![]() |
|
[18 marca 1972] Proszę dopisać do rachunku - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [18 marca 1972] Proszę dopisać do rachunku (/showthread.php?tid=835) |
RE: [18 marca 1972] Proszę dopisać do rachunku - Sauriel Rookwood - 23.01.2023 Proszę bardzo. I już się śmiała. łatwo było ją rozbawić? Saurielowi wydawało się, że ma raczej denne żarty, a jego poczucie humoru gdzieś tam wewnętrznie bawiło tylko jego. Najwyraźniej jednak Victorii to odpowiadało. Sarkazm jej odpowiadał. Jasne, do konkretnego stopnia, w odpowiednim tonie, ale większość rzeczy można było robić, jak to już określił: z włosem albo pod włos. Skoro został wytyczony kurs "z włosem" to teraz należało się go trzymać. Choć nieźle miotało tym statkiem na boki i czasami jednak ciężko było utrzymać stery. Uśmiechnął się pod nosem, bo zdawał sobie sprawę, jakie to jest genialne. Ktoś inny w jego rodzinie też sobie zdał. I tak to właśnie było. Jej optymizm był niemal zaraźliwy. Na tyle, że wyobraził sobie siebie samego w biurze aurorów. - Coś czuję, że byłbym najbardziej uwielbianym gościem w biurze. - Trochę ironicznie, a trochę nie. Bo zdawał sobie sprawę z tego, że ludzie potrafili go lubić. Że miał charyzmę, która jednak przyciągała niektórych. Zwłaszcza niewiasty. Tym nie mniej przez swoją gburowatość jednak większość ludzi, nawet jeśli na początku go polubiła, to wystarczyło kilka słów i spotkanie zamieniało się w koszmar. - Już jestem specjalnym płatkiem śniegu. - O tak, jednostka specjalna do zwalczania zła i terroryzmu! Walczyłby... no, przeszedłby na stronę przeciwną. Zastanowił się, czy wśród tych trupów za jego plecami był jakiś auror. Łatwo było nie zobaczyć krwi na dłoniach, skoro tak łatwo ją było zmyć. - Och, panienko Lestrange, przy panienki walorach moje gasną zupełnie. - Zaintonował to specjalnie wyniosłym głosem i nawet uniósł dłoń, jakby był heroldem, co właśnie przedstawia prawdziwą królową, czy też księżniczkę. - Chętnie. - Chociaż wcale nie był pewien, czy to dobry pomysł. Czy powinien. Czy będzie tam pasował. Czy coś się nie spierdoli. Brzmiało to jak odpowiedzialność, na którą nie był gotów. - Dziwnie się przy tobie czuję. Bezbronnie. - Bo nie wiedział, co z nią robić i nie wiedział, jak w ogóle do tego podchodzić. To znaczy niby wiedział, ale to go rozbrajało. I niby mu się podobało to uczucie, a z drugiej strony nie podobało mu się wcale. Więcej w tym było niepodobania się jednak. Bo wiedział, że musi być uzbrojony. RE: [18 marca 1972] Proszę dopisać do rachunku - Victoria Lestrange - 23.01.2023 Niekoniecznie łatwo było ją rozbawić – to po prostu Sauriel umiał to zrobić. Miał tak specyficzne poczucie humoru, które jej zwyczajnie odpowiadało, że jak nie był w trybie wampiro-gburka-jestem-taki-zły-wrrrr, to naprawdę był miłym gościem. Może i z dennymi żartami według niektórych ale hej, nie da się przecież zadowolić wszystkich. - Maskotka biura – była szansa, że ludzie by go polubili. I była szansa, że nie. Ale Victoria już się nauczyła, że w pracy nie muszą cię lubić tak długo, jak było się skutecznym. A to, że przyciągał do siebie kobiety… tego nie wiedziała. Wszak w stosunku do niej nie bywał taki czarujący, z początku bywał wręcz odpychający. - Ach tak? W sumie wyglądasz na takiego – i zachowywał się też jak specjalny płatek śniegu. Czy to źle, czy dobrze… Pewnie zależało jak ze wszystkim. - Mmm… bardzo wątpię – a już zwłaszcza wątpiła, kiedy zaczynał gadać to takim tonem jak teraz. Przerysowanym, w momencie, kiedy ona mówiła całkiem na poważnie i szczerze. Trudno było to odebrać jako komplement, ale nawet się takiego od niego nie spodziewała. Tu nie działała zasada wzajemności, że