Secrets of London
[Litha 1972] Krąg ognisk - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Stonehenge (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=149)
+---- Wątek: [Litha 1972] Krąg ognisk (/showthread.php?tid=2316)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Leviathan Rowle - 28.11.2023

Leviathan ani nie należał do osób przesadnie religijnych, ani też takich, które absolutnie świetnie bawiły się na imprezach tego pokroju. Ustawione na zewnętrznym kręgu stragany, które towarzyszyły każdemu sabatowi, ni to go grzały ni to ziębiły, stanowiąc dla niego raczej średnią atrakcję, ale ich największą wadą było chyba to, że zwabiały tłumy wygłodniałe znajdujących się na nich szpargałów. Wcześniej jeszcze, po ostatnim sabacie, który zakończył się nad wyraz felernie, spodziewał się że kowen odstąpi od organizacji obchodów, jednak potem - wraz z listem od ojca i szybkim rozwojem sytuacji narzeczeństwa, uświadomił sobie że sabat nie tylko się odbędzie, ale on sam będzie musiał wziąć w nim czynny udział i oświadczyć się Sarze.
Nawet jeśli od momentu kiedy dotarło do niego, że czeka go narzeczeństwo, do samej Lithy minęło trochę czasu, a on zdążył jakoś oswoić się z tym konceptem, nie do końca mu to jeszcze leżało. Wszystko działo się tak szybko, a on bardzo chętnie spędziłby kolejny miesiąc użalając się nad sobą w Snowdonii i smętnie wyglądając za okno.
Zamyślił się na moment, spojrzeniem podążając w kierunku kolejki, która ciągnęła się przy stoisku Abottów, gdzie rozdawano wianki, jednak po chwili zastanowienia, wcale nie wydawała się taka opieszała. Plecionki wydawano szybko i sprawnie, przez co ogonek całkiem gładko posuwał się do przodu, kiedy kolejne osoby odchodziły gdzieś dalej z wieńcami nałożonymi na głowy.
Odchrząknął krótko, przenosząc spojrzenie na towarzyszącą mu Macmillan i tym samym próbując dyskretnie przerwać jej to o czym właśnie mówiła, a na czym aktualnie w ogóle się nie skupiał.
- To od czego chciałabyś zacząć? - zapytał, bo chyba jakaś część niego chciała, żeby było miło. Żeby chociaż odrobinę odwrócić uwagę od faktu, że pierścionek zaręczynowy ciążył mu w kieszeni, niczym kamień uwiązany do szyi. Uśmiechnął się do niej lekko. - Może wianki? - zaproponował, ruchem głowy wskazując na straganik i krzątające się przy nim osoby. - Wyglądają całkiem przekonująco.


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Chester Rookwood - 28.11.2023

Podczas tegorocznej Lithy można mówić o wystąpieniu pewnego rodzaju ewenementu, za który można uznać nie tyle obecność samego Chestera, co fakt że jest tutaj jako opiekun swoich wnuków. Potomkowie Augustusa, którymi w tym momencie się opiekował do przybycia ich rodziców, to siedmioletni Ramses i pięcioletni Conven. Ich siostra, Beatrice, była za mała na udział w tego typu wydarzeniach. Chester zdawał się przepadać za swoimi wnukami i jako przykładny dziadek często korzystał z możliwości spędzania z nimi czasu. Podczas Beltane nie miał takiej możliwości, gdyż pierwotnie miał wpisaną do grafiku służbę. Beltane nie było odpowiednim miejscem dla małych dzieci, zwłaszcza że podczas tego sabatu miało dojść do ataku ze strony Śmierciożerców, do których przynależał.

Prowadząc za rękę obu wnuków wkroczył z nimi na wyznaczony dla tego wydarzenia teren. Udekorowane Stonehenge prezentowało się  naprawdę majestatycznie. Po drodze opowiadał im, czym dokładnie jest Litha i jakie znaczenie ma dla czarodziejów, a zwłaszcza czarownic takich, jak ich matka. Zwłaszcza, że Imogen mogła spodziewać się kolejnego dziecka. O tym jednak nie powiedział tym chłopcom. Uświadomienie ich o tym, że mogą mieć brata albo siostrę należało do ich rodziców i tego się trzymał.

