Secrets of London
[Litha 1972] Krąg ognisk - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Stonehenge (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=149)
+---- Wątek: [Litha 1972] Krąg ognisk (/showthread.php?tid=2316)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Cameron Lupin - 12.12.2023

Nie kojarzę go zbyt dobrze, jakby się tak nad tym zastanowić.

Nie było w tym w sumie nic dziwnego. To Heather i Charlie należeli do grona tych towarzyskich członków ich małego trio. Wprawdzie Cameron potrafił się bawić, tak dużo lepiej odnajdywał się w gronie osób, które już znał, a rozkręcenie się w tłumie obcych zajmowało mu dużo więcej czasu niż innym. Teraz na szczęście czasy szkolne miał już za sobą, więc problem sam się rozwiązał: zawiązanie kompletnie nowych relacji było teraz dużo trudniejsze, a więc i łatwiejsze do uniknięcia. Po prostu spędzał czas z najbliższymi.

Och, demimoz jest świetny! — zgodził się Camron.
[a]Z drugiej strony smok nieco lepiej pasował do charakteru Rudej, poza tym hej rude włosy, to prawie jak smoczy płomień, jednak... Demimoz był zdecydowanie lepiej wykonany. A pluszaki miały dwie funkcje: miały być miłe w dotyku i ładnie wyglądać.

Więc będę musiał się wykazać kreatywnością, n-nie? — odparł na komentarz Heather odnośnie do pierścionka.

Wolałbym się jej nie oświadczać Nimbusem 1973, pomyślał z przekąsem. Raz, że przy zakupie takiego sprzętu musiałby odwiedzić sklep Woodów, a to wiązałoby się ze spotkaniem teściów i wyjaśnieniu im czemu kupuje taki sprzęt bez Rudej... To byłoby to trochę mało klimatyczne. A chciał to zrobić, jak należy. Może nie tradycyjnie, „czekając na odpowiedni moment”. Już jeden Lupin na niego czekał i dalej się nie doczekał. Eh, zdecydowanie powinien z kimś najpierw skonsultować te plany.

P-powinienem cię p-puścić przodem w Beltane na t-tych palach — stwierdził Cameron, uśmiechając się szeroko, gdy ostatnia obręcz trafiła prosto w cel. Pokręcił z niedowierzaniem głową. — Na pewno m-modlisz się do Matki, a nie do jakiejś b-bogini szczęścia i fortuny?

Ruda była w czepku urodzona. Co do tego młody Lupin nie miał najmniejszych wątpliwości. Wystarczyło spojrzeć na jej ostatnie dokonania: grę w Harpiach, karierę w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów! Przeżyła Beltane pomimo tego, że była praktycznie w centrum potyczki, a Cameron tymczasem w ramach ucieczki wpakował się w kłopoty z duchem, ghoulem i wiedźmą. Porównując jednak ich przeżycia z tamtej nocy... Heather musiała się przypodobać jakiemuś bóstwu.

Myślałaś o tym, żeby spróbować sił na giełdzie? — Uniósł prawą brew, zmuszając się do zachowania względnie poważnej miny. — M-mogłabyś zbić mnóstwo kasy!

Czy Cameron wszystko potrafił sprowadzić do kwestii pieniędzy? Cóż.. Niezaprzeczalnie fajnie by było mieć dużo galeonów w skarbcu, jednak tym razem chodziło mu przede wszystkim o zajęcie czymś Rudej. A przecież nie pośle jej do smoczej jamy albo gniazda sklątek tylnowybuchowych. Zabawa akcjami wydawała się... bezpieczniejsza. Och, dobrze, że nie miał bladego pojęcia, jak właściwie wygląda gra na giełdzie, bo zacząłby się jeszcze bardziej jąkać.

Przesunął się z Heather nieco na bok. Jeśli dziewczyna chciała wziąć udział w jeszcze jakimś losowaniu, to poprowadził ją do odpowiedniej kolejki. Sam jednak nie chciał już próbować swoich sił. Raz wystarczyło. Może na następnym sabacie? Ścisnął mocno rękę Rudej i zbliżył ją lekko do swoich ust, aby pocałować delikatnie wierzch jej dłoni.




RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Olivia Quirke - 12.12.2023

- Głupi ma szczęście czy coś - mruknęła, wyraźnie zdenerwowana pojawieniem się mężczyzny. - Tamten. Zresztą nieważne, to straszny burak i cham, ale po prostu wolałabym, żeby mnie nie zobaczył. Dziękuję ci.
Uśmiechnęła się z ulgą, gdy Leon zgrabnie ewakuował ich z dala od stoisk z grami. Olivia przeczesała rude włosy palcami i odetchnęła głęboko, chwytając przyjaciela pod ramię. Wolała nie zgubić się w tłumie.
- Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła - uśmiechnęła się szeroko, zerkając na Leona. - Mogliśmy, ale sam wiesz, że myślenie w stresowych sytuacjach nie należy do moich mocnych stron. Na całe szczęście mam wiele innych zalet!
Roześmiała się, chociaż nie wiedziała, jaka konkretnie zaleta mogłaby przebić brak umiejętności logicznego myślenia w warunkach stresowych. A przecież to był sabat, stoiska z grami, a nie prawdziwy stres. Można sobie tylko wyobrazić co by było, gdyby sytuacja była naprawdę wymagająca myślenia. Ale tak, ucieczka to było coś, co jej przyszło od razu do głowy. Najpierw ucieczka za plecy towarzysza, a potem ewakuacja z tamtej części.

Nie do końca rozumiała, o co chodzi z patrzeniem w płomienie, ale nie miała zamiaru wypytywać o to Leona. Tłumaczył jej wielokrotnie to, co czuł, lecz ona nigdy nie potrafiła wejść w jego buty. To była dziedzina, której chyba nigdy nie zrozumie. Mimo wszystko spojrzała na ognisko, bo czemu nie? A może naprawdę coś zobaczy?

!płomienie


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 12.12.2023

Olivia Quirke


Płomienie słabną, tylko po to, by za chwilę znów intensywnie zapłonąć. Wśród nich pojawia się postać nieznajomej kobiety; na głowie ma koronę, zaś w dłoniach trzyma niemowlę. Czujesz ulgę, jakby ktoś zdjął z twoich barków niewyobrażalny ciężar. Ktoś bardziej doświadczony otoczy cię opieką i pomoże ci przejść przez trudności.



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Leon Bletchley - 12.12.2023

Dostrzegając zdenerwowanie Olivii postanowił nie drążyć sprawy. Tak naprawdę to nie miało znaczenia, a skoro stwierdziła że wskazany przez nią mężczyzna to straszny burak i cham to najlepiej będzie stąd odejść. Mieli się dobrze bawić. Wolał też aby nic nie popsuło tego ich wyjścia. W dalszym ciągu bardzo chętnie użyczał jej swojego ramienia.

Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. — Zapewnił swoją przyjaciółkę z ciepłym uśmiechem. — Chcę żebyś się dobrze bawiła w moim towarzystwie, a nie możesz tego robić jak ktoś cię denerwuje. Spojrzymy w płomienie, a potem może kupimy sobie kiełbaski z rusztu i po kubku bąbelkowej herbaty brzoskwiniowej, co ty na to? — Dopowiedział. Po opychaniu się lodami wypadało zjeść coś bardziej treściwego, zwłaszcza przed dokupieniem następnej porcji lodów. Nieważne, ile by zjadł to na deser zawsze znajdzie miejsce.

Do moich też nie, jednak nie musimy w tym momencie podejmować trudnych decyzji. Życia by mi brakło, gdybym chciał je wszystkie wymienić. — Zawtórował śmiechem swojej przyjaciółce. Wszystko wskazywało na to, że Litha nie miała podzielić losu Beltane i nie będą musieli walczyć o swoje życie, tylko o pluszowe magiczne stworzenia. Gdyby jednak zaistniała taka konieczność to starałby się uratować ją w pierwszej kolejności.

Leon nie miał natury wojownika, jednak w płomieniach dostrzegł dwa skrzyżowane ze sobą w walce miecze. Wydawało mu się, że płonące polana trzaskają w tych samych momentach, w których obie klingi się ścierają. Wypełniła go determinacja. Jego walka jeszcze się nie skończyła. Ta wizja nie wydawała mu się pełna, gdyż sama walka potrafiła przybrać różne znaczenia i wymagało to odpowiedniej interpretacji. Znajdzie sens tej wizji.

