![]() |
|
[10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150) +---- Wątek: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) (/showthread.php?tid=3278) |
RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Isaac Bagshot - 17.06.2024 Zdrada jest czymś, co większość ludzi uważała za niewybaczalne, a Isaac naprawdę był pewien, że Owen jest zdrajcą. Nie potrafił się jednak na niego za to gniewać. A dlaczego? Ponieważ życie nie jest czarno-białe, a on wierzył, że ludzie nie są tak po prostu “źli”. Zawsze starał się patrzeć na wszystko z różnych perspektyw. Kiedy więc wrócił do domu po kłótni z kuzynem, przystanął w ogrodzie i paląc papierosa za papierosem, bardzo intensywnie myślał. Pierwszym pytaniem jakie sobie zadał, było: Co mogło skłonić Owena do tego, żeby go zdradził? Może czuł się zagrożony, chciał chronić siebie oraz swoich bliskich? Czasem okoliczności są bardziej skomplikowane, niż można to dostrzec na pierwszy rzut oka. Isaac starał się postawić w jego sytuacji, myślał o presji jaką mógł odczuwać Owen. O lękach, które mogły go dręczyć. Może miał wrażenie, że nie ma innego wyjścia, że jego działania, choć bolesne dla innych, były jedynym sposobem na przetrwanie lub ochronę tego, co dla niego ważne. W końcu każdy z nas może znaleźć się w sytuacji, w której podejmuje trudne decyzje pod wpływem stresu czy strachu, prawda? Choć zdrada jest bolesna i trudna do zaakceptowania, starał się widzieć za nią człowieka, który zmaga się z własnymi demonami, trudnymi wyborami i sytuacjami, których może w pełni nie rozumieć. Nie było to łatwe, ale chciał zrozumieć i wybaczyć, bo wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, popełniamy błędy, szukamy wyjść z trudnych sytuacji na różne, czasem błędne, sposoby. Dlatego właśnie ucieszył się na widok Owena. A kiedy go zobaczył, myśl o zdradzie kompletnie wyleciała z jego głowy. Isaac słuchał o czym dyskutowała reszta grupy, ale najbardziej skupiony był na swoim kuzynie. Postanowił zgodzić się z ich pomysłami, więc nie oponował kiedy Penny malowała na jego twarzy symbole, i zgodził się iść wybraną przez nich drogą. Gotów był pomoc Owenowi, jeśli ten miałby mieć problemy z chodzeniem. Nie zamierzał również dźgać więcej korzeni. A przynajmniej na razie. - Ja też przepraszam. Ale pamiętaj, że jesteś mi winny wiadro truskawek i będziesz MUSIAŁ zdać mi całą relację z tego co robiłeś i co się z tobą działo.- Mówił, wyciągając z kieszeni zmiętą paczkę papierosów.- Może to być ten sam czarnoksiężnik, po którym znaleziono wcześniej pozostałości po rytuałach na mokradłach. Była tam czaszka, w której zaklęto dusze zmarłych i z której czerpał energię.- Zmarszczył lekko brwi. Kiedy ruszyli za grupą, nachylił się nieco bliżej kuzyna.- Naprawdę włamałeś się do grobowca?- Szepnął, a Owen mógł zobaczyć w jego oczach iskierki rozbawienia. Gniótł w dłoniach papierosy, czując że naprawdę musi zapalić. RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Norvel Twonk - 18.06.2024 Owen uśmiechnął się przepraszająco. - Mam taki zwyczaj, że kiedy coś przychodzi mi do głowy, od razu staram się to zapisać. Gdziekolwiek – wyjaśnił Millie. Poniekąd odpowiedział także, skąd jego notatki mogły się znaleźć w różnych miejscach Ośrodka Windermere. I czemu Penny z Peppą znalazły porysowaną mapę. Jubilerce zresztą też od razu przytaknął, gdy zapytała o daty. – Chodzi o to, że rytuał słabnie z czasem, więc i obejmuje mniejszy teren. Na tej mapie, którą poznaczyłem, było to całkiem dobrze