![]() |
|
[22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24) +--- Wątek: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie (/showthread.php?tid=3002) |
RE: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Isaac Bagshot - 12.04.2024 - Będę potrzebował krótkiego urlopu jakoś w połowie sierpnia panie Shafiq. Coś około sześciu dni. - Wyjaśnił zerkając na Anthony'ego.-To ważne. - Dodał nieco poważniejszym tonem niż zazwyczaj. Kiedy jednak mężczyzna zapytał go o posiadłość, zaśmiał się cicho pod nosem.- Posiadłość oraz sąsiedztwo jak z bajki. - Odpowiedział z zadowoleniem. Wysiłki Anthony'ego na nic się zdały! Dywan najwyraźniej postanowił wziąć sobie wolne, lub po prostu nie miał możliwości pojawienia się w posiadłości. W końcu dom okazał się bardziej magiczny, niż ktokolwiek przypuszczał! Shot Bag bawił się świetnie, jednak nie można było powiedzieć tego o jego trzech towarzyszach. Neil miał w głowie bardzo dużo negatywnych myśli. Czy był to skutek tego, co działo się w tym upiornym domu? A może chłopak z natury był tak negatywnie nastawiony do otaczającego go świata? Isaac opowiadając swoją historię nie ironizował. Naprawdę uważał Neila za trzeźwo myślącego. W końcu świetnie poradził sobie z widokiem swojego “ojca”, i od razu wywnioskował, że to scam! Niejedna osoba, nawet wiedząc że członek ich rodziny jest bezpieczny, nie udźwignęłaby takiego widoku; Morpheus zaiste był nieustraszony. Pragnął, by wybrano mu najupiorniejszy dom i bez wahania postanowił go eksplorować! A Anthony? Był inteligentny jegomościem, który jako jedyny na świecie potrafił wywołać u Isaac'a emocjonalny rollercoaster. Baghsot więc z przyjemnością dla niego pracował. Kiedy Neil wsadził rękę w czerń, poczuł jedynie jak zimna mgła przenika przez jego palce. Nie wyczuł dotykiem żadnych innych schodów, oprócz tych na których stał. Kiedy kucał, czerwona kotara z obrazu wiszącego po jego prawej stronie zaczęła opadać. -Nie tak szybko! - Zaskrzeczała kolejna staruszka, tym razem w stronę Neila. W dłoni trzymała klepsydrę i była równie brzydka jak jej “siostra”.- Jeśli rozwiążecie zagadkę, to Was puścimy! - Zarządziła.- A jeśli nie, to… no cóż! Spadniecie hahahah! - Zaśmiała się głośno i przez przypadek upuściła klepsydrę. Podniosła ją jednak dość szybko. Obróciła ją i piasek zaczął się przesypywać. ![]() -Kochaniutki, jeśli mnie pocałujesz, to zamienię się w żabę, a ty dostaniesz opryszczki. Skup się lepiej i przestań trząść jak osika, bo będę mówiła! - Usłyszał Morpheus tuż przy swoim uchu. Schodki na których stał były w bardzo złym stanie. Mimo to mógł mieć poczucie, że nie powinny zawalić się pod jego ciężarem. Chociaż jeśli nadal będzie się tak wiercił, to kto wie? W międzyczasie Isaac usiadł na swoich dwóch schodkach i spuścił nogi w dół. Spojrzał w stronę Anthony'ego, ponieważ to jego miał najbliżej. - Wszystko w porządku, panie Shafiq? - Upewniał się. Bagshot wydawał się spokojny. Poruszał lekko nogami, obserwując jak znikają w czarnej mgle. Skoro mieli rozwiązać jakaś zagadkę, to po prostu spokojnie czekał. Lubił zagadki, lubił przygody oraz niespodziewane zwroty akcji. Kotara obok Anthony'ego również zaczęła opadać. Na obrazie jednak nie zobaczył trzeciej "siostry", a ogromną złotą klepsydrę, przez którą przesypywał się piasek! Mężczyzna mógł poczuć, jak schodki pod jego nogami zaczynają się trząść. RE: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Neil Enfer - 12.04.2024 Quest z miesiąca miłości Gdyby tylko wiedział, że Morpheus prosił o dom możliwie najgorszy z najgorszych, to by mu łeb ukręcił tu i teraz. Straciłby wszelaką empatię