Secrets of London
28.04.1972 Theodore i Heather - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31)
+---- Wątek: 28.04.1972 Theodore i Heather (/showthread.php?tid=873)

Strony: 1 2 3


RE: 28.04.1972 Theodore i Heather - Theodore Lovegood - 17.03.2023

- Oczywiście, że się w pierwszej chwili przejąłem. Coś mogło ci się stać – zaprotestował żywo, ale szybko się rozluźnił widząc, że nic poważnego się nie stało. Uśmiechnął się do niej ciepło i ułożył dłoń na jej talii.
- Jakby to wyglądało, gdybym zaprosił cię na wyścig, a następnie pozwolił ci złapać kontuzję? I to tuż przed Beltane? - spytał retorycznie. Gdyby nie mogła pilnować porządku w trakcie święta przez niego, bo miałaby składane kości w Mungu, nie mógłby świętować z powodu poczucia winy. Na szczęście do tego nie doszło, więc rozłożył się wygodnie obok niej widząc, że nie miała zamiaru wstawać.
- Gdybym tylko miał nowszy model miotły, to nie miałabyś tak łatwo – stwierdził z zadowoleniem, skutecznie pocieszony przez dziewczynę. Może nie zaimponował jej brawurowym zwycięstwem, ale przynajmniej poradził sobie nie najgorzej i porażka nie będzie śnić się mu po nocach. 
- Dla ciebie wszystko – odparł pewnie, nie protestując, że dystans między nimi się skraca, wręcz przyjmując ten fakt z ulgą i oczekiwaniem. Skoro ciągnęła go ku sobie, to pewnie nie po to, by wspólnie liczyć robaki w ziemi. Zerknął w jej oczy, jakby próbował wyczytać z nich, na ile może sobie pozwolić i prawie bez wahania postanowił ponownie pójść na całość. Zamknął oczy, by nic go nie rozpraszało. Wbił się w jej usta agresywnie, bojąc się, że jeśli spróbuje zrobić to delikatnie, to tak jak ostatnio będzie mu za łatwo się wycofać.
Tym razem nie przypomniała mu się syrena. Jego nozdrza nie wypełnił zapach słonej wody, ale trawy oraz perfum rudej, a na wargach poczuł delikatne ciało dziewczyny, a nie twarde kły potwora. Czując, że wszystko wreszcie jest tak, jak należy, zapomniał się i dał się ponieść chwili. Objął dłońmi jej twarz i przedłużył znacznie moment uniesienia.
„Nareszcie! Ależ ze mnie bestia!” - pomyślał podbudowany, szczęśliwy, że udało mu się zrobić coś tak, jak należy. Po długiej chwili złączenia z Heather, która mu wydawała się króciuteńka, zakończył pocałunek i spojrzał czule na dziewczynę. Uśmiech miał tak szeroki, że przypominał banana.
- To co to za pomysł?


RE: 28.04.1972 Theodore i Heather - Heather Wood - 28.05.2023

- To miłe, chociaż powinieneś wiedzieć, że jestem raczej z tych twardych, nie tak łatwo mnie uszkodzić. - Nie byłaby w stanie pewnie zliczyć ilości upadków z miotły, które przyszło jej zaliczyć w swoim dosyć krótkim życiu. Urazy były chwilowe, kontuzje bardzo szybko można było uleczyć. Dosyć lekkomyślnie podchodziła do stanu swojego zdrowia, widząc, że Cameron ją poskłada, gdy go tylko o to poprosi.

Poczuła jego dłoń na swojej talii, przyjemny deszcz przeszedł po jej ciele, spowodował go jego dotyk. Był przyjemny.

- Kontuzje pojawiają się i znikają, nie ma się czym przejmować mój drogi, chociaż to urocze, że się tak troszczysz. - bo cała reszta miała już to raczej gdzieś, byli przyzwyczajeni do tego, że co chwilę robiła sobie krzywdę.

- Jeśli tylko chcesz mogę Ci załatwić jeden z nowszych modeli mioteł, wtedy możemy zmierzyć się jeszcze raz. - W końcu jej ojciec tworzył miotły, nie miałaby problemu z dostarczeniem jednej Theo. Nie sądziła jednak, że to by pomogło. Nie podzieliła się z nim jednak tym przemyśleniem, nie chciała go urazić. Mało kto w końcu był w stanie jej dorównać, kiedy znajdowała się w powietrzu.

- Bardzo odważne stwierdzenie. - Skomentowała jeszcze. Wtedy zbliżył się do niej, dystans między nimi przestał istnieć, a ich usta ponownie się połączyły. Tym razem jednak nie było to rozczarowujące. Wiedziała, że nie mógł być w tym aż tak fatalny, pierwszy raz musiał go nieco zestresować, ale Wood nie skreślała nikogo po niepowodzeniu, uważała że warto dawać drugie szanse. Pocałunek był dosyć długi, jednak musiał nadejść i jego koniec. Szkoda, bo mogłaby tkwić w nim zdecydowanie dłużej, czuła wtedy dziwną beztroskę i spokój, który ostatnio nie towarzyszył jej zbyt często. Wszystko, co dobre jednak musi się kiedyś skończyć, czyż nie?

Uśmiech gościł również i na jej twarzy. Czuła się usatysfakcjonowana takim rozwojem sytuacji, zresztą nie spodziewała się, że to spotkanie potoczy się właśnie w ten sposób, a lubiła niespodzianki. - Pójdziemy razem na kolację, a później, może byśmy zaprezentował jakiś monolog Godryka Gryffindora, taki występ tylko dla mnie? - Miała nadzieję, że zaakceptuje ten pomysł.

Leżeli tak razem na trawie jeszcze dłuższą chwilę ciesząc się swoją obecnością, rozmawiając o pierdołach. Później rozeszli się do domów, aby przygotować się do nadchodzącego święta.


Koniec sesji