![]() |
|
[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me (/showthread.php?tid=3559) |
RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Samuel McGonagall - 07.08.2024 Razem z Norą
Docelowo stoły z żarciem – Ja mam? Co? Nie... to Twoi znajomi przecież, a ja ich po prostu kojarzę co nie? Z pracy, czy coś. – Podrapał się po głowie jak to wyglądało z gość mi z jego strony. – No na pewno bym chciał żeby przyszedł Niko z wujem, bardzo jesteśmy zżyci ze sobą. Lysander i Ula to moi kumple z którymi robiłem Cydr, Neil w sumie prawie też obierał jabłka, ale nie wiem on chyba mnie jednak nie lubi. No Twoja babcia wiadomo, moja kuzynka i em... może ktoś z pozostałych będzie chciał przyjechać, ale nie znam ich nie wiem czy będzie ich w ogóle obchodzić to co robię. No i myślałem jeszcze o Rose. Robię dla niej badania w ogóle Rose jest drzewem, polubiłybyście się. – Dodał z przekonaniem, nie bacząc na to, że brzmi to mocno abstrakcyjnie. – Data? No to ee... za tydzień? Bo chyba trzeba wszystkich jakoś uprzedzić, żeby mogli prawda? Moi rodzice nie mieli gości, ale widziałem w Dolinie, gdzieś w okolicy czerwca jedno weselisko i... ooo i ktoś będzie grał? Masz w ogóle białą sukienkę?– Muszelka koiła nerwy, odsuwała klątwę, ale myśli płynęły trochę jak kłoda bujająca się na kapryśnej fali. Niby coraz bliżej brzegu, a jednak wcale nie... – Rany, jak Ty mnie dobrze znasz, nienawidzę być głodny. Czasem jak pracuje i się zapomnę, to po kilku godzinach tak mnie ssa, a taki jestem wściekły, bardzo. Łatwo zapomnieć o jedzeniu jak robota idzie. – Niby to ona ciągnęła jego w kierunku stołów, ale to on ciągnął ją wabiony zapachami. Niemalże topił się w swojej ślinie. Napchał sobie twarz pieczonym mięsem i spojrzał nieco zdziwiony na Norę w odpowiedzi na jej zdziwienie, że myśli o Mabel: – No jasne! Czemu miałbym nie myśleć? To przecież Twoje młode. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=FOQZ0FN.jpeg[/inny avek] RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Nora Figg - 08.08.2024 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/5b921153fae084d26d640c9d06bb68c1/1e7fc23431341ff0-3b/s400x600/123ebe0611947f0ce3a24151b26b9fca980f52f2.gif[/inny avek] Stoły z żarciem z Samem - Wydaje mi się, że masz swoich znajomych Sam. - Powiedziała lekko, bo przecież to nie tak, że byli podpisani jako jej, czy coś. Słuchała uważnie tego, co do niej mówił. Tak właściwie to nie wymienił zbyt wielu osób, ona zdecydowanie miała większą listę. Będzie musiała popracować nad jej skróceniem, aby nie zrobić z tego ślubu zbyt wielkiego spędu. Tak właściwie to nie lubiła przepychu, wolała bardziej kameralne spotkania. - Jak to jest drzewem? Można być drzewem? - To ją nieco zaskoczyło, dlatego też dopytała się o co właściwie chodzi, jeszcze nie było dane jej spotkać człowieka drzewa, ale może to tylko kwestia czasu. Mrugnęła szybko, gdy wspomniał o tym, żeby zorganizować to za tydzień. Za tydzień? Przecież to strasznie mało czasu, chyba Sam nie do końca zdawał sobie z tego sprawę. Znaczy, rozumiała z czego to wynika, jednak nie ma szans, że zbiorą się w tydzień. Zresztą jak przystało na osobę z branży zamierzała zorganizować jedno z piękniejszych przyjęć. - Za tydzień brzmi trochę abstrakcyjnie. - Podzieliła się z nim swoimi obawami. - Wiesz, trzeba zaprosić gości, wybrać miejsce, zorganizować jedzenie, wszystko. To nie takie proste. - Póki co jeszcze zresztą nie poruszali tego tematu, może