![]() |
|
[Litha 1972] Krąg ognisk - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +---- Dział: Stonehenge (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=149) +---- Wątek: [Litha 1972] Krąg ognisk (/showthread.php?tid=2316) |
RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Logan Nott - 13.12.2023 Starszy Nott nie wiedział czym było spowodowane to, że po tym jak otrzymał wianek stracił całą chęć do zabawy. Jednak cały czas usilnie starał się z tym walczyć. Owszem miał nadzieję, że po tym jak wypije piwo będzie w lepszym humorze jednakże już sam fakt, że przebywał w towarzystwie swojego brata podnosił go trochę na duchu. Oczywiście cieszył się też z tego, że nie było tutaj ich rodziców co pozwoliło mu choć na chwilę spuścić z siebie trochę powietrza w postaci konwenansów i wymagań jakie stawiali przed nim ojciec i matka. Lecz cały czas nie mógł odnaleźć tego luzu, z którym tutaj przybył. Prawdą było też, że gdyby Philip starł się z ich rodzicami, Logan stanąłby po stronie brata gdyż nie tylko go doskonale znał to jeszcze sam wiedział jak ciężka potrafi być nałożona na celebrytów w magicznym świecie. - Mam nadzieję, że cię nie zawiodę. Ale nie licz na to, że namówisz mnie na jakieś szalone harce, wiesz, że tego nie lubię. - powiedział i podążył za swoim bratem. Poza tym cały czas starał się nie myśleć o tym, że był tutaj również jako najstarszy potomek państwa Nott i to również hamowało w nim chęci do jakichś szalonych uciech. Dopiero jednak gdy spojrzał w płomienie poczuł, że obudziła się w nim iskierka rywalizacji. W końcu zobaczył w pożodze puchar zwycięzcy więc chciał się sprawdzić czy ta wróżba się spełni. Dlatego też nie zaprotestował jakoś bardzo gdy brat pociągnął go do stoiska z według niego lekko ustawioną zabawą polegającą na strzelaniu do ruchomych celów. - No zobaczymy co z tego wyjdzie. - powiedział przyjmując od brata procę i trzy pociski. Po czym wycelował do poruszających się punktów uprzednio odstawiając piwo na blat stoiska. Miał tylko nadzieję, że w tej mini rywalizacji z bratem jednak będzie górą. Rzucam na trafianie w tarcze [roll=PO][/roll] [roll=PO][/roll] [roll=PO][/roll] RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Rowena Ravenclaw - 13.12.2023 Cain, Beast, EdgeBez względu na to, czy kierowała się zasadami savoir vivre, według których to kobieta miała pierwszeństwo (choć, sądząc po krążących na jej temat opowieściach, miała raczej te głęboko w... kociołku), czy swoimi własnymi zasadami, w pierwszej kolejności zwróciła się do Fiery. — Hedonizm jest zgubny, asceza zbędna. Znaj umiar, a wszystko skończy się dobrze. Następnie zwróciła się do Caina: — Chichot losu wrzuci cię w serce irlandzkiego piekła. Jeśli chcesz zachować palce, unikaj mugolskich samochodów. Nie zapomniała również o Flynnie. — Nie służy ci ani to życie, ani wytrawne wino, którym wtedy poił cię bogaty kochanek. Na pierwsze sam znajdziesz rozwiązanie, od drugiego trzymaj się z daleka, jeśli chcesz jej zaimponować — wydała z siebie dźwięk, brzmiący jak chichot, po czym odeszła. Alastor & SebastianKiedy do was podeszła, trzymała w dłoniach łodyżkę bylicy i rozdzielała ją na części. Raz. Dwa. Trzy. Cztery. Dokładnie tyle kroków dzieliło ich od groteskowej postaci Sally. — Będą cię jeszcze długo nawiedzać — zwróciła się do Alastora ze spokojem i drugim, osobliwym grymasem, będącym