![]() |
|
[10.08.72] Windermere. Las przesiąknięty znanym złem - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150) +---- Wątek: [10.08.72] Windermere. Las przesiąknięty znanym złem (/showthread.php?tid=3277) |
RE: [10.08.72] Windermere. Las przesiąknięty znanym złem - Norvel Twonk - 16.06.2024 Wyczarowana przez Sebastiana kula światła rozjaśniła ruiny kościoła. Jeszcze wyraźniej pokazała sińce pod oczami Stewarda i Bulstrode’a, spękane resztki nawy, fragment granitu po ołtarzu i blade, wypłowiałe religijne freski na jednej ze ścian. Oświetliła również Brennę, wypełzającego z ziemi nieumarłego, któremu jej zaklęcie naderwało głowę oraz wstającego Atreusa i unoszącego różdżkę Peregrinusa. Zaklęcia obydwu mężczyzn trafiły w żywego trupa w tym samym momencie. Jego ciało oblepiły magiczne pnącza a jego głowa oderwała się od ciała i potoczyła po ziemi. Kula światła sięgnęła również miotającego się na ziemi, związanego linami drugiego żywego trupa. Napierał całym ciałem na wiązania, starając się uwolnić. Mgła zdawała się zmniejszać. Nie od razu i nieszczególnie gwałtownie, ale już się nie namnażała, nie gęstniała nad ziemią aż tak jak chwilę wcześniej. Wszyscy odczuli, że coś się zmieniło, choć zmiany trudno było od razu odczuć. Patrick zrozumiał, że Brenna nie chciała go zdradzić. To samo uderzyło w Atreusa, ale w odniesieniu do Millie. I Sebastiana, gdy myślał o Anthonym. Do Peregrinusa dotarło za to, że Morpheus wcale nie był od niego lepszy, nie był bardziej na tak wielu płaszczyznach. Właściwie to nie miał mu czego zazdrościć (a jeżeli miał to na pewno nie w takim natężeniu jak mu się tylko co wydawało). Negatywne emocje, wcześniej tak żywe i gwałtowne, zniknęły. Bulstrode w przebłysku aurowidzenia dostrzegł to, o czym wspomniał Patrick. Czerń, która ich oblepiała powoli się rozpraszała, choć nadal trwała gęsta w tym całym miejscu. Dostrzegł też, że jedyną jaśniejącą na fioletową postacią była tu Brenna. Sebastian usłyszał trzask. Liny pętające żywego trupa pękły pod naporem prymitywnej siły. Nieumarły, tym razem całkiem zwinnie zaczął podnosić się z ziemi. Patrzył prosto na Macmillana, szykując się do ataku. @Brenna Longbottom @Peregrinus Trelawney @Atreus Bulstrode @Sebastian Macmillan @Patrick Steward Czas na odpis do 19.06, godz. 21.00
/postacie, które w 1 części eventu Windermere wylosowały negatywne eemocje, czują że te nie były prawdziwe. RE: [10.08.72] Windermere. Las przesiąknięty znanym złem - Sebastian Macmillan - 16.06.2024 Matka jest zawsze z nami, pomyślał Sebastian, wznosząc nieme modły do swej bogini. Oczywiście, miał świadomość, że ta bywała w ostatnim czacie nadzwyczaj kapryśna - jak to natura miała w zwyczaju - jednak czuł, że natura była po ich stronie. Ruiny kościoła zalało ostre światło, znacznie poprawiając widoczność terenu, który... najwidoczniej był skazany na doświadczenie kolejnej walki między żywymi i martwymi.