do niego, skoro sam wszedł w to bagno, z własnej woli. Nie wymacał nic w ciemności, ale za to kolejna baba się odezwała. Uniósł brwi zaskoczony jej widokiem i słowami. Spadną? On już był na dnie. Da się jeszcze niżej? Nie wiedział. Westchnął ciężko widząc jej klepsydrę i przesypujący się piach. Zaraz jednak popatrzył na Morpheusa, który zaproponował całowanie? CZY ON BYŁ NORMALNY? Całowanie się? Z nią? Gdyby to rozwiązywało wszystkie problemy świata, oh... To by było idealne... Wszystkie spory, wszystkie niesnaski i nieporozumienia rozwiązane prostym pocałunkiem, albo nie takim prostym, głębszym też, zależy kto co lubi. Gdyby tak się dało i gdyby ludzie to stosowali, nie oberwałby wtedy na proteście co do praw mugolaków, zamiast mieć szkło we włosach całowałby się z wrogiem, wróg z nim, wszyscy razem, tam gdzieś pod latarnią prostytutka z policjantem, policjant z policjantem. On z Morpheusem. Nie, stop, zaraz. Tu nie chodziło o głupie idee, a fakt, że pocałunki niosły ze sobą ryzyko, nawet jeśli całujemy się w dobrej wierze i estetycznie. Kobieta miała racje, czas odłożyć usta na bok i skupić się na czymś innym niż wargi ukochanego, który nawet nie odwzajemnia jego uczuć, nie tak jakby chciał. Chciał urwać temat, wstał, wsparł się dłońmi pod boki. -Ma też Pani tupet. Mój Mentos źle się czuje, to chyba widać, a Pani go dalej męczy.-zawsze brakowało mu z lekka instynktu przetrwania.-Dlatego prosimy powiedzieć nam zagadkę, miejmy to już za sobą.-czy mieli usłyszeć jakiś rebus, rymowankę? Czy już zagadka była przed nimi? Chciał do domu i był gotów skoczyć w czerń pod nim tu i teraz. RE: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Morpheus Longbottom - 14.04.2024 Boski Prometeuszu, który przyniosłeś ludzkości ogień i wyznaczyłeś część ofiarną dla Bogów, Ty, którego skazano na codzienną torturę na skałach górskich, wejrzyj we mnie, ześlij na mnie deszcz krwi z Twojej rany po wątrobie i Twoich łez, obmyj mnie ze strachu, który jest Twoim udziałem. To, że się źle czuł, to mało powiedziane, ale posłał Neilowi bardzo smutny, ale wdzięczny uśmiech. Wyglądało to niemalże na natychmiastową karmę, po tym jak bez większego ostrzeżenia, ledwie jedno zdanie uwagi, że Neil mógł nie patrzeć, nim zniszczył magiczną marionetkę. Morpheus przełknął ślinę. Mentor. Zabawne. Gdyby miał rzeczywiście mentorować Neilowi, życie tamtego zmieniłoby się gwałtownie. Inny ubiór, więcej wymagań i koniec czułych gestów. Longbottom nie czynił awansów do swoich podopiecznych, nigdy w trakcie nauki i protektoratu, nawet jeśli częstą praktyką wśród jego podobnym było wykorzystywanie władzy nad asystentami. Miał standardy. Wobec innych i wobec siebie. — Tylko się nie spieszcie — burknął pod nosem, patrząc na piasek w klepsydrze. Wyraźnie nie patrzył w dół, trwając jak słup soli w swoim miejscu. Kropelka potu spłynęła mu po karku, ukryty pod kadzidlanymi perfumami strach musiał być jednak wyczuwalny dla wiedźmy, która chuchała mu na kark. Nie bał się jej, o nie. Bał się jednak wysokości, braku barierek. Serce biło mi szybko w piersi. Mojry uwielbiały czynić mu żarty, szydełkować i haftować gobelin jego życia w taki sposób, aby wydobywać strachy jego życia na wierzch. Ten wcześniej też miał uderzyć w niego, czuł to. Głos ojca, jego ojca na samym końcu. Teraz wysokość. Zmrużył oczy i wbił ciężkie, niemrugające spojrzenie w cylidner Anthonego. I czekał na zagadkę. RE: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Anthony Shafiq - 14.04.2024 [inny avek]https://i.pinimg.com/564x/cf/bf/77/cfbf7700d68238fddf7fc37cc2afbf62.jpg[/inny avek] Dywan nie nadszedł.
