![]() |
|
[23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122) +--- Wątek: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają (/showthread.php?tid=2232) |
RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Bard Beedle - 22.11.2023 Zaklęcie, które rzuciła Catherine, rozbiło się o tarczę wyczarowaną przez Heather. Krzyki Mavelle nie uspokoiły też Jonathana - nie znał jej dobrze, nie miał szans rozpoznać głosu, twarzy (odmienionej zresztą) ani wykrzyczanego imienia. Cisnął kolejny czar, tym razem oszołamiacz, ale ten został pochłonięty przez protego, zapobiegliwie rzucone przez Bones. Barlow chciała chyba wskoczyć do kominka. Trudno powiedzieć, co ostatecznie temu zapobiegło - strumien wody, który ugasił zielonkawe płomienie czy ich okrzyki? Fakt, że nie ciskali morderczych zaklęć, nie mieli masek, a zarówno głos, jak i imię, były znajome? - Czekaj, ja ich chyba znam! - zawołała Catherine. Nie rzuciła kolejnego czaru, chociaż nie opuściła też różdżki, wciąż celując w Wood. * Kobieta patrzyła z niezrozumieniem, jak Bletchley podrywa się i gdzieś wybiega. Nie zrobiła jednak niczego, aby go powstrzymać. Cain potrzebował czasu, aby przebiec do innego pomieszczenia, obiec budynek i wyskoczyć przez okno. Wszystko wprawdzie nie pochłonęło go wiele, ale wystarczająco dużo, aby trzy sylwetki w ciemnych płaszczach zdążyły wejść na teren sąsiedniej posesji i znikali już za żywopłotem. Bletchley nie mógł więc ani ich obserwować, ani dobrze wycelować, jeżeli nie wyszedł zza rogu budynku. Czar, który wcześniej sprawił, że Erik omal nie wybiegł stąd w panice, na nich podziałał gorzej – jedynie jeden z nich najpierw potknął się, a potem na moment zatrzymał się, jakby niepewny, co tutaj robi… I to właśnie w niego poleciał czar Caina. Nawet nie usiłował się bronić: nie dostrzegł po prostu frunącego ku niemu czaru, nie miał więc ku temu żadnych szans. Gdy został zauroczony przez Bletchleya gwałtownym ruchem uniósł różdżkę, celując w jednego z towarzyszy. Ten kątem oka musiał wyłapać, co się święci, bo w ostatniej chwili rozbłysła przed nim tarcza, na tyle potężna, że odbiła zaklęcie bez większego trudu i pozostała w powietrzu jeszcze po tym. – Co do chol… – warknął trzeci z mężczyzn, odwracając się i wypalając czar w atakującego naśladowcę. Zaklęciem spętał dłoń „zdrajcy”, uniemożliwiając rzucenie następnego zaklęcia… ale przy okazji jego wzrok skierował się w stronę Caina. Nie miał charakterystycznej, śmierciożerczej maski, zapewne więc nie był pełnoprawnym śmierciożercą, ale jego twarz przysłaniał ciemny materiał. Rzuty npc Tura do 25.11, godzina 21. @Erik Longbottom @Mavelle Bones @Cain Bletchley @Heather Wood RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Cain Bletchley - 23.11.2023 Gdzieś na krańcu języka kręcił się prostszy sposób zakończenia rozgrywki ponad zwykłe wywalanie przeciwników i uniemożliwianie im dalszej walki. Gdzieś tam była ta myśl, zdradliwa, zwodnicza, bo przecież walczyli tutaj o lepszy świat. Tylko że przeciwnicy nie do końca wiedzieli, że to o lepszy świat jest walka i że w nim nie było miejsca na brutalność i mord. Niszczyli wszystko na swojej drodze. Nikt nie sprawdzał rachunków sumienia. Gdzieś więc była ta zdradliwa myśl jak to jedno jedyne jabłko w Pańskim Ogrodzie, ale przecież przychodziła druga, jakże oczywista - nie wiedział, choć podejrzewał, na ile jednostki, które się tutaj pojawiły, były wrogami. Brak masek - jedni z tych, którymi Śmierciożercy się wysługiwali? Cain nie wiedział