![]() |
|
1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec V - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31) +---- Wątek: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec V (/showthread.php?tid=1247) |
RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec V - Erik Longbottom - 18.05.2023 Tchórz, pomyślał automatycznie Longbottom na widok Śmierciożercy, który obecnie szybował nad ich głowami, zmierzając w kierunku lasu. Problemem było tylko to, że las był cóż... praktycznie z każdej strony wokół polany. Różdżka mężczyzny wprawdzie powędrowała w kierunku przeciwnika, jednak nie mógł się zmusić do tego, aby ruszyć w pościg. Przecież to nie miało sensu. Nie dogonią kogoś, kto podróżuje poprzez świstoklik, choćby użyli teleportacji lub wskoczyli w mig na miotły. I wtedy coś huknęło. — Kurwa mać — przeklął siarczyście, odwracając się i cofając przy tym o kilka kroków. Erik skrzywił się momentalnie na widok kamiennego muru. Obrzucił zdekoncentrowanym spojrzeniem swych towarzyszy, gdyż tych wbrew pozorom nie ubyło, a wręcz przybyło. Zacisnął usta w wąską linię, starając się skupić rozbiegane spojrzenie na Alastorze i Dani. Musiał przymknąć lewe oko i z trudem powstrzymał się przed tym, aby nie zacząć go intensywnie pocierać. — Czy wszyscy dostajemy dzisiaj tak po... — rzucił, chcąc uzyskać informacje na temat postępów innych zespołów, jednak wtedy jego uwagę zwróciła poobijana Heather. Bardzo mocno poobijana. Podszedł do dziewczyny, przyklękając na jedno kolano. — Dani? Możesz coś tutaj poradzić? Ona chyba mocno oberwała. Jak zresztą oni wszyscy. Adrenalina krążąca w ich żyłach przez przeciągającą się potyczkę działała na ich korzyść, jeszcze nie czuli w stu procentach, jak poważne rany odnieśli i jak bardzo wymęczeni byli. Oby tylko udało im się w tym stanie wytrwać do końca. Pozostawiając Danielle opiekę nad rudowłosą brygadzistką, Erik skierował się do pokrytych popiołem sylwetek, chcąc ocenić stan tych ludzi. Może mieli szczęście? (Percepcja) Ocena stanu pokrytych pyłem ludzi x2
[roll=N][roll=N] RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec V - Heather Wood - 19.05.2023 Nie była przyzwyczajona do tego, że miotła jej nie słucha. Było to coś zupełnie nowego, pewnie ten pajac miał z tym coś wspólnego, bo Znicz nigdy w życiu by się tak nie zachował - tego była pewna. - Kurwa mać - Mruknęła jedynie kiedy dostała miotłą w łeb. Nie był to aż taki ogromny ból, ale się zirytowała, wkurwienie było przeogromne - bo to była JEJ miotła. To wszystko w tym było najgorsze. przetarła łokciem oczy, bo dostał się do niej piach. Sprawiało to ogromny dyskomfort, było nieprzyjemne, czuła swąd palących się włosów. W zasadzie było dosyć chujowo, ale stabilnie. Tarzała się do śmierciożercy, jednak nie zdążyła. To ją rozwścieczyło. Wydała z siebie głośny jęk, niezadowolona z porażki. Nie znosiła takich sytuacji. Co chwilę przecierała ramieniem oczy, bo nie przestawały łzawić, było to bardzo irytujące. - Niech idzie dalej, nic mi nie jest, niech zajmie się tymi, którzy tego potrzebują. - Powiedziała do Erika, który znajdował się tuż obok. Miała w nosie swoje zdrowie, kiedy inni cierpieli. Ona się wyliże - jak zawsze. Postanowiła wstać, spróbowała podnieść się na nogi i udać się za Erikiem, nie zamierzała się nad sobą rozczulać, chociać ciało ją bolało. Zacisnęła zęby, jakoś sobie poradzi. Pewnie szła dużo wolniej niż mężczyzna, jednak nie odpuszczała, rozglądała się przy tym uważnie. rzucam na percepcję, aby zobaczyć ilu jest poszkodowanych i w jakim są stanie [roll=Z] RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec V - Alastor Moody - 21.05.2023 Moody splunął na ziemię. - A niech spierdala – odparł, cudem powstrzymując się od pokazania mu środkowego palca, kiedy odlatywał w nieznane. Longbottom i reszta i tak nie wyglądali na zdolnych do walki, a oni wciąż musieli odnaleźć tutaj Voldemorta, albo przynajmniej zrozumieć co się stało, jeżeli byli w swoich działaniach zbyt wolni. Poza wzmagającym się wiatrem nie czuł jednak żadnej szczególnej zmiany w energii tego otoczenia – nie zakładał więc, że było na cokolwiek za późno. – Tylko nie trać czujności, Dolly – powiedział, klepiąc ją po ramieniu i rzucając się w kierunku ostatniego z katalizatorów. Chciał dać jej w ten sposób do zrozumienia, że jeżeli zostanie tutaj, aby opatrzeć swojego kuzyna i dwójkę dzieciaków, to Moody nie będzie miał jej tego za złe. Sam nie skomunikował się z nimi w żaden werbalny sposób, jedynie skinął głową do Erika i tyle go tutaj widziano, bo bez Danielle mógł biec o wiele, wiele szybciej, niż robił to dotychczas. Na (mam nadzieję hehe) ostatnie Finite [roll=PO] RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec V - Danielle Longbottom - 21.05.2023 Śmierciożerca mądrze uznał, że nie ma szans na tak liczną grupę, w której każdy gotów był walczyć niczym lew o drugą osobę. Nie zamierzała go zatrzymywać i miała tylko nadzieję, że reszta nie wpadnie na taki pomysł. Mieli inne rzeczy na głowie - musieli wygasić ostatni katalizator, oraz zająć się rannymi. Potyczka z wrogiem była ostatnim, czego w tej chwili potrzebowała. Uścisk w żołądku ani na moment jej nie opuszczał, a i nasilł się, gdy tylko dostrzegła w jakim stanie są jej bliscy. Gdy Moody klepnął ją w ramię, posłała mu krótkie spojrzenie i słaby, wymuszony uśmiech. To był rozsadny podział obowiązków. Innego zdania niestety byli Erik i Heather, którzy postanowili zgodnie uznać, że oni pomocy nie potrzebują, ale na pewno znajdzie się ktoś, kto potrzebuje jej bardziej. - Wasza szlachetność jest godna podziwu - zauważyła tonem głosu, po którym średnio można było stwierdzić czy mówi serio, czy ironizuje. Była do bólu neutralna, choć był to sposób na radzenie sobie z silnymi kotłującymi się wewnątrz niej emocjami. Zawsze podchodziła do rannych z empatia, jednak tutaj w grę wchodzili jej najbliżsi - to był ogromny ciężar, jaki spoczywał na jej barkach. Wyprzedziła ich, niejako zagradzając drogę. Nie zakładała, że dadzą jej czas na lepszą analizę obrażeń i bardziej dopasowane leczenie, a nie był to odpowiedni czas na wykłócanie się. Wtedy też machnęła różdżką, z zamiarem odbudowania zniszczonej tkanki, co zniwelowałoby palący, nieznośny ból. Dopiero gdy upewniła się, że wszyscy są wstępnie zaopatrzeni medycznie, ruszyła wraz z Erikiem w stronę rysujących się w oddali sylwetek. Powoli dochodziło do niej, że to nie koniec a dla niej jako uzdrowicielki, może być to dopiero początek koszmaru. [roll=Z] [roll=Z] Kształtowanie: odbudowanie zniszczonych przez poparzenia lub uderzenia tkanek. RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec V - Julien Fitzpatrick - 22.05.2023 Poczuł ogromne zirytowanie zmieszane ze złością, przesunął mu się też przez głowę zawód. Chciał, aby śmierciożerca poczuł chociaż odrobinę z tego bólu, który odczuwał on. Po stracie brata czy Christie, przy martwieniu się o Heather i Camerona. Walczył z chęcią rzucenia się w pogoń, wyczarowania z różdżki liny, która miałaby złapać byłego napastnika za kostkę i ściągnąć na ziemię. Zaraz jednak dookoła zaczęły dziać się kolejne rzeczy, spojrzał w stronę Heather, której włosy zgasił, a która wciąż