![]() |
|
[lato 1972] Perła Morza. To, co skryte na dnie - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Poza Wyspami (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=26) +--- Wątek: [lato 1972] Perła Morza. To, co skryte na dnie (/showthread.php?tid=1931) |
RE: [lato 1972] Perła Morza. To, co skryte na dnie - Anthony Ian Borgin - 01.11.2023 - Jak kurwa nie dostaniemy awansu i premii po tym cyrku, to pójdę do Ministra. - sapnął zdyszany, gdy udało się im chociaż na chwilę, na kilka chwil umknąć od żywiołów, trupów, obskurusów i gnijącego drewna. Nie był idiotą, chociaż starał się zachować optymizm i szukać rozwiązania, planu ucieczki i ratunku. Wiedział też, że obraz obskurusa — nawet jeśli martwego, zostanie w jego głowie na długie lata. Statek się rozpadał. Nie mieli czasu, więc nawet specjalnie nie rozglądał się na boki. Był już zmęczony po całej sytuacji z samobójstwem, zalewającą się ładownią i łapami na swoim sercu. I nie pogardziłby dobrym gulaszem w akompaniamencie zimnego burbona i papierosa. Zwilżył usta, kolejny raz przetarł oczy i wbił spojrzenie w Stanleya. - Może powinniśmy się rozdzielić? Zaprowadzisz Laurenta do kajuty i zgarniesz tych, co spotkasz, a ja pójdę szukać w drugiej części statku? Nie wiemy, gdzie jest Ger i Atreus. - chciał powiedzieć też o Brennie, ale wiedział, jak zareagowałby na to jego brat. Skrzywdził się na aromat dymu — zwykle go lubił, naprawdę, bo co pachniało lepiej, niż palone drewno, ale teraz? Teraz po ciele przemknął mu nieprzyjemny dreszcz, fala niepokoju uderzyła w jego umysł. Woda z dołu, ogień gdzieś pomiędzy — cudownie kurwa, brakowało im tylko sztormu z góry i można zaliczyć to do największego pecha w historii ekspedycji pseudo ratunkowych na nawiedzone okręty. Zareagował na hałas, powędrował wzrokiem za Prewettem, a potem podszedł, widząc, jak wyprowadza Erika z kajuty, otwierając na chwilę szerzej oczy, po czym prędko podszedł i podparł Longbottoma z drugiej strony. - Z flądrą? Brenna była z Tobą? Albo Geraldine? - zapytał, odwracając twarz w jego stronę. Teraz nie miało znaczenia, kto był, po której stronie i w co wierzył, bo jeśli chcieli wyjść z tego żywi, musieli współpracować. Każdy z nich miał unikalne umiejętności, mogły się przydać. - Do kurwy nędzy. - wypalił, gdy usłyszał ten charakterystyczny dźwięk, który zwiastował nadejście żywego trupa. Gdy na niego spojrzał, wyglądał na głodnego. - Naprawdę nie mamy teraz na Ciebie czasu stary, weź, idź stąd — jęknął, unosząc różdżkę i celując w niego, aby rzucić zaklęcie zmieniające w kamień, aby go unieruchomić, a jeśli magia nie spłatałaby mu figli i czar byłby udany, rzuciłby również jęzozlepa, żeby potwór nie mógł kłapać zębami, próbować kogoś zjeść. Zmienionego w kamień zombie było też łatwiej po prostu rozbić na kawałki. Spojrzał po twarzach swoich towarzyszy. - Nie możemy ryzykować silnych zaklęć, statek i tak się już rozpada, nie przyśpieszajmy tego. Na dół nie pójdziemy, zalany i pękający, a tam mamy płomienie. Droga, którą przyszliśmy, jest wolna? Możemy iść tam, zgarnąć Atreusa, Brennę i Bones. Może znajdziemy kogoś jeszcze po drodze, a jeśli stan pokładu pozwoli, gdy wsadzimy niektórych w szalupy i nie znajdziemy wszystkich, możemy jeszcze się