ona powie mu coś miłego, to on jej też. - To kiedyś cię zabiorę – w ogóle nie wiedziała, czemu miałby się wahać, albo wątpić czy to dobry pomysł. No… biblioteka jak biblioteka. Sam mówił, że bywał w takiej w Hogwarcie, więc co w tym niby nadzwyczajnego? Dużo książek, dużo czasopism, dużo wszystkiego. Znalazłyby się pewnie nawet harlekiny o wampirach, gdyby go to bardzo zainteresowało. I czemu niby miałby tam nie pasować? Książki nie oceniają. - Bezbronnie? Czemu? – przerwała na moment jedzenie i zapatrzyła się na Sauriela ze zdziwieniem. Z ich dwójki… uważała, ze to Sauriel jest ten groźniejszy, a ona, bardzo głupio zresztą, się go nie bała. Nie czuła się przy nim jak kurz na wietrze, nie czuła się bezbronnie, ale nie czuła też, że zaraz rzuci nią o ścianę i rozszarpie jej gardło. A zapewne zrobiłby to z dziecinną łatwością. - Chyba nie uważasz, że coś ci zrobię? – pewnie by mogła. Ale nie miała ku temu żadnego powodu. RE: [18 marca 1972] Proszę dopisać do rachunku - Sauriel Rookwood - 23.01.2023 Sauriel potrafił bawić się flirtem. Sypać komplementami. Tak, potrafił. W innych okolicznościach, kiedy był zupełnie rozluźniony i nie spoglądał na osobę tak, jakby miał z nią spędzić resztę życia. Kiedy wiedział, że chwilę się pobawią i na tym się skończy. Gdy miał pewność, że sekrety pozostaną sekretami, a jeśli ktoś naciśnie to może zniknąć i więcej nie wrócić. Tutaj nie miał najmniejszej ochoty na żaden flirt. Nie był już całkowicie czujny przy Victorii, ale nie był też całkowicie rozluźniony. Ciągle szukał swojego miejsca, balansu w tym i tak jak powiedział, pewnie jeszcze długo będzie się dziwił, w jakiej sytuacji się znalazł. Nie był przy tym też za bardzo myślący per "my". Nie dlatego, że nie chciał, bo już było "my", głównie przez ich rodzinę. Nie był do tego przyzwyczajony. Był jedynakiem i samotnikiem, który w pewnym momencie zafiksował się na punkcie ochronienia samego siebie, że inni byli automatyczni odsuwani i usuwani ze stanowiska. Lecz tak, myślał jednak o Victorii. "O nich". Nie mógłby nie myśleć. I... cieszył się, że nie trafiła mu się wredna suka. Na razie wyglądało na to, że Victoria jest naprawdę zadziwiająco troskliwą osobą. - Miaał. - Zamiałczał na tą wspominkę o maskotce biura, kiedy ona zaczęła kontemplować jedzenie. Albo się nim bawić. Ciężko powiedzieć. Chyba sama była zdziwiona tym, co zamówiła. - Mówię poważnie. - Przedstawił to w zabawny sposób, ale tak, miał to na myśli. Jakby nie patrzeć to nie ona miała tutaj spierdolone życie i to, można powiedzieć, przez własne wybory. Jego kuzyn mówił mu, że "wystarczy walczyć, jeśli chce się działać po dobrej stronie". A on przestał. - Jesteś piękną kobietą, inteligentną, która robi karierę. W dodatku troskliwą i emocjonalną. - Tak, więc mówiłam coś o komplementach? To były bardzo szybko wyciągnięte wnioski, znaczy "szybko". Sauriel po prostu wiedział, że ludzi jest trudno poznać. Ich "prawdziwe ja", które często było ukryte, albo po prostu z biegiem czasu odkrywałeś paragrafy od paragrafów i małe druczki na dole umowy. Czy uważasz, że coś ci zrobię? Cisza. Ale nie taka grobowa. Taka, w której spoglądał na nią uważnie i nawet z lekkim uśmiechem na ustach. Taka pełna zastanowienia, chociaż Sauriel miał wrażenie, że zbudowała nieco napięcia. Przynajmniej u niego. Jednocześnie nie czuł, żeby to napięcie było negatywne. Odpowiedź brzmiała tak. Ale wcale nie chciał jej powiedzieć. Trochę kłóciło się to z tym, że lubił odpowiadać na niektóre pytania wprost. Ta cisza trwała naprawdę krótko. - Poniekąd. - Bo "tak" nie było też dokładną odpowiedzią. To była po prostu jedna z opcji, jakiej nie mógł wyrzucić z głowy. - Nigdy nie