![]() |
|
[27 października 1971] Theon & Lycoris, przed Ministerstwem Magii - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118) +---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17) +---- Wątek: [27 października 1971] Theon & Lycoris, przed Ministerstwem Magii (/showthread.php?tid=687) |
RE: [27 października 1971] Theon & Lycoris, przed Ministerstwem Magii - Theon Travers - 28.02.2023 Być może, nie dało się tego w tym przypadku wykluczyć, w grę wchodziło stare jak świat porzekadło, mówiące o tym, że przeciwieństwa się przyciągają. Zdawało się to całkiem nieźle pasować do łączącej ich relacji i różnic, których nie można było tak po prostu przeoczyć. Gdyby w oparciu o to stworzyć obraz, braki jednego z nich najpewniej zostałyby wypełnione cechami typowymi dla tego drugiego. Osobowości Theona i Lycoris, zostałyby przedstawione w sposób zakładający wzajemne uzupełnianie się. Interpretacja ta nie byłaby nazbyt odległa względem tego, jak to faktycznie wyglądało. Wrócił do siebie? - O czym? Że prawie skręciłaś kostkę na nierównym chodniku? – zapytał w reakcji na jej słowa. Na tyle zgrabnie, na ile potrafił, próbował dać jej do zrozumienia, że przecież nic się nie stało. Nie wydarzyło się nic, do czego mieliby kiedykolwiek wracać, stawiając to drugie w mniej lub bardziej krępującej sytuacji. – Znów nie pozwalasz mi przedstawić siebie w roli bohatera i wybawcy. – dorzucił, starając się zmienić temat. Nieco rozładować atmosferę. Sięgnął po tym, co miał najlepsze. Aktywność fizyczna nigdy nie była czymś, czego unikał. Choćby nawet w formie spaceru, który o tej porze – tak dnia jak i roku - przy tak przyjemnej pogodzie, zdawał się całkiem niezłym pomysłem. Z tego też względu nie próbował się od tego wymigać. Pozwolił by Lycoris wybrała trasę i zaprowadziła ich do miejsca, w którym chciała spędzić trochę czasu. Cmentarz niekoniecznie budził pozytywne skojarzenia. Nie był też jednym z tych miejsc, gdzie ludzie chętnie przychodzili spędzać swój wolny czas. Nagrobki, specyficzna atmosfera, zapach... Nie każdemu musiało to odpowiadać. Niemniej, przynajmniej w tym konkretnym przypadku, nie dało się temu miejscu odmówić pewnego uroku. Drzewa, krzewy, alejki, pomniki towarzyszące nagrobkom, przyozdobionym przez bukiety, wieńce... cmentarz połączony był z czymś na kształt parku. Nieco specyficzny, ale w żadnym razie wyjątkowy. - Wina? Chciałabyś, żeby za tych, powiedzmy, 60 lat ktoś pił wino na Twoim nagrobku? – zapytał, pomysłu w żadnym razie nie krytykując ani nie skreślając. – Może jeszcze powinniśmy na nim zatańczyć? Albo, niczym para nas... – urwał, dochodząc do wniosku, że o tym, co właśnie przyszło mu do głowy, mówić być może nie powinien. Zwłaszcza w kontekście tego, co miało już miejsce w tym dniu. RE: [27 października 1971] Theon & Lycoris, przed Ministerstwem Magii - Lycoris Black - 28.02.2023 Prawdopodobnie ich wzajemne uzupełnianie się, czyniło ich sobie tak bliskimi – wypełniali braki osobowościowe, a relacja dzielona na dwoje opierała się na właściwym tego typu stosunkom bezgranicznym zaufaniu. Bo przecież wiedziała, iż gdyby miała problem wagi mniejszej, tudzież bardziej wydatnej – mogła na niego liczyć. Lubiła niepokornie to uczucie bliskości z nim; teraz z kolei uświadomiła sobie, jak ciepłe są jego dłonie i jak miękko opatula ją ramionami. Zatrwożona, zgubiła momentalnie całokształt animuszu, wszelki kuraż, przez spopielone sekundy pozostając przy nim bliżej, niż kiedykolwiek byli. Uniosła niepewnie wzrok, piwnymi tęczówkami świdrując jego oblicze. Ckliwość tej sytuacji została raptem po chwili przerwana; oswobodziwszy