Secrets of London
[7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie (/showthread.php?tid=3207)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Alastor Moody - 13.05.2024

Odpowiadam Millie i siadam sobie sam.

- Tak...? Dziwi mnie, że akurat ty tego nie wyłapałaś. - Chociaż okrutnik był z niego wielki i zwykł bardzo krytycznie oceniać działania innych w obrębie swoich drętwych myśli, o niej ciężko było mu myśleć w negatywnych barwach. W rozsądnym podejściu do Mills nie pomagało nawet wspomnienie rozchichotanej barwy jej aury. Niezależnie od tego co się działo, ona zawsze była jego kochaną, mądrą młodszą siostrą, która taki żart powinna wyłapać w mig. To, że tego nie zrobiła, nie stanowiło jednak żadnego problemu. To, że była totalnie kimś zdolnym do rozbicia komuś na głowie ceramicznego posążka, również nie stanowiło żadnego problemu. Problem pojawiał się wtedy, gdyby ktoś spróbował jej oddać.

No... być może problemem było również to, że najwyraźniej zbyt mocno nią zakręcił? Wyglądała jakby już wypiła za dużo, a przyjęcie dopiero się rozpoczęło.

- Zrzuć go kiedyś z miotły i sprawdź - zasugerował z przebrzydłym uśmiechem. Ten jednak zmienił się szybko w minę niewyrażającą nic - bo on i Millie się rozeszli, a jemu nie pozostało nic innego jak usiąść z boku i zapalić papierosa. A później drugiego i trzeciego, bo wcale nie kwapił się do zagadania kogokolwiek - obserwował ją z daleka, przez toczące się wokół rozmowy. Trochę jak nie on - bo miał jednak ekstrawertyczną naturę - jednocześnie bardzo jak on, bo skupiony na jej szczęściu i otoczeniu, po prostu...

Czuwał.

Niedawno prawie ją stracił. Dzisiaj szczęśliwa bawiła się tu ze znajomymi. Alastora to uspokajało, jednocześnie wciąż żył w nim głęboki lęk, że cokolwiek może jej się stać. Tutaj, dzisiaj? To byłoby okropne. Nie pił już więcej. Nie miał zamiaru częstować się żadnym z zaklętych ciastek.


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Isaac Bagshot - 13.05.2024

Isaac rozmawia z Eryczkiem i przekomarza się z Milly. Obaj panowie podchodzą do reszty gości. Bagshot zaczepia wszystkich obecnych. Albo słowem, albo spojrzeniem. A ja mam nadzieję, że niczego nie pokrecilam, bo pisałam tego posta siedząc na drabinie w pracy.

Isaac słuchał opisu “stereotypowego” historyka i miał nadzieję, że nigdy, przenigdy nie będzie tak wyglądał!
- Erik, obiecaj mi, że jeśli kiedyś zacznę tak wyglądać, to sam osobiscie zetniesz mi brodę i wyślesz do Świętego Munga, żeby zrobili porządek z moją głową. Tylko spakuj mi jakieś książki. - Poprosił, trąc w zamyśleniu podróbek. I tak miał szczęście, że wzrost oraz urodę odziedziczył po matce. Spojrzał uważnie na kolegę.
- Czy naprawdę życzysz mi, żebym za dwadzieścia lub trzydzieści lat, był pomarszczony i przygarbiony? O nie, nie. Alkohol i papierosy mnie zakonserwują. - Zarządził i przy okazji zacząć zastanawiać się, dlaczego nie miał jeszcze w ręku żadnego drinka.- Nie mógłbym uczyć w Hogwarcie. Dzieciaki nie rozumieją, jak ważna jest znajomość historii i po co tak właściwie ją spisujemy i się o niej uczymy. Chciałbym… pisać o tym, co dzieje się teraz. Wiesz, w stu procentach obiektywnie. - Mruknął nieco ciszej. Zmarszczył delikatnie brwi, jakby nad czymś się zastanawiał.

