![]() |
|
[Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31) +---- Wątek: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1118) |
RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Pan Losu - 19.03.2023 Cameron LupinKiedy próbowałeś wspiąć się na słup, twoje ręce niedomagały. To było ciężkie. O wiele cięższe, niż mogłeś to sobie wyobrażać. Mężczyźni, którzy wspinali się równolegle z tobą, zdążyli już umieścić wianki na szczytach majowych pali, a tobie nie udało się znaleźć nawet w połowie jego długości. Wreszcie, po chwili pozbawionej oddechu, musiałeś się poddać. Zjechałeś w dół. Potrafiłeś spojrzeć w oczy swojej wybrance? Zawsze mogłeś spróbować jeszcze raz... RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Cameron Lupin - 19.03.2023 Cóż, ten „trik”, który Cameronowi kojarzył się przede wszystkim ze sportowcami, przygotowującymi się do wielkiego wyzwania, jakim było np. uniesienie jakiegoś ciężaru lub bieg na 1000 metrów, w najmniejszym stopniu mu nie pomógł. Zaskakujące prawda? Można by pomyśleć, że szczęście się do niego uśmiechnie, skoro na Ostarze poszło mu tak tragicznie podczas zbierania czekoladowych jaj. Nie! Było jeszcze gorzej, bo tutaj świadkami jego porażki były osoby postronne! Naplucie sobie w ręce tylko wszystko utrudniło. Zanim Lupin w ogóle zrozumiał, jak należy rozłożyć ciężar ciała, aby wspiąć się wyżej niż na trzydzieści centymetrów, w dłoniach miał już kilka drzazg, a te w połączeniu z jego własną śliną rozsmarowaną skórze, sprawiały, że wręcz skręcało go w środku. Czemu nie wziął ze sobą żadnego elikisru dezynfekcyjnego? Ugh, teraz już nic na to nie poradzi! Widział, że jego „rywale” wspinający się po sąsiednich palach już dawno go wyprzedzili, ale przytulony do drewnianego słupa, nawet się zbytnio nie rozglądał na boki. Okrzyki publiczności mówiły mu wystarczająco. Jakoś przekroczył magiczny półmetek i zaparł się rękami, żeby wziąć głębszy oddech, ale wtedy... Zjechał w dół, pod koniec wręcz spadając na ziemię. Kolejny upadek tego dnia. Eh, to nie był dobry dzień. Podniósł się żałośnie powoli z ziemi, jednak nie cofnął się. Ba, nawet nie odwrócił się do Heather. Gdyby to jednak zrobił, dostrzegłaby kurwiki wściekłości, które zapłonęły w jego oczach. Chciał tylko jednego: chociaż raz wygrać. Czy to było tak dużo? Tyle przeszedł, tyle się stresował w ostatnich tygodniach, a teraz na drodze do szczęścia stał mu ten... ten... ten pal!? No chyba nie. Dlatego spróbował jeszcze raz, wspinając się dużo agresywniej. !wspinamsieT RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Pan Losu - 19.03.2023 Cameron LupinKiedy próbowałeś wspiąć się na słup, twoje ręce niedomagały. To było ciężkie. O wiele cięższe, niż mogłeś to sobie wyobrażać. Mężczyźni, którzy wspinali się równolegle z tobą, zdążyli już umieścić wianki na szczytach majowych pali, a ty zjechałeś ze swojego tuż przed tym, jak udało ci się umieścić wianek na jego szczycie. Dłonie zdarły ci się do krwi i zachlapałeś nim kwiaty. Potrafiłeś spojrzeć w oczy swojej wybrance? Zawsze mogłeś spróbować jeszcze raz... Ale czułeś się tak podle. Nie udało ci się dopełnić rytuału i zniszczyłeś przekazane ci kwiaty. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Cameron Lupin - 19.03.2023 Był już tak blisko! Jeszcze trochę, jeszcze chwila! Sięgnął po wianek, chcąc go pewniej chwycić w dłonie, aby zatknąć go na czubku tego cholerna pala, aż... Znowu się zsunął. Tym razem jednak nie puścił pala, a to poskutkowało znacznymi obrażeniami dłoni. Syczał, rzucając przekleństwami na prawo i lewo, gdy wylądował na dole. — Ani słowa, Heather! — Uniósł palec wysoko nad głowę, dając dziewczynie znać, żeby się do niego nie zbliżała. Kropelki krwi spłynęły mu po nadgarstku, aby po chwili wsiąknąć w rękaw koszuli. — Ogarnę to! To nie może być przecież takie trudne! — Westchnął cicho, dodająć pod nosem: — Noszkurwajapierdole. Spojrzał na poranione dłonie. Zaklęcie zabliźniające drobne rany powinno zadziałać... Ale to by go pewnie zdyskwalifikowało,. Spadł z tego pala cholerne dwa razy i zepsuł wianek, więc to byłaby to ostateczne ujma na honorze.. Bądź co bądź, jakiś tam miał, a poza tym chciał zaimponować Rudej. Na co dzień trzymał się z daleka od niebezpieczeństwa, ale teraz... Spojrzał na smętnie zwisające