Secrets of London
[13.08.1972] It gets so hard to face the truth | Laurent & Philip - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [13.08.1972] It gets so hard to face the truth | Laurent & Philip (/showthread.php?tid=2555)

Strony: 1 2 3 4


RE: [08.08.1972] It gets so hard to face the truth | Laurent & Philip - Philip Nott - 14.02.2024

Brak odpowiedzi ze strony Laurenta uznał za zakończenie tej poważnej i zarazem istotnej dla nich dyskusji. Możliwe że do tego wszystkiego wrócą w innym momencie, kiedy sam Laurent poukłada sobie to wszystko. Miał nadzieję, że do tego w niedalekiej przyszłości wrócą, jednocześnie nie zamierzał naciskać na Laurenta w tej sprawie.

Powiódł za nim spojrzeniem, kiedy młodszy mężczyzna zmierzał do barku. Laurent nie pierwszy raz wyciągał z niego alkohol w jego obecności, jednak teraz trudno było mu czuć się tutaj jak u siebie i samemu zajrzeć do wnętrza tego barku z alkoholami.  Przez wzgląd na swoją kontuzję na jakiś czas powinien ograniczyć spożywanie alkoholu do całkowitego wyleczenia się z odniesionej podczas treningowego meczu kontuzji. Zamierzał wypić jeden kieliszek, jeśli Laurent postanowi się z nim napić czegoś mocniejszego.

Uśmiechnął się delikatnie, kiedy Laurent podziękował mu za ten komplement. Za prawdę nie powinno się dziękować, jednak to było równie miłe. Wydało mu się nieadekwatne do sytuacji powiedzieć, że nie ma za co. To byłoby już kłamstwo, nawet jak nie oczekiwał podziękowań za tak proste słowa.

Bardzo mądry. W tym kontekście taki. — Starał się mu wytłumaczyć, co dokładnie ma na myśli. W ostatnich miesiącach naprawdę przekonał się o tym, że Laurent zasłużył na tego rodzaju komplement. Powinno być na odwrót - od niego, jako tego starszego oczekiwano posiadania tego rodzaju mądrości życiowej - jego dojrzałość jest kwestią dość dyskusyjną. Dopiero teraz ulegał tym wszystkim zmianom. Przez ostatnie miesiące Philip miał przesyt wszystkich negatywnych emocji, powstałych pod wpływem nawarstwiających się problemów osobistych. Chciał aby wreszcie było dobrze.

To chętnie się napiję. — Odparł na słowa Laurenta. — Też nie będę dużo pić Zamierzam wypić jedynie lampkę czerwonego wina. — Poza swoim zdrowiem, musiał jeszcze wrócić do swojego domu w magicznym Londynie. Laurent jak dotąd nic nie powiedział odnośnie tego, czy ma zostać do końca tego dnia albo nawet do jutrzejszego poranka. Trzecim powodem do tego, aby nie przesadzać, było to, że Laurent chciał napić się tylko trochę i do tego również zamierzał się dostosować. To bzdura, że alkohol pozwalał na utopienie wszystkich smutków.




RE: [08.08.1972] It gets so hard to face the truth | Laurent & Philip - Laurent Prewett - 15.02.2024

Jak właściwie osiągało się karierę sportową? Ćwiczenia, tak. Odpowiednie koneksje, dojścia, żeby cię sponsorowali, żeby było cię stać na najlepszy sprzęt, na wynajęcie boiska do treningu, na to, żeby się wybić i żeby w ogóle mieć szansę gdziekolwiek polecieć. Jeśli ktoś wierzył, że to zawsze był tylko talent to był naiwnym głupcem. Tak, głupcem. Talent i mordęga ćwiczeń pozwalały ci się wznieść ponad codzienność i wygrywać w samych turniejach, ale nie mogłeś wygrać z ustrojem, jakim związane były ręce społeczeństwa. Miał okazję to przegadać z Guinevere. To, jak nie poczuwał się do siły walczyć z tym, w co sam nie wierzył. W te przekłamania, w te nierówności. To nie musiało istnieć, ale brak istnienia tego wiązało się z kreacją utopi. Ta zaś była częścią tego świata, który za często nie powinien się odzywać, jeśli chciał cokolwiek tutaj osiągnąć. A chciał. Smak bogactwa był smakiem, który chciał czuć cały czas na swoim języku. Nie zamierzał zrezygnować z błysku złota pod swoimi palcami, skoro już wiedział, jak gładkie i chłodne w zetknięciu z jego skórą to złoto potrafiło być.

