![]() |
|
[Litha 1972] Krąg ognisk - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +---- Dział: Stonehenge (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=149) +---- Wątek: [Litha 1972] Krąg ognisk (/showthread.php?tid=2316) |
RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Imogen Rookwood - 22.12.2023 Zacisnęła usta, starając się wyrzucić z głowy obraz Augustusa całującego inną kobietę, jednak bezskutecznie. Wizja ta zdawała się już na stałe przykleić do Imogen, której ciśnienie gwałtownie podskoczyło; zupełnie tak, jakby ta sytuacja wydarzyła się naprawdę. Właściwie, to w jej głowie już się wydarzyła i czuła się dotkliwie zraniona. — Jestem — potwierdziła, ale zaraz odwróciła wzrok. Nie chciała na niego patrzeć, nie chciała z nim rozmawiać i miała wrażenie, że zaraz się rozpłacze, więc patrzyła tylko smętnie w dół, na swoje nogi i te okropnie niewygodne i niepasujące do pleneru buty na obcasie, które założyła specjalnie po to, by wyglądać pięknie w oczach męża, ale skoro on ją zdradzał (a zdradził ją tym, że w ogóle pomyślał o zdradzie i o upokorzeniu jej poprzez całowanie innej na jej oczach), to w pewnym momencie się zatrzymała i zdjęła te buty i szła boso, trzymając je w ręku. Zrobiła się śmiesznie niska (ale nie tak śmiesznie jak wuj Eryk - czy to właśnie wzrost próbował sobie zrekompensować, będąc tyranem dla Anny i Sauriela? W posiadłości Rookwoodów ściany miały uszy, a dokładniej miała je Imogen, która żyła dla dramy; pod warunkiem, że ta, nie dotyczyła jej...) i jednocześnie bardziej bezbronna z tym wielkim wiankiem stokrotek na jej głowie. — Jeśli dowiem się, że masz inną, przywiążę cię do krzesła i zmuszę cię do oglądania jak zabawiam się tą kobietą — wyszeptała gniewnie, sugerując, jakoby jej słowa miały być groźbą. Ale czy naprawdę tak odebrał je Augustus? — A ona zostawi cię dla mnie i nie będziesz miał żadnej z nas! A potem jej twarz złagodniała, gdy zaczepiła jedną z kapłanek i ton głosu stał się łagodniejszy, gdy wdała się z nią w krótką, za to bardzo ckliwą pogawędkę o urokach macierzyństwa i bycia w ciąży (choć żadnej nie znosiła znowu tak fantastycznie). To wystarczyło, by poprawić jej humor. Mały Ramses również ich zobaczył, chyba nawet szybciej, niż Imogen zdążyła zobaczyć ich wszystkich, bowiem wyrwał się spod skrzydeł Chestera i Eryka, podbiegł do matki i objął ją w pasie. — Mamo, mamo, a dziadek ma chłopaka! — zaszczebiotał radośnie. — I dziewczynę! — Nie, nie, skarbie, mówiłam ci już, że wujek Eryk to brat dziadka Chestera, a nie jego chłopak — odpowiedziała, starając się stłumić śmiech; nie widziała przecież jak pijany cyrkowiec rzuca się na jej teścia i uwalnia jego tors gladiatora. Ale dziewczyna? W sensie, kobieta? Rzuciła Chesterowi pytające spojrzenie, ale nic nie powiedziała. Pewnym było, że w najbliższych tygodniach będzie go bacznie obserwować. Przynajmniej znalazła sobie temat zastępczy dla domniemanej zdrady Augustusa. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Cameron Lupin - 22.12.2023 Cóż, gdyby nie to, że musiał się opiekować z Heather tuż po Beltane i podczas jej pobytu w Szpitalu św. Munga, to całkiem możliwe, że Cameron do tej pory zbierałby się po tym, co spotkało go po wywianiu z Polany Ognisk. Po ucieczce z chaty wiedźmy wszystko potoczyło się jednak tak szybko, że na dobrą sprawę nie bardzo miał czas na to, aby przemyśleć, co się właściwie stało. Po prostu robił, co mógł, aby nie dopuszczać do siebie wyrzutów sumienia i nie rozpamiętywać konfrontacji ze złą wiedźmą i jej ghoulem. Na swój sposób Wood trzymała go w ryzach, bo wiedział, że musi