iść rozejrzeć. Co o tym myślicie? Dasz radę iść, Longbottom? Złap się mnie, Laurent wygląda blado. Nie chciał decydować sam, jego spojrzenie mimowolnie kierowało się w stronę Stanleya, który w jego oczach, był doskonałym liderem. Już od szkoły przewodził bandzie Borgina, miał posłuch. Wiedział też, że jest lepiej zbudowany i silniejszy, niż był Prewett, a ten ze swoimi zdolnościami, mógł się im jeszcze przydać. Petrificus Totalus dla trupa, jak wyjdzie za pierwszym razem i magia nie spłata figla, rzucam na jęzozlepa. Jak nie, trzeci rzut nieważny. [roll=Z] [roll=Z] [roll=Z] RE: [lato 1972] Perła Morza. To, co skryte na dnie - Stanley Andrew Borgin - 01.11.2023 Z deszczu pod rynnę... Niby zdołali ujść z życiem z jednego problemu, a teraz mieli przed sobą kolejny i nic nie wskazywało na to, że to ostatnie z czym przyjdzie im dzisiaj się zmierzyć. Za nimi była tona wody, przed nimi jakiś wielkie pożar, a dźwięki, które do nich dochodziły również nie wskazywały na nic dobrego. Gdyby jeszcze mieli za mało problemów, Stanley usłyszał jegomościa, którego zapał zdążyli wystudzić ale najwidoczniej przyszedł czas na rundę numer 2. - Nigdzie się kurwa nie rozdzielamy. Zostajesz tutaj. Nigdzie sam nie będziesz szedł. Nic mnie to nie obchodzi - wycedził przez zęby będąc ewidentnie złym na to wszystko. Niby jego kuzyn był dziedzicem ale teraz nic go to nie obchodziło. Niesubordynacja wobec następcy wchodziła w grę i zostałaby w tym momencie zastosowana - Albo znajdziemy ich razem albo w ogóle - zgasił, a raczej spróbował zgasić zapał Anthony'ego w rozbiegu. Nie mogli sobie pozwolić teraz na jakikolwiek rozłam. Oni potrzebowali Tośka, a Tosiek potrzebował ich. Żywy trup musiał jednak chwilę poczekać, aż dojdzie do rozwiązania jego kwestii raz na dobrze. Wraz z resztą gromady zerknął do pomieszczenia gdzie dojrzał Longbottoma. Na całe szczęście nie była to Brenna Longbottom, lecz Erik. Borgin westchnął z ulgą, ponieważ Erik chociaż nie podnosił mu ciśnienia tak jak robiła to jego siostra. Teraz jednak musieli działać wspólnie, aby wyjść stąd żywo - Pilnuj go Laurent - polecił jeszcze młodemu Prewettowi, a sam podszedł czym prędzej do swojego kuzyna aby go wesprzeć w walce z ich gościem. Musieli się go pozbyć jak najszybciej i czym prędzej ruszać na górę. - Zgarniemy wszystkich kogo tylko damy radę ale nie będziemy specjalnie ryzykować jeżeli statek zacznie już całkowicie tonąć - rzekł do nich, odpowiadając na słowa Borgina Juniora. W tym momencie było mu już wszystko obojętne. Mógł nawet tą całą Brennę uratować i wcale by się z tym jakoś źle nie czuł. Stanley chciał się stąd po prostu wydostać, a dodatkowo zdawał sobie sprawę jak mógłby zareagować Tosiek czy Erik na ewentualną odmowę uratowania Longbottom - Pozbędziemy się go i czym prędzej na górę. Będę Was osłaniać w razie czego, a Wy pomóżcie Erikowi wyjść stąd w jednym kawałku - dodał i wymierzył swoją różdżkę w kierunku truposza, aby ten zniknął mu z oczu. Zgodnie z tym na co zwrócił uwagę Tosiek, nie chciał kształtować tutaj zbyt wielkich rzeczy aby nie ryzykować i tak już naruszonej stabilności statku. Dwa rzuty na próbę wrzucenia żywego trupa poziom niżej, aby go podtopić/utopić. Korzystam z translokacji. [roll=O] [roll=O] |