Poprosił dla nich o dwa wianki. Po ich otrzymaniu przyklęknął przed nimi aby założyć im te wieńce na skronie. Sam nie planował brać wianka dla siebie, jednak starszy z chłopców rezolutnie spostrzegł, że dziadek nie ma takiego wianka na głowie. W ten właśnie sposób jego strój w postaci białej koszuli pod ciemnym krawatem, czarnego garnituru i wypastowanych butów został urozmaicony losowo wybranym wiankiem. Dopasowanym do niego lub nie, to nie miało znaczenia. Chłopcy wyglądali na szczęśliwych przez to, że dziadek od nich nie odstaje. Nie zmieniało to faktu, że nie pasowało to do niego. Chciał popatrzeć w płomienie. To jednak było coś, co musiał zrobić samemu.

W pierwszej kolejności skierował się w stronę profanum, ku stoiskom z jedzeniem. Uwagę chłopców przykuł stragan ze słodkościami, dlatego postanowił kupić im niewielką porcję waty cukrowej. Ramses i Conven zajadali się ze smakiem, brudząc swoje buzie, które on będzie musiał potem wyczyścić gdy skończą się zajadać tymi słodkościami. Dla siebie wybierze coś potem, gdy spotka się z rodzicami swoich wnuków. Może lody. Spacerując z tymi brzdącami, rozglądał się po okolicy. Przede wszystkim wypatrywał znajomych twarzy, zwłaszcza pozostałych członków swojej rodziny - nie tylko Augustusa i jego żony, Imogen, ale również Vespery najpewniej w asyście swojego przyszłego męża, i Ulyssesa. Tego ostatniego widziałby przy boku jakieś czystokrwistej czarownicy, posiadającej najlepiej odpowiednie poglądy.


!wianki


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 28.11.2023

Paproć


Zaczynasz odczuwać oszałamiającą radość z chwilą wsunięcia na swe skronie wieńca z paproci. Nie możesz wyzbyć się wrażenia, że oto wszystko idzie po twojej myśli, świat stoi przed tobą otworem, a wszelkie dotychczasowe troski są jedynie mrzonką.



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - The Beast - 28.11.2023

U Fiery wszystkie sabaty wzbudzały ogromne zainteresowanie. Nie było to coś, co znała, w końcu nie wychowała się w Anglii. Zawsze więc chętnie przyglądała się temu, jak lokalni czarodzieje obchodzą swoje święta. Nie, żeby czuła jakąś wielką duchowość, ale zachwycały ją te kolory i różnorodność, którą można było tutaj zaobserwować. Nie powinno więc nikogo dziwić, że pojawiła się i na tym. Nie chciała iść sama, co to w ogóle za atrakakcja pojawiać się w takich miejscach bez towarzystwa? No żadna. Nie mogła zabrać ze sobą braci, bo przypuszczała, że towarzystwo może nie zaakcpetować dwóch lwów ze skrzydłami, które spacerowałyby w tym tłumie, postanowiła więc zabrać ze sobą innego brata, tego z innej matki i ojca. To wcale nie oznaczało, że był gorszy od tych standardowych, aktualnie nawet nieco przewyższał ich w hierarchii bo można się było z nim pokazać publicznie (powiedzmy) i nawet zamienić słowo.

Sama Bestia odstawiła się dzisiaj niczym szczur na otwarcie kanału. Oczywiście jak na siebie. Założyła kolorową suknię, która mieniła się różnymi barwami tęczy. Słyszała bowiem, że ponoć wypada nieco odświętnie się wystroić. Obwiesiła się również różnymi koralikami, niczym choinka.