Bohaterowie są potrzebni. Bohaterowie podrywają lud do działania i dają nadzieję na lepszą przyszłość. Pokazują, że ciemność da się pokonać, że nie jest niezniszczalna oraz nienamacalna. Są wzorem do naśladowania, inspiracją oraz dumą. Każdy naród, każda społeczność i każdy człowiek, potrzebuje swojego bohatera. A bohaterem tak naprawdę może zostać każdy. Wszystko bowiem zależy od okoliczności…
tak właśnie powiedziałby Isaac, gdyby tylko znał myśli swojego kolegi. Ale nie znał, więc nie powiedział. Widział jednak malujące się zatroskanie na twarzy Erika. I jemu, i Brennie musiało być naprawdę ciężko. Westchnął, słuchając historii o cyrku Bellów.
- Podszedłeś do nich naprawdę ludzko. Powinni to uszanować. Jeśli kiedyś Twoi koledzy zgarną mnie na dołek, to też mi pomożesz?- Uśmiechnął się kącikiem ust i wstał razem z Erikiem. Samopiszące pióro notowało zawzięcie, i kiedy obaj ruszyli w stronę reszty gości, notes powędrował za nimi
- Eryczku, my nie jesteś starzy. A wiesz dlaczego? Bo stary chłop, nigdy nie będzie tak stary, jak stara baba… - Powiedział mentorskim tonem, jakby właśnie wypowiedział na głos prawdę objawioną.

Obaj z Erikiem podeszli do reszty gości.
- Furiozo, gdybyś wzięła ze mną ślub, to w końcu byłabyś HOT. W końcu mam hot w nazwisku, zapomniałaś? I nie tylko w nazwisku, ale tego się nie dowiesz, póki nie przyjmiesz pierścionka. A żebym miał ci go dać, to najpierw musiałabyś się o mnie postarać. Nie jestem łatwy.- Skłamał, wzdychając. Był puszczalski i prosty, jak budowa cepa. Uśmiechnął się lekko przepraszająco do Alastora. Miał nadzieję, że tego typu żarty w stosunku do jego siostry, nie będą mu przeszkadzały.- Mam dla Ciebie jeszcze mały prezent Milly, ale to może później, jak już wszyscy będą po kilku drinkach. - Sięgnął po ciasteczko i stanął obok Caina.
- Papierosa?- Zaproponował, wyciągając w jego stronę paczkę papierosów.- O czym tak rozmyślasz? - Samopiszące pióro podlecialo do Patricka i posmyrało go po nosie.- Ziemniaczku, znowu najadłaś się granulatu dla Ziemniaczków? Panie Longbottom, wszystko w porządku? Potrzebuje pan czegoś?- Zainteresował się Morpheusem, ponieważ mężczyzna był tutaj najstarszy.- Thomas, to co dzisiaj pijemy?



RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Erik Longbottom - 14.05.2024

Rozmawiam z Issaciem i Milly.
Doświadczam zmiany wzrostu pod wpływem zaklętego ciasteczka.


No właśnie! Pomyśl o tych dzieciach! Są uwięzione w wielkim zamczysku, a Historii Magii uczy ich duch, który już wieki temu powinien był przejść na drugą stronę, jednak, zamiast tego postanowił zostać wykładowcą. Pamiętasz, jak nas zanudzał w szkolnych latach? — Uniósł wymownie brwi. Monotonne wykłady profesora Binnsa były jednym z niewielu elementów edukacji w Hogwarcie, jakie potrafiły pokonać różnice pokoleniowe i pomóc młodszym i starszym nawiązać więź porozumienia podczas dyskusji o magicznej akademii. — Przyjęcie do kadry kogoś takiego jak to na pewno wpłynęłoby pozytywnie na ich poziom wiedzy. Na pewno zainteresowałbyś ich dziejami czarodziejów szybciej niż obecny profesor.

Chociaż Longbottom nie stronił zarówno od alkoholu, jak i papierosów, tak szczerze wątpił, aby w przypadku młodego historyka miało to pozytywny wpływ na jego dorosłe życie. Na przykład taki skrzaci bimber okazał się ostatnio całkiem niebezpieczny, a co by było, gdyby Bagshot sięgnął po coś, co na stałe uszkodziłoby jego pamięć? Ech, na samą myśl żal mu było, straconej wskutek podobnego wypadku wiedzy.

Zależy od przewinienia — stwierdził bez emocji. — Chociaż nie wydajesz mi się typem kogoś, kto obijałby ludziom mordy w barze albo ciskał klątwami w przechodniów. — Zmarszczył czoło. — Ale tak. Potraktowałbym cię ulgowo. W miarę możliwości.