sądziłem, że będę z kimś dzielił życie. I nigdy też nie dopuściłem do siebie nikogo na tyle blisko, żeby w to życie wszedł. - Wyjaśnił. A ona miała być taką osobą, czy mu się podobało czy nie. - To nie jest komfortowe. I przede wszystkim jest mi zupełnie obce. - I wymagało wysiłku, żeby jednak się przemagać i prężyć. RE: [18 marca 1972] Proszę dopisać do rachunku - Victoria Lestrange - 23.01.2023 Jakby go zobaczyła flirtującego z inną dziewuchą… to co by zrobiła? Nie miała zielonego pojęcia. Jak by zareagowała? Jakby się poczuła? Pewnie niezbyt dobrze. Ale nie wiedziała, bo sama jeszcze nie wiedziała jak się powinna czuć w stosunku do Sauriela. Była jednak pewna, że w pewnym momencie do tej relacji wkradnie się terytorializm, no bo hej, przecież nie wiązali się ze sobą dla zabawy, nie? Z drugiej strony ona nie wyobrażała sobie by miała flirtować z innymi mężczyznami, robić im być może nadzieję na coś, co nie nastąpi. Źle by się z tym czuła, tak sama ze sobą. Dlatego unikała takich sytuacji, żeby innych i siebie nie wprawiać w zakłopotanie. I nie robić też ewentualnej przykrości temu potencjalnemu partnerowi. Co innego, kiedy jesteś wolnym człowiekiem i nawet nie wiesz, że masz się zaręczać ani tym bardziej z kim – wtedy można było robić co się chce i z kim, tak uważała. Ale to, jak to było obecnie… Mogło być szkodliwe. Dla niej, dla tej relacji, dla wizerunku rodziny. Uśmiechnęła się tylko kiedy zamiauczał i faktycznie wróciła do swojego jedzenia. Bo nie przyszli tu przecież tylko po to, żeby się w ten jej talerz gapić. Uniosła na niego spojrzenie słysząc nagle te komplementy, na które wcale nie była gotowa, czy tam – nie spodziewała się. Nie od niego. - Hmm…. Dzięki – widać było, że ją zaskoczył. A z tą emocjonalną… Trochę emocjonalna była, ale bez przesady, nie była studnią emocji, a już na pewno nie empatii. Ale nie była też z kamienia. Na pewno było to w pewien sposób… miłe. I tak, miała w sobie wiele ciepła, które chciała przelać na drugą osobę, głównie dlatego, że brakowało jej tego ciepła w domu, ale kiedy myślała o tym ostatnio, to uznała, że to nie jest moment, by mówić o tym z Saurielem. Póki co zatrzymali się na tym, że chcą się w tej relacji ze sobą dogadać. Cisza po jej pytaniu akurat tym razem niezbyt jej przeszkadzała. Była dość… naturalna bo i pytanie nie było z typu tych, na które można odpowiedzieć byle jak. Znaczy można było, ale to byłoby też widać. - Rozumiem… - tak, to faktycznie mogła zrozumieć. - Mnie od dziecka przygotowywano, że nie będę miała za wiele do powiedzenia w kwestii tego, z kim spędzę większą część mojego życia, dlatego sama też nikogo tak blisko nie dopuściłam, bo to mogłoby przynieść tylko smutek i frustrację – i niespełnione nadzieje, po których serce wręcz pęka. Tak przynajmniej pisali w książkach. Ileż to było takich smutnych historii… Więc się w to po prostu nie bawiła. Nie wiązała się z nikim na stałe, bo nie miało to żadnego sensu, prócz przyniesienia bólu dwóm stronom. - Wiem, że to niekomfortowe, dla mnie też. I za drugim razem nie jest wcale ani trochę łatwiejsze – piła w tym do tego, że już raz musiała to przejść i jaki był efekt? W sumie to o tym nie rozmawiali. Victoria nie mówiła Saurielowi o tym, jaką miała relację z Rosierem. - Tak czy siak… Nie uważam, żeby w takiej relacji zdrowe było myślenie, że jedno drugiemu zrobi coś złego – z jej strony to też był spory zapas zaufania do niego, w koścu to była wiara, że zapanuje nad instynktem. RE: [18 marca 1972] Proszę dopisać do rachunku - Sauriel Rookwood - 23.01.2023 Nie lubił powagi - ale o tym już chyba było mówione. Nie oznaczyło to, że po nią czasami nie sięgał. Jak w tym