- Zobacz, jak tu kolorowo Flynn, podejdziemy do tego kramu z kwiatkami, da? Może dają coś za darmo skoro jest tam tyle ludzi. - Widziała, że wzbudził ogromne zainteresowanie wśród większości czarodziejów, a ona nie chciała być gorsza. - Chociaż niet, chodź no tam, wata cukrowa! Postanowiła jednak udać się w stronę żarcia, bo tak pięknie mienił się ten cukier w promieniach słońca.

Nie czekała na protesty, po prostu ruszyła w stronę stoiska z jedzeniem. Tak się złożyło, że stanęła w kolejce za Chesterem Rookwoodem. Z niektórymi przyzwyczajeniami nie da się wygrać, zupełnie przypadkowo postanowiła poszukać jego portfela, przy spodniach, w takim tłumie nie powinien w ogóle zauważyć, że go dotknęła. Ludzie pchali się na siebie, wiec mogło go to zmylić.


rzucam na aktywność fizyczną, czy uda mi się obrobić Chestera Rookwooda?

[roll=Z]


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Cathal Shafiq - 28.11.2023

Leta jak zwykle plotła trzy po trzy, a Cathal jak zwykle połowę jej paplaniny wpuszczał jednym uchem i wypuszczał drugim. Nie odpowiadał na słowa o Latajku i o tym, że pewnie z nim nigdy nikt nie wyruszyłby na szukanie kwiatu paproci, rzeczywiście zresztą ciężkiego do znalezienia w okolicach Stonehange. Musiał jednak przyznać jej rację odnośnie powodów, dla których Ministerstwo zdecydowało się zorganizować Beltane.
- Być może Minister Magii nie chciała uchodzić za słabą, choć jest słaba. Jej stołek pewnie chwieje się w posadach. A Macmillanowie mogą obawiać się gniewu bogini.
Przy tych ostatnich słowach uśmiechnął się trochę cynicznie, jakby nie dowierzał w ten gniew Matki. I tak istotnie było. W jego oczach, gdyby Matka Księżyca naprawdę była potężna i mogła się na kimś mścić, powinna już ten gniew wyładować na Voldemorcie.
Niebo było puste, dalekie i zimne.
Może dlatego spojrzał w ten ogień. Nie sądził, że coś tam zobaczy, bo chociaż Ginny niekiedy przepowiadała mu przyszłość, to nigdy nie dostrzegł żadnych wróżb w płomieniach. Spoglądał na sylwetkę samotnego człowieka z pewnym zamyśleniem, choć przeczucie nadchodzącej tęsknoty przyjął raczej z zastanowieniem niż z obawą. Za kim miałby tęsknić i czemu, skoro był trochę nomadą, zmieniał już parokrotnie kraje i twarze wokół siebie? Jeżeli miał przyjaciół, to trójkę, może czwórkę, i dwóch miał tu przy sobie, a Nell pewnie kręciła się gdzieś w okolicy i nie zanosiło się, aby któreś z nich planowało na dobre zniknąć z jego życia. Bez rodziny obywał się od lat, luźne więzy utrzymując z ciotką Shafiq, a poza tym żoną martwego krewnego i jej wnukiem. Chodziło może o Flintównę? Tyle że przecież chociaż lubił Cynthię, to nie tak, że opętała go bez reszty i pogrążyłby się w tęsknocie, gdyby rzuciła się w ramiona innego.
Otrząsnął się z zamyślenia na słowa Ulyssesa. Czytał gazety, widział tę wzmiankę, ale i brał pod uwagę, że mogła to być niesprawdzona plotka. Nie wypytywał jednak o to, kiedy ostatni raz widzieli się w domu Isabelli Gaunt, i oglądał nowe meble, a potem wyjaśniał Ulyssesowi, dlaczego pies potrzebuje imienia. Jeśli była to pogłoska, nie miała znaczenia, a jeśli Rookwood chciałby o tym porozmawiać... pewnie wspomniałby coś prędzej czy później.
- Sam o tym zdecydowałeś?
Ktoś bardziej empatyczny od Cathala mógłby zacząć zastanawiać się nad doborem słów, nad tym, w jaki sposób zareagować i jak przyjaciele wesprzeć. Ale Shafiq, chociaż to nie tak, że o Ulyssesa nie dbał, nie był królem empatii, a poza tym (czy może przede wszystkim) nie sądził, by Rookwood oczekiwał od niego jakiejś konkretnej reakcji. Prędzej jakiejkolwiek: czegoś poza zignorowaniem i potraktowaniem sprawy jako nieważnej. A i w tym tłumie, pośród wielu bodźców, lepiej było postawić na krótką wypowiedź, którą łatwiej przetworzyć i łatwiej udzielić odpowiedzi.