nie wyglądała najlepiej. Serce podeszło mu do gardła i musiał zrezygnować z chęci zemsty, na rzecz pomocy najbliższym, bo przecież to się właśnie liczyło. Ostatecznie po prostu wyręczył Alastora i pokazał odlatującemu śmierciożercy środkowego palca. - Krzyżyk na drogę skurwysynu, żebyś się o jaką choinkę wyjebał i rozszczepił - nie schował różdżki i kompletnie na razie ignorując piekący ból, od którego chciał krzyczeć, potrzebował się upewnić, że z Wood wszystko jest w porządku. - Heather - zaczął, gdy zobaczył, że dziewczyna wstaje - Heather, kurna, dopiero co oberwałaś jak ja pierdole, daj sobie chwilę, wszystko w porządku? Nic ci się nie przypaliło poza włosami? Pokaż. - w pierwszej kompletnie zignorował Danielle i Erika, którzy stali obok i złapał przyjaciółkę za twarz tak, aby popatrzyła mu w oczy, aby sprawdzić, że na pewno tu jest, że na pewno przed nim stoi. Dopiero po chwili rzucił Longbottomom trochę skrępowane, przepraszające spojrzenie. - Z wami też wszystko w miarę spoko? Dani- ... - chyba chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział co, a kobieta skupiła się bardziej na zaklęciach mających złagodzić ból. Zdecydował się wiec pomóc. Magia kształtowania moze nie była całkowicie lecznicza, ale w niej miał dużo doświadczenia. Rozmawiał też na ten temat nie raz z Cameronem, więc mógł się przynajmniej do czegoś przydac. Rzucił te same zaklęcia, co Danielle. Kształtowanie: odbudowanie zniszczonych przez poparzenia lub uderzenia tkanek. [roll=PO] Zaraz rozejrzał się też dookoła, widząc zarysy ciał. Serce zabiło mu szybciej, nie mógł dostrzec nic poza faktycznymi sylwetkami. - Czy to są... czy oni? - zapytał, chyba bardziej siebie niż wszystkich innych dookoła. Poczuł jak robi mu się niedobrze, pobladł. RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec V - Eutierria - 27.05.2023 Ból rozchodzący się po waszych ciałach nasilał się z każdą chwilą, a nieudane zaklęcia leczące jedynie pogorszyły sytuację. Erik widział coraz gorzej. Twarz zaczęła mu puchnąć, utrudniając widzenie jeszcze bardziej, a brud i kurz pokrywające jego twarz wiązały się z ryzykiem dostania się głębiej w tworzącą się z opuchlizny szczelinę – powinno się je usunąć. Heather zapewniająca o tym, że nic jej nie było, myliła się. Bolało cię okropnie. Każdy krok w kierunku poszkodowanych wiązał się z olbrzymim, nasilającym się bólem pleców. Było z tobą źle do tego stopnia, że w połowie drogi musiałaś zatrzymać się, żeby wziąć oddech. Smród spalonych włosów potęgował łzy napływające ci do oczu. Z tej grupy najlepiej trzymał się Charles, ale to on popełnił najgorszy błąd, jaki mógł w takiej sytuacji zrobić – sięgnął po coś, czego nie rozumiał i to nie rozumiał tego w nawet najmniejszym stopniu – z upokarzająco niską wiedzą przyrodniczą i brakiem wiedzy o leczeniu nie był w stanie zreplikować zaklęcia, którego próbowała użyć Danielle. Jego poparzone dłonie bolały już wcześniej, ale ból, który rozszedł się po nich po rzuceniu zaklęcia był tak bardzo nie do zniesienia, że momentalnie upuściłeś różdżkę. Rosło na nich... coś... Coś, co mogłoby przypominać skórę w jakimś innym uniwersum, ale na pewno nie w tym. Danielle, jako uzdrowicielka, mogła złapać się za głowę – to zaklęcie trzeba było jak najszybciej cofnąć, zanim wywoła efekt odwrotny do zamierzonego – cokolwiek pokrywało dłonie Charles'a musiało z nich zniknąć tak szybko jak się dało. Uparci, wciąż skupieni na ratowaniu znajdujących się tutaj ludzi, chcieliście zobaczyć czyje ciała znajdują się w okolicy ognisk. Ciąg dalszy tej historii pojawi się tutaj. Koniec sesji
|