![]() |
|
1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31) +---- Wątek: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec (/showthread.php?tid=1184) |
RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec - Chester Rookwood - 04.06.2023 Ich zaangażowanie w walkę wynikało z potrzeby zachowania swoich różdżek i dokończenia planu zanim opuszczą to miejsce, odpowiadając na wezwanie Czarnego Pana. Po pierwsze bez różdżki nie mógł wyczarować mrocznego znaku. Ponadto brak różdżki tak czy inaczej zadziała na jego niekorzyść. Zwłaszcza, jeśli ta pozostanie w rękach jego obecnej szefowej. Dlatego nie mógł się wycofać. Pieprzona Moody również nie miała zamiaru odpuścić i po raz kolejny spróbowała odebrać im różdżki. Całkiem skutecznie. Zaklął. Nie po to stracił tyle czasu na wcześniejsze próby odzyskania swojej różdżki, aby ta sytuacja miała miejsce w tym momencie. Dziwne istoty to jedno, bardziej istotny dla niego był ten coraz bardziej nasilający się wiatr. Nie miałby nic przeciwko temu, gdyby na Moody wpadł przesunięty przez tę wichurę stół. Po tak długiej i wyczerpującej potyczce wreszcie udało się ją powalić na kolana Cruciatusem, choć on nie mógł należycie wykorzystać tej sytuacji przez przykrą konieczność doścignięcia własnej różdżki. Podjął się próby pochwycenia jej zgodnie ze swoim zamiarem opuszczenia tego miejsca razem z nią. Chciał zrobić na to tyle szybko, zanim dotrze tutaj to wsparcie... w osobie Heather Wood, którą najwyraźniej przyciągnęła ku nim magiczna siła. Ją też chciał zabić. Kreujący się na Polanie wir i widziane w nim zarysy sylwetek sugerowały jeszcze więcej niechcianego towarzystwa. Rzucam 2k100 na AF na złapanie różdżki [roll=N] [roll=N] RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec - Stanley Andrew Borgin - 04.06.2023 Wszystko zaczęło się pierdolić tak nagle. Jakby na jedno zawołanie, jakąś prośbę od kogoś wyżej. Najpierw Harper Moody, potem dźwięki sędziowskiego młotka, a na koniec ta cała pogoda i "coś" w lesie. To było chyba najlepsze określenie na to co się tam znajdowało, a co gorsza, żadna z tych rzeczy nie zniknęła pomimo biegu czasu. Vulturis nie mógł za długo cieszyć się faktem, że udało mu się ugodzić Harper swoim Cruciatusem, po którym kobieta padła na kolana. Wreszcie, po tylu próbach... Kiedy był gotowy, aby wyprowadzić kolejny - być może ostateczny - cios w jej stronę, poczuł jak jego różdżka zaczyna mu się wymykać z dłoni. Co najmniej jakby ktoś ją właśnie próbował wyrwać z dłoni Stanleya. Ty przebiegła żmijo, zawsze masz jakiś plan w zanadrzu... Pokręcił głową z niedowierzaniem, a następnie postarał się złapać swoją różdżkę z całej siły. To była jedyna szansa na to aby nadal miał jakikolwiek oręż w dłoni. Bez swojego patyka nie miał zamiaru się zbliżać ani do Moody, ani do lasu, ani w sumie nigdzie - po prostu chciałby się stąd aportować w miejsce gdzie nic mu nie będzie grozić. O ile zdawał sobie sprawę, że Moss gdzieś sobie odpełzła i jeśli przeżyła to na pewno zawołała wsparcie, tak nie spodziewał się, że z odsieczą przybędzie ruda miotlara. Nosz kurwa, tego to już za dużo na dzisiaj... Nie wierzył, że dzisiejszy dzień może się zakończyć w ten sposób. Ze wszystkich możliwych Aurorów i Brygadzistów akurat musiała się trafić Heather. Kątem oka dostrzegł, że ten sam problem ze swoją różdżką ma Corvus, co wcale nie napawało go optymizmem na dalszą walkę czy nawet pobyt