dobrze, że stało się to teraz. - Możemy jednak pomyśleć o jesieni, jesień jest ładna i kolorowa. - a do tego powinni zdążyć ze wszystkim. Nigdzie im się zresztą nie spieszyło, przecież nie zamierzali od siebie już uciekać. Uśmiechnęła się na te słowa. Oczywiście, że go znała, jak mogłoby być inaczej. Udało im się w końcu dojść do tego stołu, przy którym było jedzenie. Panna Figg póki co była średnio głodna, więc patrzyła na to, jak Samuel jadł, wyglądał na bardzo szczęśliwego, że dotarli do tego stołu. Nie wiedzieć, czy był to wpływ chwili, idealny moment, czy presja tego ślubu, o którym chwilę wcześniej rozmawiali, Norce wymsknęły się kolejne słowa. - To nasze młode Sam. - Dopiero po chwili do niej dotarło, co powiedziała. RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Woody Tarpaulin - 08.08.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=EvwR9of.png[/inny avek] Robiło się ciemno. Może w dobrym guście byłoby zostać do końca i pomóc przy sprzątaniu, ale Woody zrobił już swoją część podczas przygotowań do imprezy, więc czuł się rozgrzeszony. Widząc, że stoły wciąż nie były opróżnione, wrzucił sobie to i owo na wynos (oczywiście nie do kapelusza) i już miał zbierać się do wyjścia, gdy zaczęły spadać gwiazdy. Patrzył na nie przez chwilę wraz z innymi. Piękne zwieńczenie wieczoru na plaży, na którym bawił się… mimo początkowej wpadki i przebrania bardzo dobrze. Tęsknił za tym towarzystwem, stąd każda okazja do integracji była mu miła. Z tejże nostalgii wyrosło jego życzenie: żeby jego świat zawrócił i wpadł na wcześniejszy tor. Może i niemożliwe do zrealizowania, ale tego wieczoru mógł sobie marzyć o nawet najbardziej zwariowanych scenariuszach. Czy nie? Pochłonięty tym szczeniackim roztkliwieniem, zrobił coś, co wyjątkowo ubawiłoby młodego Longbottoma. Sięgnął po serwetkę i naskrobał na niej węgielkiem krótki wierszyk. Dewiza pewnego mędrca, szkolny żart, a może przeczytał to kiedyś w sekcji pierdół Czarownicy. Poskładał liścik w samolocik, stuknął w niego różdżką, aby wprawić machinę w ruch, po czym deportował się niepostrzeżenie. Gdy samolocik dotarł do Tessy, anonsując się lekkim stuknięciem w jej ramię, jego już nie było. Po rozwinięciu wiadomości mogła odczytać: jestem romantykiem, mogę być twój; widzisz te gwiazdy? przy tobie to chuj Postać opuszcza sesję
RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Samuel McGonagall - 08.08.2024 Stoły z żarciem z Norą
– A wiesz, że jakiś mam? Sam jestem zaskoczony. – Uśmiechnął się do niej serdecznie, rozmyślając nad tym gdzie był rok temu, a gdzie jest teraz, na plaży pełnej ludzi obok ukochanej, która przecież dawno temu przepadła. Kiedy spotkał Ginny i Rose pomyślał sobie, że w końcu nie będzie samotny, bo one obie mogły zrozumieć podstawy jego istnienia - bycie chimerą i bezwarunkowym uwielbieniem do Kniei. Ale to co teraz go spotykało było przemiłe. Takie zwyczajne, a jednocześnie wyjątkowe. To nie było jego stado, ale przyjmowali go wystarczająco życzliwie... trochę jak w Warowni, w której nie był domownikiem, ale znalazł sobie przyjemną niszę na jej obrzeżach. Dosłownie i w przenośni. Powoli czerń samotności i biel miłości wypełniała się cieniowaniem. Tego znał lepiej, tego gorzej, z tym się śmiał, a tego straszył. Ludzi było w jego życiu coraz więcej. – No jeszcze nie jest, ale po śmierci zostanie drzewem Kniei, a drzewa żyją zdecydowanie dłużej niż ludzie, więc w sumie można założyć, że to że jest człowiekiem