Jeśli ja tego nie zrobię, to zrobi to Thomas, pomyślał z przekąsem. Bądź co bądź, przez siedem lat zajmowali we trójkę jedno dormitorium. Siłą rzeczy nawiązała się między nimi nić porozumienia. Jeśli Erik nie mógłby lub nie chciał jakoś ułatwić Isaacowi drogi przez biurokrację Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, to młody Hardwick z pewnością miałby okazję do tego, aby sam sprawdzić się w tym, jak powinno się ogrywać systemy i regulaminy Ministerstwa Magii. Czasem, żeby osiągnąć odpowiedni rezultat, trzeba było kombinować.

Nasze rówieśniczki starzeją się z wyjątkową gracją — odbił argument Isaaca, czując się w obowiązku bronić honoru Mildred czy Geraldine. Nawet jeśli nie słyszały komentarzy Bagshota. Eh, tak to jest, jak wychowujesz się w domu pełnym kobiet. — Skoro zostajesz w kraju na dłużej, to na pewno prędko się o tym przekonasz.

Nagła utrata kilku centymetrów wzrostu gwałtownie zaburzyła jego zdolność równowagi. Zaczął kiwać się do tyłu i przodu, próbując na nowo zorientować się w przestrzeni. Poczuł ścisk w żołądku, jakby jego wnętrzności nagle wywróciły się na drugą stronę. Odłożył drugie ciasteczko na talerzyk, nie chcąc ryzykować, po czym łypnął groźnie na Mildred, który z jego perspektywy praktycznie zanosiła się śmiechem.

Nie musisz ogłaszać tego tak kategorycznym tonem — odparł na jej słowa, starając się powstrzymać uśmiech pragnący wślizgnąć się na jego twarz. — Jak zobaczysz prezent, to możesz zmienić zdanie. Wprawdzie nie jest to przefarbowany na czarno jednorożec i pierścionek zaręczynowy, ale powinnaś docenić pomysłowość...

Miewał czasem przebłyski kreatywności, jest ,jak wiedzieli, jego najbliżsi znajomi nie zawsze kończyło się to dobrze. Parę lat wstecz ubzdurał sobie, że obdarowanie chrześnicy hipogryfem było świetnym pomysłem i chociaż Nora odwiodła go od tego pomysłu, tak ten dalej krążył mu po głowie, czekając na odpowiedni moment. Dzień, w którym dziewczynka faktycznie otrzyma dostęp do magicznego stworzenia, będzie dniem, który Longbottom zapamięta na całe życie. I to niekoniecznie w tym dobrym kontekście. Co w takim razie zwiastował podarek, który miał wylądować w rękach panny Moody?

Zapomniałem, że z niego takie żywe srebro — rzucił do Millie, gdy Isaac zaczął obskakiwać resztę gości. — To zabójcze połączenie w zestawieniu z Brenną. — Wzdrygnął się na myśl, do czego byłaby zdolna ta dwójka, gdyby połączyła siły. Co by było, gdyby nagle zaczęli się mieć ku sobie i... Potrząsnął gwałtownie głową. O nie, nie, nie. Miał się już nie wtrącać w te sprawy. Zerknął na kobietę. — Jak ty się czujesz?
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=5yWrj12.jpg[/inny avek]


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Isaac Bagshot - 14.05.2024

Isaac odpowiedział Erikowi, kiedy jeszcze szli, myśli o Ziemniaczku.