w tym miejscu. Z każdą kolejną sekundą żałował, że nie posłuchał się swojej matki aby zostać jakimś zielarzem i tym samym nie pchać się do Ministerstwa. Dwie próby za utrzymanie różdżki w dłoni kiedy ta zaczęła się wymykać. Korzystam z aktywności fizycznej. [roll=O] [roll=O] RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec - Heather Wood - 04.06.2023 Panna Wood nigdy nie należała do osób szczególnie rozsądnych. Zawsze kierowała się sercem, niektórzy mogli traktować podejmowane przez nią decyzję za irracjonalne - zdawała sobie z tego sprawę, że nie wszyscy byli w stanie zrozumiec jej pobudki. Nie musieli, ważne, że ona postępowała według swoich zasad. Nie chciała zostawić nikogo w potrzebie, a właśnie tak widziała teraz panią Harper Moody - musiała jej pomóc. Wierzyła, że pewnie i sama by sobie poradziła, w końcu była potężną czarownicą, wolała jednak nie sprawdzać, czy faktycznie. Zaklęcie jej się udało, chociaż poczuła szarpnięcie, kiedy przemieszczała się przy pomocy magicznej siły. Gdyby tylko wiedziała, że był za to odpowiedzialny Charlie to pewnie by się wróciła i powiedziała mu, co myśli o utrudnianiu jej działania. Na szczęście nie wiedziała, może później się dowie, że to był on. Wylądowała w miejscu, w którym chciała. Pani Moody jej nie zobaczyła - musiała przed chwilą oberwać jakimś zaklęciem, bo była powalona na kolana. Spojrzała w stronę zamaskowanych mężczyzn, którzy próbowali łapać swoje różdzki w locie. Jeden miał z tym problem, drugiemu chyba szło trochę lepiej. Heather Wood nie zamierzała zwlekać. Najlepszą obroną w końcu był atak. - Skurwysyny w maskach, pokażcie twarze, wszyscy będą wiedzieć kim jesteście. Tacy jesteście odważni? - Ruda nie zwlekała, machnęła różdżką dwa razy, chciała wyczarować zaklęcie, siłę ciśnienia, która zniszczy maskę na twarzy Chestera i Stanleya. Zależało jej na tym, żeby poznać tożsamość osób, które były odpowiedzialne za to wszystko. [roll=Z] [roll=Z] pierwszy rzut na kształtowanie, by zniszczyć maskę na twarzy Chestera, jeśli mi się uda to drugi na Stanleya, jeśli nie to powtórka w Chestera RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec - Erik Longbottom - 05.06.2023 Wiatr z każdą minutą stawał się coraz silniejszy, do tego stopnia, że Erikowi zaczynało powoli świszczeć w uszach, jednak starał się to zignorować. Widok aż trójki pracujących dziś na Beltane pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów wprawił go w niemały szok, zwłaszcza że był w stanie się domyślić, co takiego im się stało. Wyczerpanie wywołane zbyt intensywnym użyciem czarów? Jakaś czarna magia? Jeszcze niedawno sam walczył z Maledisem, więc kto wie, co za straszydła zostały przywołane przez Śmierciożerców w innym sektorze polany? Podniósł na moment wzrok, gdy kątem oka zauważył ruch: to Heather, która popędziła ku komuś. Czy to mogła być... Harper? Nie był pewny, aczkolwiek jeśli to była ona, to wróżyło to całkiem dobrze. Oby nie biegła tam sama. Może reszta ją wesprze? Może Charles lub Alastor ruszą na pomoc? Lub przybędzie odsiecz z innego ministerialnego patrolu? Korzystając z tego, że Victoria znalazła się w bezpieczniejszym miejscu niż środek ogniska, Erik starał się sprawdzić, czy kobieta oddycha. — J-j-ja... Chyba jest z nią w porządku! — krzyknął do Danielle, gdy sprawdzała stan Mavelle i Patricka. — To znaczy, przytomna nie jest, ale chyba żyje! Oddycha! Przeszedł go