![]() |
|
[04/1972] Modliszki - Mellvyn & Geraldine - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [04/1972] Modliszki - Mellvyn & Geraldine (/showthread.php?tid=1371) |
RE: [04/1972] Modliszki - Mellvyn & Geraldine - Mellvyn Ollivander - 14.05.2023 Uśmiechnął się krzywo, gdy po raz kolejny bardzo dosłownie wyraziła wobec niego wdzięczność, jakby chciała mu przypomnieć, że próbuje go pochwalić. Czuł dzięki temu pewne ciepło w środku, prawda, ale towarzyszył mu lekki stres; w dawaniu komplementów byli chujowi, ale w otrzymywaniu ich chyba tylko gorsi. Kiedy wspomniał o ryzyku ciąży, dostrzegł w Geraldine uderzająco dużą zmianę. Zaskoczyło go to, jak ostry był jej strach; przecież miała kasy jak lodu, tak naprawdę mogła kupić sobie jakąś nianię na własność i zapomnieć o tym dziecku już na zawsze. Ale, z drugiej strony, zrobienie czegoś takiego wymagało posiadania pewnych cech charakteru. Ona ich nie miała. Nie była ani zimna, ani wyrachowana. Gdy znowu siadła na blacie, pogłaskał ją po udzie i ułożył dłoń tuż nad jej kolanem. W pewien sposób rozczuliła go swoją stanowczością. - Znaczy, hmm, tak. Bez problemu, dwadzieścia minut i będzie. Ale efekty nie są przyjemne. - Wrotycz i ruta, osłabienie, senność, bóle głowy, omamy, nudności, omdlenia, krew w moczu, krwawe wymioty, krwotok z dróg rodnych. Nie, przecież nie będzie tak źle, no kurwa. Na tym etapie i tak nie musiałaby spożyć więcej, niż absolutne minimum. - Łatwiej jest zapobiegać, niż spędzać. Przesadził z zaciąganiem się, zakaszlał. Wybitnie rozbawiła go perspektywa tego, że Geraldine będzie musiała przewidzieć kiedy i ile razy zamierza uprawiać seks. Mniej bawiła go perspektywa skutków ubocznych, które będzie musiała znosić. - Najprościej chyba użyć metod mugolskich. Wiesz, gumek - mówił, gasząc szluga w popielniczce. - Albo ruchać się na inne sposoby. Ja z tym nie mam problemu, widziałaś sama. Westchnął; cokolwiek by się nie działo, nie mogło go to na dłużej wyładować. Gdzieś wewnątrz czuł jakąś jakby energię, tętniącą energię, taką, której nie sposób było wyczerpać. Powoli wracał do poprzedniego stanu - był entuzjastyczny i niedoruchany. Dziwnie niespokojny. Właściwie już teraz mógłby wstać i zapierdalać, chociaż nie wymyślił sobie jeszcze żadnego konkretnego zajęcia. - A poza tym. Co robimy coś dzisiaj, jutro? Jakie masz plany? RE: [04/1972] Modliszki - Mellvyn & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.05.2023 Naprawdę się starała. Może to było trochę koślawe, wyglądało nienaturalnie, ale zależało jej na tym, żeby wiedział. Nie miała specjalnego doświadczenia w komplementowaniu, ale robiła, co mogła. Miała nadzieję, że odbierze to w odpowiedni sposób. Może z czasem przyjdzie jej to robić jakoś zgrabniej, póki co widać było, że nie do końca sobie radzi. Wcale jej to nie przeszkadzało. Może i miała hajsu jak lodu, dzięki czemu wiele możliwości, jednak nie powodowało to, że czuła się pewnie. Gdyby urodziła dziecko, musiałaby zostać za nie odpowiedzialna, może i ktoś by się nim opiekował, jednak Yaxley nie wyobrażała sobie, że mogłaby zostawić żywą istotę z kimś obcym, a to niestety łączyłoby się z tym, że musiałaby zupełnie zmienić swoje życie - tego zdecydowanie nie chciała. Także najlepszą opcją pozostawało po prostu nie zachodzenie w żadne ciąże, ewentualnie pozbycie się problemu, kiedy już się pojawi. Przechyliła głowę w jego kierunku kiedy położył jej dłoń na nodze, wybiło ją to z tych niepotrzebnych rozważań na temat ewentualnych, nienarodzonych dzieci, chociaż w sumie może i było to potrzebne. Mellvyn myślał o tym, co było dość istotne, ona zaliczyła jakieś zaćmienie, które mogło się skończyć niezbyt korzystnie. Miał głowę na karku, mimo tego, że nie wyglądał. Nawet jej to trochę zaimponowało, że myślał o konsekwencjach, które mogły być dosyć spore. Położyła swoją dłoń na jego, chciała znowu poczuć ciepło jego ciała. - Nie są przyjemne, ale są skuteczne, to jest najważniejsze. - Nie miała problemu z tym, żeby trochę pocierpieć, ważne było to, że dzięki temu mogła mieć pewność, że nie spierdoli nikomu życia, bo tego się bała najbardziej i nawet nie chodziło tylko o nią. - Z tym masz rację, zapobiegać to jest całkiem niezły pomysł. - Cóż, jak widać nie zawsze miał prawo bytu, ale mogli o tym pomyśleć. - Metody mugolskie nie brzmią źle. - Na pewno mniej to obciążało organizm niż picie eliksirów po fakcie i osłanianie organizmu, szczególnie kiedy musiała dość często być pewna swojej siły fizycznej, nie mogła pozwolić sobie na niesubordynację. - Można się ruchać na inne sposoby, ale mi było tak dobrze. - Spojrzała na niego przy tym, musieli dojść do jakiegoś porozumienia, pewnie nie będzie z tym większego problemu. Jego pytanie wybiło ją trochę z rytmu, bo nic nie planowała, przynajmniej jak na razie. - Muszę wziąć prysznic, to po pierwsze. - a co później? - Za jakiś tydzień myślę, będę musiała wyjechać, może pięć dni. Póki co mam wolne, trochę spraw do załatwienia na mieście, kilka osób chciało się ze mną spotkać, ale to na chwilę. Trzeba wyjść z psem na spacer, może wreszcie się nim zająć, miał być moim towarzyszem polowań, a póki co jest faktyczną pierdołą. - Miała wrażenie, że to trochę jej wina. - A Ty masz jakieś plany, pragnienia, póki jestem na miejscu, mogę się dostosować. -Bo w końcu mogli spędzić trochę czasu razem nim wyruszy na łowy. Rozmowa trwała pewnie jeszcze długo, bo mieli wiele do przedyskutowania. Koniec sesji
|