widać. Najazd Szkotów na Carlisle miał miejsce na początku sierpnia, dlatego udało im się niemal wejść do Katedry. Jestem pewien, że gdyby spróbowali zaatakować dziesiątego sierpnia, nie zdołaliby nawet wejść za miejskie mury. Pewnie w ogóle wycofaliby się od razu, gdy tylko wkroczyliby na tereny, na których oddziaływała magia. – Westchnął, znowu łapiąc się na tym, że prawie zaczął dawać wykład. – Ośrodek. Wyspa. Katedra. Wszystkie trzy zawsze pozostawały pod wpływem magii, założyłem więc, że w tych miejscach musi tkwić coś co dodatkowo ją wzmacnia – dodał, tym razem pilnując się by mówić krótko i na temat. – I tak. Myślałem, że może coś jest ukryte w krypcie biskupa. Niestety, nie dane mi było tam wejść. No cóż. Owen Bagshot był tylko historykiem. Marnie sobie radził z włamywaniem a miejscowy proboszcz najwyraźniej niespecjalnie chciał gościć kogoś w katakumbach. - Niczego nie znalazłem ani na wyspie, ani w ośrodku – uprzedził na wszelki wypadek, gdyby chcieli go o to zapytać. – I nie, nie widziałem tu żadnych dzikich ludzi zamieniających się w dzikie zwierzęta. Tylko nieumarłych. I jednego wyjątkowo natrętnego selkie. Owen pochylił głowę w dół, by Penny łatwiej było namalować mu na twarzy runy ochronne. Kiedy to robiła, zamknął oczy, nie chcąc jej dodatkowo rozpraszać. Powrót do tunelu, który wcześniej pominął Isaac z Basiliusem, zajął całej grupie chwilę czasu. Obydwaj mężczyźni jeszcze raz przemierzali trasę, którą zdążyli już poznać, ale dla reszty choć była ona swoistą nowiną, mogła wydać się… całkiem podobna do tego, co widzieli już wcześniej. Ciągle poruszali się pod ziemią, po nienaturalnych, wydrążonych w ziemi tunelach i kawernach ze sklepieniami utkanymi z korzeni. Minęli rozczłonkowane truchło żywego trupa, przecisnęli się przez kolejny wąski tunel i wreszcie dotarli do kawerny, w której na samym początku wylądował Isaac i Basilius. By przejść tunelem, który mężczyźni pominęli wcześniej, musieli mocno pochylać głowy. Owen oddychał przy tym dość ciężko, najwyraźniej zmęczenie znowu zaczęło mu się dawać we znaki. Korzenie zwisały nad ich głowami. Przy nierozsądnym ruchu, łatwo było dosłownie, wsadzić między nie własną głowę. - Próbowałem – odszepnął Owen Isaacowi. – Ta czaszka brzmi jak rodzaj wyjątkowo paskudnej nekromancji. Idące przodem Millie z Penny pierwsze zaczęły dostrzegać zmiany. Najpierw subtelne. Światło różdżek pokazywało im zieleniejącą w środku podziemi kępkę trawki lub rozkwitłą na ścianie stokrotkę. Wreszcie tunel zaczął się zwężać, by wreszcie zakończyć się… czymś osobliwym. Z jednej strony wyglądało na to, że tunel był ślepy i kończył się ścianą. Z drugiej… jaka to była ściana. Mimo ciemności, w których zazwyczaj pozostawała, wydawała się skąpana w zielonej roślinności. Widzieli bluszcz, bez, usiane w trawie polne kwiaty. Czuli ich zapachy. Millie zyskała również swoją niespodziankę, gdy usłyszała, wszyscy usłyszeli, stłumione głosy, dochodzące jakby z drugiej strony. Brygadzistka rozpoznała wśród nich głos Morpheusa Longbottoma. @Penny Weasley @Millie Moody @Isaac Bagshot @Basilius Prewett Czas na odpis do 20.06 godz. 21.00
