![]() |
|
[Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31) +---- Wątek: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1076) |
RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 12.03.2023 Pierścionek z czarnym oczkiemPo włożeniu pierścionka na palec twój ubiór zaczyna wyglądać, jakby zrobiony został z samego nocnego nieba. Na ciemnym materiale migoczą jasne gwiazdy, w których wprawne oko może odnaleźć znane konstelacje. Noc kairu stanowiąca oczko pierścionka zastała wyrzeźbiona w kształt gwiazdy. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Samuel Carrow - 12.03.2023 Samuel lubił pojawiać się na sabatach. Można było tutaj spotkać sporo wystawców z ciekawymi towarami. Uwielbiał oglądać najnowsze dzieła innych wytwórców, czerpał z tego inspirację do tworzenia swoich dzieł. Oczywiście nie kopiował ich pomysłów, czasem były tylko trochę lepsze od tych jego, dzięki czemu mógł pracować nad swoimi rzeczami. Jakoś tak się złożyło, że postanowił zaprosić kogoś, żeby nie pojawić się tutaj sam. Nie miał oczywiście wobec tej panny niecnych zamiarów, dobry z niego był chłopak. Pannę Longbottom poznał już w Hogwarcie, polubił ją bardzo, była taką ciepłą dziewczyną, oczywiście poza jego ligą. W końcu panna z takiej dobrej rodziny, by nawet na niego nie spojrzała, co wcale nie przeszkodziło mu w tym, aby zaprosić ją na sabat. Najciekawsze było to, że Danielle mu nie odmówiła, tylko wyraziła chęć pojawienia się tutaj z nim. Wspaniale zapowiadał się ten dzień. Wystroił się nawet odświętnie. Wyjątkowo założył na siebie koszulę, ba nie zapomniał jej nawet wyprasować, co nie zdarzało mu się często. Teleportował się w Dolinie Godryka chwilę przed czasem. Nie chciał się spóźnić, wolał poczekać na swoją towarzyszkę. Umówili się tuż przed wejściem na polanę. Samuel w dłoni trzymał żółtego tulipana - wypadało damę przywitać kwiatkiem, chyba? Właściwie to nie znał się na tym jakoś specjalnie. Dostrzegł ją z daleka. Przywitał ciepłym uśmiechem. - Cześć Dani. - Rzucił jeszcze na przywitanie, był podekscytowany, czego pewnie nie dało się nie zauważyć. - Gotowa na przygodę? - Już nie mógł się doczekać, kiedy będą eksplorować wszystkie stragany. Przypomniał sobie o tulipanie, którego trzymał w dłoni. - To dla Ciebie.- Wręczył go jeszcze kobiecie. Jego uwagę przykuło stoisko Sary Macmillan. Kolorowe prześcieradła, które przypominały duchy rzucały się w oczy. Był ciekawy, co można tam znaleźć. - Tamto miejsce wygląda interesująco, idziemy? - Zapytał grzecznie, chociaż nim usłyszał odpowiedź skierował się już w tamtą stronę. - Dzień dobry. - Rzucił jeszcze do Sary przy której stoisku się znaleźli, zaciekawił go czerwony dywan i gargulki. Postanowił usiąść i zagrać. Oczywiście był tak podekscytowany grą, że zapomniał spytać swoją towarzyszkę, czy nie ma ochoty, przez co wpakował swój zadek jako pierwszy, dosiadł się do nich. !gram w gargulkiDopiero gdy skończył wstał i zapytał Dani czy ma również ochotę rozegrać partię, zawstydził się przy tym strasznie, bo po raz kolejny dał ciała, powinien przecież puścić pannę przodem. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 12.03.2023 Spektakularne zwycięstwo!!!Duchy spodziewały się tego, że mogły przegrać, ale nie spodziewały się tego, że przegrają aż tak bardzo... Jeden z nich wolał na ciebie w ogóle nie patrzeć, drugi nerwowo poprawiał wąsa, a trzeci powiedział: - A niech cię, pewnie oszukiwałeś, bo masz wszystkie palce... Ten od wąsa westchnął i odparł: - Panie Johnson, nie może pan posądzać o oszustwo każdego, kto gra lepiej od pana. - Dobrze mu powiedziałeś, sir - dodał trzeci. Prowadząca stoisko dziewczyna przekazała ci w nagrodę kotylion z agrafką, do przypięcia przy czarodziejskiej szacie. Na środku obszytego wstążką kawałka tektury znajdował się majowy pal. Możesz rzucić kością opowieści. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Cathal Shafiq - 12.03.2023 – Jak trudne może być znalezienie jednego Egipcjanina w tłumie Anglików? – spytał Cathal z odrobiną irytacji w głosie. Szedł między stoiskami, przesuwając po okolicy spojrzeniem, ale Jamil Anwar jakby zapadł się pod ziemię. Shafiq miał w tej chwili ochotę go zamordować. Nie powiedział jednak tego na głos, bo byłaby to trochę hipokryzja: w końcu gdyby faktycznie chciał go zabić, nie byłoby powodów, żeby go szukać. Bo co za problem, że coś miało ogromną szansę go opętać? Jamil miał specjalny kontakt ze światem duchów, dziś było Beltaine i w dodatku młody Egipcjanin nie zdawał sobie w pełni sprawy z tego, jak bardzo magicznym miejscem była Polana Ogni i cała Knieja Godryka. Pośród tysiąca informacji, które powinny zostać przekazane, Cathal chyba, jak musiał sam przyznać, nie podkreślił dostatecznie mocno akurat tej. Nie przyszło mu chyba do głowy, że Anwar postanowi wybrać się na Beltaine. Sam Shafiq nie był na sabacie od lat. Ogółem bywał na nich rzadko. Nie z jakiejś specjalnej niechęci, chociaż owszem, nie szalał za tłumem, gdzie była cała masa bodźców, które jego głowa przetwarzała, zapamiętywała i zachowywała już na zawsze. Strzępy przypadkowych rozmów, masa widoków, to wszystko było dla Cathala trochę przytłaczające. Ale pewnie w młodości skusiłby się na przyjście tu nieco częściej, gdyby nie prosty fakt, że spędzał ogromną większość czasu za granicą. Może i lepiej, bo teraz byli tu dopiero od dziesięciu minut i Shafiq zaczynał odczuwać gwałtowną chęć zapalenia. Albo zabicia kogoś. (I nie musiał to być Jamil.) Poprawił płaszcz: niby wiosna w pełni, ale po pobycie w ciepłych krajach ciężko było od razu w pełni przywyknąć do angielskiego klimatu, który w tym roku zresztą nie rozpieszczał. Zdawało się mu przez moment, że widzi ciemną czuprynę w pobliżu stoiska z loterią goblina. Kiedy podszedł bliżej, okazało się jednak, że to tylko jakiś Anglik, który najwyraźniej wrócił z zagranicznych wakacji, i był opalony tylko trochę mniej od Cathala, jeszcze niedawno przez lata wystawionego na promienie słońca w Egipcie. Zrezygnowany Shafiq pokręcił głową. - To beznadziejne – skwitował. A potem ot tak, z ciekawości, co za dziwactwo wylosuje – bo tuż przed nimi ktoś odszedł ze… skąpym strojem Brygadzistki? – dał monetę goblinowi. !goblin RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 12.03.2023 Loteria fantowaZakręciłeś wielkim kołem, licząc na to, że nie wylosujesz żadnego szmelcu. Kiedy zatrzymało się na kolorze czerwonym, a goblin uśmiechnął się z satysfakcją, szybko zrozumiałeś, że w tej loterii nie było wygranych. Sięgając do wielkiego worka, byłeś pewny tego, że wyciągniesz z niego to, co nie sprzedało się na innych stoiskach w zeszłym roku. Wylosowałeś: Pudełko czekoladek z nadzieniem o smaku truskawek… i amortencji. Niestety, o amortencji nie wspomniano na opakowaniu. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Orion Bulstrode - 12.03.2023 Tak mocno przywykł do pracy z bratem, że początkowo zaskoczyła go wiadomość o tym, że przydzielono mu innego partnera. Oczywiście to nie tak, że nie ufał Atreusowi, ale znał jego pomysły i w miarę możliwości wolał mieć na niego oko. Niech Merlin ich broni przed sytuacją, w której jego młodszy brat na chwile oderwie się od pracy, żeby zagrać kilka partii w pokera przy pobliskim stoisku z piwem. Panna, z którą przyszło mu pracować, nie była szczególnie znajoma, przynajmniej początkowo. Bo oczywiście zapoznał się nieco z jej życiorysem przed dzisiejszym dniem. Głownie po to, żeby mieć mniej więcej pojęcie o tym, z kim będzie miał dzisiaj styczność. Ewentualnie, żeby rozplanować plan działania. Fakt, że była raczej nowa w BUMie, zdecydowanie go nie zniechęcił. Wręcz