Najpierw ochronna bariera, teraz dywan. Nie mu nie wychodziło. Zacisnął zęby, zacisnął pięści, z czego jedna drżała, ta z cisową, jakże obrażoną obecnie różdżką, ze zdradzonym sercem smoka, które Anthony chciał porzucić, dufnie ufając, że sam doskonale będzie radził sobie z tkaniem surowej magii li tylko przy pomocy własnych rąk. Morpheus nie odpowiedział. Był wściekły. Był przerażony. Był bezsilny. Bardzo dobrze – pomyślał sobie Anthony, wspaniałomyślnie odsuwając siebie z centrum zainteresowań, a skupiając się na tym, kto rzeczywiście w tym centrum winien się znajdować, nie ważne czy w zewnętrznych okolicznościach, czy wewnętrznych rozważaniach. – Przy moim stanowisku jest tylko klepsydra. Podejrzewam, że są sprężone. – zamyślił się. – Spróbuję odepchnąć obraz od siebie, może ukaże mi się druga z sióstr – o drżącym stopniu nie wspomniał, może to czuł każdy z nich. Zamiast tego podniósł różdżkę i finezyjnym ruchem zakomenderował: – Depulso!– aby wypchnąć magią klepsydrę w dal i sprawdzić, czy w ramie pojawi się więcej pejzażu. Kiedyś widział taki obraz w Hogwarcie. Zagadki... czyż nie była to ulubiona rozrywka wszystkich Krukonów? Translokacja na odepchnięcie "zawartości" obrazu na dalszy plan
[roll=O] [roll=O] RE: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Isaac Bagshot - 14.04.2024 -Tak! Zagadka, drogi chłopcze. - Odezwała się staruszka z klepsydrą, spoglądając na Neila.- Ciąg liter… -Zaczęła, jednak przerwała, kiedy Anthony użył magii. Zaklęcie mu nie wyszło nie dlatego, że był kiepskim czarodziejem. Obrazy były najwyraźniej zaczarowane w taki sposób, że odbijała się od nich każda magia. Na nic więc zdały się jego wysiłki. -To zawsze kończy się tak samo… - Westchnęła staruszka tuż przy uchu Morpheusa. Pstryknęła palcami, a piasek w klepsydrze Anthony'ego dosłownie w sekundę przesypał się w całości w dół. Schodki pod mężczyzna zniknęły, a on zaczął spadać w czerń… Isaac zdążył co prawda wyciągnąć różdżkę, jednak nie udało mu się zareagować na czas. -Był chłop i nie ma chłopa... - Westchnął i ściągnął kapelusz. Spojrzał na Neila, którego w tym momencie miał najbliżej. Najrozsądniej byłoby poczekać na zagadkę, a później ją rozwiązać. Tak podpowiadał mu mózg. Jednak jego gryfońskie serce krzyczało, że nie powinien zostawić kompana w potrzebie. Dwójka mężczyzn którą miał przed sobą na pewno sobie poradzi, a Anthony był sam. Rzucił więc swoim kapeluszem w stronę Neila. Nie chciał go zgubić w tej gęstej, czarnej mgle. - Łap! Na chwilę was opuszczę, pójdę za panem Shafiq’iem. - Czy to właśnie dlatego nie trafił do Ravenclaw? Jego rodzice byli właśnie w tym domu, i on również myślał, że tam trafi. Był więc bardzo zaskoczony, kiedy tiara przydziału wykrzyczała Gryffindor! Czy to dlatego, że jest Odważny? Isaac zsunął się w czerń którą miał pod sobą i… zniknął. Staruszka Neila westchnęła tylko i odstawiła swoją klepsydrę. Spojrzała na chłopaka. - Skup się chłopcze. Ciąg liter: T,W,O,S,R,Z,I,E,A,L. Ułóż z niego słowo.