Secrets of London
[27.07.1972] Too much | Laurent & Philip - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [27.07.1972] Too much | Laurent & Philip (/showthread.php?tid=2499)

Strony: 1 2 3 4 5


RE: [27.07.1972] Too much | Laurent & Philip - Laurent Prewett - 07.01.2024

Och tak, to było przyjemne. Bardzo przyjemne. Wyczekiwane, choć nieoczekiwane, pożądane, choć stopowane. Z czystej zuchwałości nie śmiałby prosić o ten dotyk, nawet jeśli miałby być tylko zażytą wspólnie kąpielą. Potrafił tak? Nie był pewien. Chyba musiałby się na to mentalnie przygotować. Lecz... z nim? Jego ciało było wręcz wytresowane. Wyuczone tego dotyku. Każdego muśnięcia, każdego nacisku, każdego pocałunku. Zatrzymał aż oddech w piersi, kiedy prąd przebiegł przez jego ciało, bo przecież to była sprzeczność. Zrelaksuj się. Rozluźnij. Nie rób fałszywych ruchów w niezrozumieniu sytuacji, ale poddaj się jej bezwiednie. Powinien? Nie powinien? Co zrobić z rękoma, które opierał o ścianę? Poruszyć się, czy nie? Obrócić? Aż zadrżał, kiedy męskie dłonie zawędrowały na jego biodro, muskając skórę przypadkiem, albo celowo. Nie wiedział. Niewiele już wiedział.

- M-mówiłeś, że nie chcesz... - Nie dokończył, bo nie było nawet potrzeby. Znowu jego mięśnie się nieco spięły przy dalszym ruchu kostki mydła po jego skórze, ale w ten sposób, by nieco wygiąć plecy podstawiając się przyjemności. Aż go dreszcz przeszedł. Zrobiło się jeszcze cieplej pod tym prysznicem, zmęczenie i sen uleciały teraz spod jego powiek, zostawała wyraźna, ostro zarysowana rzeczywistość, którą musiał zatrzymać w swoich dłoniach. Czy gdzieś tutaj powinno się pojawić "nie"? Stanowcze "nie rób tak"? Czy by coś tym zepsuł? Powinien? Nie powinien? Ten dotyk stawał się niemal bolesny, kiedy każda jego komórka ciała chciała więcej, gdy już się pojawiał. Otwierał mantrę w swojej głowie, żeby nie dać się temu otumanić, omamić, żeby jego głupie serduszko nie zaczęło wybijać tercetu, wyprzedzając krople wody. Żeby nie poddać się podnieceniu, które by go zabiło.




RE: [27.07.1972] Too much | Laurent & Philip - Philip Nott - 07.01.2024

Pozostawał świadom tego, jak to wszystko co robił wpływało na Laurenta, jak to wpływało na niego i jak to mogło się skończyć tego wieczoru oraz jak to mogło wpłynąć na nich w dłuższej perspektywie czasu. Sam zaczynał doświadczać pierwszych dreszczy przebiegających przez jego ciało a rozum zaczynał się kłócić z... nie, nie z sercem. Popychało go to wszystko w objęcia własnej słabości, ku złamaniu swoich postanowień... co miałoby miejsce nie pierwszy raz. Nie będzie to też ostatni raz, kiedy wykaże się brakiem silnej woli i ulegnie wszystkim swoim słabościom. Do tego wszystkiego zaczynało zmierzać. Nie powinien się nawet łudzić, że potrafi wytrwać we wszystkich swoich postanowieniach, że może się zmienić na lepsze. Tej nocy powinno być jednak inaczej, niż podczas ich poprzedniego spotkania, podczas którego poważnie się pokłócili.

A co jeśli chcę...? Nie chcesz...? — Zadając te wszystkie pytania Laurentowi miał w tym swój cel. Laurent mógł mu odmówić, niejako pomagając mu w utrzymywaniu w mocy swoich postanowień. Uszanowałby jego odmowę. Nie zamierzałby pozwolić aby ona coś popsuła, skoro to wszystko wyszło od niego. Zarówno jego postanowienie, jak i to wszystko co robił w tym momencie. Cofnął dłoń w której trzymał kostkę mydła, pozwalając aby strumień ciepłej wody rozgrzewającej ich ciała spłukał wszystkie mydliny z poznaczonej bliznami skóry pleców młodszego mężczyzny. Nie wypuszczając kostki tego mydła jeszcze bardziej zmniejszył dystans między nimi, tak aby zetknęli się ciałami. Otoczył ramieniem go w pasie, składając w tym momencie pierwsze pocałunki na jego szyi i jednym z barków.

