![]() |
|
[Litha 1972] Krąg ognisk - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +---- Dział: Stonehenge (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=149) +---- Wątek: [Litha 1972] Krąg ognisk (/showthread.php?tid=2316) |
RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Hades McKinnon - 17.12.2023 Ta moja zaborczość w mgnieniu oka się rozwiała, jak gdyby nikt nie był w stanie odebrać mi Persephony, bo ona już była moja i pozostanie nią na zawsze, niezależenie od tego, czy będę żyw, czy zmartwychwstanę, czy może jednak stanę się definitywnie martwy. Cóż, tych drugich opcji nie zamierzałem dziś sprawdzać, bo pomimo tłumów, wszystko miało przebiegać w jak najlepszym porządku. Ba!, ponownie miałem obok siebie małżonkę, więc nie czułem już tej wszechogarniającej pustki, braku, ciszy. Przyzwyczaiłem się do tego, że przeważnie była obok mnie, że mówiła do mnie przyciszonym tonem albo obserwowała w milczeniu moją osobę. Ale, cóż, była. Uśmiechnąłem się do niej. Wyglądałem trochę tak, jakbym knuł coś niedobrego. Wiedziałem, że wciąż była na mnie wściekła za to, że zniknąłem. Wiedziałem jednak również, że czuła w związku z moim powrotem tę samą ulgę co i ja. Aby, kurde no, nie podobało mi się to jej nazwisko. Co to za głupota była z tą zmianą? Wpatrywałem się w Persephonę, a ona wpatrywała się we mnie. Była prześliczna. Taka rządna władzy, tak uroczo niska, taka moja. Chwyciłem ją za podbródek, żeby przywitać jej usta kolejnym pocałunkiem. Byłem cholernie chory, kiedy nie mogłem na nią patrzeć, kiedy nie mogłem ściskać jej ciała, widzieć tych oceniających oczu. Najchętniej znowu zamknąłbym się z nią w sypialni i najlepiej stamtąd nie wychodził, ale socjalizacja i te sprawy, poza tym trzeba było nieco ochłonąć, nabrać siły, energii, przyjąć w siebie trochę kalorii. - Księżniczko - wyszeptałem jej w twarz, powtórzyłem głośniej, jeśli nie było za bardzo mnie słychać przez te tłumy. - Schlebiasz mi - zaśmiałem się, choć z tym zwyrolem, z tym Nokturnem, to różne bywały ścieżki i w różne strony. A też po drodze bywałem człowiekiem trochę uczonym, trochę rozważnym, ale też trochę narwanym. Po prostu człowiek srający wielobarwną tęczą! To ja! - Ty wiesz - zacząłem, pozwalając sobie na bezwstydne objęcie jej. Wielkimi rękoma. Te drobne plecy obleczone w bezduszny, ciemny gorset. Persephona. - Że ja ciebie już nie zostawię. Nigdy cię nie zostawię - mruknąłem do niej, patrząc na jej pełne usta, bladą twarz, przymrużone oczy. Nawet dotknąłem paluchem tych ust. Zastanawiałem się, co sobie myśli, ale wydawało mi się, że jej spojrzenie nieco zelżało, już nie kurwiło na mnie za krzywdy ostatnich lat. Tak, byłem winny, ale nie chciałem by zaprzątała tym swoją mądrą główkę. - Rozkoszuj się, duszko. Myślę, że nie bez powodu nasze wianki są z lawendy i werbeny - odparłem porozumiewawczo. Były częstym składnikiem eliksirów, szczególnie tych kojących, a ich użytkowanie było znane już od starożytnych czasów. Nalewki, amulety, rytuały. - Złap swój wianek mocno, bo szkoda go zgubić i idziemy coś zjeść - uprzedziłem ją, po czym pochwyciłem ją w pasie by przerzucić sobie przez ramię. Niech mnie potem za to zjada, a nie za jakieś ewakuacje za granicę. Odstawić ją miałem zamiar dopiero pod budką z czymś najsmaczniej pachnącym, więc obawiałem się, że z mięsem...? RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - The Beast - 18.12.2023 Z każdą mijającą minutą czuła jeszcze