- - Powiedziała. W tym samym czasie staruszka Morpheusa bez pożegnania przeskoczyła do obrazu swojej siostry, i teraz już nikt nie dyszał mu w kark. Jedyne co mężczyzna mógł teraz słyszeć, to piasek przesypujący się w klepsydrze która pojawiła się w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą stała kobieta. Jeśli Neil nie rozwiąże zagadki, Morpheus spadnie… RE: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Neil Enfer - 14.04.2024 Miesiąc miłości Dziwnie mu było ze słowem ,,Mentor", ale co miał powiedzieć? Yeah, we fucnkin'? To też nie brzmiało zbyt dobrze. A czy są przyjaciółmi? Byli, no wcześniej, a teraz? Teraz chyba też, ale sam nie wiedział co między nimi jest. Kochał go, ale on go nie, spali ze sobą, ale jednocześnie jeden łamał drugiemu serce, a potem gadali o życiu i pracy jedząc ciasto bez cukru... To było skomplikowane. Kiedyś było prosto, albo ktoś go ignorował, albo pomagał, albo dostawał w ryj, nic pomiędzy. Tak czy inaczej Mentor był bezpiecznym wyjściem, grającym z tym co zapewne myśleli o nich pozostali dwaj towarzysze. Naprawdę nie rozumiał sytuacji, ani działania Anthonyego, rozumiał jego chęci, ale na pewno spodziewał się lepszego wyniku jego działań. Czemu ten dom tak bardzo ich nienawidził? Szybko spojrzał na kobietę, na obraz, na mężczyznę, który nagle zapadł się w ciemność. Czy... czy on nie żyje? Nie... Nie tak łatwo przecież zabić tak sensownego czarodzieja jak on, a może właśnie tak łatwo? Śmierć przychodzi z zaskoczenia, a teraz może miała przyjść jako zapłata za zabawę obrazów. Na swój sposób było to satysfakcjonujące i sprawiedliwe, bo póki co to on łaził po omacku. Dorosłe chłopy przewiązały mu oczy, zawiodły do jakiegoś magicznego domu i kazały się bawić w ich zabawę niezręczności i przekleństw domostwa. O ile na początku nie przeszkadzało mu to aż tak, to im dalej szedł, tym gorzej było. Uśmiech znikał z twarzy, a lekkość kroku zmieniała się w ostrożne kroczenie przed siebie. Jeden biernie obserwował rzucając komentarze, drugi podsuwał mu problemy do poradzenia sobie z nimi, a trzeci go zwyczajnie irytował, głównie przez złe pierwsze wrażenie. Niech go później ktoś zapyta dlaczego spędza tak mało czasu z innymi czarodziejami, to już wytłumaczy, że trzy diabły skutecznie go zniechęciły do przechadzki przez zaczarowany ogród. Wzdrygnął się i zachwiał na schodku kiedy został do niego rzucony kapelusz. A PO KIEGO MU KAPELUSZ?! Patrzył na Isaaca, jak skacze i ręce załamał, lampiąc się w ciemność jeszcze kilka sekund. Westchnął i spojrzał na kobietę zadającą mu zagadkę. On po angielsku ledwo umiał swoje imię przeliterować, a co dopiero wymyślić jakie słowo ma wszystkie te litery, jak czasami popełniał błędy w pismach. Jak pisał listy to 20 kartek szło do wywalenia zanim udało mu się napisać wszystko bezbłędnie. Dlatego swojej książki z ziołami nikomu nie dawał, bo była i tam masa błędów. Morpheus mógł oczekiwać od niego pomocy w kwestii ziół, w kwestii podróży, nocowania, obiadu, estetyki, ale nie gry w scrabble. Jeszcze sekundę przyglądał się staruszce i w końcu otworzył usta przerzucając spojrzenie na Morpheusa. -Co ci strzeliło go głowy godzić się choćby na patrzenie na ten dom? Całe jego otoczenie mówi, że nie chce gości.