![]() |
|
[Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31) +---- Wątek: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1076) |
RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Cynthia Flint - 18.03.2023 W umyśle jasnowłosej trwała ballada ku chwale trupów oraz efekty przeładowania socjalnego i przede wszystkim tego związanego z Quidditchem. Merlin jej świadkiem, że przez Stanleya poczuła nagłą potrzebę zdobycia wiedzy w zakresie tego niedorzecznego sportu. Ba, może nawet powinna zacząć lepiej latać na miotle? Na ratunek Loretta ze swoją papierośnicą, do której wyciągnęła dłoń i wyjęła jednego papierosa, kiwając jej głową w podziękowaniu. Miała wrażenie, że na pewnych płaszczyznach rozumiały się poprzez spojrzenie, całkiem zbędna była komunikacja werbalna. Gdy używka została już podpalona, zaciągnęła się krótko, czując przyjemne i odrobinę szczypiące działanie dymu w płucach, zanim wypuściła go gdzieś na bok, pozwalając ulecieć w powietrze, zniknąć gdzieś w górze. Stalowoniebieskie tęczówki obdarzyły spojrzeniem śliczną twarz Lestrange, a kąciki ust drgnęły subtelnie ku górze. Jej nietowarzyskość przyciągała dziś wyjątkowo czarodziejskich celebrytów i ilekroć zadawała sobie pytanie: dlaczego? Nie pojawiała się odpowiedź. Dwóch profesjonalnych graczy, największy fan w historii fanów i ona — gwiazda z okładek. A pośród nich gwiazda co najwyżej w pięknym zszywaniu płatów skóry lub tworzeniu skomplikowanych mikstur. - Chętnie. Panowie na pewno docenią własne towarzystwo, Stanley będzie mógł mieć uwagę Notta tylko dla siebie. - jej głos brzmiał wyjątkowo naturalnie, nie dodała do wypowiedzi niczego, co mogłoby świadczyć o umiejętnie podrabianych emocjach. Wierzyła też, że zważywszy na swoje nowe towarzystwo, Borgin się nie pogniewa. - A to uznam za oficjalne zaproszenie do następnego spotkania. Uśmiechnęła się w jej stronę, odszukując spojrzenia błyszczących oczu Czarownicy. Przeprosiły więc męskie grono, a Cynthia chwycona pod ramię dała się z łatwością poprawić w stronę, gdzie znajdować się mogły pierścionki. O dziwo towarzystwo tak popularnej osoby nie było w żaden sposób krępujące, czuła jakąś swobodę. Może to przez fakt, że tyle lat już miała relacje z jej bratem, a emanowali podobną aurą? Nawet jeśli Loretta Lestrange wydawała się personą dość miłą i uroczą, a może raczej brylującą w towarzystwie, miała wewnątrz jakąś iskrę tajemnicy, nawet może niebezpieczeństwa. Zbywanie relacji na rzecz obserwacji oraz analizy sprawiała, że blondynka w gruncie rzeczy zwykle dobierała właściwą strategię do obchodzenia się z konkretnym przypadkiem. Tu nie miała takiej potrzeby. Odetchnęła głębiej na chłodny podmuch wiatru, który wkradał się jej karkiem pod materiał płaszcza, rozlewając dreszczem po skórze. Kiwnęła głową na słowa kobiety, wyjmując monetę i idąc jej śladem, jednak gdy kulka znalazła się w jej dłoni, jedynie zamknęła ją w palcach. Wysunęła w stronę ciemnowłosej z figlarnym wyrazem oczu, niemym zaproszeniem. - Wymieńmy się za niespodzianki. - zaproponowała jedynie z delikatnym wzruszeniem ramion, chcąc, aby propozycja pozostała nienachalna. Dopiero gdy miała w palcach kulkę rozgrzaną przez Lestrange, poczuła, że chciała ją otworzyć. Podobnie, jak wcześniej towarzyszka ją, teraz Cynthia wzięła ją pod rękę, stając jeszcze po drodze na małe wino, zanim zagłębiły się w dalsze atrakcje jarmarku. !losowanie pierścionka RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 18.03.2023 Pierścionek z niebieskim oczkiemPo włożeniu pierścionka na palec zauważasz, że wokół ciebie zaczynają latać niebieskie motyle. Od czasu do czasu któryś siada ci na głowie, ręce, lub przysiada na nosie, lekko łaskocząc. Apatyt stanowiący oczko pierścionka został wyrzeźbiony w kształt motyla. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Ula Brzęczyszczykiewicz - 18.03.2023 — Również mam taką nadzieję — odpowiedziałam policjantowi [Erikowi]. — Bardzo dziękuję za pomoc! — dodałam, nim obydwoje odeszli. Ten wątek można uznać za zakończony, mogłam więc wrócić do pracy. Pracy! Miałam klientów do obsłużenia! Szybko wyjęłam swój mechaniczny minutnik w kształcie krowy i przygotowałam się do rysowania. — Zaraz będą mieć panowie ten portret w obiecane dziesięć minut! — oznajmiłam [Fergusowi i Theodorowi]. Nastawiłam krowę i zabrałam się do dzieła. Skupiona na szybkim działaniu nie zwróciłam uwagi rozmowy wokół stoiska. Dostrzegłam, że jeden z policjantów chyba rozmawia z jakąś panią o mnie [Patrick i Alanna] i chyba ktoś wspomniał coś o Meksyku [Leta], ale mój ołówek był teraz priorytetem. Zerknęłam na minutnik i miałam jeszcze sporo czasu na dopracowanie detali. Ładnie poszło. — Gotowe! — zaprezentowałam klientom [Fergusowi i Theodorowi] gotowy portret. — Mam nadzieję, że się podoba. ![]() Odebrałam przewidziane wynagrodzenie i liczyłam na chwilę oddechu. Dużo się wydarzyło. Uśmiechnęłam się niezręcznie do kolejnej odwiedzającej stoisko osoby [Cathal]. Nie było mi dane nacieszyć się wytchnieniem, bo pojawili się kolejni klienci [Nott i reszta]. — Dzień dobry, t-tak, jak najbardziej będę mogła wysłać — odpowiedziałam nieco onieśmielona. Mężczyzna miał w sobie zbyt wiele otwartości, przyjaźni i był dużo starszy, idealne warunki dla mojego trybu niezręczności wrodzonej. — Nie! Jest dobrze! — Nerwowo zachichotałam w stronę drugiego czarodzieja [Borgin]. — Już, o, nastawiam czas, dwadzieścia minót dla dwóch panów, hehe! Podziękowałam krótko pani [Cynthia] komplementującej moje prace. Naprawdę nie spodziewałam się, że moje stoisko odwiedzą osoby wyglądające tak wytwornie oraz osoby starsze. Szkoda, że ta pani nie chciała się sportretować, bo bardzo chętnie bym to zrobiła. Miała bardzo interesującą twarz. Ustawiłam krowę i ruszyłam do roboty. Zbyt dużo ludzi wokół. Zestresowałam się. Spoglądanie co jakiś czas w ludzkie twarze nie było moim ulubionym zajęciem. Czemu w ogóle postanowiłam zorganizować portretowanie na Beltane? Mogłam wystawić rysunki i mieć święty spokój. Może nawet podskoczyć po pączka, pączusia i eklerkę. Później żałowałam ustawienia łącznie dwudziestu minut, bo gdy skończyłam pierwszego czarodzieja, zostało mi sześć minut na drugiego. Jak to szybko zleciało! Tym razem nie byłam tak bardzo zadowolona z efektu. Ale może im się spodoba. Sięgnąłam po kopiarkę ukrytą pod stołem. Była to maszynka z dwoma wałkami, przez które przeciskałam rysunek z nałożoną na nim pustą kartką. Magia prasy tworzyła idealną kopię na drugim kartoniku. Dodałam odręcznie inicjał na obu rysunkach. ![]() — Jeden dla panów teraz, drugi wyślę jeszcze po powrocie do domu! Dwa sykle poproszę — odparłam wręczając im portret. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Bard Beedle - 18.03.2023 Silly podziękował Patrickowi za asekurację, po czym zaśmiał się uroczo. - „Kolego muzyku”! Jak dobrze to słyszeć, bo żem się bał, że wbiłem nóż w serce innej artystki, a tego bym sobie wybaczyć - do końca dnia - nie mógł. Piękne ma panienka prace, niech sobie więc nie myśli, że się nad nimi choćby pochyliłem swoimi butami. Mam nawet pewną propozycję... - Przewiesił futerał z gitarą przez ramię i sięgnął do kieszeni po mały, skórzany portfel, z którego wyciągnął swoją wizytówkę. - Silas Cresswell, artysta muzyk, ale i pracownik Dziurawego Kotła. Przyda nam się plakacistka, o ile się takich zleceń chwytasz. - Przeniósł ciężar nogi z jednej na drugą i dodał jeszcze: Jeżeli tak, to pozostańmy w kontakcie, panno...? Nie zamierzał jednak zabierać Uli więcej czasu, bo przy stoisku było tłoczno, a on jak się rozgada, to żegnaj czasie. Kobieta wyglądała na zapracowaną, w przeciwieństwie do niego... jego praca zacznie się dopiero później. Poszedł zająć się sobą, swoimi sprawami, ale kupując sobie dzisiejszy obiad, nie zapomniał o purpurowej pani Brzęczyszczykiewicz i nim dołączył do kapeli grającej muzykę na tegorocznym Beltane, odwiedził jej stoisko raz jeszcze, aby zostawić na nim paczkę cynamonowych ciastek. Postać opuszcza sesję
RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Giovanni Urquart - 18.03.2023 Alkohol, perfumy, puder... Tylko czemu czuł puder od tego młodego czarodzieja? Porwany przez Ger szybko przestał na to zwracać uwagę. Ale zapach w nosdrzach pozostał. Może to od niej się ulatniał? — Coś pasującego? Ale po co? — rzucił przyglądajac się biżuterii. Nic nie przykuło jego uwagi, bo zwyczajniej nie chciał się nawet zainteresować tematem. I dlaczego Ger zamawiała coś dla zakochanych? Czy naprawdę chciała ciągnąć ten prank? Tylko po co, skoro już nie ma widowni? — Pierścionek? Ale... — nim przymarudził ponownie, spojrzał na przyjaciółkę. Jej ciało nosiło znamiona potężnych efektów specjalnych. — Wow, teraz wyglądasz bardziej jak ty. Szkoda, że rogi i ogon ci nie wyrosły. Nie zauważył syrenki na pierścionku Ger i myślał, że chodzi o smoki. Samemu również spróbował szczęścia... po czym jego uwagę przykuł pal. — Ger, Ger! Chodź, pośmiejemy się z frajerów, którzy myślą, że potrafią się wspinać! — krzyknął i pociągnął przyjaciółkę w stronę słupa. !losowanie pierścionka Postacie opuszczają sesję
RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 18.03.2023 Pierścionek z niebieskim oczkiemPo włożeniu pierścionka na palec zauważasz, że wokół ciebie zaczynają latać niebieskie motyle. Od czasu do czasu któryś siada ci na głowie, ręce, lub przysiada na nosie, lekko łaskocząc. Apatyt stanowiący oczko pierścionka został wyrzeźbiony w kształt motyla. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Alastor Moody - 18.03.2023 Alastor pokręcił głową. - Eshter, ale co to zmienia, przecież pozbawiona czaru to tylko jakaś błysko- ... - nagle przypomniał sobie, że kobiety po prostu lubiły błyskotki - ah, no tak - przejechał spojrzeniem od Brygadzistki, po wypinającą się w ich kierunku czarodziejkę. Zamrugał. Potem znów spojrzał na pannę Moss. - Nie - odpowiedział Lyssie wprost. Pył dobrze przylgnął do jej odzienia. - Ja jej nie otrzepię - dodał konspiracyjnym szeptem, unosząc ręce do góry jakby w akcie bezbronności. Dziewczyna wyglądała tak młodo, jakby mógł być jej ojcem. Udał się w stronę najbliższego straganu, z którego podniósł worek. Porozumiewawcze spojrzenie wymienione ze straganiarzem utwierdziło go w przekonaniu, że może potraktować ją jako gratis. Tiarę złapał przez tę torbę właśnie, a następnie od razu ją w nią zawinął. Szczelnie. Tak, żeby nie dotknęła jego rąk, chociaż i tak nosił rękawiczki. - Przedmiot nabyła zgodnie z prawem... to po prostu jakieś głupie zaklęcie - przyznał. - Ale sprzedawca może chcieć wymienić tiarę na taką niewadliwą albo zwrócić część pieniędzy za klątwołamanie... Zaraz wszyscy zaczną tańczyć i koleś złoży manatki, więc musimy się pospieszyć. O ile idzie pani z nami? Jeżeli z nimi nie poszła, zanim ruszył w stronę stoiska, oddał jej zawiniątko do ręki. Postacie opuszczają sesję
RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Loretta Lestrange - 18.03.2023 Quidditchem była gotowa interesować jedynie z jednego powodu – uwielbienia do sportu bliźniaka, w którym chęć rywalizacji wrzała nieomal; prawdopodobnie dlatego obstawiał zakłady, tętnił życiem gdy ktokolwiek wspomniał o podniebnych roszadach i z rozognionym spojrzeniem wodził wzrokiem po zawodnikach obecnych drużyn. Wiedziała, jak wiele go kosztuje obracanie się wśród osób, które wciąż tkały swoje niebiańskie kariery, podczas gdy jemu przypadła funkcja urzędnicza. Możliwe, iż się w niej odnajdował; możliwe, że nie stanowiła bolesnego ciernia u boku – nade wszystko jednak nie była w stanie zastąpić prawdziwej, gorejącej w nim pasji. Prawdopodobnie dlatego Nott był mu niemiły. Jej z kolei wciąż w pamięci stygły niczym wosk wspomnienia jego ust, ciepłych dłoni i głębin niezbadanych zawierających się w wejrzeniu. Nie chciała go widzieć, wykreśliła go ze swojego życia sakramentalnie, obiecując samej sobie, iż nigdy nie wróci w jego ramiona – szło jej to nieźle, póki co miała ochotę jedynie splunąć mu na te wypastowane, eleganckie buty. – Bardzo dobrze. Oby… – zamilkła, szukając właściwego imienia – …Steven – a jednak pudło! – zajął się nim należycie. Oby był męczący – spuentowała, aby po chwili błysnąć niewinnym uśmiechem ku Cynthii. – Nie życzę Nottowi źle. Po prostu mógłby kiedyś spaść z tej miotły – rzekła. – Nie zapłakałabym – podsumowała, ponownie wbijając wzrok nieprzejednanych tęczówek w towarzyszkę. Obróciła w palcach kulkę zawierającą pierścionek. – Wymiana zatem – rzekła, wymieniając się kulistymi opakowaniami z zawartością. Otworzywszy swoją, parsknęła śmiechem nieznacznie, a szeroki uśmiech malujący się na obliczu o piegowatej siateczce, poszerzył się niepewnie. – Och, mamy ten sam pierścionek. To na swój sposób urocze, nie sądzisz? – zabrzmiała retoryką, wsuwając biżuterię na palec. Niebieski kamień mienił się niczym sama przejrzysta woda morska, odbijająca refleksy języków światła. W porę dostrzegła jego specjalny efekt w postaci błękitu motyli okraszających ją tak długo, jak ten dzierżyła na palcu. – To lepsze niż oświadczyny – stwierdziła, przywdziewając ponownie filuterny uśmiech. Wziąwszy Cynthię pod rękę, ruszyła z nią na polanę, na której miały zostać plecione wianki. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Julien Fitzpatrick - 18.03.2023 Co was łączy z Heather Wood? Przyjaźń, miłość, wspólna walka z ptakami, nocne wojaże, miłość do kebabów i absolutnej rozróby, widywanie się nago definitywnie zbyt często, aby spora część społeczeństwa wciąż nazywała to tylko przyjaźnią. Charles wyszczerzył się głupkowato, zupełnie jakby właśnie dostał tłuczkiem w głowę i stracił nie tylko wszystkie zęby, ale też każdą sensowną myśl. Nie pomagał mu fakt, że Julian znał się z rudą w inny sposób niż Charles Rookwood, a Theodore znał jednego i drugiego, nie wiedząc, że są tą samą osobą. - Sporo rzeczy, tak