![]() |
|
[21.10.72, wieczór] Niełatwo kupić nieruchomość - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125) +--- Dział: Walia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=126) +--- Wątek: [21.10.72, wieczór] Niełatwo kupić nieruchomość (/showthread.php?tid=6207) |
RE: [21.10.72, wieczór] Niełatwo kupić nieruchomość - Christopher Rosier - 25.07.2026 Chris skłamałby okrutnie, gdyby powiedział, że wygląd nie ma dla niego znaczenia. Zawsze był człowiekiem, który zwraca uwagę na aparycję, i można by go tu uznać za próżnego czy powierzchownego. Nie oglądał się za kobietami, które mu się nie podobały: może mógłby zaistnieć scenariusz, gdzie poznałby jakąś brzydką tak dobrze, że zdołałaby go ująć mimo niedostatków urody, ale pewnie i musiałaby mieć zdumiewająco kompatybilny charakter z tym jego, i potrzeba by do tego naprawdę paru zdumiewających zbiegów okoliczności… Niekoniecznie więc zaprosiłby gdzieś Victorię, gdyby się mu nie podobała. Ale na pewno nie poruszało go kilka blizn, i chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że się nimi przejmowała. – Nie wiem, czy zamieszałaś, to po prostu brzmi jak… bardzo skomplikowana historia? I taka z gatunku tych dziwnych nawet w świecie magii – stwierdził. Przeczuwał, że nie powinien okazać niedowierzania, i chciał przynajmniej wysłuchać wszystkiego, ale tak streszczona historia w jego uszach rwała się, umysł zaś nie do końca chciał zaakceptować, że zwykły sen sprzed paru miesięcy mógł nieść ze sobą potencjalne zagrożenie życia. Wysłuchanie pełnej opowieści i miła kawiarnia na Pokątnej nad którą, być może, nie trwała burza, i w której serwowali na pewno herbatę albo grzane wino, musiało jednak poczekać. Stał chwilę, niepewny, co dalej: proszku Fiuu nie mieli, teleportacja nie działała, nie znał przyczyn, a jeżeli nawet było to zaklęcie antytelportacyjne, to w tej wichurze wędrowanie przed siebie, aż uda się im skoczyć, nie było czymś, na co się palił. Victoria nie miała takich wątpliwości: otworzyła drzwi tarasowe, wpuszczając do środka podmuch wiatru, wilgotne powietrze i zapach burzy. Stając na zewnątrz widziała, jak drzewo w ogrodzie porusza się, gdy jego gałęziami szarpał wiatr. Chris ruszył za nią i stanął w progu. – Zmokniesz. Wiem, że zawsze ci zimno, ale bycie zmarzniętym i mokrym jest chyba podwójnie nieprzyjemne – rzucił, mając nadzieję, że jednak Lestrange nie będzie nalegała, aby natychmiast ruszyli w ten deszcz, szukać miejsca, z którego da się teleportować. Chciał zaproponować, by poczekali na lepszą pogodę… ale wtedy znów zabrzmiało, a patrząc na strugi deszczu pomyślał, że to nastąpi dopiero za kilka godzin. – W szafce chyba widziałem jakieś puszki i kubki, możemy… nie wiem, zobaczyć, czy da się zaparzyć herbatę – zaproponował bezradnie, mając dziwne wrażenie, że tu utknęli. A potem wyobraźnia podpowiedziała mu, że tak zaczynały się niektóre straszne historie. Może powinien zaryglować wejście do piwnicy, tak na wszelki wypadek. RE: [21.10.72, wieczór] Niełatwo kupić nieruchomość - Victoria Lestrange - 25.07.2026 Victoria nie była zbyt wylewną osobą, zwłaszcza w kontekście emocji, które często zostawiała w sobie i dawała im przeczekać (a przynajmniej tym negatywnym). Wielu ludzi miało ją za zbyt chłodną i zdystansowaną chociażby właśnie z tego powodu, a prawda była taka, że Lestrange była zwyczajnie bardzo dobra w ich maskowaniu, w przemilczaniu rzeczy, w zatrzaskiwaniu niektórych drzwi, by nie przeszkadzały, tyle że nagromadzenie emocji miało to do siebie, że prędzej czy później zaczynały przeciekać szparami pod tymi metaforycznymi drzwiami. Nie była idealna, wbrew temu, co można by przypuszczać. Na koniec dnia, Victoria była tylko i aż człowiekiem, który miał swoje słabości. A ileż z nich można by się pozbyć, gdyby mówiła głośno o tym, co ją boli. Gdzie ją boli – przynajmniej w kwestii tych delikatnych spraw. Bo przy tym wszystkim bywała też momentami irytująco bezpośrednia. Ale to nie był ten moment. I przy tym doskonale rozumiała, że wygląd jest ważny. Niektórzy mówili, że nie, ale tak po prawdzie może miało to przełożenie na pary z długim stażem. Bo poczatki znajomości i relacji jednak w dużej mierze opierały się na tym, czy ktoś się komuś podobał czy nie – tak wizualnie. To znaczy o