dreszcz, gdy jego służbowy uniform przeszył kolejny podmuch wiatru. Skrzywił się, zaciskając obolałe palce na różdżce. Nie było co się oszukiwać, zapłaci za tę noc z nawiązką w formie długiego odpoczynku i pewnie równie długiego leczenia. Ale jeszcze nie nadszedł ten czas, gdzie mógłby się oddać w ręce uzdrowicieli. Różdżka Longbottoma wystrzeliła ku górze, a mężczyzna zaczął mamrotać pod nosem zaklęcie zabezpieczające. Taki środek ostrożności. Jeśli pogoda dalej będzie się załamywać, to kto wie, co jeszcze wstrząśnie tą polaną? Mieli tu trójkę nieprzytomnych i wielu rannych. Lepiej było zabezpieczyć, chociaż skrawek ziemi, co by jeszcze dodatkowo nie oberwali. — Co z Patrickiem i Mave? — spytał, rozglądając się na prawo i lewo. Czy powinni spróbować ich wybudzić na siłę? Kto wie, czym oberwali. Problem w tym, że trudno było określić, czy nie pogorszą tym sprawy. Wtedy jego uwagę zwróciły sylwetki Brenny, Atreusa i... towarzyszącego im rannego. — Brenna, tutaj! Jeśli Bren i Atreus postanowili przekazać swojego rannego towarzysza w jego ręce, Erik chętnie się nim zajął, dbając jednak o to, aby ten nie uciekł im przy pierwszej okazji. (Rozproszenie) Ukształtowanie tarczy ochronnej na wypadek, gdyby wiatr się jeszcze bardziej wzmógł i zrobił im krzywdę x2
[roll=O][roll=O] RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec - Julien Fitzpatrick - 05.06.2023 Oczywiście, że zaklęcia nie szły mu tak dobrze. Nie w momencie, gdy mimo adrenaliny i ciągłej obawy o bliskich czuł doskwierajacy od poparzeń ból. Zaklęcie Danielle złagodziło okropność, którą sam na siebie ściągnął, ale zadane obrażenia wciąż sprawiały ból. Przeklnął pod nosem, kiedy zaklęcie rzucone na czołgającą się kobietę nie zadziałało nawet odrobinę. Z pomocą przyszedł Alastor. Rookwoodowi zrobiło się głupio, że po raz drugi w tak krótkim czasie trzeba po nim coś poprawiać, ratować sytuacje. Cieszył się, że Moss dostała pomoc, ale jednocześnie sam poczuł się bezużyteczny. Nie wspominając już o tym, że pnącza mające powstrzymać Heather od wpadnięcia w paszcze lwa również się zerwały. Nie miał zamiaru się wycofać, nie tym razem. Przez chwilę chciał się teleportować, aby stanąć u boku przyjaciółki, ale przypomniał sobie swoje własne słowa z wcześniej - magia wydawała się zakłócona, wolał uniknąć rozszczepienia. Tylko tego mu brakowało. Bez dłuższego zastanowienia, użył tego samego zaklęcia co Wood chwile wcześniej. Machnął różdżką, aby znaleźć się bliżej kobiet i ich przeciwników. Chciał wytworzyć siłę, która pociągnęłaby go w odpowiednią stronę - potrzebował znaleźć się tam jak najszybciej. W najgorszym wypadku, cóż. Odleci z wiatrem, ale jakby nie spróbował, a Heather stałoby się coś złego to nie byłby pewny, czy byłby w stanie żyć z tym przeświadczeniem. edycja posta za zgodą MG rzuty na kształtowanie [roll=PO] [roll=PO] RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec - Danielle Longbottom - 05.06.2023 Gdyby tylko potrafiła, znalazłaby się w każdym miejscu na raz. Dudniąca w jej żyłach adrenalina sprawiała, że Dani była gotowa rzucić się wraz z Heather i Rookwoodem, by wesprzeć Moody w walce z dwoma, zakapturzonymi postaciami, nawet jeżeli jej umiejętności magii ofensywnej były na raczej niskim poziomie. Chciała też zostać przy Mavelle, Patricku i Victorii, bo choć na pierwszy rzut oka nie mieli większych poważnych obrażeń i wszystko wskazywało na to, że cała trójka