![]() |
|
[10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150) +---- Wątek: [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) (/showthread.php?tid=3275) |
RE: [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) - Victoria Lestrange - 20.06.2024 Wydawałoby się, że obecność Laertesa może nieco ostudzić zapał walecznej trytonki. Że ranna, zmęczona, nie rzuci się na nikogo, tym bardziej, jeśli nikt z nich nie przejawił jakiejkolwiek agresji względem niej. Że rozpozna selkie, że będzie miała choć moment refleksji nad sytuacją, jeśli Laurent się do niej odezwał… Zgoda, mógł do niej mówić cokolwiek, Laertes nie próbował tłumaczyć i mogła to odebrać jakkolwiek chciała, ale nawet nie spoglądała na trytona nerwowo, nawet nie szukała w nim choćby odrobiny zrozumienia i wyjaśnienia dla sytuacji. Victoria dobrze zrobiła mając się na baczności i obserwując jej ruchy. Perseus mówił o tym, że tej… kobiecie? Samicy?... trytonce potrzeba pomocy, a w zamian dostał… co dokładnie? Nie, ona nie przypłynęła tu rozmawiać. Ona przypłynęła ranić, zabijać. W jej oczach widać było jakiś obłęd, szaleństwo, żądzę krwi. Laertes nie zrobił nic, ale Victoria nie zamierzała na niego czekać. Nie miała też czasu na wielkie przemyślenia o tym, że nie był im przychylny, ani o tym, że to nie była jego walka, skoro rzuciła się na nich, a on był tylko przewodnikiem, nie. Gdzieś obok niej przepłynęły jego słowa, że one zawsze wybierają przemoc, ale Victoria cały czas ściskała w ręku swoją różdżkę. Spojrzenie, jakie magipsychiatra jej rzucił, zostało przez nią zignorowane, widziała je, ale miała teraz ważniejsze rzeczy na głowie. Widząc, jak gwałtownie trytona rzuciła się w kierunku Perseusa, Victoria zamachnęła różdżką, chcąc wytworzyć falę uderzeniową, do odepchnięcia jej od Blacka. Następnie spróbowała wyczarować więzy, mające ciasto opleść trytonkę tak, by nie mogła się więcej ruszyć. Póki co nie zamierzała zrobić jej krzywdy, ale jeśli to jej nie ostudzi, to Lestrange nie zamierzała dopuścić, by jej towarzyszom zrobiono krzywdę. Kształtowanie – fala uderzeniowa [roll=PO] Kształtowanie – więzy [roll=PO] RE: [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) - Laurent Prewett - 20.06.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=zWygQ1I.jpeg[/inny avek] Przemoc. Ostatnio przemoc była wyborem i odpowiedzią na wszystko, co wokół się działo. Nie ważne jest to, czego naprawdę pragniesz, czego szukasz w swoim wnętrzu, bo z zewnątrz zawsze przyjdzie ona. Pani Wojna z buńczucznym uśmiechem, błyskiem zwycięstwa w oku, chociaż Gloria miała jaśnieć dopiero na niebie w towarzystwie trąb anielskich. Koniec świata, albo dopiero jego początek - różne religie potrafiły się mieszać co do tego. Łączyło je jedno - niepodważalny fakt, że po wojnie zawsze przychodziła ciemność. Tylko nieliczni mogli liczyć na nowy wschód słońca. Laurent nie chciał tu oglądać śmierci i nie chciał nikogo krzywdzić. Tak samo nie chciał krzywdzić trytonki, nawet jeśli nie miała ona tak szlachetnych zamiarów, bo, jak powiedział ich kompan, zawsze wybierała przemoc. ZAWSZE to znaczy kiedy? Odkąd źle zaczęło się dziać? Odkąd coś się zmieniło i Adria, następczyni, powołała się na wojnę, wezwała Ją, pokazała to jezioro i powiedziała: będzie moje? I