Secrets of London
[20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24)
+--- Wątek: [20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł (/showthread.php?tid=983)

Strony: 1 2 3


RE: [20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł - Mavelle Bones - 19.03.2023

Spektakularność nie miała znaczenia, w przeciwieństwie do skuteczności – tak się jednak dobrze złożyło, że tu obecnym na dobrą sprawę tej drugiej nie zabrakło, dzięki czemu oba utopce trafiły do dziury w ziemi. Pozostawało już tylko zakończyć sprawę, poprzez dokładanie naprędce znajdowanego suszu, byleby tylko rozgorzał większy ogień i pochłonął przeciwników raz na zawsze.
  Jedno zagrożenie mniej – czy to dla nich, czy to dla potencjalnych, kolejnych gości na Mokradłach. Patrickowi zaś posłała blady uśmiech – chyba nie potrzebowała słów, żeby przekazać swego rodzaju podziękowanie i jednocześnie takie… „tylko wykonuję swoją pracę”.
  - No, przydałaby się, nawet mamy jej trochę w domu – westchnęła, mając oczywiście na myśl swój motocykl. Tak że nawet nie musieli daleko szukać takich środków, żeby ułatwić sobie pracę. Niestety, jak to już bywało – mądry czarodziej po szkodzie.
  - Za często? To ile razy już…? – zdziwiła się, zerkając na Heather. Zdawała sobie sprawę z tego, że wcześniej Wood zajmowała się czymś zgoła innym, jednakże… może to przejęzyczenie, może faktycznie już kilka razy zmieniła swoją ścieżkę kariery?
  Ale fakt faktem, musieli się zająć tym, co znajdowało się w wodzie.
  - Chwileczkę – powstrzymała Brennę, gdy ta rzuciła pierwsze swoje zaklęcie i to nieudane. Znów, jak nie wyszło kuzynce, to może czar jej samej zakończy się powodzeniem? I po machnięciu różdżką wyszło, że w sumie faktycznie rozpraszające zaklęcie zadziałało.

[roll=Z]

Nie powstrzymywała już Longbottomówny przed dalszym splataniem czarów; niemalże wstrzymała oddech, zaciskając mocniej palce na różdżce. Czy – i co dokładnie – wyłoni się z odmętów tejże sadzawki…?
  
242/2035



RE: [20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł - Eutierria - 21.03.2023

Brenno, rzucając zaklęcie rozpraszające, poczułaś w dłoni mocne ukłucie. Udało ci się rzucić dwa kolejne zaklęcia, ale dłoń stawała się coraz bardziej zdrętwiała, aż wreszcie palce wyprostowały się same z siebie i nie chciały już zgiąć. Odrętwienie minęło dopiero następnego dnia, do tego czasu musiałaś korzystać z różdżki drugą ręką, otrzymując karę -10 do rzutów.

Ze zmąconej przez was toni mrocznej sadzawki wypłynęła na wierzch kryształowa czaszka. Była prześwitująca, a w jej wnętrzu wirowały dziwaczne obłoki, co jakiś czas przyjmujące kształt ludzkich twarzy. Mavelle poczuła od niej od razu niesamowity smród czarnej magii, do reszty odór doszedł chwilę później. Nie wiedzieliście, co to jest. Wasza wiedza sugerowała, że powinien obejrzeć to jakiś spirytysta, ale sami mogliście tylko gdybać nad zastosowaniem tego artefaktu.

Chwilę po usunięciu czaszki z dna jeziora, na wierzch gładkiej już toni zaczęły wypływać martwe ciała. Łącznie osiem całych ciał, niepoliczalna ilość zgniłych, oderwanych kończyn. Wszystkie napuchnięte i porośnięte glonami. Widok był upiorny, a wy mogliście być już całkowicie pewni, że znaleźliście się w miejscu nielegalnych praktyk jakiegoś czarnoksiężnika.