żyje, sytuacja mogła ulec zmianie w przeciągu chwili, tak jak wszystko na tej cholernej polanie. Ktoś musiał zająć się poparzeniami Erika, które doznał w trakcie walki. Ktoś musiał poświęcić chwilę temu pieprzonemu śmierciożercy, którego dorwali Brenna i Atreus, bo choć przed chwilą nie miał skrupułów żeby ich zabić, oni nie byli mordercami i musieli mu pomóc. Niestety, była jedna i musiała ustalić, kto potrzebował pomocy najpilniej. Nie potrzeba było wielkich umiejętności by zrozumieć, że pierwsza w kolejności była Moss. - Żyją! Są nieprzytomni, ale oddychają... - odkrzyknęła do mężczyzny. Być może zostali potraktowali zaklęciem usypiającym, by nie wchodzili w drogę, gdy Voldemort będzie robił to, po co tu przyszedł? - Możesz... możesz przy nich zostać? Muszę iść zobaczyć co z resztą - odwróciła się w stronę leżącej na ziemi Moss, co dosyć jasno sugerowało, na kim jej uwaga musi się teraz skupić. Podniosła się z kolan, wiedząc że ich bliscy są w dobrych rękach, skoro Brenn i Erik tu są - z czystym sumieniem i spokojną (na tyle, na tyle pozwalała ich tragiczna sytuacja) głową, ruszyła w stronę solidnie poturbowanej Moss. Już pierwszy rzut oka na kobietę sprawił, że poczuła nieprzyjemny, silny uścisk w gardle. - Do Pani Moody nadchodzą już posiłki. Jest bezpieczna. - odezwała się do kobiety, a jej głos był spokojny i łagodny. Nie dodała, że posiłki które miały pomóc Harper same solidnie oberwały. - Panią Moody uratowały pani determinacja i odwaga. A teraz proszę spokojnie oddychać. Jestem uzdrowicielem, chcę Pani pomóc - dodała. Gdy mówiła, jej wzrok wodził po ciele kobiety, chcąc oszacować, co powinna zrobić najpierw. Przede wszystkim bała się wstrząsu hipowolemicznego, którego pojawienie się w przypadku rozległych oparzeń było kwestią czasu. Zbyt duża utrata krwi, osocza oraz wody z organizmu powodowały obniżenie ciśnienia i obkurczenie naczyń. To sprawiało, że podaż wymaganego do prawidłowego funkcjonowania narządów tlenu była niewystarczająca. Machnęła różdżką, chcąc stworzyć bańkę czystego tlenu, która otoczyłaby głowę Moss i ułatwiła jej oddychanie. [roll=Z] [roll=Z] Kształtowanie: Stworzenie bańki czystego tlenu dookoła głowy Moss. RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec - Brenna Longbottom - 05.06.2023 Nie odpowiedziała. Mogła wspomnieć, że ona nic: ale jeżeli nie będzie gadał, dementorzy chętnie go wycałują. Splątane włosy, koszula nie pierwszej świeżości... i to, że go nie kojarzyła. Miała dziwne wrażenie, że za tym człowiekiem niekoniecznie staną pieniądze i wpływy dostatecznie wielkie, by uchronić go przed Azkabanem, gdy Minister Magii będzie potrzebowała "sukcesu", którym będzie chwaliła się prasie. Brenna sama nie była pewna, czy próbowała uratować człowieka, który zalał ją ogniem z litości, czy wręcz przeciwnie, dlatego, że nie miała czystego serca. Może danie mu umrzeć byłoby bardziej litościwe. Nie odezwała się jednak, bo wcale nie zależało jej na ostatnim zdaniu w tej dyskusji. Za to gdy przekonała się, że ten już nie ma sił ani mówić, ani próbować tamować krwawienia, przystanęła na moment i wyjęła jedną z trzech porcji eliksiru uzupełniającego krew, które miała przy sobie i zmusiła śmierciożercę, by przełknął choć dwa łyki. Ot rozwiązanie chwilowe, zanim Dani znajdzie dla niego czas. - Chcesz żyć, to pij, do cholery - mruknęła. Może to kupi mu dość czasu, by mogli go później przesłuchać. W