tak miało być. Więc czemu wszystko przyśpieszać, czemu grzebać... Laurent z przestrachem odpłynął na bok, kiedy trytonka błyskawicznie ruszyła do przodu nawet mimo posiadanych ran. Pisnął, co dla Leartasa było krótkiem "nie!". Obnażył kły i gotów był nawet gryźć - miał czym. Ale obeszło się bez tego. Zaklęcie nekromancji zabrzmiało w powietrzu, a Laurenta aż przeszyła gęsia skórka. Victoria jak zawsze bezbłędnie pociągneła w opornej wodzie różdżką - nawet mimo tego jej zaklęcia zadziałały tak, jakby była więcej niż przyzwyczajona do działania pod wodą - prawie jakby się pod nią urodziła. Podpłynął szybko do jednej z kołyszących się roślin, żeby ją zerwać zębami i podpłynąć do trytonki. Warto było związać ją w normalny sposób, bo przecież zaklęcie niedługo przestanie działać. - Poprowadź nas dalej. - Zapiszczał do trytona. Sam jednak chciał nieco zajrzeć do tych otworów, ale nie zamierzał do nich wpływać - tylko spojrzeć z bezpieczniej odległości. Zaraz wrócił do swoich towarzyszy, żeby nie zaniechać bezpiecznej odległości. Na percepcję [roll=O] [roll=O] RE: [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) - Norvel Twonk - 21.06.2024 Leartes trwał nieruchomo nawet w chwili, w której trytonka rzuciła się na Perseusa. Odwrócił głowę dopiero po ataku. Jak się miało okazać podwójnie nieudanym. Po pierwsze dlatego, że chociaż zaklęcie, które Black próbował spleść, nie udało mu się, to udało mu się wykrzesać w sobie niespodziewaną (pewnie dla samego siebie) zwinność, która pozwoliła mu uniknąć spotkania z zębami i szponami trytonki. Po drugie dlatego, że zaraz dosięgły ją zaklęcia Victorii. Pierwsze oszołomiło wodną istotę, wzmogło tylko ilość pociemniałej od krwi wody dookoła niej. Drugie oplotło ją linami. Wydała z siebie serię trytonich odgłosów, spoglądając z nienawiścią na pozostającego w pełni nieczułym Leartesa. Chyba go obrażała, i pewnie nawet nie rozumiejąc co próbowała mu powiedzieć, mogli się domyślić treści. - Cóż, najwidoczniej choć wiesz czym jesteś, nie wiesz czym mógłbyś się stać – powiedział tryton do Perseusa a w jego głosie, po raz pierwszy bodaj, nie słychać było jawnej niechęci. Nie zaczekał aż sojuszniczka Adrii osunie się na dno, ale ruszył w stronę siedliska. Od czasu do czasu odwracał się za siebie i sprawdzał czy Victoria, Laurent i Perseus za nim nadążali. Im bliżej dziwnego budynku zaczęli się znajdować, tym bardziej uderzała ich jego osobliwa konstrukcja. To nie był tylko kolejny, wapienny twór wydrążony przez trytony i wykorzystywany do zamieszkania. Siedlisko było ogromne a jego konstrukcja wskazywała na to, że przez wieki pozostawało przebudowywane i modernizowane. Oczywiście nie w ludzkim tego słowa znaczeniu, ale im bardziej się zbliżali, tym więcej szczegółów mogli dostrzec. Widzieli wplecione między ściany resztki drewnianych łodzi – niektórych tak starych, że obrosły mchem i małżami, dostrzegali kawałki miękkiego metalu, pochłonięte rdzą a jednak wciąż wykorzystywane, łagodzące chropawy charakter otworów służących za wejścia i maskujące prześwity. Również obecna tutaj wodna roślinność została zasadzona w taki sposób, by pełniła określoną rolę. Przy samym dnie sporo było różnokształtnych kamieni i trochę jakichś roślin przypominającym gąbczaste limnobium i