Secrets of London
[08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122)
+--- Wątek: [08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika (/showthread.php?tid=2677)

Strony: 1 2 3 4


RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika - Morpheus Longbottom - 04.03.2024

Nadal zmagam się z łańcuchem.

Gorące języki ognia pieściły mrok i ściany jaskini swoim ciepłem, dając na chwilę ułudę rozgrzania w przestrzeni. Morpheus miał przy tym wrażenie, że niemal może posmakować magię na języku, jak w sali pojedynkowej Srebrnych Różdżek, z tym, że to nie były kontrolowane warunki i metaliczne uczucie bardziej przypominało krew, niż przyjemną adrenalinę pojedynku. W całym przedsięwzięciu nie było prawie nic przyjemnego, poza jednym, małym szczegółem. Obcowanie z zagadką, tajemnicą i artefaktem przyjemnie gładziło zmierzwione futro ciekawości Morpheusa. Nie chodziło tutaj o moc skorumpowania jego osoby przez mrok, miał mocny kręgosłup moralny, ale o dogłębne pragnienie wiedzy. Chciał dowiedzieć się, jak działa ów nóż, jak go opanować, aby śpiewał dla nich i w ich sprawie. Nóż, który złem dla dobrego wojuje.

Aby jednak zabrać w bezpieczne miejsce ostrze, musieli najpierw je uwolnić i wydostać się z wyspy, w miarę w jednym kawałku. I najlepiej w pełnym składzie. Morpheus myślał o tym, że będzie chciał albo pochować Alistaira na wyspie, jeśli okoliczności pozwolą, albo zabrać go na ląd i przygotować skromny pochówek. Czuł, że jest mu to winny. Myśl tylko przebiegła przez moment w głowie Morpheusa, ale złapał ją i zapamiętał, po czym wrócił do początku tego planu.

Wydostania broni z jej okowów. Kolejny wdech, okraszony gorącem ognia i wydech w chłodzie i zaklęcia. Do skutku.

Expulso.


[roll=N]
[roll=N]


RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika - Dora Crawford - 06.03.2024

Trafiła i poczuła, jak ulga rozlewa się falą po ciele, wraz z tą świadomością. Do tego jej zaklęcie przesunęło nieco inferiusa, zwiększając jego odległość do Morpheusa, który wciąż mocował się z przedmiotem. Do akcji też wkroczył Erik, atakując tego samego przeciwnika co ona jeszcze przed chwilą i to pozwoliło Dorze na moment zastanowienia się i rozejrzenia dookoła. Z trzech imperiusów, które jeszcze przed chwilą szły w ich stronę, dwa wciąż trzymały się na nogach i dzielnie parły do przodu, i to też w ich stronę ostatecznie zwróciła się Crawley, mając nadzieję że pomoc Heather wystarczy Brennie uwolnić się spod szamoczącego się z nią szkieletu.
Splotła zaklęcie, mające na celu wytworzyć silny, gwałtowny podmuch wiatru, który odsunąłby maszerujące zwłoki dalej, zwiększając dystans i pozwalając na nieco większe pole manewru i obrony innym.

kształtowanie na podmuch wiatru żeby te szkielety co 2/3 wciąż w nas idą odsunąć
[roll=Z][roll=Z]


RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika - Vincent Prewett - 06.03.2024

Udało się. Jeden dogorywał. Obejrzał się dookoła sprawdzając komu mógłby pomóc i wtedy dostrzegł, że Brenna płonie. Kurwa. Zaklął w myślach, ale nie zdołał nic zrobić, bo Erik rzucił tarcze, która przygasiła ogień na jej ubraniu. Im zdążył zareagować Wood poleciała ratować Brenne. Skupił się więc na tych dwóch chodzących luzem trupów i rzucił w nie znowu zaklęcie lewitujące, a następnie zapalające. Miał nadzieję, że szczęście go nie opuściło i da sobie radę.
Następnie podbiegł do Brenny, aby ją złapać i odciągnąć od trupów oraz ognia, które mogło ją mocniej poturbować. Jeśli po drodze nic się oczywiście nie odjebało.




RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika - Brenna Longbottom - 06.03.2024

Zaklęcie Erika podziałało - pewnie nie byłoby takie skuteczne, gdyby inferius nie płonął, rażony wcześniej czarem Dory, ale teraz magia poderwała go i cisnęła daleko, o ścianę jaskini. Znikł im z oczu w mroku: rozległ się jednak dźwięk świadczący o tym, że uderzył z impetem o kamień. Trudno było powiedzieć, czy został unicestwiony, ale przynajmniej przez chwilę nie musieli się nim przejmować.
Sekundę później dwie rzeczy stały się jednocześnie.
Najpierw kula ognia trafiła w nieumarłego, z którym walczyła Brenna. Z jednej strony dobrze - podduszona zdecydowanie nie miała sił na walkę wręcz nawet z człowiekiem, nie mówiąc już o stworze nie odczuwającym bólu ani strachu i pewnie zaraz by to starcie przegrała. Z drugiej ochronna tarcza przestała istnieć i znów owionął ją podmuch gorącego powietrza. Jej dłonie były teraz poparzone i bolały wręcz kurewsko, rękawy bluzy i spodnie w paru miejscach zwęgliły się niemal, na kolanach powstały rany, a i twarz była trochę zaczerwieniona od gorąca. Tak czy inaczej trup stoczył się z niej, i znieruchomiał wreszcie.
Dora zaś próbowała rzucić swój czar. I coś nie wyszło. W pośpiechu pewnie niewłaściwie zgięła palec albo wpłynęła na to przedziwna atmosfera jaskini, w której wciąż czuć było smród popiołów i cudzą obecność. Może chodziło właśnie o to? Bo zdawało się jej, że w chwili, gdy zaczęła czarować, jakby zatchnęła się popiołem - może coś w tym miejscu n i e c h c i a ł o, aby wyszli stąd cali i zdrowi. Wiatr zerwał się wprawdzie, ale nie trafił w nieumarłych, a sprawił, że sama Crawley padła na kolana. Bolała ją prawa dłoń i nie była pewna, na ile zdoła teraz czarować. Jeden z inferiusów poruszył się, na tyle szybko, by uniknąć czaru Vincenta.
Dwa trupy były więc znowu w pobliżu Heather.
Brenna widząc to złapała różdżkę - i wyleciały z niej liny, które splątały nieumarłych. To było jednak absolutnie wszystko, na co ją w tej chwili było stać. Dłoń opadła, poranione palce rozluźniły się: przy przytomności trzymała Brennę już chyba tylko siła woli, ale nie była w stanie utrzymać dłużej różdżki. Dwa inferiusy szarpały się w więzach, wciąż niebezpieczne, choć na moment unieruchomione.
Łańcuch, trafiony zaklęciem Morpheusa, pękł. Rozległ się głośny trzask - zdawało się, że potoczył się echem po grocie, po korytarzach, że trwał znacznie dłużej niż powinien. Longbottom mógł zabrać nóż.
- Spierdalamy - wykrztusiła Brenna, być może tak jak wuj obawiająca się, co może jeszcze zostać obudzone w ciemnościach - a mieli przecież to, po co przyszli. Broń spoczywała w rękach profety.

Rzut pod edycję
Kształtowanie, 1 rzut zamiast 2 ze względu na obrażenia
[roll=W]

Przeciwnicy:
1 -> ten co dusił Brennę: nieruchomy
2 -> ten co był obok Morpheusa: odrzucony gdzieś w ciemność
3 -> ten co wisiał i płonął - opada i płonie dalej, niegroźny chwilowo
4 i 5 -> lekko nadpalone, są związane, ale "żywe".


RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika - Heather Wood - 06.03.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qWKvRLl.jpeg[/inny avek]

Miała szczęście. Wood była chyba w czepku urodzona, o czym przekonała się już nie jeden raz. Inferiusy w które wbiegła nie zrobiły jej krzywdy, udało jej się odepchnąć tego jednego od Brenny skutecznym czarem, nie zakładała jednak, że jej menotorka zacznie się palić. Niestety nie można było o niej powiedzieć, że jest najbystrzejsza, a szkoda, ale nie można mieć wszystkiego, czyż nie?