się z ramion Theona, jeszcze przez chwilę patrzyła na niego jak zaklęta, a jej policzki pokryły się śladami czerwieni. Odwróciła wzrok równie prędko, jak uświadomiła sobie gorąc rozlewający się na twarzy, aby wetknąć dłonie w odmęty kieszeni i ponownie powziąć trasę ku cmentarzowi. – Muszę stwarzać pozory samowystarczalnej. Nie mogę sobie pozwolić na wybawcę – odparła kąśliwie, odpalając kolejnego papierosa. Droga nie była już wyściełana emocjonalnymi wybojami; krzewy nieśmiało wyglądające zza nagrobków, drzewa powoli gubiące liście – pokrywające pomarańczą i czerwienią nierówny chodnik i wreszcie one – nagrobki mrugające niepewnie zniczami i wieńcami kwiatowymi. Było w tej atmosferze coś tanatycznego, jednak niewspółgrające z potwornością. Aura zdawała się być rzewna i sentymentalna, a szereg światełek migających ogniem ku niebu, które zdawało się coraz bardziej okrywać szatą czerni, potęgował nastrój. Nastrój romantyczny. Przebiegło jej to jedynie przez umysł na palcach, zrzuciła jednak tę myśl na samo dno aberracji myśli. Przełknęła ślinę jednak ciężko, kierując się na jeden z opuszczonych, zaniedbanych nagrobków. Usiadła na jego płycie, unosząc piwne oczy na Theona. – Naprawdę myślisz, że zmarli przejmują się tym, kto pije na ich nagrobku? Musisz być bardzo egocentryczny, Yaxley – rzuciła żartem. Słuchała jego słów i gdy tylko zasugerował w barwnej ironii taniec, klasnęła w dłonie i zerwała się na równe nogi. – No tak! Przecież to wspaniały pomysł – zawyrokowała, stając na surowej płycie i gdy tylko ten uczynił to samo, ułożyła ich w ramę do tańca. – Umiesz tańczyć? Mnie uczyła matka; niewiele z tego wyniosłam, ale nie podepczę cię. Brak muzyki może być przykry, więc musisz odtworzyć ją sobie w głowie i uwierzyć, że ją słyszysz. Ponownie poczuła ciepło jego dłoni, ramion oplatających ją w ramie tanecznej. Otworzyło to mikrokosmos pamięci, jednak nie pozwoliła wciągnąć się w kalejdoskop myśli. RE: [27 października 1971] Theon & Lycoris, przed Ministerstwem Magii - Theon Travers - 14.03.2023 Pomimo tego, że wszystko zostało stosunkowo szybko przerwane i obydwoje zdawali się wracać do siebie, to w głowie Theona jeszcze przez chwilę gościły myśli związane z tym, co się nie wydarzyło. Coś mu mówiło, że nie powinien zatrzymywać się przy tym na dłużej. Podpowiadał tak jakiś głosik wewnątrz głowy. I tak też zdecydował się postąpić. - Przez takie kobiety jak Ty mężczyźni są regularnie pozbawiani jaj. I po jakimś czasie już faktycznie nie można na nich liczyć. - na ile poważne były słowa, które padły z ust Theona? Najpewniej w stopniu bliskim zera. Nadal miało to na celu odcięcie się od tego, co miało miejsce ledwie chwilę wcześniej. Lycoris zresztą, jako że Yaxleya znała naprawdę dobrze, musiała zdawać sobie sprawę z tego, na ile dalekie było to od tego, co Theon na temat kobiet myślał. Zwłaszcza tych silnych i niezależnych. W jego otoczeniu takich bynajmniej nie brakowało. O ile potrafił docenić nietypowe piękno tego miejsca, prezentującego się w sposób miły dla oka zwłaszcza w godzinach wieczornych, tak niekoniecznie byłby skłonny powiązać to w jakikolwiek sposób z romantyzmem. Pewne rzeczy mogą jednak ulec zmianie. Zwłaszcza, jeśli zaistnieją ku temu odpowiednie warunki. - Brzmisz, jakbyś sobie z tego nie zdawała sprawy. Czy nie było to tym, co mi zarzuciłaś przy okazji naszego pierwszego spotkania? - odgryzł się, również jednak trzymając się lekkiego tonu. Sfery żartów. Przywołał przy tym jedno z pierwszych, a przy tych dość odległych wspomnień. Pochodzącego z czasów szkolnych. Związane było ono z jego przynależnością do drużyny