moczarkę kanadyjską. Celowo nie pozwolono rozkwitnąć tu żadnej roślinie wytwarzającej fluorescencyjne światło. Te zresztą rosły tylko w niektórych, chyba strategicznych miejscach, robiąc za oznaczenia dla mieszkających tu trytonów. Leartes obserwował siedlisko, zastanawiając się nad wyoborem odpowiedniego otworu, wreszcie ruszył w stronę jednego z tych mniej oświetlonych, choć jednocześnie niespecjalnie wąskich. - W tej plątaninie dróg, nie znam tej prowadzącej do Adrii, ale wiem które mogą dać przewagę – powiedział, wpływając do wybranej przez siebie. Była ciemna, chropawa, oświetlona tak rzadko, że musieli wyczarować własne światło by cokolwiek dostrzec. Zakręcała w różne strony i zgodnie z tym, co mówił wcześniej Leartes, wydawała się być pojedynczą nicią w plątaninie innych nici. Miała jednak tę drobną przewagę, że chwilami Perseus, Victoria i Laurent dostrzegali w niej niewielkie otwory pokazujące, co znajdowało się po drugiej stronie. Black dostrzegł zwiniętą, śpiącą trytonkę. Victoria pokój, w którym trzymano małże i skorupiaki – chyba rodzaj spiżarni. A Laurent… Laurent zobaczył więzienie? Z pewnością fragment celi i unoszącego się w niej człowieka w bańce. Wyglądał jakby spał. @Victoria Lestrange @Laurent Prewett @Perseus Black Czas na odpis do 23.06, godz. 21.00
kości RE: [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) - Perseus Black - 21.06.2024 Czy Victoria widziała, jakie zaklęcie próbował rzucić Perseus? Czy słyszała, jaka inkantacja padła z jego ust? Jeśli tak, to czy uda, że niczego nie widziała, zrzucając to na karb obrony koniecznej? A może aresztuje go, gdy tylko wyjdą na powierzchnię? Zakładając, że w ogóle wyjdą. A może była jedną z tych, którzy uważają, że nekromancja użyta w dobrym celu nie powinna być nielegalna? Cóż, nie miał okazji nigdy porozmawiać z nią na ten temat. Co chwilę spoglądał więc na kobietę, doszukując się na jej twarzy chociaż jednej oznaki tego, że wpadł w kłopoty. Ale ona pozostała niewzruszona (i musiał przyznać, ze także olśniewająca) jak zawsze. — Dziękuję — zwrócił się wreszcie do Victorii — Uratowałaś mi życie. Nie pierwszy dzisiaj raz, chciał dodać, ale słowa trytona wytrąciły go z rytmu. Spojrzał na niego ze zdumieniem połączonym z lekką nutą irytacji; zbyt wielu bodźcom został poddany w ciągu ostatnich kilku minut, by teraz rozwiązywać zagadki - jego umysł był na to zbyt otępiały, a miał nieprzyjemne wrażenie, że klarowność myśli jeszcze mu się przyda. Właściwie, to wzburzenie Perseusa nie było kierowane w stronę Leartesa, lecz swojej własnej niemocy, dlatego też zbył jego głowa poważnym milczeniem. Zaraz potem rozejrzał się za Laurentem, szukając w nim pociechy. Dostrzegł go pośród wodnej roślinności, zbierającego coś, co mogłoby... Och, tak, natychmiast pojął, co selkie chciał zrobić, dlatego podpłynął do trytonki i związał ją roślinami przyniesionymi przez Laurenta. Starał się, by węzły nie uciskały jej ran, a jednocześnie były wystarczająco mocne, aby ją unieszkodliwić. — Wyjdzie ci to na dobre — przemówił do niej łagodnie, choć nie spodziewał się, żeby istota go rozumiała — Moja krew jest trująca. A później popłynął za nimi wszystkimi, starając się trzymać jak najbliżej Laurenta, jakby chciał go ochronić, choć to było nieco pozbawione