do końca, co dzieje się we wnętrzu domu, ale nie zamierzał tej trójki do niego dopuścić. Wyszedł w ich kierunku i kolejny raz przeciągnął różdżką w powietrzu, tym razem celując w trzeciego osobnika, żeby i jego zwrócić przeciwko swoim towarzyszom i nakazać mu zaatakować tego, który ewidentnie bronić się potrafił. Drugiemu zaś nakazał rzucić się fizycznie na towarzysza, który go spętał, skoro miał ręce pozbawione możliwości czarowania. Element zaskoczenia zawsze był elementem bezcennym, ale jeden z nich prezentował sobą na tyle wysoką zdolność reakcji, że nawet i to nie kupiło pełnej przewagi. Brunet bardzo nie chciał zostać tutaj złapany przez trójkę magów - więc najwygodniej byłoby, gdyby po prostu bili się między sobą. Już cokolwiek im wyjdzie z tych zaklęć i szarpaniny to była naprawdę ich sprawa. Jeśli to było możliwe to raczej szedł tak, żeby szukać sobie schronienia przed zaklęciami w postaci drzew czy budynków. Miał wielką nadzieję, że w środku wszystko poszło dobrze, a tym większą - że dorwali Catherine. Że już ją mają. Szczególnie, że na pewno tutaj była. I wyglądało na to, że przynajmniej na własnych nogach nie opuściła tego miejsca. Mogło być wiele odpowiedzi - kominek, albo przygotowany zawczasu świstoklik, czy jeszcze jakiś inny sposób przejścia z miejsca na miejsce. I najwyraźniej Śmierciożercy nie czekali na nią osobiście. Nic dziwnego, tworzyli tym sposobem o wiele bardziej wiarygodną pułapkę. Nie dostrzeżesz zagrożenia, skoro zagrożenia naprawde nie ma. Ono dopiero miało się pojawić w odpowiednim czasie i miejscu. Tak i oto jest. Na zwrócenie trzeciego ziomka przeciwko towarzyszom [roll=PO] Na nakaz ataku tego ze związanymi rękoma [roll=PO] RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Mavelle Bones - 24.11.2023 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Q8Ck1BG.png[/inny avek] Opuściła powoli różdżkę - między innymi również i po to, by podkreślić, iż naprawdę nie przyszli tu po to, żeby Barlow zabić czy wsadzić jej głowę do worka i porwać ją cholera-wie-gdzie - gotowa do natychmiastowego wręcz jej poderwania, by spleść kolejne zaklęcie – jeśli by tylko zaistniała potrzeba. Ale Catherine… Catherine chyba pojęła, że nie są wrogami, więc jeśli i Jonathan się do tego przekona…? - Wybacz nam naszą maskaradę, ale sama wiesz, jak jest – wyrzuciła z siebie szybko. Tak, znali się, zdecydowanie się znali… tylko twarze tymczasowo nie te - Nawet nie wiesz, jak się cieszę, widząc cię całą – odezwała się miękko, uspokajającym (jak miała nadzieję) tonem, podchodząc nieśpiesznie bliżej Barlow. Przeniosła też spojrzenie na mężczyznę; był tak podobny… aż ściskało za gardło – Ty musisz być Jonathan. Dziękuję – nie precyzowała, za co dokładnie – zresztą, i tak nie znajdowali się w bezpiecznym miejscu; jeśli oni byli w stanie prześledzić drogę kobiety, to należało założyć, że te gnoje też. W każdych innych okolicznościach zapewne przepraszałaby za okno i zapewniała, że straty (nieszczęsne okno…) zostaną pokryte, teraz… teraz miała jednak zupełnie inną myśl: zabrać ich stąd w cholerę. Ich, bo teraz jeszcze spodziewała się, że z Meadowesa postanowią zrobić przykład: kto przeszkadza w działaniach zwolenników Voldemorta, kto wspiera tych, co nie powinien – skończy źle. - Chodźcie, musimy się stąd zbierać – oznajmiła tonem sugerującym, że inna opcja nie wchodzi w grę – Przeniesiemy was do bezpiecznego miejsca, tylko najpierw jeszcze musimy znaleźć Caina… Heath, zerkniesz, czy przypadkiem nie kręci się w