quidditcha. Nie do końca tego się spodziewał, kiedy podchwyciła pomysł z tańcem. Powinien jednak wiedzieć lepiej. Bądź co bądź był z Lycoris, a w jej przypadku wydarzyć może się... prawdopodobnie wszystko. Cholera jedna wie, co wpadnie do głowy kobiety. Na co zdecyduje się ledwie za chwilę. Pozwolił na to, aby wspólnie przyjęli odpowiednią pozę do tańca. Jedna ręka objęła ją w pasie, druga wyciągnięta w bok, palce u dłoni ze sobą splecione. Nie do końca wyglądało to w sposób poprawny. Różnica wzrostu również robiła swoje, choć przecież Lycoris do niskich kobiet nigdy się nie zaliczała. Niejeden instruktor pewnie by teraz na nich wyklinał, krytykował postawę. Ale jakie to miało znaczenie? - Powiedzmy. Nigdy nie byłem szczególnie pojętnym uczniem. - odpowiedział, pozwalając sobie skierować spojrzenie na jej twarz, oczy, zatrzymać przez moment na ustach. - I chyba powinienem Ciebie ostrzec, że zdaniem Geraldine, nadaje się szczególnie dobrze do deptania po stopach swoich partnerek. - dorzucił, wykrzywiając jeden z kącików ust. Przywołał tym samym na twarz coś na kształt uśmiechu. Wcale tutaj nie przesadzał. Lata temu matka chciała zadbać o ich edukacje w zakresie między innymi tańca i w efekcie tego siostra stosunkowo szybko zaprotestowała przeciwko wspólnej nauce. Nie szło im to zbyt dobrze, ale też ciężko powiedzieć, żeby Theon był tym zainteresowany i przykładał się do tego choćby w niewielkim stopniu... RE: [27 października 1971] Theon & Lycoris, przed Ministerstwem Magii - Lycoris Black - 16.03.2023 Przecież nigdy w życiu nie przyznałaby się, że ten nagły paroksyzm bliskości, w którym utonęli, był dla niej niejako miły; że jego ramiona, w których się znalazła, były przyjemnie ciepłe i że gdy utknęła w malignie jego bezkresnego wzroku, coś w niej drgnęło nieodwracalnie. Zamrugała jedynie kilkukrotnie, przywracając właściwość percepcji zamglonemu spojrzeniu; nie zamierzała odezwać się ani słowem na te ułamki wszechświata, które nagle połączyły ich w uścisku. Jedynie samotne westchnięcie opuszczające jej usta poświadczyły o fakcie, iż coś w niej drgnęło. Okazywał się być jej milszy niż ktokolwiek inny. – Moje kondolencje, w takim wypadku twoje jaja doliczę do mojej kolekcji – sarknęła, uderzając go łokciem gdzieś między żebrami. Bo przecież wiedziała, że niebo nie istniało; że nawet wszelkie próby dostania się za bramy niebiańskie były skazane na klęskę – po śmierci istniała jedynie pustka. I gdy jako dziecko uświadomiła sobie nieuchronność bytowania i jego formę zjazdu po równi pochyłej, nie potrafiła patrzeć na życie z należytą powagą, co przełożyło się na cynizm zawierający się w osobowości i oschłe, chłodne wyrachowanie. Nie kryła się ze swoją osobowością tej mitycznej kobiety niezależnej; ona była niezależnie w faktach i ich braku – prawdopodobnie dlatego zachowywała jeszcze wyżej uniesiony podbródek. – Gdy byliśmy dziećmi, twój egocentryzm był zabawny. Myślałam, że z niego wyrosłeś na przestrzeni dekad – odpowiedziała półżartem. W gruncie rzeczy, to właśnie to zarzuciła mu z butą i arogancją pasującą jedynie do jej samej; że był dziecinny, egocentryczny i dla niej, domorosłej dorosłej w ciele jedenastolatki, zasługiwał jedynie na przeciągłe spojrzenia i wywracanie oczyma. Teraz, gdy zgorzknieli życiem, traktowała go jako jedną z nielicznych stałych w swoim życiu. Ciepłota jego dłoni, rozlewająca się gdzieś w okolicy talii; druga z kolei ujmująca jej dłoń, w pijanym umyśle zatoczyły się nieprzytomnie – aż na jej skalane pijactwem oblicze zabarwiło się nieznacznym pąsem. Odwróciła aż wzrok. – Przeżyjemy to, Theonie – odparła, wprawiając