— Ohohoho, może pan wiedzieć, że to nie jest nawet połowa, panie Steward — wycedził Sebastian, bardziej z chęci prostego wyrzucenia z siebie podpalonych przez dzisiejszy dzień irytacji niźli dopieczenia Aurorowi. Nawet nie wiedział, czemu to powiedział. Oczywiście, miał pełne prawo krytykować lekkomyślność krawężników Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów; na tym etapie to było jak prawo nadane przez boga. Wszyscy arcykapłanu w historii kowenu Whitecroft rozgrzeszyliby go za to. W końcu, jaki to był grzech? Dbał o bezpieczeństwo innych, ale najwyraźniej zasada ''rób, a potem myśl'' za mocno weszła w krew tym... — O nienienienienieninie! — Wycelował ostrzegawczo w trupa, któremu udało się wyswobodzić z magicznych węzów. — Nawet nie waż się do mnie podchodzić! Na Matkę i wszystkie świętości, zaklinam cię... Sebastian zaczął się wycofywać. Krok za krokiem coraz bardziej oddalał się od nieumarłego, jednak (niestety) miał świadomość tego, że gdyby oponent po prostu nagle rzucił się ku niemu, mógłby bardzo go pochwycić w swoje ręce lub samym ciężarem ciała przygwoździć do ziemi. Egzorcysta skupił się na wpatrującej się w niego postaci, modląc się w duchu, aby wyczuć odpowiedni moment, gdy uda mu się umknąć w bok i uniknąć nieprzyjemnego spotkania. (Aktywność Fizyczna): Uniknięcie ataku nieumarłego x2
[roll=Z][roll=Z] RE: [10.08.72] Windermere. Las przesiąknięty znanym złem - Brenna Longbottom - 16.06.2024 Nie miała pojęcia, że wyjęcie czaszki z punktu cokolwiek zmieniło i Patrick właśnie zdjął ciążące nad Windermere przekleństwo. Nie widziała czerni, nie mówiły do niej żadne głosy, które szeptały w głowach aurorów kłamstwa, sącząc do umysłów zwątpienie. Tkwiące w niej, nienaturalne uczucie, malowało się fioletem i jedynie wzmacniało to, co już istniało: niesłabnącą lojalność wobec człowieka, którego nauczyła się uznawać za dowódcę. Poza tym miała trochę inne zmartwienia na głowie, na przykład nieumarłego, który na szczęście padł szybko pod naporem trzech zaklęć. Może podziękowałaby Atreusowi i Pereginusowi za pomoc, i jeszcze spytała tego pierwszego, co tu do licha robi, a potem Patricka, dlaczego nie zabrał jej ze sobą, gdyby Sebastian nie zaczął krzyczeć. – No przecież nie podchodzę! – odkrzyknęła, już się podnosząc, bo wprawdzie czystym przypadkiem odpełzała w jego stronę od wygrzebującego się trupa, ale wciąż była kawałek od niego. Założyła oczywiście, że chodzi o nią, ponieważ choć Sebastian zdawał się wyrabiać w sobie to, co w przyszłości miano nazwać syndromem Sztokholmskim, i nawet czasem potrafił z nią żartować, to tak reagował na jej wizytę, że pewnie nie chciał, by podchodziło, jak został raniony… Jedno zerknięcie ku Macmillanowi szybko jednak pokazało, że wyjątkowo nie mówił o niej, a trup faktycznie wciąż był niebezpieczny. I faktycznie rzuciła się w tamtą stronę, od razu próbując rzucić zaklęcie – ponownie związać nieumarłego czarem Icarcerous. Nie że nie wolałaby unicestwić go od razu raz a porządnie, ale bardzo nie chciała trafić strumieniem magii Sebastiana. Albo zaryzykować, że trup zapłonie, ale nie to go nie zatrzyma i podpalony rzuci się na Macmillana. Wolała spróbować go unieruchomić i wtedy dać szansę na jego unicestwienie innym, gdyby się udało. Kształtowanie, znowu chcę związać drania [roll=W] [roll=W] RE: [10.08.72] Windermere. Las przesiąknięty znanym złem - Atreus Bulstrode - 16.06.2024 Wyczarowane przez niego zaklęcie spętało nieumarłego mniej więcej w tym samym momencie, kiedy Peregrinus czasem postanowił