/Tak, moi drodzy, znajdujecie się właśnie po drugiej stronie, za ścianą kurhanu, w którym tkwią Morpheus, Ambrosia i Alexander. Możecie się spróbować z nimi skomunikować. RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Millie Moody - 18.06.2024 Podziękowała Penny za runy i zgodnie z resztą ekipy ruszyła wspomnianym przez chłopaków korytarzem. – Ale dziś jest 10 sierpnia. Czyli... Jeśli udałoby się nam zrobić rytuał jeszcze raz, to magia ochronna by wygrała? – A może wzmocniłoby to infekującą ją czerń? Cholera, były powody dla których Mildred nie podchodziła do stażu i egzaminów na detektywa czy aurora i to był jeden z nich. Za dużo możliwości, a każda z nich wydawała się dobra. – Ha! Czyli jednak byli tu nieumarli, my na żadnego nie zdążyliśmy trafić. – korzystała z okazji by trochę porozmawiać, na tyle na ile to było wygodne w ciasnym korytarzu. Ciemność i ciasność nie były zbyt miłe i pożądane, kuliła się by uniknąć korzeni, pomagała jeśli było potrzeba komuś się przecisnąć, lub zabezpieczyć przed upadkiem. Zmiana otoczenia, inne rośliny, zapachy, to wszystko gruntowało nadzieję na ratunek. Jeszcze moment i nawet jeśli korytarz byłby ślepy, na pewno łatwiej będzie im się przebić transmutacją na powierzchnię. Już miała proponować przejście do planu B jak Brawurowa Transmutacja przejścia, gdy zdała sobie sprawę, że po drugiej stronie słychać głosy. – Morfina! – jej brudną od potu i ziemi twarz rozjaśniła (nawet bardziej niż bladobłękitny lumos) niekwestionowana radość, gdy zdała sobie sprawę z tego czyj był jeden z głosów. Przyłożyła różdżkę do gardła by wzmocnić swoje okrzyki kierowane w stronę ściany. – Morpheus! Morpheus! Jesteśmy za ścianą! Jesteśmy tutaj! Znaleźliśmy Owena Bagshota, jest ze mną Penny, Isaac i Basilius! Dobra transmutujmy to w przejście! – Wierzyła szkoleniem, że grunt to odpowiednia komunikacja, jeśli ich zasypie, to będzie wiadomo kogo konkretnie zasypało. – Spróbuję zrobić nad nami tarczę, jakby sufit chciał nas powstrzymać. – dodała jeszcze, już bez różdżki przy gardle, bo z transmutacji była noga, a tarczowała swoich sojuszników przez większość starć. Przygryzła wargę skupiając się na zaklęciu, które miałoby utworzyć nad ich głowami parasol ochronny, mający odpychać ewentualne zachłanne witki ożywionej fauny. Rozproszenie III na tarczę nad głowami osób zgromadzonych przy ścianie zieleni - potencjalnych drzwiach
[roll=Z] [roll=Z] RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Penny Weasley - 18.06.2024 To brzmiało całkiem interesująco. I gdyby tylko okoliczności były inne, Penny bardzo chętnie wypytałaby Owena o wszystko, co wiązało się ze wspomnianym rytuałem. Tego typu kwestie zawsze przyciągały jej uwagę. Wiązało się z tym tyle możliwości... - Może znaczenie ma punkt, który znajdywałby się wewnątrz wyznaczonego w ten sposób obszaru? W równej odległości od tych trzech miejsc? - zapytała. Była to pierwsza opcja, jaka przyszła jej na myśl. Nie musiała zarazem mieć w ogóle sensu. O kryptę natomiast już w żaden sposób nie dopytywała. Skupiła się na tym, aby dokończyć nakładanie run na twarzach każdego z czarodziejów. Słysząc o nieumarłym, wzdrygnęła się. O mały włos nie pomyliłaby się przez to podczas nakładania run na twarz Isaaca. Na szczęście, jako rzemieślniczka miała w tym sporą wprawę. Z runami pracowała prawie każdego dnia. - Selkie? - zamiast o nieumarłych, postanowiła wypytać o selkie. Słyszała o nich, nigdy jednak nie miała z nimi styczności. Opcja, w której obok siebie występowali nieumarli, selkie i jakiś czarnoksiężnik? I jeszcze te napotkanie ciało trytona? Czy ona w ogóle chciała się nad tym wszystkim zastanawiać? Analizować? Dopytywać o kolejne szczegóły? Ruszyła korytarzem. Krok w krok za Millie. Docierając wreszcie do... jego końca? Dziwnej ściany. Pełnej roślinności, tak nie pasującej do tego, co dane było im do tej pory