Zaczepka została zbyta w najprostszym stwierdzeniu, które udowadniało, że słowo było rzucone. Jak mięso jarczukowi, jak liść na wiatr. Zarówno wiatr jak i jarczuk lubili to, co im zapodano, tak i Laurent lubił muśnięcie zdania, które się po nim przesunęło. Taki. Taki bardzo mądry. Nie uważał, że był mądry. Było mnóstwo rzeczy, których nie wiedział, jeszcze więcej tych, które musiał zbadać, sprawdzić. Pełno elementów jego życia i życia wszystkich wokół, wobec których popełniał błędy. Uczył się, a tej nauki ciągle było za mało. Nie przeszkadzało mu to, bo lubił te nauki. Lubił te puzzle, które układał z ludzi. Philip miał ten mankament, że był puzzlami ułożonymi. Tak, mankament. Laurent był narkomanem. Ach, nie trzeba bać się tego stwierdzenia, sam przestał się go bać! To był fakt! Był uzależniony! Uzależniony od dotyku, od doznań, od czułości. Ciągle wspinał się po więcej, a jego nasycenie sprawiało, że chciał tylko więcej. Było parę lat spokoju, po których wrócił właśnie do tego punktu. Miejsca, gdzie znowu sięgał po alkohol, a jego umysł chciał uciekać do narkotyków, które, och... robiły z człowiekiem cuda..! I cudowanie marnowały twoje życie i zdrowie. Miał pokaz osoby, która została nimi zniszczona. Nie chciał tak wyglądać. Nie chciał też martwić bliskich, którzy cierpieliby, gdyby się dowiedzieli.

- O? A czym spowodowana jest ta wstrzemięźliwość? - Seksu i alkoholu Philip rzadko sobie odmawiał. O ile w ogóle. Tutaj natomiast... może to kwestia emocji, może nie chciał się zbyt rozluźnić, a może coś innego. Tak czy siak wybrał otworzone już wino, odkorkował, powąchał, czy nie straciło czasem aromatu i sięgnął po lampki, żeby ostrożnie rozlać do dwóch, nim wrócił do kanapy, by podać mu jego dawkę procentów na ten dzień. - Nie kłopocz się mną, mam jeszcze pracę do zrobienia, więc nie mogę sobie pozwolić na wiele więcej niż zanurzenie ust. - Philip jeszcze nie miał być świadkiem tego, jak łatwo staje się pijany i jak przelewa się przez ręce i nie miał ochoty mu tego pokazywać. Przynajmniej niekoniecznie tego dnia. - Posłuchaj... 10 sierpnia jest rejs, na który zostałem zaproszony. Miałem się nie wybierać, ale może jeśli masz ochotę... I akurat nie masz żadnych planów - moglibyśmy się wybrać razem. Co ty na to?




RE: [08.08.1972] It gets so hard to face the truth | Laurent & Philip - Philip Nott - 17.02.2024

W swoim odczuciu nie zbył zaczepki ani samego Laurenta. W dalszym ciągu mówił szczerze, zgodnie z tym co sam czuł i do czego doszedł na przestrzeni ostatnich miesięcy. Od samego Laurenta usłyszał wiele naprawdę mądrych słów i otrzymał od niego wiele dobrych rad, które starał się przyswoić. Popełnione przez niego błędy również odegrały w tym swoją rolę, tym bardziej że po raz pierwszy nie ignorował ich istnienia. Po raz pierwszy od dawna nie starał się zamieść pod dywan wszystkich swoich problemów osobistych. Tylko jeszcze nie znalazł sposobu na właściwe rozwiązanie ich wszystkich. Niektóre faktycznie zostały pogłębione przez ostatnie miesiące, ale z nimi również będzie musiał się zmierzyć samemu lub z bliskimi sobie osobami.

