Secrets of London
[lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Poza Wyspami (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=26)
+--- Wątek: [lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie (/showthread.php?tid=1930)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7


RE: [lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie - Erik Longbottom - 20.10.2023

Erik przeżył upadek z czterech metrów. Według danych statystycznych Ministerstwa Magii szanse na taki wynik wynosiły około 50:50. Teoretycznie więc wyszedł z tego starcia zwycięsko. Tylko, cholera, jakim kosztem? Zderzenie z podłogą zdecydowanie nie było jego najchlubniejszym momentem. Poczuł tępy ból głowy i miał wrażenie, że zaczyna tracić przytomność... Tylko po to, aby w mig ją odzyskać, gdy doszły go odgłosy pękanego drewna, a podłoga zapadła się pod nim, posyłając go na jeszcze niższy poziom statku.

W trakcie lotu ręka Longbottoma znalazła się w nie najlepszej pozycji. Erik odruchowo starał się bronić swoją [s]piękną[/i] twarz... to jest głowę... a więc to właśnie jego kończyna przyjęła na siebie pierwsze i zarazem najmocniejsze uderzenia. Nie wiedział, czy rozbił się o resztki dawnego łóżka w kajucie dla bogaczy, czy starą szafę, ale gdy zdał sobie sprawę z bólu, oczy niemalże wyszły mu z orbit. A potem przyszły uciski w okolicy serca. I nie, nie były to motylki w żołądku na myśl o tym, że jeśli przeżyje, to będzie musiał jeszcze spotkać się z Norą.

Erik zwinął się do pozycji embrionalnej, przyciskając te mniej uszkodzoną rękę do swojej piersi, jakby miało to jakoś uspokoić jego organizm. Tak się jednak nie stało, a nacisk wywierany na jego serce zdawał się tylko rosnąć. Był pewien, że to już koniec. Zachciało mu się wycieczek na nawiedzone statki, a teraz miał skonać, próbując pokonać jakąś zupełnie obcą wiedźmę. Tak i o to „najdroższy czarodziej Wielkiej Brytanii” miał dokonać żywota.

Tylko,że nawet to mu nie wyszło.

Niespodziewanie udało mu się zaczerpnąć tchu. Serce przestało go boleć, za to cała reszta ciała dała o sobie znać, wyraźnie dając mu do zrozumienia, że wbrew pozorom LONGBOTTOMOWIE NIE SĄ NIEZNISZCZALNI I TEŻ MAJĄ SWOJE LIMITY. Erik zdołał zmienić pozycję na pół-leżącą i spojrzeć ku dziurze na suficie, aby zobaczyć płomienie ognia i dym z atrium.

Ledwo! — krzyknął żałośnie, krzywiąc się od bólu w lewym boku. O kurwa. — Czas stąd spierdalać! — Zaczął kasłać, co wcale nie poprawiło jego stanu.

Rozejrzał się po pokoju, starając się namierzyć jakieś drzwi. Nie miał zamiaru wspinać się z powrotem na górę, ale musieli znaleźć jakąś drogę wyjścia. Musieli uciec na górny pokład, teleportować się... Cokolwiek, żeby tylko znaleźć się na łódce, którą dobili do tego przeklętego miejsca.




RE: [lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie - Geraldine Greengrass-Yaxley - 21.10.2023

Nie zdążyła się na siebie zezłościć, że jej zaklęcie nie zadziałało. Nie miała czasu, bo poczuła wtedy rozdzierający ból w piersiach, jakby ktoś właśnie ścisnął jej serce i zaraz miało przestać żyć. Czy tak wyglądała śmierć? Była na nią gotowa, nie bała się umrzeć, chociaż spodziewała się, że raczej coś ją zeżre, jak widać nic nie można zaplanować. Miała nadzieję, że jej wybaczą, że nie zdążyła się pożegnać. Mellvyn, Gio, Pandora. Thes i cała reszta, powinni zrozumieć jednak sytuację. Nie do końca mogła to przewidzieć. Oczy miała otwarte, na twarzy uśmiech - nie zamierzała umierać ze smutkiem malującym się na ustach, mimo, że ból w klatce piersiowej był ogromny. Śmierć nie przyszła do niej w domu, tylko podczas jednej z wielu przygód, miała atrakcyjne życie, nie mogła narzekać i sporo już przeżyła. Może faktycznie to był na nią czas?