ile w grę nie wchodziły czynniki o nazwie rodzina oraz aranżowane małżeństwo, przy którym nikt nie pytał, czy tak jest w porządku. A przynajmniej nikt nie pytał o to Victorię, ani za pierwszym, ani za drugim razem. I gdyby chodziło po prostu o “lubienie”, to ona i Chris by tutaj dzisiaj nie byli – wiedziała to, a mimo to czasami nie dało się przetłumaczyć głupiej głowie swoich dziwnych lęków i tworzyła je nadal. Wyszła, ale bynajmniej nie po to, by wybiegać w tę burzę i zmuszać Chrisa do wycieczki w nieznane. Wyszła na taras ale niedaleko, głównie po to, by tylko rozejrzeć się szybko po otoczeniu, ale chciała też spojrzeć w niebo. To… wyglądało normalnie. Jak to w trakcie burzy wieczorem w drugiej połowie października: znaczy gówno było widać, poza tymi nitkami błyskawic, które uwidoczniły na ułamki sekund fakturę chmur. Ale absolutnie nie zamierzała iść w deszczu, ani tym bardziej zostawiać tutaj Rosiera samego. Zawołana zaraz się odwróciła i cofnęła do domu, przecierając rękawem twarz. – Chciałam tylko zobaczyć, czy niebo nie wygląda jakoś inaczej, ale nie – wytłumaczyła się i zaraz wyczarowała z różdżki podmuch powietrza mający działać jak suszarka, żeby wysuszyć te części płaszcza, które w tej ulewie zdążyły zmoknąć oraz rzecz jasna włosy. – Czasami niektóre anomalie widać na niebie. Może być na przykład innego koloru, albo czuć w powietrzu charakterystyczny zapach… – wyjaśniła, obserwując przy tym Christophera cały czas. Nie chciała, żeby zaczął teraz nagle panikować, że utknęli. Bo – ta myśl przyszła do Victorii w podobnym momencie co jemu – najprawdopodobniej nie ruszą się stąd przez najbliższe kilka godzin… – Mam tabliczkę czekolady i dwie czekoladowe żaby… – dodała, gdy blondyn wspomniał o tych kubkach i puszkach (a mieli jeszcze to, co przynieśli ze sobą i odstawili na stolik)… i wyglądał przy tym na trochę przejętego. Cóż… nie codziennie utykało się w niezamieszkałym domu na drugim końcu kraju z dziewczyną, z którą… się bardzo bezpośrednio flirtowało. – Podejrzewam, że ta burza jakoś zaburza teleportację. To się czasami zdarza, nie jakiś bardzo często, ale no… bywa. Musimy tylko przeczekać – starała się przy tym zachować spokój i entuzjazm. Mogła się też oczywiście mylić, ale tak podpowiadała jej intuicja i doświadczenie. Miała tylko nadzieję, że w którymś momencie nie zrobi się niezręcznie. Albo, że nie będą mieli siebie za godzinę dość… Bo jakoś potworów z piwnicy się nie bała, ani tym bardziej nie spodziewała. – No dobrze, to zobaczmy co jest w tych szafkach i puszkach? – podsunęła i zbliżyła się do Christophera. RE: [21.10.72, wieczór] Niełatwo kupić nieruchomość - Christopher Rosier - 27.07.2026 Niezręcznie? Och, Chris czuł się straszliwie niezręcznie. Nie z powodu jej towarzystwa ani że tu utknęli. Nie wiedział też o tym, że martwiły ją pewne rzeczy: że uzna ją za wariatkę albo sprawa blizn, bo wciąż nie dostrzegł, jak jej doskwierają i zdawało się mu, że nie mógłby jaśniej dać do zrozumienia, że mu się podoba. I to na dwa sposoby, nie szył bowiem zwykle dla kobiet, których urody nie doceniał, a na pewno nie zapraszał ich na oglądanie miejsca, które potencjalnie chciał kupić. Nie. Chris zaczął się zastanawiać czy nie uzna, że to wszystko zaplanował. I choć panikował rzadko (no, chyba że akurat miasto płonęło, a on tkwił w dymie i nie mógł się z niego wydostać, i prawie tracił przytomność), to teraz był całkiem bliski paniki, i milczał przez chwilę trochę bardziej niż zwykle, skupiony na rozważaniach, jak się z tego wszystkiego wytłumaczyć. – Sądzisz, że to przez deszcz? – spytał, kiedy wróciła i zaczęła się suszyć zaklęciem, bardzo starając się nie pokazać po sobie nerwowości. O Merlinie, jak byłoby dobrze, gdyby to był po prostu deszcz! – Zastanawiałem się, czy to nie zaklęcia teleportacyjne, ale według opisu miały uniemożliwiać aportowanie z zewnątrz, nie odwrotnie, i podobno już praktycznie straciły moc. Nie wiem, jaki mają zasięg, więc chyba najlepiej poczekać aż burza minie… – dodał, może mówiąc trochę szybciej niż zwykle. Omal nie dodał, że przysięga, że tego nie zaplanował i w ogóle, nie jest jakimś wariatem, ale winni się tłumaczyli, prawda? – Na Pokątnej nie padało – dodał jeszcze, takim tonem, jakby usprawiedliwiał się, że nie kontroluje