logiki; po pierwsze, to Perseus potrzebował pomocy, o czym nieustannie dawał tego dnia znać. Po drugie; w razie niebezpieczeństwa foka miała większe szanse na ucieczkę, niż on. Czuł się jednak zobowiązany do tego, by bronić go w ciemnościach - wszak ciemność była dla Perseusa naturalna. Znalazłszy się w tunelu, starał się dostrzec jak najwięcej szczegół. Znieruchomiał na moment, gdy zobaczył kolejną trytonkę, ale kiedy zdał sobie sprawę z tego, że musiała spać - ruszył naprzód. Rzucam na percepcję, rozglądam się [roll=PO] [roll=PO] RE: [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) - Victoria Lestrange - 22.06.2024 Oczywiście, że usłyszała wykrzyczaną inkantację. Widziała zamachnięcie się różdżką Perseusa. Znała się trochę na nekromancji, wiedziała, czym jest to zaklęcie i co powoduje. Nawet, jeśli intencją była samoobrona, to jednak Perseus również musiał wiedzieć, że wykonane poprawnie wywołuje ból. Nie chciał jej więc zranić? Raczej chciał. Co na to jego dusza? Nie wyglądał jak ktoś przeżarty spaczeniem, czy czarną magią, której zapach rozpływał się w wodzie… Patrzył na nią z przestrachem, ale Victoria nic nie mówiła. Raczej po prostu odetchnęła z ulgą, gdy trytonkę udało się odrzucić od Blacka, a następnie związać. Tak, jak wolała milczeć w przypadku zaklęcia Laurenta, wiedząc, że potrafił się posługiwać nekromancją, nie chcąc zwracać na niego nadmiernej uwagi, tak zamierzała milczeć w przypadku Blacka. Nie była naiwna. Na domiar wszystkiego sama potrzebowała pomocy nekromanty ze swoim Zimnym problemem, musiałaby wiec być pieprzoną hipokrytką, jeśli za próbę samoobrony miała łapać Perseusa za fraki. Dość powiedzieć, że zaklęcie chyba mu nie wyszło, może mu przeszkodziła, inkantując to swoje… Może to i lepiej. Kiwnęła do niego głową, kiedy podziękował. Nie do końca wiedziała, co mu na to odpowiedzieć: taka była jej praca, czuwała nad ich bezpieczeństwem, ale to był fakt, że uratowała mu życie. Nie chciała sobie umniejszać i jednocześnie nie chciała obrażać wdzięczności Perseusa, stąd uznała, że to kiwnięcie głową będzie najlepszym, co mogła dać… Tym bardziej, że cały czas starała się zachować czujność, w tych wodach czyhało zbyt wiele niebezpieczeństw, by sobie odpuścić. Dobrze, że Laurent wraz z Perseusem chcieli związać trytonkę również rzeczywistymi wodorostami, chociaż bardzo wątpiła, by ta zechciała za nimi płynąć w tym stanie… Zaklęcie Victorii musiało ją jeszcze bardziej osłabić, sądząc po większej ilości ciemnej wody obok niej. Sama to na siebie sprowadziła. Popłynęli za trytonem i Victoria starała się płynąć na samym tyle, by mieć baczenie na plecy trytona oraz swoich towarzyszy. Zerkała na otoczenie, na dno, na dziwaczny budynek. Było tu ciemno, nic nie połyskiwało w wodnej otchłani, i kiedy wpłynęli do wybranego przez Laertesa otworu, Victoria musiała zapalić światełko na końcu swojej różdżki. Tak, byli przez to bardziej widoczni, ale w przeciwnym wypadku niczego by nie widzieli. Dostrzegła składowisko małż i Lestrange zastanawiała się, czy to może tutaj podawano im truciznę, a następnie wypuszczano bliżej siedziby Ultha… Nie mieli jednak teraz czasu tego badać ani się zastanawiać; sprawę należało załatwić od początku, a nie od dupy strony. Mogła się więc tylko rozglądać. Percepcja [roll=Z] [roll=Z] RE: [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) - Laurent Prewett - 22.06.