RE: [20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł - Brenna Longbottom - 21.03.2023

Brenna nie znała się na nekromancji na tyle, aby wiedzieć, czy nagłe odrętwienie to skutek jej fatalnego błędu, czy po prostu odbiło się na niej czarowanie nad jeziorem, które wyraźnie było obiektem eksperymentów jakiegoś czarnoksiężnika. Odrętwienie wywołało w niej drobną iskierkę paniki, ale zaraz z głębi jeziora wydobyła się najpierw czaszka, a potem trupy.
Longbottom zacisnęła powieki. Smród uderzał w nozdrza. Normalnie może spróbowałaby z bąblogłową, ale teraz wolała nie próbować kolejnych czarów. Ostrożnie schowała różdżkę, a potem obciągnęła nieco rękaw bluzy, by zasłonić dłoń. Nie była na tyle nierozważna, aby po prostu to zostawić: zamierzała zaraz po powrocie do domu pokazać rękę kuzynce – uzdrowicielce. Z prośbą o dyskrecję, rzecz jasna. Ale na pewno nie planowała też teraz pokazywał innym, co się stało, i niepotrzebnie ich rozpraszać. Spoglądała na trupy z kamiennym wyrazem twarzy, zastanawiając się, jak długo tu leżały.
Jak zginęły.
To drugie mogła spróbować sprawdzić. Podniosła się, i zaczęła wyjmować z plecaka świece, ale jej wzrok padł na Heather. Przypomniała sobie, że dziewczyna pracowała w Brygadzie od niedawna. I do tej pory nie wysyłano jej raczej na akcje w rodzaju „mąż właśnie zadźgał nożem żonę i dwoje dzieci”. Brenna wahała się, niepewna, czy powinna jakoś zareagować, czy może zasugerowanie, by Heather kawałek stąd odeszła, będzie jeszcze tylko gorszą opcją, bo Wood poczuje się lekceważona.
Poza tym, jeśli naprawdę chciała pracować w Brygadzie, prędzej czy później zobaczy rzeczy niemiłe dla oka.
- Heath? – spytała w końcu. – Jeżeli wolisz, możesz poczekać w lesie. Jeśli zostajesz… bąblogłowa pomaga na zapach.
A potem przykucnęła w błocie. Rozstawiała świece, głównie lewą dłonią. Dotąd Wood nie miała okazji tego oglądać i pewnie nawet niekoniecznie wiedziała, jak to działa, ale ostatecznie w Biurze ten i ów wiedział, jej partnerka i tak się zorientuje prędzej czy później, nie było więc potrzeby się kryć. A Mavelle i Patrick wielokrotnie wiedzieli, jak Brenna próbuje zobaczyć przeszłe wydarzenia.
Dobrze, że do tego nie potrzebowała machać specjalnie ręką.
- Nie mam pojęcia, czy to wyjdzie, i czy nie okaże się, że to wszystko jest za stare… ale spróbuję – mruknęła. Z artefaktem wolała nie próbować, mógł być zbyt niebezpieczny. Ale samo jezioro i sięgnięcie w jego przeszłość to coś innego. Podobnie jak… zwłoki. Nie była skora czekać aż sprawa zostanie przekazana wyżej w Ministerstwie, ściągną tu patologów i tak dalej. Procedury procedurami. Tyle że… to mogło być coś związanego ze śmierciożercami. I Zakon powinien to wiedzieć. – Mav, odpalisz świece? Patrick… wiem, jak to zabrzmi, ale znajdziesz dla mnie… najnowszy kawałek?
A potem… usiadła w kręgu. Było jej niedobrze. Od zapachu. Widoku. Od myśli o tym, co tu się stało i świadomości, że jeśli zobaczy to, co zobaczyć chciała – a chciała wiedzieć, co robił tu ten czarnoksiężnik albo przynajmniej, jak zginęli ci ludzie – to ten widok wcale, ale to wcale się jej nie spodoba. 

Percepcja, widmowidzenie
[roll=Z]


RE: [20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł - Heather Wood - 21.03.2023

- Jeśli zasugerowałybym się sugestią, to drugi raz w przeciągu kilku miesięcy. - Odparła z uśmiechem do Mavelle. - Póki co jednak, tutaj mi się podoba. - Dodała jeszcze.

Longbottom i Bones zaczęły rzucać zaklęcie, aby wydobyć to, co znajdowało się na dnie sadzawki. Wood nie wchodziła im w drogę, obserwowała uważnie towarzyszki, które były wprawione w boju. Była zafascynowana tym, jak świetnie współpracowały i się dogadywały.

Jak widać ich sposób przyniósł efekty. Na powierzchnię wypłynęła czaszka w towarzystwie obłoków. Heath podeszła o krok bliżej, aby móc obserwować to, co się działo, te obłoki zaczęły przyjmować kształt różnych twarzy - pierwszy raz widziała w swoim życiu coś takiego.