Odwróć się do mnie. — Wymruczał zachęcająco.




RE: [27.07.1972] Too much | Laurent & Philip - Laurent Prewett - 07.01.2024

Odmówić? Miałby odmówić? Kiedy jego myśli się rozpierzchały i musiał skupić się na tym, żeby się zupełni w tym nie zatracić, żeby niebezpieczne i zgubne westchnienie nie wylało się spomiędzy jego warg. Próbował. Naprawdę próbował i starał się dopasować do tego, czego Philip chciał, co tak hardo powiedział. A teraz tutaj przyszedł i mówił o rozluźnieniu, wprawiając go w skonfundowanie tak, jakby to był jakiś zwichrowany test, jakaś próba. Wcale nie było mu z tym dobrze. Cisnęło to jego niepokorne serce, które szybciej chciało pompować krew przez żyły. Sprawiedliwość - powołajmy się na nią! Niesprawiedliwe było to, że szukał bezpieczeństwa w jego domu i niesprawiedliwe było to, jak teraz Philip sprawdzał jego granice.

A potem zadał swoje pytanie.

Czy to też był sprawdzian? Czy to... Westchnął i przylgnął do drugiego ciała, które odnalazło jego bliskość. Ciepło drugiego człowieka było zawsze nieporównywalne ze wszystkim innym. Słodkie. Potrzebne. Miał nie chcieć? Miał zaprzeczyć? Odchylił głowę w tył, chcąc się rozpłynąć w tych ramionach i przy tych ustach. To było niepoważne. Oni byli niepoważni. Uzależnieni maniacy, którzy nie potrafili sobie w pewnych punktach wyrobić odpowiedniej dawki asertywności, więc po co w ogóle robić podchody? To naprawdę miał być inny wieczór. Tymczasem miał być dokładnie taki sam jak wszystkie inne. Bo czym się różnił? Tym, że mieli bardziej otwarte rozmowy między sobą? Że Laurent przestał skakać i grać tak, jak blondyn tego potrzebował? Tak, relacja ich łącząca się niby różniła. A to, co się między nimi działo chyba jednak nie zmieniało się na lepsze.

Odwrócił się powoli, zaglądając w piękne, niebieskie oczy o zlepionych wodą rzęsach. Słodki uśmiech i błyszczące pożądanie w oczach. Miłość. To nie była ta miłość, której obaj poszukiwali, ale była jakże dobrym zastępstwem, które mieszało w myślach, które umilało wieczory. Wyciągnął dłonie, żeby przesunąć nimi po zewnętrzny udach blondyna przez biodra, bok ciała i na barki. A samemu cofnął się tylko trochę, żeby oprzeć plecy o ścianę i zachęcająco, lekko, pociągnąć Philipa za sobą.




RE: [27.07.1972] Too much | Laurent & Philip - Philip Nott - 07.01.2024

Ze strony Laurenta nie nastąpił żaden sprzeciw... mógłby uznać że zgoda również nie nastąpiła. Nie zamierzał zrobić niczego, czego Laurent sam by nie chciał. Zwracał na to uwagę, na każdą nawet najmniejszą reakcję swojego kochanka, starając się usłyszeć przebijające się przez szum lejącej się wody westchnięcia. Jednocześnie nasłuchiwał jakiegokolwiek wyrazu sprzeciwu. Nic takiego nie miało miejsca, dlatego nie zamierzał wypuszczać ze swoich objęć tego mężczyzny, wciąż obsypując pożądliwymi pocałunkami skórę jego szyi.

