![]() |
|
[17.07.72, ranek] Czy to dziura w czasie i przestrzeni? - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122) +--- Wątek: [17.07.72, ranek] Czy to dziura w czasie i przestrzeni? (/showthread.php?tid=2637) |
RE: [17.07.72, ranek] Czy to dziura w czasie i przestrzeni? - Brenna Longbottom - 01.03.2024 Apollo wypadł zza rogu. Jeżeli ślicznusi Brygadzista liczył, że doczeka się jakichś wyjaśnień, to... powinien policzyć jeszcze raz, bowiem nic takiego nie nastąpiło. Zamiast tego Brenna wepchnęła swojego jeńca w czułe ramiona współpracownika. – Bren?! – Jest aresztowany za napaść, odczytaj mu jego prawa - oświadczyła, odwracając się do lustra. Morpheus i Rodolphus wypadli ze szklanej powierzchni tak szybko, że nie zdążyła ich złapać, chociaż wyciągnęła ręce. Przepełniona ulgą, że obaj się tu pojawili cali i... no cóż, jeden z nich względnie zdrowy... natychmiast rzuciła się, by pomóc wstać wujowi. Raz, bo oczy tego nie były w dobrym stanie, dwa, bo Longbottom był mężczyzną dość postawnym, a chociaż Lestrange też charakteryzował się wysokim wzrostem, to ten ciężar raczej nie był mu miły. (Albo był, ale Brennie nie przyszłoby to do głowy.) – Przestań patrzeć w przyszłość albo cię ogłuszę – zagroziła Brenna, w pełni świadoma, że wuj zapewne to robił, ledwo chwyciła go, mocno, stanowczym gestem: takim by nawet nie próbował myśleć o wymsknięciu się z niego. Dopiero teraz dotarło też do niej, że sama została zraniona: przedramię piekło i kiedy zerknęła na nie, zauważyła rozciętą, poplamioną krwią marynarkę. Nieudany unik. Powinna chyba poćwiczyć uniki. Gdyby to była avada, już byłaby martwa. Na całe szczęście tego typu rana nie była niczym poważnym, a dla Brenny żadną nowością. – Rodolphusie? Jesteś cały? – spytała, spoglądając ku młodszemu z Niewymownych. Nie rzucała się podnosić go z ziemi, bo w tej chwili trzymała wuja, a Lestrange na pierwszy rzut oka nie wyglądał na rannego, ale obrzuciła go uważanym spojrzeniem, chcąc upewnić się, że ciężar wuja i ta wycieczka nie spowodowała żadnych poważniejszych obrażeń. – Chodź. Usiądziesz z boku i się tym zajmiemy, zanim pojawi się medyk – mruknęła do Morpheusa, rozdarta pomiędzy chęcią użycia nielegalnych zaklęć (przed czym powstrzymywało ją nieco towarzystwo), a nieco bardziej rozsądnym, ale mniej się jej podobającym rozwiązaniem, czyli „standardową procedurą”. Stosowała taką wielokrotnie, także na samej sobie. Wytrzeć krew, zrobić kompres, jeśli nie przejdzie wypić eliksir. RE: [17.07.72, ranek] Czy to dziura w czasie i przestrzeni? - Rodolphus Lestrange - 01.03.2024 Nie zatrzymywał Morpheusa. Ulżyło mu w sensie fizycznym, gdy dźwignął się z niego, bo upadek był dość bolesny, a dodatkowy ciężar tylko przeszkadzał w ogarnięciu się. Lestrange usiadł, odruchowo rozmasowując kark. Kontrolnie zerknął tylko na dwójkę Longbottomów, którzy zajmowali się sobą, jak na rodzinę przystało. Chociaż była to dziwna miłość, patrząc na to, jak Brenna groziła wujowi. Ale najwyraźniej ten typ tak ma. - W przeciwieństwie do waszej dwójki jestem okazem zdrowia - Lestrange jako jedyny nie krwawił. Morpheusowi jucha leciała z oczu, Brennie: z ramienia. On nie doznał praktycznie żadnego uszczerbku na zdrowiu. Podniósł się powoli, ostrożnie rozprostowując kręgosłup. Jutro plecy się odezwą, oburzone na to niespodziewane zderzenie, ale to nic. Przeżyje. - Sprawdzę na dole, czy zjawiła się reszta Brygady Uderzeniowej. Nie kłopocz się raportem, Morpheusie, wezmę to na siebie. To był dość niespodziewany i miły gest z jego strony, ale też nie było to coś, czego nie można było się po Rodolphusie spodziewać. W końcu Morpheus był praktycznie ślepy w