Erik uderzył z impetem w podłogę, przebił się nawet przez nią i poleciał dalej - nie mogła mu jednak pomóc, nie była w stanie, bo zajęta była chwilowo umieraniem.

Zaczęła tracić oddech, musiało już być blisko. Nie dała rady utrzymać się na nogach, osunęła się na ziemię i czekała aż nadejdzie śmierć. Widziała, że nie jest jedyna. No chodź już, kurwa, czekam. Żyła pełnią życia, nie miała sobie nic do zarzucenia, mogła więc odejść spokojnie - świadoma, że robiła, co w jej mocy, aby to życie miało jakiś sens i było kolorowe. Fajnie było. Pomyślała jeszcze, bo miała wrażenie, że to już ostatni oddech, że zaraz serce stanie i będzie po wszystkim.

Wtedy nastąpił koniec. Ból minął, a ona wcale nie umarła, a myślała, że poprzednie uderzenie serca i oddech będą tymi ostatnimi. Jak widać niczego w życiu nie można być pewnym - nawet nadchodzącej śmierci.

Bardzo dużo się wydarzyło przed chwilą. Yaxley uniosła się na nogi rzuciła wzrokiem, na dziurę w podłodze - nie mogła zostawić Erika, po drugie tej babie co przed nimi stała kompletnie odjebało i postanowiła spalić statek, na szczęście był trochę mokry, więc nie do końca poszło jej to tak, jak miało, tyle, że pojawił się dym, który zaczął drapać ją w gardło. Jako, że Victoria zaczęła czarowanie, a Geraldine usłyszała zaklęcia, z jakich korzystała postanowiła zająć się Erikiem. Fakt, były jeszcze żywe trupy, jednak to przyjaciel był w tej chwili najważniejszy - musiały go ściągnąć na piętro. Tyle że średnio miała pomysł, jak to zrobić, stanęła nad dziurą w podłodze i próbowała transmutować deski, które pękły w drabinę, po której Erik będzie mógł się do nich wspiąć.


transmutacja
[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie - Norvel Twonk - 25.10.2023

Victoria, Geraldine, Mavelle, Brenna, Atreus


Upiorna kobieta nie próżnowała. Kolejny snop ognia pomknął – tym razem w stronę jednych z drzwi prowadzących w dół a kolejny w stronę wyjścia z atrium. W tym też momencie, mniej więcej, dosięgło ją zaklęcie Victorii. Uderzyła plecami w recepcyjną stójkę i zasyczała z bólu.
Atrium powoli napełniało się duszącym dymem. Woda wyczarowana przez Victorię zgasiła jedno z miejsc, gdzie zaczynał płonąć coraz odważniejszy ogień. Ale było więcej skupisk ognia, powoli pełznącego po drewnianych konstrukcjach, powoli gaszonego samoistnie przez mokre drewno.
Jeden z żywych trupów ruszył na Lestrange. Drugi za cel upatrzył sobie stojącą przy dziurze Geraldine. Kolejne dwa skupiły uwagę na trzech leżących na podłodze ciałach. Nie były już zainteresowane ogłuszaniem żywych i siłowym wracaniem ich do krainy snów. Były głodne, dokładnie takie, jakie były wszystkie żywy trupy.
Brenna, Atreus i Mavelle zaczęli dochodzić do siebie. W nosy uderzał ich dym. Bolały głowy, choć ból słabł z każdą sekundą. Słyszeli odgłosy walki i zbliżających się nieumarłych.