przeciwnie, szczerze go cieszyło, że będzie miał okazję podzielić się odrobiną doświadczenia z młodą, ambitną czarownicą. — Orion Bulstrode, niezmiernie mi miło — odparł, ściskając jej dłoń. — Pracujemy dzisiaj razem, także nie ma sensu bawić się w panów i panie. Starczy Orion. No, chyba że wolisz inaczej? — dodał jeszcze, posyłając jej pytające spojrzenie. Nim jednak zdążyła mu odpowiedzieć, jego uwagę przykuło poruszenie w okolicy. — Chodźmy! — rzucił, po czym szybkim krokiem udał się w stronę niepokojących dźwięków. Początkowo mocno się zmartwił, ale ku jego uldze okazało się, że nie było to nic złego. Ot zwykły wypadek przy... wypiekach. Przynajmniej tak zrozumiał z chaotycznych wyjaśnień mężczyzny, który wydawał się ojcem nieszczęsnej panny. W głowie zanotował, żeby uważać na wypieki Nory Figg, ale na razie musiał zająć się problemem w postaci niewielkich wybuchów spowodowanych alergią. — Proszę się nie martwić, zajmiemy się tym — rzucił do mężczyzny, po czym wyciągnął różdżkę i z cichym pomrukiem zgrabnie ruszył różdżką. Miał nadzieję, że proste zaklęcie rozpraszające ten magiczny problem podziała. [roll=PO] RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Heather Wood - 13.03.2023 Heather uważała, że od każdego starszego stażem pracownika warto jest się uczyć, także traktowała ten dzisiejszy sabat jako lekcję, szczególnie, że Orion był aurorem - tym kim ona chciała zostać w dalekiej przyszłości. Miała ogromne ambicje, chciała się piąć po szczeblach kariery, nie zamierzała zostać w BUMie długo. Nauczyć się wszystkiego, a później pójść dalej - taki był jej cel. - Oczywiście, po prostu uważam, że starszych stażem należy traktować z odpowiednim szacunkiem, jeśli Tobie to nie przeszkadza, możemy być na Ty, jak najbardziej.- Na pewno ułatwiało to komunikację. Nie mieli jednak zbyt wiele czasu na pogaduszki, bo niedaleko dostrzegli jakieś zamieszanie, a to był dopiero początek dnia! - Tak, szybko!- Powiedziała do Oriona i udała się z nim, żeby sprawdzić, co się tam właściwie dzieje. [a]Szybko dowiedzieli się czego dotyczy sprawa. Na szczęście nie wydawało się to być nic poważnego, jakieś uczulenie na pączki. Zawsze uważała, że nie warto objadać się słodyczami - ta sytuacja tylko potwierdziła jej zdanie. Bulstrode jako pierwszy postanowił odczarować poszkodowaną, nie zamierzała mu wchodzić w drogę, tylko coś poszło nie tak. Coś musiało go rozproszyć. Wood nie zamierzała zwlekać, machnęła różdżką i powiedziała pewnie zaklęcie rozpraszające. [roll=Z]RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Nora Figg - 13.03.2023 Przygotowywała się do Beltane cały poranek, nie dość, że musiała tu donieść sporo rzeczy, odstawić Mabel do Longbottomów, to jeszcze wypadałoby też dobrze wyglądać. Wyjątkowo wybrała długą suknię, na głowie miała wianek, który uplotła w nocy - nie sądziła, żeby miała czas zająć się tym, kiedy będzie na to sposobność podczas święta, w końcu musiała pilnować swojego stoiska. Nora Figg była gotowa ugościć wszystkich. Miała gotowy cały asortyment, nie zamierzała dopuścić do tego, żeby ktokolwiek był głodny. Pojawiła się na sabacie na tyle wcześnie, żeby sama mogła zobaczyć, co dzieje się na innych stoiskach. - Pójdę na chwilę się przejść, zerkniesz, jak coś? - Powiedziała do Vior, która miała swój stragan obok tego jej. Było jeszcze na tyle wcześnie, że niewiele osób kręciło się po okolicy. Miała nadzieję, że dziewczyna, którą poznała wczoraj będzie na tyle miła, że rzuci okiem przez chwilę na jej cukierniczy zakątek. Sama Norka była ciekawa, co mają do zaoferowania inni wystawcy. Nie zamierzała jednak oddalać się zbyt daleko, wiadomo, jak to działa w takich sytuacjach, niby nic się nie dzieje, a ledwie odejdziesz na krok, to nagle pojawia się cały tłum klientów. Zauważyła goblina, który przykuł jej