ich ramę taneczną, prawdopodobnie wielokroć krzywo ustawioną, w delikatny ruch. Gdy mimowolnie skierowała ponownie burzliwe spojrzenie na jego oblicze, kąciki jej ust zadrgały, aby po chwili ułożyć się w wydatny uśmiech; w uśmiech, którym nie zaszczycała nikogo. RE: [27 października 1971] Theon & Lycoris, przed Ministerstwem Magii - Theon Travers - 21.03.2023 On również wolał nie brnąć w tym kierunku, widząc w tym zbyt duże ryzyko. Nie chodziło o zwyczajne zaprzeczenie temu, co miało ledwie chwilę temu miejsce. Lycoris była na tyle istotnym elementem układanki, że bezpieczniejszą opcją było zatrzymanie się przy tym, co łączyło ich do tej pory. W innym wypadku, sprawy mogłyby się różnie potoczyć. Niekoniecznie w taki sposób, którego by oczekiwali. Obydwoje. - Ej! - zareagował, kiedy uderzyła go łokciem gdzieś między żebra. - Mówił Ci ktoś, że jesteś wyjątkowo mało delikatna? To bolało. - poskarżył się, choć nie bolało praktycznie wcale. I chyba obydwoje byli tego faktu świadomi. Z reguły nie zagłębiał się w tego rodzaju rozważania. Nie uważał, żeby miały one przynieść jakiekolwiek pozytywy. Cokolwiek dobrego. Odpowiedzi najpewniej również by nie otrzymał, nawet gdyby poświęcił na ich poszukiwanie resztę swojego życia. A lat miał przed sobą nadal całkiem sporo. Wciąż był młody. Czasami dało się go nawet odebrać za młodszego niż w rzeczywistości. Taki charakter. Taka osobowość. - Teraz nie wiem czy nie powinienem uznać, że mnie obrażasz. - odpowiedział. Bo komu jak komu, ale jemu zarzucać, że mógłby z czegokolwiek wyrosnąć? Na pewno jeszcze nie teraz. Gdyby zaś dodatkowo spojrzeć na to, jakim człowiekiem był ojciec Theona, nasunąć mogłaby się myśl, że ten moment nie nastąpi nigdy. Gerardowi daleko było do roli odpowiedzialnego dorosłego człowieka. - Ostrzegałem, ryzykujesz kontuzją stopy na własne życzenie. - podkreślił, zanim zaczęli się ruszać w takt nieistniejącej muzyki. Na początku dość niezgrabnie, ale z każdą chwilą szło im odrobinę lepiej. Kiedy na twarzy Lycoris wykwitł uśmiech, nie mógł nie odpowiedzieć tym samym. Zdecydowanie zbyt rzadko się pojawiał, żeby nie zareagować. Nie zwrócić uwagi na to, jak za jego sprawą zmieniało się jej oblicze. O ile zdawała się być nagle przystępniejszą. Przesunął rękę, poprawiając jej ułożenie i przyciągając kobietę bliżej siebie. - I jak? Test zdany? - zapytał, kiedy przez kilka kolejnych chwil, udało mu się nie nastąpić na jej stopę. Bynajmniej nie dlatego, że tancerzem był lepszym niż twierdził. Przez cały czas starał się kontrolować swoje kroki. Zachowywać odpowiednią ostrożność. Kiedy wreszcie się odezwał, na moment tę kontrolę zarzucając, niemalże natychmiast przydepnął palce Lycoris. - Nie było pytania. Nie patrz tak na mnie. - wypuścił Lycoris z objęć, zabierając swoje ręce, układając je w obronnym geście. Bo przecież ostrzegał. Był przy tym rozbawiony. Tym jak długo udało mu się poruszać względnie poprawnie. RE: [27 października 1971] Theon & Lycoris, przed Ministerstwem Magii - Lycoris Black - 22.03.2023 Prawdopodobnie wewnętrznie drżała przed scenariuszem, który zakładałby wybuch eksplozji uczuć między nimi, nagłego mikrokosmosu zmysłów, gdyż on mógł nieodwracalnie ich poróżnić – emocje były zbyt kowalne w obróbce, raz rozburzone nie potrafiły powrócić do pierwotnej formy – zupełnie jak miłość. A ona, nie potrafiąc obchodzić się z uczuciami wyższymi aniżeli czysta przyjaźń, umykała jego spojrzeniom, ciepłocie dłoni i gwałtownym przyciągnięciom ku sobie. A w gruncie rzeczy, coś w niej zadrżało i miękło, gdy utknęli w tej malignie bezkresu, tonąc jedynie w tęczówkach. Prawdopodobnie