Po chwili dotarł do jej nozdrzy smród, ten zapach był obrzydliwy. Starała się wstrzymać oddech, ale nie mogła za długo, więc musiała go do siebie dopuścić. Na sam koniec pojawiły się ciała, osiem ciał. Heather Wood jeszcze nigdy nie widziała trupa. Przez chwilę spoglądała na jezioro, później na Brennę, znowu na jezioro... Dotarło do niej co znajduje się w tej sadzawce. Zbladła, jej twarz przybrała kolor kartki papieru.

- Mhm... - Wymruczała jeszcze do Brenny, jednak nie dała rady się powstrzymać. Ten zapach, widok, to było zbyt wiele. Heather Wood zwymiotowała właśnie sobie na buty, co nie było zbyt przyjemne, jednak odór, jaki znajdował się w powietrzu i tak z tym wygrywał.

- Jakoś sobie poradzę bez tego. - Zeszło z niej trochę w momencie, w którym zwymiotowała. Nie zamierzała odpuścić, nie mogła przegapić tego, co będzie się działo teraz.

Brenna poprosiła kuzynkę o świecę, chyba chciała odpalić te swoje czary - mary, o których słyszała. Nie widziała jednak jeszcze, jak to działa, wreszcie będzie mogła to zobaczyć.

Po chwili dotarło do niej, że Brenna poprosiła Patricka, żeby przyniósł jej najnowszy kawałek. Mina jej zrzedła, jednak nie uciekła jeszcze z lasu, tylko bardzo dokładnie przyglądała się temu, co zamierzali tutaj robić.




RE: [20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł - Eutierria - 21.03.2023

Brenno, otulona zapachem świec mogłaś skupić się na nim i odpocząć od paskudnego smrodu rozkładających się, ludzkich ciał. Niestety  ujrzane przez ciebie obrazy nie były ani trochę pocieszające. Wykryłaś powód zakłóceń magicznych wokół mglistych mokradeł - to było silne zaklęcie, które znosiło tutaj miotły i teleportujących się czarodziejów. Szalony starzec, czarnoksiężnik o mysiej urodzie, odstających zębach i sianowatych włosach śmiał się dziko, widząc, jak kolejne osoby są znoszone przez psotliwą magię tutaj, gdzie topielce wciągały ich pod wodę.

Ze względu na silną reakcję Heather Mistrz Gry wymusza rzut na klątwę żywiołów.

[roll=Z]
Twoje ciało zaczęło pokrywać się żywiołem, alarmując wszystkich zgromadzonych wokół, że nie poradziłaś sobie z tym widokiem.


RE: [20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł - Patrick Steward - 26.03.2023

Patrick stał przed sadzawką i obserwował wyłaniającą się z niej kryształową czaszkę. Zawiesił wzrok na kłębiących się w środku dziwacznych obłokach. To była jedna z takich chwil, w czasie których kompletnie nie wiedział, jak powinien zareagować. Zdumienie przeplatało się w jego umyśle z całą grozą, która przenikała to miejsce.
A potem, gdy na wierzch gładkiej tafli zaczęły wypływać ciała, poczuł ulgę, że żadne z nich nie postanowiło zanurkować do wody by samodzielnie poszukiwać ukrytego na dnie artefaktu.
Drgnął, słysząc głos Brenny. Kiwnął głową, na znak, że spełni jej prośbę. Zadanie było obrzydliwe, ale cel który mu przyświecał słuszny. Przyłożył rękę do ust i zbliżył się do sadzawki. Patrzył na kawałki ciał, starając się nie myśleć o tym, że były to ofiary jakiegoś wariata. Nie chciał o tym myśleć, bo myśląc, dałby się ponieść słusznemu (ale tak naprawdę bezproduktywnemu) gniewowi.
Wreszcie, gdy wyłowił wzrokiem kawałek, jaki wydawał mu się najświeższy, machnął różdżką i zaklęciem ze szkoły translokacji, uniósł go i przeniósł do kręgu. Widział już jak Brenna używała widmowidzenia, wiedział jak się to odbywało i że mogło nieść za sobą nieprzyjemne konsekwencje.
- Nie próbuj siebie przeforsowywać – poprosił ją, bo nie ostrzegał.
I może przez to zaaferowanie Longbottom, chwilowo stracił czujność i nie zwrócił uwagi na to, co się działo z Heather Wood. Dopiero odgłos wymiotowania sprawił, że spojrzał w jej stronę. Najpierw poczuł zmieszanie, irytację na samego siebie, że nie wziął pod uwagę tego jaka dziewczyna była młoda i jak obrzydliwe rzeczy przyszło jej teraz oglądać. Potem nadeszła kolej bezradności. Patrick nie miał pojęcia, jak powinien zareagować w tym momencie. Nie znał przesadnie Heather. Do tej chwili nawet nie wiedział, że ciążyła na niej klątwa żywiołów.
Wreszcie zadziałał intuicyjnie, może głupio, bo nie miał zielonego pojęcia, jaki efekt przyniesie jego działanie. Rzucił się ku Wood, by ją objąć. Mocno wtulić w siebie i odwrócić od fragmentów ciał, od przeklętego widoku śmierci i czarnej magii. Odruchowo gładził po plecach, mówiąc:
- Już w porządku. Udało nam się. Dorwiemy skurwiela. Bez ciebie byśmy sobie nie poradzili… - głos miał cichy, starał się brzmieć spokojnie, choć tak naprawdę nie wiedział, czy w ogóle reagował prawidłowo. Nie przejmował się wodą i tym, że właśnie cały przemakał. Najważniejsze było to, by Heather się uspokoiła.
Stał przy niej. Obejmował ją. Cierpliwie czekał, ciągle powtarzając, że już w porządku, udało im się, oczyścili Mgliste Mokradła.