Wypuścił już z drugiej dłoni tę kostkę mydła, starając się też odsunąć ją stopą aby jeden z nich nie poślizgnął się na niej w pewnym momencie spędzania czasu pod prysznicem, kiedy zajęci sobą nie będą myśleć o wszystkim innym. Przesunął tę dłoń na pierś kochanka, przez jego brzuch zmierzając ku jego lędźwiom z zamiarem zagwarantowania mu rozkoszy, której obaj poszukiwali.

Zdrowy rozsądek pozostawił za drzwiami kabiny prysznicowej, bo jak przekraczał próg łazienki to jeszcze starał się utrzymywać jego pozory. Dla niego ta noc będzie inna pomimo, że wyglądała jak wszystkie poprzednie. Była pod wieloma względami lepsza, pomimo tamtych zgrzytów, i może taka być jeśli rano nie obudzi się w pustym łóżku a sam Laurent pozostanie na śniadanie. Teraz nie myślał o cenie, jaką przyjdzie mu zapłacić za tę noc, o jej wszystkich nieprzewidzianych następstwach. Wszystkim tym, z czym będzie musiał się zmierzyć. Ze sobą samym.

Nie zamierzał uciekać przed dotykiem swojego kochanka, którego prześlizgujące się dłonie po jego ciele rozpalały jego bardziej jego zmysły, wywoływały intensywne dreszcze. Nie oparł się tej zachęcie, podążając za nim we wskazanym przez niego kierunku. Przyciągnął go namiętnego pocałunku, wplątując na moment palce w jego włosy. Oznaczył kolejnymi jego szyję i barki, drażniąc przy tym dotykiem złaknione go ciało kochanka.

To... było wspaniałe. — Wymruczał z pewnym trudem, z przyśpieszonym oddechem do wciąż obejmującego go w pasie Laurenta, któremu pomimo że ta ściana gwarantowała większą stabilność, to jeszcze sam go podtrzymywał. Pocałował go zachłannie. Serce waliło mu jak szalone, boleśnie tłukąc się o żebra. Zdecydowanie powinni stąd wyjść. Powinni doprowadzić się do względnego porządku i powinni iść już spać... jeśli tylko uznają, że na to już właściwa pora.




RE: [27.07.1972] Too much | Laurent & Philip - Laurent Prewett - 07.01.2024

Woda ciągle szumiała, kiedy chłodne dreszcze przesuwały się po jego ciele ze zmęczenia, kiedy jego klatka piersiowa unosiła się w głębokich oddechach. Był wręcz wdzięczny za to, że czuł za sobą ścianę i przed sobą ciągle klatkę piersiową Philipa. Miał wrażenie, ze chyba nogi by się pod nim ugięły już teraz, po tym wysiłku fizycznym. Dobrze mu tak było. Mógłby zostać w tym malutkim kąciku świata, tak podtrzymywany, opierając ręce na plecach blondyna. Nie było tutaj żadnych tragedii, żadnych Śmierciożerców, Dantego ani Fontaine. Nie było widm z Kniei ani tragedii Zimnych. Nie było cierpienia, krwi, bólu. Nikt nie umierał. Było tylko słodkie zmęczenie, składające swoje uwielbione pocałunki na ciele. Tylko ciepło.

- No już... wystarczy... - Prychnął cicho śmiechem, kiedy jeszcze Philip zabrał mu haust powietrza swoimi ustami. - Rozumiem, jesteś wulkanem energii, ale moja energia na dziś jest już chyba wyczerpana. - Bez chyba - był w tym momencie zupełnie wyczerpany. Wydrylowany z ostatnich sił. Nie mógł jednak powiedzieć, że nie był to przyjemne zwieńczenie tego dnia. Tylko... no właśnie. Tylko. Słowa, że cieszę się, że ci się podobało zatańczyło mu na krańcu rozchylonych warg, ale nie powiedział tego. Skojarzyło mu się to z ich ostatnim felernym spotkaniem. - Tak. Było. - Potwierdził i całował go w płatek ucha. - Gdzie rzuciłeś to mydło... to cud, że się nie zabiliśmy. - Przesunął swoją głowę odpoczywającą na ramieniu Philipa, żeby spojrzeć na podłogę. Nieszczęśliwa kostka wylądowała sobie gdzieś na wypizdowie dolnym - na samym brzegu kabiny, przy drzwiach. Teraz był bardzo dobry moment, żeby się umyć. Nawet i wzajemnie. - Podaj je, proszę. Spokojnie, ustoję. - Zapewnił go, chociaż kiedy serce się uspokajało to coraz więcej zmęczenia ogarniało ciało.