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Garrick Ollivander - 28.11.2023

Nie przeszkadzałoby mu wcale, gdyby rozmawiali o tym dłużej, jednakże był świadom ciężaru słów, jakie mogłyby pomiędzy nimi paść, gdyby w to brnęli. Atmosfera była już wystarczająco dobijająca - miesiąc temu w podobnym miejscu zginęli niewinni ludzie - nawet jeżeli wierzył w sens tego buntu przeciwko agresji, dostrzegał znaczenie trzymania głowy wysoko, to... No właśnie - to nie znaczyło, że nie wierzył też w siłę świętego spokoju, a Septima wydawała mu się być dzisiaj rozdrażniona.

- Aaaah, ślicznie w nim wyglądasz - skomplementował ją, w taki ciepły, ojcowski sposób. To był komplement całkowicie szczery, nie wybrzmiał w nim nawet cień fałszu, ale Garrick zdawał sobie sprawę z tego, że takie rzeczy uderzały w człowieka inaczej, kiedy przekazywał nam je tata. Mimo wszystko żyła w nim jakaś nadzieja, że jego córka się chociaż delikatnie uśmiechnie, bo do chwili założenia na głowę sosnowego wianka wyglądała na zwyczajnie smutną. Czy powinien ją o to zapytać? Nawet jeżeli, to przecież nie przy Larrym. Z całą sympatią do niego (a o jej pokłady naprawdę nie trzeba było się martwić), nie był członkiem ich rodziny, nie dzielił z nimi wszystkich tych historii i bolączek, wypytywanie się córki o nastrój w towarzystwie kogoś po tych wszystkich latach niemalże obcego byłoby czymś naprawdę niezręcznym. Nie zależało mu na tylu rzeczach spędzających sen z powiek innych - tej kobiecie, która bez powodu nazywała przypadkowego czarodzieja menelem (nie chodziło tu już nawet o to, że był to on, a o sam poziom wypowiedzi) pewnie podstawiłby w wyobraźni nogę, ale celowe, bezmyślne wprawienie córki w zakłopotanie odkładał na bok, nie wpisując się w przynajmniej ten stereotyp troskliwego ojca. O przypadkach niecelowych lepiej nie mówić.

Słysząc jego wypowiedzi Garrick zaśmiał się w lekko zmieszany sposób. Następnie zaprosił ich gestem do dalszego spaceru. Było miło. I on też wyglądał zdaniem Garricka dobrze, ale ewidentnie nie przywykli jeszcze do swojej obecności.

- Zostawię ten przywilej komuś młodszemu... - powiedział z uśmiechem, mając nadzieję, że ten facet w wianku z paproci* tego nie słyszał. Oczywiście kiedy go minęli zrobił do córki głupkowatą minę i zakrył usta dłonią, zupełnie jakby dziadzio dopuścił się zdrady na miarę wejścia w kapciach do meczetu.

- Muszę przyznać, że Stonehenge - podjął się jakiegoś tematu, żeby już tak sobie nie słodzili w miejscu publicznym - robi na mnie wrażenie za każdym razem, kiedy je widzę, ale nie wiem czy to nie przez te wszystkie legendy. W gruncie rzeczy czym ono różni się od innych kamiennych kręgów?