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=zWygQ1I.jpeg[/inny avek] Zostawianie tutaj tej trytonki było zupełnie niepoprawne. Powinni ją uleczyć, ale leczyć pod wodą? Jak w ogóle? Czy to możliwe? Może nie znał się na medycynie, ale znał się wystarczająco na budowie ludzkiego ciała, żeby sobie zdawać sprawę z problematyki takiego przedsięwzięcia dla człowieka. Pewnie tutaj mieli swoje sposoby na poradzenie sobie z ranami, a nawet na pewno. Takie, których człowiek niezaznajomiony z tymi istotami po prostu nie pojmował. Obejrzał się za trytonką, czego nie zrobił nawet jej pobratymiec. Krew była wszędzie, a jednak rozmywała się w lazurze wody. To było zupełnie niepoprawne - zostawienie jej. Wrócimy po nią. I co? Ktoś jej pomoże, a może wywloką ją na zewnątrz, żeby ją opatrzeć? Może miał zacząć myśleć, że ofiary są konieczne? Zaciskały się jego wnętrzności na samą taką myśl. A może robiło mu się bardziej słabo na myśl, że nie przeszkadzało mu to aż tak bardzo jak powinno? Bo nie bolało aż tak. Przez adrenalinę, albo przez to wszystko wokół, może przez to, że miał dość wszystkiego, albo przez jeszcze inny element - nie bolało aż tak. Zagościła między nimi cisza. Laurent spojrzał na Perseusa tylko przelotnie, kiedy ten postanowił trzymać się bliżej, tylko zupełnie źle to zinterpretował - sądził, że sam czuł się przez to bezpieczniej, więc trochę zwolnił, bardziej dopasował się do tempa Blacka i Lestrange. Wydanie z siebie nawet jednego fałszywego dźwięku wydawało się grzechem, który rozpęta tu piekło. Więc cisza... Która nieomal została przerwana, kiedy Laurent dojrzał więźnia. Zatrzymał się nagle i smagnął lekko Perseusa ogonem, żeby zwrócić jego uwagę, nim sam skierował się od razu do tego miejsca, by przyjrzeć się mężczyźnie. Wolał nie napotkać na swojej drodze żadnego strażnika, więc wstrzymał się przed wpłynięciem do wnętrza, zaglądając dość niepewnie do środka. Czy to w ogóle był czarodziej czy jednak wyglądał jak mugol? A może to ten zaginiony, którego szukała Victoria? Jeśli to był czarodziej (po szatach, a może widać różdżką?) to Laurent zakręcił się w poszukiwaniu sposobu na jego uwolnienie, zanim udali się dalej. RE: [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) - Norvel Twonk - 26.06.2024 Mężczyzna, którego dostrzegł Laurent z pewnością wyglądał na mugola. Całkiem możliwe, że podczas pobytu w Ośrodku Windermere, zdążył go już nawet zobaczyć wcześniej – wtedy w dziennym słońcu, stojącego na molo i przyglądającego się majaczącej w oddali wyspie. Leartes nie okazywał żadnego zainteresowania mijanym miejscom, choć widać było, że z każdym kolejnym tunelem, stawał się jakiś taki… mniej pewny? Przytrzymywał się na dłużej. Rozglądał uważniej dookoła, szukając wskazówek, które mogłyby poprowadzić ich dalej. Dla Perseusa, Victorii i Laurenta – wszystkie korytarze wyglądały niemal tak samo, może tylko zdawali sobie coraz lepiej sprawę, że gdyby tylko ich magia przestała działać, utonęliby, zanim zdołaliby się wydostać na powierzchnię. Lestrange była zresztą, coraz bardziej pewna, że siedlisko zostało połączone z wyspą i częściowo musieli się poruszać już właściwie pod