bardziej, że nie powinno jej tutaj być. Nie wiedziała w co oni grają między sobą, ale zdecydowanie nie chciała być w to mieszana. Czuła się jak ostatnia idiotka, bo nie miała pojęcia, co się dzieje. Nie znosiła takiej bezradności. To nie był jej dzień, tak bardzo, że miała ochotę odwrócić się na pięcie, wyjść stąd i zamknąć w klatce z lwami. Przynajmniej nie musiałaby już z nikim rozmawiać. Miała wrażenie, że od momentu, w którym sięgnęła po portfel Rookwooda minęły wieki, przynajmniej tak wiele się wydarzyło. Dopiero wspomnienie o tym, że Cain zapamięta jej zeznania przypomniało Fiery od czego się to zaczęło. Kiwnęła jedynie głową, żeby dać znać, że zrozumiała. Nie do końca chyba miała ochotę w tym momencie rozmawiać z kimkolwiek. Kiedy jednak Cain wspomniał o tym, że jest dla Edga nikim... tego było za wiele. - Weźcie się może między sobą dogadajcie, kto jest kim i tak dalej, mnie to nie obchodzi. - Nie podobało jej się to, że ta rozmowa przebiega w ten sposób, przecież gdyby był nikim, to by o tym nie wspominał? Czyż nie, przynajmniej tak podpowiadał Fiery jej mysi rozumek. - Jak niby miałam cię złapać, co? - Ton jej głosu wszedł na wyższe rejestry, bo tego było za wiele. Jeszcze Flynn wepchnął jej ten jebany guzik i włosy z klaty do ręki. Miała wrażenie, że zaraz się tutaj pobiją, jak przystało na dwójkę wkurwionego rodzeństwa, tyle, że nie było to odpowiednie miejsce, no i nie miałaby z nim szans. Zgniótłby ją jednym ciosem. - W nosie mam tego starego dziada. - Zamknęła jednak w dłoni podarki od brata, bo czuła, że ktoś o odpowiednich umiejętnościach może zrobić z tych drobiazgów pożytek. Zamierzała się zemścić na tym dziadzie za popsuty sabat, bo to wszystko to była jego wina. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - The Edge - 18.12.2023 Cain niby się uśmiechnął, ale Edge już zdążył się w jakimś stopniu obrazić, więc lustrował go wzrokiem z pewną dozą dystansu. Normalnie by się z nim przekomarzał, może nawet celowo z nim pokłócił. Najlepiej tylko po to, żeby go na siebie nakręcić jeszcze bardziej - to dopiero byłaby dobra zabawa, gdyby mógł zobaczyć, jak szybko da się ściągnąć ten mundur będąc wybitnie wkurwionym. Ale stała tutaj Fiery niebędąca tego częścią, a on się w takie rzeczy najłatwiej bawił w cztery oczy. No i reagował krytycznie na próby wbijania szpilek w jego rodzinę - każdy kto miał siostrę wiedział, że żarty z siostry były zabawne kiedy ty je mówiłeś, a nie kiedy mówił je twój nie-do-końca były chłopak. - Ah no tak. Fiery, poznaj Nikogo. A ciebie nie ma kto poznawać. - Pociągnął ten dowcip, chociaż wiedział, że ta biedna Fiery chuja rozumiała. No bo jak miała to zrozumieć inaczej niż jakąś sprzeczkę dwójki idiotów? - Jak zaklepujemy role, to ja chcę być Oliver Twist. Ty możesz być Dodger. - Nie rozumiała też zapewne nawiązania do Dickensa. No ale trudno, jeżeli go o to kiedyś zapyta, to jej da tę książkę do przeczytania. Zachowywał się może jak skończony buc, ale Bellowie byli dla niego ważni - nie chciał wykluczać jej z rozmowy, wciąż obejmował ją ręką, chociaż złapał ją tylko w ramach dowcipu. Puścił ją w momencie, w którym Cain zaczął bawić się kajdankami. Głupio się chwalić, ale Edge znał ich dokładny model. W zeszłym roku używał ich przy występach, w których z zawiązanymi oczami musiał otworzyć je trzymanym w zębach wytrychem, wisząc do góry nogami na łańcuchu nad wielkim zbiornikiem pełnym wody, z każdą sekundą opadając