Przez ostatni tydzień, kiedy musiałem sobie wszystko poukładać, sporo trenowałem wraz z drużyną i podczas jednego z takich meczów treningowych doznałem kontuzji. Została ona już wyleczona, ale nasz uzdrowiciel zalecił mi przyjmować przepisane przez siebie eliksiry, powstrzymać się przez jakiś czas od spożywania alkoholu i ograniczyć wysiłek fizyczny. — Pomimo tego, że nie chciał martwić Laurenta, postanowił być z nim szczerym i nie ukrywać przed tym mężczyzną tego, co było na stałe związane z byciem sportowcem. Nie powinien teraz pić w ogóle, jednak naprawdę zamierzał poprzestać na wypiciu tego jednego kieliszka wina. O ile ta szczera odpowiedź nie sprawi, że Laurent nie wycofa się ze swojej propozycji poczęstowania go alkoholem i napicia się razem z nim odrobiny wina.

Philip nie lubił sobie niczego odmawiać. Teraz dał się skusić na kieliszek wina, ale zamierzał zachowywać przy tym umiar. Jeśli chodzi o seks to potrzebował go uprawiać regularnie i bardzo trudno było mu sobie go odmówić. Odniesiona kontuzja nieznacznie pokrzyżowała jego plany, jeśli chodzi o przygodny seks dla zaspokojenia tego rodzaju potrzeby fizycznej. Nie byłoby w tym żadnej głębi. Starał się poszukiwać w relacjach międzyludzkich czegoś więcej, niż niezobowiązujący seks z przypadkowymi kochankami. Tego rodzaju potrzeby trudno było zignorować i on miał z tym problem. Znajdował się na takim etapie swojego życia, w którym jeszcze nikt nie czekał na niego w mieszkaniu, o jego łóżku już nie wspominając.

Uśmiechnął się kącikami ust, obserwując tego blondyna podczas napełniania kieliszków winem. Otrzymawszy od niego kieliszek, trzymając go w dłoni nieznacznie nim zakołysał i samemu powąchał trunek. Potwierdził swoje przypuszczenia, że Laurent nie poczęstowałby go słabej jakości winem. Poklepał miejsce obok siebie na kanapie, starając się zachęcić Laurenta do tego, aby usiadł obok niego.

Nie mam z tym problemu. Skoro masz pracę do zrobienia to zachowanie trzeźwości będzie wskazane, abym wrócił do swojego domu w magicznym Londynie. — Nie było tak, że naprawdę chciał tam wracać tego dnia i gdyby mógł to chętnie zostałby tutaj na noc i trochę następnego dnia. Wydawało mu się, że dobrze będzie nie przeciągać struny i zwalać się Laurentowi na głowę. Po pierwsze, sam gospodarz nic o tym nie wspominał. Po drugie, gdyby tutaj pozostał to Laurent raczej nie mógł zająć się swoją pracą. Dodatkowym argumentem za tym, aby wrócił do domu było pozostawienie swoich psów pod opieką skrzata.

Bardzo chętnie wybiorę się z tobą w ten rejs. — Odpowiedział pod wpływem impulsu, popartego świadomością, ze na razie nie jest w stanie trenować ani wziąć udziału w żadnym meczu. Jeszcze przez jakiś czas powinien wyłącznie odpoczywać. Propozycja złożona mu przez Laurenta wywołała promienny uśmiech na jego ustach, uwydatniający charakterystyczne dla niego wgłębienia w policzkach. Nie zamierzał pytać o charakter jego obecności podczas tego rejsu. Nie zadając tego rodzaju pytań nie mógł nic zepsuć. Za to istniały trzy pytania, które musiał zadać.

Gdzie płyniemy? Czy to niespodzianka? I na ile dni mam się spakować? — Pierwsze dwa pytania, jakie zadał, wynikało z ciekawości. Trzecie natomiast ze względów praktycznych. Na każdą podróż starał się przygotować jak najlepiej potrafił. Może ten rejs będzie lepszy od poprzedniego. Liczył na to.