oderwać mu głowę. Bulstrode odetchnął, mimowolnie spoglądając na swoją dłoń trzymającą różdżkę. - Widzę. Widzę to Patrick. Zniknęło - przynajmniej to, co oblepiało ich samych, przez co w jego głosie zabrzmiał jakiś wymęczony entuzjazm. W przypadku Trelawneya i Macmillana sprawa miała się podobnie - wcześniej trawiąca ich czarna aura ustąpiła, wreszcie dając im spokój. On sam wreszcie mógł przestać siłować się z Millie, tkwiącą gdzieś z tyłu głowy i poczuciem, że miała go zdradzić. - Ale Brenna... Widzisz to? - spojrzenie świdrowało sylwetkę Longbottom, na której auro wciąż wpływała zewnętrzna siła, otaczając ją fioletem. Nie było to aż tak martwiące jak ich czerń, ale wciąż - była to nienaturalna zmiana, która go martwiła. Problemy jednak nie skończyły się, bo kiedy pierwszy nieumarły przestał być zagrożeniem, oswobodził się drugi. Sebastian krzyczał, Brenna mu odpowiadała i może Bulstrode z pewnym rozbawieniem zaczałby się zastanawiać, w takiego kobieta zdążyła kapłana wcześniej wpakować, że z miejsca uznała że mówi do niej, ale był tak bardzo odrętwiały. Kiedy spoglądał na Patricka w wyczarowanym przez Macmillana świetle miał wrażenie, jakby ten zaraz miał się przekręcić i podejrzewał, że sam wyglądał dokładnie tak samo. Z rzuceniem swojego zaklęcia poczekał, aż to splecione przez Brennę zadziała i jeśli się udało, tym razem splótł surową magię tak, żeby stworzyć ostrze i odciąć truposzowi głowę. kształtowanie na ostrze żeby typa dekapitować [roll=PO] [roll=PO] RE: [10.08.72] Windermere. Las przesiąknięty znanym złem - Patrick Steward - 17.06.2024 - Widzę – odpowiedział Atreusowi. Oczywiście, że widział, że Brenna była fioletowa. Była fioletowa już za pierwszym razem, gdy aury Ośrodka Windermere rozlały się przed jego oczami, gdy przyglądał się wojnie toczącej obydwa kolory. Jeden chronił. Drugi niszczył. – Jest bezpieczna. Jakby to dziwacznie nie brzmiało, bo Longbottom miała skłonność do pakowania się w największe kłopoty, tym razem była bezpieczna. Od samego początku była pod wpływem jakichś chroniących to miejsce sił. Patrick nie rozumiał do końca jak to działało, ale jakoś działało. Sam też czuł ulgę. Nie był już czarny. Nawet niezrozumiała odpowiedź egzorcysty nie mogła popsuć mu dobrego humoru. Mógłby tak siedzieć na ziemi i po prostu odpoczywać, ale światło wyczarowane przez Sebastiana oświetliło kolejnego żywego trupa a kolejny wrzask egzorcysty był jeszcze bardziej alarmujący. W innej sytuacji mógłby nawet wydać się śmieszny, ale Steward aż za dobrze rozumiał, że sytuacja była poważna. Zerwał się na równe nogi. Macmillan próbował się wycofać, uciec z miejsca ataku a Patrick przeciwnie. Rzucił się do przodu, wpychając się między żywego trupa a Sebastiana jak jakaś forma żywej trarczy. I już nawet nie chodziło o to, że być może z Atreusem trochę spowodowali tę sytuację. Nie mógł i nie potrafił czuć się winny, że wyciągnęli tę przeklętą czaszkę z ziemi. Trzeba było to zrobić. Im szybciej, tym lepiej. Miała destrukcyjny wpływ na całe Windermere, na przyjeżdżających tutaj ludzi i z jakiegoś powodu wydawała się przybierać na mocy. Chodziło o to, że Sebastian był egzorcystą, spokojnym pracownikiem Ministerstwa Magii, jego przyjacielem, człowiekiem, którego lubił i szanował, i którego chciał chronić. Był kimś innym niż Brenna, Atreus czy on sam. Nie był przygotowany do walki, do stawiania oporu żywym trupom lub czarnoksiężnikom. Patrick nie tylko nie zamierzał zmuszać go do walki, ale chciał go przed nią chronić. Nie wsłuchiwał się w krzyki i w