-Nie wiem, czy jestem na tyle wykształcony, żeby móc uczyć w Hogwarcie. Prawdopodobnie nie. Przez kilka miesięcy wykładałem we Włoszech dla dorosłych, anglojęzycznych studentów. To był ciekawy czas.- Miał obszerną wiedzę i na pewno wiedziałby jak zachęcić dzieciaki do nauki, ale czy byłby w stanie poświęcić praktycznie cały życie na siedzenie w Hogwarcie? Prawdopodobnie nie. Zapewne umarłby tam z nudów i zastąpił profesora Binns'a jako kolejny duch - nauczyciel. Uśmiechnął się lekko, słysząc jak dużo wiary pokładał w nim Erik. Spojrzał na niego. Gdyby tylko wiedział, co Isaac robił za granicą, to na pewno by tego nie pochwalił.- Jedyne, o co mogę być oskarżony, to delikatne oszukanie systemu. Nic groźnego.- Ciężko było stwierdzić, czy żartował, czy nie.-I tak, zgadzam się, że nasze kobiety starzeją się z gracją oraz godnością. Mam tu również na myśli twoją siostrę. Pozwól mi jednak podokuczać Milly. Przez jedenaście lat nie miałem na to szansy. I gdzie jest Gerry? - Rozejrzał się, jakby miał ją zaraz zobaczyć.
Isaac bardzo lubił Brenne i w Hogwarcie dobrze się dogadywali. Bywało tak, że przez swoje gadulstwo dominowali towarzystwo, jednak posiadali jakiś dziwny siódmy zmysł, dzięki któremu potrafili się zamknąć, kiedy ktoś inny również chciał coś powiedzieć. Oboje byli również dobrymi słuchaczami. Ciekawe które z nich wygrałoby w konkursie: "wypowiedz jak najwięcej słów w ciągu minuty". Istniał w ogóle taki konkurs...?


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Morpheus Longbottom - 15.05.2024

Pali z Isaakiem.


Na pewnym etapie, gdy powrócił do Anglii, zaczął martwić się ilością alkoholu, którą konsumował, zwłaszcza gdy myślał o Charonie, niechaj gwiazdy przyjmą go do swego grona, zapijaczonego jasnowidza, za którego przepowiednią mieli podążać następnego dnia. Przerażała go myśl o tym, że mógłby się stoczyć na dno, tak jak tamten, nie odróżniając rzeczywistości, na dzień dobry wypijając o brzasku pół litra rumu, zamiast herbaty. Te wszystkie przemyślenia poszły jednak w las razem z Lammas, potańcówką Brenny, weselem u Blacków. U Millie też był alkohol, ale wolał go uniknąć, nie miał już dwudziestu-trzydziestu lat, jak reszta gości solenizantki.

Tylko leczę kaca, panie Bagshot. — zaśmiał się. Wyglądał inaczej niż podczas ich spotkania w Ministerstwie i zdecydowanie lepiej, gdy porzucił kir. Na słowa papierosy, chociaż nie skierowane do niego, królicze ucho zastrzygło. Wyciągnął z kieszeni spodni swoją papierośnicę i zapalił. — Zresztą myślę, że poza ministerstwem możesz mówić mi po imieniu. Morpheus.

Podniósł się z koca, trzymając w ustach niezapalonego papierosa, coś strzeliło mu w kolanach, znak czasu, który upływał niestrudzenie. Przynajmniej wedle niektórych. Morpheus miał umysł inny niż wszyscy. Nie dość, że znał przyszłości, formę jaką przybierze czas, to mógł również wpływać na czas, który przeminął. Sekret, którego ciężar obciążał jego barki od wielu lat, sprawił, że mózg Morpheusa inaczej procesował upływ czasu. Nie istniało tu i teraz, ani wtedy ani później. Wszystko działo się wszędzie na raz, a on, mając na szyi zmieniacz czasu, ukryty pod ubraniem, stawał się jego częścią i dało się go spotkać w każdym punkcie czasu.

Podszedł do Isaaca, zapalając papierosa od mugolskiej zapalniczki. Z jakiegoś powodu nie przepadał za robieniem tego od różdżki.




RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Millie Moody - 15.05.2024

rozmawiam przy stole z Erikiem, przytulam się do niego, smęce, a potem ide do Caina, Isaaca i Morpheusa i odpierdalam szajs i podejmuje próbę ucieczki w stronę Patricka i Basiliusa

– Ty w tym swoim nazwisku to masz przede wszystkim BAG przedziurawione przez SHOT, nic dziwnego, żeś się jeszcze tony bękartów nie dorobił dupku! – żachnęła się wściekle w stronę odchodzącego Isaaca, ale nie zamierzała już tej pyskówki kontynuować, bez względu na to, czy jej dawny... ktoś zamierzał w to brnąć.