oglądać. Penny nie zastanawiała się zbyt długo. Zdecydowała się podejść bliżej. Uważniej to wszystko zbadać. Obejrzeć z pomocą światła, jakie zapewniała przez cały czas różdżka. Zdążyła nawet dotknąć ją dłonią, nim Millie zaczęła krzyczeć. Morpheus?! Skupiła się na głosach, które dobiegały z drugiej strony. Niestety, sama nie była w stanie rozpoznać żadnego z nich. Musiała więc zaufać Millie, że jeden z nich faktycznie należał do Morpheusa. Tylko kto Longbottomowi towarzyszył? Przeszło jej to przez myśl, tak jakby ta kwestia w ogóle miała znaczenie. Jakiekolwiek znaczenie. Niepewnie spojrzała na Moody, kiedy ta zdecydowała, że w ruch kolejny raz ma pójść transmutacja. Miała wątpliwości czy to wystarczy. Zwłaszcza, gdyby miała zająć się tym sama. Nigdy dotąd nie starała się przecież przy pomocy tego rodzaju magii stworzyć przejścia. Nie to, że nie było to możliwe, ale... - Ktoś z nas potrafi względnie dobrze posłużyć się transmutacją? - zdecydowała się zapytać, wybadać grunt. To, że sama cokolwiek umiała, musiało być dla innych oczywiste, skoro uratowała w ten sposób Bagshota. Szkopół w tym, że miała w tamtym momencie naprawdę dużo szczęścia. Teraz zaś wcale to szczęście nie musiało jej ponownie dopisać. Odczekała chwilę, i jeśli tylko pozostali się zadeklarowali, kontynuowała. - Skupmy się na jednym miejscu, spróbujmy transmutować część tej ściany w przejście, choćby niewielkie. Nie zamierzała szukać innych rozwiązań, skoro Millie uznała te za najlepsze. Zwłaszcza, że sama nie miała w tym przypadku żadnego, sensownego pomysłu. Innej opcji, którą mogłaby przedstawić. Zaproponować. Kiedy wszystko było gotowe, machnęła różdżką, wybierając konkretne miejsce i starając się właśnie w nim stworzyć przejście. Niech to się uda, niech to się uda - powtarzała sobie przez cały czas w myślach, mając nadzieje, że nic się tutaj zaraz nie zjebie. dwie próby stworzenia przejścia w ścianie przy pomocy transmutacji [roll=N] [roll=N] RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Basilius Prewett - 18.06.2024 – Rytuał został już odprawiony – mruknął Basilius na pytanie Millie, idąc pochylony niskim tunelem, który wcześniej pominęli z Isaaciem. – Gdy byliśmy dzisiaj w Carlise było już po nim, ale nie sądziłem... Hm, myślałem, że to jedynie tradycja, nie sądziłem, że spalenie jedynie kukły wystarczy, by go wzmocnić. Zakładałem, że ktoś tu regularnie składa w ofierze ludzi. – Na Matkę, to był mimo wszystko naprawdę porządny i przydatny czarnomagiczny rytuał. Szkoda tylko, że no... Był czarnomagiczny i wymagał ofiary z człowie, bo ciężko było mu zaprzeczyć mógłby się przydać na przykład do zabezpieczenia Świętego Munga. Niestety mordowanie ludzi to było dla niego za dużo, nawet w ramach zapłaty za bezpieczeństwo. – Pytanie tylko, czy przez jego wypaczenie ochrona w ogóle działa. A jeśli działa, to czy nie traktuje nas jako intruzów. Nie jesteśmy w końcu stąd. O natrętnym selkie nawet nie chciał teraz myśleć, uznając, że lepiej było przyjąć taktykę jeden problem na raz, a problemów już i tak było więcej, niż jeden. Po pierwsze dalej siedzieli pod ziemią, po drugie Bagshot znowu tracił siły, po trzecie gdzieś mogły czaić się żywe trupy, gotowe zabić ich do współki z korzeniami, po czwarte dalej nie wiedział co z ich przyjaciółmi na powierzchni. Po piąte Millie właśnie zaczęła słyszeć głosy. Na całe szczęście szybko się okazało, że nie tylko ona, a on sam po chwili również rozpoznał głos ciastowego maniaka Morpheusa Longbottoma. Sam