-rzucił z irytacją, wspierając dłoń na biodrze.-Widziałeś piorun jak wchodziliśmy? Zdechłego wilka? Nawet mur w ścianie cię nie zniechęcił.-świat krzyczał, że mają się wynosić, ale nie, szli dalej i teraz będzie płacz. Nie chciał się go czepiać, ale się czepiał, bo był zły na niego, noż... RE: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Morpheus Longbottom - 14.04.2024 Zamknij się. Zamknij się. Zamknij się. Daj mi myśleć. Zaraz puszczę pawia. O bogowie. Na głos jednak zignorował całkowicie słowa Neila, blady, ze spojrzeniem utkwionym w suficie czy raczej ciemności nad nim. Do ciemności był przyzwyczajony. Przejdź przez lustro. Co? To nie była jego myśl. Brzmiała dziwnie jak Rodolphus Lestrange? Może o to chodziło, to skojarzenie w kontraście. Jasne oczy, ciemne włosy, nawet wzrostem podobni, ale te różniące aspekty tak bardzo dominowały. Przede wszystkim charakterystyczna ciekawość odpowiednia dla Niewymownych. Rodolphus mógł być tylko kilka lat starszy od Neila, słodkie dziecko nepotyzmu, które pracowało w Departamencie Tajemnic dzięki kontaktom, ale nie brakło mu zacięcia oraz chęci parcia do przodu. Robił wszystko, aby Neil w końcu spróbował otworzyć się na magiczny świat i spróbował żyć życiem czarodzieja, ale najwyraźniej tamten tego nie dostrzegał. — Zielarstwo — syknął, starając się nie myśleć o odległości, która pochłonęła Shafiq'a i Isaaca. Grupa rozdzieliła się na dwie, druga drużyna jest skazana na siebie. Na wyższe emocje przyjedzie czas później. Teraz nie było na to czasu. Odchrząknął i powiedział głośniej: — Zielarstwo. Liczył, że mógł odpowiedzieć samodzielnie i że krytyka Neila nie skazała i jego na upadek. RE: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Isaac Bagshot - 14.04.2024 Anthony spadał w bezkresną ciemność, która jednak okazała się nie tak bardzo bezkresna. Leciał może przez trzy sekundy, po czym wylądował na miękkiej poduszce w zupełnie innym pomieszczeniu. Znalazł się w korytarzu który prowadził do kolejnej części domu. Po obu stronach drzwi były zamknięte, więc ciężko było stwierdzić co się za nimi znajdowało. Nie minęło dłużej niż kolejne pięć sekund, kiedy tuż obok z cichym pyknięciem pojawiła się kolejna poducha na której wylądował Isaac. Bez swojego kapelusza, ale za to z różdżką w dłoni. -Wszystko w porządku, panie Shafiq? Pomyślałem, że podskoczę do pana i zapytam. - Przeczesał włosy palcami i rozejrzał się po korytarzu. Kiedy Morpheus wypowiedział słowo: "Zielarstwo", czarna mgła nagle zniknęła. Obaj mężczyźni twardo stali na schodach, które już nie wyglądały na rozwalające się ani stare. Wydawało się, jakby ktoś celowo je trochę postarzył, a iluzja w której wcześniej się znajdowali, nadawała im jeszcze gorszego wyglądu. Neil i Morpheus stali również o wiele bliżej siebie niż wcześniej im