pogody. Czekoladowe żaby? Dobrze, czekoladowe żaby. – A tak. Kupiłem ciasto – przypomniał sobie z niezmierną ulgą, a potem zaczął się zastanawiać, czy kupienie ciasta nie jest przypadkiem okolicznością obciążającą, jakby podejrzewał, że będą go potrzebować. – Yhym, czekoladowe i kawowe. Lubię kawowe – oświadczył, po czym ruszył znów do kuchni, gdzie przez chwilę grzebał po półkach, a potem przeszukiwał puszki, póki nie znalazł czegoś, co wyglądało na herbatę oraz buteleczki prawdopodobnie soku. Udało się mu też znaleźć dzbanek, nalał więc do niego wody i podgrzał różdżką. – Możemy to wszystko zabrać do tych foteli… Dobrze, to jeśli chodzi o te sny. Od czego właściwie się to zaczyna? Taki… początek. RE: [21.10.72, wieczór] Niełatwo kupić nieruchomość - Victoria Lestrange - 27.07.2026 W jej głowie ciągle czaiła się taka brzydka myśl, że gdy Christopher pozna ją bardziej, to mu się znudzi, bo uzna, że nie ma w niej nic ciekawego. Że wszystko, co ją interesuje, to jakieś nudne eliksiry i jeszcze nudniejsze książki naukowe, że brak w niej iskry, tak typowej dla artystów wszelakich. Że wszystko, co ma, to ładna buzia i dobre nazwisko, a ta ładna buzia nie krzyczała wszem i wobec o tych niedostatkach urody, które skrywała pod długimi rękawami, albo rękawiczkami, albo pod ubraniem, które nie odsłaniało za bardzo pleców. Wiedziała, że mu się podoba, ale… I tym “ale” były te rzeczy, których teraz nie widział, a może zobaczy za jakiś czas… ten sam czas, którego ona potrzebowała, żeby do niej dotarło, że to wszystko to głupie wymysły zranionego serca, a nie rzeczywistość. Wiedziała, że to w pewnym sensie głupie w ogóle tak myśleć. Podświadomość natomiast chyba próbowała zmniejszyć ewentualny cios kolejnego odrzucenia. I tam, gdzie Chris miał… obawy… czy Victoria zaraz go nie oskarży o to, że niecnie to zaplanował i zwabił do opuszczonego domu w Walii, żeby… żeby co? — tam jej nie przyszło to nawet do głowy. W końcu, gdyby podejrzewała Christophera o jakąś nieszczerość, albo że gdyby sądziła, że miałby jej chcieć zrobić jakąś krzywdę, to przecież by się z nim nie umówiła… i to więcej niż raz. – Tak, tak myślę… przydarzyło mi się kiedyś coś podobnego, co prawda w Anglii i nie jestem przekonana czy nie była to wina jakichś poltergeistów czy czegoś podobnego, ale dlatego właśnie chciałam sprawdzić, czy nie czuć czegoś w powietrzu – przyznała, nieco nawet niechętnie i z pewnym zrezygnowaniem, że znowucośjejsięprzydarzyło, poza tym nie wspominała tego dobrze. Trafili wtedy z Saurielem na „Pana Binnsa i jego cztery piękne córki i gadającego psa” i Rookwood na jej oczach flirtował z tymi dziewczętami. A potem okazało się, że to wszystko to jedna wielka ruina. – Jeśli to zaklęcia, to burza nic na nie nie poradzi raczej, ale w takich warunkach nie ma sensu nigdzie iść… – cóż, przekonają się, gdy pogoda się uspokoi, czy mogą się stąd teleportować i to jednak były warunki atmosferyczne, czy jednak zaklęcie nadal działało i będzie ich czekać spacer żeby wyjść poza jego granicę. – A ja czekoladowe – jakby to nie było oczywiste już od dawna. – Ale kawowe w sumie też – w końcu w Wenecji zamówiła tiramisu, to też mówiło dużo o jej wyborach deserowych. To, że Chris kupił te ciasta, nie wydawało jej się ani trochę podejrzane, raczej całkowicie normalne. Dziwniejsze chyba było to, że ona nosiła przy sobie jakieś zapasy słodyczy. Nie wchodziła mu w drogę, gdy przeszukiwał szafki i zagotowywał wodę. Ściągnęła już co prawda płaszcz i trzymała go teraz w rękach, opierając się o ścianę i przyglądając kuchni nieco uważniej niż wcześniej. – Sny? To było w maju, pod koniec maja dokładniej – a więc już po Beltane i zostaniu Zimną. – Nie ma co tu dużo opowiadać. Pamiętam, że dzień przed tym jak to się stało, to czułam się… obserwowana? Wiesz, znasz to uczucie, że masz wrażenie, że ktoś ci patrzy na kark, odwracasz się i nikogo nie ma… tak było przez cały dzień. No i potem w nocy śnił mi się facet, który trzy razy próbował mnie zabić, ale przy tym w tym śnie była też moja przyjaciółka, która mu w tym przeszkadzała… aż się obudziłam. Wydaje mi się, ale nie jestem tego teraz już pewna, że miałam otwarte okno w pokoju jak się obudziłam, no i całe łóżko miałam we krwi z tych ran, które mi zadał we śnie i mojej