Spojrzał z ukosa na swoją przyjaciółkę, również spoglądającą w tym samym kierunku, co on. Intrygowało go to, co zobaczy w tych płomieniach. Uznał, że to dobry moment aby posłużyć się swoim darem i spróbować odczytać intencje Olivii. Może też zobaczy fragmenty jej przyszłości.


Wykaz intencji - Olivia
[roll=Z]


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Olivia Quirke - 12.12.2023

To, co Leon zobaczył, nie było wcale pocieszające. Olivia widziała w płomieniach postać z niemowlęciem na ręku i koroną na głowie. Postać, która powinna napełnić ją przeświadczeniem, że ktoś pomoże przejść jej przez trudy losu, kto wesprze ją, gdy się potknie, gdy zwątpi. I naprawdę przez chwilę to czuła, pomyślała o Tristanie i uśmiechnęła się. Lecz uczucie szybko zniknęło, a zamiast niego pojawił się strach.

Strach, który szybko wypełnił jej płuca i ścisnął jak gąbkę. Jakby niewidzialna ręka chwyciła jej gardło, próbując wydusić z niej życie, wyrwać z jej wspomnień przeszłość. Poczuła okropny, psychiczny ból, gdy przypomniała sobie, że przed chwilą w płomieniach ujrzała niemowlę. Niemowlę, które ona miała trzymać na rękach. Dziecko półkrwi, niechciane przez ojca, porzucone, ale wyczekiwane przez nią. Dziecko, którego nie było dane jej donosić. Z oczu Olivii natychmiast pociekły strumienie łez.

Leon mógł zobaczyć w swojej wizji, że Olivia rzuca się do ucieczki, przepycha wśród ludzi, potyka o korzenie zapłakana, nie widząc dokąd biegnie. Ucieka do lasu, biegnie w stronę świstoklika, żeby opuścić Lithę, by znaleźć się z powrotem w Londynie. Że biegnie, mijając Dziurawy Kocioł, że biegnie dalej, do miejsca, w którym kiedyś znalazł ją ojciec, ze strzykawką, nieprzytomną, dławiącą się własnymi wymiocinami, wśród butelek taniego alkoholu. Widział też to, co zobaczyła w płomieniach, bo ona sama odtwarzała to teraz w głowie, w kółko i w kółko. Sama miała przed sobą obrazy pełne krwi i deformacji, białe szpitalne pościele splamione krwią, twarze uzdrowicieli, wycelowane w nią różdżki - wszystko to mieszało się z twarzami przerażonych rodziców i obrazami przeszłości. Leon widział butelki wódki, papierosy, skręty i zaplamiony materac gdzieś w kącie, wśród brudu niemytych od lat podłóg. Nie znał tego miejsca, ale wyglądało okropnie obrzydliwie.

Olivia jednak stała, nie mogąc w tej sekundzie się ruszyć. Łapała oddech, próbując wyrwać się przerażeniu, by spróbować rzucić się do ucieczki.


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Leon Bletchley - 13.12.2023

Posługiwanie się darem jasnowidzenia nie zawsze pozwalało odczytać zamiary drugiego człowieka, a jeśli już to miało miejsce to nie zawsze było niosło to za sobą ładunek pozytywnych emocji. Sięgnięcie swoim darem ku Olivii pokazało mu więcej, niż chciał i powinien był ujrzeć. Nie musiał pytać, co ujrzała w płomieniach. Odczuwany przez nią silny strach i psychiczny ból sprawił, że zaczęła rzewnie płakać. Nie chciał żeby płakała. Cała ta zabawa straciła na znaczeniu. Chciał zaopiekować się nią, zadbać o jej samopoczucie i jeśli będzie chciała z nim porozmawiać to zawsze jej wysłucha. Jeśli nie będzie chciała mu się zwierzyć to może po prostu być obok niej. Pod żadnym pozorem nie powinien zdradzać się z tym, czego się dowiedział. Wymagało to sporo wyczucia i należytej interpretacji.