to tylko forma przejściowa. Taki... kokon, tylko ruszający się. A potem motyl będzie się nie ruszał. Znaczy ruszał, ale nie w takim sensie, w jakim ludzie myślą o ruchu. – próbował jej wyjaśnić swój punkt widzenia, jemu wydawało się wszystko co mówi absolutnie logiczne. – No tak no tak... dużo rzeczywiście. Ale jesień brzmi pięknie. Całe szczęście że Ty wiesz co robić bo ja haha, no po prostu bym poczekał aż w Kniei nie będzie upiorów i zabrał Cię na naszą polanę i powiedział Boginii co myślę o... o nas. Wiesz. Ale może nie czekajmy na to aż upiorów nie będzie. Nie chcę czekać. – zasępił się trochę, na szczęście mięso przyszło z pomocą, bo wiadomo niedźwiedź głodny to nie tylko zły, ale też smutny. Także jadł sobie radośnie, gdy Nora powiedziała to co powiedziała i... ...Przełknął. Otarł usta rękawem już wyschniętej koszuli i zagarnął Norę do siebie, przytulając ją swobodnie i uśmiechając się łagodnie, z pewnym rozczuleniem, którego być może się nie spodziewała, a przynajmniej nie w takich okolicznościach. – Och kochana... nie musisz tego robić – powiedział łagodnie całując ją w czoło. – Nie jestem lwem, który po wejściu do nowego stada zagryza młode innego samca. Mabel jest wspaniała, a ja jestem zaszczycony, że mogę z nią spędzać czas i że dajesz mi tyle zaufania, obiecuje Ci, że dołożę wszelkich starań... Ha, trochę wiesz, no nie rozmawialiśmy o tym, ale trochę się boje, że jej ojciec wparuje na nasz ślub i będziemy o Was walczyć, to by było... może musiałbym go zabić, jakby nie mógł zrozumieć, że teraz Ty i ja jesteśmy rodziną? – zastanawiał się zezując na Norę, bo może z tym zabiciem trochę przesadził, ale kto wie? Nagle pomyślał, że koniecznie z Nikolaiem będą musieli poćwiczyć bo ostatnie dwa "starcia" zakończyły się żałośnie dla niego. Tylko sprint mu wychodził, ale to by było strasznie słabe walczyć o miłość swojego życia... uciekając z nią i Mabel w siną dal. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=FOQZ0FN.jpeg[/inny avek] RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Nora Figg - 08.08.2024 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/5b921153fae084d26d640c9d06bb68c1/1e7fc23431341ff0-3b/s400x600/123ebe0611947f0ce3a24151b26b9fca980f52f2.gif[/inny avek] Stoły z żarciem z Samem, później idziemy gdzieś w bok - Nie powinno cię to zaskakiwać, nie da się cię nie lubić Sam. - Żył przez lata odizolowany od ludzi, w Kniei, gdzie trudno mu było raczej nawiązać znajomości, nie miał w sumie szansy zobaczyć wcześniej, jak reagują na niego inni, może poza kilkoma wyjątkami. Właściwie dobrze się stało, że Widma przejęły las, a on został zmuszony do tego, żeby mieszkać w Dolinie. Gdyby nie to, pewnie nie spotkaliby się ponownie, ich życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Teraz miała go u swojego boku, jak dawniej. Może było to nieco samolubne myślenie, ale nie czuła się winna, wcale. - To ciekawe, nie wiedziałam, że można stać się drzewem, czy te drzewa czują? Muszę o tym poczytać. - W sumie Norka posiadała całkiem dużą wiedzę o roślinach, jak widać jednak nie była ona jeszcze wystarczająca, często brakowało jej pewnych informacji. - Jakoś to wszystko załatwimy, na spokojnie, przecież nam się nie spieszy, nigdzie się nie wybieram i ty chyba też? - Zapytała jeszcze zaczepnie, chociaż wiedziała, że już teraz będzie z nią na zawsze, sytuacja sprzed lat się nie powtórzy. Pewne kwestie ciążyły jej jak kula u nogi i musiała je