przypadku. Okej, było trochę spięcia, trochę sobie pożartowali, to teraz mogą spróbować powiedzieć parę słów na poważnie. Zdawał sobie sprawę, że jego nastroje były bardzo chwiejne i bardzo zależne od towarzystwa. Ponieważ jednak Victoria nie była tylko chwilowym towarzystwem, wyglądało na to, że miała się dokopać gdzieś głębiej. Zadał sobie właśnie pytanie - jak głęboko. Gdzie chciał wyrysować granicę. Bo gdzieś musiał. Tak długo, jak długo nie dostanie sygnału, że Victorię można wdrożyć w szeregi Śmierciożerców, tak długo była osobą, którą należało trzymać na bezpieczny dystans. Wydawało mu się nawet, że ona nigdy nie powinna zostać wdrożona. Z tej perspektywy, z jakiej ją poznał to nawet jeśli nie była studnią emocji to miała w sobie dobro. Jego dobrze traktowała, jak dotąd. Nawet jeśli niektóre rzeczy mu się nie podobały, ale nie był taki w to zapatrzony, żeby sobie nie zdawać sprawy, że nie ma ideałów. - Heh, nie chodzi mi nawet o związki. - Nigdy się jakoś wybitnie nie zakochał. Podziwiał, wpatrywał jak w obrazki, byli ludzie, którzy mu się podobali - niezależnie od płci. Ale to były fascynacje artystyczne. Nigdy nie czuł, żeby ktoś go do siebie przyciągał magnetycznie, żeby wpatrywał się w święty obrazek panienki i pragnął być z tą osobą. Czasem się zastanawiał dlaczego. Czego mu brakowało, że nie przeżył czegoś takiego. Z perspektywy jednak to i lepiej. Bo nikt nie byłby szczęśliwy przy takim obrocie spraw. - Tylko się kurwa nie spodziewałem, że wymyślą małżeństwo po mojej śmierci. - Uśmiechnął się kącikiem, cynicznie. Jak już było powiedziane - wolał się śmiać, niż płakać. A to było zupełnie popierdolone i chociaż też był przyzwyczajany do tej myśli (oczywiście sięę buntował, jakżeby inaczej) to jednak nie wpadł nawet na pomysł, że ożenią kogokolwiek z wampirem. Że ktokolwiek zechce takiego małżeństwa. - Ay, nie jest. Niestety jestem całkiem popierdolony. - Zgadzał się z nią, ale nie starał się żywić tej bestii. Ona tam była, siedziała i tkwiła jak kolec kaktusa w paluchu. Niby możesz go wyciągnąć pęsetą, ale nie zawsze się uda. - Jesteś zadziwiająco spokojna. - To tak jeśli mówimy o strachu i o tym, co jest zdrowe a co nie. Że zachowanie spokoju zdrowe było, tak, było. Ale jednocześnie było dość dziwne. Chociaż widział w niej pewne zawahania po ich akcji. - Dziękuję, że posprzątałaś po tamtej akcji. - Dziękował jej już? Wydawało mu się, że nie. Nie przepadał za przeprosinami, podziękowaniami i innymi takimi. Ale tutaj jednak miałby trochę problemów bez tego. Nie chciał mieć do czynienia z ministerstwem. To mogłoby pociągnąć lawinę przykrych zdarzeń. - A że jesteś nadmiernie spokojna jak na to, że prędzej czy później się coś spieprzy. A to boli. Ugryzienie. Boli jak sam skurwysyn. - Nie było jak w tych wszystkich książkach romantycznych, a w podręcznikach raczej nie wspominali o tym. Nie chciał jej straszyć jakkolwiek. To była po prostu realna wizja. RE: [18 marca 1972] Proszę dopisać do rachunku - Victoria Lestrange - 24.01.2023 Nigdy nie będzie tak, że w drugiej osobie podobać się będzie absolutnie wszystko, ale też nie było nad czym pracować, jeśli nie miało się nawet informacji CO dokładnie się drugiej stronie nie podobało. Nie byle komu, nie. Komuś, kto w czystej teorii miał być obok na dobre i na złe. Oczywiście… rozwody się zdarzały. Przedwczesne śmierci również. Ale jesteśmy teraz w tej hipotetycznej sytuacji, w której jednak nie chcemy jednego ani drugiego, bo są wyjściem ostatecznym (dość dosłownie) i jednak próbujemy coś sobie razem poukładać. Oczywiście – to wymagało wysiłku, wkładu w relację. Ale nikt nie powiedział, że to ma być łatwe. Pokiwała głową i wpatrzyła się