Poczuł się przytłoczony tym wszystko, co udało mu się ujrzeć. Sam widok rzucającej się do ucieczki zapłakanej Olivii, przepychającej się wśród ludzi i potykającej się o korzenie w drodze do świstoklika do Londynu. Rozpoznawał front Dziurawego Kotła, choć na razie nie rozpoznawał miejsca, do którego biegła jego przyjaciółka. Była to prawdziwa melina, jedna z wielu jakie najpewniej są Nokturnie. To było jego pierwsze skojarzenie. Na Nokturn się nie zapuszczał.

Czasami przyszłość można było zmienić. Tu nie ważyły się losy świata aby taka ingerencja z jego strony miała mieć katastrofalne konsekwencje. Nie doświadczył tych wizji aby na to pozwolić. Olivia nie powinna trafić w to obrzydliwe, obskurne miejsce, aby upijając się wódką, palić papierosy i ćpać. Postanowił spróbować temu zapobiec.

Podszedł do zapłakanej przyjaciółki, wyciągając ku niej ramiona z zamiarem zamknięcia jej w objęciach. Przytulił ją do siebie z wyczuciem, jednak też z pewną dozą stanowczości. Pozwolił na to aby zalewała mu łzami koszulę i marynarkę. Dotknął dłonią jej ognistych włosów w uspokajającym geście.

Zabiorę cię stąd i zaopiekuję się tobą. — Przemawiał do niej uspokajająco. Najbliższe kilka godzin powinna spędzić z nim, pod jego opieką. Jeśli nie będzie protestować to zabierze ją do swojego mieszkania, w którym poda jej herbatę i zapali uspokajające kadzidło oraz będzie z nią siedzieć. To już nawet nie miało związku z tym, co ona ujrzała w płomieniach. Po prostu tak należało postąpić. Olivia jest jego przyjaciółką i zawsze mogła na niego liczyć.




RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Dora Crawford - 13.12.2023

Liście paproci zafalowały na jej głowie, kiedy w pierwszym odruchu zgięła się, dukając szybko w kierunku Septimy wszelkie zatroskane przepraszajki. Jeszcze przed chwilą czuła, jak wszystko miało być absolutnie dobrze i po trochu wciąż obejmował ją ten stan, ale teraz nieco zniekształcił się, kiedy w jej serce zakradły się małe wątpliwości wynikające głównie z tego, jaką okropną gapą potrafiła czasem być.
Cokolwiek też sobie do Septimy mówiła, ta wydawała jej nie słuchać jej absolutnie, podążając spojrzeniem nie na zatroskaną Crawley, a gdzieś dalej, po trawie i w kierunku ogniska. Pewnie ktoś mógłby uznać to za absurdalnie niegrzeczne i będące świadectwem tego, że Ollivander niewiele interesowały przeprosiny czy sama osoba Dory, ale sama zainteresowana miała na ten temat dokładnie zero przemyśleć, zwyczajnie podążając spojrzeniem w ślad za wzrokiem Timmy. Między źdźbłami traw, po ziemi i otworzyła oczy nieco szerzej, kiedy zdała sobie sprawę, co się po niej turla. Te puste dłonie kobiety, które wyglądały jakby coś przed chwilą trzymały, faktycznie jeszcze parę uderzeń serca były zajęte, a teraz wyciągały się w pośpiechu za zgubą, która radośnie, jak gdyby nigdy nic, podążała w kierunku roztańczonych, podskakujących gorliwie ku górze płomieni ogniska.
- Przepraszam! - wrzuciła z siebie znowu Dora, tym razem już nieco bardziej panicznie, bo przecież w życiu nie chciała być powodem dla czyjegoś smutku i rozczarowania, a do takich pewnie można było zaliczyć zgubienie drewnianej bransolety w płomieniach.
Płomienie tańczyły i czarowały, ale Crawley wyciągnęła ręce zdecydowanie, chcąc naprędce spleść zaklęcie, które przyciągnęłoby bransoletkę do jej ręki i uchroniły ją od spopielenia się wewnątrz ogniska.

ja, as translokacji, rzucam na to czy bransoletka do mnie wróci
[roll=O]