poruszyć, aby wyjaśnić niedopowiedzenia, wiedziała, że musi zrobić to wcześniej, nie sądziła jednak, że dojdzie do tego jeszcze tego wieczoru. - Nie miałabym nic przeciwko temu, żebyśmy załatwili to w ten sposób, ale czuję, że niektórzy mogliby się rozczarować, no i chcę, żeby wszyscy moi najbliżsi cieszyli się z nami tym dniem. - Potrzebowali nieco radości, normalności, przynajmniej tak się wydawało pannie Figg. Może i wojna trwała, ale nie powinni żyć głównie nią. Norka wpatrywała się w Samuela szeorko otwartymi oczami. Nie dostrzegała tych spadających gwiazd, które właśnie tańczyły na niebie. Coś skłoniło ją do tego, aby właśnie w tym momencie podzielić się z nim tą informacją, skoro już zaczęła to nie było innego wyjścia, jak wszystko mu dokładnie wyjśnić, skoro dzisiaj znalazła w sobie tę odwagę. - Chodź... - Wyrwała się z jego uścisku i pociągnęła go ze sobą za rękę, żeby nikt nie usłyszał tego wszystkiego, co miała mu do powiedzenia. Gdy znaleźli się odpowiednio daleko stanęła tuż przed nim, nadal nie przestawała trzymać go za rękę. Serce biło jej szybko, ale wiedziała, że taka okazja się nie powtórzy, był to moment, w którym musiała zmierzyć się ze swoją tajemnicą, ukrywaną przed wszystkimi przez lata. - Sam, zacznę od tego, że naprawdę cię przepraszam, że dopiero teraz ci to mówię. - Głos jej drżał, bo trochę nie wiedziała od czego zacząć, znaczy niby już zaczęła, ale on chyba nie do końca zdawał sobie sprawę, że faktycznie było tak jak powiedziała. - Jej ojciec będzie na naszym ślubie, to na pewno. - Próbowała to zrobić najłagodniej jak potrafiła, o ile w ogóle się dało przekazać tak skrywane informacje w taki sposób. - Sam, Mabel ma siedem lat, osiem lat temu nasze drogi się rozeszły... - Próbowała go trochę nakierować, żeby dotarło do niego, co ma na myśli. Jeśli to nie zadziała, to przejdzie do bardziej bezpośrednich metod. RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Quintessa Longbottom - 08.08.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=hpgQIKz.png[/inny avek] Kończę tańczyć z Morpheusem.
Chciała wydusić z niego odpowiedź. Chciała wiedzieć wszystko, żeby móc zrobić wszystko, aby tylko mu pomóc. Chciała zobaczyć w jego smutnych, umęczonych, sarnich oczach choć trochę mniej zmęczenia i więcej radości. — Dobrze wiesz, że najchętniej drążyłabym do skutku, ale nie zapowiada się, aby był na to odpowiedni wieczór. — Westchnęła ostatecznie, chyba zrezygnowana. Naprawdę musiała przestać to robić — wciskać nosa w nie swoje sprawy i oczekiwać, że druga osoba zgodzi się na dobrowolne wylanie wszystkich smutków, coby pani Longbottom mogła choć trochę ulżyć swojemu sumieniu. No, i oczywiście sercu. Cudzemu. Czuła jak Morpheus napina się nagle, jak strzela wzrokiem wszędzie tylko nie w jej stronę, jak miga się od jej spojrzenia, którym ciągle starała się go złapać. Ostatecznie ona sama drgnęła, instynktownie ścisnęła jego dłoń. — Proszę, nie mów tak — szepnęła początkowo, czując jak głos więźnie jej w gardle. — Mój drogi, pamiętaj, że zawsze znajdzie się dla Ciebie miejsce w moim domu. Więc bij tymi przysłowiowymi oknami, ale przecież dobrze wiesz gdzie mam drzwi. Choćby w środku nocy, z samego rana czy najzwyczajniejszym popołudniem. Nie miała czasami pojęcia, co siedziało mu pod kopułą; jakie przemyślenia zatruwały umysł, jakie problemy zaprzątały zakręty zwojów i powstrzymywały przepływ trzeźwych, zdrowych myśli. Zawsze wydawał się jej dziwnym