Erik


Podnosząc się z ziemi Erik czuł jak bardzo został sponiewierany przez upadek. Był w jednej z kajut dla personelu. Dookoła siebie widział resztki metalowych, piętrowych łóżek i przegniłych skrzyń. W tym miejscu spało kiedyś pewnie ze trzydzieści osób. Dostrzegł też parę szkieletów – całkiem martwych i najwidoczniej nie zamierzających powstać. Dostrzegł również drzwi prowadzące na korytarz. A właściwie framugę po nich. Słyszał z góry odgłosy walki i dźwięki wydawane przez nieumarłych. Wydawało mu się, że podobny odgłos dobiegł go również z korytarza. Patrząc w górę widział ogień, dolatywał do niego również zapach dymu (ten z kolei coraz bardziej tłumił zgniliznę i rozkład).

Sebastian


Sebastianowi szumiało w głowie. Czuł się wyraźnie osłabiony a jego czaszkę rozsadzał słabnący z sekundy na sekundę ból. Ocknął się na pokładzie statku. Dokładnie w tym samym miejscu, w którym wcześniej padł.
Słyszał jak dookoła niego przebudzali się kolejni leżący na pokładzie. Ale nie wszyscy wstawali. Część pozostawała nieruchoma i najprawdopodobniej już… martwa. Z atrium dochodziły do jego uszu dźwięki świadczące o walce. Widział również wydobywający się stamtąd i także z wyższych pokładów dym. Ktoś podpalił Perłę Morza.
Tura trwa do 28.10.2023 roku do godziny 21.00



RE: [lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie - Sebastian Travers - 25.10.2023

To wszystko było w ogólnym rozrachunku bardzo złym pomysłem. Całe wejście na ten przeklęty statek i cała ta przeprowadzona przez niego eksploracja, która miała swoje zwieńczenie w tym momencie... poczuł ból serca, jakby ono miało zatrzymać się w tym momencie pod wpływem niewidzialnego, lecz bardzo prawdziwego uścisku. Przycisnął dłoń do klatki piersiowej, w momencie gdy zabrakło mu tchu i osunął się zamroczony na podłogę. Zmrużył powieki, chcąc pozbyć się tych mroczków sprzed swoich oczu. Zdecydowanie nie chciał już tego oglądać i choć było mu wszystko jedno w tym momencie, tak ten przeklęty statek nie odpuszczał. Czując, że umiera widział mokre od wody ściany, odpadające tapety, zwiędłe kwiaty, szkło i ciemność, która zapanowała po awarii szalejącej sieci elektrycznej.

Czując nadchodzący koniec pomyślał o swojej rodzinie, którą pozostawił w prawdziwym świecie, czekającą na jego powrót. Nie pomyślał za to o swoim celu, którego nie zdążył zrealizować - nie wymierzył zasłużonej sprawiedliwości za krzywdy wyrządzone jego rodzinie, nie odpłacił krwią za krew nawet jeśli to nie przywróci światu wspaniałego człowieka, do którego niebawem dołączy. Zakręciło mu się w głowie, pociemniało przed oczami i stracił przytomność. Ostatnie, co poczuł przed osunięciem się w ciemność, poczuł słabnący uścisk pod żebrami, bijące serce.

Po przebudzeniu szumiało mu w głowie, czuł pod czaszką słabnący z każdą chwilą ból i czuł się naprawdę słaby. Powoli docierało do niego, że znajdował się na pokładzie statku, tam gdzie zapadł w naprawdę długi sen. Zatarła mu się granica między jawą i snem, czego zwieńczeniem była jego własna śmierć. Dla niego było to prawdziwe. Koszmarne, bolesne, ale prawdziwe. Nie podniósł się od razu, wsłuchując się w dobiegające z pokładu odgłosy.

Dopiero kiedy poczuł się zakorzeniony w prawdziwym świecie, z trudem i ciężkim westchnięciem podniósł się do siadu a potem ostrożnie stanął na drżących nogach. Potrzebował chwili na odzyskanie stabilności. Po rozejrzeniu wokół siebie nie dostrzegł żadnej z osób, które razem z nim wkroczyły na ten statek. Poza jedną - na drewnianych deskach leżała zwinięta w kłębek dziewczyna, która w tym śnie była żoną Sebastiana Heinzela. Jego żoną. Dostrzegał też nieruchome ciała. Martwi? Prawdopodobnie.

