Secrets of London
[17.10.72] Małe klątwy - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [17.10.72] Małe klątwy (/showthread.php?tid=5897)

Strony: 1 2 3


RE: [17.10.72] Małe klątwy - Christopher Rosier - 02.04.2026

Słowa Victorii sprawiły, że gdzieś w głowie Christophera uruchomiły się analizy. Może i mógłby powiedzieć wszystko, co powiedział, ale jednak zwykle używałby trochę innych sformułowań, a poza tym… naprawdę nie zamierzał odpowiadać matce na to pytanie o „przyjacielskość”. Nie kiedy wokół było tyle osób. Czy jadł dziś coś dziwnego? Zwrócił pełne podejrzliwości spojrzenie ku drzwiom, za którym znikła asystentka, bo przynosiła mu dziś kawę. Czy mogła ją czymś doprawić? Śniadanie zjadł w kawiarni w pobliżu kamienicy rodziców, świeżo otworzyli ją po remoncie, a on miał trochę dość posiłków w towarzystwie dzieciaków, ale czemu mieliby coś mu podawać? Może raz był tam nieuprzejmy dla kelnerki, gdy zapomniała o jego zamówieniu, ale zazwyczaj dawał dobre napiwki i jeśli przesiadywał tam dłużej, bo miał ochotę poszkicować, zawsze składał kolejne zamówienia.
– Nie jestem pewien… – powiedział powoli, próbując sobie przypomnieć, czy tego karmelka któreś z kuzynostwa wcisnęło mu dzisiaj czy wczoraj, drobiazg, na który nie zwrócił uwagi. Ale chyba to było wczoraj, prawda? Więc jednak asystentka? Albo kelnerka? A może to ten poltergeist? Albo Cressida przekupiła… Zaraz. Cressida nie musiała nikogo przekupywać, była przecież tutaj.
– Cressida. Musiała coś na mnie rzucić – oświadczył zdecydowanym tonem.
– Christopherze, jestem pewna, że po prostu czujesz się zdenerwowany całą tą sytuacją – powiedziała Anelise z pozornym spokojem. – Nalegam, żebyśmy porozmawiali we troje.
– Po moim trupie – odparł Christopher porywczo, a potem uniósł dłoń do gardła. To znaczy tak naprawdę nie chodziło o to, że nie mogli rozmawiać we troje, ale to był naprawdę fatalny moment na to i chyba wolałby się rzucić z okna: jaka szkoda, że znajdowali się wciąż na parterze. Nie panował nad swoim językiem. Cressida zrujnowała salę, w której mieli wystawiane projekty. Zniszczyła jedną z sukienek, widziała to wszystko klientka, pracownice na pewno będą plotkować jak szalone, wszystko działo się na oczach Victorii, a poza tym dopiero zaczynali się spotykać. Nie, zdecydowanie nie powinni dyskutować nad herbatką we troje. – Widzicie? Coś jest nie tak. Nie idę na żadną herbatkę. Idę do uzdrowiciela – oświadczył zdecydowanie i nawet ruszył do drzwi, ale jakoś sobie przypomniał w ostatniej chwili, że chyba nie wypada ot tak wymaszerować i odwrócił się jeszcze do Lestrange. – Przepraszam, napiszę później, jak sprawdzę, co takiego zjadłem i może znajdę sposób na okrutną zemstę za podanie mi jakichś dziwnych rzeczy. Porozmawiamy we dwoje. Nie we troje!


RE: [17.10.72] Małe klątwy - Victoria Lestrange - 02.04.2026

Celowo podała tak specyficzny przedział czasu, bo tak silne eliksiry, ale ogólnie większość eliksirów, nie działały przesadnie długo i jeśli coś mu podano w jedzeniu czy piciu, to mogło zadziałać, ale jeśli było to wcześniej – to już nie powinno mieć żadnego efektu. Christopher jednak… zaczął chyba nawet panikować? Tak by to chyba nazwała, bo zaraz wszystko zrzucił na Cressidę, co Victorii wydało się bardzo mało prawdopodobne. Nie miała w ręku różdżki i co prawda była szansa że potrafiła rzucać zaklęcia bez niej, ale Victorii jakoś się nie wydawało (ale może działało tutaj uprzedzenie i jej nie doceniała…). Na pewno nie rzucała niczego gdy już była przy nich, bo musiałaby wykonać jednak gęsty ręką, a to nie miało miejsca.