dzieciakiem, odkąd tylko po raz pierwszy przekroczyła progi Warowni i Woody przedstawił ją swojej rodzinie. Ale od zawsze wiedziała, że kocha go jak własnego brata. Odchrząknęła, starając się strzepnąć z głosu jakiekolwiek oznaki wcześniejszej chrypy. — Nie wiem — odparła całkowicie szczerze, gdy zatrzymali się, aby obejrzeć deszcz perseidów. — Gdzie potrzeba poniesie. Gdzie bliscy dobiją do brzegu. Gdzie wiatr najbardziej zarzuci mi włosami. Miała powiedzieć coś jeszcze, ale wtedy poczuła dotyk w lewe ramię. Myślała, że to właśnie towarzyszący Longbottom zdecydował się pobawić jej lokami, filuternie zakręcić kilka kosmyków na palec, ale… Puściła szwagra, złapała liścik i otworzyła go, rozpoznając pismo od razu. Naprawdę próbowała się nie zaśmiać. Naprawdę. Nie mogła jednak powstrzymać parsknięcia, a potem czegoś na kształt stłumionego, wręcz głupiego chichotu, gdy rozbawił ją zwyczajny absurd i nagłość sytuacji. Potem zostało tylko przewrócenie oczami, gdy ponownie skierowała spojrzenie na spadające gwiazdy i westchnęła, nagle czując ciężar na barkach. Żeby wszystko było, jak dawniej. — Wybacz, kochany, ale chyba będę już uciekać. Pamiętaj, proszę, o tym, co powiedziałam. Zobaczymy się… później. Tak, później. Serwetka wylądowała w kieszonce narzuty, a Tessa ucałowała Morpheusa w policzek na pożegnanie. Nie żegnała się z nikim innym i miała nadzieję, że jej wybaczą. Miała już swoje lata, a poza tym, to było już dawno po dobranocce. Postać opuszcza sesję RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Samuel McGonagall - 09.08.2024 [align=center]Gdzieś na boku z Norą[/center] — No można! Niestety, tylko Greengrassowie to umieją, tak mi się wydaje, ale no... kiedy byłem mały bardzo liczyłem na to, że może mam chociaż trochę Greengrasowej krwi, w końcu Knieja jest... ee.. Knieja była całym moim światem i to byłoby naprawdę niesamowicie doskonałe, gdyby po śmierci można było po prostu wzrosnąć jako drzewo i być i czuć i śpiewać czasem pośród iinnyc drzew. — Rozmarzył się trochę, nie dało się tego ukryć, jego niebieskie oczy iskrzyły miłością do lasu, która była w nim od zawsze, ale też religijnością mimowolnie zakorzenioną przez rodziców, która omijała konwen i oficjalne sabaty na rzecz umiłowania przyrody, czy może tej konkretnej puszczy, która roztaczała nad nimi zielone, opiekuńcze parasole, a teraz cierpiała od działań Śmierciożerców. Dla Samuela była to normalna rozmowa, totalnie nie spodziewał się tego co miało za moment nastąpić, nawet jeśli Nora właśnie powiedziała mu coś, czego po prostu nie zrozumiał zgodnie z jej intencją. Pociągnęła go na bok i posłusznie podążył za nią, ze smutkiem żegnając się ze stołami pełnymi pyszności, które zdążył ledwie posmakować. — Nora nie musisz mi się tłumaczyć... ale... ale jak to przyjdzie...?— próbował nieudolnie wejść jej w słowo, gdy zaczęła się zwierzać, ale parła przed siebie, gdy tymczasem on spinał się coraz bardziej rozumiejąc w końcu do czego zmierza Nora, choć wciąż nie dopuszczając do siebie myśli, że mogłoby chodzić o niego. Jego wzrok momentanie uciekł w stronę zebanych roześmianych ludzi, w stronę rozmawiających przy barze. Choć obiecał, to odruchowo pomyślał o kim innym jako ojcu Mabel, o kimś kto pozostł przyjacielem, ale przyjaciele czasem ze sobą robili różne rzeczy. Prosił ją żeby oboje byli wobec siebie wierni, nie mógł przecież i nie chciał winić za czas, gdy się rozstali, za pocieszenie, które szukała w ramionach kogo innego. Przecież gdyby to było jego dziecko, powiedziałaby mu, prawda....? Muszla otulała go magią, nerwy jednak zostały mocno szarpnięte lękiem, zazdrością i... kolejnym zdaniem, które padło. Ale przecież... powiedziałaby mu? Zobaczyła zmianę, ciężar ciszy, która zapadła między nimi, sztywność z jaką obrócił głowę ku niej, szeroko otwarte w zaskoczeniu oczy, wargi rozchylone w niemym pytaniu. — Co...?