się wydawało, a drzwi na końcu schodów były dosłownie na wyciągnięcie ręki starszego mężczyzny. Obrazy zniknęły, a na ich miejscu pojawiła się goła ściana, na której widniały kolejne napisy: "***** ***", "czekam na coś więcej niż autobus", "tyle piękna wokół, że trudno to znieść..." oraz "jestem wariat, rozkurwię każdy komisariat". Schody miały już wszystkie stopnie, a drużyna składająca się z Neila oraz Morpheusa była bezpieczna. Dziękuję bardzo i do usłyszenia. RE: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Anthony Shafiq - 15.04.2024 Gdy zaklęcie odepchnęło go od ściany był przerażony, nawet lekko zdezorientowany, na tyle zszokowany, że nawet cień krzyku nie opuścił jego warg.
Zupełnie przeciwnie, gdy opadł na poduszki, a zaraz po nim pojawił się Issac, tak prosto na wyciągnięcie ręki. Zaczął się śmiać, serdecznie i szczerze, wciąż bowiem pozostawał istotą ludzką, która takim właśnie śmiechem rozładowywała napięcie zebrane w ciele, strzepywała stężenia mięśni. Niepomny na leżący obok cylinder dźwignął się i zagarnął Isaaca do siebie, kładąc mu dłoń na kark. Wpierw ucałował go w czoło, a potem przytulił wciąż chichocząc. – No to była dopiero zabawa! Doskonałe, nie spodziewałem się... – rozejrzał się po poduszkach, które po podrażnieniu przez dwa nagle pojawiające się na nich ciała oddały przestrzeni wibrujący w powietrzu biały pył. Poklepał je dłonią ukrytą w rękawiczce, wciąż kiwając z niedowierzaniem głową. Był w takim stanie, że nawet ten brud nie robił na nim aż takiego wrażenia, nawet fakt, że jego idealnie czarny frak i spodnie od niego pokryte teraz były białym osadem. Morpheus był Longbottomem wychowanym przez Longbottomów, więc odrobina brudu powinna być dlań swojska, czyż nie? Podniósł się i zmniejszony cylinder schował do kieszeni kamizelki, na wszelki wypadek, gdyby znów ich gdzieś teleportowało. – Nie mam problemu z urlopem, tylko przypomnij mi potem, jak już napijemy się herbaty, bo teraz jestem dość rozkojarzony i może mi wypaść to z głowy. – spojrzał raz jeszcze na różdżkę, ten cisowy patyk, którego tak bardzo pragnął pozbyć się ze swojego życia i westchnął. Czy włókno z serca smoka ukryte w niej czuło jego emocje? Drzwi się otworzyły i okazało się, że to ekipa ze schodów weszła na ich szczyt i trafiła do wspólnego przedsionka komnaty na szczycie najwyższej wieży. Anthony uśmiechnął się szelmowsko, zupełnie jakby przed momentem nie zaorał swoją czystokrwistą dupą o poduszki. Zupełnie jakby ich ślad nie odciskał się na jego stroju. – Dobrze więc, teraz moja kolej na to by czynić honory. Gotowi na spotkanie z księżniczką? – zapytał, choć akurat duch, który ponoć nawiedzał to miejsce stacjonował w mniejszej z wież i Anthony zakładał, że tam akurat dzisiaj się nie będą wybierać. W groteskowym ukłonie chwycił za klamkę i pchnął. A potem pociągnął. A potem westchnął i wziął różdżkę po czym z pełnią satysfakcji wywalił drzwi z zawiasów. Głuchy łomot rozniósł się echem wzbijając kolejne tumany pyłu. Okute drzwi teraz pełniły