w Sauriela. Więc trzymał na dystans więcej relacji, nie tylko te potencjalnie sercowe? Przyjaciół też? Wychdziło, że zawsze, a nie tylko po swojej przemianie, która była całkiem niezłym wytłumaczeniem na wiele rzeczy. A później… Mogła tylko się w niego wpatrywać i… Miał rację. Miał cholerną rację. - Taaa… Jakby… Zaczynam rozumieć czemu twoi rodzice dogadali się z moimi. To bodaj ten sam poziom chęci ugrania czegoś za wszelką cenę. Nawet kosztem własnych dzieci – bo jego chcą ożenić po jego śmierci, a ją chcą wydać za mąż za kogoś, kto już raz umarł. Oboje skazując tym samym na cholernie trudną relację, wielokrotnie trudniejszą niż po prostu „o tu jest pani, tu pan, nie znacie się, nie lubicie, a teraz konsumujcie swoje małżeństwo bo trzeba mieć potomka”, a to było prawie jak gwałt. U nich to było… Ach, trudno to nawet ubrać w odpowiednią skale. Było to coś, co z pewnością będzie wymagało wiele pracy, wiele wyrzeczeń, wiele przełamania się do różnych rzeczy i spraw, wiele próbowania i… ach. Wiele wszystkiego, tak po prostu. - Nie jest wcale tak źle – z tym popierdoleniem. Rody czystej krwi były pierdolnięte wystarczająco, to jakby ją bardzo nie dziwiło. Było zaskakujące na początku, a teraz… Po tych ponad trzech miesiącach trochę już przywykła. Coś tam doczytała w sekrecie w książkach, bo temat siłą rzeczy bardziej ją zainteresował. Znaczy temat wampirów. - Nie ma za co. Mówiłam ci już, że o rodzinę się dba, a ty nią będziesz. Zresztą bardzo mi pomogłeś – naturalne się wydało posprzątanie bałaganu tak, by mu bardziej nie zaszkodzić. Już i tak się narażał i nie chciał żeby jego nazwisko było powiązane ze sprawą i z tym, że gdzieś na kogoś doniósł. Nie sądziła za to, że dojdą rozmową w tak może nie grząski ale ważny temat. W to, że może się spieprzyć. W to, że może ją ugryźć. W to, że to tak strasznie boli. W odpowiedzi Victoria najpierw się do niego uśmiechnęła. Nie był to uśmiech szczęścia, tylko bardziej taki… współczujący uśmiech, o. Bardziej coś takiego. - Wiesz, miałam trochę czasu, żeby sobie to przemyśleć i się jakoś z tym oswoić. Zdaję sobie sprawę z tego, że tak się może stać. Ba, jestem wręcz o tym przekonana. I jestem też pewna, że możemy coś na tym polu wypracować – wiedziała tyle, że wampir wcale nie musi pić krwi prosto z szyi człowieka. Że można mu ją podać inaczej, nie wiem, samemu rozciąć sobie na przykład dłoń i zrobić to kontrolowanie. Że to nie musi być wcale szyja, tylko na ten przykład nadgarstek. Z drugiej strony do bólu też można się przyzwyczaić. Albo może były jakieś zaklęcia go uśnieżające. - W czasach średniowiecza mugole palili czarodziei na stosach, to musiał być dopiero ogromny ból. A mimo to istnieli tacy, którzy nie tyle się do bólu przyzwyczaili, co byli na ogień zupełnie odporni. Ale były zdaje się też zaklęcia czy eliksiry – i pamiętam, że czytałam o takiej czarownicy, której tak się podobało palenie na stosie, że celowo dała się kilkanaście razy złapać, żeby ją palili. Być może jest możliwość uśmierzenia tego bólu za pomocą magii – chciała mu powiedzieć, że świat był pełen różnych możliwości. A akurat ona miała umysł na tyle otwarty, że gotowa była tych rozwiązań szukać nawet na własną rękę. I chyba właśnie to jaka była, głodna wiedzy, sprawiało, że się nie bała. Że była taka spokojna. Pogodzona. RE: [18 marca 1972] Proszę dopisać do rachunku - Sauriel Rookwood - 24.01.2023 Ile może kosztować dziecko? To, które odchowałeś, żywiłeś, uczyłeś. Wykładałeś na nie pieniądze i poświęcałeś swój czas, żeby wyrosła na ludzi. Żebyś mógł chociaż pomyśleć, że jesteś jeśli nie dumny to chociaż zadowolony. No ile? Czy od tej transakcji był jakiś podatek? Czy dołączyli