końcu zbliżali się do sylwetek, widocznych w pobliżu ognia. I do samych ogni. Z daleka Brenna rozpoznała głosy Erika i Danielle, i skierowała się ku nim, pełna ulgi, że chociaż oni są cali i zdrowie. I wtedy dostrzegła... ...ogień. Zamarła, wpatrując się w płomienie. Mimowolnie postąpiła krok ku nim, bo przez chwilę chciała się w nie rzucić, pozwolić, by przyszedł koniec w ogniu, który nie niósł teraz ze sobą strachu. Zaraz jednak się zatrzymała, i może to było złudzenie, a może dawno już wystygły wosk faktycznie zapiekł ją w czoło. Sam sobie w ogień jej nie przerażał, a jednak... było z nim coś tak bardzo nie tak... Otrząsnęła się. Schwyciła pełzającego śmierciożercę i pchnęła ku Erikowi, który do niej zawołał. Zorientowała się wreszcie, że Alastor gdzieś biegnie, że do pędu rzuca się Charlie, i kiedy obejrzała się w ślad za nimi, odkryła, że wichura i ranny śmierciożerca nie byli ich jedynym problemem. Brenna obróciła się więc po prostu i z różdżką w ręku pognała w stronę, gdzie pognali inni. Chciała znaleźć się na tyle blisko, by móc wycelować czarami. A że po drodze i tak musiała minąć Dani i Moss - rzuciła tej pierwszej odpowiednią fiolkę. 1 akcja: w ramach grania zgodnie z zawadą, daję temu skurwie... znaczy się śmierciożercy łyk eliksiru uzupełniającego krew (miałam w ekwipunku, były ugrywane u Nory, druga fiolka rzucona Dani) 2 akcja: rusza w ślad za Charlim i Alkiem - na tyle, by móc wycelować czarami (jeśli wymaga to wejścia w wiatr, wejdzie, jeżeli nie, zostanie poza nim) RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec - Alastor Moody - 07.06.2023 Moody znał swoją kuzynkę nie od wczoraj. I jasne, że się o nią martwił, bo kto by się o swoją rodzinę nie martwił, ale był jej partnerem przy pracy tyle razy, aby być pewnym jednego - była zawsze o kilka kroków przed innymi, a swoje działania wykonywała z rozwagą i chłodną kalkulacją, jaka nie była dana nawet jemu. Może dlatego, kiedy rzucał się w stronę tego wiru wiatru, aby przedrzeć się na drugą stronę, w jego myślach nie dominowała chęć pomocy Harper - chciał pomóc Heather, chciał uchronić ją przed konsekwencjami takiej brawury. Kiedy do tego działania dołączali się inni, zaklął w sposób, zapewne przy tym chaosie niesłyszalny, bo pod nosem. Biegł tak, aby ulokować się obok Wood i zaoferować jej oparcie w swojej osobie, ewentualnie osłonić ją przed czymś, co mogło lecieć w ich kierunku. Jego myśli były skupione na prawdopodobnej pułapce natury, w jakiej się znaleźli. A może nie natury? Może to był tak silny efekt zajęcia - nie wiedział, ale trochę też tego nie podejrzewał, bo chociaż widział już inkantacje o wiele silniejsze od tych, jakie wchodziły w zakres jego możliwości, nigdy nie był świadkiem czegoś takiego. Umysł skupił mu się wokół potencjalnych kryjówek, do których mógłby ją zaciągnąć, żeby mogli przetrwać, jeżeli ten wiatr nasili się jeszcze bardziej. - Jeżeli coś będzie leciało w twoim kierunku, to skul się - powiedział, zaciskając dłoń na swojej różdżce. Dla pewności spróbował rzucić wokół dwójki Śmierciożerców zaklęcie, które skutecznie utrudni im rzucenie czegokolwiek w stronę Heather. [roll=PO] RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec - Atreus Bulstrode - 07.06.2023 Zabrali się razem ze śmierciożercą w stronę ognisk, w stronę sylwetek ich współpracowników z ministerstwa. Im bliżej jednak ognia się znajdowali, tym dziwniejsze uczucie