coraz niżej. Chociaż było to bardzo dramatyczne i Fiery dobrze grało się do tego na dudach, z jakiegoś powodu akrobatyczne ujęcie Pięknej i Bestii przyjmowało się nieco lepiej. - Mocne - powiedział, patrząc na niego, z rękoma splecionymi na wysokości klatki piersiowej, brzmiąc nieco bardziej flirciarsko, niż pierwotnie chciał. To prawdopodobnie przez to, że kiedy wyobrażał sobie bycie skutym przez jego kuzyna, zamierzał pisnąć jak głośno i pornograficznie jak tylko potrafił, chcąc ośmieszyć Rookwooda do granic możliwości tego sabatu. - Lepiej działają na mnie groźby ze szczotką do włosów. - Bo po czesaniu wyglądał jak pudel. ...stała tuż obok tego aurora? Wywrócił oczami. A może tak było lepiej, może chciał upaść właśnie na niego. - Już przestańcie z tym starcem, miał góra sto dwadzieścia lat. - Miał nawet takie super inteligentne przemyślenie, że może nie powinien dawać jej tego guzika, skoro mieli mieć przez to wszyscy problemy, ale... No przyszła ta Szeptucha. - Jak tam trybiki, kręcą się? Żona pana Rookwooda - tak, tym mianem określił Szeptuchę właśnie - cię tak wytrąciła z równowagi, czy rozkminiasz w głowie hipotezę Poincarégo? Hedonizm to ja, asceza to Jim. Kumasz to, czy potrzebujesz definicji? Chociaż nie mógł nie zauważyć reakcji Caina, bo się na niego gapił niemal nieustannie, to nie powiązał jej w żaden sposób ze swoją super wróżbą. Bogaty kochanek? Który? Jego siostra nawet nie drgnęła, czemu on by miał? I dlaczego miałby się przejmować wróżbą od losowej, sabatowej wariatki? Ta jego brzmiała nieco bardziej dramatycznie, więc uniósł brew pytająco. No ale on od razu chciał sobie iść...? - Moja sugestia jest taka, że idziemy wypalić blanta, którego mam w kieszeni słuchając nowej płyty Davida Bowiego. - Zwrócił się do Fiery. - No, chyba że Nikt jednak nie wraca do pracy i chce zaszyć się w tamtym zagajniku? RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Albert Rookwood - 19.12.2023 Gdy Chester wspomniał "wujka", Albert potrząsnął głową, jak wyrwany ze snu. Gry, nagrody, maskotki, jednorożce? Oczywiście, nie ma sprawy! Pomógł doczyścić palce młodszego wnuka stryjecznego i wziął go na ręce, z niemrawym uśmiechem przysłuchując się słowom Camille, która postanowiła tymczasowo się ulotnić. – Kocham cię – szepnął do brata, zupełnie nie patrząc mu przy tym w twarz. Nagle poczuł ciężar obcej dłoni na swoim ramieniu. Z zaskakująco intensywnym oburzeniem odwrócił głowę do Szeptuchy, której prezencja sama w sobie wydawała się go wybitnie obrzydzać. – Zostaw mnie, prukwo jeb-... – urwał, przypominając sobie o małym, niewinnym Convenie, którego dalej trzymał przy piersi i który niewątpliwie słyszał całą tę rozmowę. Lawenda, Róża, Mak? To musiały być imiona nowych dziwek Rena. Dziwki kłamią, zrobią wszystko dla pieniędzy i mają jakieś problemy z głową — absolutny standard, po co w ogóle mu to mówiła? To jakaś forma nachalnej reklamy? Szczęście, że starucha szybko się odczepiła; ledwo powstrzymał się od splunięcia za nią. – Chester, jak ty ich nazwałeś? "Odszczepieńcy"? – rzucił kpiąco i zaśmiał się z własnych słów. Nim zdążyli wyruszyć ku straganom, odnalazł ich Augustus wraz z żoną. Kiwnął głową przystrojoną w bylicowy wianek w ich kierunku i posłał im krótkie pozdrowienia, uśmiechając się szeroko. Wciąż miał w spojrzeniu tę niepokojącą lekkość, nietrzeźwość niemal. – Mam nadzieję, że dobrze wam zleciało – powiedział, ostrożnie przekazując bratankowi trzymanego na rękach pięciolatka. – Postaramy się uwinąć w trymiga. Poklepał Chestera po plecach i marszem ruszył ku najbliższej atrakcji, strzałom z procy. Dłuższą chwilę spędził, stojąc w milczeniu w kolejce i penetrując zakamarki swoich starych, ciepłych od promieni wakacyjnego słońca wspomnień. Uśmiech spełzł mu z twarzy dopiero wtedy, kiedy musiał zacząć nerwowo wygrzebywać z kieszeni zaśniedziałe drobniaki, żeby zapłacić za przyjemność posiadania mglistej szansy na wygranie maskotki dla dzieciaka. 