najprawdopodobniej smutkiem malującymi się jednocześnie na jej twarzy — Są takie zimy, podczas których nie pomoże żaden ogień. A zaraz potem jej spojrzenie powędrowało na Sebastiana. — Niektóre byty zbyt mocno trzymają się tego świata. Bądź ostrożny. I już jej nie było. VesperaJej koścista dłoń zacisnęła się na jej ramieniu, zatrzymując Vesperę w miejscu. Szeptucha ostrożnie odwróciła ją w swoją stronę i posłała jej uśmiech, który można było równocześnie zinterpretować jako przyjazny i niosący w sobie groźbę. — Trud, którego tak bardzo się obawiasz, będzie podwójny — oświadczyła krótko, a potem się wycofała, zostawiając skonsternowanych narzeczonych. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Augustus Rookwood - 13.12.2023 Zabrakło mi ripost, ciętych odzywek, czegokolwiek, co mógłbym odpowiedzieć Avelinie. Właściwie, powoli docierało do mnie, co właśnie zrobiłem, więc nie było słów, które mogłyby to cofnąć. Może to i dobrze? Nasza znajomość i tak była skazana na porażkę, więc... tak było lepiej? Udawać, że taki dokładnie był plan, że nie oszalałeś, choć fakt, brakowało mi piątej klepki. Nie wyspałem się, tak. I niech idzie do Alexa. Jak ja bardzo nienawidziłem Alexa. Odprowadziłem ją wzrokiem i najchętniej odprowadzałbym ją dalej, chcąc zobaczyć, kim był ten Alex i czy w ogóle istniał, ale niestety nie mogłem tego zrobić. Imogen. Odezwała się, stojąc wciąż u mojego boku i właściwie sprowadzając mnie na ziemię. Nie byłem przez to wściekły, tylko zestresowany. Czułem się zazdrosny, czułem się zagrożony. - Imogen, odpuść sobie. Przecież widzisz, że cię nie zdradzam. Gdybym cię zdradzał, wziąłbym sobie, jak to określiłaś, kogoś z naszego stanu, poza tym bezczelnie pocałowałbym ją na twoich oczach... A teraz mi głupio, bo mnie poniosło przed tobą, przed byle aptekarką. Miałem dziś ciężki dzień... - stwierdziłem na początku ostro, by jednak z każdym kolejnym słowem schodzić z tonu. Byłem przemęczony, znużony, miałem w głowie wspomnienia z dzieciństwa, które torpedowały mi serce, a jeszcze chęć posiadania tego dziecka... Wcale o tym wcześniej nie myślałem, szczególnie że Beatrice była jeszcze taka mała, ale... jakoś mnie to rozbrajało. Ta myśl, że będzie kolejny mały Rookwood. - Jesteś naprawdę w ciąży - odparłem twierdząco, kiedy po raz kolejny o tym wspomniała. Wpatrywałem się w jej oczy. Nie mogła kłamać. Po co miałaby kłamać? Coś we mnie pękło, ten cały stres, który miałem na barkach, cała wściekłość na rozwój wydarzeń, obawa o relacje z Paxton, wszystko, co złe, na tę drobną chwilę uleciało. Nieświadomy byłem, że to działanie wianka, który miałem na głowie. Sadziłem, że naprawdę ucieszyłem się na tę wieść. Nawet ująłem dłoń Imogen i przytuliłem ją do siebie pokrzepiająco. Nie powinna się teraz denerwować. A ja również mogłem być bardziej wyrozumiały, bardziej ją słuchać. Straciłem z oczu Ojca, więc faktycznie wpierw ruszyliśmy w kierunku kapłanek kowenu by pobłogosławiła stan Imogen. W międzyczasie poszukiwałem wzrokiem naszej rookwoodowej drużyny. O dziwo, pierwszy rzucił mi się w oczy wuj Eryk, a ku mojej uciesze obok niego zaraz namierzyłem jego brata, a mojego Ojca - Chestera Rookwooda. Przyjęliśmy błogosławieństwo dla dziecka i naszego małżeństwa, pozdrawiając kapłankę, po czym podeszliśmy do mężczyzn, gdzie stali z moimi małymi kawalerami. Przywitałem się skinieniem głowy z krewnymi, po czym