Basilius jednak nie krzyczał, a gdy Millie rzuciła na nich tarczę, zerknął porozumiewawczo na Penny i wraz z czarownicą spróbował utworzyć przejście na drugą stronę korytarza. Rzut na transmutację (N) [roll=N] [roll=N] RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Isaac Bagshot - 20.06.2024 Isaac doskonale rozumiał, dlaczego Owen wygłaszał wykład. Często robił tak samo, chcąc jak najdokładniej przedstawić słuchaczowi dany temat. Zawsze uważał swoich rozmówców za ludzi na poziomie, których nie powinna przytłoczyć ilość przekazywanych informacji. Nie każdy lubił być lekturowany, ale ludzie zazwyczaj byli bardzo zainteresowani oraz wdzięczni za poszerzenie horyzontów. - Owen, jak myślisz, czego dokładnie chciał chronić biskup i dlaczego? Mogło chodzić mu tylko o ludzi i pobliskie tereny?- Zapytał, włączając się do rozmowy. - Dobrze, że palą tylko kukły. I to miejsce zdecydowanie może traktować nas jak intruzów, korzenie nie wydają się przyjaźnie nastawione.- Odpowiedział Basiliusowi, kiedy przeciskali się przez ciasny korytarz. Pierwszy raz w życiu żałował, że był wysoki. Gdyby odziedziczył wzrost po ojcu to... pewnie w pakiecie dostałby również przedwczesne wypadanie włosów i predyspozycje do tycia... nieeee, chyba jednak jest dobrze, tak jak jest. Przez całą drogę, Isaac starał się pomagać wycieńczonemu Owenowi. Widział, że było mu ciężko, więc pilnował aby kuzyn nie zrobił sobie większej krzywdy. Kiedy znaleźli się w zupełnie nowym miejscu i usłyszał głosy zza "ściany", miał nadzieję że to już koniec ich wędrówki. Miał dosyć tego miejsca. - Ja z transmutacji jestem trochę noga, ale wyczaruję nam dyskotekową kule.- Odpowiedział i złapał pewniej różdżkę. Chciał wyczarować iluzję w postaci kuli, która miała oświetlić miejsce w którym się znajdowali. Miał nadzieję, że to o oślepi trochę korzenie, które wcześniej reagowały na światło pochodzące z ich różdżek. Zauroczenie na wyczarowanie kuli dającej światło - PO [roll=PO] [roll=PO] RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Norvel Twonk - 21.06.2024 Owen przytaknął odruchowo. - To na pewno – zgodził się z Penny. Teraz nie pamiętał wszystkich informacji, które naniósł na mapę, ale był więcej niż pewien, że istniał, mniej więcej, stały teren, który był całkowicie omijany przez różnego rodzaju nieszczęścia. I na pewno był on ściśle powiązany ze wskazanymi przez niego punktami. – Widziałem selkie parę razy, kiedy przychodziłem wieczorem na molo. To jeden z niewielu momentów w nocy, kiedy można tam w ciszy posiedzieć i popatrzeć na wodę. Ilekroć stał tam z papierosem w ręku, tylekroć właściwie go spotkał. Czasem tylko w formie pluskającej w pobliżu wody, czasem znajdując utkwione w sobie focze oczy a czasem dostrzegając wyłaniającą się na brzeg całą fokę. Później, kiedy Penny, Millie, Isaac i Basilius naradzali się i ugadywali nad tym, jak sforsować ścianę, po prostu słuchał, spoglądając na zieleniejącą w ciemnościach ścianę z pewnym niedowierzaniem. W jego oczach wyglądała jak wzorcowy przykład anomalii magicznej. Westchnął, gdy jego kuzyn wyczarował jeszcze większą kulę światła a ta jeszcze lepiej ukazała im miejsce, w którym się znaleźli. Znajdujące się u sklepienia korzenie przypominały wielkie robaki. Wiły się w różne strony, poruszały reagując na magię. - Pomogę wam – wtrącił, dołączając do Penny i Basiliusa, przy próbie utworzenia za pomocą transmutacji wyłomu w ścianie. Pozostało im mieć tylko nadzieję, że tarcza Millie wystarczy, by powstrzymać