Jak się czujesz? — Zwrócił się do młodej kobiety. Nie było to nad wyraz trafione pytanie, ale nieszczególnie teraz o to dbał. Będzie potrzebować po tym wszystkim kilku dni wolnego. Czuł się okropnie. Dotarły w końcu do niego odgłosy walki, dlatego zdecydował podążyć się w stronę atrium. Drogę znał bardzo dobrze, skoro w tamtym śnie zwiedził część tego statku - wyglądał on znacznie lepiej. Zbliżając się do wejścia do atrium, spostrzegł że ono płonie. Ktoś musiał podpalić ten statek, co nie było rozsądne. Ogień blokował mu przejście, a sam nie chciał zostać żywą pochodnią. Dlatego postanowił spróbować ugasić te płomienie wykształtowanym przez siebie potężnym strumieniem wody. Nie sięgnął po swoją różdżkę, posługując się własnymi rękami podczas czarowania.


Rzucam 2k100 na wykształtowanie potężnego strumienia wody do ugaszenia ognia przy wejściu do atrium
[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie - Geraldine Greengrass-Yaxley - 25.10.2023

Gerry się rozczarowała. Nie udało jej się wyczarować drabiny, która miała pomóc Erikowi wspiąć się do nich. Co za niefart. - Erik, chodź do nas, na górę. Nie zostawiaj na dole. Wszystko zaczyna płonąć. - Wolała go uprzedzić, jak wygląda sytuacja, nie chciała, żeby tam został i spłonął z tym statkiem. Musiał uciekać, a że znajdował się niżej, to pewnie zajmie mu to więcej czasu.

Coraz więcej skupisk ognia pojawiało się w pomieszczeniu. Yaxley czuła, że kończy im się czas. Jeśli nie spłoną tu żywcem, to zaraz zaczną się dusić tym dymem. Musieli stąd spierdalać. Definitywnie.

Żywe trupy zaczęły się nimi ponownie interesować. Jeden z nich wybrał sobie za cel Vikę, drugi Gerry. Nie zamierzała zwlekać. Tym bardziej, że na ziemi znajdowali się inni. Im też chciała pomóc.

Odwróciła się w stronę nadchodzącego nieumarłego. Machnęła różdżką i wypowiedziała głośno zaklęcie, które miało odciąć mu głowę.


kształtowanie
[roll=Z]
[roll=Z]

W pomieszczeniu robiło się tłoczno, jednak bardzo dobrze, to oznaczało, że większość osób, która przybyła na ten statek powoli spotykała się w jednym miejscu. Jedyne, co nie dawało jej spokoju to to, że nie miała pojęcia, gdzie są jej kuzyni. Nie zamierzała się stąd jednak bez nich ruszyć. Zajmie się tym jednak później, jak pozbędą się tej jędzy, co to chciała ich tutaj spalić.




RE: [lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie - Victoria Lestrange - 26.10.2023

Odetchnęła i pogratulowała sobie w duchu, że od razu zabrała się za gaszenie pożaru. Nie chciała iść na dno, nie póki nie zebrali się tutaj wszyscy, a przede wszystkim martwiła się o Laurenta i nie wyobrażała sobie stąd uciec bez niego. Nigdzie go jednak nie było. Były za to żywe trupy, upiorna kobieta i płonące deski statku.

Była tak zaaferowana tym, co tu się działo, że nawet nie zwróciła w pierwszej chwili uwagi na to, że leżą tutaj trzy ciała – ta dziwna kobieta miała od początku jej pełną uwagę. Całe szczęście (tak sądziła), że udało się ją odepchnąć i uderzyła tak, że najwyraźniej zabolało. Bo przynajmniej przestała machać różdżką na lewo i prawo, podpalając kolejne części statku. Tylko, że wtedy zainteresowały się nimi trupy. Jeden szedł na nią, drugi na Gerry… I wtedy zobaczyła dwa inne, które szły w kierunku… ciał?