Umyli się. Powoli, spokojnie. Dotykając ciał, które bardzo dobrze już znali, a który to dotyk był teraz pieszczotą po zaspokojeniu. Wyszli spod tego prysznica, wytarli się i Laurent poprosił Philipa o jakąś koszulę. Philip był co prawda nieco niższy od niego. ale za to zdecydowanie lepszej budowy. Różnica wzrostu też nie była jakaś bardzo widoczna i wyraźna. Wsunął więc koszulę na siebie i zabrał swoje ciuchy do sypialni. Położył je tam, gdzie zawsze je kładł, kiedy zdarzało mu się zostawać na noc... żeby uciec zanim dobrze wstanie poranek i niekoniecznie zostawać do białego rana, gdzie wścibskie pary oczu mogłyby się zastanawiać, co on tam tak długo robił. Spoglądał na Philipa zastanawiając się, czy wszystko wyglądałoby tak samo jak ostatnim razem, gdyby chciał teraz jednak wrócić do swojego domu. Podszedł powoli do łóżka i na nie wręcz opadł z westchnięciem ulgi. Szalenie zmęczony zarówno psychicznie jak i fizycznie. Ale to było dobre zmęczenie fizyczne.




RE: [27.07.1972] Too much | Laurent & Philip - Philip Nott - 07.01.2024

Z upływem czasu szybko bijące serce obierze swoje stałe tempo, podobnie jak przyśpieszony oddech się unormuje. Ciało opuszczą ostatnie dreszcze. Pozostawało poczucie spełnienia, to słodkie zmęczenie i ciepło. Pozostawał rozluźniony, jedynie odczuwając upragnioną błogość. Tak cudowna, jak i złudna. O poranku ona pozostanie jedynie wspomnieniem. Dźwięcznym, nieco ochrypłym śmiechem skomentował słowa Laurenta, którego przestał całować.

Jestem, temu nie zaprzeczę. Teraz zasłużyliśmy na odpoczynek. — Postanowił na to przystać, nie zamierzając jeszcze bardziej wymęczyć Laurenta. Mieli iść spać znacznie wcześniej, niż planowali. W tym momencie było to dla niego warte tego wszystkiego, co miało miejsce. Całowany w płatek ucha zamruczał z zadowoleniem przymykając przy tym powieki niczym zadowolony lew. — Gdzieś tam, nie myślałem o mydle. — Zachichotał. Pomimo tego wesołego tonu głosu zdawał sobie z powagi sytuacji, gdyby poślizgnęli się na tej kostce mydła i faktycznie się zabili podczas uprawiania seksu pod prysznicem. Odeszliby z tego świata z przytupem, wywołując jeszcze skandal na odchodne.

Już się po nie schylam. — Pozwolił Laurentowi samemu stanąć na nogach i pochylił się upuszczoną przez niego kostkę mydła. Wspólne prysznice potrafiły być naprawdę przyjemne i już nie chodziło o sam seks, ale o również o to co po nim następowało. Dla niego Laurent mógł spać nago, jednak postanowił spełnić jego prośbę i oddał mu jedną ze swoich koszul. Samemu naciągnął na siebie jedynie bokserki. Zdarzało mu się spać równie często nago. Podczas ich nieobecności Błysk oraz uprzątnął całą kuchnię, nakarmił psidwaki, wyprowadził je na wieczorny spacer. Każdej nocy skrzat w sypialni Philipa ustawiał szklankę z czystą wodą, teraz stawiając dwie zamiast jednej - druga była dla Laurenta. Skrzaty domowe wiedziały więcej o swoich panach niż można było przypuszczać.

Zachichotał znów, kiedy Laurent opadł z tym westchnięciem ulgi na łóżko. Sam położył się obok niego, na boku z głową na poduszce i przykrywając się do pasa kołdrą. Po tym pełnym dniu wrażeń powinni usnąć w przeciągu paru chwil. On przynajmniej tak miał. Ciekawe, czy tak będzie i tym razem. Powinno być, biorąc pod uwagę ogarniające ich zmęczenie, ale to dla niego też pod pewnymi względami nowa sytuacja. Laurent mógł znaleźć dla siebie miejsce w jego objęciach. Pozostawało tylko wygasić światło lamp olejnych.