3 x aktywność fizyczna [roll=N] [roll=N] [roll=N] RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Chester Rookwood - 20.12.2023 W jednym Camille miała rację, sugerując spędzenie im czasu z wnukami - tym, że rodzina zawsze powinna być na swoim miejscu. Chester dbał o rodzinę w swoich standardach. Obejrzał się na przechodzącą obok niego kobietę, uchwyciwszy posłane mu spojrzenie. Nie odwrócił głowy, utrzymując z nią kontakt wzrokowy. Poczuł też kobiecą dłoń przesuwającą się przez jego biodro i to przesądziło sprawę poprzez poruszenie właściwej struny we właściwym momencie - przełomowym biorąc pod uwagę fakt podejmowanych przez niego decyzji. Zainteresowanie ze strony pięknej kobiety było kolejnym czynnikiem utwierdzającym go w przekonaniu, że to była właściwa decyzja. Odchodząca Camille mogła być pewna, że zamierzał ją odnaleźć, gdy tylko przekaże wnuki pod opiekę swojego syna i synowej. Całkiem dogodną alternatywą wydawało mu się pozostawienie chłopców ze swoim bratem, który bardzo zaangażował się w opiekę nad dzieciakami. Ze słów blondynki wyglądało, że powinien szukać jej w pobliżu ognisk. — Co za wylewność z twojej strony, bracie. Cieszą mnie twoje słowa. — Wyszeptał w odpowiedzi na to wyznanie. On też darzył braterską miłością swoje rodzeństwo, okazując to im na swój sposób. Nigdy nie był przesadnie wylewny, jeśli chodzi o okazywanie uczuć. Zatracanie się w czarnej magii miało swoją cenę. Cenę, którą gotów był zapłacić za potęgę, jaką ona gwarantowała. — Widzę, że Szeptucha zaszczyciła cię uwagą. — Chester posłałby bratu krótkie, znaczące spojrzenie gdyby ten się nie zreflektował w kwestii wyzywania Szeptuchy przy Convenie. Z pewnością jego bratu udało się poszerzyć zasób słów jego wnuka i będzie musiał zwrócić na to uwagę Augustusowi i Imogen aby chłopiec nie zaczął się często posługiwać tym słowem zanim będzie w stanie zrozumieć jego znaczenie. Jest na to jeszcze za młody. Dopiero przed rozpoczęciem przez nich nauki w Hogwarcie jego wnuki powinny poznać znaczenie słowa szlama i powinni czuć się lepszymi od uczniów mugolskiego pochodzenia. Postanowił nie komentować wygłoszonej przez wieszczkę przepowiedni, jedynie samo spotkanie Eryka z nią. Podobno wypowiedziane przez szaloną kobietę słowa zdawały się sprawdzać, jednak sam nie miał dotąd możliwości przekonania się o tym na własnej skórze. Nie będzie sugerować swojemu bratu tego, że powinien potraktować ją poważnie i rozważnie wybrać Kwiatuszka, z którym ten zapragnie się zabawić. Nawet gdyby miał taki zamiar to nie była to rozmowa, którą powinni odbyć w obecności dzieci. — To nad wyraz łagodne określenie na nich. Niektórzy z nich nie powinni mieć wstępu na jakikolwiek sabat. — W głosie Chestera pobrzmiewała wyraźna niechęć i echo niedawno odczuwanej irytacja. O ile sam mężczyzna roszący ich wodą nie wydawał się być niebezpieczny, a Szeptucha stanowiła stały element każdego z sabatów, to tamta dwójka