przyjaciółce śniło się wtedy to samo… – powiedziała, gdy już siedzieli w salonie na fotelach. To oczywiście nie było wszystko, nigdy nie było, ale jakoś układało tę historię, a przynajmniej miała taką nadzieję. RE: [21.10.72, wieczór] Niełatwo kupić nieruchomość - Christopher Rosier - 27.07.2026 – Spytałbym o tę historię, ale chyba powinniśmy zacząć od jednej opowieści o dziwnych wydarzeniach na raz – ocenił Christopher. Uważał, że i tak bardzo dobrze znosił te wszystkie dziwne wydarzenia, chociaż mógł trwać w takim przekonaniu, bo w ogóle miał o sobie niezwykle wysokie mniemanie i niewiele w nim było niepewności. Cóż, żyli w świecie czarów, a on miał dość bujną wyobraźnię, trzeba było jednak przyznać, że niektóre przygody Victorii daleko wykraczały poza to, co można było uznać za mieszczące się w granicach normy nawet w świecie czarów. – Pozostaje więc nam przeczekać i cieszyć się, że tym razem nie ma tu boginów, żebraków prawdziwych ani wyczarowanych i gryzących, latających stworków – zawyrokował. Też pozbył się płaszcza, choć ten nie był mokry: nie było większego sensu zostawać w nim skoro wyglądało na to, że utknęli tutaj i to na minimum godzinę albo dwie, bo pogoda wyraźnie nie zamierzała się poprawić. – Chyba zwykła czarna, ale w taką pogodę i taka będzie w porządku… a tu wydaje mi się, że syrop malinowy – dodał, oceniając po kolorze oraz zapachu fiolki. – Jest go wystarczająco dużo, żebyś mogła spróbować obu. Ukroisz? – spytał, sam zabierając się za zalewanie herbaty w kubkach, gdy woda w dzbanku się podgrzała. Kiedy wyszło na to, że Victoria nie wścieka się, że tu utknęli i nie ma zamiaru go obwiniać ani oskarżać o jakieś zaplanowanie sytuacji znów się rozluźnił, i po chwili zabrał oba kubki uznając, że w fotelach będzie im wygodniej, nawet jeżeli na zewnątrz trwała zawieja. Victoria zresztą mówiła, że lubiła odgłosy deszczu, uznał więc, że siedzenie tam nie powinno jej przeszkadzać. Uniósł lekko brew gdy opowiadała. Jeśli nie działoby się to w maju, zmartwiłby się zapewne bardziej, ale chwilowo wyglądało na to, że nie stało się ostatecznie nic bardzo poważnego: niewątpliwie brzmiało to jednak najmniej upiornie. Koszmar, który okazał się rzeczywistością, rany zadane w snach, które pojawiły się także po przebudzeniu. – Dobrze, jeżeli więc nic nie mylę, ktoś cię obserwował, potem miałaś koszmar i obudziłaś się poraniona – powtórzył powoli, próbując to sobie poukładać. Dłonie trzymał na naczyniu wypełnionym herbatą, obserwując Victorię. Drgnął lekko, kiedy przypomniał sobie nagle, że przed własnym snem był pewny, że Cressida śledziła go przez cały dzień. I że włamała się do środka, bo przecież zamykał okno. – Można by pomyśleć, że ktoś wszedł przez ot okno i cię zranił, ale wtedy twoja przyjaciółka nie miałaby tego samego snu? Sprawdzano ten pokój? RE: [21.10.72, wieczór] Niełatwo kupić nieruchomość - Victoria Lestrange - 27.07.2026 – Jak tak teraz myślę, to zapewne mogę takie dziwne historie opowiadać i opowiadać – lekko przekrzywiła głowę, dość nagle zdając sobie sprawę z tego wniosku. Jakoś do tej pory to do niej nie dotarło, po prostu brała w ręce to, co przynosiło jej życie i próbowała jakoś wyjść z tych sytuacji, w których się znalazła. A obracając się w takim, a nie innym towarzystwie, określenie “dziwne” jakoś rzadko cisnęło jej się na usta. Może Christopher miał rację, mówiąc, że w jej życiu nie ma za dużo nudy… część z tych opowieści wynikała bezpośrednio z zawodu, jaki obrała, to na pewno. Ale ta druga część…? Zabiegi okoliczności, w których się po prostu znajdowała? Jak ten facet ze snów, nie podobny do nikogo. – Fakt, burza to najmniejszy ze wszystkich problemów, jakie można spotkać na drodze – można się na przykład rankiem obudzić w kompletnej ruinie, wygodne łóżko może być kupą szmat na podłodze, a krople niedawnego deszczu kapać na środek czoła niczym bardzo wyrachowana tortura. – Brzmi dobrze – czarna herbata i syrop malinowy przy takiej zawierusze i do ciasta czekoladowego albo kawowego brzmiało wręcz bardzo dobrze. Poproszona o zajęcie się ciastem zrobiła właśnie to, ale wolała wyczarować dla nich talerzyki i widelczyki, niż szukać po szafkach. Znała swoje zdolności i wiedziała, że takie zaklęcia w jej wykonaniu trochę się utrzymają, a po wszystkim