Secrets of London
1972, Wiosna, 3 maja - Wnętrze kliniki - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+---- Dział: Klinika magicznych chorób i urazów (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=18)
+---- Wątek: 1972, Wiosna, 3 maja - Wnętrze kliniki (/showthread.php?tid=1516)

Strony: 1 2 3 4


RE: 1972, Wiosna, 3 maja - Wnętrze kliniki - Mavelle Bones - 21.09.2023

Tak, też się tego nie spodziewała. W chwili, gdy skutecznie zajęła jego ręce dwoma kubkami, była całkiem pewna, że każde z nich miało jeden dla siebie i drugi dla „potrzebującego”. A tu proszę, jakimś cudem to jej przyszło być bohaterem w srebrnej zbroi ewidentnie mugolskiej kurtce, której nadal z siebie nie zdjęła.
  Ale jednak, życie potrafiło spłatać figla (a może po prostu: los się sprzysiągł czy coś w ten deseń) i musiała koniec końców zgarnąć kubek od Moody’ego, jeśli nie chciała pozostać bez życiodajnego napoju, jakim była kawa.
  Nie szukała sobie żadnego siedzącego miejsca, woląc się podeprzeć plecami o ścianę. I choć kiedyś może by i mogła parsknąć z tego, co właśnie usłyszała, to teraz… teraz po prostu rzuciła ewidentnie zmęczone spojrzenie człowieka, który miał za sobą ciężki czas i nie bardzo wiedział, ile jeszcze utrzyma się na nogach, zanim padnie. Choć akurat do tego specjalnie się nie spieszyła; upierała się, że nie może odpuścić, że musi wytrwać tyle, ile będzie trzeba – wedle jej uznania.
  - Przykro mi – wyrzekła pod adresem Botta, choć trudno powiedzieć, do czego dokładnie piła. Do Grażynki? Do strat, jakie poniósł? Do cholera-wie-czego? - Jakbyś potrzebował pomocy, to daj znać, pomyśli się – dodała i pociągnęła łyk kawy, przymykając na chwilę oczy. Pomyśli się – bo była całkiem pewna, że w ciągu najbliższych dni trudno będzie znaleźć chwilę na podrapanie się po dupie. Formalności to jedno, przygotowania to drugie, trzecie… ktoś musiał posprzątać cały burdel po Beltane i nie zamierzała się od tego wymigiwać. Nawet jeśli w teorii mogłaby zagrać kartą, iż po ostatnich wydarzeniach naprawdę potrzebuje czasu dla siebie.
  - Pojebane kreatury? – spytała cicho. Cóż, poprzedni dzień miała praktycznie wyjęty z życia, a ten poświęciła na coś zupełnie innego, więc… mogła być trochę zacofana, jeśli chodziło o wszelkie wieści.


RE: 1972, Wiosna, 3 maja - Wnętrze kliniki - Alastor Moody - 23.09.2023

- Ty zawsze myślisz, że umrzesz.

Wcale nie chciał zabrzmieć szorstko, ale słowa nie układały mu się idealnie tak, jak chciał. Z drugiej strony, czy Bertie nie powinien się już do tego trochę przyzwyczaić? Niby byli już dorośli, ale ich relacja nie zmieniła się wcale tak mocno od czasów, kiedy byli dzieciakami...

- Ale przyznaję, że jak nie dogoniłeś mnie i Malfoya, to wyobrażałem sobie, jak umieramy tam razem, napierdalając w to coś kijami. - Alastor dodał to po chwili refleksji. Bo gdyby udawał, że się nie bał, to nie tylko by skłamał, ale i naraził siedzące tutaj kobiety na potencjalne niebezpieczeństwo. Mavelle przecież tam mieszkała. Gdyby nagle zechciała tych widm szukać... Wolał nie wiedzieć, co by się z nią stało, gdyby to coś ją dopadło przez to, że nie znała ryzyka. Bo w to, że znając je i tak weszłaby do tego lasu nie wątpił, po prostu musiała się do tego przygotować nieco lepiej niż on oferujący leżącemu obok dziecku łyk wódki ze swojej piersiówki i mówiący mu, że to ich ostatnia nadzieja na przeżycie.

- Czy to zabrzmi źle, jeżeli powiem, że też się zdziwiłem, jak mnie przydzielili do drużyny z kanclerzem skarbu?

Moody nie chciał oczywiście w żaden sposób Malfoya urazić, po prostu osoby na wysokich stanowiskach, szczególnie tych biurowych, nie byli częstym widokiem na polu walki. I nie dlatego, że się do tego nie nadawali, a dlatego, że byli potrzebni w innym miejscu.

- To... zakładam, że to to, co zatrzymało tam Idę... Powiedzieli mi, że badają tę sprawę głębiej, więc pewnie powiadomią o tym resztę biura na dniach, ale w Kniei dwukrotnie natrafiliśmy na istoty, które wywoływały w nas olbrzymi strach. Ciężko jest mi to opisać, ale do tej pory pamiętam, jak trzęsły mi się ręce.