jakby o tym pomyśleć, jemy wspólnie kebaby, a czemu pytasz? Próbujesz do niej coś tego-ten-terefere-i w ogóle? - Charliemu można by zarzucić wiele rzeczy, ale gdy chodziło o miłość, zazdrość i flirt wydawał się posiadać jakiś dziwny radar. Wciąż nie dawało mu to wyczucia, którego brakowało mu od zawsze. Zasłonił usta w teatralnie dramatycznym geście. - Oh nie, Theo, przepraszam - wydusił z siebie, chciał być poważny, ale parsknięcie mu się wyrwało. Odchrząknął. - Napisałem jej o tym w liście jak pytałem czy się wybiera na Beltane. Ale słuchaj, słuchaj. Jeszcze nic nie jest stracone, możemy wymyślić jakąś wspólną wersję, że wiesz. Uderzyłem się w głowę i to tak naprawdę ty mnie uratowałeś - Lovegood wydawał się dobrym chłopakiem i jeżeli chciał wychodzić z Heather na randki to Charlie nie czuł się w pozycji, aby w jakikolwiek sposób go pogrążać. Heather zapewne by ta sytuacja bardziej rozbawiła niż cokolwiek innego. - Tak, rozumiem, Cami, myślisz o mnie zawsze, nawet gdy jesteś z kimś innym - uśmiechnął się szelmowsko i zauważywszy to nieumiejętne mrugnięcie, zrobił to samo, zupełnie jakby byli komunikującymi się ze sobą kotami, które zamykają oczy, aby wyrazić... cokolwiek, co chcą wyrazić. Zaraz jednak rozmowa została przerwana, bo Rookwood rzucił się w wir rozgrywających się na straganie akcji i podawania ludziom herbaty. Już chciał odpowiadać Cameronowi i wspomnieć, że 'Theo jest zbyt przystojny aby umierać' (w kontekście sytuacji z syreną), ale prąd go również porazić. - Cholera jasna, zawsze wiedziałem, że między nami iskrzy, ale żeby aż tak?! - wyraził swoją frustrację i potrząsnął głową, bo był w szoku. Tyle się działo, że po krótkim flircie Camerona i Theodore'a przestał śledzić ich poczynania z Gio i Geraldine, bo chyba wybuchł by mu mózg. Zwłaszcza, że obejmująca go przez chwilę Sarah poprosiła o pomoc. - Hę? - zapytał rozkojarzony, bo wciąż myślami był przy porażeniu prądem, ale zaraz połączył fakty. - O... Oooh. - wydał z siebie przeciągły dźwięk zrozumienia i nalał herbaty reszcie osób, które za nią zapłaciły. Poczekał aż Eunice odejdzie od straganu żeby szturchnąć Sarę lekko w bok. - Może nie jestem ładną blondynką, ale mogę ci zawsze wrzucić wianek na pal - uśmiechnął się pod nosem. - Camii, a ty komu chcesz wrzucać wianek??? - zawołał do Lupina, ktory wydawał się pochłonięty rozdawaniem swoich czekoladek. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Nora Figg - 18.03.2023 Była zadowolona, że Erik nawet nie próbował oponować i wziął torbę, którą wypełniła pączkami. W końcu powinno się dbać o tych, którzy pilnowali tutaj porządku. Niech stróże prawa również mają coś z życia. Panna Figg sprzedała większość ciastek, zrobiła porządek na stoisku, bo tego potrzebowało po tym dosyć intensywnym czasie. Kiedy wszystko wyglądało w miarę, przynajmniej na pierwszy rzut oka postanowiła odezwać się do swojego kota. - Salem, czy będziesz miał coś przeciwko temu, jeśli pójdę zobaczyć, jak się ma sprawa z tymi wiankami? - Miała nadzieję, że nie. Zresztą kocur raczej nigdy nie oponował, gdy go o coś poprosi. - Ktoś musi zostać i przypilnować stoiska, ewentualnie sprzedać tę resztkę naszych słodkości. - Wierzyła, że pozbędą się wszystkiego i nie będą musieli wracać z tym do Londynu. - Jakby był jakiś problem, to przyślij kogoś po mnie, wrócę jak najszybciej się da. - Powiedziała jeszcze, gdy zaczęła się oddalać w kierunku wysokich pali. Postać opuszcza sesję
|