RE: [08.08.1972] It gets so hard to face the truth | Laurent & Philip - Laurent Prewett - 21.02.2024

Człowiek ma własną wolę i tę własną wolę czasami przetrwania na głupoty. Podejmuje złe decyzje. Sam wchodzi w bagno tylko dlatego, że do uszka szeptał diabeł mówiący, że przez chwilę będzie ci cieplej i uchroni cię przed zimnego wiatru. Robił to, ale tylko przez ten moment. W drugiej chwili pożerał cię i zimno stawało się dwa razy dotkliwsze. Uciekasz przed bólem, a potem ból wraca spotęgowany. Nie da się czuć rzeczy wybiórczych, Laurent przekonał się o tym nie raz. Bardzo nie lubił tych pseudomądrych słów, że ból dowodzi naszego życia. Wymienił podobną konwersację z Victorią, ale kiedy rozmawiał z nią miało to zupełnie inne wydanie i inne brzmienie od tego, co ludzie lubią zawierać w tym zdaniu, jakie przesłanie. To nie ból udowadniał, że żyjesz. To twój oddech i to, że czułeś cokolwiek, dowodził tego, że to wciąż życie, nie egzystencja. Ból był konieczny po to, żebyś na pewno docenił te najlepsze chwile, z którymi przychodziło ci się zetknąć przez drogę. Żebyś bardzo uważał, jak miła pod nogami jest równa droga, skoro przyszło ci zboczyć do bagniska. Własną wolę możesz poświęcić na to, żeby trzymać się lekarskich przykazań, postępować rozsądnie. Możesz też wydać walutę na to, żeby wypić lampkę wina. Laurent zatrzymał się w swojej czynności, spojrzał uważnie na Philipa przez moment. Decyzje. Mógł w tym momencie powiedzieć, że to zły pomysł. Że nie powinien. I zastanawiał się, czy skoro Philip NIE POWINIEN to czy on sam POWINIEN odmówić w tym momencie. Odłożyć butelkę. Dla niego to też był wybór wolnej woli. 

- Zdążymy się jeszcze wina napić. - Nie zamierzał jednak dalej odmawiać, jeśli Philip by machnął ręką i powiedział, że jednak nic się nie stanie, że nie ma się czym przejmować. - Może jednak sobie darujemy? - Zdrowie jest najważniejsze, nie musieli tego powtarzać, a na pewno nie chciał tego powtarzać Laurent. Wystarczyło już, że Philip potrafił mu regularnie tłuc, że powinien o siebie zadbać, że dla siebie, nie dla kogokolwiek innego... Nie miał na zdanie "zadbaj o siebie" monopolu, oj zdecydowanie nie. Laurent bardzo doceniał, że wszyscy się tak o niego martwili, cieszył się, że ma takie osoby wokół, ale czasem naprawdę chciał, żeby przestali powtarzać to, co wiedział. Powtórzenie tego po raz pięćdziesiąty niczego przecież nie zmieni... prawda? Widzą jednak, że Philip nadal jest chętny napić się tego jednego kieliszka (i tutaj na pewno zamierzał mu odmówić ciągu dalszego) napełnił rzeczywiście szkło, by je podać do dłoni blondyna. Usiadł obok niego, zachęcony gestem.

- Do Islandii. Zamierzam kupić nową posiadłość posiadłość, więc... wspominałem o tym? - Może nie wspominał? Ostatnio bardzo wiele rzeczy mu się mieszało. Co powiedział, czego nie powiedział, co chciałby powiedzieć, a czego mówić nie powinien, a mimo to prześlizgiwało się między wierszami. - Zwiedzam tamte tereny w związku z tym. - Wybrzeża, bo Laurent nie wyobrażał sobie mieszkać nie przy morzu. Przedstawił mu szczegóły rejsu. Krótkiego, bo ledwo dwudniowego tak naprawdę, Laurent nie chciał teraz na dłużej opuszczać Anglii. Chciał zobaczyć klimat Islandii i tamtejsze wybrzeża. Bo nie wiedział ciągle, czy powinien zwracać się na północ, czy na południe, do tych Włoch, jeśli chodzi o kupno nowej posiadłości.


Koniec sesji