— zapytał tylko głupio, nie mogąc wymyślić w tym momencie nic innego — Co chcesz mi powiedzieć?— wydusił po chwili pozbawionej oddechu, pozbawionej radości i swobody z jaką rozmawiał z nią ledwie chwile temu. Stał w nią wgapiony, czekając potwierdzenia wniosku, który powinien być oczywisty dla wielu, wielu osób. Nie był mistrzem matematyki, ale znał cykle rozrodcze wielu zwierząt w tym ludzi. Założył, to co założył gdy tylko dowiedział się o istnieniu Mabel i trzymał się tego żelazną ręką, bo przecież Nora, jego Nora powiedziałaby mu. Powiedziałaby mu, prawda? [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=FOQZ0FN.jpeg[/inny avek] RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Dora Crawford - 10.08.2024 kończę tańczyć z Samem a potem tańczę z Tomkiem F. - Tak, jutro w południe - uśmiechnęła się do niego wesoło, kiwając przy tym głową. - Myślę, że Nora raczej nie będzie miała nic przeciwko. W sensie chyba lemoniada ze znajomym to nic takiego, tak mi się zawsze wydawało. To do zobaczenia jutro - odmachała go, wciąż uśmiechając się do niego tak samo, a potem i sama zeszła z parkietu. Początkowo chciała wrócić do namiotu z barem i wreszcie zatańczyć z Tedym, ale podszedł do niej Thomas. Nie zamierzała narzekać, bo przecież przyszedł się wywiązać z wcześniej złożonej obietnicy. - Pamiętałeś! - zaszczebiotała, wyraźnie uradowana, łapiąc go za rękę. To wcale nie było tak, że w niego wątpiła, ale jakoś zdążyła się nauczyć, że czasem później tak naprawdę oznaczało nigdy albo bliżej nieokreśloną przyszłość, która nawet nie musiała znaczyć tego samego dnia i wcale nie zamierzała mieć o to pretensji. Nie każdy musiał chcieć tańczyć, jak na przykład Erik i nie każdy miał też ochotę wprost sprawiać zawód (jak Erik). Dora też, wcale nie zamierzała przepuścić okazji, ze Figg się rozmyśli i skoro go już trzymała to pociągnęła w stronę parkietu, zaraz wpasowując się w rytm muzyki, która teraz rozbrzmiała. Ale fakt, że Thomas pamiętał, nie był jedyną przyjemną rzeczą, która właśnie się zdarzyła bo lampiony przygasły nieco i w odpowiedzi na to Crawley rozejrzała się, a potem zadarła głowę ku górze. - Oh. Szybko, pomyśl życzenie. RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Basilius Prewett - 10.08.2024 Parkiet -> kocyk
Chyba rozmawiał z nią po tym drinku głównie dlatego że był w tym jakiś przyjemny element niewielkiego ryzyka, zwłaszcza że przecież nie miał pojęcia jakie podejście do rozgadywania rzeczy o innych miała sama Eden. No i przecież zawsze pozostawało mu pomijanie prawdy. Powinien być w miarę bezpieczny. Nie słyniesz z bycia zołzą. W historiach które słyszałem słyniesz jedynie z zrzucenia mojego kuzyna z wieży, a to trochę coś innego niż zołzowatość. – powiedziałby, funkcjonując już na oparach tego eliksiru szczerości, ale na całe szczęście po prostu nie powiedział nic, a zamiast tego wysłał jej w miarę przyjazny uśmiech. A może to zrzucenie z wieży to były jakieś błędy młodości? Nie, że ją usprawiedliwiał, lub uważał, że w takim razie nie było żadnego