do tego rachunek? A może zakup odbył się na fakturę? Coś na pewno ugrali i zyskali. Skoro tyle czasu hodowali swoje konie to potem mogli z nimi zrobić, co tylko zechcieli. Koń nie miał nic do gadania. Wsadzało się go w boks i wywoziło, odrywało od domu i stada. Emocje nie były policzalne, więc nie można było ich wrzucić na wagę, by obliczyć wartość galeonów. Ciekawe tylko czy uświadomią Victorię, ile jeszcze będzie musiała dla nich poświęcić i zrobić, kiedy odkryją przed nią karty. Wszystkie karty. Te pochodzące od zakupu, sprzedaży i te, które jeszcze nie zostały nawet ujawnione, bo pielęgnowane były w ambicji i pragnieniach. Na to nie było dobrego komentarza. To był fakt - ugrali ich kosztem. Sauriel płynął z tym nurtem, bo... hah, chciał kiedyś uciec od tego szajsu, a teraz ten szajs sprawiał, że czuł w sobie życie. Okropne. Wiedział, jakie to okropne, ale, hah... odbieranie życia dawało poczucie kontroli i władzy. I nie wiedział, czy to dlatego, że stał się wampirem i tak pokochał krew, czy naprawdę go popierdoliło. Victoria jeszcze nie wiedziała, jak bardzo. Gdybym zdradził ci wszystkie moje sekrety, patrzyłabyś na mnie tak samo? Nie sądził. Za to wiedział, że prędzej czy później się dowie. - Jest za co. - Sam fakt, że o rodzinę się dba - już za to mógł jej podziękować. To dziwne poczucie zagrożenia z jej strony powróciło wraz z tymi słowami. Nie bardzo potrafił uwierzyć w to, że pojęcie "rodzina" miało tutaj zmienić się, ewoluować. Nie bardzo wierzył w to, że mogło się pojawić jakieś światło w tym spierdolonym świecie. Nie chciał nawet tego światła. Bo najbardziej bał się bolesnej chwili, kiedy ono zgaśnie i zaniknie. Z góry zaś zakładał, że tak będzie. Potem tylko uniósł brwi do góry. Wypracować? Możemy na tym polu coś wypracować. Na jakim polu? Tym, że był potworem? Że może i nad sobą panował, ale coś się w każdym momencie mogło odjebać? Wystarczyłoby, żeby się skaleczyła i już nie wiedział, jakby to mogło wyglądać. I kontynuowała. Tak, słyszał tę historię, pamiętał ją doskonale. Jedna z lepszych ciekawostek tego świata. Tylko że to nie na tym miała się skupić ta wypowiedź. Być może jest możliwość uśmierzenia bólu... Zalało go naprawdę dziwne uczucie. Takie, którego nie czuł już latami. Spokoju. Wdzięczności. Miał wrażenie, jakby odbierał teraz bodźce wyraźniej, jakby dopiero teraz był w stanie dostrzec szczegóły jej twarzy. Jej oczy, długie rzęsy, usta i miękkie włosy. Nawet jej głos się zmienił. Nie, zawsze taki był, ale nagle brzmiał tak łagodnie. To chyba było uczucie ukojenia. I poruszyło go absolutnie dogłębnie. - Heh. - Nie bardzo wiedział, co pojawiło się przed momentem na jego twarzy, ale kiedy się otrząsnął przymknął oczy i pochylił na moment głowę w dół, uśmiechając się kącikiem ust. Nie wiedział, co na to odpowiedzieć i czy w ogóle była na to dobra odpowiedź. Czekał na to tak długo, że zapomniał, że w ogóle czekał. Pozbył się nadziei, a ona nadeszła w najmniej oczekiwanym i niechcianym momencie. Nie chciał jej. Nie chciał uczuć. Lecz kiedy się pojawiły były takie... czyste. Tak niepasujące do jego splugawionego wnętrza. Rozchylił powieki, a jego uśmiech zmienił się na łagodny. Wręcz ciepły. Ale nie patrzył na nią. RE: [18 marca 1972] Proszę dopisać do rachunku - Victoria Lestrange - 24.01.2023 Najbardziej niebezpieczny jest ten, kto nie ma już nic do stracenia. Sauriel był na skraju tego, ale miał jeszcze możliwość, by zawrócić. Zrobić kilka kroków wstecz z poczuciem, że jeszcze nie wszystko stracone, jeszcze jest coś dla czego warto żyć. Bo może i było. W końcu Rookwood był tak naprawdę jeszcze młody. I nie mógł bardzo dawno zostać przemieniony – wiedziała