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Olivia Quirke - 13.12.2023

Drgnęła, gdy poczuła że może się ruszyć. Prawie zerwała się do biegu, lecz w tej samej chwili Leon ją objął, uniemożliwiając ucieczkę. Rozbeczała się jak, nomen omen, dziecko, czym zwróciła uwagę kilku par, które stały obok.
- Dziękuję - nic więcej nie była w stanie wydusić. Pytanie tylko, czy później, gdy znajdą się już u niego, będzie w stanie mu powiedzieć, co się działo w jej przeszłości. W tym zamkniętym rozdziale, do którego nie chciała wracać i o którym nie chciała rozmawiać. Miała nadzieję, że już dawno się z tym uporała, ale najwyraźniej nie. Chyba ostatnio za dużo rzeczy zwaliło się jej na głowę, że nie potrafiła nad sobą zapanować, przecież wokół był same dzieci, na które nie zwróciła uwagi i które jej tak nie ubodły jak niemowlak w wizji. O tyle dobrze, że czuła, że w tej kwestii płomienie miały rację - ktoś się nią zaopiekuje.

Pozwoliła wyprowadzić się z Lithy, ocierając oczy i próbując nie wyglądać jak panda przez rozmazany makijaż.

Postacie opuszczają sesję



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Heather Wood - 13.12.2023

- Nie masz czego żałować Kamiś. - Pamiętała, że Lupin zawsze był trochę z boku i nie nadążał z poznawaniem takiej ilości osób, jak oni. Zdecydowanie lepiej czuł się w mniejszych grupach, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Szczególnie aktualnie, Wood doceniła to, że warto jest mieć po prostu kilku najbliższych przyjaciół, z którymi zawsze będzie blisko. Bez sensu było otaczać się wianuszkiem nieszczerych osób.

- Demimoz jest dostojny, wspaniały, muszę go mieć! - Chyba nastawiła się na to, że faktycznie go dzisiaj zdobędzie. Wiadomo jak jest, jak Wood bardzo chciała coś dostać, to zawsze udawało jej się to osiągnąć. Dobrze, że Camiś nie wspomniał o tym, że jego zdaniem bardziej pasowałby do niej smok, bo pewnie by się oburzyła.

- Pamiętaj, że nic nie musisz. Wystarczy nawet kilka splecionych kwiatków, liczy się tylko to, że to będzie od Ciebie. - Nie musiał się zamartwiać o jej gusta. W tym przypadku to było zupełnie nieważne. Heather zdecydowanie wystarczało, że był obok niej, naprawdę czuła się przy Cameronie szczęśliwa.

Podskoczyła z radości, gdy udało jej się wrzucić trzecią z obręczy. Wiedziała, że tak będzie. Nie da się ukryć, że była bardzo pewna siebie, jeśli chodzi o wszelkie potyczki, w których liczyła się sprawność fizyczna. - Może i tak, ale tak dzielnie walczyłeś. Nie sądzę, żeby ktokolwiek miał w sobie tyle determinacji. - Na samą myśl o tym jak nieustępliwie wspinał się raz po razie, aby wnieść jej wianek na czubek pala robiło jej się cieplej na serduszku. Kto inny byłby w stanie zrobić dla niej coś takiego? Nie przeszkadzało jej wcale to, że mu się nie udało. Miała wrażenie, że to wszystko ich do siebie bardzo zbliżyło i tak naprawdę nigdy nie było między nimi lepiej.

- Ja i modlitwa? Naprawdę? - Zaśmiała się w głos, bo nie wierzyła, że mógł ją o to podejrzewać. Uważała, że modły to strata czasu, a ważne jest to, aby pracować nad swoimi umiejętnościami, to one przynosiły sukces, nie spadał on z nieba.

Odebrała swoją nagrodę od jednego ze szwagrów. Została właścicielką przepięknęgo, ogromnego demimoza. Była nim zachwycona, na twarzy Rudej gościł ogromny uśmiech, bo była chyba właśnie najszczęśliwszą osobą na świecie. Wszystko układało się tak, jak chciała, no i miała przy swoim boku Camerona, czego mogła chcieć więcej?

- Nie wiem, czy potrzebuje kasy, wiesz, do tego giełda brzmi trochę skomplikowanie. - Nie da się też ukryć, że Wood zdecydowanie nie należała do tych osób, które nadawały się do jakichś długotrwałych przedsięwzięć, bardzo szybko traciła zapał.

Nie miała nic przeciwko temu, że przesunęli się na bok. Nie chciała już nic więcej wygrywać, wolała zostawić nagrody dla innych, szkoda by było, gdyby jakiś dzieciak nie otrzymał swojego pluszaka, przez to, że ona zgarnęła wszystkie. Nie była, aż tak zachłanna.