nią. - Główna sala jest tam – powiedział cicho Leartes, wskazując na korytarz po lewej stronie. Na jego końcu widzieli coraz więcej jaśniejącego światła. – Adria… - zamyślił się. – Adria może tam być. Ale nie musi. Może siedzieć w swojej pracowni. Kiedy jeszcze żyliśmy w pokoju, to w niej spędzała większość czasu. Albo może być gdziekolwiek indziej – opisał, dalej zastanawiając się jaką decyzję podjąć. - Sprawdźmy salę. Tylko ostrożnie – pouczył ich. Wyraźnie zwolnił, gdy tym razem kierował się w stronę skąd dochodziło jaśniejące światło. Perseusowi mogło się nawet wydawać, że dostrzega jak bardzo przypominająca ludzką część ciała trytona stała się spięta. Zanim jednak dotarli do samego końca korytarza, Leartes pokazał im jeszcze kolejny tunel, tym razem tak wąski, że on sam nie miał szans by się w nim zmieścić, ale oni tak. Byłby zupełnie ciemny, gdyby nie to, że miał malutkie otwory i to przez nie wpadało do środka trochę światła z głównej sali. - Tak to rozwaga czyni nas tchórzami – wymamrotał, nakazując im, by skorzystali z tego tunelu. Płynąc nim (może nawet wspinając się, biorąc pod uwagę szerokość) dostrzegali coraz więcej szczegółów pomieszczenia, od którego odgradzała ich cienka warstwa wapienia i kamieni. Rzeczywiście miało imponujące rozmiary. Było, mniej więcej, czterokrotnie większe od tego, w którym spotkali się z Ulthem. Przez małe otwory zobaczyli w nim trochę mebli przypominających ławy i stoły, nawet półki z regałami. Brakowało, naturalnie książek, ale były zastawione różnymi trytonimi przedmiotami. Dostrzegli wreszcie trytony. Przynajmniej dwanaście. Zajmowały się swoimi sprawami (jeden drzemał, dwójka siłowała się na ręce, czwórka grała w jakąś grę, w której główną rolę odgrywały malutkie muszelki, kilka jadło, kilka było pogrążonych w rozmowie). Żaden z tych, które zobaczyli, nie wyróżniał się na tle pozostałych. Może Leartes się mylił i Adrii tu nie było? Te tutaj trytony wyglądały na zupełnie zdrowe. Laurent pierwszy usłyszał niepokojący dźwięk. Nie dochodził nawet z pomieszczenia, które obserwowali, ale jakby z zewnątrz? Brzmiał jakby wzbierały fale i te wzbierające fale uderzały w siedlisko. Obserwowane wodne istoty też to usłyszały, bo zaczęły się poruszać niespokojnie, rozmawiać między sobą. Łapały się za trójzęby i piki. Szykowały się do walki? Czas na odpis do 28.06, godz. 21.00
@Victoria Lestrange @Perseus Black @Laurent Prewett /zbliżamy się do kulminacji kości RE: [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) - Perseus Black - 26.06.2024 Gdy tylko znaleźli się w tunelach, oddech Perseusa stał się bardziej płytki i szybki. Nie chciał poddawać się panice, ale świadomość, że gdyby magia Victorii przestała działać, to ta wapienna konstrukcja (twierdza? a może siedlisko?) stałaby się jego grobem, nie napełniała go optymizmem. Wzdrygnął się, kiedy Laurent smagnął go ogonem. Natychmiast przeniósł na niego pytające spojrzenie, a zaraz potem powędrował wzrokiem w miejsce, które chciał mu pokazać. Jego ramiona napięły się, kiedy zobaczył człowieka w bańce; nie był pewien, czy jest to czarodziej i mugol, ale z całą pewnością nie mogli mu pomóc - przynajmniej nie teraz. Pokręcił więc przecząco głową zmartwiony, a jego usta ułożyły się w bezgłośnie później. Przeciskał