* - chodzi mi ofc o pana prawego dzbana


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Felix Bell - 28.11.2023

Felix poczuł, jakby wstąpiły w niego nowe siły. Miał wrażenie, że mógłby przenosić góry - że nic ani nikt mu nie zaszkodzi, że wszystko pójdzie tak, jak zaplanował. Gdy więc zobaczył Elaine w wianku, tak piękną jak jeszcze nigdy, pochwycił ją w pasie i uniósł jakby przyjaciółka nic nie ważyła.
- A ty... zawsze będziesz na pierwszym miejscu! - roześmiał się, wieńcząc zdanie krótkim całusem w jej rozgrzany policzek. Odstawił dziewczynę na ziemię, podejrzewając że ta i tak zaraz zacznie mu się wyrywać, a potem pochwycił jej dłoń z szelmowskim uśmiechem. Jego oczy błyszczały niewypowiedzianym szczęściem. - Chodź, "kupię ci" cokolwiek będziesz chciała.
Co prawda miał przy sobie trochę pieniędzy, ale po co wydawać monety, jak można nie? Pociągnął Elaine za sobą w stronę straganów. Wiedział, że kochała sukienki, ale nie samymi sukienkami człowiek żyje, prawda? Podejrzewał, że tutaj nie da rady zwędzić czegoś zapierającego dech w piersiach, co ma tak duże rozmiary, ale coś mniejszego... Zaczął kluczyć między tłumem, bo nagle jakby wszyscy czarodzieje z okolicy się zeszli. Co nie było złe przecież, bo im większy tłum, tym łatwiej o kradzież, ale bał się zgubić swoją towarzyszkę. W tłumie mignęła mu the beast, ale szybko ją zgubił. Machnął ręką - nie będzie teraz się bujał z cyrkiem, chciał pobyć z lisicą sam na sam chociaż przez krótką chwilę.

- Na pewno jedzenie nie umywa się do twojego, ale może jesteś głodna? Patrz, tam mają jakieś słodycze! - wskazał ręką na stoisko, oblegane głównie przez dzieciaki. Biedny czarodziej, uwijał się jak w ukropie i na dodatek musiał wysłuchiwać utyskiwań roszczeniowych matek. - O, a to wisiorki!
Zmienił kierunek i wskazał Elaine na stoisko z pierścionkami, wisiorkami i inną biżuterią. Każda wyglądałaby na niej pięknie, ale nie każda była godna tego, by zdobić jej szyję czy palce. Zerkał przy tym, czy cokolwiek wpadnie Elaine w oko.


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Olivia Quirke - 28.11.2023

Gdy włożyła wianek na głowę, poczuła że wszelkie myśli o Beltane i tym, co się stało, przestają być ważne. Dzisiejszy dzień będzie inny, lepszy. Na pewno - była tu z jednym z jej najlepszych przyjaciół, najpewniej po drodze jeszcze na kogoś wpadną, a jeśli nie: to tym lepiej. Będą mieli czas, by nacieszyć się sobą.
- Lody to zawsze dobry pomysł. Jak ci źle i smutno, to lody są odpowiedzią na wszystkie troski - powiedziała swoją mądrość, mrugając do Leona. Bo tak naprawdę wcale się nie pomyliła za dużo - jedzenie sprawiało, że człowiek czuł, że żyje. A dobre jedzenie potrafiło przynieść ukojenie w bólu czy skutecznie poprawiało nastrój. Olivia była osobą aktywną, na swoje szczęście, dzięki czemu nie musiała odmawiać sobie przyjemności z jedzenia. I chociaż w większości preferowała dobre obiady czy słone śniadania, tak w jej żołądkowym menu było dużo miejsca na słodycze.