działania pozostałych, po prostu starał się osłonić Macmillana przed potencjalnym atakiem. RE: [10.08.72] Windermere. Las przesiąknięty znanym złem - Peregrinus Trelawney - 17.06.2024 W świetle wyczarowanym przez Sebastiana Peregrinus wyraźnie mógł oglądać, jak od półmartwego ciała odrywa się głowa. I to odrywa mocą jego własnego zaklęcia. Wykluła się z tego doświadczenia wątła, ale jednak satysfakcja: przyłożył z sukcesem rękę do pozbycia się zagrożenia. Nie miewał na ogół takich okazji. Wraz z powoli rozpraszającą się mgłą u ich stóp, rozpraszała się również mgła, która opętała jego umysł i zrodziła tego ranka tak gwałtowne uczucia. Nie piekła go już każda myśl o Niewymownym. Na jego sukces zawodowy, który Peregrinowi nie był pisany, spoglądał już tylko ze znaną, ledwie wyczuwalną goryczą porażki. Odrzucona aplikacja do Departamentu Tajemnic została w końcu wysłana dobrych kilka lat temu, a on w międzyczasie pogodził się z inną rolą. Ziarno zazdrości o Vakela trafiło z kolei na podatny grunt i kto wie, może za kwartał lub dwa wróci młodemu wróżbicie ochota na wydrapanie Morpheusowi oczu. Tymczasem rozgrywały się jednak tuż przed nim sprawy bardziej naglące, w postaci kolejnego trupa zmierzającego ku Sebastianowi. Trelawney upewnił się jedynie, że jego samego od nieumarłego dzieli bezpieczna odległość. Nie rwał się do interwencji, skoro i tego przeciwnika obsiadła już chmara czarodziejów. Choć miał się oczywiście wciąż na baczności na wypadek ataku kolejnych stworów, to nie mógł się powstrzymać od zerkania na wydobytą czaszkę. Jako że jednak była owinięta koszulą Patricka, nie podejrzał zbyt wiele. Nie uśmiechało mu się czekać na następnych wstających z grobu strażników. Ten jeden dawał wystarczające świadectwo temu, że wyciągnięcie źródła z ziemi wcale nie odcięło im zasilania. — Macie czaszkę, może to pora pomyśleć o przeniesieniu się w jakieś bezpieczniejsze miejsce? — zaproponował, zerkając wymownie w stronę, z której przyszli. Była szansa, że roślinny mur na granicy lasu się rozpierzchł, być może była inna droga; tak czy inaczej wszystko wydawało się lepsze niż trwanie w tym przeklętym kościółku. RE: [10.08.72] Windermere. Las przesiąknięty znanym złem - Norvel Twonk - 18.06.2024 Na dobrą sprawę Sebastian nie musiał wyczuwać odpowiedniego momentu, by umknąć w bok i uniknąć ataku żywego trupa. Steward też nie musiał wyrywać się do przodu i robić za żywą tarczę między egzorcystą a przeciwnikiem. Żaden z tych ruchów nie był potrzebny. Wystarczyła sama magia. Zaklęcie Brenny okazało się skuteczniejsze niż to, co obydwaj mężczyźni próbowali zrobić. Ledwie nieumarły rzucił się do ataku, padł na ziemię owinięty ciasno linami. Ciskał się po niej, znowu napinając, znowu starając się za pomocą siły fizycznej – przecież to nią głównie dysponował – rozerwać więzy i znowu zaatakować. Nie przeszkadzało mu, że miotał się po twardej, ubitej ziemi, że dookoła siebie miał spękane ruiny i wystające z gleby ostre kamienie. Pozostawał nieczuły na wszystko, co bolałoby żywą istotę. Wieczny głód okazywał się nadzwyczaj przewidywalny. Zaklęcie Atreusa nadcięło szyję żywego trupa, ale nie unieszkodliwiło go do końca. Sprawiło za to, że wydawał się groźniejszy, jeszcze bardziej agresywny. Za życia musiał być młodym mężczyzną. Może studentem? Resztki jego ubrania (kurtka, trzewiki z cholewami) wskazywały na to, że pożegnał się z życiem pewnie na jesieni. Choć był ranny i związany, nadal pozostawał groźny i bardzo zdeterminowany, by ich pożreć. Najlepiej jednego po drugim. Poza tym jednym, nie słyszeli więcej zbliżających się nieumarłych. Żadnych warknięć. Żadnych ciężkich kroków. Mgła nadal unosiła się nad ziemią. Cokolwiek zrobił Steward - i o ile rzeczywiście zrobił - to miejsce było skażone czarną magią. Musiało minąć sporo czasu, zanim ono zdoła się zregenerować i odżyć. @Sebastian Macmillan @Brenna Longbottom @Peregrinus Trelawney @Atreus Bulstrode @Patrick Steward Czas na odpis do 20.06, godz. 21.00