się więc przez korytarze za ich przewodnikiem, z każdą chwilą coraz bardziej odczuwając zmęczenie - nie wiedział jednak, czy było to zmęczenie fizyczne (spowodowane tym, że w wodzie było się ciężej poruszać, niż na lądzie), czy może psychiczne, a może wszystko naraz. Jak długo znajdowali się w jeziorze? Spojrzał na swoje opuszki palców, gdy mijali jakąś świecącą roślinę; były białe i całkowicie pomarszczone. Słowa Laertesa nieco go uspokoiły, ale nie w taki sposób, jakby sobie tego życzył. Po prostu sprawiły, że myśli Perseusa na moment skierowały się na temat inny niż ten, w jak klaustrofobicznym miejscu się znalazł. — Nad czym pracowała? — zapytał, patrząc porozumiewawczo na Victorię. Zatrute małże? Był to dalece wysunięty wniosek, nie poparty żadnym argumentem, ale nie był to nieprawdopodobny scenariusz. Chciał dopytać trytona, gdzie znajdowała się jej pracownia, ale natychmiast zrezygnował z tego pomysłu - i tak nie trafiłby na miejsce w tym labiryncie korytarzy. Nie był entuzjastycznie nastawiony do ciasnego tunelu; zwłaszcza, że Laertes się w nim nie mieścił. Czy słał ich prosto w paszczę lwa... morskiego? Zaklął w myślach, wziął głęboki oddech i jako pierwszy wcisnął się do tunelu. Starał się być jak najciszej, obserwując z góry trytony. Czy była wśród nich Adria? Nie, chyba nie. Ale trytony poruszyły się niespokojnie i chwyciły za broń i Perseus nie wiedział na początku dlaczego. Dopiero po chwili jego ludzkich uszu dotarł ten dźwięk. Fala? Zatrzymał się nagle, obserwując wydarzenia na dole. Czekał. Tylko na co? Percepcja, obserwuję co się dzieje [roll=PO] [roll=PO] RE: [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) - Victoria Lestrange - 26.06.2024 – Wydaje mi się, że jesteśmy gdzieś pod wyspą – odezwała się dość cicho w którymś momencie, ale miała nadzieję, że towarzysze ją usłyszeli. Miała takie przeświadczenie już od jakiegoś czasu, ale im więcej błądzili po dziwacznej budowli z wapienia i kamieni, tym bardziej to wszystko jej się sklejało w całość. – Laertesie, czy to miejsce jest połączone z lądem? – nie była pewna, czy jej w ogóle odpowie, ale może akurat… Może w razie czego, gdyby coś poszło nie tak… to ta informacja okaże się dla nich istotna. Bez pomocy trytona chyba by sobie nie poradzili, zgubiliby się już dobre kilkanaście razy i to na samym początku, nigdy nie dopłynęliby aż tutaj. Po drodze co prawda zatrzymali się, bo Laurent zwrócił na coś… na kogoś uwagę i Victoria przyjrzała się człowiekowi (jednak nie przypominał Bagshota z opisu nijak, może to jeden z zaginionych mugoli? Albo jeszcze ktoś, o zaginięciu kogo nikt nawet nie wiedział?) i teraz raczej nie mieliby go jak wyłowić i tak. Ale to ją tylko utwierdzało: te wszystkie zniknięcia i śmierci na przestrzeni ostatnich kilku lat… To nie był nowy konflikt. Trytony musiały w tym maczać palce już wcześniej, może tym razem się po prostu nasiliło… Albo zwyczajnie tym razem po prostu służby zostały ostrzeżone na czas, w przeciwieństwie do tych pozostałych… Gdy Laertes wskazał im jeden z korytarzy i nakazał ostrożność, Victoria kiwnęła głową, poprawiając uchwyt na swojej różdżce. Perseus spojrzał na nią, widać myślał o podobnych sprawach jak ona – że Adria kombinowała jak podtruć nieprzychylnych jej trytonów i innych