Stanęła w kolejce i wsparła się na ramieniu Leona, wydymając lekko usta w zamyśleniu.
- Żeby się lody roztopiły? - rzuciła mu ostrzegawcze spojrzenie. Jeżeli ktokolwiek próbowałby wejść pomiędzy Quirke a jedzenie, to musiałby się liczyć z tym, że dostanie z liścia. Albo Olivia kopnie go w kostkę. Leon, tak jak i część jej przyjaciół, miał pewną taryfę ulgową, ale bez przesady. - Myślisz, że zobaczysz w nich coś ciekawego? Ja pewnie nic nie zobaczę, jestem tak wrażliwa na te duchowe sprawy, jak buchorożec pędzący w stado... sosen.
Zmarszczyła brwi. Coś jej metafora nie poszła, tak, jak chciała, ale chyba Leon zrozumiał, co miała na myśli. Zapłaciła za nich oboje zanim Leon zdążył sięgnąć po pieniądze. Bo taki miała kaprys, bo mogła i chciała.
- Następne kupisz, bo są tak pyszne, że chyba na jednych się nie skończy - odsunęła się nieco, robiąc miejsce dzieciakom. Się pchały, jakby miał zaraz nastąpić koniec świata. - Poza ogniskiem chcesz coś jeszcze zobaczyć? Ja bym poszła poszukać ziół albo roślin, może mają coś ciekawego.
Zrobiła mądrą minę, ale Leon widział, że wzrok Olivii uciekał w stronę kramów ze świecidełkami. Pewnie jak zwykle nic nie kupi, ale obejrzy każdą rzecz dokładnie i zmaca, żeby pod koniec dnia marudzić, że powinna była brać, póki było.


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Sarah Macmillan - 28.11.2023

Wyglądało na to, że Beltane odcisnęło na niej o wiele większe piętno, niż początkowo zakładała. Nie, nic jej się nie stało i nie, nie brała bezpośredniego udziału w tych wydarzeniach, ale niewątpliwie naruszyło to jej i tak już chwiejne poczucie bezpieczeństwa. Dla kogoś takiego jak ona, koło roku, cały ten cykl przeplatających się ze sobą sabatów był jedyną nutą stabilności. Uczucia przychodziły i odchodziły, przyjaciele pokazywali się z różnych stron, rodzina też traktowała ją różnie (jej zdaniem nigdy sprawiedliwie), ale wiara dawała jej stałość, do której mogła zwrócić się w chwilach niepewności. W kwietniu powiedziałaby: nieważne co się stanie, jutro i tak wzejdzie słońce, ale mugole z Doliny jej tę pewność bezpowrotnie zachwiali. Sabat Lithy miał nie odbyć się wcale, to tutaj było pospiesznie sklejoną wersją czegoś dla niej niesamowicie ważnego, można by powiedzieć, że wręcz nadającego sens jej życiu. Idąc z nim pomiędzy tymi tłumem ludzi pierwszy raz od dawna czuła się w takiej scenerii zupełnie obco. Niby brała udział w przygotowaniach, ale tym razem nie prowadziła żadnego stoiska i czuła się bez tego jakoś pusto, jakby ktoś zabrał jej ulubioną zabawkę i zamiast niej dał jej jakąś nową, ale obcą, a powiedział głośno: baw się tu i teraz. Niby się zgodziła, ale pozostawało to niewypowiedziane pytanie: jak?

Oczywiście, że próbowała go czymś zagadać. Słowa spływające z jej ust nie były szczególnie ujmujące - tłumaczyła mu coś o tych wielkich kamieniach, o rytuałach, które odprawiała tutaj Isobell kiedy Sarah była jeszcze małym dzieckiem i o wielkiej sile drzemiącej w miejscach kultu, ale pierwszy raz w jego towarzystwie dało się wyczuć w głosie dziewczyny zwyczajny stres. Kiedy przerwał jej zadając pytanie, Sarah momentalnie zgubiła wątek, po kilku sekundach sama już nie pamiętała o czym mówiła, więc odetchnęła głęboko, a później na jej twarz wrócił szeroki uśmiech, oblany wyraźnym rumieńcem widocznym na bladych policzkach. Miło byłoby pomyśleć, że zawdzięczała go jego obecności, bo naprawdę jej na tym zależało, ale prawda była inna - zawdzięczała go dwóm dużym kieliszkom, które wyzerowała z Agathą przed wyjściem z Whitecroft.