Potarł palcami brodę.

- Pierwszy raz podczas Beltane, kiedy ukrywaliśmy się z Harper przed wiatrem, a drugi raz już po nim, kiedy przeczesywaliśmy odleglejsze części Kniei. Gdyby to było zaklęcie, to już by pewnie wygasło.


RE: 1972, Wiosna, 3 maja - Wnętrze kliniki - Bertie Bott - 26.09.2023

Bertie nie był do końca pewien, co takiego było złego w tym, ze martwił się aby nie dokonać swojego żywota. Przecież to było całkiem naturalne, że jako istota ludzka martwił się o takie rzeczy, prawda? Tym bardziej, jeśli istniało ryzyko, że nie umarłby na amen, a następnego ranka wstał z grobu. Tak, zdecydowanie ta wizja akurat przerażała go jak nic innego na świecie.
Bertie nie powiedział już nic, z oporem maniaka zajmując się swoją kawą i nagle jakoś o wiele bardziej ciesząc się jej smakiem. Bo przecież jakby umarł, to na Boginię, już by tego smaku nie czuł, prawda? Z tego co zdążył się na temat ghouli dowiedzieć, to nie byłby w stanie dalej gotować tak, jak robił to teraz, a potem co? Musiałby się zabić siedem razy, żeby skończyć swoją niedolę permanentnie?
Bott patrzył przez moment w swoje odbicie w resztce kawy, która została mu w kubku, tracąc już resztki sił na dzień dzisiejszy i nie chcąc swoimi zmartwieniami obarczać reszty osób, które znajdowały się w pomieszczeniu. Uśmiechnął się więc i na raz wychylił resztkę, którą miał jeszcze w naczyniu.
- Słuchajcie - zaczął, w sumie trochę zbyt stanowczo jak na jego gust, więc zaraz odchrząknął. - Przepraszam. Chciałem tylko powiedzieć, że chyba niestety muszę już iść. Czeka na mnie jeszcze parę rzeczy do zrobienia w domu. - Odstawił kubek, poprawiając kraciastą koszulę, którą miał na sobie. - Trzymaj się Al - podszedł do Moody'ego i położył mu dłoń na ramieniu. - Gdybyś czegoś tylko potrzebował, nie krępuj się - posłał mu lekki uśmiech i odwrócił się do Mavelle i Eden. - Moje panie, dobrej nocy - rzucił krótko i dla kontrastu z teoretycznie sztywnymi słowami, pomachał im ręką na pożegnanie, po czym opuścił szpitalny pokój.

Postać opuszcza sesję



RE: 1972, Wiosna, 3 maja - Wnętrze kliniki - Mavelle Bones - 19.11.2023

Tak. Zdecydowanie była zacofana, jeśli chodziło o wszelkie wieści. Pewnie, część relacji dotarła już do jej uszu, ale… czy to był pełny obraz sytuacji? Zdecydowanie nie. Więc w zasadzie martwiła się tym, co słyszała teraz. Już pomijając kanclerza skarbu ganiającego po lesie – jak wnioskowała z rozmowy – to tam krył się przecież znacznie większy problem niż ten, że ktoś, kto kojarzył się z biurkiem i stertą papierów szedł w miejsca, które raczej należałoby pozostawić bardziej obeznanym w machaniu różdżką.
  Chociaż, mogła go źle oceniać – co nie zmieiało faktu, iż na dobrą sprawę potrzebne były każde ręce.
  Tylko te… istoty? Sam strach to nic, ale nie zakładała, że wywoływały tylko strach. Nie, wolała założyć, że potrafiły coś o wiele, wiele gorszego… Ale tak, dobrze wiedzieć, że miała coś takiego pod nosem; zwłaszcza że tylko tego brakowało, aby nieświadoma wparowała do gęstwiny, ze sforą u boku.
  - Po prostu cudownie – skwitowała dość posępnie – Dokładnie takiego gówna w kniei teraz potrzeba – dodała dość sarkastycznie i westchnęła ciężko. Przy odrobinie szczęścia da się szybko problem załatwić… tyle że – o czym teraz nie wiedziała, a co przyszłość miała przynieść – jednak miało być gorzej.
  Pożegnała się z Bottem, dość ciepło, biorąc pod uwagę okoliczności. Wkrótce potem grono w pokoju Idy znów się pomniejszyło – Eden przecież też miała swoje sprawy, zwyczaje, cokolwiek przeważyło o decyzji, że najwyższa pora odejść. Bones zaś z odejściem się nie spieszyła – na dobrą sprawę nawet nie chciała odchodzić. Po części przez to dziwne uczucie, które się wczepiło wszystkimi pazurami i zębami, po części przez po prostu sympatię, jaką darzyła Moody’ego.
  Ale co miało początek – musiało mieć też i koniec. Toteż ścieżki ścieżki rozeszły się w Mungu – tyle że dużo później niż w chwili, kiedy towarzystwo zaczęło się rozchodzić...


Koniec sesji