RE: [27.07.1972] Too much | Laurent & Philip - Laurent Prewett - 08.01.2024

Poranek był powolny i leniwy. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz zasnął tak szybko. Bez żadnych problemów, bez strachu, bez gniotącego serce przeczucia, że może się zdarzyć coś strasznego, coś okropnego, że jeśli tylko nie będzie się pilnował to..! A nawet, gdy będzie, to co to da? Jak bronić się przed człowiekiem, który atakuje we śnie? Tutaj nie było jednak żadnego koszmaru. Jeśli cokolwiek mu się śniło - nie pamiętał. A podobno zawsze o czymś śnimy. Umysł zawsze gdzieś chce wędrować. Podobno.

Obudził się wtulony w Philipa. I znów było ciepło. Nie w ten nieprzyjemny, letni sposób - bo lato potrafiło być kapryśne względem swoich temperatur. To było dobre ciepło. Tkwiło w tym coś zupełnie błogiego, tkało zupełnie inną bajkę. I Laurent nie chciał się z tego konkretnego snu budzić. Nie był tylko pewien, czy Philip też nie chciał. Delikatnie się poruszył, przeciągnął i zamiast odsunąć - mocniej wcisnął głowę w ramię Philipa, chowając nos w jego szyi. W jego zapachu, który tak lubił. Ciepły, spokojny oddech rozbijał się na skórze sportowca. Uśmiechnął się w pierwszej chwili tak przyjemnie rozluźniony, że prawie gotów był wyszeptać chwilo trwaj... Rozchylił jednak powieki, bo rzeczywistość wcale nie była taka wspaniała i taka słodka. Sny zazwyczaj miały to do siebie - kończyły się, kiedy otwierałeś oczy. I ta błogość ustępowała miejsca czemuś o wiele mniej przystępnemu i przyjemnemu.

- Dzień dobry, Philipie. - Uniósł się powoli na ramionach, odsuwając tym samym od ciepłego ciała i spojrzał na niego z góry, uśmiechając się ciepło. Czy będzie dzisiaj na niego zły, że znowu... znowu sprowadził wszystko... odwrócił spojrzenie od blondyna i spojrzał na dobrze znaną sypialnię. Wcale nie miał ochoty wstawać. Miał ochotę się schować w tym łóżku i się z niego nie wynosić. Wydawało się taką przystanią. Bezpiecznym schronieniem - chociaż na parę chwil. Do jakiej roli... został sprowadzony? Z roli spania ze sobą do roli spania ze sobą i zabawiania posiłkami? Czy jednak czegoś poważniejszego? Tylko jak mówić o powadze, skoro jedno było mówione, a zupełnie coś innego robione. Może nie powinien poruszać tego tematu, może zepsuje to wszystko. Znów. Och, był już zmęczony tym tańczeniem na paluszkach i uważaniem na to, żeby Philip się tylko nie obraził. Był zmęczony sobą. Swoimi lękami. Potrzebą akceptacji.

Wyciągnął ramiona w górę, żeby się trochę przeciągnąć.

- Będę się powoli zbierał do New Forest... czy jest opcja rozpakowania mojego tosta i zjedzenia go? - Przechylił głowę, spoglądając na Philipa z uśmiechem. Nie chciał trochę przeciągać struny. Może Philipowi się odwidziało, może chciał, żeby jak najszybciej teraz stąd poszedł? Albo stracił humor, bo Laurent nie zdał jego testu na nie-bycie horny skurwielem.




