierośnicę z zapalniczką. Mogli przejść się spacerem wzdłuż ulicy, która mogła prowadzić do najbliższej kwiaciarni. Wyjął papierosa z ust, aby udzielić odpowiedzi.

- Scarlett jest bystrą dziewczyną. Bardzo aktywną i niekiedy upartą. Z zainteresowań, to o ile jej się nie zmieniło, lubiła pływanie i pojedynkowanie. Nauczyłem ją wszystkiego co mogłem, aby umiała sobie radzić w tym świecie. O resztę będziesz musiała sama ją zapytać. Ułatwić to powinno wam nawiązanie dobrej relacji.
Zaciągnął się papierosem, kiedy skończył mówić. Jednocześnie zastanawiając nad tym, jak bardzo lata i zmiana otoczenia, zmieniły jego córkę. Tak samo, jak synów. Może gdyby wcześniej się przeprowadzili, te zmiany nie zaszłyby w nich tak drastycznie? Wciąż winił się za to, że za późno podjął decyzję o przeprowadzce. Nigdy tego sobie pewnie nie wybaczy.





RE: [22.09.1972, południe] Nightmare | Richard, Charlotte - Charlotte Mulciber - 15.12.2025

- Nie jesteś zbyt rozmowny jeżeli chodzi o jej hobby - uśmiechnęła się lekko, ale nie komentowała tego jakoś mocniej. Pływanie, pojedynki... Był bardzo pragmatyczny, do bólu aż. Ale nie mogła go za to winić, przecież był mężczyzną, skąd miał wiedzieć, o co jej chodziło, gdy pytała o to, co lubiła Scarlett? Charlotte zaciągnęła się papierosem i westchnęła, idąc u boku Richarda w milczeniu. Analizowała jego odpowiedzi, a potem wzruszyła ramionami. - Dobrze, dowiem się o ile będzie okazja, żeby porozmawiać.
Zastanawiała się w zasadzie, jak to będzie wyglądało. U niej w rodzinie zwykle Mabon nie świętowało się inaczej poza skromną kolacją i rozmowami, ale to było w dużo mniejszym gronie. Teraz miało być z kolei więcej Mulciberów, więc... Naprawdę nie wiedziała, czego się mogła spodziewać.
- W razie czego będziemy się ratować, co nie? Bo powiem ci, że Alexander to trudny gość - powiedziała w końcu, wydmuchując dym ku górze. Stawiała powolne, miarowe kroki, nie spiesząc się przesadnie. Krok za krokiem, oddech za oddechem, zaciągnięcie się za zaciągnięciem - nie bardzo wiedziała, co ma dalej mówić poza narzekaniem na obecną głowę rodu. - Chociaż osobiście widziałam go lata temu. Pisał do mnie niedawno, gdy postanowiłam zamieszkać sama. Ale nie dane mi było odpisać, to znaczy - odpisałam, ale przywitała mnie zwrotka z jego gabinetu. Więc moja odpowiedź do niego nie dotarła. Nie wiem po co w ogóle pisał, jak miał w dupie odpowiedź.
Powiedziała w końcu, chmurniejąc wyraźnie. Zerknęła na Richarda i w końcu wzruszyła ramionami.
- Nawet wysłał jakiegoś swojego kolegę, żeby się upewnił, że wszystko ze mną w porządku. Niby miłe, nie? Ale tak naprawdę mam wrażenie, że zrobił to z obowiązku. Więc to nie było miłe. Raczej suche i bezemocjonalne. Nie wiem, czy się dogadamy na tej kolacji, ale mogę ci obiecać, że nie zrobię trzody - uśmiechnęła się lekko i mrugnęła do Richarda wesoło. - Czasem potrafię się zachować.
Dodała już pogodniej, jakby sama sobie poprawiła humor tym monologiem. Przeciągnęła się nawet, aż chrupnęły jej wszystkie kości. Gdy dotarli do okolic alejki, która prowadziła na Nokturn, Charlotte rozejrzała się niby konspiracyjnie, a potem przytuliła kuzyna na pożegnanie.
- Widzimy się na kolacji. Damy radę, to tylko kilka godzin. Nie będzie aż tak źle, nie? - powiedziała na odchodnym, uśmiechając się szeroko do Richarda. A potem zniknęła w jednej z uliczek, bo przecież musiała zrobić się na bóstwo.

Koniec sesji