ogarniało Atreusa. Ogniste języki zdawały się wpychać w niego emocje. Emocje, których raczej nie powinien teraz odczuwać. Roztańczone ogniki snuły swoje historie, zwyłajac wir wizji, mieszających ze sobą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Widział swoje życie - od maleńkiego, po dorosłego mężczyznę, który stał teraz nieco zbyt długo, wpatrując się w ogniska, aż wreszcie coś w nim pękło - chyba w momencie gdy zauważył jak reszta wyciąga z tego ognia ciała Bictorii, Patricka i Mavelle. Cóż... teraz przynajmniej wiedział dlaczego mu nie odpowiadała. Odciagnał śmierciożercę od ognisk razem z Brenną, w ciszy przyjmując fakt, ze postanowiła spoić go eliksirem. Czy było coś, na co nie była przygotowana? A może raczej powinien zapytać, co jeszcze tak naprawdę wiedziala o przebiegu dzisiejszego dnia? Widział, że gdzieś biegnie, ale on sam został z Erikiem i Danniele, koncentrując swoją uwagę na czymś innym. - Portale, wciąż są aktywne? - zapytał Erika, zakładając, że ten wiedział co miał na myśli. Że dostał wiadomość Bones. Albo że wiedział wszystko na temat tego sabatu, tak jak wydawała się wiedzieć Brenna. Mimo wszystko, niekoniecznie czekając na odpowiedź, odwrócił się w stronę płonących ognisk. Jeśli Mavelle i reszta mogli przez nie gdzieś wejść, to równie dobrze coś mogło z nich wyjść, a przynajmniej tak zakładał. Ich wcześniej leżące w ogniu ciała wyglądały trochę, jakby ogniska wypluły je z powrotem, ale... Atreus machnął różdżką, próbując rzucić na siebie zaklęcie, które uchroniłoby go przed płomieniami, przez moment jeszcze wahając się i w końcu wchodząc w ognisko, by sprawdzić czy za czymkolwiek nie pognali wcześniej Patrick, Mavelle i Victoria, nie wyjdzie tutaj zaraz na nich. rzucam dwa razy na rozproszenie, żeby mnie ogień nie zjadł jak w niego wejdę [roll=Z] [roll=Z] RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec - Eutierria - 09.06.2023 Grupa przy ogniskach
Panna Moss oddychała ciężko, a po zaklęciu rzuconym przez Danielle kaszlnęła wpierw, nim udało jej się odetchnąć w pełni. Uśmiechnęła się smutno na dźwięk słów, jakoby panią Moody miały uratować jej determinacja i odwaga - ewidentnie w to nie wierzyła. Ba, zarzucała coś sobie nawet - to w końcu przez nią znalazły się w aż takim niebezpieczeństwie, ale nie powiedziała nic. To zwątpienie dało się odczytać wyłącznie w jej oczach. Wpierw wyglądała na roztrzęsioną, później zaszły łzami, a na końcu zacisnęła je z całej siły. Jej ciało było poparzone. Słup ognia uderzył w nią od dołu, raniąc nogi, tułów, paląc włosy. Magia oszczędziła jej twarz, ale spalone ubrania przyklejone do ran stanowiły wielkie zagrożenie, a piasek, który dostał się do środka, musiał sprawiać jej olbrzymi ból. W taki sposób, pokryta krwią, przemoczona od wody, czołgała się przez dobrych kilka minut. - Oni uderzają, żeby zabić - wydusiła tylko, a stan, w jakim się znajdowała, był tego potwierdzeniem. Związany Śmierciożerca nie protestował. Był całkowicie świadomy tego, że nie zrobicie mu krzywdy i wykorzystywał to w pełni, dając podać sobie eliksir mogący uratować jego życie. Obserwował przez moment Brennę, która pobiegła w nieznanym mu kierunku, po czym odwrócił się w stronę Erika. Mężczyzna był bardzo osłabiony, pozbawiony broni i drogi ucieczki, ale nawet to nie zmyło z jego twarzy paskudnego uśmiechu. - Naprawdę? - Rzucił, po czym parsknął drwiąco. - Będziesz nade mną