RE: [27.07.1972] Too much | Laurent & Philip - Philip Nott - 09.01.2024

Philip uwielbiał takie poranki. Powolne i leniwe. Przywykł do budzenia się w pustym łóżku, przez to że nie chciał zastać w nim swoich kochanek albo kochanków. Przywykł do tego, że kiedy otwierał oczy to Laurenta już nie było w jego łóżku. Teraz było inaczej, Laurent przespał całą noc wtulony w niego i tak również się obudził w jego objęciach. Pogrążonemu w głębokim, zasłużonym śnie Philipowi wyraźnie nie śpieszyło się do otwarcia oczu i rozpoczęcia tego dnia, jakby pozostawał świadom, że to oznaczało powrót do rzeczywistości. Nie uniknie tego, jednak mógł odwlec ten moment w czasie. Pod wpływem delikatnego ruchu Laurenta, tego przeciągnięcia i tego, że mocniej wcisnął głowę w jego ramię, chowając nos w jego szyi zamruczał przez sen - nie był to pomruk niezadowolenia, wręcz przeciwnie. Spokojny oddech młodszego mężczyzny delikatnie łaskotał jego skórę.

Dzień... dobry, Laurie... — Wymruczał sennie, reagując na dźwięk jego głosu. Uśmiechnął się ciepło, wręcz błogo i zarazem nieco... nieprzytomnie. Nie wiedział, która godzina, ale teraz nie miał ochoty opuszczać granic tego łóżka. Najpewniej z czasem się to zmieni. Nie wyglądał jak ktoś, kto wstał lewą nogą, jak ktoś, kto miał zrobić Laurentowi jakikolwiek problem z powodu tego, co zaszło między nimi w nocy. To wyszło od niego, więc tym razem mógł mieć pretensje tylko do siebie zamiast do Laurenta. — Dobrze spałeś? — Zdecydował się zadać mu to pytanie, dla uzyskania pewności co do tego. Nie zamierzał go skąd wyrzucać, ale też nie mógł zatrzymać go wbrew jego woli. Jeszcze za wcześnie było na to, aby on był w stanie rozmawiać na jakiekolwiek poważne tematy. O ile nie zostałby postawiony przed faktem dokonanym. Wówczas nie byłby w stanie tego uniknąć.

Tak szybko? Obawiam się, że to może być trochę trudne... jak spaliśmy Błysk musiał zabrać twoje ubrania do prania, ale nie jestem pewien czy zdążył je wysuszyć. Poza tym... najpewniej robi dla nas śniadanie. Jest w tym niezrównany. Nie będziesz musiał jeść wczorajszych tostów. — Zapytał z zaskoczeniem. To było dla nich typowe, ale Laurent mógł mu poświęcić jeszcze parę chwil zanim wskoczy do kominka w salonie i uda się do New Forest. Podnosząc się nieznacznie na łokciach dostrzegł, że na tamtym krześle już nie spoczywały należące do Laurenta ubrania. Nie zamierzał wypuścić go bez śniadania, które również powinno mu smakować.




RE: [27.07.1972] Too much | Laurent & Philip - Laurent Prewett - 09.01.2024

- Dawno nie spałem tak dobrze. - I dawno też tak dobrze nie wypoczął. Spokojnie, bez koszmarów, bez strachu i bez zrywania się w środku nocy, kiedy waliło ci serce, drżałeś, czułeś dziwne, niewyjaśnione dreszcze i wodziłeś oczyma po okolicy, chociaż byłeś naprawdę piekielnie zmęczony. Eliksiry nasenne zmieniały sytuację i pozwalały spać, ale ile można było na nich ciągnąć? Perseus uważał, że stanowią bardzo niebezpieczne uzależnienie - i w pełni go rozumiał. Miał ochotę zażywać je prewencyjnie przed każdym snem, żeby tylko móc spokojnie spać. Jeśli nie potrafiły uzależnić ciała, to umysł na pewno. Ostatnie zaś, czego strudzony umysł potrzebował to takich zależności. Tym nie mniej tu i teraz było fantastycznie. Obrócił nawet głowę w kierunku Philipa, żeby posłać mu ciepły i wdzięczny uśmiech.