Uśmiechnęła się do Camisia i chyba nawet nieco zarumieniła, gdy ucałował wierzch jej dłoni. Niby była przyzwyczajona do tego, że są razem, ale nie przywykła do tych gestów, jeszcze. - Idziemy się gdzieś położyć na trawie, czy chcesz już się stąd zwijać? - Wolała się upewnić, na co ma ochotę. Mogli przecież stąd zniknąć i zaszyć się w zupełnie innym miejscu z tym wielkim demimozem u boku.




RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Vespera Rookwood - 13.12.2023

Vespera nadal czuła obawy przed posiadaniem dziecka. Na pewno na razie nie myślała o następny, najpierw chciała skupić się na tym, aby urodzić chociaż jedno. Podziwiała Imogen, że dała radę urodzić trójkę dzieci, ale naprawdę ją samą przerażało rodzenie. Bała się tego, co też zrobi to z jej ciałem, bała się tego, że nie zniesie noszenia życia pod sercem. Ona to życie odbierała, a nie dawała, prawda? Zawsze czuła się jak pająk, który atakował z ukrycia, gnębił i dręczył, a teraz miała bawić się w matkę i kochaną żonę. O ile to drugie było możliwe, że naprawdę ceniła sobie Perseusa i to jaki był, to bycie matką było czymś gorszym w jej wyobrażeniach niż spotkanie Czarnego Pana. Może była to kwestia braku doświadczenia, może kwestia tego, że bała się małych dzieci, może to, że nigdy nie potrafiła sobie siebie wyobrazić jako matki. Nikomu nie mówiła o swoich wątpliwościach, nikomu się z tego nie zwierzała, nie miała też czasu, aby porozmawiać o tym z Augustusem. Był ojcem trójki dzieci, może by jej pomógł, ale widziała, że ten miał swoje problemy na głowie, większą presję od niej, więc upadała w swoich myślach, w wyobrażaniu sobie tego, co najgorsze. Licząc w głębi serca, że jednak to nie będzie takie straszne. Nie chciała też zawieść oczekiwań Blacka, bo widziała jak on bardzo cieszył się z tego, że będzie miał z nią dziecko. Na samą myśl żołądek jej się kurczył, ale dzisiejszy dzień, wianek na głowie, wizja rydwanu w płomieniach sprawiał, że te myśli nie były aż tak natrętne, że głowa próbowała ją uspokajać, że wszystko będzie dobrze, więc na ustach nawet tlił się szczery, enigmatyczny uśmiech, a oczy patrzyły nawet z dozą przychylności do otaczającego ją świata. Czasem spojrzała z pogardą na jakieś osoby, które nie pasowały do jej otoczenia, ale starała się skupić na swoim narzeczonym.

Zauważyła dziwną zmianę w zachowaniu Perseusa, ale nie starała się go teraz ciągnąć za język, nie chciała tworzyć niepotrzebnych nieporozumień, czy też kłótni w takim miejscu. Ciężkie rozmowy zazwyczaj powinny odbywać się w domu, a nie wśród obcych ludzi, którzy mogą opacznie zinterpretować zasłyszane przypadkiem słowa. Aktualnie nie chciała skandali, kiedyś na nich żyła, ale teraz? Teraz wolała nie ryzykować tym, że ktoś dowie się o jej sytuacji, o jej występku i tak była na językach ludzi z powodu tego, że Perseus tak szybko znalazł sobie nową kobietę.

– Nasze losy naprawdę się w takim razie łączą, bo mnie też czeka podróż – odparła i spojrzała na niego jakby próbując wyczytać z niego jego myśli.

– Weźmiemy jedzenie i pod namioty? – zapytała rozglądając się po straganach. – Ja chyba bym chciała zjeść coś lżejszego, póki nie mam mdłości. Nie chciałabym tutaj… – spojrzała na niego mając nadzieję, że zrozumie. W ostatnim czasie coraz mniej czuła się źle, a częściej przychodziły dni kiedy potrafiła normalnie żyć. Rano jedynie czuje się podle, ale szybko jej mija. Miała nadzieję, że będzie lepiej.