rolę wycieraczki, czy też niepokojącego dywanika, gdy wchodzili do środka ciemnej komnaty. Jedyne okienko było zakratowane i pozbawione szyb, deszcz wkradający się do środka pozostawił na podłodze przy nim sporą już kałużę. Błyskawice uderzały w nieregularnym pulsie odsłaniając przed zwiedzającymi kolejną makabreskę. Księżniczki nie było w środku, nie licząc samotnego kościotrupa przykutego do stołu który najprawdopodobniej służył niekoniecznie prozdrowotnemu rozciąganiu. Z jednego z kątów spoglądała na nich wysoka i stożkowata rzeźba kobiety, ze ścian zwisały łańcuchy, a na stole w okolicy świetlika pozostawione były zardzewiałe obcęgi, piły i noże. Anthony przez moment nie wpuszczał ich do środka, marszcząc brwi i obrzucając spojrzenie nieprzychylnym wzrokiem stalowych oczu, potem jednak wszedł i usunął się na bok, dając grupie zbadać tę tajemnicę. Na razie nic na nich nie wyskoczyło. Szkielet zdawał się być przyjaźnie usposobiony w swym braku reakcji. [inny avek]https://i.pinimg.com/564x/cf/bf/77/cfbf7700d68238fddf7fc37cc2afbf62.jpg[/inny avek] RE: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Neil Enfer - 15.04.2024 Nie otrzymał odpowiedzi, ale też i jej nie oczekiwał, bo w gruncie rzeczy pytanie nie zostało zadane. Wypruł z siebie flaki w postaci wyrzutów, dopiero po nich rozumiejąc, że może zdenerwować czarodzieja, który zerwie z nim kontakt. Tego nie chciał, nawet jeśli Morpheus zrobił głupio, podejmował dziwne decyzje wymagające upomnienia, to musiał się bardziej pilnować. Odpowiedź padła, a schody znów pojawiły się im pod nogami w pełnym zestawie. Hm... Zielarstwo, co? Nie wpadłby na to, ale też i nie próbował. Poddawanie się bez walki nie zawsze było głupotą, czasami było jedynie zrozumieniem swoich możliwości. W przeciwieństwie do panów dobrze bawiących się na podusi, sam węszył napięcie w powietrzu, być może jednostronne, być może nie. Czemu baby i skakanie w mrok go nie przerażały aż tak bardzo jak możliwość rozzłoszczenia wróżbity? Doskonale wiedział czemu, ale słowa więcej nie powiedział, jedynie ścisnął podarowany mu kapelusz w dłoniach i poszedł kilka kolejnych schodów w górę, przekraczając z Morpheusem prób pomieszczenia. Jeśli Isaac chciał swój kapelusz, do oddał mu go z średnio optymistycznym, ale przyjaznym uśmiechem. Nie odpoczywał w stresie jednak długo, bo ponowne spięcie wywołały w nim słowa faceta ze szpitala. Jaka znów księżniczka i dlaczego nie w bezpiecznej formie żaby, tylko pewnie w postaci rogatej demonicy? Będzie miał porządne trust issues, szczególnie, że zaraz znów się wzdrygnął, gdy drzwi zostały wywalone z zawiasów. A gdyby tak w człowieka to zaklęcie rzucić? Pokój nie napawał optymizmem, jednak widać było co dzieje się na zewnątrz, co było pocieszające. Wszystko było jednak psute przez szkielet, na którego widok się zatrzymał. Widok zwłok, nawet takich bez kości nie leżał ani trochę blisko jego codzienności. Co z tym domem nie tak? Odpowiedź jest prosta: Wszystko. Oby chociaż był za niską cenę. |