natomiast, że to nie tak, że został przemieniony ledwo co. Może i nie mógł w wiele rzeczy uwierzyć, ale to z pewnością się jeszcze wyjaśni. To tworzenie rodziny. Jego nie była normalna, nie miał żadnych sensownych wzorców. Jej była… zimna, ale te pojedyncze odczucia ciepła jej się podobały i chciała się nimi dzielić – ednak też nie miała dobrych wzorców. Na pewno nie dla dziecka, którego i tak nie będą mieli, więc jeden problem znikał. Tak, właśnie na tym polu, na którym uważał się za potwora. Czy rzeczywiście nim był? To było pojęcie bardzo względne. Na pewno jednak uważała, że jeśli oboje będą chcieli, to będzie możliwe zawalczenie tutaj o coś. Że będzie możliwa próba poprawienia czegoś, a nie wcale wyeliminowania tego, kim był i tego, że żywił się krwią. Bo Victoria absolutnie nie zamierzała z tym walczyć. Planowała się temu poddać, dostosować, bo nic nie mogli przecież na to poradzić. Można było natomiast szukać rozwiązań takich, żeby po prostu ułatwić mu życie, zniwelować jego własny strach, że skrzywdzi kogoś, kogo skrzywdzić nie chce. Była pewna, że przy odpowiedniej dozie wytrwałości można stworzyć takie warunki w których on nie będzie panikował, że skoro czuje krew choćby dlatego że zacięła się papierem, to się na nią rzuci zadając jej ból, i gdzie jeśli już coś takiego będzie miało miejsce, to przynajmniej nie będzie bolało tak, jak sam to opisywał. I to wszystko to też było dbanie o tę rodzinę. To znaczy to były możliwości – a to czy Sauriel w ogóle będzie chętny się w nie zagłębić to zupełnie inna sprawa. Widziała zmianę na jego twarzy, coś jakby szok? Nie umiała tego nawet nazwać. Na pewno zabrakło mu słów. Czy to dlatego, że miał ją za naiwną? Głupią? Chociaż uśmiech, jaki po chwili u niego zobaczyła sugerował co innego. Nie patrzył na nią. A ona w tym momencie zaczęła bawić się ogniem świecy, jaka pomiędzy nimi stała. Nie że szybko "przelatywała" dłonią przez ogień, raczej… jej skóra bezpośrednio się z nim stykała. A ona nawet nie kwiknęła. Nie chciała mu przeszkadzać, dlatego milczała. A jeśli na nią spojrzał, to po prostu się uśmiechnęła. RE: [18 marca 1972] Proszę dopisać do rachunku - Sauriel Rookwood - 24.01.2023 W końcu podniósł na nią spojrzenie, jak na niego całkiem sympatyczne. Bo w końcu na człowieka można patrzeć na różne sposoby. Sauriel przestawił już tych spojrzeń na Victorię naprawdę wiele. Od obojętności, przechodząc przez nienawiść, poprzez nieufność, niezadowolenie, potem akceptację i w końcu skończyli tutaj. To było jedno z tych spojrzeń, które nie pojawiało się na jego twarzy często i co najwyżej patrzył tak na... koty. Bo kochał koty. Uwielbiał je do tego stopnia, że mógłby się nimi otoczyć, owinąć, robić im ołtarzyk i... no po prostu bardzo je lubił, chociaż to było srogie niedopowiedzenie. Nie było to aż tak rozmiłowane spojrzenie, bo zawierało w sobie po prostu łagodność. Aż zadziwiającą dozę ludzkości, normalności. Minęły prawie trzy lata i musiał spotkać narzeczoną, której nawet nie chciał, żeby usłyszeć takie słowa. To też było absurdalne. Cisza, która teraz między nimi zapanowała przestała być naprawdę ciężka. Jakoś wkradła się między nich i nie stanowiła problemu, a jej uśmiech temu tylko potwierdził. To rozluźnienie, ta delikatność, mogła się trochę przeciągnąć. Na tę chwilę, zanim dotrze do niego, co się wydarzyło i znowu zacznie się zastanawiać, czy na pewno tak powinno być. I czy w ogóle miał prawo się tak czuć. - Czy coś jeszcze państwu podać? - Kelner podszedł, dobrze wyłapując, że Victoria skończyła już jedzenie. - Nie trzeba. Poproszę rachunek. - Poprawił się na swoim krześle i machinalnie przetrzepał palcami włosy, rozwalając ułożoną