chciała zbudować z nim zalew, ten wypełniony wodą gazowaną, o mnogich drzewach, rozłożystych jak nitki waty cukrowej – tylko po to, aby posmakować jego bliskości po raz kolejny. Przecież te uczucia nie były w jej stylu, a jednak przebijały się przez solidną fasadę cynizmu i nieprzystępnej pozy. – Wybacz, trupy nie wymagają delikatności – sarknęła. Zaszumiało jej w głowie ponownie, alkoholowy posmak rozlał się po ustach, a jej samej wśród mnogich emocji zrobiło się absolutnie nieprzytomnie. Jeden oddech i drugi – bezowocne starania o odzyskanie animuszu; jej wzrok, zionący z piwnych tęczówek, nagle stał się miękki. – No co ty – rzekła. – Ja? Obrażać? – zabrzmiała retoryką, aby po chwili parsknąć śmiechem. Ona z kolei stanowiła swoistą równowagę dla osobowości Theona i już jako dziecko spoważniała nienaturalnie, a pogarda i cynizm urosły w niej równie prędko. Nigdy przecież nie siliła się na stoicki spokój – przyszedł on sam, wypleniając z niej wszelkie oznaki dziecięcej radości, walcząc z wyższymi emocjami. – Naturalnie, zdany. Wytrzymałeś o dobre parę minut dłużej, niż bym się spodziewała. – Wzruszyła ramionami. Usiadła na krawędzi nagrobka – w głowie wciąż szumiało nieprzejednanie, zatem gdy tylko Theon usadowił się obok niej, wsunęła dłoń pod jego ramię i oparła głowę o bark. – Jestem pijana, Theonie. Możesz mi teraz wyznać, dlaczego miałeś tak parszywy humor wcześniej, prawdopodobnie i tak o tym zapomnę do rana – rzekła głosem cichym, przymykając powieki na parę sekund. RE: [27 października 1971] Theon & Lycoris, przed Ministerstwem Magii - Theon Travers - 04.04.2023 Łatwo było burzyć te krótkie chwilę zagubienia, niby przypadkowo zmieniając temat; niby przypadkowo wykonując krok, który skutecznie odwracał uwagę. Obydwoje radzili sobie z tym aż za dobrze - utrzymując dystans, uparcie trzymając się układu, który stworzyli dawno temu; do którego przez lata przywykli. Towarzyszyło mu poczucie komfortu oraz bezpieczeństwa. Coś, z czego nie dało się zbyt łatwo zrezygnować. - Będąc martwym, trochę ciężko jest protestować. - zgodził się z nią. - Całe szczęście, ja akurat nadal jestem żywy. Tak zaznaczę. Gdybyś przypadkiem mnie pomyliła, z którymś trupem, zalegającym w prosektorium. Czas płynął, a w głowie Theona coraz mniej było myśli dotyczących tego, co kilka godzin wcześniej zdołało skutecznie wyprowadzić go z równowagi. Znajdywało się w niej głównie to, co wiązało się z tu i teraz. Z Lycoris i tym cmentarzem, na którym zdecydowali się spędzić nieco czasu. - Komplementami z rękawa bynajmniej nie sypiesz. - odpowiedział w sposób raczej nie wskazujący na to, żeby miał większą ochotę się w to zagłębiać, na ten temat rozwodzić. Były to tylko kolejne słowa, drobne uszczypliwości, żarciki. Theon nie potrafił zbyt długo trzymać języka za zębami. Nie znaczy to oczywiście, że był wyjątkowym gadułą. Nic z tych rzeczy. Może brak chęci kontynuowania tego tematu, wynikał z próby uniknięcia wpadki podczas tańca, na który się zdecydowali; na który dał się namówić. Kolejny raz, kiedy chodziło o Lycoris, Theon miał spore problemy, żeby przez jego gardło przecisnęło się jedno krótkie, zdecydowane - nie. Tyle dobrego, że chociaż nie żałował. Jeszcze. - W takim razie nie miałaś zbyt wygórowanych oczekiwań. - zauważył, będąc jak najbardziej świadomym tego, że partnerem do tańca był raczej kiepskim. - To w sumie dobrze, przynajmniej nie mogłaś się rozczarować. - dorzucił, bynajmniej nie brzmiąc przy tym pochmurnie czy jakoś tak bardziej... sztywno? W jego słowach wciąż wyczuwalna była ta sama lekkość. Zniknąć miała dopiero za chwilę. W momencie, kiedy