pobliżu? – poprosiła Wood, stojącą – zdaje się – najbliżej okna, skoro to właśnie oknem tu weszła… W końcu nie miała pojęca – przepadł i muszą go faktycznie szukać czy też zaraz znajdzie się sam, więc tylko wziąć go pod pachę i zniknąć stąd w cholerę. RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Heather Wood - 24.11.2023 Udało jej się wyczarować tarczę, która pomogła jej się obronić przed zaklęciem rzuconym przez Catherine. Miała szczęście, przynajmniej jak na razie. Heath ruszyła się do przodu, mimo tego, że Barlow celowała w jej stronę różdżka, sama również nie zamierzała póki co chować swojej. Kto wie, co jeszcze może się wydarzyć. Najwyraźniej jednak kobieta przypomniała sobie, że zna kogoś z ich cudownej drużyny, chociaż pozostawała nieufna, mimo wszystko był to mały sukces, jaki udało im się osiągnąć. Liczyła na to, że i Jonathan im zaufa, chociaż pewnie nie było to takie proste zważając na to, że niedawno zginął jego brat. Sama będąc w podobnej sytuacji pewnie postępowałaby tak samo. Usłyszała, że Bones się do niej zwraca. Faktycznie znajdowała się najbliżej okna, a Caina coś długo nie było. Chyba powinni sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku. - Tak jest. - Powiedziała jeszcze w głos, żeby dać znać, że dotarło do niej polecenie i że zamierza je wykonać. Odwróciła się więc na pięcie i spojrzała przez okno, które chwilę wcześniej rozbiła. Wychyliła się przez dziurę, w zasadzie to okno, aby rozejrzeć się po ogrodzie. Miała nadzieję, że uda jej się dostrzec cokolwiek. percepcja, czy wood coś widzi [roll=Z] [roll=Z] RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Erik Longbottom - 25.11.2023 Widząc, że Barlow odruchowo pomknęła w kierunku starego komina, Erik mimowolnie odetchnął z ulgą. Może ją nieco skonfundował tym, że z jednej strony próbował ją przekonać do zaprzestania ucieczki, a z drugiej odcinał jej drogę odwrotu, jednak... W tym momencie liczyło się przede wszystkim to, aby nawiązać kontakt. A wszystko wskazywało na to, że te kilka chwil pozwoliło Mavelle zwrócić uwagę Catherine i Jona. Zaklęcia wprawdzie poszły w ruch, jednak trudno byłoby zapanować nad każdym elementem zdarzeń, jakie toczyły się w budynku. Poza tym dziewczyny poradziły sobie nadzwyczaj dobrze; oba czary rozbiły się o pulsujące tarcze obronne w wykonaniu Bones i Wood. Erik opuścił minimalnie różdżkę, jednak nie miał zamiaru jej odkładać. Nie, dopóki nie przejdą do kolejnej fazy planu: wyniesienia się stąd prosto do bezpiecznej kryjówki. — Zabieramy ich bezpośrednio do schronienia, czy będziemy się przemieszczać z miejsca na miejsca? — spytał kontrolnie kuzynkę. Namierzenie świstoklika czy trasy teleportacyjnej było nad wyraz trudne, o ile niewykonalne... Jednak Beltane zdążyło pokazać, że zwolennicy Czarnego Pana ze swym przywódcą na czele lubili tykać się magii, w której nikt nie powinien się babrać. Poza tym przezorny zawsze ubezpieczony, czyż nie? Odprowadził wzrokiem Heather do okna, z lekkim wahaniem pokonując dzielący ich dystans i stając jej za plecami. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/4c1276097919d4f66d14406765cb6b01/a2d61e710dfb3391-20/s500x750/6b440b27afd23bc40c8f63e87c3b6a429a043d0a.pnj[/inny avek] RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Bard Beedle - 25.11.2023 Rzuty npc Naśladowca dostrzegł Caina - więc teraz, gdy ten posłał ku nim zaklęcia, machnął różdżką. Jedno z nich rozproszył, drugie - mające zmusić do ataku mężczyznę ze związanymi rękami - sięgnęło celu. Nie przyniosło jednak wielkich rezultatów, bo chociaż oszołomiony człowiek chciał wykonać polecenie, zamiast zbić kolegę z nóg, sam tylko wyrżnął kolanami o ziemię. Błysnęło kolejne zaklęcie, kiedy niedoszła ofiara ataku Bletchleya posłała ku niemu drętwotę. I chociaż okno salonu nie wychodziły bezpośrednio na przód domu, to kiedy Heather mocno wychyliła się przez okno, mogła dostrzec ten czerwony blask i ruch, świadczący o tym, że w półmroku rozpoczęła się walka, a jej uszu sięgnął odgłos czyjegoś upadku. - Dokąd chcecie mnie zabrać? - spytała Catherine, przesuwając spojrzeniem między Mavelle a Erikiem, jakby próbując pogodzić znajome głosy z zupełnie nieznajomymi twarzami. Wciąż nie opuściła różdżki, podobnie jak nie zrobił tego Jonathan. - Kiedy ostatni raz Ministerstwo próbowało umieścić ją w bezpiecznym schronieniu, zginął mój brat - dodał Meadowes. O ile Barlow co nieco o Zakonie Feniksa wiedziała, nawet jeżeli niewiele, on najwyraźniej wziął ich za wysłanników Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. - Skąd mam wiedzieć, że jeśli ją z wami puszczę, jutro nie przeczytam o tragicznym w skutkach wypadku? - Oni nic mi nie zrobią - powiedziała cicho Barlow, po czym, po chwili wahania, opuściła wreszcie różdżkę. - Nie mogę zostać z tobą, tylko bym cię naraziła. - Jase kazał ci znaleźć w razie kłopotów mnie. Najwyraźniej im nie ufał. - Do nich nie miałabym jak się dostać z King's Cross, poza tym ktoś mógłby mnie śledzić... Jonathan, jeśli oni mnie tu znaleźli... Tamci też mogą. Może ty też powinieneś stąd na jakiś czas zniknąć. Tura do 28.11, godzina 21. @Mavelle Bones @Heather Wood @Cain Bletchley @Erik Longbottom RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Heather Wood - 26.11.2023 Może i było ciemno, warunki nie należały do najłatwiejszych, sokole oko Heather Wood jednak nie zawodziło. Lata gry w quidditcha robiły swoje. Jako szukająca musiała zawsze wypatrywać złotego znicza, tak, aby nikt jej nie uprzedził. Nie miała więc problemu, żeby po ciemku zauważyć przez okno nieproszonych gości. Wychyliła się przez framugę, dostrzegła czerwony błysk. Ktoś musiał ich tutaj znaleźć. Miała nadzieję, że Cain był cały i że to on powoli pozbywał się przeciwników. - Mamy towarzystwo. - Powiedziała do reszty, żeby wiedzieli, że nie są bezpieczni. Musieli mu pomóc, w końcu kto wiedział ile osób znajdowało się na zewnątrz? To były tylko domysły. Jako, że Ruda nie należała do tych osób, które zbyt wiele myślały, tylko stawiały na czyny, to zrobiła to, co umiała najlepiej. Wyskoczyła przez okno, żeby znaleźć się jak najszybciej w ogródku. Przecież nie będzie atakować tych ludzi przez okno, to nie miałoby sensu. Gdy znalazła się na trawie sięgnęła po różdżkę. Chciała zaatakować mężczyzn, którzy pojawili się w okolicy. Rozejrzała się uważnie i machnęła różdżką, nie miała zamiaru nikogo zabijać, ważne było, żeby mogli dowiedzieć się, kto to był, złapać ich i dostarczyć do Azkabanu. Szepnęła cicho i mruknęła pod nosem zaklęcie, które miało wyczarować sznury, które spętają mężczyznę, który stał najbliżej. kształtowanie - sznury [roll=Z] [roll=Z] RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Cain Bletchley - 27.11.2023 To był taki moment, w którym Fale byłyby naprawdę zbawienną zdolnością. Żeby porozumieć się z resztą drużyny, żeby ich ostrzec przed tym, co się dzieje. Trzech na jednego? Bardzo to była niewyrównana walka. I Cain nie wątpił, że dość szybko ją przegra. Ryzykować krzykiem? Zwrócić uwagę mieszkańców, co