– Bardzo wątpię żeby cokolwiek zrobiła. Próbowała cię uderzyć, a nie rzucić zaklęcie… – przypomniała mu powoli. Cóż, Analise właśnie otrzymywała więcej szczegółów całego zajścia, które miało przed chwilą miejsce.

Victoria wydawała się być bardzo zaskoczona kolejnym obrotem sprawy. Słowami jego matki, która się uparła, odpowiedzią Chrisa, a potem… potem tak po prostu ruszył do tych drzwi.

– Nie wydaje mi się żeby to był odpowiedni moment na rozmowę, pani Rosier – Victoria w końcu znalazła odpowiednie słowa, by odmówić tej herbaty, ale znacznie grzeczniej, a zaraz aż zmarszczyła brwi. – Chris… poczekaj. Niekoniecznie ktokolwiek ci coś podał, jeśli nic przez ostatnią godzinę nie jadłeś to to nie jest to, to co innego – nie eliksir, nie Cressida.

Było przecież jeszcze coś. Poltergeist.

Poza tym… jeśli on tak o stąd wyjdzie, to ona tu zostanie. Z jego matką. To nie brzmiało jak dobry scenariusz, skoro ta tak się upierała na rozmowę przy herbacie. Będzie musiała się stąd ewakuować, a jeszcze na biurku stała ta klatka z sową i… westchnęła.

– Chris. Sukienka – rzuciła mu w odpowiedzi, gdy jego nagle tknęło, że bardzo nie wypada stąd tak po prostu wyjść bez słowa. I że porozmawiają we dwoje – tak, należało porozmawiać bez świadków. Miała nadzieję, że jednak się zatrzyma i nie wyjdzie stąd z tą sukienka na ramieniu. – Chyba wiem co ci jest. Poltergeist.




RE: [17.10.72] Małe klątwy - Christopher Rosier - 03.04.2026

– Och, rozmowa… nie ucieknie – powiedziała Anelise z wyraźnym niezadowoleniem, spoglądając za synem. Nie zamierzała krzyczeć na środku jednej z głównych sal Domu Mody ani próbować zatrzymać Christophera siłą, ale jej słowa zabrzmiały niemalże złowieszczo i jasno pokazywały, że zamierzała jeszcze znaleźć sposób na to, aby pogawędzić ze swoim dzieckiem.
Christhoper, po prawdzie, zapomniał o sowie. A nawet gdyby pamiętał, i tak machnąłby na to ręką, bo wiedział, że kazał zająć się nią jednej z asystentek: dziewczyna na pewno będzie o tym pamiętała, kiedy już upora się z Cressidą. Nie odpowiedział i na słowa Victorii odnośnie tego, że to raczej nie Avery, trochę pełen obawy, co takiego padnie z jego ust: może zacznie przeklinać? Nie żeby nigdy nie zdarzało mu się zakląć, ale na pewno nie robił tego w sali dostępnej dla klientów, i przy własnej matce.
– Piłem kawę – powiedział, nawet te słowa wypowiadając z jakąś ostrożnością, jakby obawiał się, że powie coś zupełnie innego niż zamierzał. Nie potrafił dopasować kluczowa swojego zachowania do tego, co się działo. Nadmierna szczerość, zniesienie hamulców, absolutne zapomnienie o dobrych manierach? Ani nie natknął się wcześniej na tego poltergeista, ani nie miał wielkiej styczności z klątwami.
Zatrzymał się i spojrzał na tę sukienkę, wciąż przewieszoną przez ramię, trochę nieprzytomnym wzrokiem. Ostatecznie ściągnął ją i powstrzymał odruch ciśnięcia w kąt: pokazał się już z wystarczająco złej strony, a znając jego dzisiejsze szczęście, jakaś klientka weszłaby akurat w chwili, w której zacząłby rzucać ubraniami. Ledwo to pomyślał i zaczął po prostu składać sukienkę – ruchami nieco nerwowymi, ale wprawnymi – drzwi otworzyły się i do środka weszła starsza czarownica, którą Victoria mogła kojarzyć jako daleką krewną ze strony Parkinsonów.
Na całe szczęście, pracownice zdążyły już zebrać z podłogi ubrania, i choć atmosfera była wyczuwalnie nerwowa, to jedynym, co mocno odbiegało od normy, był fakt, że jedna z kobiet właśnie kończyła poprawiać chwiejący się nieco wieszak. Rosier jednak i tak zamknął oczy, powtarzając sobie, że mogło być gorzej. To mogła być matka Victorii.
– Dzień dobry, byłam umówiona na przymiarki…
– Proszę za mną, pani Parkinson, zanim pracownica będzie wolna, zajmę się panią osobiście – powiedziała pani Rosier, rzucając synowi ostatnie, uważne spojrzenie.
– Klątwołamacz. Powinienem iść do klątwołamacza. Możemy porozmawiać po prostu… później? – mruknął on tymczasem do Lestrange, obiecując sobie, że wyznaczy nagrodę za dorwanie tego wstrętnego poltergeista.