złodziei - obscenicznie ubrany mężczyzna i jego towarzyszka o lepkich dłoniach bardzo zapadli mu w pamięć i to o nich mówił. Jak przyjdzie w dniu jutrzejszym do pracy to zainteresuje się tym, czy trafili tam, gdzie ich miejsce - do aresztu. Jeśli jakimś cudem uniknęli tego to zadba o to, aby taka sytuacja się nie powtórzyła. Dołączenie do nich Augustusa wraz z żoną bardzo zadowoliło Chestera. Po pierwsze się spotkali w gronie rodziny, po drugie oznaczało to, że jego syn niejako zwolni go z opieki nad wnukami, których jako przykładny dziadek rozpieszczał słodyczami i który zgodził się spróbować wygrać dla nich maskotki. Sytuacja uległa zmianie wraz z ewolucją jego planów na resztę sabatu. Idąc w ślady brata, skinął im głową. — Powiedziałem twoim synom, że razem z wujkiem spróbujemy wygrać dla nich maskotki. — Sprostował słowa swojego wnuka. Składanie obietnic bez pokrycia nie było w jego stylu. Jeśli uda się im wygrać to bardzo dobrze, uszczęśliwią chłopców. Jeśli przegrają to chłopcy dostaną od nich cenną lekcję, że nie zawsze w życiu wszystko się udaje. O ile sam Chester wychodzi z założenia, że cel uświęca środki i że nic nie w stanie go powstrzymać przed osiągnięciem postawionych sobie celów, to nie zamierzał na oczach wszystkich uczestników sabatu sterroryzować organizatorów tych atrakcji po to aby uzyskać maskotkę dla dzieciaka. Ta zasada znacznie lepiej oddawała to, ile jest w stanie zrobić dla walki o świat mugoli i mugolaków zdominowany przez czarodziejów czystej krwi. — Dobrze, że dzisiaj wypadł mi dzień wolny to mogłem ich zabrać ze sobą. — Zwrócił się do syna, po którym naprawdę było widać, że jest zmęczony. Pomimo tych wszystkich niewygodnych dla niego wydarzeń, jego obecność na tym sabacie miała swoje dobre strony. Podążył za bratem w stronę stoiska z najbliższą atrakcją, jaką było strzelanie z procy do ruchomych tarcz. Sięgając do wewnętrznej kieszeni marynarki wyciągnął swoją sakiewkę i zapłacił za siebie. Po uiszczeniu opłaty i schowaniu mieszka na swoje miejsce, otrzymał procę i trzy pociski. Po nałożeniu ich na miseczkę prochy zamierzał zacząć strzelać do ruchomych tarcz. Wygranie jakiejkolwiek powinno wystarczyć chłopcom. Rzucam 3k100 na AF, strzał z procy [roll=N] [roll=N] [roll=N] RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Leviathan Rowle - 20.12.2023 Nawet jeśli Sarah na jego ewentualną pomoc po potknięciu gotowa była machnąć ręką, to kiedy tylko straciła równowagę, próbował jej jakoś pomóc. Odruchowo wręcz, ciągnąc ją lekko za rękę, drugą próbując pochwycić ją za łokieć i tym samym przywrócić jej chociaż odrobinę stabilności, którą zakłóciła ta podstępna kępka trawy, na którą przed chwilą wpadła. Kiedy tak łapał te Macmillan, to mimowolnie myślami powędrował do Septimy, którą jeszcze nie tak dawno w podobny sposób do siebie przyciągał, ale o wiele bardziej gorliwie chcąc ją od tego upadku uchronić. Przez chwilę minę miał nietęgą, ale to szybko się zmieniło, w odpowiedzi na zniknięcie Murtagha, który do tej pory krążył dookoła nich niczym sęp. Niby nie spędził w ich towarzystwie długo, ale to całkowicie wystarczało Leviathanowi na cały dzisiejszy dzień i gdyby to od niego miało zależeć, unikałby starszego brata Sary do końca święta. Nie wątpił, że w każdych innych okolicznościach, pewnie dobrze by się z nim dogadywał i o wiele chętniej szukał wspólnych tematów do rozmowy, bo w gruncie rzeczy, Murtagh wyglądał na sensownego