- Haaa, po Beltane throchę źle mi się kojarzą - przyznała dosyć otwarcie, skracając dystans pomiędzy nimi. Nie chciała, żeby ktoś pomyślał, że nie byli tu razem, a jednocześnie bała się złapać go pod rękę, kiedy od sam nie zaoferował jej ramienia. - Tak pomiędzy nami, to jestem tlochę zdziwiona, że wszyscy zakładają je na głowę tak ochoczo... Po ostatnim sabacie wpłynęło do nas tyle skalg, że Pops nie nadążał na nie odpisywać. - Zachichotała, ale tak nerwowo.

Kolejny krok w stronę Leviathana. Czy sam wpadnie na to, że chciała złapać go za rękę?


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Florence Bulstrode - 28.11.2023

Trudno powiedzieć, co przygnało Florence na Lithę - zwykle uczestniczyła w sabatach, jeżeli nie miała dyżuru, czasem występowała na nich jako medyczka, ale tym razem miała wrażenie, że to swego rodzaju kuszenie losu. A jednak tu była. Może przez pewnego rodzaju upór, tkwiący głęboko w jej duszy, może chcąc po prostu być w pobliżu, gdyby była potrzebna.
A może, bo nie mogła już znieść siedzenia w domu i niepokoju o najmłodszego brata.
Godzina, obiecała sobie, starając się nie myśleć o tym, co tego dnia być może wyprawiali jej bracia, a przynajmniej jeden z nich. Za godzinę wróci do domu i pewnie oni już tam będą.
- Nie przyznawaj twojemu bratu, że przyszedłeś tutaj ze mną. Obawiam się, że mógłby cię wydziedziczyć tylko za to, że szedłeś przy mnie - zwróciła się do Vincenta, idącego u jej boku. Górował nad nią, bo Florence była kobietą nie niską, ale też nie wielką: miała metr siedemdziesiąt wzrostu. W teorii był jej wujem, bratem jej matki, ale jako że był młodszy, traktowała go raczej jak całą resztę Bulstrodów i Prewettów z rodzeństwa i kuzynostwa - śledząc uważnym spojrzeniem jasnych oczu i niekiedy spoglądając... nieco dalej.
Teraz też zresztą zerknęła na niego, a właściwie - kontrolnie, bo nic nie mogła poradzić, że dziś niepokój tkwił pod jej skórą, z powodu tego statku, który wołał do niej z daleka, z powodu brata, z powodu wspomnienia Beltane - do przodu.
- Te wianki trochę mnie niepokoją - przyznała po chwili, ujmując wręczoną jej plecionkę. Nie założyła jej od razu na głowę, a obróciła go w dłoniach, bo to było kolejne echo poprzedniego sabatu. Blade palce przesunęły się po kwiatach, gdy rozważała, czy wsunąć go na kasztanowe włosy, tego wieczora splecione w ciasny warkocz. Fryzura Florence jak zawsze była staranna, podobnie jak jej strój: schludny, ale dość skromny, błękitna spódnica i jasna koszula. - Chociaż tym razem, mam nadzieję, nie będą związywać niczyich losów na podobieństwo klątwy lub błogosławieństwa. Powiedziałabym, że miałeś szczęście, że nie wniosłeś wianka żadnej damy na majowe słupy, choć może niektórzy uznawaliby to za pecha? Reszta rodziny pewnie ucieszyłaby się, gdyby była czystej krwi.
Zważywszy na to, że nikt z młodszego pokolenia, choć było ich wielu i wszyscy po dwudziestym roku życia, nie zawarł małżeństwa, Edward prawdopodobnie dręczył w tej sprawie brata coraz bardziej uparcie.

jasnowidzenie, czy Vinc nie planuje się zaraz iść zabić
[roll=Z]

!wianki