nie trzeba będzie tego sprzątać. – Z początku tak właśnie myślałam – przyznała. Że ktoś się włamał do ich domu i zaatakował ją przez sen – to znaczy jak już do niej dotarło, że ma na sobie rany. – Ale jak się zastanowisz to nie ma to sensu. Po pierwsze nikt temu nie przeszkodził, skrzaty nic nie słyszały, ani w ogóle nikt. A po drugie gdyby ktoś faktycznie fizycznie się wtedy włamał do mojego pokoju i zadał mi te rany fizycznie, to co stało na przeszkodzie, żeby mnie wykończyć? To nie było trudne. A zamiast tego miałam ślady duszenia i te wszystkie cięcia, które mi zadał we śnie – i ona sięgnęła teraz po kubek herbaty, cofając się pamięcią do końca maja. – I ja i Brenna obudziłyśmy się chyba w tym samym momencie z tego snu. Chwilę później była u nas w domu… i zabrała mnie do Munga – Victoria dość świadomie pominęła w tej historii Rookwooda, bo nie chciała znowu gadać o swoim byłym, poza tym musiałaby się zagłębiać w to co tam robił i dlaczego – a powodem był miłosny rytuał który dał mu znać, że Victorii grozi niebezpieczeństwo, i że pobił się z Brenną, a ona się tam wykrwawiała… a chyba nie chciała w tym momencie mówić o tym Chrisowi, zresztą jak by to zabrzmiało… – Ten pokój został oczywiście sprawdzony… Matka nie wpuszczała mnie do niego przez kilka dni, chyba go przejrzeli na wszystkie możliwe sposoby i nic. Za to jak byłam w Mungu to znowu miałam wrażenie, że jestem obserwowana. Niby nic, bo uzdrowiciele, inni ludzie i tak dalej… ale potem wypuścili mnie do domu i zabunkrowałam się w salonie, ciągle miałam wrażenie że coś się czai w cieniach, aż zasnęłam. I tym razem śnił mi się mugol w takim śmiesznym mugolskim ubraniu i kaloszach i z tą wielką bronią… i powiedział mi że powinnam mieć na jakiś czas spokój, bo go przegonił – proszę, oto była ta druga część historii, która sprawiła, że Victoria powiedziała Christopherowi, że miał szczęście. – Tym razem otwarte były drzwi na taras a skrzatka zarzekała się, że niewiele wcześniej je sprawdzała i były zamknięte – Victoria pamiętała, że wolała być wtedy w salonie tak w razie czego, żeby inni domownicy byli gdzieś w pobliżu, bo prawdę powiedziawszy nie czuła się wtedy za dobrze – mało zresztą powiedziane. I z tymi słowami sięgnęła po ciasto kawowe. Jak gdyby nigdy nic, ale patrzyła spod rzęs na Rosiera. RE: [21.10.72, wieczór] Niełatwo kupić nieruchomość - Christopher Rosier - 28.07.2026 – Prawdopodobnie też miałbym kilka najmniej dziwnych, na przykład o aferze z niewidzialnymi modelkami, ale na pewno nie tyle, co ty – przyznał Rosier. Może była to specyfika jej pracy, może przyjaciele wciągali ją w różne dziwne rzeczy, a może Victorię prześladował pech, ale wydawało się, że przynajmniej ostatnio równe „dziwności” się jej czepiały. Chris miał jednak nadzieję, że poza tą przygoda z klątwą poltergeista nie będzie to przechodzić na niego, bo wolał nie dostawać duchów w kratce wentylacyjnej ani nie będzie utykał na pustkowiu bez możliwości teleportowania się regularnie. Wstrzymał się więc z dopytywaniem. I też o to, jakie większe problemy miała na myśli: wolał najpierw zrozumieć w pełni, o co chodzi z tymi całymi snami, bo miał pewne obawy, że jego mózg zwyczajnie wybuchnie, jeżeli spróbuje ogarnąć dwie takie szalone historie na raz. Sny w świecie Chrisa były tylko snami. Żadnych wizji przyszłości, przeszłości ani odbicia emocji bliskich mu ludzi, co ponoć czasem zdarzało się ludziom z Trzecim Okiem. Nawet podobieństwo własnego dziwacznego snu do tego Victorii zwalał na to, że spędzali ze sobą więcej czasu, myśleli zapewne o sobie i że oboje zetknęli się z bardzo irytującym boginem, a cała reszta w jego oczach była zaledwie przypadkiem. To co mówiła nie brzmiało jednak jak szaleństwo, skoro ktoś inny też tam był i zabrano ją do Munga ranną, a wątpił również, by wszystko celowo zmyślała – nie wydawało mu się, by miała taki charakter, a też podawała imiona, wspominała o szpitalu, to dało się stosunkowo łatwo zweryfikować. – Ktoś mógł ci coś podać? Jakiś eliksir albo coś? Albo mogła w tym maczać palce ta przyjaciółka? – spytał trochę podejrzliwie, na moment zapominając o cieście kawowym, ale po prawdzie to jego myśli krążyły teraz wokół własnego snu, i poprzedniego dnia przed nim. Nie pamiętałby, że czuł się śledzony, gdyby