fryzurę. Kelner odszedł, mówiąc, że zaraz wróci, a Sauriel sięgnął do kieszeni swojej marynarki po portfel. Pomacał, pomacał, nie było. No żadna tragedia, sięgnął po prostu do drugiej. Macał, macał... nie ma? Zmarszczył brwi i sięgnął z powrotem. Tymczasem kelner wrócił i podał cenę. I cena nie byłaby problemem... gdyby nie istniał problem związany z brakiem portfela. - Kurwa... - Mruknął pod nosem czarnowłosy. - Płaci pan czy nie? - Mężczyzna w eleganckim, służbowym ubraniu niee tyle, co nie miał cierpliwości, co już chwilę tu postał widząc, że jego klient ewidentnie portfela nie może znaleźć. Nie trzeba było być geniuszem, żeby zobaczyć, że się spiął. Dziwić mu się? Pewnie niejeden był tutaj taki cwaniaczek, który próbował okraść restaurację i wyżywić się za freeko. - Zapomniałem portfela. - Oznajmił w końcu Sauriel, poddając się. No nie ma. Nie było go, a akurat pieniędzy się z powietrza nie wyczaruje. - Jeżeli pan nie zapłaci, wezwę ochronę. - Uprzedził mężczyzna i zrobił prowizoryczny krok w tył. Sauriel nie musiał nosić na sobie skóry, żeby robić dość niepokojące wrażenie. Zwłaszcza, kiedy spojrzał na kelnera niezbyt sympatycznie. - Ochrona! OCHRONA! - Zaczął się wydzierać, cofając się bardziej, a Sauriel wywalił na niego oczy i aż wstał z krzesła. - Co, kurwa... what the... - Bo co mądrzejszego miał powiedzieć? Skoro kompletnie się nie spodziewał, że to eskaluje tak szybko? RE: [18 marca 1972] Proszę dopisać do rachunku - Victoria Lestrange - 24.01.2023 Przyszło jej do głowy, że być może Sauriel nie słyszał za wiele słów, że może coś da się zrobić, tylko trzeba to odkryć. Że być może zostawili go po tej przemianie samemu sobie i sam się musiał uczyć co się da, co nie, co jest potrzebne… nie wiedziała jak stał się wampirem, więc mogła tylko zgadywać tak naprawdę. Ale być może nikt nawet nie chciał mu pomóc? Może nikt nawet nie zaproponował, że może trzeba coś razem wypracować? Może przede wszystkim – że nie jest sam. Bo Victoria cały czas uparcie próbowała mu przekazać, że chcąc nie chcąc będzie obok niego. I że mogą coś zrobić razem – bo zdawała sobie sprawę, że prędzej czy później poprosi ją o krew. Albo nawet nie poprosi: po prostu zapragnie. I może nawet trochę było w tym obowiązku, by mu ją dać? Ze spokojem obserwowała, jak Sauriel szuka portfela i wyglądał na mocno zmieszanego i zdenerwowanego. A potem przyznał, że portfela zapomniał, więc ciemnowłosa sięgnęła do swojej torebki, by po prostu nie robić tutaj sceny i za nich zapłacić i… jakież było jej zdziwienie kiedy zorientowała się, że też nie wzięła ze sobą pieniędzy. Miała jakieś zaćmienie umysłu, kiedy się pakowała czy ki cholera? W osłupieniu patrzyła więc tak na zawartość swojej torebki, a tu obok… działy się rzeczy w miejscach. Czyli sytuacja w ogóle eskalowała niepotrzebnie. Już ochronę wzywają a tu przecież nic się nie działo, przecież nie próbowali stąd uciec bez zapłacenia – na, Sauriel się po prostu przyznał, że zapomniał portfela. To się zdarzało… wiadomo że to problem, ale hola hola. - Usiądź – powiedziała do Sauriela cicho i wygrzebała z torebki druga rzecz, jakiej szukała i tej akurat na szczęście nie zapomniała. Wyciągnęła swoją odznakę autora i pokazała ją krzyczącego kelnerowi i zapewne ochronie, która się szybko pojawiła. - Victoria Lestrange, pracuję w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów – zaś odznaka, jaką pokazała, nie pozostawiała wątpliwości, co do wykonywanego przez kobietę w sukience zawodu. - To drobne nieporozumienie. Przecież nie próbowaliśmy stąd uciec bez uregulowania rachunku – co innego gdyby próbowali się zawinąć niepostrzeżenie, ale nic takiego nie miało miejsca. |