cmoknąłem Imogen w dłoń, niestety na chwilę ją puszczając, by wziąć Convena na ręce. - Wracamy do domu? - zapytałem go, ale ten zaraz zaczął kręcić głową i coś jęczeć, że dziadek obiecał im nagrody, więc spojrzałem pytająco na Ojca. Zapewne chodziło o któreś z atrakcji przygotowanych ze względu na świętowanie Lithy, więc najwyraźniej musiałem się pogodzić z losem i zgodzić na jeszcze paręnaście minut na świeżym powietrzu, aby mieć w drodze powrotnej oraz w domu święty spokój. - Niech będzie, ale tatuś nie gra, bo tatuś jest zmęczony. Niech próbuje dziadek z wujkiem, dobrze? Będą mieli większe szanse na wygraną - odparłem i zaraz też zauważyłem do chłopców. Conven się wyrywał z moich rąk by nie odstawać od Ramsesa, więc go zaraz odstawiłem na ziemię. I tak już był z niego duży chłopak, więc z ulgą powróciłem do małżonki, obejmując ją w talii. Nieco zaborczo, nieco z dumą, ale nie zamierzałem na razie chwalić się naszą ciążą. Powiemy o tym oficjalnie, podczas jednej z rodzinnych kolacji, w swoim czasie, kiedy będziemy gotowi. Niestety, druga moja dłoń zawędrowała do kieszeni, gdzie na powrót wyczułem perłę. Czy szukając w tłumie Ojca, wypatrzyłem również Avelinę z Alexem? [roll=N] RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - The Beast - 14.12.2023 - Mówię kiedy trzeba, jak nie trzeba to nie mówię. - Miała ochotę znowu kopnąć Flynna w łydkę, bo dzisiaj zdecydowanie miała go dość. Niby próbował jej pomóc, tyle, że wyszło jak zawsze i wszystko się jeszcze bardziej zjebało przez ten jego cudowny występ. - Nie zajebałam mu portfela, on my wypadł, nie widziałeś? - Oczywiście nie zamierzała wziąć winy na siebie, przy tym trzecim typie, który stał przed nimi w całym umundurowaniu. Dopóki nie złapali jej za rękę, nie będzie mówiła, że to jej ręka i tyle. Fiery też nie do końca wiedziała o co chodzi między Flynnem, a tym aurorem, zdecydowanie się znali, tyle, że no właśnie, zupełnie nie umiała odczytać tego, co ich łączyło. W sumie nie jej sprawa, chociaż teraz trochę tak, bo najwyraźniej miało ich to uratować przed wylądowaniem na dołku, co jednak było raczej plusem tej całej pojebanej sytuacji. Nie spodziewała się jednak, że tym szturchnięciem obudzi w nim diabła. Widziała, jak się zbliża, jak sięga do swojej kieszeni. Z początku wyglądało to całkiem nieszkodliwie, tyle, że oczywiście szybko zmieniła zdanie na ten temat. - Popierdoliło cię do reszty Flynn. - Próbowała się od niego odsunąć, bo wystraszył ją trochę. - Pilnuj tych włosów, bo się mogą przydać. - Dodała jeszcze, bo ten typ zaszedł jej za skórę. Mogliby te włosy z klaty wykorzystać przeciwko niemu, zauważyła też, że reszta była zdziwiona, że akurat jemu zaleźli za skórę, jakby to był jakiś ważny typek wśród aurorów. Nie miała pojęcia dlaczego. Trochę jej się nie spodobało, że Cain powiedział, że to Flynn popełnił błąd. Nie znosiła, kiedy ktoś miał za nią ponosić konsekwencje za to, co powinno być jej odpowiedzialnością. - Izvini! On nic nie zrobił. To moja wina. - Nie byłaby sobą, gdyby się nie odezwała. Wtedy jeszcze zupełnie znienacka ktoś do nich podszedł. Kobieta wyglądała, jakby uciekła z cyrku... a może z lasu, kto wie, trudno jej było ocenić. Fiery słuchała tego, co tamta ma jej do powiedzenia, zmrużyła przy tym oczy, jakby chciała to bardzo mocno przeanalizować. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Philip Nott - 14.12.2023 Philip nie mógł powstrzymać się od przewrócenia oczami na słowa brata, który naprawdę był nudziarzem do kwadratu. Z jednej strony zapewniał go, że nie będzie takim nudziarzem jak zwykle i że ma nadzieję go nie zawieść, a z drugiej go informuje, że nie ma co liczyć na to, że namówi go na jakieś szalone harce. Było to o tyle istotne, że właśnie chciał namówić swojego brata na zrobienie czegoś szalonego. Po raz pierwszy od dawna czuł się dawnym sobą, co bardzo przypadło mu do gustu. W ostatnim czasie w jego życiu brakowało zabawy, a jemu samemu lekkości ducha. — Właśnie chodzi o to, byś dał się namówić na te szalone harce... jak to określasz. — Pomimo tego, że doskonale wiedział, że jego brat nie przepada za tego typu rozrywkami, pozostawał zdania że powinien dać im szansę. Gdyby to zrobił to może te wszystkie przyjemności bardzo przypadłyby mu do gustu. — Powodzenia. — Rzucił w stronę brata, tuż przed stanięciem z nim w szranki. Podczas konkurencji, w której wzięli udział, udało się im trafić tyle samo razy. Mieli po dwa udane trafienia. Oznaczało to remis. Philip nie zamierzał rezygnować ze swojej nagrody w postaci pluszowej maskotki. Postanowił wybrać dla siebie jednorożca. Podobały mu się jeszcze abraksany i gryfy. Nie potrzebował posiadać pluszowych psidwaków, gdyż jest właścicielem dwóch żywych. Średnia nagroda powinna go usatysfakcjonować, jednak wierzył, że na największa była w zasięgu jego ręki. — Bierz nagrodę, może znajdziesz tutaj kobietę, której będziesz mógł wręczyć wybraną przez siebie maskotkę. — Zachęcił go do tego. Większość kobiet uwielbiała tego typu gesty. Przez plusz do serca. On natomiast brał maskotkę dla siebie. Istniała szansa na to, że Taffy i Nuggets nie uznają jej za odpowiednią zabawkę. — Potrzebujemy dogrywki. Jeszcze sześć strzałów. — Zwrócił się zarówno do brata, jak i właściciela stoiska z tą atrakcją. Po uiszczeniu odpowiedniej opłaty, otrzymali kolejne sześć kul. Philip zamierzał zrobić z nich taki sam użytek co wcześniej, nakładając każdy pocisk na miseczkę procy, naciągając gumę i oddając każdy ze strzałów do ruchomych tarcz. Rzucam 3k100 na AF [roll=PO] [roll=PO] [roll=PO] RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Cameron Lupin - 15.12.2023 Poczerwieniał na zapewnienia Heather. Nie ukrywał się zbytnio ze swoim stanem majątkowym. Po tylu latach znajomości i tak ciężko by było udawać mu kogoś, kim nie był przed osobami takimi, jak Ruda czy Charlie. Doceniał to, że nie wpakowywali go w sytuację, gdy czuł się gorszy. Przynajmniej nie umyślnie. Czasem musiał kombinować, żeby dopasować się do Heather podczas różnych imprez okolicznościowych, patrz bal u Longbottomów, ale dzięki temu nauczył się kombinować. No i chyba poprawiło to jego wyczucie stylu, więc... Był to jakiś plus. Chyba. — No, mówisz samą prawdę — pokiwał głową, teatralnie unosząc ją w górę. — Jestem trochę zajebisty. Kiedy była obok niego, miał wrażenie, że stać go było na więcej. Czy to dlatego, że jakaś część niego chciała, aby Heather była z niego dumna? Prawdopodobnie! Nie był najlepszym czarodziejem pod słońcem. Owszem, sprawdzał się w roli medyka, ale zupełnie nie nadawał się do machania różdżką przed gromadą czarnoksiężników. Jeśli wspinaczka na wielki pal w jego wykonaniu wywołała uśmiech na twarzy Wood, to wysiłek ten był w stu procentach wart wszystkich boleści. — Ahaaa — sarknął