problemu. Po prostu nie chciał jej wrzucić do wody, lub mówić by nie zaczepiała jego rodziny, bo wydawała się całkiem sympatyczna. Spojrzał na nią nieco zaskoczony, bo słowa brzmiały tak, jakby miała się jednak na niego obrazić, ale ton głosu z jakim je wypowiadała już zupełnie nie. – Dziękuję. Doceniam. Wiesz, jeśli kiedyś będziesz na imprezie i też nie będziesz mogła kłamać, lub dostaniesz innym dziwny efekt napoju, możesz podejść do mnie. Obiecuję, że nie spytam się o nic co przysporzyłoby ci kłopotów – zapewnił z uśmiechem, a gdy podziękowali już sobie za taniec, wrócił na koc (w końcu), a po chwili zaczął z uśmiechem przyglądać się spadającej gwieździe. Aura i nici dla Patricka RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - The Overseer - 10.08.2024 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/b38ab508fa64fad73c44377424e15b56/tumblr_pz0vqn8HqD1tmm19ro8_250.pnj[/inny avek]Przy barze z Isaacem Akurat nie byłem obecny na scenie podczas lammasowych występów, więc łatwo było mnie niezobaczyć. Ukryłem się wśród straganów cyrkowych, więc raczej pozostałem widoczny dla wybrańców, którzy zabłądzili w tamte rejony. Niektórzy zabłądzili tam niepowołanie. - Miło mi to słyszeć. Robimy co możemy, żeby sąsiadom żyło się lepiej z naszym towarzystwem - potwierdziłem i ucieszyłem się, że dziewczyny dały z siebie jak najwięcej. Layla sprawdzała się jako mój zastępca. Trzymała cyrk w ryzach, jeśli trzeba było, ale Fiery i Elaine potrafiły być naprawdę miłe i ciepłe. Dobrze, że na nie trafił. - Nie chcemy nikomu działać na przekór... Jesteśmy po to by nieść radość, a nie bezsenność - przyznałem, uśmiechając się przyjaźnie na to stwierdzenie. Tak było. Im więcej uśmiechniętych twarzy, tym lepiej. Im lepsze mniemanie o nas, tym lepiej. Im mniej wypadków, to już w ogóle super, ekstra! - Zdrowie! - odparłem za Isaaciem, podnosząc swoją szklankę. Pewnie byłoby to niepewne uniesienie szklanki, gdybym nie widział procesu przygotowywania drinka, a także Bagshot by nie wspomniało o tych koleżeńskich przepychankach. Obawy mieliśmy za sobą. Pozostała dobra zabawa. - I za twój żołądek! - dodałem jeszcze przed drugim łykiem, bardziej dla dowcipu niż faktycznie w obawach o to, że Erik mógłby chcieć zrobić mu na złosć. To już ustaliliśmy. Westchnąłem lekko. Klasycznie i dobrze. Drink spełniał wymogi prostego zarządcy cyrku. Podziękowałem za niego skinieniem głowy, z uznaniem naszemu barmanowi. Ale co to? Nagle zrobiło się poruszenie, światła przygasły, więc powędrowałem wzrokiem za resztą w stronę nieba. Gwiazdy... Miliony gwiazd, a wśród nich te spadające. Nie chciałem niczego dla siebie. Miałem cyrk. Dawaliśmy radę. Pomyślałem, tak pomyślałem sobie, że chciałbym aby Flynn odnalazł wewnętrzną równowagę. Tak, nawet jeśli nie ze mną, to żeby był szczęśliwy, spokojny, nie pełen chaosu i buntu. Gdybym mógł, to bym mu nawet oddał to wszystko, ale nie mogłem. Wróciłem spojrzeniem do drinka i postanowiłem wziąć nieco większy łyk. Taki, co miał przepłukać tę gulę w gardle. Prawda była taka, że tęskniłem za nim. - Erik od dawna zajmuje się barmaństwem...? - zapytałem Isaaca dla podtrzymania rozmowy. Nie chciałem smęcić na imprezie Bren, szczególnie że było tu tak ciepło, przytulnie, z tymi przyjemnymi powiewami chłodnego powietrza. Z pewnością to było lepsze niż ciągłe upały. - I to brat Bren, prawda? - upewniłem się, bo co nieco wiedziałem, ale nie wszystkiego byłem pewny. Może jednak kuzyn? |