uwagę. Była ciekawa, co ma do zaoferowania, albo jej się wydawało, albo widziała go już podczas Ostary. Zamierzała skorzystać z loterii. Zapłaciła za los, teraz pozostawało tylko zobaczyć, co jej się przytrafi, po tym musiała wrócić do swojego stoiska. !goblin RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 13.03.2023 Loteria fantowaZakręciłeś wielkim kołem, licząc na to, że nie wylosujesz żadnego szmelcu. Kiedy zatrzymało się na kolorze czerwonym, a goblin uśmiechnął się z satysfakcją, szybko zrozumiałeś, że w tej loterii nie było wygranych. Sięgając do wielkiego worka, byłeś pewny tego, że wyciągniesz z niego to, co nie sprzedało się na innych stoiskach w zeszłym roku. Wylosowałeś: Ruda peruka, do złudzenia przypominająca włosy Heather Wood. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Danielle Longbottom - 13.03.2023 Po rozmowie z Brenną, miała świadomość, że tegoroczne Beltane będzie różniło się od poprzednich. To napawało ją niepokojem i sprawiało, że w gardle czuła narastającą, nieprzyjemną gulę. Obiecała jednak, że nie poinformuje nikogo o zbliżającym się niebezpieczeństwie, dlatego choć chciała dzielić się tą wiedzą ze wszystkimi, trzymała język za zębami. Całkowicie niespodziewanie otrzymała list od pewnego Carrowa z propozycją wspólnego świętowania Beltane. Samuela znała jeszcze z czasów szkolnych, gdy przesiadywali w szkolnej ławce - dosyć szybko okazało się, że znaleźli wspólny język. Carrow ponadto okazał się nieocenionym wsparciem, gdy zbyt pewnie podeszła do egzaminu na licencję z teleportacji i w koncertowym stylu go oblała; najpewniej wyłącznie dzięki niemu udało jej się zaliczyć test przy drugim podejściu. Nic dziwnego, że odpowiedź na propozycję była twierdząca. W wyznaczone miejsce teleportowała się chwilę później. O dziwo, nie spóźniła się - a przynajmniej nie na tyle, żeby zostało to zauważone. Czyżby był to dowód na to, że magia sabatu faktycznie istnieje? Kiedy tylko dostrzegła stojącego nieopodal wejścia blondyna, uniosła dłoń i pomachała nią nieco bardziej zamaszyście niż planowała. - Sami! - odezwała się, z wyraźnie wymalowanym uśmiechem na twarzy, podchodząc bliżej. - Powinieneś rozważyć częstsze ubieranie koszuli. Taka przyjacielska rada, kiedyś mi za to podziękujesz.- mrugnęła do niego, dając mu jasny sygnał, że w takim odświętnym stroju było mu do twarzy. Ona sama również wyglądała bardziej wyjściowo niż zwykle - w trakcie Beltane można było pozwolić sobie na odrobinę ekstrawagancji. Tej dodatkowo miał dodać jej kwiatek otrzymany od mężczyzny, za który oczywiście podziękowała - jednak zamiast trzymać go przez całe wydarzenie w dłoniach, bez dłuższego namysłu wsunęła go z ucho. - Jak myślisz, pasuje?- na jej twarzy ponownie pojawił się uśmiech. - Jak nigdy dotąd. Pytanie, czy Beltane jest gotowe na nas...- dodała, podążając za chłopakiem. Ten zdawał się wiedzieć doskonale, gdzie chce iść, a ona nie zamierzała protestować. Gargulki? To była przeklęta gra. Niemal zawsze sromotnie przegrywała, a smród jaki wydzielały kulki ciągnął się za nią jeszcze przez długi czas. Potraktowała to jak wyzwanie - ona, nosząca nazwisko Longbottom miałaby stchórzyć? Niedoczekanie. Przywitała się z Sarą i z nieukrywanym zainteresowaniem obserwowała zmagania Samuela w grze. Szybko okazało się, że bez mrugnięcia okiem pokonał swojego przeciwnika, w akompaniamencie dopingu i wiwatów najmłodszej Longbottom. Kiedy przyszła jej kolej, na jej twarzy pojawił się cwany uśmiech - nie schodził ani na moment, gdy zajmowała miejsce naprzeciwko swojego przeciwnika. Mimo, że obawiała się jak to może się skończyć, nie zamierzała wycofać się w takim momencie i wyjść na tchórza. Na szczęście okazało się, że los był dla niej łaskawy i tym razem nie zbłaźniła się w oczach Carrowa. Magia Beltane, ot co. !gram w gargulki |