Cameron, słysząc dosyć słabe jego zdaniem wytłumaczenie Heather. — Bo procedury Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów i przewodnik małej brygadzistki nie były skomplikowane? — Pokręcił głową. — Nie doceniasz się. Poza tym twoja rodzina prowadzi własny interes, co nie? Na pewno przekazali ci trochę genów kobiety biznesu. W sumie nie byłby zaskoczony, gdyby kiedyś Ruda musiała wybrać, czy przejąć rodzinny interes, czy dalej piąć się po szczeblach kariery w Ministerstwie Magii. Zmarszczył lekko brwi, przyglądając się Rudej z profilu. Pod tym względem stanowiła dla niego pewną zagadkę. Wiedział, że chciała pomóc w działaniach wymierzonym w Śmierciożerców, jednak co zrobi, gdy główne zagrożenie minie, a standardem w Brygadzie stanie się ściąganie kotów z drzew i badanie zwykłych włamań? — Możemy jeszcze pochodzić — zadecydował, wyprzedzając ją o pół kroku, co by spróbować utorować im drogę przez powiększające się zbiegowisko czarodziejów i czarownic. — W sumie, zjadłbym coś, skoro już tutaj jesteśmy. Chociaż te ceny... Też masz wrażenie, że z sabatu na sabat są coraz wyższe, a jakość tylko spada? Kiedyś za parę knutów szło kupić całą miskę kowenowej potrawki siostry Barbary, a jak ładnie się człowiek ładnie uśmiechnął, to mógł nawet liczyć na darmową dokładkę. A teraz? Ceny były zupełnie nieadekwatne do wielkości porcji i jakości. Cameron odnosił wręcz wrażenie, że powoli przestawano zatrudniać specjalistów od zaklęć z dziedziny magii kuchennej, a zamiast tego sięgano po podstawowe zamienniki, jakie znało każde dziecko, które spędziło pół roku w Hogwarcie. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - The Edge - 17.12.2023 Kłapie... co? Nie, nie spodobało mu się to. - Skoro o rodzinie mowa, to poznaj moją siostrę. Musisz mi uwierzyć na słowo - no bo jednak była kleptomanką - ale ma bardzo dobre serce. - Niestety to bardzo dobre serce było kierowane bardzo malutkim, mysim rozumkiem, który ich zaprowadził właśnie tutaj, gdzie go... do kurwy nędzy, będzie rugał akurat ON? Seerioooo? Może ta opcja z byciem aresztowanym przez Rookwooda nie była wcale tą złą, co prawda zrobiłby z nich kompletnych frajerów, ale przynajmniej nie musiałby gryźć się w język co pięć sekund i to w dodatku z mizernym skutkiem. Niby coś tam mu trąbiło w głowie, że powinien przestać, ale to był właśnie jego gigantyczny problem - myślenie nie przychodziło mu gładko, kiedy górę brały emocje, a emocją, jaka dominowała w nim od chwili zetknięcia się ciałami ze starym Aurorem, był stres. Tym właśnie sposobem z kogoś, kto potrafił milczeć godzinami, stał się kimś... Jak to w ogóle opisać? Istniało tyle rodzajów ludzi, na przykład tacy wiedzący, żeby odzywać się, kiedy mieli coś istotnego do powiedzenia, albo tacy z dowcipem, ale wciąż wiedzący kiedy czegoś pod żadnym pozorem nie mówić. Gdzieś w tle długiej kolejki stojącej po swój los w „kiedy otworzyć mordę” znajdował się on - czekający na jeden z najkrótszych patyczków. Najwyraźniej znajdował się w swojej własnej lidze. - Ojeej, a nie przeskrobałem już wystarczająco? Pan Rookwood powiedział, że - naprawdę udał głos tego starego piernika - „należy mnie usunąć z widoku publicznego, abym nie gorszył świętujących swoim wizerunkiem”. Jak dla mnie to jakieś pięć lat w Azkabanie lub 20 knutów grzywny. - Kusiło go nawiązanie do tej rozmowy o Katakumbach, ale to sprowadziłoby