kwiatki. Wood się tyle napracowała, a on tak spierdolił. Powinna była dać wianek komuś innemu. Charlie na pewno bez trudu by się wspiął na sam szczyt już. Theodor pewnie podobnie, a on? Tylko stał przed tym palem i się gapił, już sam nie wiedząc co robić. Mimo to nie potrafił się odwrócić i zmierzyć z publicznością, a przede wszystkim Heather. Wziął głęboki oddech i zatknął sobie zrujnowany, opryskany krwią wianek na czubku głowy. Podejmie tę próbę. Może się przy okazji, kurwa, nie zabiję, pomyślał, podchodząc do pala i wypuszczając głośno powietrze przez nos. Mięśnie jego twarzy stężały. Zasługiwał na tą wygraną! Coś mu się od życia należało! Jeszcze raz! !wspinamsieT RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Pan Losu - 19.03.2023 Cameron LupinKiedy próbowałeś wspiąć się na słup, twoje ręce niedomagały. To było ciężkie. O wiele cięższe, niż mogłeś to sobie wyobrażać. Mężczyźni, którzy wspinali się równolegle z tobą, zdążyli już umieścić wianki na szczytach majowych pali, a tobie nie udało się znaleźć nawet w połowie jego długości. Wreszcie, po chwili pozbawionej oddechu, musiałeś się poddać. Zjechałeś w dół. Potrafiłeś spojrzeć w oczy swojej wybrance? Zawsze mogłeś spróbować jeszcze raz... RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Eunice Malfoy - 19.03.2023 - Tooo… tamten? – dopytała, nie do końca pewna, który to był mężczyzna. Swoją herbatę dopiła już chwilę temu i w zasadzie rozważała, czy nie wrócić się do straganu i nie wziąć jeszcze jednej, chociaż… … chociaż w sumie co innego teraz o wiele bardziej kusiło. - Ja raptem rok temu – przyznała z pewną zadumą w głosie. Rok! Tak dawno i niedawno zarazem, wszystko wyglądało inaczej. Rok temu przeprowadzała rozmowę o przyszłości, a teraz ta sama przyszłość należała już do przeszłości – I mam wrażenie, że minęła już cała wieczność, a nie raptem rok – przyznała ciszej. Musnęła opuszkami płatki jednej z róż, rozważając. Powinna znów spleść wianek czy jednak sobie darować? Chociaż, chyba coś jej się należało od życia? - Konwalie – odparła po chwili milczenia, wyciągając ich garść z – Cudowny zapach, niewinny wygląd i… wspaniale udowadniają, że lek od trucizny różni jedynie dawka. Naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego niektórzy uważają, że jest symbolem ufności, kiedy właściwie należałoby powiedzieć, że jest wręcz zdradliwa – podsumowała, wiążąc ze sobą łodyżki dzwonkowatych kwiatków. Nie była pewna, czy odda komukolwiek swój wianek czy też może jednak zatrzyma go wyłącznie dla siebie – I jeszcze jaśmin. Szkoda tylko, że kwitnie tak krótko – westchnęła, dokładając coraz do kolejne kwiatki do powoli powstającego wianka. - A ty, Florence? Orchidee czy…? – zagadnęła uzdrowicielkę. Równie dobrze wśród ulubionych kwiatów mogły się nie znajdować te, do których miały teraz dostęp, tak że nie zakładała, iż orchidea jest właśnie tym ulubionym. 236/1222
[roll=T] RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Heather Wood - 19.03.2023 Wood naprawdę ucieszyła się, kiedy zobaczyła Camerona. W końcu był jedną z najbliższych jej osób. Nie mogła lepiej trafić, los sam zesłał jej go pod nogi, wylądował w końcu tuż przed nią. - Całe szczęście, że nie bolało.- Heath nie odrywała od niego wzroku zachwycona, że pojawił się tutaj zupełnie znienacka. - Noo, super wyszedł, co nie? - Nie ukrywała, że jej również podoba się to dzieło. Może faktycznie nie był to dobry pomysł. Nie powinna tego od niego wymagać, zrozumiał, że mówi poważnie. - Wiesz, że jeśli nie chcesz, to możesz odpuścić. - Nie sądziła jednak, że to zrobi. Może to był głupi pomysł, bardzo głupi, zważając na to, że Cami nigdy nie angażował się specjalnie w aktywności fizyczne. Wood jednak wierzyła, że magia Beltane zadziała. Uważnie obserwowała poczynania przyjaciela. Niestety miała rację, mężczyźni, którzy zaczęli wspinać się z nim zdążyli zawiesić wianki na palach, a on w połowie drogi zaczął się z niego ześlizgiwać. Nie dał rady. Była na siebie zła, że w ogóle go o to poprosiła. Cameron jednak nie odpuścił. Był zdeterminowany, postanowił spróbować ponownie, Heath podeszła bliżej pala, aby móc obserwować to dokładniej. Niestety, tym razem również coś poszło nie tak. Był już blisko, jednak znowu się zsunął, miała wrażenie, że widziała krew, tego było za wiele. Chciała zareagować, jednak on odezwał się pierwszy. Zrobił sobie z wianku koronę i podjął kolejną próbę. To się nazywało determinacją. Po raz kolejny jednak nie wyszło. Heather Wood podbiegła do pala przy którym stał poobijany Lupin, który przegrał tę walkę - dla niej był jednak zwycięzcą, przytuliła go mocno, tak mocno, jak tylko potrafiła. - Jesteś najlepszy Camiś, nie mogłam lepiej trafić. - Złapała go za rękę, zupełnie nie przeszkadzało jej to, że mu się nie udało. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Victoria Lestrange - 19.03.2023 O tak, było całkiem w duchu Beltane. Tylko jakoś… Mało to pasowało do Victorii i relacji, która dzisiaj stała się oficjalna, choć dla ich rodzin była taka właściwie od samego początku. - To prawda – pachniało przepięknie, ale tak to już było z kwiatami. A było widać, że darczyńca kwiatów bardzo o nie wcześniej dbał. - Uwielbiam kwiaty – wymsknęło jej się, kiedy dotarły swoim patrolem aż tutaj. Nie była wcześniej świadoma, że będzie ktoś, kto zastąpi je w patrolu na wyznaczonej trasie i że będą miały teraz chwilę odpoczynku. Jakoś… Victoria w ogóle nie ułożyła sobie w głowie scenariusza, w którym miałaby pleść wianek. No bo… Była tutaj w pracy, na patrolu. Zupełnie nie przewidywała, że w ogóle będzie możliwość, by wianek zapleść. No a poza tym… Kto ten wianek miałby od niej wziąć? Jakaś losowa osoba? Och… nie wypadało. A już na pewno nie w dzień zaręczyn. I choć Sauriel mówił, że może wpadnie zobaczyć co i jak, to nigdzie go nie widziała, a poza tym… Nie chciałaby mu się narzucać. Jak głupie to nie było. - Och nie, nie. Nie powinnam – odpowiedziała Mavelle i uśmiechnęła się do niej, może nawet odrobinę smutno. - Ale nie krępuj się. Popilnuję – kiwnęła głową na stół, by jej partnerka podeszła, a Lestrange zamierzała… Postać z boku i choć niby nie musiała, to i tak się rozglądała, czy wszystko jest w porządku. Przyuważyła przy tym Cynthię i swoją kuzynkę – gotowa posłać do nich uśmiech, jeśli i one ją zauważą. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Daisy Lockhart - 19.03.2023 Na wzmiankę o imieniu Florence, Daisy odruchowo przewróciła oczami. Och, oczywiście, że znała jedną Florence. Brzydką, głupią, starą uzdrowicielkę z Mungo, która wyglądem przypominała siedzącą na jajkach smoczycę. Z tego co młoda dziennikarka wiedziała, Florence nie była jeszcze mężatką i w jej oczach nigdy nie miała zostać mężatką. Była na to za bardzo… za bardzo wszystko, ale Daisy w jej przypadku nie była wcale obiektywna.
- Ja też nie znam żadnej osoby o imionach, które wylosowałam – przyznała, gdy już zmierzali w stronę miejsca, gdzie można było spleść wianki. – To znaczy, w sumie kojarzę jedną Eden. To mężatka. Z rodu Malfoyów. – Ale do niej akurat dziwne upodobanie żywił brat Daisy, nie ona. Znowu zrobiła kilka zdjęć. Tym razem kobietom, które plotły wianki i mężczyznom, którzy wspinali się na pale. - Spróbuję spleść wianek! – rzuciła do Martina. – Nie wiem czy mi się uda, ale będę się starała. Tylko nie musisz się z nim wspinać na żaden pal – dodała, z góry oznajmiając mu, że wianek będzie dla niego. Pomknęła do stołu z kwiatkami. Wybrała tam konwalie, irysy, gipsówkę i, oczywiście, mnóstwo stokrotek. [roll=N] [roll=N] [roll=N] RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Sauriel Rookwood - 19.03.2023 Nastrój nie dopisywał Saurielowi. A kiedy jeszcze przyszło mu wrócić z zadania z niczym to teraz szedł przez Beltane ze złożonymi jak do modlitwy rękoma i trzymał je na poziomie swojego nosa. Zupełnie, jakby zaraz miał w tych dłoniach schować swoją twarz. Rookwood dostrzegł między ludźmi Victorię wraz z... z kimś. Przez moment chciał po prostu przejść dalej, ale widząc, że słupy majowe ruszył w najlepsze... Zresztą przyda mu się chociaż moment, momencik oderwania. A Victoria była skutecznym rozpraszaczem. - Komu pleciesz wianek? - Złapał jakiś płatek, fioletowy, który leżał na stoliku i spojrzał na niego, niby jakby był nim zainteresowany. Trochę był. Płatki kwiatów były TAKIE PRZYJEMNE w dotyku. Takie gładziutkie. Milutkie. Mięciutkie... Przedarł płatek między palcami ozdobionymi pierścieniami i spojrzał czarnymi oczyma spod szerokiego kaptura na towarzyszkę Victorii. Nie wydawało się to ani miłym, ani choćby przychylnym spojrzeniem. |