nie trwał wtedy w przekonaniu, że ganiała za nim Cressida. Poza tym nie wspomniał Victorii, że w jego śnie ten mężczyzna miał kalosze, a przecież miał. Czy naprawdę tkwiło w tym coś więcej? – To było kilka miesięcy temu. Faktycznie zdawało mi się, że ktoś za mną chodzi – przyznał w końcu. – Ale nie zwróciłem na to uwagi, bo… nie chcę, żeby zabrzmiało to jakbym miał jakąś obsesję, ale po prostu to stało się zaraz po zerwaniu z Cressidą, zobaczyłem ją tamtego dnia, natychmiast odszedłem i sądziłem, że wydaje mi się, że ktoś za mną chodzi, bo to ona – przyznał w końcu i upił łyk herbaty. – Potem śnił mi się ten mugol. Zamykałem okno, bo padało i wiało chłodem. Uznałem, że albo ktoś spróbował się włamać, ale mu nie wyszło, albo otworzył je wiatr. To znaczy sądził, że Avery mogła próbować się włamać, ale tym razem to on nie chciał zabrzmieć jak wariat. Albo jak ktoś z obsesją. Mógł wykładać tę teorię po pijanemu Atreusowi, ale tutaj czułby się z tym trochę głupio. – Ale dlaczego miałby ktoś brać na cel mnie? Chodzi o czystokrwistych? Nie jestem aurorem, wtedy spędzałem większość czasu w pracowni, o ile teraz mogliby wybrać sobie nas oboje, to czemu teraz? I to się nie powtórzyło. Coś takiego przydarzyło się jeszcze komuś? RE: [21.10.72, wieczór] Niełatwo kupić nieruchomość - Victoria Lestrange - 28.07.2026 – Niewidzialne modelki? – Victoria wyraźnie się zdumiała, co być może było równie zaskakujące, zważywszy na to, jak dziwne rzeczy widziała w swojej pracy przez te wszystkie lata. Ale niewidzialne modelki i afery związane z tematami około modowymi były jej obce i dlatego być może właśnie interesujące. Również to, jak Chris opowiadał o aferze z suknią ślubną i swoją byłą odbierała za zajmującą ciekawostkę, która zresztą chętnie wysłuchała. I która była niezłym ostrzeżeniem przed Cressidą. Samą siebie nie uważała za pechowej, w jej głowie, to co jej się przydarzyło to nie była żadna nadzwyczajna umiejętności przyciągania dziwnych sytuacji (za wyjątkiem duchów: tutaj już, dłuższy czas miała teorię, że takie byty zwyczajnie ją „lubią”), a zwyczajna statystyka związana z zawodem. A już na pewno nie przyszło jej do głowy, że te jej… przygody mogą być zaraźliwe. Saurielowi to chyba nie doskwierało, to co mu się przydarzało to był jego własny wybór, gdy w dzień spał sobie w piwnicy albo później u niej z kotami, a w nocy wyłaził na te swoje mordobicia, o których nigdy jej nie mówił – po prostu widziała jak potem czasami wyglądał. I dla niej sny w większości były jedynie wytworem wyobraźni i mózgu, niczym mistycznym. Nie była obciążona żadnym trzecim okiem, ani nie wiadomo czym – w jej najbliższej rodzinie co prawda wystąpiła anomalia, bo jej własna siostra była metamorfomagiem, ale to w zasadzie tyle, większość Lestrange’ów, co być może zadziwiające biorąc pod uwagę z jaką pieczołowitością dbali o czystość krwi, była pozbawiona dziwnych genetycznych naleciałości czy przekleństw krwi (choć niestety nie chorób, ale być może problem leżał w krwi Blacków związanych z jej rodzina w głównej linii). – Nie, nie widziałam się z nią tamtego dnia. Poza tym no to nie, nikt mi nic nie podal. To musiałby być zresztą bardzo dziwny specyfik, który wytrzymałby kilka godzin i zadziałał dopiero po położeniu się spać, a większość eliksirów działa natychmiast do kilku godzin, a najczęściej do godziny – nie wszystkie, oczywiście, jak choćby amortencja – prawdziwa amortencja a nie te popularne śmieszne imitacje dodawane na ostatnich imprezach dla zabawy. Spojrzała z uwagą na Chrisa i uśmiechnęła się nieznacznie, gdy przyznał, że faktycznie czuł się wtedy obserwowany, śledzony. To dla Victorii przesądzało sprawę. – Wiem, że wdała ci się we znaki i masz wszelkie powody uważać, że to wariatka, więc spokojnie – obsesja…? Być może Chris miał jakąś obsesję, ale póki co, to jak się zachowywał i co mówił o swojej byłej, a przede wszystkim kiedy to mówił, wydawało jej się całkowicie normalne. Bo chyba to, że o niej mówił nie miało sprawić, że Victoria poczuje zazdrość? Jeśli taki miałby cel, to był on zwyczajnie głupi, a za głupka go nie miała – nic tak nie sprawiało, że Victoria traciła zainteresowanie mężczyzną jak to, że był głupi – więc nie była zła za te wzmianki o Cressidzie. Miał swoje życie i doświadczenia, ona