człowieka. Takiego, którego nawet opłacało się znać. - Absolutnie nie - odpowiedział krótko, pewien że i tak zaraz mu sama powie, co takiego ten jej krwawnik znaczył. I nie przeliczył się. Uśmiechnął się do niej lekko, chociaż może odrobinę krzywo, mieląc w głowie myśl, że lepiej gorzej tego dnia nie mogła dzisiaj trafić, skoro miał jej się oświadczać. Może był to jakiś znak od losu. Albo od Agathy. - Nie znam się zbytnio na roślinach, ale w takim razie, co znaczą kwiatki wplecione w mój wianek? - zapytał, wskazując palcem na swoją głowę i pyszniące się na niej fioletowe kwiatki werbeny. - Nie chodziłaś na jakieś święta czy festyny, gdzie organizatorem nie był twój kowen? - zainteresował się, przyglądając jej nieco uważniej. - Nie wiem, jakiś jarmark na Pokątnej? - czy cokolwiek innego, urządzanego ku uciesze społeczeństwa z okazji świąt mniejszych lub większych. Po prawdzie też, trochę podejrzewał, ze może żartowała, ale jednocześnie kiedy tak na nią patrzył, wcale nie był tego do końca taki pewien. Może ją mama trzymała pod takim kloszem, albo tak angażowała we wszystkie zajęcia kowenu, że nie miała na nic innego czasu. - Zdecydowanie zbyt rzadko - parsknął, nawet nieco rozbawiony. Brakowało tylko, żeby wysupłała zaraz z kieszeni kasztan i rzuciła mu go pod nogi, żeby zaraz zapytać, czy to jego. Albo żeby on zrobił tę sztuczkę. - W każdym razie. Gdybyś dzisiaj nie musiała spędzać czasu ze mną, to czym byś się tutaj zajmowała? RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Cain Bletchley - 21.12.2023 Sceptyczne spojrzenie. Spowodowane czym? Tymi głupimi "żarcikami"? A, bo tego Cain nie wiedział i nie rozumiał - jak to jest mieć rodzeństwo. I jak Flynn zachowuje się przy "rodzeństwie". Czym w ogóle to rodzeństwo było dla niego. Bo pojęcie "rodziny" w rozumieniu cyrku było dla niego abstrakcyjne. Z tymi ludźmi przecież nie łączyły go więzy krwi. Bo nie łączyły... tak? Czy może jednak? Nawet sam Flynn w cyrku, choć przecież tam siedział, tam występował, tam się pokazywał, ciągle kłócił się z jego wspomnieniami. Był czymś nowym, czymś niepoznanym. Czymś do odkrycia. Tylko jak zawsze rodziło się pytanie - czy na pewno chcesz wiedzieć? Na pewno chcesz wnikać, w te relacje zagłębiać, w ten świat, który powinien być trzymany z dystansem? Jednak to jego spojrzenie wywołało coś. Reakcje zwrotną, sprzężenie powietrza, albo jakiś inny Armagedon. A w zasadzie było to po prostu spojrzenie. Bardziej uważne, przez moment skupione mocno na tym konkretnym odczuciu, które zostało nadane przez Flynna i od niego wyszło. Skakała tutaj dziwna atmosfera. Nie potrafił dokładnie nakreślić jej źródła - chyba głównie dlatego, że były aż trzy. A potem dotarło czwarte w postaci Szeptuchy, która równie szybko się ulotniła. Mieszały się ze sobą i tworzyły dziwaczną mieszankę. Dość nieprzystępną, jeśli Cain miałby się na ten temat wypowiadać. Złożoną z jego lekkiej irytacji, zdenerwowania Fiery i poplątanych emocji Edga, który starał się dozować słowa, jakie cisnęły mu się na język. Nawet nie miał o tym pojęcia - jak wiele myśli Flynn poświęcał temu, że Cain zapamięta. Że każda budowana chwila mogła się obrócić w coś okropnego, co będzie krążyło po głowie do końca, tylko za sprawą paru niepotrzebnie dodanych słów. Nie wiedział. Chyba spojrzałby z podziwem na czarnowłosego, gdyby ta wiedza została mu nadana. Za każdym razem, kiedy Flynn zaczynał rzucać "mądrymi hasłami" (ja te o hipotezie