mieszkańców jeziora. A może już wtedy wabiła pojedyncze ofiary do wody; mało ofiar, mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś się połapie. Tylko, że niestety się połapali. Nie mówiła tego wszystkiego na głos, żeby tym bardziej nie straszyć swoich towarzyszy tymi wszystkimi śmierciami, zaginięciami… Bo w tej chwili to już niczego nie zmieniało. Popłynęli dalej. Jeśli musieli wleźć do tego tunelu, to trudno. Victoria całe szczęście nie cierpiała na żadną klaustrofobię, zresztą to była praca do zrobienia, nie zamierzała odpuścić w takim momencie. Zresztą byli czarodziejami, mieli ze sobą magię – jeśli coś się będzie działo… wapień nie był nazbyt twardym materiałem, poradzą sobie. – Będę was osłaniać – szepnęła cicho, dając znać, że wciśnie się do tunelu jako ostatnia z trójki. Perseus zresztą stanął na wysokości zadania i popłynął jako pierwszy i to pomimo miny, jaką miał. I Victoria, gdy już znalazła się w środku, starała się być jak najciszej, obserwując wielką salę przez otwory, dzięki którym do środka wpadało światło. Na tym etapie zgasiła już światełko na krańcu swojej różdżki, by przypadkiem nie zwrócić na nich uwagi trytonów, od których odgradzała ich bardzo cienka ściana. Percepcja [roll=Z] [roll=Z] RE: [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) - Laurent Prewett - 27.06.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=zWygQ1I.jpeg[/inny avek] Było wiele elementów tego otoczenia i tej sytuacji wpływających na to, że skupienie było problematyczne. Im dłużej i dalej płynęli tym Laurent miał coraz większą ochotę zawrócić. No bo co z Cyrilem? Co z Esme i Geraldine? Czy oni byli bezpieczni? Zawracanie mądre nie było - ta trójka miała większe szanse na bezpieczeństwo, jeśli zabezpieczą sytuację tutaj. Mugol w bańce też wcale nie prezentował się zachęcająco, żeby go zostawiać. Zabrać go ze sobą, pomóc mu, wydobyć ponad powierzchnię... lecz znów - dopóki sytuacja tutaj nie zostanie uporządkowana próby wyrywania go z tego miejsca były bez sensu. Perseus miał rację: później. Wszystko trzeba było zostawić na później w obliczu sprawy, jaką mieli się zająć. Wypłynął nieco bardziej do przodu, bliżej Leartesa. Miał ochotę mu mówić, żeby zaczął się śpieszyć. Żeby przyśpieszył, żeby wywiązał się ze swojego zadania, żeby w końcu wypełnili część tego, co zrobić mieli. Czy to naprawdę jakaś mara dręczyła to miejsce i Adrię, czy to jej własny umysł zawiózł ją na próg zdrady? Perseus mógł im to powiedzieć. Mógł przekonać się, czy ten fiolet, czymkolwiek był, chronił ją, czy może czerń przynosiła jej takie same myśli, jakie przynosiła Laurentowi? Łudził się, że to było to. Powinien dawno wyleczyć się z naiwności, ale ona ciągle i uparcie wracała. Niepokój uderzył w jego serce jak dzwon, gdy pojawiło się poruszenie. Niecierpliwość i napięcie rozpłynęły się po jego żyłach. Szybciej. Nie wiemy, co się dzieje, nie wiemy dokładnie, gdzie jesteśmy, nie wiemy, co czeka nas na końcu drogi. Pod wyspą - być może. W zasadzie to była bardzo trafna uwaga i spostrzeżenie od Victorii. Czy to nie na wyspie był Owen? Szukał czegoś, badał, może miało to coś wspólnego z trytonami? Tylko gdzie się podział, skoro zniknął? Teraz bardziej przejmował się tym, gdzie Esme i Geraldine zniknęli i się podziali. |