miała swoje, głupota było chyba udawać, że nic z tego nie miało miejsca. – Cel może być zupełnie prozaiczny: bo dlaczego by nie? Dla zabawy. Bo może. Jesteś przecież znany – tak jak ona była znana… – Natomiast nie wiem jaka faktycznie jest jego motywacja. Ani tego kolesia, który mnie zaatakował, ani tego mugola, o ile to w ogóle mugol. I niestety, ale było więcej ofiar. Tak ataków we śnie i ran, które ludzie mają na sobie po obudzeniu i byli też tacy, którym śnił się ten mugol. Dlatego mam rysunki podobizn w biurze – dodała nieco ciszej ostatnie zdanie. A sama przecież nie potrafiła rysować. – Niektórzy zgłaszali ataki we śnie, niektórzy potwierdzili że śnił im się również facet z bronią. Ci którym śnił się tylko mugol… może tych przypadków być więcej, bo tak jak ty mogli tego z niczym nie skojarzyć. Niestety nie wiem wiele więcej, bo jako że byłam jedną z ofiar, jestem wyłączona że śledztwa jako poszkodowana – nie wiedziała więc nawet czy w ogóle ktoś bada tę sprawę czy śledztwo stanęło w kropce. Wiedziała natomiast że przez kilka miesięcy był spokój… i teraz paszczur ze snów znowu był w ataku – pisała jej o tym Brenna. A poza tym… – W ten noc, gdy wynosiłam się z kamienicy na Pokątnej… – zaczęła powoli. – Moja siostra słyszała te bębny z klapy o której ci mówiłam. Ale ja tamtej nocy znowu miałam paskudny koszmar. Tym razem ten koleś który mnie zaatakował we śnie w maju skrywał się w moim łóżku, pod kołdrą… i pamiętam, jak ją odkryłam bo widziałam dziwne wybrzuszenie i wtedy zobaczyłam jego paskudną mordę i pełzł jak pająk po moim łóżku, a potem rzucił się na mnie… I wtedy się obudziłam – i Victoria była pewna, że to nie był przypadek, że o nim śniła, o nie. – Naprawdę miałeś szczęście. I cieszę się, że w twoim przypadku to był tylko ten mugol, naprawdę. Nawet za cenę tego, że się trochę powsciekałeś na Cressidę – uśmiechnęła się nawet lekko, chcąc tym samym nieco zmniejszyć wagę tej rozmowy i tematu, który mieli. RE: [21.10.72, wieczór] Niełatwo kupić nieruchomość - Christopher Rosier - 29.07.2026 – Jeden z projektantów uznał, że podczas pokazu modelki powinny być niewidzialne, aby wszyscy skupili się na ubraniach i powiedzmy, że wyszedł z tego jeden wielki chaos, włącznie z felernym eliksirem i tajemniczym zaginięciem jednej z modelek – stwierdził Christopher, a kąciki jego ust zadrgały w powstrzymywanym uśmiechu. To było parę lat temu i prawdę mówiąc bawiło go to nie tylko z perspektywy czasu, ale też wtedy, bo cóż, nie dotyczyło jego pokazu ani jednego z tych największych i najważniejszych, i jeszcze niezbyt lubił tamtą kolekcję, Chris wtedy ledwo skończył dwadzieścia lat, a projektant jego zdaniem miał za wysokie mniemanie o sobie i Rosier traktował go jako konkurenta. W tamtym chaosie krążył więc, niby pomagając, ale co jakiś czas chichocąc jak złośliwy chochlik. Nie rozwijał jednak teraz historii, bo opowieść o niewidzialnych modelkach słabo współgrała z rozmową na temat prób dokonywania morderstw w snach i z tym, że najwyraźniej zdaniem Victorii jakiś morderca się na niego zasadził. W śnie. A potem jakiś mugol tego mordercę przegonił, za pomocą strzelby. Też we śnie. Sięgnął wreszcie po to ciasto kawowe i zaczął jeść, z pewnym zamyśleniem, próbując przetworzyć sobie całą opowieść. Deszcz, grzmoty i błyskawice robiły im za tło, zapewniając wrażenia dźwiękowe i wzrokowe, i kiedy jego wzrok na moment pobiegł ku oknu tarasowemu, pomyślał, że może zdąży jeszcze opowiedzieć o tych całych modelkach. Bo zanosiła się na to, że przesiedzą tu całą noc, jak nie dłużej. – To było po prostu ponad rok temu, niedługo po zerwaniu, stąd sądziłem, że to ona. Zwłaszcza że zobaczyłem ją rano w sklepie… to chyba była księgarnia? A potem nie mogłem pozbyć się wrażenia, że ktoś za mną idzie – powiedział w końcu, takim trochę usprawiedliwiającym się tonem, bo nie chciał, aby pomyślała, że jest narcyzem zakładającym, że eks musi mieć na jakie tle obsesję… …chociaż trochę takim właśnie narcyzem był i nawet póki Cressida nie dała się mu naprawdę mocno we znaki to mu pochlebiało. Ale no nie musiał od razu się do tego przyznawać! – Raczej uznanie, że to ona było pierwszym, co przyszło mi do głowy. Bardzo rzadko śledzą mnie maniakalni mordercy. Prawdę mówiąc, Victorio, powiedziałbym