potencjalny atak korzeni. Początkowo nic się nie stało. Ściana zieleni zaczęła się delikatnie wycofywać, formować w wyłom, najpierw malutki, maciupki, potem większy, sporo większy, wreszcie na tyle duży by przeciskając się mogli przedostać się na drugą stronę, znowu w… ścianę zieleni? Ale wystarczyła drobna próba formowania dalej, ledwie prześwietlenie na długość łokcia, by natura przestała być tak spolegliwa. Znajdujący się najbliżej tworzonego przejścia Penny i Basilius jako pierwsi dostrzegli wpadające do środka światło promieni słonecznych. Dostrzegli komnatę skąpaną w kwiatach z katafalkiem i wreszcie Morpheusa Longbottoma, Ambrosię MacKinnon i Alexandra Mulcibera. Mulciber właśnie splatał jakiś czar. Ambrosia stała. Kilka kroków przed Morpheusem znajdował się żywy trup. Millie dla odmiany, jako pierwsza pojęła, że natura nie podda się tak łatwo. Z początku transmutacji ściany w przejście, korzenie tylko lizały wyczarowaną przez nią tarczę, badały ją, jakby z zaciekawieniem. Nie wydawały się agresywne i będąc zupełnie szczerym, mogła być z siebie dumna, bo wyczarowała naprawdę solidną ochronę. To poruszenie kolejnej ściany zieleni, krok za daleko, sprawił że postanowiły zaatakować. I już nie były ciekawe. Nie były badające. Naparły na tarczę z niezrównaną siłą wielu, w pierwszej sekundzie tylko ją naruszając, w kolejnej Millie poczuła jak zasłona drży. Nie mieli czasu, trzeba było jak najszybciej rzucać się do uformowanego przejścia i liczyć na to, że zdąży się przejść zanim pochwycą ich korzenie. Pierwszym, który miał paść ich łupem okazał się Isaac, wystrzeliły ku niemu, z miejsca oplatając się wokół jego nóg. - Nie stój tak, szybko! – krzyknął Owen, machnięciem różdżki przecinając je i uwalniając kuzyna. Złapał go też za rękę i pociągnął ku sobie, by za moment popchnąć dalej, ku uformowanemu przejściu. @Isaac Bagshot @Penny Weasley @Millie Moody @Basilius Prewett Czas na odpis do 23.06, godz. 21.00
/w tej turze odpisujecie jeszcze tutaj. Jeśli wszystko się powiedzie, w następnej dołączycie do Morpheusa/Alexandra i Ambrosii. rzuty kośćmi RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Isaac Bagshot - 21.06.2024 Isaac nie zdążył nawet dobrze przyjrzeć się swojej kuli dyskotekowej, kiedy poczuł, że zimne, szorstkie korzenie oplatają się wokół jego kostek. Zachwiał się, próbując utrzymać równowagę. Nie czuł strachu, a irytację, która wezbrała w nim na widok atakujących go pędów. Chciał spalić te wredne bambusy, które zagrażały nie tylko jemu, ale i wszystkim tu zebranym. Dobrze więc, że Owen był szybszy, bo prawdopodobnie mieliby tu zaraz ognisko. Nawet Bagshot potrafił stracić cierpliwość. - Wredne chu…- Zaczął, jednak nie dane mu było skończyć, ponieważ kuzyn złapał go za rękę, a potem popchnął w stronę wytworzonej dzięki transmutacji dziury. Isaac zdecydowanie się tego nie spodziewał. Gdyby to od niego zależało, to wolałby przejść ostatni, nawet jeśli miałby siłować się z pędami. Kiedy wylądował po drugiej stronie, padł na czworaka. Wgniótł w trawę paczkę papierosów, którą tak namiętnie ściskał w lewej dłoni. W prawej nadal miał różdżkę. Nie obchodziło go to, co działo się przed nim. Od razu odwrócił się w stronę swoich towarzyszy, mając nadzieję, że uda im się wydostać. - Owen! MILLY!