rozmowę na to, że bardzo chciałby tego Rookwooda do tych Katakumbów zaciągnąć, zabrać mu kompas, mapę i różdżkę i wepchnąć go do dołu prowadzącego na tak niskie piętro Ścieżek, że nawet jeżeli kiedyś się stamtąd wydostanie, to rodzina go już nie pozna. Prawdę mówiąc, nie był do końca pewny, dlaczego jest na niego aż tak wkurwiony. To chyba oni go tak na to wszystko nakręcili, ile razy usłyszał dzisiaj to nazwisko? - Żeby jeszcze to był portfel, to była jakaś sakwa jak w pierdolonym średniowieczu, ale to mnie akurat nie dziwi, bo totalnie wyglądał, jakby miał w 1972 nosić ciżemki. - Niby sobie robił żarty, niby brnął w ten niby-dowcip o podrywie na kasztana, ale z narastającej w środku frustracji kopnął jakiś kamień i obserwował go kilka długich sekund, jakby miało mu to pomóc. Niestety kiedy ten znowu zetknął się z trawą i leżał tam w bezruchu, Flynn wciąż miał ochotę złapać się za głowę i krzyczeć. To było oczywiste, nie mógł się uspokoić. - Jest w twoim typie, że mam ci pilnować jego włosów? Podarłem mu tę koszulę jak ostatnia fajtłapa, a ty mnie nawet nie złapałaś. Masz - otworzył jej dłoń na siłę i umieścił tam ten guzik - smacznego, zapiecz to sobie w toście czy coś. - A on nie chcąc w Caina wybuchnąć, nawet jeżeli w jego oczach zachowywał się teraz jak skończony buc, wyciągnął drugiej kieszeni swoje papierosy i odpalił sobie jednego od palca. Zaciągnął się tak szybko, jakby potrzebował tego dymu bardziej niż tlenu. - A możesz mi przynajmniej wytłumaczyć jakiego typu problemy możesz mieć? Zgubiłem się w tym gdzieś w momencie, kiedy nas sobie przekazaliście, prowadząc piekielnie dramatyczną rozmowę. Szeptuchę odgonił od siebie jak muchę. - Nie wkurwiaj mnie nawet tymi wierszykami. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - The Overseer - 17.12.2023 - Jeśli będziesz gotowa się z tego wygadać, to służę... uchem - odparłem jedynie na jej słowa. Nie miałem zielonego pojęcia, co takiego się wydarzyło przez tę drobną chwilą, ale wciąż nikogo nie dostrzegałem podejrzanego, kogoś, kto miałby wobec niej złe zamiary, więc postanowiłem nieco opuścić gardę, aczkolwiek... kto tam wiedział tych ludzi? Miałem do czynienia z różnymi typami spod czarnej gwiazdy, co nam jako cyrkowi robili pod górkę, więc nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś taki był również w życiu Aveliny. Wiedziałem również, niestety byłem świadomy, że w tej chwili żadne słowa nie pomogą na jej ból, więc miałem aby nadzieję, że ujrzy coś pokrzepiającego w ogniskach, bo ja, cóż, sam nie wiedziałem... Widziałem postacie w togach, ewidentnie magów Wizengamotu, ale... nie byłem pewien, czy ta wizja była dla mnie pozytywna, czy negatywna. Obawiałem się, że raczej mogła być negatywna, bo więcej mieliśmy za uszami niż nam przewiniono. Najbardziej obawiałem się o Flynna, bo jemu mogło grozić nawet dożywocie w Azkabanie, a nie zniósłbym myśli, że on tam jest i jest traktowany w ten podły sposób. Obawiam się, że przetraciłbym życie na próbach udowodnienia jego niewinności, ale... Może chodziło o tego mężczyznę, co się wkradł do pokoju Elaine? Miałem przeogromną nadzieję, że prawo miało być po naszej stronie, nie zaś przeciw nam. Powinienem trzymać się tej myśli niczym afirmacji, tak. - I jak, Avelino? Ujrzałaś coś pokrzepiającego...? - zapytałem ją z ciekawością, mając nadzieję, że kompletnie nie zniszczyłem jej tego