jeśli ktoś wychyli się z domu? A jeśli towarzysze nie zostaną zawczasu zawiadomieni i do tego wróg zdoła ich zajść? Muszą coś usłyszeć. Skoro on to usłyszał z budynku dalej, to oni tym bardziej musieli. Wokół panowała cisza prócz oddalonych głosów zabawy. Jeden krzyk chyba nikogo nie zbawi? Jedno ostrzeżenie? Pewnie nie jeden i nie dwa dzieciaki jak popili potrafili sobie tu pokrzyczeć różne rzeczy. Pośpiewać, jeśli było trzeba. Ryzyko, ryzyko... Nie, jeśli on słyszał trzask z tamtego domu, to tym bardziej oni musieli usłyszeć te głosy, które tu już miały miejsce i świst zaklęć, jaki przecinał powietrze. Spróbował uskoczyć na bok przed wymierzonym w niego zaklęciem i jednocześnie trzasnąć na nowo tego, który najbardziej aktywnie tutaj atakował i wydawał się najbardziej groźnym przeciwnikiem. Najlepiej byłoby najpierw wyeliminować tych "słabszych", ale przy tylu osobach Cain starał się jak mógł panować nad sytuacją i mieć na uwadze to, że raz zaatakowany wróg, który na razie musiał się zebrać po skutkach zaklęcia był mniej groźny od tego, który bardzo aktywnie te zaklęcia rzucał. Teoretycznie. W praktyce to czy nie łatwiej przeszkadzać mężczyźnie tym, który nie ma różdżki? Jego zaklęcie poszło znów w nieznajomego mężczyznę, ale tym razem zamiast atakować kazał mu stanąć na drodze następnego zaklęcia, które zostanie wystrzelone przez tego Ulricha von Jungingena. Rzut na oczarowanie, żeby NPC osłonił swoim ciałem przed zaklęciem [roll=PO] Unik [roll=N] RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Mavelle Bones - 27.11.2023 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Q8Ck1BG.png[/inny avek] - W bezpieczne miejsce – zapewniła, nie będąc od końca pewną, gdzie ostatecznie trafi. Najpierw Warownia, tego była pewna – a potem… hm, może udałoby się objąć ją tą samą magią, co Crawleyów? Lub faktycznie, zostałaby przerzucona w inne miejsce, którego jednak teraz nie była w stanie wskazać. Pokręciła głową, gdy odezwał się Jonathan. Z jednej strony miał rację, bo tak naprawdę cala grupa była przedstawicielami Ministerstwa, ale w tej chwili nie znajdowali się tu jako aurorzy czy brygadziści i… ministerstwo nawet nie miało najmniejszego pojęcia, że oni wszyscy właśnie uganiają się za tą, która w teorii powinna być pod jego opieką. - Nie jesteśmy z Ministerstwa. I z ubolewaniem przyznaję, że faktycznie Ministerstwu nie należy teraz ufać – przyznała. Bo nie wiadomo, kto jednak sprzyja Voldemortowi. I ostatnio ciągle miała z tyłu głowy: ile osób wśród brygadzistów stoi po właściwej stronie? Komu wierzyć? Niestety, jeśli chodziło o samą Brygadę, to aktualnie jej zaufanie miały dokładnie cztery osoby. Nie więcej. - Mogę ci jedynie obiecać, że jeśli przeczytasz jutro o tragicznym w skutkach wypadku, to będą pisać jeszcze o co najmniej czterech trupach – odparła, być może mało dyplomatycznie, ale też i najzwyczajniej w świecie nie było czasu na to, żeby przekonywać i przekonywać i PRZEKONYWAĆ. Że nie, nie są naśladowcami, którzy wykazali się odrobiną sprytu i pod płaszczykiem chęci pomocy chcą uśpić czujność – aby potem móc spić śmietanke, zamiast taplać się w błocku i jeszcze ryzykować własną głową w trakcie walki, jaka by się wywiązała. - Możesz pó... – urwała, obracając się gwałtownie, gdy tylko do jej uszu doleciało, że „mają towarzystwo”. Tak. Wrogowie mogli ich odnaleźć – i zapewne właśnie to zrobili – Odpalajcie kominek, Erik, zabierz ich do Doliny! – wypaliła bez zawahania, w zasadzie już pędząc w stronę drzwi, żeby