Och tak, takie poranki były cudowne, kiedy budziłeś się przy kimś, kogo... kogo co? Z kim sypiałeś? Kogo darzyłeś sympatią? Komu chciałeś powiedzieć, że chyba czujesz do niego coś więcej, a on ci mówi: ale ja ciebie nie kocham. Bo przecież dokładnie w takim punkcie byli. Było tylko coraz gorzej. Co miała zmienić ta noc? Czy Philip zdawał sobie sprawę, jakie to było chore, jakie to było obrzydliwie ułudne? Bo Laurent sobie zdawał. Docierało to do niego, wkraczało w jego myśli, wślizgiwało się w pole widzenia. Znana sypialnia różniąca się tym od zwyczajowego, czysto porannego widoku, że gdyby teraz odsłonić kotarę to wślizgnęłyby się do tego miejsca promienie słońca. Różnica pory dnia, a w fakcie nie różniąca się tym, że się rozejdą po seksie i wspólnej nocy. Co się zmieniło? Wspólne posiłki? Ile to zmieniało? Była to wypaczona wizja tego, czego pragnął. Bardzo wypaczona.

- Szybko? Po zjedzeniu śniadania to dla ciebie: szybko? - Zapytał z delikatnym rozbawieniem i obrócił twarz w stronę komody, gdzie powinny spoczywać jego złożone rzeczy. Rzeczywiście - nie było ich, Philip nie kłamał. Czy on się zmówił z tym Błyskiem? Dogadał z nim, kiedy Laurent zasnął? Bo nawet nie pamiętał momentu zaśnięcia. Przytulił się do Philipa i... już go nie było. Sekunda. - Nie mów o niezrównaniu, Migotek by się obraził. - Z tymi skrzatami to czasami było u czarodziei jak z dzieciakami czy psami - co jeden się przechwalał, czyj lepszy i zdolniejszy. Tutaj Laurent oczywiście sobie żartował, bo nie zamierzał robić porównania. Tak jak ludzie, tak i skrzaty miały rzeczy, w których były trochę lepsze, albo trochę gorsze. Wysunął się z łóżka powoli, spoglądając na swoją nogę i bliznę na niej. Och, zdążył się ich dorobić już ich tylu... może naprawdę powinien się ich pozbyć? A może i nie. Zaklęcie skrywające je na co dzień nie miało takiej mocy, żeby utrzymywać się przez tyle godzin, a na pewno nie przez całą noc. - Nie szkodzi, że nie wyschły. Przy odrobinie magii wyschną raz dwa. Do śniadania zaś nie są mi potrzebne.




RE: [27.07.1972] Too much | Laurent & Philip - Philip Nott - 09.01.2024

Cieszy to mnie, Laurie. — Zapewnił go ze szczerością w głosie, z tym samym uśmiechem z którym się obudził. Laurent faktycznie sprawiał wrażenie bardziej wypoczętego, niż poprzedniej nocy. Jak widać to potrafiło wiele zmienić. Jego przyzwolenie i decyzja Laurenta o pozostaniu tutaj znacznie dłużej, niż zwykle zamiast wymknąć się o świcie. Gdyby to zrobił byłoby znacznie prościej w dłuższej perspektywie czasu. Zdawać mogłoby się, że Philip pozwala trwać tej właśnie chwili i tak właśnie było, ale wszystko to, co skrywał ten idylliczny obraz, w końcu do niego dotrze. Sam dostrzeże to, jakie to wszystko było złudne, jakie było niepoprawne albo nawet chore.

Jednocześnie ta noc pozwoli mu dostrzec to, że tak mogłaby wyglądać ta część jego życia, że tak właśnie powinna ona wyglądać. Jednocześnie może stanowić moment, w którym spojrzy prawdzie w oczy, że ta wizja nie musiała być związana z samym Laurentem, uderzającym mu do głowy niczym najdroższy trunek, uniemożliwiający mu wytrzeźwienie. Z pewnością nie jemu pierwszemu. Poeci ubraliby to w znacznie ładniejsze i trudniejsze do wypowiedzenia na głos słowa. Wszystkie te, których unikał przez całe swoje życie.