A potem?
Potem musieli się stąd zabrać. Najpierw oznaczyć na mapie miejsce, gdzie znaleźli ciała. Potem schować czaszkę. Owinąć ją w materiał. Wsadzić do plecaka. Wreszcie aportować się stąd do Ministerstwa Magii. Powiadomić kogo trzeba by wysłano tu jak najszybciej ludzi po fragmenty ciał. On będzie musiał zdać raport Harper. Brenna, Mavelle i Heather Bonesowi.
Tu nie mieli już nic do zrobienia.



RE: [20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł - Brenna Longbottom - 26.03.2023

W jednej chwili była w teraźniejszości - w kolejnej jej umysł zanurkował w przeszłość, by patrzeć, jak ci, których ciała tu spoczywały, trafiały na bagniska pod wpływem nieudanej teleportacji albo zniesienia miotły. I gdy znów widziała przed sobą nie śmiejącego się mężczyznę, a dym i widoczne za nimi bagna, uderzyła ją świadomość, że to mogli być Mavelle i Patrick.
Mogłaby dzisiaj wyciągać z tego bagna kuzynkę.
Brenna pomyślała, że być może nie powinna być przy aresztowaniu. Powstrzymanie się przed rozdarciem tego człowieka na strzępy będzie ją sporo kosztowało.
- Mam drania - powiedziała głosem wyzutym z emocji, choć te kłębiły się w jej duszy podobnie jak twarze i czarny dym w czaszce. - Zrobimy wieczorem portret pamięciowy. Sądzę, że nie będzie ciężko go znaleźć.
Śmiejący się szaleniec o tak charakterystycznym typie urody... znaczy się braku urody? Nawet w Little Hangleton raczej mało prawdopodobne, aby nikt nigdy nie uznał go za podejrzanego.
Uniosła na nich wzrok i dopiero teraz dostrzegła, że woda pokryła twarz i ręce Heather. Z racji na to, że Wood była jej partnerką, Brenna wiedziała o tej klątwie.
Ale chyba nie spodziewała się, że ta mogła uaktywnić się w takich okolicznościach.
- Cholera - stwierdziła, podrywając się i omal nie przewracając świec. Pomyślała, że chyba będzie trzeba poszukać rytuałów medytacyjnych. Pewną wprawę miała, wszak widmowidzenie było transem. Heather będzie musiała ćwiczyć panowanie nad emocjami...
Chciała rzucić się w kierunku Wood, ale Patrick już ją ściskał. Pozostała więc po prostu z boku, czekając. Porozmawiać z Heather mogła później – o tym, co tutaj znaleźli, co może jeszcze się zdarzyć i o szukaniu sposobów na lepsze panowanie nad sobą.
Przykucnęła i zebrała świece lewą ręką, wcześniej je gasząc. Zabezpieczenie czaszki zostawiła reszcie. Nie chciała próbować czarować. A kiedy klątwa przestała działać…
- Zbierajmy się stąd – powiedziała, ostatni raz spoglądając na jezioro. Musieli to zgłosić, przekazać informacje do biura koronera oraz złapać pewnego czarnoksiężnika.


RE: [20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł - Heather Wood - 27.03.2023

Jakby wymioty nie były wystarczające, to musiało się również wydarzyć. Przy nich wszystkich... Poczuła, jak wypełnia ją strach, jej ciało nie mogło nad tym zapanować. Jej towarzyszka, która pojawiła się w życiu Wood znienacka postanowiła i dzisiaj się odezwać.