Longbottom rzuciła w jej stronę zaklęcie, które unieruchomiło inferiusy, usłyszała głośny dźwięk, jakby ktoś jebnął o skałę, tyle, że nie odwróciła się. Jej całe zainteresowanie było skupione na mentorce. Wiedziała, że reszta sobie poradzi, byli w końcu wprawionymi czarodziejami, co mogło pójść nie tak?

Olała te dwa spętane inferiusy i podbiegła do Brenny. Nachyliła się nad nią, aby pomóc jej wstać. Nie wyglądała dobrze, co zmartwiło Wood, chyba porządnie oberwała w tym starciu. - Przepraszam, zjebałam. - Rzuciła, bo było jej przykro, że nie wszystko poszło po jej myśli, że popsuła tę tarczę. - Chodź. - Podsunęła jej swoje ramię, aby przyjaciółka mogła się o nie oprzeć, kiedy będzie wstawać.




RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika - Morpheus Longbottom - 06.03.2024

Łańcuch odczepił się od postumentu. Morpheus szybko owinął łańcuch dookoła przedramienia ręki, w której trzymał nóż, aby ten nie umknął mu w żaden sposób, nie wypadł, pozostał w jego posiadaniu, nawet jeśli będą musieli uciekać i walczyć jeszcze dalej. Myśl o pochówku Alistaira zdecydowanie wyparowała z jego głowy; musiał pogodzić się z tym, że jedynie będzie go pamiętał, a jego grobowcem stanie się ta jaskinia. Zacisnął rękę w gniewie na ostrzu.

Natrętna myśl ze snu, o tym, aby wbić go sobie w brzuch, powróciła na chwilę. Ach, to wołanie nicości.

Mam go! — krzyknął. — Vincent! Bierz Brennę! Erik, obstawiaj resztę. Dora, bierzesz nóż, jakby mnie zabił.

Zbiegł z postumentu, kierując się w stronę wyjścia, z dala od ciemności, mając jednocześnie tę ciemność ze sobą, w swoich ramionach, niczym zapałkę, która może podpalić cały świat, niczym płatek śniegu, który zmienia się w lawinę. Nie był urodzonym dowódcą, ale powoływał się na swoje doświadczenie w Departamencie Tajemnic oraz siwiznę na skroniach, jako znak starszeństwa, nawet jeśli Brenna również już siwiała.

Musieli się stąd jak najszybciej wydostać.




RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika - Vincent Prewett - 06.03.2024

Nie wyszło mu, ale Brenna była cała. Wszyscy póki co byli cali. Dopiero rozkaz Morpheusa przywrócił go do rzeczywistości. Skinął jedynie głową i podszedł do dziewczyn, aby pomóc Heather podnieść Brenne. Złapał ją na ręce, lekko ją przy tym podrzucił, aby ułożyć ją sobie w ramionach. Wyglądała paskudnie, ale nie chciał jej teraz, aż tak pocieszać, więc tylko uśmiechnął się pod nosem czując ulgę, że była żywa.

– Nic nie mów, nie marudź, złap się tylko mocno – mruknął do niej, a potem ruszył za Longbottomem w stronę tunelu. Szedł w miarę jak najszybciej, aby te trupy, które został tam unieruchomione miały jak najmniej czasu na złapanie ich. Nie oglądał się za siebie, ale nasłuchiwał, czy każdy z tyłu niego dreptał. Trzymał Brenne dosyć mocno i ignorował fakt, że była ranna. – Paskudo, mam w kieszeni eliksir od Dory, dasz radę go wyjąć i wypić? – sam miał ręce dosyć mocno zajęte, więc nie miał szansy go jej podać, a wiedział, że jak dziewczyna go wypije to będzie czuła się lepiej. Nie chciał też, aby zemdlała, więc starał się do niej gadać. Póki miała otwarte oczy nic nie mogło pójść źle.




RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika - Erik Longbottom - 06.03.2024

Przeciwnik znalazł się poza zasięgiem ich wzroku i wszystko wskazywało na to, że już było po nim. Zdaniem Erika był to wystarczający powód do radości. Nie musiał własnoręcznie łamać truposzowi pojedynczych kości, czy na własne oczy widzieć, jak ten obraca się w pył. Odepchnięcie inferiusa ku ścianie jaskini pozwoliło oczyścić nieco pole bitwy, a przede wszystkim uchroniło Morfeusza przed potencjalnym atakiem z zaskoczenia, gdy czarodziej mocował się z jakimś... Łańcuchem?

Longbottom nie był pewien, a nie mógł też na dłużej skupić się na poczynaniach wuja, gdy wokół niego latały zaklęcia. Mimowolnie zrobił krok w tył, chłonąc krajobraz toczącej się przed nim bitwy, nie wiedząc, czy powinien w ogóle dorzucać swoje trzy grosze. A nawet Brenna postanowiła dać coś od siebie i związać dwójkę wrogich jednostek. Przeklął w myślach.

Nikt nie umiera! — warknął mocnym głosem na rozkazy rzucane przez Morfeusza, jednak nie sprzeciwił się im w żaden sposób. Wręcz wystąpił naprzeciw, gotów w razie czego ochronić najbliższą osobę przed niespodziewanym atakiem ze strony truposzy. — A już na pewno nie dzisiaj.

Obserwował, jak Brenna jest podnoszona z ziemi przy asyście Heather i Vincenta. Z trudem zwalczył instynkt, aby sam się nie rzucić w jej stronę, jednak wiedział, że to bez sensu. Powinni sobie poradzić. Muszą sobie poradzić. Doprowadzi siostrę do porządku, gdy znajdą się na statku.

Dupy jej z nogi powyrywam, pomyślał, nie przejmując się zbytnio złą konstrukcją powiedzonka. Nie przejmował się także tym, że w gruncie rzeczy się mylił, bo gdzie w tej całej sytuacji była wina Brenny? , Po jakiej wizji doświadczył, wiedział jednak jedno: chciał mieć siostrę, na którą mógłby krzyczeć i było to lepsze niż martwa siostra.

Dora, możesz się podnieść? — zawołał, decydując się dopaść do panny Crawley i unieść ją do góry, co by postawił ją na nogi.

Chcąc na wszelki wypadek utrudnić tropuszom dostanie się do nich, Erik próbował także wznieść tarczę obronną. Wraz z tym, jak kolejne osoby zmierzały w stronę wyjścia z jaskini, wycofywał się wraz z nimi, opuszczając grotę jako ostatni.

(Aktywność Fizyczna) Próba postawienia Dory na nogi
[roll=PO]

(Rozproszenie) Próba wzniesienia tarczy obronnej
[roll=N]



RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika - Dora Crawford - 07.03.2024

Dora poczuła przypływ magii, to jak owinęło ją powietrze, mierzwiąc włosy, ale jednocześnie coś było mocno nie tak. Może faktycznie była to jej wina, a może oblepiająca gardło woń popiołu zrobiła swoje, jakby jaskinia bardzo chciała, żeby ci którzy do niej weszli, tak łatwo już jej nie opuścili. Wiatr sprowadził ją na kolana, a Crawley jęknęła, czując ból nie tyle w nogach, co promieniujący z prawej dłoni. Nie musiała być orłem z medycyny (ale czas spędzony w szpitalu nieco pomagał) aby szybko doszła do wniosku, że powinna przynajmniej na razie darować sobie czarowanie, albo raczej - że nie będzie w stanie wiele aktualnie zdziałać.
- Co? - wybąkała, kiedy dotarł do niej głos Morpheusa i zrobiła na tę rewelację wielkie oczy. Czy on właśnie sugerował, że miała złapać za przedmiot zaraz po tym, kiedy on padnie martwy? Przedmiot, który jak sugerował, miałby go zabić.
Z chwilowego osłupienia wyrwał ją głos Erika, który dopadł do niej zaraz i wyciągnął do niej ręce. Przeniosła na niego błękitne spojrzenie i kiwnęła pośpiesznie głową, przy jego pomocy podnosząc się za nogi i nie zastanawiając się już dłużej, rzuciła się z resztą towarzystwa do wyjścia.


RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika - Brenna Longbottom - 07.03.2024

- Nie zjebałaś - powiedziała Brenna, krótko i cicho, bo gardło bolało ją okrutnie i każde słowo wydostawało się z niego z trudem. Och jasne, Heather lepiej zrobiłaby, spychając inferniusa z niej z translokacji, ale większość poparzeń powstała już przy pierwszej kuli ognia, a Brenna nie zamierzała narzekać, że przeżyła. Sama nie zdołałaby zrzucić z siebie tego stwora i z dużym prawdopodobieństwem nigdy nie wyszłaby z tej jaskini: wydusiłby z niej życie razem z oddechem. Podparła się o Wood – dość dziwnie, bo próbowała nie robić tego dłonią, pokrytą poparzeniami – jednocześnie z trudem różdżkę wciskając do kieszeni.

Wyjątkowo nie marudziła, że da sobie radę, kiedy dopadł do niej Vincent. Może dlatego, że niezbyt mogła mówić, a może bo doskonale wiedziała, że nie, raczej sobie tej rady nie da, a przynajmniej nie będzie poruszała się dość szybko, aby nie opóźnić innych.

Przynajmniej tyle, że ostatecznie jedyną, która oberwała fizycznie naprawdę mocno, była ona... chociaż uniesiona posłała zaniepokojone spojrzenie Dorze, upewniając się, że ta zdołała wstać. Brenna była trochę zbyt zajęta "własnym" inferiusem, by mogła zauważyć, co dokładnie spotkało Crawley.

– Też mam wiggenowy - mruknęła tylko. Spoczywał w jej kieszeni, chociaż nie sięgnęła po niego od razu, pełna obaw, że po prostu nie zdoła wydobyć buteleczki i ta umknie spomiędzy poranionych palców. Dopiero kiedy wybiegli na zewnątrz, na światło dnia, wsunęła dłoń do kieszeni, wydobywając fiolkę. Ta nie miała być cudownym remedium na wszystkie obrażenia, ale powinna choć trochę pomóc na niektóre rany.

- Łódź. Potem Morpheus, Erik. Zabierzcie to do strażnicy. Dumbledore musi zobaczyć tę broń. - I najlepiej ją zniszczyć, pomyślała Brenna, ale nie powiedziała tego na głos. Sama chętnie pobiegłaby prosto do dyrektora, nie była jednak w stanie się do tego zebrać. Morpheus trzymał nóż, ale nie mogła posłać go z nim samego, bo nawet jeżeli była zamroczona, słyszała, co ten krzyczał do Dory. - Heather, Dora, Lupinowie. Poproś, żeby obejrzeli Dorę. Jeśli Cedrick może, niech wpadnie do mnie. Vinc, przykro mi, muszę cię pofatygować, nie dam rady się teleportować – wymamrotała, nietypowo dla siebie starając się mówić bardzo oszczędnie, by nie męczyć obolałego gardła.

Słońce nie zaszło, ale zmieniło położenie. Dotarli tutaj rano - teraz z pewnością minęło południe. Pozostawali nieprzytomni przez kilka godzin.

Heather przez moment zdało się, że widzi półprzeźroczystą sylwetkę. Andrew uśmiechnął się do niej... I znikł. Być może nic go już tutaj nie trzymało?

Morpheus wciąż czuł coś nieprzyjemnego, gdy trzymał broń w dłoni. Teraz, w świetle dnia, nie było to aż tak intensywne, ale kiedy oddalali się od jaskini, wiedział skądś po prostu, że w jego ręku spoczywa czarnomagiczny artefakt. Może z powodu światła jednak - nic już się nie wydarzyło i bezpiecznie dotarli ma brzeg.



Koniec sesji