/Moi drodzy, Peregrinus ma rację, czas zabrać tyłki i wrócić do ośrodka. Zadanie wykonane, sesja jest niemal na mecie. Artefakt zdobyty. Po tym jak dobijecie nieumarłego, możecie jeszcze wymienić się informacjami, porozmawiać. rzuty kośćmi RE: [10.08.72] Windermere. Las przesiąknięty znanym złem - Brenna Longbottom - 18.06.2024 Brenna uniosła różdżkę po raz kolejny, chcąc spróbować dopełnić dzieła i dobić nieumarłego, tnąc go magicznymi ostrzami póty, póki nie przestanie się ruszać. Kolejna ofiara magii czarnoksiężnika - być może jeden z mugoli, którzy tu zaginęli i których prawdopodobnie wciąż szukały rodziny. Krewni nigdy nie odnajdą szczątek, bo przecież czarodzieje nie mogli im ich przekazać w takim stanie. Zostawić ot tak tego miejsca, w którym leżały trupy i pełno było czarnej magii, też nie mogli na dłuższą metę, ale w tej chwili nie dało się tu wiele zrobić, a na kempingu w Windermere wciąż mogły dziać się złe rzeczy. Za mało wiedziała o magii i o tym miejscu, by mieć pewność, że zabranie czaszki rozwiązało sprawę w stu procentach. Była teraz wściekła na samą siebie: Patrickowi wbrew wizji nie groziło niebezpieczeństwo, on i Atreus znaleźli czaszkę i na pewno byli dostatecznie wyszkoleni, by poradzić sobie z dwoma nieumarłymi, a być może tam była potrzebna pomoc. Jeżeli Isaac albo Basilius zginą, to nigdy nie wybaczy sobie decyzji o wejściu w głąb lasu. Nie miało większego znaczenia, że rośliny ich odgrodziły i mogły zaatakować, gdyby próbowali się przebić. Jeśli tamtym coś się stało… - Nic wam nie jest? Musimy wracać. Rośliny zaatakowały ludzi na kempingu - rzuciła, spoglądając na aurorów. Żaden z nich nie zdawał się ranny, a o tym, co działo się w ich głowach przez ostatnie godziny, przecież nie wiedziała. Jeżeli nawet miała im jakiekolwiek informacje do przekazania, i pytania odnośnie znalezionej czaszki do zadania, to nie zamierzała robić tego tutaj, w miejscu, które zdawało się przesiąknięte mrokiem, przy osobie spoza Ministerstwa. Może i chciała zapytać Stewarda, dlaczego do jasnej cholery nie powiedział jej, że najwyraźniej wie więcej, i że skoro to „sprawdzenie czegoś” oznaczało „chcę wejść w las, w którym widziano nieumarłych”, czemu nie zabrał jej ze sobą. Powstrzymały Brennę jednak po pierwsze obecność innych, po drugie wciąż oplatający ją fiolet, przekonujący, że Patrick Steward nie popełnia błędów. Skoro zostawił ją w tyle, to miał rację. Na kształtowanie, dobicie trupa [roll=W] [roll=W] /edycja za zgodą MG, na moją prośbę, by poprawić jedno zdanie, nie dotycząca rzutu i tego, na co rzucałam/ RE: [10.08.72] Windermere. Las przesiąknięty znanym złem - Sebastian Macmillan - 20.06.2024 Nawet jeśli w głowie Sebastiana zaświtała myśl, że jego lekka utarczka z finansującym odnowę zabytków kowenu Anthonym Shafiqiem była podsycana przez tutejszą magię, tak wydarzenia, jakie miały miejsce tu i teraz zdominowały wszelkie wątpliwości kapłana. Miał ochotę przekląć Longbottom, a potem ją wyegzorcyzmować (dla pewności dwukrotnie) po tym, jak rzuciła w jego stronę ''że przecież trzyma od niego z daleka''.