Czy to nie byli Brenna, Atreus i Mavelle…?

Szlag. Szlag!

– Trzeba zgasić ten ogień – rzuciła, ale najpierw trzeba się było pozbyć trupów. Geraldine zajęła się „swoim”, Victoria skierowała więc różdżkę do tego, który chciał zaatakować ją – i chciała go potraktować tak jak trupa, który zatrzymał ich na schodach, czyli ściąć mu łeb, bo to wyglądało na najbardziej skuteczne. – Brenna! – krzyknęła, chcąc zwrócić na siebie uwagę pozostałej trójki. Miała nadzieję, że dojdą do siebie na tyle szybko, że te dwa trupy, które szły w ich stronę, nic im nie zrobią. – Gerry… nadal wszędzie czujesz potwory? – chciała wiedzieć, czy ciągle byli otoczeni, czy może cokolwiek się zmieniło… Chciała na razie zneutralizować zagrożenie tutaj, bo bardzo to przeszkadzało w wyciągnięciu Erika… z dziury. Najwyraźniej mieli to rodzinne. Najważniejsze było, że żył.


Kształtowanie
[roll=PO]
[roll=PO]


RE: [lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie - Brenna Longbottom - 26.10.2023

Jak się reagowało, gdy ktoś proponował ci wspólne samobójstwo?
Zapewne zwykle odmową. Zwłaszcza, że Brenna wcale nie była tak chętna do umierania, jak sądził chociażby jej brat. Ale w tej chwili tkwili w wizji, w której i tak umarliby prędzej czy później. Wyssie ich ta wariatka, utrzymywana przy życiu chyba wyłącznie przez czarną magię, albo pochłonie ich to światło... O ile już nie byli martwi i uwięzieni tutaj na wieki. Patrząc na to z tej strony, plan Bulstrode'a był wręcz rozsądny.
- Trzeba znaleźć coś ostrego - skwitowała więc jedynie słowa Atreusa, uśmiechając się przy tym nieco krzywo i na moment mocniej zaciskając palce na jego dłoni.
Tyle że to okazało się niepotrzebne.
Było tak, jakby coś zacisnęło dłoń na jej sercu i zaczęło je miażdżyć. Nie mogła zaczerpnąć tchu, a gdyby już nie klęczała na wilgotnym pokładzie, padłaby na niego teraz, niezdolna ustać. Zanim straciła przytomność, gdy ciemność zaczęła rozlewać się jej przed oczami, zdążyła tylko pomyśleć, że znowu nie dotrzyma obietnicy: nie przyjdzie na urodziny Nory, a Mabel, której wspomnienie zlewało się teraz z twarzą Maddie, będzie tak strasznie rozczarowana.
I jak poradzą sobie z tym rodzice, kiedy stracą tutaj całą ich czwórkę...?
A potem była tylko ciemność...
*