się trzymać dla jej dobra. Dla ich dobra. — W-właśnie mi przypomniałaś, że c-chyba c-czeka mnie rozmowa z nią za kilka dni. Ta z g-gatunku jeden na jeden Trafiła w jego ręce koperta z zaproszeniem na drobne zebranie stażystów, jednak na samym dole listu była także wzmianka o tym, że Bulstrode chciała z nim odbyć prywatną rozmowę. Będzie musiał sobie strzelić zieloną herbatę przed tym spotkaniem lub zamówić kolejkę w Dziurawym Kotle. — No wiesz... T-teoretycznie mógłbym ci pomóc. — Podrapał się po szyi, bo zdał sobie sprawę, że w gruncie rzeczy... Też posiadał jakieś tam doświadczenie w prowadzeniu interesu. — Zajmuje się czasem apteką, kiedy nikt nie może siedzieć na zmianie. O ile nie jestem akurat na swoim dyżurze w szpitalu. — Wykrzywił nieco usta w grymasie. — Ale wiesz, przyjmowanie dostaw, aktywna sprzedaż... To też przynosi jakąś tam wiedzę o sytuacji na rynku. Na przykład eliksiry wspomagające zabliźnianie się ran są ostatnio trochę ciężko dostępne. Przesuwając się wraz z tłumem wzdłuż kolejnych stoisk, Cameron nie przykładał dużej uwagi do tego, co się działo wokół niego. Skupiał się przede wszystkim na tym, aby nie puścić ręki swojej towarzyszki. Miał wrażenie, że Stonehenge, zamiast pustoszeć, zaczynało witać kolejnych gości, a naprawdę nie chciałby spędzić następnych kilkunastu minut, próbując się znaleźć z Heather w tym tłumie. Ludzie się zrobili bardziej odważni, pomyślał, rozglądając się najpierw jedną, a potem w drugą stronę. — Myślę, że bułka z kiełbasą będzie okej? — Rzucił Rudej pytające spojrzenie. Nie mieli jeszcze w tym roku okazji wybrać się na żadnego grilla. Zresztą nie było to takie łatwe, gdy większość czasu spędzali w Londynie. A rozpalenie ogniska na balkonie przy Horyzontalnej albo Nokturnie raczej nie było dobrym pomysłem. — Chyba, że chcesz coś bardziej tradycyjnego? Kapłanki na pewno mają jakieś... W tym momencie jego wzrok przesunął się z poruszających się w prawo i lewo ludzi na niepozorną parę, która w przeciwieństwie do znacznej większości gości sabatu, stała sobie na uboczu. Notes i aparat. Dwie główne bronie z arsenału współczesnych mediów i plotkarzy. Uśmiech Camerona nieco się zmniejszył, jednak postanowił nie uciekać. Korciło go, aby znowu zniknąć w pochodzie wraz z Heather, jednak... Może dobrze by było się pokazać? Zwłaszcza gdy po prostu się dobrze bawili, a nie walczyli o życie? — M-mamy ogon — poinformował niemalże beztrosko Wood, gdy ta studiowała wybór dań na stoisku. — Nie wiem, czy P-prorok Codzienny, czy C-czarownica. Albo jakiś niezależny magazyn. — Odebrał z rąk dziewczyny jej pluszowego demimoza. — Gotowa na sesję zdjęciową? Gdy już dostali zamówione przez siebie smakołyki, odwrócili się w stronę swoich małych stalkerów i... Wtedy Cameron ułożył sobie demimoza w rękach, jak małe dziecko i pomachał rączką maskotki w stronę reporterów. A co! Zabawią się trochę ich kosztem. Myśleli, że będą podsłuchiwać ich prywatne rozmowy? Robić zdjęcia z ukrycia? Oni im dadzą dopiero popis. Pytanie, tylko co uczyni Heather. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Heather Wood - 23.12.2023 Wood czuła, że bez Camerona by sobie nie poradziła. Wspierał ją gdy była naprawdę cieniem samej siebie, kiedy po Beltane nie mogła się pozbierać, bo poczuła, że jest słaba, niewystarczająca. Pomógł jej dojść do siebie, był ciągle obok, gdy potrzebowała tego najbardziej. Naprawdę doceniała jego wsparcie i była pewna, że chce, żeby był obok niej zawsze. Nigdy nie była bardziej pewna, żadnej rzeczy w swoim życiu. Miała nadzieję, że myśli podobnie, bo przez te kilka ostatnich miesięcy zbliżyli