wypaść na zewnątrz, z różdżką w garści. I w odróżnieniu od Wood, Mavelle jednak taka delikatna nie była; samo związanie… no, tak w teorii powinna postąpić. Ale czary miały to do siebie, że dość szybko puszczały, za to jak się jeden z drugim porządnie poprzytula z ziemią, to tak fajnie i sprawnie już się różdżką nie macha. O ile w ogóle jakaś w dłoni pozostawała. Przynajmniej nie dążyła do tego, żeby za wszelką cenę zabić… choć to też nie było coś, co absolutnie wykluczała. W każdym razie, działała praktycznie odruchowo. Machnięcie różdżką, ukształtowanie magii… najprościej opisać to jako dość surową wiązkę mocy, która miała porządnie uderzyć, oszołomić, najlepiej to nawet zbić z nóg. I celowała w tego, co zdawał się być teraz największym zagrożeniem; jeśli faktycznie padł jak długi, to dopiero wtedy w następnego w kolejności. [roll=Z] [roll=Z] RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Erik Longbottom - 28.11.2023 — To dopiero lojalność względem obecnego rządu — sarknął, nie spodziewając się w gruncie rzeczy takiej opinii ze strony kuzynki. — Ale tak, ma rację. Nie wysłało nas tutaj Ministerstwo. A miejsce do którego traficie, będzie dużo lepiej chronione, niż zwykłe lokale oferowane przez aurorów i Brygadę Uderzeniową. Co jak co, ale lokum Longbottomów, jak i kryjówka Zakonu Feniksa dosyć się wyróżniały na tle zwykłych kryjówek oferowanych czarodziejom i czarownicom przez Ministerstwo Magii. Nie mówiąc już o tym, że para nie mogłaby sobie wyobrazić lepszych strażników od całej tej zbieraniny, jaka obecnie zamieszkiwała Warownię. Nie wspominając nawet o gościach, którzy często do nich wpadali, którzy wyróżniali się równie rozwiniętymi umiejętnościami magicznymi. I taktycznymi. Niestety, niedane im było nawiązać dłuższej rozmowy, bo wtedy Heather zauważyła w oknie coś, czego Erikowi nie było dane. Tak to jest, jak ma się prawie trzydziestkę na karku. Jednak, co młode oczy, to młode oczy... Na dźwięk swojego imienia, Longbottom momentalnie podniósł głowę i zbliżył się do ich do-niedawna-zaginionych znajomych. — One wszystkie są takie same — mruknął pod nosem, gdy Mavelle pobiegła w stronę najbliższego wyjścia. Gdyby Brenna ją teraz widziała, to na pewno nie posiadałaby się z dumy. Tak to jest, jak dzieciaki wychowują się w wielopokoleniowym domu pełnym aurorów i brygadzistów. — ROBI SIĘ! — Zwrócił się w stronę Catherine i Jona. — Trzymajcie się mocno. Oby mocno nie trzęsło. Nie było na co czekać. Momentalnie pożałował, że nigdy nie wziął udział w ćwiczeniach z teleportacji łącznej. W tej chwili nadzwyczaj by się mu przydała. Chwilę później nawiedziła go kolejna nieprzyjemna myśl: co by się stało, gdyby podczas podróży siecią Fiuu ten kominek by się zawalił, bo ktoś rozwaliłby cały dom? Czy połączenie zostałoby zerwane, a może magia zadbałaby o to, aby dotarli na miejsce w jednym kawałku? Erik pokręcił głową. To naprawdę nie był czas na takie przemyślenia. Ignorując potencjalne protesty ze strony Cat i Jonathana, chwycił ich za ręce i wszedł do kominka. Wcześniej zabrał z półki nad kominkiem resztki magicznego proszku, aby koniec końców sypnąć nim pod nogi, podając punkt docelowy ich podróży: Warownia w Dolinie Godryka. Oby tylko nie trafili w sam środek rodzinnego obiadu. I oby rodzice nie mieli akurat gości, którzy chcieli się rozgrzać przy ogniu... [inny avek]https://64.media.tumblr.com/4c1276097919d4f66d14406765cb6b01/a2d61e710dfb3391-20/s500x750/6b440b27afd23bc40c8f63e87c3b6a429a043d0a.pnj[/inny avek] |