Poczuła, że zaczyna płynąć. Żywioł ją pochłonął, nienawidziła tego uczucia, tej świadomości, że nie moze tego kontrolować, nie znosiła tego. Castiel próbował ją uczyć panować nad emocjami, jak widać nie zawsze jednak się udawało. Szkoda tylko, że wszyscy musieli to zobaczyć, nie czuła się z tym dobrze. Uważała to za swój największy wstyd, że też właśnie na nią musiało paść, jej życie byłoby zupełnie inne, gdyby nie klątwa.

Poczuła uścisk, nie zauważyła, kiedy zdążył do niej podejść. Była za bardzo roztrzęsiona tym wszystkim. Ciała, smród, wymiotowanie i na koniec popsi, który im wszystkim zademonstrowała.

Patrick objął ją silnie. Odwrócił jej uwagę od tego wszystkiego, nie bał się jej dotknąć po tym, co zobaczył. Poczuła jego spokój, ciepło. Odetchnęła głęboko, tego potrzebowała.

- Ja... ja... przepraszam. - Czuła, że zawiodła, że nie powinna w ten sposób reagować, jednak i ona miała pewne granice. W końcu było to dla niej zupełnie nowe, nie sądziła, że aż tak trudne. - Wszystko popsułam. - Podzieliła się z nim swoimi myślami. Na całe szczęście, to w jaki sposób zareagował jej pomagało. To, że jak mantrę powtarzał, że będzie dobrze, że wszystko jest w porządku spowodowało, że Wood się uspokoiła, przestała płynąć. Jedynem śladem, który po tym pozostał były mokre ubrania, jej i Stewarda, który ruszył, aby pomóc jej nad tym zapanować. - Nie chciałam... - Powiedziała jeszcze, kiedy się od niego odsunęła.

Kiedy udało im się uzyskać wszystkie potrzebne informacje mogli opuścić to miejsce, na całe szczęście, bo Heather Wood miała dość tego dnia.




RE: [20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł - Mavelle Bones - 27.03.2023

Niejeden smrodek już w swoim życiu wąchała, niemniej węch, którym się szczyciła, miał jedną, potężną wadę: smrodki czuła aż za dobrze, choć przeważnie wcale a wcale nie chciała tego czuć. Tyle dobrego, że przynajmniej żołądek się nie buntował na potęgę, gdy zaleciało mniej przyjemną wonią; toteż poprzestała na cichym przekleństwie i odruchowym wstrzymaniu oddechu.
  Nie tak całkowicie – niemniej przez dobrych parę chwil oddychała wyraźnie płycej niż normalnie.
  Zaraz za to zaklęła znacznie głośniej, gdy okazało się, że stawik skrywa naprawdę pokaźną liczbę ciał – nie mówiąc już o kryształowej czaszce. Czymkolwiek była – nie wiązało się z nią, z całą pewnością, nic dobrego.
  Zgodnie z prośbą kuzynki, machnięciem różdżki rozpaliła świece. Nie pierwszy raz była świadkiem czegoś takiego, niemniej zawsze pozostawał gdzieś z tyłu głowy niepokój – co, jeśli coś pójdzie nie tak…? Szczęściem, najwyraźniej rytuał się powiódł i mogła odetchnąć z ulgą. Przynajmniej w tej kwestii.
  - Cudownie. Jesteś wielka, Bren – pochwaliła Longbottomównę. Tak, portret pamięciowy to coś, co musiało zostać zrobione, niewątpliwie – a ona sama miała zamiar do tego porządnie się przyłożyć.
  Ujawnienie klątwy Heather zaś stanowiło… cóż, pewną niespodziankę. Gdyby Patrick nie wyrwał się wcześniej, zapewne sama leciałaby uspokajać dziewczynę, a tak… tak pozostało głównie obserwować, czy przypadkiem sprawy nie przybiorą gorszego obrotu.
  - Niczego nie popsułaś, Heath – zapewniła dziewczynę łagodnym tonem – Naprawdę. Pierwszy raz widziałaś coś takiego? To poradziłaś sobie wręcz znakomicie – dodała. Tak, takie momenty bywały prawdziwą próbą i chwilą, w której dana osoba podejmowała decyzję: odejść czy pozostać.
  Parę chwil później ulotnili się ze „zdobyczą” – raporty same się nie poskładają, jak również czarnoksiężnik sam też nie położy się na złotym półmisku, z jabłkiem w gębie i karteczką „proszę bardzo, tu jestem!”...

Koniec sesji