...i zapach dymu.
Brenna uniosła się na łokciach, odrętwiała i jeszcze nazbyt oszołomiona, aby od razu zrozumieć, co działo się wokół. Smród wwiercał się w nozdrza, do uszu dobiegały dźwięki świadczące o tym, że trwała jakaś walka. Rozejrzała się, próbując wypatrzeć Mavelle i Atreusa - wyglądało na to, że oni też się budzili, a przynajmniej Bones, bo ta padła tuż koło kuzynki - a jej dłoń odruchowo sięgnęła ku upuszczonej chwilę temu różdżce.
- Maddie?! - zawołała, ale zaraz zdała sobie sprawę z tego, że poszukiwania małego ducha musiały chwilę poczekać. Bo szybkie rozejrzenie się jasno wskazywało na to, że mieli tutaj znacznie poważniejsze problemy, jak idący w ich stronę nieumarli, wielki pożar statku i ta wariatka, która właśnie walnęła o...
...walnęła?
Brenna nie widziała, kto posłał w stronę kobiety zaklęcie (inni żyli, ta myśl przebiegła jej przez głowę z prędkością błyskawicy, ktoś tutaj był, skoro rzucał czary, chociaż w dymie nie dojrzała jeszcze kto), ale najwyraźniej coś, co wyrwało ich z wizji, wpłynęło także na tę... istotę? Ewentualnie ktoś z pozostałych osób, które trafiały na statek, władał bardzo, bardzo potężną magią.
Dostrzegła, że idą ku nim nieumarli, owszem. Ostrzegawczy krzyk Victorii rozbrzmiał jej w uszach (żyła, była cała, walczyła, dobrze). Mimo to, już wstając z podłogi, wycelowała nie w trupy, a w Fawley. W kobietę, od której to wszystko się zaczęło. Morderczynię Maddie, pani Sadley, wszystkich pasażerów statku, i która ledwo co załatwiła ich trójkę jednym czarem – a skoro zdołała rzucić taką klątwę, to pewnie dalej mogła ich pozabijać…
I tym razem nie próbowała jej tylko wyrywać różdżki ani obezwładniać, a stworzyć łańcuchy, które przybiją ją do stójki, na którą ta wpadła lub do podlogi. W miarę możliwości tak, by rękę też unieruchomiły.
Brenna nie wiedziała, czy wszyscy tu spłoną, ale na pewno powinna spłonąć ta kobieta.

kształtowanie
[roll=W]
[roll=W]


RE: [lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie - Atreus Bulstrode - 28.10.2023

Kąciki jego ust drgnęły ku górze, ale był to wyraz twarzy człowieka, który nie był właściwie pewien, jak powinien zareagować w danej sytuacji. Z jednej strony wierzył w słowa, które właśnie wypowiedział, albo raczej może w fakt, że nie widział innej drogi wyjścia z sytuacji, w jakiej się znajdowali. Z drugiej strony, cholera, jej odpowiedź wydawała się tak beztroska, że podważał właśnie wszystko co tylko mógł. Swoją poczytalność, jej własną i czy w ogóle ten plan wykonalny, skoro wszystko właśnie wydawało się zmieniać w wodę. Szybko jednak przestał, kiedy poczuł jak zaciska palce mocniej na jego dłoni i na moment, ten jego krzywy uśmiech uspokoił się i był dokładnie tym czym powinien - tylko uśmiechem.
Kolejne uczucie pojawiło się nagle, zaciskając niczym dłoń na sercu. Otworzył usta, próbując nabrać powietrza do płuc, ale na niewiele się to zdało. Przez myśl przeszło mu tylko jeszcze, że w całym tym teatrzyku jaki zaoferowała mu wizja, mógł chociaż zrobić to, czego chciał od niego jego 'brat' i ją pocałować. Przynajmniej miałby coś od życia, zanim to się skończy.

Mrugnięcie.
Przez moment zastanawiał się, czy to nie kolejna wizja, ale zapach dymu był tak drażniący, że kaszlnął, a potem do jego uszu przebił się głos Victorii.
- Brenna? - niby powtórzył za nią, rozglądając się szybko za sylwetką kobiety, czując to przytłaczające uczucie ucisku, które czaiło się gdzieś w żołądku. Tego nie było w jego wizjach. To było tylko i wyłącznie jego i znaczyło mniej więcej tyle, że byli w dupie.
Pozbierał się szybko na nogi, wyłapując truposzy, którzy zwrócili na nich uwagę, ale także Longbottom, która w tym momencie postanowiła przekierować uwagę na latającą po atrium kobietę, która wcześniej posłała ich do snu. Przesunął się, stając na linii między nieumarłymi, a Brenną i Bones, podnosząc własną różdżkę do góry u chcąc rzucić zaklęcie, które splotłoby surową magię w poziome ostrze, wycelowane w zbliżających się do nich napastników i może przy dobrych wiatrach ich przecięło.

rzucam na kształtowanie, żeby pociąć biegnące na nas trupy
[roll=PO]
[roll=PO]


RE: [lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie - Mavelle Bones - 28.10.2023