Tymczasem efekt zjedzonego ciasteczka dopiero powoli mijał, jej włosy falowały nad głową. Uśmiechała się przypatrując mechowym babeczkom z których wyrastały różnobarwne cukrowe grzyby, które "wspólnie" robili z Erikiem i chwilę później zwróciła się do niego:
– Wczoraj by mi wystarczyło za prezent, nie myślałam, że kiedykolwiek się skusisz na moje wróżby. Ale.. khm... dzięki. – nie zauważył nawet kiedy wątłe ramiona w czarnym golfie objęły go, bezczelnie wykorzystały fakt, że był niższy, że w końcu to jego można było zamknąć w uścisku a nie odwrotnie.
– Chujowo. Chujowo się czuje, ale z Wami jest trochę mniej chujowo. Dziękuję. – szepnęła, ledwie słyszalnie pociągając nosem. Głupio było się tak mazgaić, może jednak powinna zgodnie z pierwotnym planem stąd spierdolić? Może nikt by nie zauważył? – Em... za Tobą są o drzewo oparte drewniane flamingi, mogą Ci się przydać wiesz... jakbyś chciał sobie poodbijać jak za starych dobrych lat. Maluchu – odsunęła się nagle i potarmosiła ręką perfekcyjnie ułożone włosy pana pięknisia. Jedyna taka okazja.

A potem sięgnęła po fiolkę z wykaligrafowanym napisem Drink me!
– Pod Twoją trzydziestkę, abyś Ty zaczął falę, a ja żebym ją skończyła. Żebyśmy w przyszłym roku spotkali się w tym samym, jak nie większym gronie!wzniosła toast kończąc go w kierunku wszystkich i wypiła zawartość buteleczki, a jej skóra momentalnie roziskrzyła się brokatowo. Mildred zaśmiała się krótko, niemal jakby szczekała. – Jest i farbowany jednorożec! – zsunęła zarękawia, by było widać więcej jej bladej skóry lśniącej teraz niczym rybia łuska. A potem wzięła dwa ciasta z kremem, rozłożyste placki, z wielu ustawionych na stole słodkości poza tortem, babeczkami i ciasteczkami ekstra i podeszła do Caina, Isaaca i Morpheusa, po czym zasadziła jedno z tych ciast prosto Cainowi w twarz.

– W białym Ci ładniej niż w zielonym kapeluszniku. – wspięła się na palce i cmoknęła go w okremowany nos, zlizując trochę, a co miało się zmarnować? Cmoknęła raz, cmokneła drugi patrząc się prosto w Cainowe oczęta. A potem odwróciła się i cisnęła drugim ciastem w Isaaca, na oślep, tam gdzie powinien mieć swój głupi ryj i z piskiem uciekła w kierunku narożnika całej imprezy gdzie stały flamingowe kije do krokieta. Krykieta? Jeden chuj.


!drinkme


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Pan Losu - 15.05.2024

Na dwie tury Twoja skóra pokrywa się migotliwym brokatem i mieni się wielobarwnie w słońcu. Wypicie kolejnej buteleczki zastępuje ten efekt.


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Bard Beedle - 15.05.2024

Niewielka przestrzeń piknikowa wypełniła się jak na razie tylko jedną zdecydowanie większą istotą i była to Brenna, która pozostała na różowym kocu i zagadała do stojącego bliżej niej przy gramofonie Caina. Na niebieskim kocu przysiadł palący Alastor i czujnie obserwuje otoczenie. Patrick i Basilius zmniejszyli się i grzybowe puffy stały się dużo większe, ale też wygodniejsze. Isaak powyzywał jubilatkę, a teraz próbuje palić papierosa z Morpheusem stojąc nieopodal Brenny i różowego koca.

Tymczasem Thomas wydudlał cały imbryk szkockiej, gdy Mildred wymieniła kilka zdań z mini-Erikiem. Niedługo potem panna Moody wzniosła toast, jej włosy cały czas unosiły się w górę, ale powoli flaczały, za to skóra lśniła w słońcu brokatowo. Potem wzięła dwa ciasta i władowała jedno ze 100% pewnością w twarz Caina i drugim próbowała trafić w Isaaca i teraz spieprza w stronę stołu. Czy to oznaczało wojnę?

Isaacu czas na test refleksu, rzuć na Percepcję i zobacz czy udało Ci się uniknąć tortu. Jeśli tak, obrywa stojący za Tobą Morpheus!