Następstwem sprostania tym wszystkim niewygodnym prawdom będzie podjęcie przez niego trudnych decyzji, od czego nie będzie już odwrotu. Niezależnie od kierunku, jakie obrałby, trudno byłoby mu dostrzec jakiekolwiek szanse na osiągnięcie pozytywnego efektu swoich działań. Za pierwszym razem, kiedy postanowił zakończyć znajomość z Laurentem, nie udało mu się wytrzymać w tym postanowieniu. Niezależnie od tego, jak bardzo starał się tego dokonać, wszystko nie szło po jego myśli. Od Beltane wszystko się psuło i tego stanu rzeczy nie zmieniło przerwanie magii tamtego rytuału. Wszystko to pozostawało jego winą. Niezależnie od przyczyny, nie udało mu się raz a dobrze zakończyć znajomość z Laurentem albo to, co z niej zostało. Potrzebował ułożyć sobie życie w taki sposób, tak być z niego tak samo zadowolonym jak to miało miejsce przed Beltane. Brakowało mu równowagi. Musiało być gorzej, aby w końcu zaczęło być lepiej. Tylko, że to gorzej dla niego trwało zbyt długo.

W jakimś stopniu tak. — Odparł, starając się ignorować fakt, że nie powinien dłużej zatrzymywać Laurenta. Nie wydał jednak Błyskowi takiego polecenia. Nie wstawał w nocy. Błysk musiał posprzątać po swoim panu w łazience i wszystko wskazywało na to, że postanowił zająć się ubraniami jego gościa.

Tylko jeśli mu powiesz. — Zauważył z lekkim rozbawieniem. Dobrze jednak wiedział o czym Laurent mówi. Skrzaty domowe tworzyły bardzo specyficzną sieć. Służba wiedziała wszystko o wszystkich, w tym przypadku o swoich panach. Nieraz skrzaty domowe służyły w rodzinach od pokoleń. Błysk jest bratem Złotogłówki, skrzatki służącej w posiadłości jego rodziny dzięki temu mogli mieć ze sobą kontakt. Widząc że Laurent opuszcza jego łóżko, sam przeciągnął się i podniósł się do siadu. Ostatecznie wstał. Sięgnął po stojącą na nocnej szafce szklankę z wodą, z której upił kilka łyków. Odstawił ją na miejsce. Musiał skorzystać z łazienki przed śniadaniem. Po nim będzie musiał wziąć drugi prysznic.

Błysk się tym zajmie, kiedy będziemy jeść śniadanie. Idę do łazienki, a ty możesz iść już do kuchni. Dołączę do ciebie. — Odpowiedział Laurentowi. Skierował się do łazienki, po której opuszczeniu od razu skierował się do kuchni. Po drodze doskoczyły do niego spragnione uwagi swojego pana psidwaki, przy których kucnął i które wytarmosił. Skrzywił się, kiedy polizały go po twarzy, choć tak naprawdę mu to nie przeszkadzało.

Pójdziemy na długi spacer po śniadaniu. — Stwierdził drapiąc za uchem swoje zwierzęta. Gdy się podniósł i zaczął kontynuować swoją wędrówkę do kuchni, one ruszyły za nim do tego pomieszczenia zajmując tam stałe swoje miejsce.

Dzień dobry, Błysku. — Philip przywitał krzątającego się po skrzata z ciepłym uśmiechem. Stał on na niskim taborecie, dzięki któremu mógł sięgnąć do piecyka. Na uszytym z czerwonego ręcznika ubranku miał dopasowany do swojego wzrostu fartuch kuchenny  - Philip pozwalał mu go nosić z tego względu, że to nie było ubranie tylko akcesorium kuchenne i chodziło mu też o bezpieczeństwo skrzata.

Dzień dobry, panu. I paniczowi. — Odezwał się serdecznie skrzat zajęty smażeniem kolejnej porcji kiełbasek do typowego angielskiego śniadania. Na drugim palniku bulgotała wesoło mieszana przez samą łyżkę owsianka, którą zamierzał podać im na ciepło z owocami i miodem. Oprócz tego były grzanki do smarowania masłem, miodem albo dżemem oraz kawa i herbata. — Nakarmiłem już psidwaki. Proszę usiąść do stołu. Po śniadaniu przyniosę paniczowi jego ubrania. — Dodał wskazując dłonią na suto zastawiony stół. To było za dużo na dwie osoby. Zostanie mu to na później. Zdawał się uprzedzić pytania ze strony Philipa albo samego Laurenta. Zanim jednak usiadł to podszedł do zlewu po to by umyć ręce i twarz po kontakcie z psidwakami.