się do siebie bardzo, tak bardzo, że dla niej nie liczył się już nikt inny. Bała się jednak, że on może mieć inne zdanie, próbowała wyczuć, czy i on nieco zmienił swoje podejście. Wydawało jej się, że przez ten czas bardzo dojrzeli i może też ona sama zaczynała rozumieć, co naprawdę w życiu jest ważne. - Poradzisz sobie z nią, jak ze wszystkim. Wiesz, że jesteś najlepszy, prawda? Masz nigdy o tym nie zapominać. - Nawet podczas spotkań z tą jędzą, co mu tak utrudniała życie. - Dlaczego tylko teoretycznie? - Nie byłaby sobą, gdyby nie zapytała. Wizja wspólnego biznesu wydawała się jej być naprawdę atrakcyjna, chociaż nie do końca wiedziała, co ona miałaby tam robić. Nie była najlepsza w takich rzeczach, pewnie pokłóciłaby się z którymś z klientów i tyle by z tego było, nie miała anielskiej cierpliwości, jak jej ojciec, zdecydowanie bardziej przypominała swoją matkę. - Jakim cudem masz na to wszystko czas Camiś? - Podziwiała go ogromnie za to zaangażowanie, jej by się pewnie nie chciało, a on robił to wszystko z taką lekkością. - Jak widać masz pojęcie o prowadzeniu swojej działalności, jak mi się znudzi praca w BUMie, to będziemy mogli się tym zainteresować, chociaż mam pewne obawy, że wtedy będziesz już bardzo znanym i cenionym uzdrowicielem. - Uważała, że istotne było, aby rozwijał swój dar, wierzyła bowiem, że Lupin jest ogromnie utalentowany i czeka go wspaniała kariera. Będzie się mogła wszędzie nim chwalić. Ruda całkiem zgrabnie przepychała się przez ten wszechobecny tłum. Bardzo mocno trzymała Camerona za dłoń i ciągnęła za sobą, aby przypadkiem go nie zgubić. Szkoda by było, żeby się tu teraz musieli szukać. Chciała właśnie z nim spędzić cały ten czas, nie bez powodu przecież przyszli tu razem. Szkoda, że sabat tym razem był inny niż zazwyczaj, bo chętnie wyruszyłaby w nocy na poszukiwanie kwiatu paproci, Lupin na pewno wiedział, jak on wyglądał, więc mogłoby im to pójść całkiem sprawnie. Byli zupełnymi przeciwieństwami, ale miała wrażenie, że dzięki temu się tak wspaniale uzupełniali i razem mogli osiągnąć wiele. - Może to nie kebab, ale bułka z kiełbasą też nie brzmi źle. - Zresztą kebab najbardziej smakował w środku nocy po porządnej imprezie, a oni dzisiaj byli wyjątkowo trzeźwi. - Nic tradycyjnego, kiełbasa jest dobrym pomysłem. - Znając kapłanki na pewno coś dodały do tych swoich wyrobów, a dobrze jej się spędzało ten dzień z trzeźwym umysłem. Wybrała już nawet kiełbasę, która wydawała się być idealna dla niej. Spieczona niemalże na węgiel, taka jaką lubiła najbardziej, polana keczupem na pewno byłaby wspaniała, jednak wtedy usłyszała słowa Camerona. Ton jego głosu był całkiem spokojny, czyżby przyzwyczaił się do tego, że dziennikarze na nich polują? Przy Heather stawało się to codziennością, musiał do tego przywyknąć. - Mniejsza o to, nie jest istotne skąd są, ważne, że nas zobaczyli. - Musiała dbać o to, aby czytelnicy magicznych magazynów o niej nie zapominali. Może i jej kariera była dosyć krótka, jednak bardzo huczna i zależało jej na tym, aby nadal pozostawała na językach, dobrze jej było z tą sławą. Lupin zabrał jej demimoza, co spowodowało krótkie skonfundowanie na jej twarzy, nie wiedziała dlaczego to zrobił. - Na sesję zdjęciową zawsze jestem gotowa mój drogi. - Szepnęła mu jeszcze na ucho. Nie zamierzała jednak wyjść z kolejki po to jedzenie, w której stali już dłuższą chwilę. Udało jej się dostać tą swoją wymarzoną kiełbasę, drugą wzięła też dla swojego narzeczonego. Dołączyła do niego, kiedy ustawiał się do zdjęcia, swoją drogą wyglądał całkiem słodko z tym demimozem w ramionach, który wyglądał jak wyrośnięte dziecko. Uśmiechnęła się od ucha do ucha, bo ten widok naprawdę ją rozczulił. Tyle, że ona teraz stała przed nim z dwoma bułkami z kiełbasą, cóż, nie pozostawało jej nic innego jak do niego dołączyć, zaczęła machać jedną z kiełbas w stronę reporterów. Na pewno będzie to całkiem urocze ujęcie. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Chester Rookwood - 23.12.2023 Podjęte przez jego brata próby wygrania dla chłopców maskotek zakończyły się wielkim sukcesem, biorąc pod uwagę fakt, że Eryk oddał trzy celne strzały i zdobył dla synów Augustusa i Imogen największego pluszaka. Natomiast jemu poszło dużo gorzej i jedynie wygrał najmniejszą maskotkę. — Wujek wygrał dla was tę ogromną maskotkę. Zastanówcie się, jakie chcecie zwierzę albo magiczne stworzenie. Nie okazałem się tak dobry w tej konkurencji jak wasz wujek i dlatego powinniście poprosić go o to, aby wygrał dla Was drugą taką zabawkę. — Zwrócił się do chłopców, którzy powinni się zdecydować na to o jaką zabawkę ma dla nich poprosić zwycięzca w tej konkurencji. Starając się zapobiec kłótni o różnice w gabarytach zabawki i to, kto powinien zostać jej właścicielem, wplątał Eryka w kolejne próby zdobycia drugiej takiej. — Ta najmniejsza będzie dla waszej siostry. — Zadecydował o tym do kogo trafi wybrany przez niego pluszowy jednorożec. Przekazał go swojemu synowi. Chesterowi zadrgała nieznacznie brew na szczebiotanie swojego wnuka o incydencie powstałym przez częściowo udaremnioną przez niego próbę kradzieży i napastowaniem go przez tego obscenicznie ubranego mężczyznę, którego miał zamiar w dniu jutrzejszym zastać w areszcie. Mruknął z niezadowoleniem. Słowa dotyczące posiadania przez niego dziewczyny również nie miały odzwierciedlenia w rzeczywistości. — Słuchaj mamy, ma rację. — Zwrócił się do Ramsesa odnośnie tego rzekomego posiadania chłopaka. Jest ostatnią osobą, którą można posądzać o utrzymanie seksualnych stosunków z mężczyznami. Sama tego rodzaju myśl napawała go obrzydzeniem. — Moją dziewczyną była wasza babcia. — Postanowił sprostować całą sytuację w sposób zgodny z prawdą, jednocześnie bez ujawniania swoim bliskim tego, że faktycznie poznał piękną kobietę, której zamierzał niebawem dotrzymać towarzystwa. Udzielenie takiej odpowiedzi uchroniło go też przez zadawanymi mu pytaniami, które mogłyby paść gdyby zdecydował się powiedzieć cokolwiek innego. Po dzieciach trudno spodziewać się dyskrecji, jednak liczył na takową ze strony swojego brata. — Wybaczcie, ale muszę was opuścić. — Zwrócił się do swojego brata, drugiego syna, stojącej przy jego boku żony oraz ich dzieci. O planach na resztę tego sabatu zdawał się wiedzieć wyłącznie jego brat i tak powinno pozostać. Przynajmniej do czasu dopóki sam nie postanowi powiedzieć czegokolwiek członkom swojej rodziny. Skinął im głową, po czym oddalił się w stronę ognisk. Zamierzał spojrzeć w płomienie oraz znaleźć w pobliżu ognisk Camille. O ile tam jeszcze będzie. !płomienie RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 23.12.2023 Chester RookwoodW pożodze dostrzegasz dwa skrzyżowane ze sobą w walce miecze; zdaje ci się, że nawet płonące polana trzaskają w tym samym momencie, w którym klingi się ze sobą ścierają. Czujesz, jak wypełnia cię determinacja - twoja walka jeszcze się nie skończyła.
RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Bard Beedle - 23.12.2023 Sprawiedliwość. Wetknęła papierosa między wargi i zaciągnęła się, wpatrując w jęzory ognia, w których ujrzała charakterystyczną dla magów Wizengamotu togę. Miała dziwne przeczucie, że dokona się sprawiedliwość, tylko co ona właściwie oznaczała? Czyż sprawiedliwość nie była inna w kontekście różnych osób? Dlatego między innymi nie przepadała za wróżbami i przepowiedniami: zbyt łatwo można je było zinterpretować na własną korzyść i dokonać złego, pochopnego osądu. Ona nigdy nie była dobra w tego typu rzeczy - zarówno jako dziecko, jak i później nastolatka aż w końcu jako dorosła. Nie potrafiła intepretować takich rzeczy, nie potrafiła odnosić tych przeczuć do własnej sytuacji, aż w końcu nauczyła się je ignorować tak, że zniknęły. Dzisiejszy dzień był wyjątkiem, ale wciąż uważała, że to sprawa wianka, który spowodował znaczne silniejsze odczuwanie wszystkiego wokół, łącznie z dotykiem i zapachem. Miała szczęście, że zdecydowała się ściągnąć wianek z głowy, zanim nie dorwał jej Theon. Jej ręka wciąż drżała, chociaż mniej, niż jeszcze chwilę temu. Wyprowadził ją z równowagi i chociaż przy nim trzymała fason, tak teraz mogła odpuścić i pozwolić, by emocje z niej zeszły. Dobrze wiedziała, że palenie nie pomagało - było tylko zasłoną dymną, sposobem na zajęcie rąk bo już dawno zaobserwowała, że uspokaja ją sam rytuał, a nie gryzący dym, który wciągała w płuca. Adrenalina zaczęła powoli opuszczać jej ciało, mogła pozwolić sobie na chwilę rozluźnienia. Rozejrzała się jeszcze, by upewnić się, że Travers opuścił jej najbliższe otoczenie. Była ciekawa, czy posłucha jej nie do końca dobrej rady i w jakim stanie go zastanie jutro. Chociaż bardzo chciała zająć się tym przypadkiem, to z nieco mściwą satysfakcją obserwowałaby, jak mężczyzna najpierw się spóźnia, a potem nie przychodzi w ogóle. Albo sam przekłada spotkanie. To była nieco szczeniacka próba odegrania się za to, że tak bez ostrzeżenia wtargnął za nią na Lithę. Niby nie była osobą mściwą, ale och - która kobieta nie posiadała w sobie odrobiny złośliwości, jeśli ją ktoś zdenerwuje? Traversa jednak nie dostrzegła, za to mignął jej Chester. Camille rozciągnęła wargi w szerokim uśmiechu i strzepnęła żar z papierosa na ziemię. Zgniotła go butem, bo było tu wystarczająco dużo ognisk, nie potrzebowali dodatkowego, niekontrolowanego pożaru. Ruszyła w jego stronę. - Nigdy nie potrafiłam interpretować znaków od losu - stanęła obok mężczyzny, splatając dłonie z tyłu, na plecach. Nie patrzyła na niego, za to wpatrywała się w ogień, lecz tym razem nic nie dostrzegła. Nie była nawet zdziwiona, tego się spodziewała. - Udało ci się dotrzymać obietnicy, danej wnukom? Zerknęła na Chestera i uśmiechnęła się lekko. Skoro się tu pojawił, to pewnie tak. Dzieci potrafiły być bardzo upierdliwe, jeżeli im się coś obiecało. Mogły tak długo wiercić dziurę w brzuchu, dopóki nie dostały tego, co chciały. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Chester Rookwood - 23.12.2023 Spoglądający w płomienie Chester nie dostrzegł swojego końca, a dwa skrzyżowane ze sobą miecze. Wydawało mu się, że nawet płonące polana trzaskają w tym samym momencie, w którym klingi się ze sobą ścierają. Poczuł jak wypełnia go determinacja. Jego walka nie dobiegła jeszcze końca. Nie należał do osób wierzących we wszystkie omeny. W ten może powinien uwierzyć. Walczył o lepszy, czystokrwisty, wolny od szlam świat i dominację czarodziejów nad mugolami. Dopasowanie tego co ujrzał w płomieniach pod wyznawane przez siebie idee było bardzo dogodne. Nie zmieniało to faktu, że jego zdaniem wróżbiarstwo nie powinno być postrzegane za dziedzinę magii i nie powinno być nauczane w Hogwarcie. Postrzegał jasnowidzów jako oszustów. — Nigdy nie przywiązywałem do tego wagi. Posiadam również ugruntowany stosunek do wróżbiarstwa, jako dziedziny magii i