- Krzyknął z pretensją w głosie. Kuzyn zrobił z nim co chciał, a Isaac bardzo nie lubił nie mieć kontroli nad tym, do zamierzał robić. Zawsze starał się być z tyłu grupy, żeby mieć pewność, że nikt się nie zgubi. Musiał widzieć wszystkich, i nie przeszkadzało mu, że to inni przewodzili albo decydowali, co trzeba zrobić. Nie miał parcia, żeby być liderem. Po prostu chciał mieć oko na każdego. Czy czuł więc, że dzisiejszego dnia na coś się przydał? Otóż nie. RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Penny Weasley - 22.06.2024 Z początku wydawało się, że podejmowane przez nich działania nie przynosiły większych rezultatów. Wszystko działo się wolno. Zdawało się prowadzić donikąd. Niby udawało im się stworzyć wyłom, ale po jego drugiej stronie znajdywała się tylko kolejna ściana zieleni. Penny trochę się z tego powodu denerwowała. Możliwe nawet, że z tych nerwów była mniej skuteczna od Owena i Basiliusa. Nieco więcej opanowania zyskała, kiedy wreszcie udało jej się dostrzec to, co było po drugiej stronie. Ambrosia, Morpheus i jakiś trzeci czarodziej, którego nie znała. - Rosie?! - zawołała, tym samym dając blondynce znać, że jest tutaj; że oni wszyscy są tutaj. Nie zamierzała już podejmować kolejnych prób zdziałania czegoś więcej przy pomocy transmutacji. Nie wydawało się to mieć większego sensu. Dlatego też w następnej chwili, po prostu rzuciła się w stronę powstałego przejścia. Tego samego, przez które poleciał Isaac. Nie miało znaczenia, co miało miejsce po drugiej stronie. Liczyło się tylko to, żeby wydostać się z tego tunelu i umknąć korzeniom, które prędzej czy później zapewne dałyby im się porządnie we znaki. To podpowiadał zdrowy rozsądek, którego Penny zbyt wiele nie posiadała. Nie zwracając uwagi na to, że przecież była drobną dziewczyną, po prostu rzuciła się, starając przedostać się na drugą stronę. Dopiero będąc w ruchu, dopiero przeciskając się w stronę trójki czarodziejów, dostrzegła towarzyszącego im żywego trupa. Rozszerzyła oczy. Zrozumiała, że być może przyjdzie im teraz wpaść z deszczu pod rynnę, ale... było za późno, żeby się wycofać. Zwłaszcza, że z tym wycofaniem się, to jakoś tak nie za bardzo mieli dokąd. Nie uśmiechało jej się koegzystowanie z żywymi korzeniami. A i one nie zdawały się chętne do tego, aby na stałe przyjąć lokatorów. Cały czas ściskając w ręku różdżkę, była gotowana na to, aby w przypadku sukcesu z przedostaniem się do komnaty, wykonać kolejny ruch. Akcje. Zareagować na to, co tam się działo. I może jakoś pomóc. [roll=N] [roll=N] aktywność fizyczna, czy uda mi się przedostać? RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Millie Moody - 23.06.2024 Jej tarcza była dobra, w myśl zasady służyć i kurwa chronić, liżące ją korzenie przerażały ale też fascynowały, lśniące w magicznym świetle. Tarcza była dobra, ale nie wystarczająco dobra. Impreza znów się skończyła. Impet roztrzaskał ochronne zaklęcie, a Moody niemalże zachwiała się od tego ciosu, który wniknął do środka i oplótł kostki Isaakowi. Odwróciła się w stronę mężczyzn słysząc oskarżenie w głosie Isaaca, gdy Penny przemknęła korytarzem do ekipy z Departamentu Tajemnic. – Zapierdalaj! – krzyknęła motywacyjnie do Bagshota, schodząc mu z drogi do wyjścia, cofając się ten jeden krok by przypilnować, że wyjdzie stąd ostatnia.– Owen ruchy! – Zamachnęła się różdżką by uformować falę odpychającą od nich ubłocone roślinne ramiona, uniemożliwić im oplecenie kogokolwiek więcej, magiczny ciąg przylepiający je do ściany, nie chciała eskalować sytuacji atakiem. A potem, oczywiście też zamierzała, jako ostatnia przedostać się zielonym korytarzem do reszty grupy. Translokacja IV na przyciskanie korzeni do ściany tunelu [roll=PO] [roll=PO] |