RE: [17.10.72] Małe klątwy - Victoria Lestrange - 03.04.2026

Nie było wcale tak źle – a przynajmniej tak sobie myślała Victoria, obserwując całą tą sytuację jednocześnie z boku i głównego miejsca. Christopher może i miotał się nieco bez ładu i składu, ale nie robił przy tym nic nadzwyczaj kontrowersyjnego, albo obraźliwego dla jej dumy czy czegoś w tym rodzaju. Nie martwiła się jakoś bardzo, ale skoro twierdził, że coś jest nie tak, to i sama nad tym myślała… i nie dziwiła się, że chciał coś z tym zrobić. Że chciał pójść do klatwolamacza i zmyć z siebie cokolwiek, co wpływa na jego umysł, czy na to co mówi czy cokolwiek się działo. Ją samą drażniłoby to strasznie, więc z tej perspektywy kompletnie rozumiała, co teraz działo się w głowie Chrisa i przecież go za to nie winiła. W ogóle za całą tę sytuację – naskakuje na ciebie twoja eks, rzuca jakieś insynuacje, a potem z pięściami, próbuje zdyskredytować w oczach pracowników Domu Mody, matki i dziewczyny, z którą ostatnio się widujesz… Gdyby Victoria była delikatniejsza, to może wzięłaby to bardziej do siebie i zastanowiła się dwa razy, czy nie lepiej jednak się wycofać, nic takiego jednak nie przeszło jej po głowie.

Pomyślała sobie za to, że Chrisa chyba będzie czekać trudna rozmowa z matką, sugerując się tonem, jaki do niego użyła. Bo chyba nie zamierzała jednak się upierać nad herbatką we troje…? Na pewno nie w tej chwili, a to już Victorii wystarczająco ulżyło. Nie miała ochoty na konfrontację z jego matką w tej konkretnie sytuacji, gdy to wszystko było zresztą takie… że widywali się od niedawna. A nie zamierzała pozwolić, że rodzina znowu ją w coś wmanewruje bez jej wyraźnej zgody.

Victoria przywitała się i uśmiechnęła do krewnej, na szczęście nie było więcej czasu na rozmowę, a pani Analise zabrała ciotkę ze sobą, więc przy tej dalszej, znacznie już krótszej wymianie zdań, nie było za dużo świadków.

– Tak, klątwołamacz. Powiedz mu o poltergeiście na Pokątnej – potwierdziła mu, mając pod tym kątem znacznie większe doświadczenie. – Idź, nie przejmuj się, nie jestem zła – miała wrażenie, że mógł tak pomyśleć, a ona chciała go zatrzymać nie dlatego, żeby go teraz maglować, a po to, żeby lepiej ustalić co się właściwie dzieje. Bo to, że powinni później porozmawiać… było raczej jasne.

Gdy Chris poszedł i Victoria wyszła w końcu z Domu Mody, pożegnała się tylko jeszcze, a na ulicy teleportowała do siebie.


Koniec sesji

!BINGO C4


RE: [17.10.72] Małe klątwy - Pan Losu - 03.04.2026

Walentynkowe Bingo
adres pola: C4
wariant: 1
typ: prompt

Panika.

Wpadłeś w panikę. Oddech przyspieszył, dłonie zaczęły drżeć, świat zwęził się, zmalał, dusił. Nie mogłeś wydusić z siebie słowa, ale... druga osoba od razu wyczuła, że coś jest nie tak i znalazła się obok. Zupełnie tak, jakbyście rozumieli się bez dialogu.