Secrets of London
31 grudnia 1971 My Little Sin - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: 31 grudnia 1971 My Little Sin (/showthread.php?tid=667)

Strony: 1 2 3


RE: 31 grudnia 1971 My Little Sin - Sauriel Rookwood - 22.12.2022

Z niektórymi twierdzeniami trzeba było bardzo ostrożnie. A on, po jej minie, wnioskował, że dla niej jednak była to różnica. Jak dla większości ludzi, którzy go otaczali. I co, teraz nagle pytała z ciekawości? TYLKO z ciekawości? Nie wierzył jej. Pytała z uprzedzeń, bo widział to po jej twarzy. Prowadziła takie życie, że gdyby nie była tymi uprzedzeniami napakowana to... hah, musiała być. Jej rodzice wcisnęli ją czystokrwistym Rookwoodom, pewnie byli jakimiś pieskami liżącymi buty Czarnego Pana. Czy raczej - takimi, co by chcieli je lizać. A ona? Aurorka. AURORKA. Oj tak, naprawdę rozumiał, co ojciec chciał przekazać, że razem mogli osiągnąć wiele w karierze kobiety. Zrobił taki malutki wywiadzik o jej osobie, żeby wiedzieć minimum, którego mógłby się spodziewać, ale to bycie aurorką podbiło całą stawkę. Jakby jego życie nie było wystarczająco skomplikowane to teraz przyjdzie się mu zastanawiać, czy własna żona go nie wsadzi do kicia przy pierwszej lepszej okazji. Albo nie strzeli mu jakimś paskudnym zaklęciem w plecy, czy nie dosypie trucizny do porannej herbaty. Potem powiedzą: ojej, pomyłka..! Znaczy: wypadek. Czy coś.
Widział, że próbowała tutaj nawiązać jakiś kontakt. Jakikolwiek. Właściwie to uważał nawet, że się starała. Przede wszystkim nie dać się sprowokować. To było strasznie głupie, bo tak jak nie chciał robić sobie wroga, tak samo nie chciał sobie robić z niej przyjaciółki. Czy milczenie jednak nie byłoby najlepsze? Nie chciał milczeć. Ciężko było dogodzić samemu sobie, kiedy się nie wiedziało nawet, czego się chce. Zdecydowałby się - gdyby tylko potrafił. Gdyby wiedział, w którą stronę powinien się pochylić, żeby złapać jakikolwiek balans. Na razie był zirytowany, a to bardzo gładko zamieniało się u niego w stan "wkurwienie".
Wkurwienie zaś zamieniło się w zranienie.
- Żebyś wiedziała, Cukiereczku. Żebyś wiedziała.
Niektóre rzeczy można tłumaczyć, ale... nie, nie. Żeby myśleć o tłumaczeniu sytuacji, trzeba jeszcze myśleć o tym, że chce się nawiązywać kontakt. Musisz chcieć się poznać i chcieć poznać drugą osobę. Victoria zanurkowała tak głęboko w tej niewiadomej wodzie, że Sauriel się nią sam zachłysnął. Ajajajaj. Nawet mu to nie przeszkadzało. Dostał właściwie tego, czego chciał. Przesunął sobie lekko krzesło, bez słowa i oparł się wygodnie o blat, obracając głowę od Victorii, by spojrzenie przenieść na restaurację. Na instrumenty magiczne, które same wygrywały cicho swoją melodię. Minuty przeradzały się w kwadranse, kwadranse w godziny. Towarzystwo zaczęło się nieco poruszać po parkiecie, niektórzy nawet tańczyli. Sauriel w końcu też wstał i wmieszał się w tłum. Poszedł do baru, zostawiając jedzenie nietknięte. Po prawdzie był już wstawiony. Jedna fajka, druga. Nawet nie do końca zauważył, w którym momencie konkretnie Victoria wyszła. W pewnym momencie dopiero wracając do stolika zobaczył, że jest on pusty.
Zapadło między nimi milczenie.
Takie, którego nie przerwały nawet fajerwerki z okazji Nowego Roku.

Koniec sesji