zadane przez Lycoris pytanie, poruszyło odpowiednie miejsca, przywołało zupełnie inne myśli. Zburzyło nastrój. Chwilę jeszcze stał przed nią, przed nagrobkiem, na którym Black usiadła. Wreszcie jednak westchnął, zajmując miejsce obok niej. Nie śpieszył się z udzieleniem odpowiedzi. Wyjaśnieniem czegokolwiek kobiecie. - Wino? - zapytał, zamiast przejść do wyjaśnień. Rozejrzał się w poszukiwaniu butelki. - Bo chyba jestem nadal zbyt trzeźwy. - co w zasadzie jest bzdurą; jest czymś dalekim od prawdy. Choć nadal wypowiadał się składnie, również po Theonie dawało się zaobserwować, że alkohol nie przeszedł bez echa. Miał wpływ na jego organizm. - No więc... - zaczął wreszcie. - miałem wcześniej spotkanie z szefem i ten... przeniósłmniedobiurałączników z Centaurami. - część słów się praktycznie ze sobą zlała, pojedyncze były jednak na tyle zrozumiałe, żeby nie mieć problemów z ogarnięciem tego, o czym Theon mówił. Dało się to wywnioskować z kontekstu. RE: [27 października 1971] Theon & Lycoris, przed Ministerstwem Magii - Lycoris Black - 04.04.2023 Wielorakość wieczora otwierała przed nimi całe połacie przyszłości; gładki pas startowy, po którym lawirowali, przecząc emocjom, trzymając się utartej ścieżki, umowy, która zawarła ich w uścisku bezsłownie – bo choć nigdy nie deklarowali, iż ich relacja na zawsze będzie miała charakter przyjacielski – oboje bali się wykonać jakiegokolwiek kroku poza jego akwen. Istotnie, Lycoris pojmowała miłość wyłącznie zero-jedynkowo; nie czuła trzepotu motyli gdzieś na dnie żołądka, jej serce nie biło szybciej – a jednak na scenie umysłu coś rozgorało gwałtownie. Pojmowała miłość logicznie i pragmatycznie, prawdopodobnie dlatego unikała jego spojrzeń. Nigdy nie byłaby dostatecznie dobra dla tego chłopca uwięzionego w ciele mężczyzny, o włosach barwy świeżo ciętego zboża i oczach zawierających całą wichurę. Po prostu nie chciała go ranić; a jeśli istniało coś, co wiedziała o wyższych uczuciach, to fakt, iż zawsze sprowadzają się do obopólnej krzywdy. – Całe szczęście, że mówisz w porę, bo już miałam badać twój puls – zabrzmiała ironią, jakoby Theon miał zostać przyrównany do jednych ze zwłok znajdujących się na jej stole. Uniosła wysoko brwi na zarzut, jakoby nie należała do osób skorych do sypania komplementami. Na moment zmarszczyła brwi, ważąc słowa, te jednak po chwili uniosły się wysoko, a w jej mętnych tęczówkach zagrały iskry. – Zagrajmy w grę – zaproponowała. – Powiem ci dwa komplementy, szczere komplementy, zgodnie z moim sumieniem; potem twoja kolej – zabrzmiała propozycją, a jej kąciki ust zadrgały niepewnie. – Masz ładne oczy. Takie, jakie chciałabym mieć; widzę w nich wszystko – gwiazdy, wzburzone morze, piana goniona falami – mogłabym się w nie wpatrywać cały dzień i nigdy nie miałabym dość. Na bogów, robię się patetyczna. – Pokręciła lekko głową. – Poza tym, masz ciepłe dłonie. Takie, które mogą mnie dotyk… Czy ja jestem pijana? Gdy usiedli na nagrobku, po tym momencie rozlanej między nimi szczerości, milczała przez moment – zupełnie jakby ta salwa słów, która wybuchła nieposkromienie, odkryła jakąś jej skalaną uczuciami stronę. Nie była pewna, czy był to właściwy ruch i choć Lycoris Black nigdy się nie peszyła – teraz była dotknięta wątpliwościami. – Wino – odparła, sięgając po butelkę i wziąwszy solidny łyk, skierowała ją ku Theonowi. – Och, to ciekawe. Jeśli chcesz znać moją opinię w tej materii – nie ma to żadnego znaczenia. Odbijesz się prędzej czy później, nie jesteś głupi; w końcu cię lubię, a ja nie lubię głupców. – Oparła głowę na jego barku. – Ja już chyba nie powinnam pić. Koniec sesji
|