popołudnia, pomysłem podejścia do ognisk. - Może chcesz już wrócić? Cieszę się, że ze mną wyskoczyłaś na Lithę, ale jesteś przemęczona i... ta sytuacja. Zrozumiem, jeżeli wolisz wrócić... Wiesz, nic na siłę, a zawsze możemy spotkać się innym razem i pośmieszkować albo porozmawiać, kiedy będziesz miała na to ochotę - zaproponowałem, uśmiechając się delikatnie. Widziałem, że nadal zbierały jej się łzy w kącikach oczu. Najchętniej bym je stamtąd wziął zabrał, ale to były ludzkie uczucia. Z nimi każdy musiał sam sobie poradzić. Albo w parze. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Heather Wood - 17.12.2023 Rudej zupełnie to nie przeszkadzało. Nie była osobą, którą interesowały pieniądze, szczególnie, że sama miała ich w brud, dla niej liczyło się to, jakim wspaniałym człowiekiem był Cameron i to, że akceptował ją w całej okazałości. Nie była łatwym człowiekiem, zupełnie przeciwnie. Miewała swoje wybuchy nastrojów, zupełnie niepotrzebne, była uparta jak osioł, a do tego niezbyt rozsądna, często zdarzało jej się ryzykować, bo lubiła czuć adrenalinę. Cameron nadal trwał przy niej mimo tego trudnego charakteru, wiele to dla niej znaczyło, opiekował się nią, kiedy musiała lizać rany. Nie mogła sobie wyobrazić nikogo lepszego od niego u swojego boku, nikt nie był w stanie mu dorównać. Przynajmniej zdaniem panny Wood. - Nie trochę, tylko tak na maksa wiesz, nie ma nikogo bardziej zajebistego od ciebie. - Wyszczerzyła się do niego pokazując swoje niemalże wszystkie zęby. Cieszyło ją to, że zaczął widzieć to, że jest naprawdę cudownym człowiekiem. Miała wrażenie, że ostatnio Lupinowi wzrosła pewność siebie, czyżby miała na to jakiś wpływ? Miała nadzieję, że tak. Przecież nie bez powodu powtarzała mu, jaki to on nie jest cudowny. - Oj tam procedury, praktyka była ważniejsza, a w przeciwieństwie do ciebie mam wspaniałą mentorkę. - Nie zamierzała umniejszać w tym zasług Brenny, bo uważała, że tylko dzięki niej tak sobie wspaniale radzi. - Rodzina prowadzi, pomagałam im ostatnio na którychś wakacjach jeszcze w czasie szkoły, nie jestem rekinem biznesu Cameron. - W przeciwieństwie do niego nie widziała siebie jako przedsiębiorcy. Zdecydowanie wolała działać, nie myśleć, gdyby padło na nią to pewnie w rok doprowadziłaby rodzinny biznes do ogromnej klęski. - To chodźmy, może sabaty znowu będą mi się dobrze kojarzyć. - Po Beltane miała do nich lekki dystans, bo to co się tam wydarzyło uziemiło ją na miesiąc, mimo wszystko nie mogła sobie odpuścić kolejnego. Lubiła te spędy, gdzie można było spotkać naprawdę dziwnych ludzi. - Co byś zjadł? - Jej było to zupełnie obojętne, bardziej chętnie by po prostu się ochłodziła, czy ukoiła pragnienie. - Tak naprawdę, to nie do końca, nigdy nie przywiązywałam do tego wagi. - W przeciwieństwie do Lupina ona nie przejmowała się takimi przyziemnymi rzeczami jak ceny, no nigdy nie musiała tego robić. Zapewne po tej uwadze zacznie to robić z samej ciekawości. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Cain Bletchley - 17.12.2023 Czy to były jakieś dziwne zaloty? Jedzenie guzika, łoniaka i te dziwne minki, jakie między sobą ta dwójka wymieniała? Cain może nie uważał się za MĄDREGO, ale wystarczająco mądrego, żeby wiedzieć podstawową zasadę - nie wszystkie pytania powinny mieć odpowiedzi. Prościej mówiąc: nie wszystko powinieneś wiedzieć, bo im mniej wiesz - tym lepiej śpisz. Relacja tej dwójki była dla niego tak samo zagadkowa, jak relacja między nim i Edgem dla Beast. Piękny trójkąt wzajemnych zdziwień, a ich czubkiem był sam Flynn, który jako jedyny rozumiał tu wszystko. W czymś to pomagało? Niekoniecznie. Przynajmniej ze strony Caina i Beast, którzy na razie tak robili trochę pingoponga na Edga, to na siebie wzajem. Zaraz jednak mieli się poznać. Poniekąd - bo bezimiennie - ale tak poznał kolejną siostrę Edga. A tak naprawdę to pierwszą. Zarazem kolejną. Coś mu podpowiadało (chyba pajęczy zmysł), że to mogła nie być ta sama, która zrobiła tamto ciasto. Ale może się mylił. Po ludziach można się spodziewać wielu rzeczy, a na końcu i tak cię zaskoczą. - Dziękuję za przyznanie się, obiecuję, że zapamiętam panienki zeznanie. - Albo PANI? Wyglądała bardziej na panią. Uśmiechnął się nieco przy tych słowach, bo tamto akurat było żartem z tą "winą". To też było żartem, ale Cain był aż nadto świadom, że miał tendencje do żartów, które niekoniecznie pasowały do sytuacji i które niekoniecznie tworzyły przyjazną atmosferę. I przy tym chciałoby się powiedzieć, że to zawsze było niechcący. Tymczasem Cain nie mógł nawet się bronić świętym "naprawdę próbowałem się powstrzymać". Nie próbował. - Miło mi poznać, Siostro Edga. Jestem dla Edga Nikim. - Jego uśmiech się poszerzył. Darował sobie wyciąganie dłoni w kierunku kobiety. Żarty żartami, ale w zasadzie to trochę go irytował absurd tej sytuacji. I ta irytacja miała całkiem spore spektrum zasięgu. Zaczynając od tego, że zaistniała, przechodząc przez to, że lekkomyślnie się w to wplatał (ale po przemyśleniu wplątałby się i tak, bo przecież FLYNN TU BYŁ), że teraz nie rozchodzili się w swoje strony. Obejrzał się przez ramię na zabawę na krótki moment. Moment, bo zaraz znowu patrzył na dwójkę cyrkowców i prychnął śmiechem na słowa Flynna, który zaczął naśladować Chestera. - Widzę, że prowokujesz. - Wyciągnął kajdanki zza pasa i zawiesił je na palcu, uśmiechając się bezczelnie. Ale od razu je schował i odetchnął trochę. Ta rozmowa, ta sytuacja, drylowała go z energii. Zupełnie tak, jak Flynna. Chyba Beast cierpiała tylko w jednej ofierze - braku możliwości poddania się potańcówce, za którą się tak oglądała. Już chciał mówić, że potem, że innym razem, że... coś by powiedział. Coś by rzucił, bo przecież nie musieli tu i teraz o tym rozmawiać, prawda? Kurwa, no wszędzie, ale tu? Teraz? Może i nie był perfekcyjnym aurorem, ale nie chciał, żeby potem ktoś go oskarżył o to, że sobie urządza pogaduszki z... tak ubranym mężczyzną i kobietą, co wygląda jak Król Lew. Chociaż chyba jeszcze wtedy tej bajki nie było, ale to nic. Ważne było słowo-klucz "lew", Simbę możemy w tym pominąć. Tak więc - chciał. jak wiele rzeczy się chce. Albo można chcieć. Pojawiła się Szeptucha. Mózg Caina zrobił sobie przejażdżkę jak kolejką górską - bez trzymanki. Słowa wbiły się w jego czaszkę i zaczęły gnać do przodu. Irlandia. Los. Samochody. Mugolskie samochody. Palce? I przesunął się dalej. Bogaty kochanek. Ała. Ałaa. AŁA. Wziął głęboki wdech i nerwowo zacisnął palce na przedramieniu drugiej ręki. Jego oczy strzeliły w kierunku Beast w poszukiwaniu jej reakcji na to wszystko, kiedy jego twarz znowu stała się kamienną maską. - Jest upierdliwym starcem z rodu czystej krwi. Nie potrzebuje jego upierdliwości w swoim życiu. A teraz przepraszam państwa, ale pracuję. |