samych wróżbitów. — Na dźwięk głosu blondynki oderwał spojrzenie od ognia, w którym nie widział już nic, odwracając się nieznacznie w stronę Camille. Uniósł kąciki ust w ledwie dostrzegalnym uśmiechu. Nie uważał aby teraz był czas i miejsce na prowadzenie intensywnych dyskusji na temat wróżbiarstwa, tego czy powinno być dziedziną magii i czy powinno być nauczane w Hogwarcie. Byłaby to daremna dyskusja. — W dużej mierze tak... mój brat wygrał dla nich największą maskotkę i dlatego zasugerowałem mu, że powinien spróbować jeszcze raz wygrać taką samą. Ja wygrałem najmniejszą. — Z pewnością sam spróbowałby jeszcze raz, gdyby nie to, że jego plany uległy nieznacznej zmianie. Przez cały dzień zabawiał swoje wnuki, spędzał czas z częścią swojej rodziny. Jeszcze nie dostrzegł w tłumie świętujących Vespery ani Ulyssesa. Nadchodził zmierzch, oznaczający że ta część sabatu niebawem dobiegnie końca. Właściciele straganów powoli zamykali swoje stragany, a pozostali zaczynali się rozchodzić. — Masz ochotę na coś do picia? Stoisko z alkoholami powinni zamknąć jako ostatnie. — Zaproponował swojej towarzyszce. Wcześniej pił wyłącznie piwo, natomiast po zmierzchu to odpowiednia pora na coś mocniejszego - dla niego zawsze ognista whisky w ilości nieprzekraczającej jednej szklanki. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Bard Beedle - 23.12.2023 Tym razem na niego zerknęła kątem oka, lekko unosząc brwi. Ugruntowany stosunek do wróżbiarstwa... Piękny eufemizm na słowa "wróżbiarstwo to jedna wielka ściema", bardzo dyplomatycznie. To, czy dyskusja byłaby daremna, czy nie, wolałaby ocenić sama, lecz mimo wszystko sama nie pociągnęła tego tematu dalej - głównie dlatego, że do wróżbiarstwa miała stosunek dość ambiwalentny i czasu by nie starczyło, żeby wyrazić to, co czuła. Dla niej była to dziedzina magii niezwykle interesująca, lecz zapewne dlatego, że jej nie rozumiała. Może gdyby miała jakiekolwiek pojęcie o niej, to miałaby inne zdanie? Na pewno jednak nie był to temat na rozmowę na sabacie, przynajmniej w jej opinii. Może kiedyś, w przyszłości. Na odpowiedź Rookwooda się roześmiała. - Sugerowanie czegokolwiek przy dzieciach to jak dawanie im obietnicy. Zapewne nie odejdą od stoiska, dopóki nie dostaną tego, czego chcą. Mam nadzieję że brat cię bardzo kocha, podobnie jak twoje dzieci, bo coś czuję, że pod tym względem wszystkie dzieciaki są takie same i przedwczesne odejście do stoiska albo przegrana skończy się płaczem - nie, żeby miała ogromne pojęcie o dzieciach, bo sama ich nie posiadała i chyba jej czas już przeminął, a przynajmniej wszystko na to wskazywało. Nie płakała jednak z tego powodu, dzieci odciągały uwagę od rzeczy, na których najbardziej jej zależało. Wiedza, kariera, wykształcenie i samodoskonalenie - gdyby była mężczyzną, to dzieci by w tym nie przeszkadzały. Była jednak kobietą, więc musiałaby wybrać. Na szczęście los zadecydował za nią, nie podsuwając na czas żadnego dobrego kandydata na męża. A może to ona sama zdecydowała za siebie, odsuwając od swojej kandydatury kolejne osoby? Alkohol... Do niego miała stosunek zgoła inny. Lubiła alkohol, lecz piła go głównie dla smaku - nie odczuwała jego odurzającego działania, można było więc powiedzieć, że Delacour była niezwykle kapryśna jeśli chodzi o dobór trunków, w przeciwieństwie do osób, które piły cokolwiek "byle kopało". - Czemu nie - odpowiedziała z lekkim uśmiechem. Nie była pewna nawet, co tu mają. Czy na sabatach mogła się spodziewać wina? Albo czegoś bardziej wyszukanego? Prawdę mówiąc to Camille nie bywała w takich miejscach zbyt często. Z reguły nie