chwilę temu, że to nigdy się nie zdarzyło – dodał, teraz znów upijając łyk herbaty. Gdy odstawił naczynie, przetarł oczy, bo jakoś zaczął robić się śpiący, może przez tę pogodę i że pokój oświetlało tylko lumos. Chociaż temat rozmowy zdecydowanie nie sprzyjał zasypianiu, nawet jeżeli Rosier miał wciąż pewne wątpliwości co do tego, czy Victoria się nie myliła. – Jeżeli spotkało to też innych… dlaczego właściwie Ministerstwo niczego nie robi? Listy gończe? Jakieś badania, jak wszedł do tych snów? Nie od tego jest Departament Tajemnic? – zapytał, nieświadomy, że akurat Brenna i Victoria wyprodukowały mnóstwo raportów, wniosków i naprawdę próbowały. Ale cóż, nie były całym Ministerstwem, prawda? – Wiesz co, narysowałem tego mężczyznę. Tego z bronią. Ale nie wiem czy dalej mam ten rysunek, został pewnie na dnie szuflady w mieszkaniu, a tam wciąż pełno jest sadzy. Jeżeli masz je w biurze… będę mógł powiedzieć, czy to był ten sam. RE: [21.10.72, wieczór] Niełatwo kupić nieruchomość - Victoria Lestrange - 29.07.2026 – Zawsze myślałam, że znalezienie odpowiedniej modelki do zaprezentowania ubrania jest kluczem, bo jeden krój czy kolory lepiej leżą na danej sylwetce i przy typie urody, a jeden przy innej… – odpowiedziała, dziwiąc się na pomysł, żeby modelki “zniknąć”, skoro są one tak nieodłącznym elementem całego pokazu. Zamierzała go o to zagadnąć za chwilę, gdy już sobie wyjaśnią co i jak z tymi dziwacznymi snami… na razie tylko lekko uniosła brwi, ale nie brzmiało to na żadną straszną historię, a przynajmniej mina Christophera na to nie wskazywała. – Z perspektywy czasu, to, że tak pomyślałeś, chyba nie wydaje się bardzo dziwne? – zagaiła, odkładając na moment kubek z herbatą. Był ciepły, a mimo to jej nie robiło się ani trochę mniej zimno. Czasami takie małe detale, pozornie nic nieznaczące, bardzo jej doskwierały. Bo to uczucie obejmowanie ciepłego kubka niosło za sobą wspomnienie ukojenia. – Mam na myśli to, że chyba bardzo źle zniosła to wasze rozstanie, skoro później próbowała ci zaszkodzić z tą suknią ślubną i nawet teraz coś próbowała te kilka dni temu… – bo było przecież jasne, że po takim czasie do Domu Mody nie przyszła ot tak bez wyraźnego celu. Victoria nie wierzyła, że chodziło o chęć kupienia sobie sukienki; było dla niej jasne, że chciała się zobaczyć z Chrisem, ale wyraźnie źle przyjęła to, że był w obecności innej kobiety. – Więc może i to, że ją wtedy zobaczyłeś, nie było przypadkowe. A po prostu zbiegło się z tym snem… – z elegancją nabiła kawałek ciasta na widelczyk. – I jeśli to cię pocieszy, to śledzących mnie maniakalnych morderców mam na koncie dokładnie tyle samo co ty. Tylko tego jednego – i dla niej też była to wtedy dość nowa sytuacja, ale prędko wzięła się w garść, chociaż być może wpływ miało też na nią raz że praca, dwa że schemat jego celów wydawał się być zupełnie przypadkowy, a trzy że miała na głowie większe problemy, jakkolwiek dziwnie to nie brzmiało. – To jest doskonałe pytanie – westchnęła chwilę po tym, gdy przełknęła kęs ciasta. – Departament Tajemnic jest… bardzo trudny we współpracy. Dowiedzenie się od nich czegokolwiek graniczy właściwie z cudem. Nawet Atreus na z tym równie wielkie problemy, a pracują tam członkowie jego rodziny. Nie mam bladego pojęcia co robią i co mają. A jak mówiłam… jestem poszkodowana w sprawie, którą zgłosiłam do przełożonej, jestem więc w to zaangażowana bezpośrednio i emocjonalnie, nie mogę prowadzić tego śledztwa, a wierz mi, robiłam co mogłam – było to demotywujące, nie mówiąc o tym, że próbowała się dostać na Polanę Ognisk i musiała się trochę nagimnastykować, żeby się do nich dobić, a była przecież w Limbo, które tam niejako badali – i nikt nie zgłosił się do niej sam z siebie. – Mogę zabrać te rysunki z pracy w poniedziałek – bo wtedy miała kolejną zmianę… i miała się tam dowiedzieć też o grafiku na Samhain, ale nie miała jeszcze tej świadomości. I ona poczuła senność, choć zwalała to na karb długiego dnia, usypiającego działania deszczu szumiącego za oknem, ciepłej herbaty, ciasta i ogólnie półmroku. Bo absolutnie nie chodziło o to, że Rosier ją nudził. – To jak to było z tymi modelkami? Znalazła się ta zaginiona? – zagaiła, opierając się wygodniej o fotel i znowu wzięła w ręce kubek z herbatą. |