Dla chętnych chcących wziąć udział w starciu:

Rzut ciastem - pojedynczy test na Aktywność Fizyczna (w przypadku posiadania przewagi Walka Wręcz, dwa rzuty i wybór lepszego)

Unik - pojedynczy test Percepcja (w przypadku posiadania przewagi Walka Wręcz lub Szermierka, dwa rzuty i wybór lepszego).

dodatkowo, jeśli ktoś zdąży zaopatrzyć się w drewniany kij flamingowy stojący między stołem a niebieskim kocem, może wykonać akcję:

Odbicie - pojedynczy test Aktywność fizyczna który sprawia, że cel odbija się i leci w wybranym kierunku, również ciasto, to ciasto rozwala się tylko na twarzy Serduszko (w przypadku posiadania w historii doświadczenia w drużynie Quidditcha, dwa rzuty i wybór lepszego).

Uwaga, kto unika, ten nie atakuje!

Wzrost i kolor skóry nie mają znaczenia, jesteśmy inkluzywni Serduszko

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/fc/a2/ea/fca2ea243a5a3d9295397b144b785b56.jpg[/inny avek]

Następne podsumowanie: 19.05 o godz. 20:00


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Cain Bletchley - 15.05.2024

Gadam do Brenny, Isaaca, potem gonię Millie.

Dobranie Brennie partnera do tańca było zaiste wyzwaniem. Z drugiej strony może dałoby się namówić ją do tego, żeby spróbowała z Erikiem..? Wzięłaby go na ramię i by tak tańczyli przytulańca...

- To pewnie przez ten kapelusz. - Uśmiechnął się w typowy dla siebie sposób do Brenny, zadzierając głowę, żeby w ogóle być w stanie nawiązać z nią kontakt wzrokowy. Przytrzymał rąbek kapelusza, żeby ten nie ześlizgnął się z jego głowy. - Nie przyzwyczajaj się. Zaraz znowu będę mógł ci napluć na głowę. - Wtedy zamiast Alastora za zadzieranie z siostrą dałby mu w nos Erik. Albo i nie! Nie warto było ryzykować, jak zwykle. - Właśnie knułem niecny plan znalezienia ci partnera do tańca, ale poległem. Przyznaję się do porażki. - Ściągnął kapelusz, żeby łatwiej było spoglądać w twarz Brennie. Chyba zadowolonej? Szczęśliwej? Ta kobieta zawsze była zadowolona, kiedy innych dotykała łuna szczęścia. Chyba każdy mógł odczuwać tutaj ulgę, że z Millie było wszystko w porządku (och, nie było...) po wyjściu ze szpitala?

W pierwszej chwili nie był pewien, czy Isaac mówi do niego, pokręcił nawet głową w podziękowaniu za papierosa, darując sobie przynajmniej w tym momencie.

- O tym, z kim Brenna Longbottom powinna zatańczyć. - Podzielił się bez skrępowania rąbkiem tego "wielkiego sekretu", jakim był obłok jego myśli. Może jednak zatrzymanie się na tamtym kocyku było dobrym pomysłem, bo tutaj nagle zaczęło się robić nader gęsto od ludzi. Rozmowy toczyły się gładko, chętnie, gęsto. Tylko Morpheus stanowił ciągle Mur Chiński nie do przebycia dla Bletchleya, więc skoro nie mógł iść naprzód - mógł się tylko cofać. Tak i zrobił sobie jeden kroczek w tył, przyglądając się uważnie towarzystwu. Z ciekawością.

Nawet wycofałby się rakiem, być może skutecznie, do Alastora, który wypełniał rolę, która powinna być JEMU dana, ale jakiś diabeł zwiódł go na złe torowisko (zwany dalej nieogarniającym narratorem), ale Millie skutecznie go... zaskoczyła.

Zaatakowała nawet.

Moment szoku i zdziwienia był najpierw. Potem przyszło przejechanie dłonią po twarzy, powrót uśmiechu.

- Wracaj tu ty mały szkodniku! - Puścił kapelusz i rzucił się w pogoń za Millie, żeby wysmarować jej twarz słodkim kremem, którego większość była teraz na jego dłoni.


Na aurowidzenie i nici powiązań
[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Isaac Bagshot - 15.05.2024

[roll=Z]