miała czasu, dzisiejszy dzień był wyjątkiem. Ruszyła powoli w kierunku stoisk, zerkając tylko czy Chester idzie obok. Tłum powoli się przerzedził, ale nie oznaczało to, że nagle zniknął. Wciąż ktoś mógł ją popchnąć czy po prostu ich rozdzielić. A wtedy niechybnie stwierdziłaby, że ma dość dzisiejszego dnia i idzie do domu, bo za dużo emocji i wrażeń na jeden dzień. - Na co masz ochotę? Mówiąc szczerze, to pierwszy sabat od lat, na który przyszłam. Wyszłam z wprawy i nie wiem, czego się spodziewać. Próbowała wyczuć, jaką osobą był i jak się w jego obecności zachować. Praktycznie każdy przybierał maski w obecności nowych osób o różnych charakterach - Camille nie była tu wyjątkiem. Po prostu jeszcze nie wiedziała, którą maskę wybrać. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Augustus Rookwood - 24.12.2023 Choć sądziłem, że zażegnałem częściowo spięcie pomiędzy mną a Imogen, to wcale nie byłem chociażby o milimetr bliżej do tego. Nieświadomy mniej lub bardziej, co też moja małżonka ma w swojej głowie, obserwowałem z niechęcią jej fanaberię z pozbyciem się obuwia. Bardzo zresztą nieeleganckie, pozbawione szyku i dobrego smaku, a mimo to szła z butami w ręku, dumnie, jak gdyby nigdy nic. Nie łączyłem tego tak bardzo z mimi występkami, jak z faktem jej bycia w ciąży, co, już miałem niejednokrotnie okazję się przekonać, sprawiało, że potrafiła mieć naprawdę niedorzeczne zachcianki, które w przeważającej większości musiałem znosić, a nawet realizować. Cóż, na pewno nie zamierzałem przejmować od niej obuwia. Niech sobie sama je nosi, a najlepiej na powrót założy na swoje stopy, które, w moim wymagjącym świecie, powinny teraz tkwić na nich i zakrywać ich większość. Bose stopy małżonki powinny być przeznaczone tylko i wyłącznie dla moich oczu... Czemu ona mi to robiła??? Zrobiłem niezadowoloną minę, ale nie powiedziałem nic. Szczególnie kiedy groziła mi zdradą z moją własną potencjalną kochanką. To już kompletnie wydawało mi się być totalną fikcję, bo niby od kiedy moja małżonka miałaby jakiekolwiek dewiacyjne pomysły z kontetem erotycznym. Była niewinną, ale dumną stateczną kobietą, a nie jakąś pierwszą lepszą panienką z pospulstwa, żeby uciekać się do homoseksualnych występków, a jednak... stanął mi przed oczami obraz Imogen z aveliną. Niezbyt intensywnie zarysowany, ale niepokojący. Nie chciałem by się jeszcze kiedykolwiek widywały, a co dopiero dotykały. Nie, nawet nie pozwalałem sobie na jakiekolwiek szczegóły w tym zestawieniu. Po prostu nie. Imogen tylko robiła mi na złość takim gadaniem. Wpatrywałem się w nią, próbując odczytać jej prawdziwe myśli. Nie byłem w stanie przejść do porządku dziennego z jakąkolwiek wizją jej zdrady, czy to z pierwszym lepszym mężczyzną, czy z moją niedoszłą kochanką. Należała do mnie i tak miało pozostać. Nie zamierzałem się nią dzielić z nikim, nawet jeśli miałby to być Ojciec, wuj Eryk czy sam Czarny Pan. Za nic w świecie! I dokładnie to mogła odczytać z mojego spojrzenia, o ie w ogóle się we mnie wptrywała. Ja z kolei w nią usilnie, bo nie chciałem znowu spojrzeć w kierunku Aveliny. Widziałem ją z tym Alexem, szli ramię w ramię, co prawda, Avelina nie była zbyt zadowolona, wręcz przeciwnie - smutna, ale jednak ktoś tam obok niej był i cholernie mnie to wkurwiało. Miałem ochotę coś zniszczyć, nawrzeszczeć, a najlepiej iść i zbić tego typa na kwaśne jabłko, ale niestety musiałem trzymać nerwy na wodzy, choć nie było mi z tym po drodze. Próbowałem więc to wszystko przelac w innym kierunku, szczególnie że Imogen była tuż obok, robiła jakieś fochy, była w ciąży, a Ojciec wciskał mi w ręce