Poincarego) można się było zadziwić, co w tej głowie siedzi. Aż kusiło zapytać - bo kurwa Cain nie miał pojęcia, co to za Poincary i jego hipoteza) - ale Bóg da i pozwoli, więc zapyta potem. Wszystko można było odłożyć "na potem", jeśli tylko nie zapominałeś, żeby w tej przyszłości, która miała nadejść, finalne pytanie zadać. Chyba dostatecznie popsuli sobie już humory w tym dziwnym trójkącie, żeby stwierdzić, że wystarczy. A przynajmniej do takiego wniosku dotarł sam Bletchley. Szczególnie, że trójkąty nie lubiły kolejnych kątów, a Szeptucha ewidentnie swoje chciała tu wtrącić. No i wtrąciła. Co z tego przyszło... chyba Fiery ani Edge nie byli tym przejęci. Ani trochę. Za to w głowę Caina wbiło się to jak szpila, gwóźdź, który zaczął wiercić i wbijać się głębiej, chociaż starał się go złapać, zracjonalizować i odrzucić na bok. Najpierw tylko musiał go wyrwać. Miał taką małą obawę, że to się nie uda. I że chwilowo złapie małą paranoje na mugolskie samochody, co stanowiło niemały problem, kiedy nie mieszkało się w czarodziejskiej dzielnicy. - Miłej zabawy. - Potwierdził tylko swoje odmeldowanie się z tego miejsca. Pokręcił się jeszcze to tu, to tam, zajrzał w płomienie, nim w końcu ulotnił się z polany. !płomienie Postać opuszcza sesję
RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 21.12.2023 Cain BletchleyGdy tylko znajdujesz się blisko ogniska, jego rozgrzane języki formują okrąg z rozedrganymi płomieniami - słońce. Wypełnia cię radosne podekscytowanie w związku z oczekiwaniem na coś, co ma wydarzyć się wkrótce. Nie nie jesteś w stanie określić czym to dokładnie będzie, jednak intuicja poopowiada ci, że będą to dobre wieści.
RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Rowena Ravenclaw - 22.12.2023 Heather i CameronW oślepiającym słońcu trudno było dostrzec blaski reporterskich fleszy; jeśli jednak uważnie obserwowaliście otaczających was ludzi, mogliście wśród nich zobaczyć młodą kobietę z notesem i towarzyszącego jej mężczyznę w średnim wieku z aparatem. Jej twarz może wydać się Heather znajoma; jeśli wytęży nieco swój umysł, rozpozna w niej dziennikarkę Czarownicy, która jakiś czas temu chciała zrobić z nią wywiad. Czyżby największy magazyn plotkarski w magicznej Wielkiej Brytanii chciał o was napisać? SeptimaW jednej chwili widziałaś przed sobą tłum czarodziejów, w następnej miałaś przed sobą przerażającą twarz Szeptuchy. Jej nagłe pojawienie się z pewnością musiało być dla ciebie wielkim szokiem, być może nawet napełniło cię lękiem, lecz jakaś niewidzialna siła trzymała cię w miejscu i nie pozwoliła ruszyć się z miejsca. — Uczucia wypalają się jak świece; z twoim będzie tak samo. Wkrótce pojawi się nowa iskra; dzika, niebezpieczna i brudna. Bądź ostrożna. Gdy zamrugałaś oczami, jej już nie było. AvelinaPoczułaś dłoń zaciskającą się na twoim ramieniu, a zaraz potem Szeptucha odwróciła cię w swoją stronę i ujęła twoją twarz w swoje dłonie. Mogłaś poczuć jak jej długie paznokcie wbijają się w twoją skórę, jednak nie na tyle, by zrobić ci krzywdę. — Każdego dnia zło rośnie w siłę. Jeśli nie chcesz, aby cię przygniotło, musisz popracować nad defensywą — oświadczyła tonem, który można uznać za troskliwy, po czym odwróciła się na pięcie i odeszła. Philip i Logan— Czy to Philip Nott? — usłyszeliście za sobą cienki piskliwy głosik. Chwilę potem otoczył was tłum przekrzykujących się czarodziejów. Każdy chciał autograf (jeden chłopiec nawet