Czy ta kobieta zawsze zakładała, że to ona była centrum świata? Słońcem, wokół którego kręcili się inni, czekając, aż tylko zwróci na nich uwagę? Czy ktokolwiek ją uświadomił, że świat nie kręcił się wokół niej i - tutaj zaskoczenie - w tym wymiarze był jeszcze inne istoty sprawiające problemy?? Jak na przykład żywy trup?! Oczywiście w znacznej większości przypadków problem zapewne dotyczyłby panny Longbottom, jednak tym razem akurat było odwrotnie. Ona mogła go wręcz uratować od problemów i... Wtedy kilka rzeczy stało się jednocześnie: Brenna cisnęła w żywego trupa zaklęciem Incarcerous, Atreus postanowił dołączyć, co by odciąć ghoulowi głowę, a w to wszystko jeszcze wpakował się Patrick, próbując rzucić się pomiędzy potwora, a jego niedoszłą ofiarę. Dzięki bogom, chociaż Peregrinus okazał się człowiekiem rozsądnym i zrobił to, co Sebastian powinien zrobić już dawno temu (czyt. kilkadziesiąt sekund wcześniej) i odsunął się od całego zamieszania. Macmillan nie zdążył nawet jakkolwiek zareagować, bo Longbottom zaczęła dobijać ich trupa. — Święta Matko, ty która sprawujesz pieczę nad siłami natury... — pomodlił się krótko, wykonując ruchem dłoni bliżej nieokreślony symbol. Serce biło mu jak oszalałe: zarówno przez nagłe zmiany w poznaniu związane z przełamaniem magii ingerującej w emocje, jak i adrenalinę, która krążyła w jego żyłach przez to całe starcie. Które - dzięki niech będą wszystkim świętym - dobiegło końca. A wtedy Longbottom (bo kto inny) postanowiła raz na zawsze przekreślić ich szansę na to, aby uniknąć kolejnych wypadków tego dnia. W poprzednim życiu musiałem dużo nagrzeszyć, pomyślał przelotnie, jednak zanim zdążył zbesztać koleżankę, odezwał się Peregrinus. — No właśnie — przyznał rację Trelawneyowi, zakładając ręce na piersi i wbijając wyczekujące spojrzenie w Longbottom. — Może wypadałoby dopiąć do końca jedną sprawę do końca, zamiast skakać z jednego miejsca w drugie, jak pszczółka z kwiatka na kwiatek, panno Longbottom. Westchnął przeciągle i opuścił dłonie, po czym wbił spojrzenie w niebo, szepcząc bezgłośne ''z kim ja muszę pracować''. Wiedziony instynktem, jak i doświadczeniem zawodowym, w pierwszej chwili chciał udać się prosto do kryształowej czaszki i spróbować ją jakoś zabezpieczyć. Ciężko było mu jednak zignorować Stewarda. Zwłaszcza takiego, który chyba był w niewiele mniejszym szoku niż on i... był pozbawiony koszuli. — Patrick? — Podszedł do mężczyzny, kładąc mu ostrożnie dłoń na ramieniu. — Czy wszystko... Żyjesz? — poprawił się, odzywając się do niego dużo łagodniejszym tonem niż w stosunku do Brenny. Spróbował poklepać aurora po ramieniu, jednak wtedy zdał sobie sprawę, że ten cały się klei. Ludzki pot. — Powinieneś się umyć, jak wrócisz do ośrodka. Jak najszybciej. Cofnął rękę z przepraszającą miną, po czym przesunął się bliżej okrytego artefaktu, wycierając przy okazji dłoń o i tak już brudne spodnie. Praca w terenie. Phi. Chyba nawet na wykopaliskach Cathala tak się nie brudził na co dzień. RE: [10.08.72] Windermere. Las przesiąknięty znanym złem - Atreus Bulstrode - 20.06.2024 Jest bezpieczna. Oczywiście, że była bezpieczna. Przecież fiolet chronił, ale z jakiegoś powodu musiał to usłyszeć od kogoś innego. Dopiero wtedy nerwy przynajmniej nieco się uspokoiły. Przynajmniej w tej kwestii. Niby nie łączyła ich już więź, którą obdarował ich rytuał Beltane, ale coś z tyłu głowy działało w podobny sposób, wprawiając ciało w stan napięcia, szczególnie kiedy jeszcze przed chwilą nieumarły pełzł w jej stronę, podczas gdy ona się od niego odczołgiwała. Patrick przepchnął się przed Macmillana, a Peregrinus, chyba z nich wszystkich najrozsądniejszy, cofnął się od całej tej scenki. Jako jedyny spośród nich nie pracował w Ministerstwie, więc nawet go nie winił, tak samo z resztą jak nie winiłby Sebastiana, gdyby zdecydował się na to samo. A potem Longbottom dobiła trupa i przynajmniej chwilowo mieli możliwość skoncentrować się na czymś innym. - Rośliny? - zmarszczył brwi. - Nie idziemy. Musimy zająć się czaszką - rzucił stanowczo, próbując sobie jakoś poukładać priorytety. Oczywiście, mordercza flora była problemem, ale... - Patrick, co jeśli to czerń? Skoro fiolet chroni, a całe Windermere jest w nim skąpane, to co jeśli atakuje osoby, które pochłania właśnie czerń? - uśmiechnął się nawet, ale chyba bardziej ze zmęczenia. Odetchnął głęboko, a potem drgnął, jakby się na czymś złapał. - W Windermere walczą dwie aury, czarna i fioletowa. Pierwsza panuje nad jeziorem, no i tutaj. Fiolet zajmuje cały ośrodek, ale oprócz tego oddziałują także na ludzi. Oblepiają ich aury, zaburzają to jak postrzegają to co się dzieje dookoła. Fiolet chroni, ale czerń... - poczuł się w obowiązku chociaż nieco wytłumaczyć reszcie, o co w ogóle chodziło. Może dzięki temu mogli lepiej zrozumieć co nimi kierowało, jeśli tak jak jemu odpuściło działanie czarnej aury. - Ta czaszka wymęczyła nas przez ostatnich parę godzin. Nie mogę już nawet na nią patrzeć - rzucił z obrzydzeniem wręcz, samemu wyglądając na dokładnie tak samo zmarniałego jak Patrick. No, tyle tylko że w przeciwieństwie do niego miał na sobie koszulę. - Możesz się nią zająć, prawda? Potrzebujesz czegoś od nas? - zapytał, zwracając się do samego egzorcysty, stojącego teraz przy zapoconym Stewardzie. Potem wreszcie rzucił zaklęcie, będące wariacją zwykłego revelio lub też homenum revelio. Chciał jednak, żeby zamiast osób, zaklęcie pokazało mu czy w ich pobliżu znajdowali się teraz nieumarli, czy może mieli chociaż chwilę faktycznego spokoju. Zależało mu na tym, żeby zaklęcie rozlało się dookoła nich po okręgu, obejmując jak największy obszar, a jeśli natrafi na poszukiwany cel najlepiej podświetliło go widoczną wiązką magii. dosłownie nie wiem co robię, bo nie jestem pewna jak tego typu zaklęcia wyglądały lorowo, a chciałam spróbować je wykorzystać. W jakichś tam opisach jest wspomniane, że takie homenum revelio pokazuje znalezione osoby znacznikiem ale jak to działa? Więc dałam tak. Nie jestem też pewna na co rzucać więc rzucam na kształtowanie (rozważałam to albo rozproszenie) kształtowanie na znalezienie trupów [roll=PO] [roll=PO] |