pluszowego jednorożca. Na moment straciłem wątek, ale w końc połączyłem fakty. Pokiwałem głową. - Chyba wuj nie ma wyjścia - odparłem, lustrując go błagalnym spojrzeniem. Ptrzebowałem się stąd ewakuować w trybie natychmiastowym, bo nie ręczyłem za siebie. Zaraz wybuchnę i tyle będzie z renomy, z godnści, z bezkarnego życia. Pogrążę się przez małżonkę albo kobietę, która nawet mnie nie chciała. Chociaż ostatecznie sam postanowiłem spróbować swoich sił, na czymś się wyżyć, a może przy okazji również przyspieszyć wygraną. Albo bardziej się zirytować. Zapłaciłem i rzuciłem. Rzucam na AF [roll=N] [roll=N] [roll=N] RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Avelina Paxton - 25.12.2023 Uśmiechnęła się do niego delikatnie i skinęła głową. Czuła ulgę, że Alexander nie drążył tematu, że nie prosił o wyjaśnienia i na siłę nie doszukiwał się powodu zmiany jej nastroju. Było to naprawdę ogromnie przyjemne i odciążające. Wiedziała, że będzie musiała z kimś o tym porozmawiać, że będzie musiała prosić kogoś o pomoc, kto pomoże jej nie wchodzić w kolejne spotkania z Augustusem. Ta relacja nie była zdrowa, nie była odpowiednia, a ona z każdym dniem czuła się coraz gorzej, czuła jak upada i zatapia się w smolistym poczuciu winy i frustracji, że nie ma dostępu do kogoś, kto zagościł w jej sercu. Pluła sobie też w twarz, że jej przyjaciółka miała racje, że powinna się jej posłuchać i nigdy więcej nie spotykać się z Rookwoodem, a przyjaźń między nimi była ogromnym błędem. On miał mieć kolejne dziecko, nie powinien nawet sobie głowy zawracać kimś takim jak Avelina! Z drugiej strony ciekawiło ją to, czy miał takich jak ona więcej, czy miał ogrom kochanek, którym wyznawał miłość. Skupiła się na chwilę na swojej wizji w płomieniach. Klinga uderzała raz po raz, ogień niebezpiecznie trzaskał, a w jej sercu powoli wiła gniazdko determinacja. Wiedziała, że powinna się bardziej skupić na swoim biznesie, na tym, aby wszystko doprowadzić do ostatniego punktu, że nie powinna poddawać się zawodnemu sercu, a właśnie skupić się na swojej logice, a wygra wszystko, prawda? Nawet walki, które nadal trwały. Zacisnęła dłonie w pięści i zagryzła lekko wargę, aby skupić swój umysł na tym, aby nie zasnąć. – Zobaczyłam dwie walczące na miecze postaci. Mam nadzieję, że nie będę musiała jednak z nikim walczyć. Nie jestem w tym zbyt dobra – jej głos ewidentnie był cichy i zmęczony, ale starała się zachować fason. – Tak, chętnie już wrócę do domu. Jak na jeden dzień za dużo wrażeń, a jeszcze czekają mnie urodziny kuzynki.– ruszyła z nim w kierunku punktu fiuu, aby stamtąd udać się do Londynu. Nie miała zamiaru się teleportować, bo byłoby to zbyt niebezpieczne. Gdy poczuła na ramieniu czyjąś dłoń przez jej kark przeszedł dreszcz obawy. Bała się, że to mógł być Augustus, który wypatrzył ją w tłumie. Sam jej mówił, że nie zniósłby widoku oraz myśli, że byłaby w towarzystwie innego mężczyzny, ale na szczęście lub nie była to Szeptucha. Avelina spojrzała na nią czując jak przez jej ciało przechodzi zimny dreszcz. Nim zdążyła coś z siebie wydusić ta zniknęła. Każdego dnia zło rośnie w siłę. Czyżby miała stoczyć naprawdę jakąś walkę? – Zdecydowanie zbyt dużo wrażeń – wyrzuciła z siebie czując jak gardło się jej zaciska. Gdy dotarli na miejsce przytuliła odruchowo Alexandra, bo sama tego uścisku naprawdę w tym momencie potrzebowała – Dziękuję za mile spędzony czas i przepraszam za mój stan. raczej nie byłam wymarzoną partnerką na spędzenie tego sabatu – uśmiechnęła się blado, a potem przeniosła się do Londynu, gdzie wróciła do swojego domu. Postać opuszcza sesję
|