Secrets of London
[7.10.72, Maida Vale] Gwiazdy i róże - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118)
+--- Wątek: [7.10.72, Maida Vale] Gwiazdy i róże (/showthread.php?tid=5540)

Strony: 1 2 3


RE: [7.10.72, Maida Vale] Gwiazdy i róże - Victoria Lestrange - 06.01.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=3UQX4gf.png[/inny avek]

Kajdanki?

Victoria spojrzała na Christophera z zaskoczeniem wymieszanym z rozbawieniem. Co on jej tutaj insynuował?

– Nie, ale to najmniejszy problem. Kajdanki zawsze można wyczarować – odparła tonem, jakby mówiła całkowicie poważnie, ale to była właśnie żartująca Victoria: trzeba było poznać ją nieco lepiej, by zacząć wyłapywać, kiedy mówiła faktycznie poważnie, a kiedy stroiła sobie żarty. Przez te jej minki, często mało się zmieniające, ludzie myśleli, że kobieta ma kija w dupie i nie zna się na żartach, ale to wszystko to była część jej specyficznego czaru. – Nie wiedziałam, że masz takie upodobania – palnęła jeszcze, mrużąc oczy. Taak, wszystko co powie, mogła wykorzystać przeciwko niemu, zdecydowanie.

– Ano… Widziały to osoby, które trzeciego oka nie odziedziczyły. To znaczy tę wizję – doprecyzowała. Ona też się nad tym zastanawiała. – Były za to w jakiś sposób związane z morzem, a wspomnienie dotyczyło właśnie morza, statku, czy coś w ten gust – trochę to dziwne, prawda? Czarne, osobliwe, piękne róże w ogrodzie i wspomnienie o morzu, z Londynu dość odległe, wszak mieli tutaj tylko śmierdzącą rzekę, która pozbawiona była życia, nawet roślin. I to mugole tak ją zanieczyścili, że nic nie było w stanie się w niej rozwijać. Wyrzucała na brzeg tylko śmieci i trupy. – Może zaklęcie… Trudno mi powiedzieć. Jeśli zaklęcie, to powinno się chyba już wyczerpywać i czemu wybierało sobie tak bardzo specyficznych ludzi? – zastanawiała się na głos, ale ostatecznie wzruszyła ramionami, bo wiedziała, że i tak nic nie wymyśli. Przekopała to w głowie już tyle razy… – Niee, nie przy łóżku – roześmiała się cicho. – Jeszcze mój kot wybrałby sobie jej donicę do spania. Nie, nie ma mowy. Nie trzymam jej nawet w sypialni – choć miała w niej kwiaty, jak można się było spodziewać, albo po prostu rośliny. Różne. Oczyszczały powietrze, tworząc w pomieszczeniu pewien klimat, w którym lepiej się odpoczywało. Miała zresztą pełno roślin w całym domu. A teraz zresztą była w trakcie przeprowadzki – kolejnej. Ale uważała, że potrzebnej. Żadnych bębnów, żadnych stuków. Tylko cisza i święty spokój. – Boisz się o konkurencję w postaci donicy? – zażartowała. – No zobaczę… – drażniła się z nim dalej. Ubrała zresztą na nowo rękawiczkę na dłoń i podniosła donicę z kwiatem, gdy Christopher zabrał już dłoń z jego płatków. – Tak naprawdę to chciałam go wcisnąć jakiemuś skrzatowi, zabrałabym ją sobie później – kontynuowała, gdy już szła z powrotem ku wyjściu z oranżerii. – Ale może powinnam ją zmniejszyć i nosić pod pachą jako drugiego partnera? To co, masz ochotę na to wino? – przypomniała mu o fontannie i nadal wirujących w powietrzu kieliszkach.




RE: [7.10.72, Maida Vale] Gwiazdy i róże - Christopher Rosier - 07.01.2026

– Nie mam pojęcia, o czym mówisz, Victorio. Pomyślałem, że gdyby napadła mnie jakaś kolejna podchmielona dama, trzeba by ją jakoś delikatnie unieszkodliwić i kajdanki doskonale by się sprawdziły – odparł Christopher obłudnie. Maska psuła tutaj nieco efekt, bo posłał jej najbardziej niewinne spojrzenie, jakie tylko był w stanie przywołać Ślizgon… a chociaż może nie był aktorem, to miał dość charyzmy, aby z minami radzić sobie doskonale.
*
Przyjął jej wyjaśnienia z pewnym zamyśleniem, kiwając odruchowo głową, choć po prawdzie na teorii magii nigdy nie znał się na tyle dobrze, aby móc się tu wypowiadać. Wiedział, że dobry rzemieślnik niektóre zaklęcia utrwali – sam to robił przecież, gdy w niektórych ze swoich projektów zaklinał odrobinę magii – ale nie mógł sobie wyobrazić, dlaczego ktoś miałby robić coś takiego przy róży.
– Nastały naprawdę niespokojne czasy, skoro dzieją się w naszym świecie rzeczy, których nawet najlepsi naukowcy nie rozumieją – skwitował w końcu, bo nie wierzył, że Lestrangowie nie mają specjalistów od roślin, którzy nie doszliby do tego, o co tu chodzi, gdyby nie było to coś naprawdę nadzwyczajnego. I normalnie Rosier wzruszyłby na to ramionami, jak zwykle niezainteresowany niczym, co go nie dotyczyło… ale Spalona Noc namieszała nawet w jego blond głowie, pozostawiając po sobie myśl, że nie zdoła przed pewnymi rzeczami uciec.
Tego wieczora chciał jednak skupić się na winie, muzyce, gwiazdach, różach i swojej partnerce.
– Gdybym przegrał zawody o twoje względy z donicą, muszę przyznać, że ucierpiałoby nieco moje poczucie własnej wartości – oświadczył więc niemalże wesoło, wraz z Victorią ruszając do wyjścia z oranżerii, i nie myśląc już o zagadce róż z Maida Valen, a jedynie o tym, jakie wrażenie robiło ich mroczne piękno i co mógł zaprojektować. – Chodźmy więc napić się wina, a potem, mam nadzieję, będziesz wolała jednak zatańczyć ze mną niż z doniczką – rzucił, gdy wejście do oranżerii zamknęło się za nimi z cichym trzaskiem, oddzielając ich od sekretu, który skrywało to miejsce.
Koniec sesji
[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/c2/c6/d9/c2c6d9862c4228d9eed4f12c9913269b.jpg[/inny avek]