Nie mogła się wyrwać. Nie mogła się wyrwać i to powoli przyprawiało o panikę – wizja rozsypywała się na jej oczach (w sumie dobrze, chyba?), ale też jednocześnie nadal w niej tkwiła (bardzo niedobrze). Nie chciała – nie mogła – pozostać tu na zawsze; z prawdziwym światem nadal trzymały ją więzi, całkiem sporo więzi.
  A potem… nie. Ten ból – nie. To nie mogło się tak skończyć, ale nie-rzeczywistość była nieubłagana. Brakowało jej tchu. I tym razem nie widziała możliwości wyboru, nie czuła, że może odwrócić kolej rzeczy.
  … to nie tak miało być.

***

Dym, ból głowy. Nie powinna była nic czuć, skoro umarła, prawda? A może jednak…? Złapała haust powietrza, zamrugała. Żyła… żyli? Podparła się na łokciu, próbując się zorientować w sytuacji – co nie było takie znowu proste, jakby się życzyło.
  Ogień. Nieumarły. Ta cholerna baba, która zamknęła ją w pierdolonej wizji… Dłonią odszukała różdżkę, która niewątpliwie musiała leżeć w pobliżu, tak jak upadła i dopiero wtedy pozbierała się z podłogi, próbując w pełni ogarnąć sytuację. O, do atrium dotarli inni – czyli udało im się obudzić. Czy wszystkim na tym pokładzie – to już inna sprawa, ale miała nadzieję, że tak.
  W każdym razie…
  Przede wszystkim jej uwaga skupiła się na kobiecie.
  Już nie wyglądała na tak potężną, jak wcześniej (bo pewnie znowu strąciłaby ich w otchłań wizji), więc nie omieszkała posłać w jej stronę surowej mocy. Ale i też nie tylko uwagę Mavelle przykuła; tak samo jak nieumarli.
  I, na dobrą sprawę, gdyby tylko wiedziała, co działo się z pozostałymi, to by się nie zawahała, tylko pozwoliła, by statek strawił ogień tu i teraz. A tak… tak spróbowała zgasić płomienie, przywołując strugi wody, mające je zdławić.
  W końcu, z tego co widziała, pozostali mimo wszystko zainteresowali się przeciwnikami, więc… chyba mogła zatroszczyć się na ten moment o to, by się wszyscy tu zaraz nie uwędzili?

Kształtowanie
[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie - Erik Longbottom - 28.10.2023

Chociaż w pierwszej chwili Erik nie zdołał rozpoznać, gdzie właściwie wylądował, tak gdy zyskał te kilka sekund, aby dokładniej przyjrzeć się swojemu otoczeniu, dosyć szybko wywnioskował, że miał do czynienia z kajutami załogi. Może nie tej wysoko opłacanej w czasach, gdy Perła Morza faktycznie pływała w pełnym składzie po morzach, ale takiej... standardowej? Tak, to było chyba najlepsze określenie.

Na szczęście Longbottom miał większe problemy, toteż nie przejmował się zbytnio tym, w jakim był pokoju. Zależało mu przede wszystkim na tym, aby się stąd wydostać. I nic nie wskazywało na to, aby miało to być zadanie łatwe i proste. Zwłaszcza dla kogoś tak poobijanego, jak on. Eh, po co on się tutaj w ogóle władował? Trzeba było nie machać tak różdżką na prawo i lewo, pomyślał z przekąsem, wspinając się powoli na metalowe łóżko piętrowe. Może gdyby nie próbował podpalić tej wiedźmy, to Geraldine lub Victoria zdołałyby go w porę złapać?

Nie chcąc ryzykować spotkania z żywymi trupami wałęsającymi się za ścianą, Erik postanowił wspiąć się na szczyt piętrowego łóżka, aby następnie spróbować podskoczyć (pomimo obolałego ciała) i chwycić się krawędzi popękanej podłogi z nadzieją, że uda mu się wdrapać na górny pokład na którym czekała na niego reszta drużyny.


(Aktywność Fizyczna) Czy Erikowi uda się wspiąć na piętro? x2
[roll=Z]
[roll=Z]