stał, kiedy inni idą tam walczyć i ratować ludzi? Policz lepiej martwe ciała swoich kolegów. Eriku, twoje zaklęcie było udane, ale nie wywołało żadnego większego efektu. Wiatr wciąż wiał i wiał, jego moc nasilała się z każdą chwilą, ale osoby znajdujące się w kręgu przy ognisku nie odczuwały tego aż tak bardzo - widziałeś wyraźnie, że drzewa znajdujące się poza tym wirem uginają się od jego siły, jak przesuwają się stoły i krzesła. Wy jednak staliście (w przypadku panny Moss i Śmierciożercy) leżeliście spokojnie, niemal niewzruszeni. Nie dało się jednak odmówić pogodzie tego, że całkowicie zepsuła wam fryzury. Zwieńczeniem tej sceny był Atreus, który jak gdyby nigdy nic spróbował wkroczyć w ogień ognisk Beltane i... zatrzymał się nagle przed nim, odetchnął, złapał się za klatkę piersiową i nieprzytomny upadł na ziemię. Podobnie jak reszta waszych przyjaciół, wyglądał tak, jakby spał. Był jednak wyraźnie poobijany, czego najbardziej dramatycznym elementem było to, że palce jednej z jego dłoni były złamane. Grupa przy Harper
Wiatr, który się zerwał, stawał się silniejszy z każdą chwilą. Widzieliście, jak drzewa uginają się od jego siły, jak liście szumią z całej siły, jak meble i dekoracje przesuwają się po ziemi i zaczynają unosić się w powietrze. Utrzymanie równowagi było ciężkie, ale wszystkim wam się to udało. Leciutka różdżka Chestera musiała stać się tego ofiarą - nie dostrzegałeś jej nigdzie wokół, nie potoczyła się nawet w stronę Harper - została porwana przez żywioł. Mroczne znaki Chestera i Stanleya zapiekły jeszcze mocniej, dając znać o tym, że Czarny Pan nie potrzebował ich już w tym miejscu, ale jak mieliście stąd uciec, skoro Moss doczołgała się wreszcie do innych pracowników Ministerstwa i skierowała ich tutaj? Wpierw ruda dziewczyna, zaraz za nią kolejny przeklęty Moody, Longbottom i kompletnie nieznany wam chłopak, nieodziany w szaty waszego Departamentu. Kim był i dlaczego walczył z nimi ramię w ramię? Tego mogliście się jedynie domyślać. Borgin skutecznie utrzymał swoją różdżkę w dłoni, umożliwiając sobie dalsze rzucanie zaklęć. Harper natomiast wciąż klęczała na ziemi. Cruciatus nie był zaklęciem w pełni udanym, a jednak kobieta nie podnosiła się jeszcze - nie wiedziałeś dlaczego. Wood, która pojawiła się tutaj niedawno, zapowiedziała swój kolejny atak i machnęła różdżką w kierunku Śmierciożerców. Stanley nie poczuł absolutnie nic, Chester natomiast musiał zmierzyć się z faktem, że maska na jego twarzy zaczęła pękać. Przedmiot ukrywający tożsamość Śmierciożerców nie był pierwszą lepszą ozdobą, ale najwyraźniej nie był też czymś niezniszczalnym - zaczął pękać od ciśnienia, a Rookwood został zmuszony do szybkiego zakrycia się. Ze względu na werbalną zapowiedź oraz fakt, że maska Śmierciożercy pękała powoli, miał czas, aby zasłonić się rękawem (jeżeli chce to zrobić) i nie traci na to akcji. Wszystkie następne ruchy będzie wtedy wykonywał na ślepo - na przykład nie będzie w stanie robić precyzyjnych uników przed nadlatującymi atakami (do oceny mg). Heather, twój ból nasila się jeszcze bardziej, a próby rzucenia kolejnych zaklęć jeszcze bardziej pogorszyły twój stan. Nie jesteś w stanie ruszyć się z miejsca, do tego kręci ci się w głowie i będziesz miała problemy z rzucaniem zaklęć. Twoja klątwa nie uaktywniła się. Liczba akcji zostaje zmniejszona do jednej. Chester odpisuje pierwszy. Użycie świstoklika jest akcją.
|