tym momencie, a co by o młodym Lestrange'u nie powiedzieć, nigdy nie wydawał się człowiekiem leniwym, unikającym obowiązków i okrutnym. Przynajmniej nie oficjalnie. Strzelił karkiem, głośno, aż zabolało i na chwilę pociemniało mu w oczach. Ale dzięki temu po zaledwie kilku sekundach od razu było mu lepiej. Kiwnął głową, dość oszczędnie, w stronę dwójki Longbottom oraz Apolla, odczytującego prawa i przywileje czarodziejowi, z którym mieli starcie. A potem przeszedł do innego pomieszczenia, krótko zażądał medyka dla Morpheusa. I teleportował się z powrotem do Ministerstwa Magii. Zrobi co musi od razu, przekaże komu trzeba odpowiednie informacje. Pewnie i tak będą chcieli porozmawiać z Morpheusem, jako że pracował w innej Komnacie. Ale być może na chociaż kilka godzin dadzą mu spokój, zanim nie wezwą go do siebie. Tak, by chociaż przestała mu lecieć krew z oczu. Postać opuszcza sesję
RE: [17.07.72, ranek] Czy to dziura w czasie i przestrzeni? - Morpheus Longbottom - 04.03.2024 Nienawidził bezradności ślepoty. Już wielokrotnie w swoim życiu zdarzało mu się tracić wzrok na chwilę, ale nie trwało to nigdy aż tak długo i tylko raz pociekła mu krew, dawno temu. Starał się nie panikować, dlatego mówił, w głowie obracając różne scenariusze. Nigdy już nie będzie widział normalnie, tylko przyszłość, było teorią jego zdaniem mało prawdopodobną. Chociaż nie uważał jej za skończony zasób, nadal pozostawała w większości tajemnicą, a oni udawali, że potrafią ją ujarzmić. Drugą opcją było zaburzenie ze względu na dziwną, czasoprzenną formę drugiej przestrzeni. Spodziewał się, że mógł to być jakiś zniekształcony wymiar kieszonkowy, jak w przypadku toreb i kieszeni, budynków, z większą pojemnością wewnątrz, niż na zewnątrz, który nie funkcjonował na normalnych zasadach. Była też możliwość, która przerażała go najbardziej, o której nie zamierzał myśleć, dopóki mistrzowie uzdrawiania z Munga nie wydadzą wyroku na jego zmysł wzroku. — Próbuję, Brenno, ale jeśli mi nie przejdzie, to poproszę, żebyś to zrobiła — odpowiedział jej nieco zuchwale, kreując ponownie obraz pewności siebie i tego, że przecież nic mu nie będzie. W gruncie rzeczy, tak było, nawet jeśli miałby przez ten wypadek już nigdy nie ujrzeć światła dnia w czasie rzeczywistym. Miał obrazy przyszłości i to mogło mu wystarczyć, chociaż wolał, gdy jeden obraz nakładał się na drugi, wtedy łatwiej wyczuć niedefinitywność czasu. — Nie do końca mam tutaj przełącznik. Po omacku wyjął swoją chusteczkę, a zbrązowiała już krew na białym płótnie, widoczny wzór, który na pewno nie był kwieciem, wydała to, że zdawał sobie sprawę z problemu wcześniej. Zignorował go na rzecz powodzenia misji, za co nie mogła go zrugać, bo prawdopodobnie wszyscy Longbottomowie cierpieli z powodu jakiejś klątwy, która pchała ich w słodkie, chwalebne objęcia martyrologii. Zaczął nieco niezgrabnie wycierać twarz z krwi, która łaskotała jego skórę. Krwawienie na szczęście ustało. — Dziękuję, panie Lestrange — powiedział, swobodnie wracając do poprzedniej formy grzecznościowej. — Bardzo to doceniam. Najwyżej później odeśle kogoś do dopisania kilku słów w moim imieniu z ramienia Komanty Przepowiedni. Mówienie mu pomagało, odwracało myśli, więc paplał do medyków, którzy świecili światłem w jego nieruchome oczy i opatrywali Brennę. W końcu został też zabrany do Munga, gdzie spędził trzy dni, aż jego oczy w pełni wrociły do sprawności. Dziękował bogom za to, że było go stać na izolatkę, w najdalszej części szpitala, chyba stworzonej właśnie dla takich przypadków, jak on, gdy przewidywanie narodzin, śmierci oraz bólu jest jednym, co się widzi podczas pobytu. Koniec sesji
|