prosił o to, aby Philip, ku rozpaczy jego matki, podpisał mu się na nowej śnieżnobiałej koszuli), zdjęcie ze swoim idolem, uścisk jego dłoni, czy po prostu zamienić z nim kilka słów. Gdzieś błysnął flesz - to dziennikarz dwutygodnika Złoty znicz. I kolejny, tym razem redakcja Czarownicy. Ktoś wcisnął do ręki Philipa wizytówkę, jakaś młoda czarownica pytała o adres do korespondencji. Chaos nie ominął również Logana, który także został poproszony o autograf i zdjęcie. I to by było na tyle ze spokojnego świętowania Lithy dla Nottów... Zapada zmierzch...Niebo przybrało różany odcień, gdy słoneczna tarcza zaczęła zniżać ku zachodowi, zaś powietrze zrobiło się przyjemnie chłodne. Nad łąkami wokół Stonehenge pojawił się mleczny woal mgły, gęstniejący z każdą chwilą, zdający się pełzać w stronę kamiennego kręgu. Właściciele straganów powoli zamykali swoje biznesy, pakując cały swój dobytek do magicznych wozów i samochodów. Tłum też zdawał się przerzedzić; tylko sylwetki nielicznych czarodziejów, wśród których wiodły prym kapłanki kowenu Whitecroft majaczyły wokół ognisk. Po zmroku miał rozpocząć się rytuał... W tym miejscu udział Mistrza Gry się kończy. Dziękuję wszystkim za udział w wydarzeniu Temat zostanie otwarty do końca roku, abyście mogli dokończyć swoje fabuły. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Perseus Black - 22.12.2023 Zawsze się trochę histeryzuje. Perseus należał do ludzi bardzo namiętnych; jeśli nienawidził, to cały płonął ogniem gniewu, jeśli był zakochany, to śmiertelnie i na zawsze, a jeśli wpadał w panikę, to z trudem udawało mu się ją opanować. Tak było i teraz - być może na zewnątrz Perseus sprawiał wrażenie spokojnego, jednak od środka trawił go lęk i nieznośna niepewność. Podróż? Skoro i jej płomienie przepowiedziały wyjazd, to nie pozostawało mu nic innego, jak spakować walizkę i wsiąść do pociągu byle jakiego... Z Vesperą u swojego boku. Tylko, czy ona może tak w ciąży? Co z opieką medyczną w podróży? Co jeśli wyjazd się przeciągnie i zacznie rodzić na statku płynącym z Brazylii do Indii? Czy wówczas dziecko będzie miało Brytyjskie obywatelstwo? Jak rozwiązać problem paszportu? Jak będzie wyglądało ich życie na wygnaniu z małym Blackiem wymagającym opieki? Albo nawet dwoma, o czym ani Perseus, ani Vespera jeszcze nie wiedzieli. — Myślisz, że w Indiach mają earl grey? — zapytał pozornie bez związku z tematem ich rozmowy. A może lepsza byłaby Argentyna? Nie, za dużo mugolskich zbrodniarzy wojennych. Podobno, znaczy się. Ale z drugiej strony, kapibary... Jednym z mechanizmów obronnych Perseusa było obracanie całej sytuacji w żart, co nieudolnie próbował zrobić. I tak dywagowałby w nieskończoność nad idealnym miejscem na ucieczkę przed brytyjskim wymiarem sprawiedliwości podróż poślubną, gdyby nie pojawienie się Szeptuchy. Wbił w nią spojrzenie, jakby (lekkomyślnie) wyzywał ją na swego rodzaju pojedynek, lecz wieszczka była zajęta Vesperą, a Perseus mimo chęci nie był w stanie niczego zrobić. Nie śmiał niczego innego zrobić. Kobieta odeszła, a on objął swoją narzeczoną, jakby chciał ją chronić przed konsekwencjami wróżby, jaką przed chwilą usłyszała. "Podwójny trud". Co to właściwie oznacza? Natłok pracy w Ministerstwie? Złe relacje zarówno z Daphne, jak i Polluxem? Że Perseus okaże się dużym dzieckiem (spoiler: czasami tak)? A może... może... Nie, to głupie. — Właściwie, to już nie jestem głodny... Wracamy do domu? — zaproponował. |