![]() |
|
[10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150) +---- Wątek: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem (/showthread.php?tid=3279) |
RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Norvel Twonk - 16.06.2024 Półmglista postać nie odpowiedziała Ambrosii. Nie była duchem. Nie była chyba nawet świadoma tego, co właściwie zrobiła. Była wspomnieniem, esencją kogoś, kto żył dawno temu i kto zmarł dawno temu. W jakiś sposób została zapamiętana w magii, którą tknęło to miejsce. Gdy McKinnon usiadła, zakręciło się jej w głowie. Uzdrowienie następowało powoli, ale działało – czuła wzbierającą w niej energię, bolało coraz mniej, mogła oddychać. Morpheus poczuł ból, gdy jego prawa stopa zetknęła się z ziemią. Zsunął się na tyle niefortunnie, że coś musiało stać się z jego prawą kostką. Mógł iść, ale wolniej – przy każdym kroku czuł pulsująco-piekące kłucie w nodze. Rozglądając się po komnacie nagrobnej (w średnicy sięgającej maksymalnie dziesięciu metrów) – tym w końcu było to miejsce, Longbottom zauważył to, co wcześniej dostrzegła Ambrosia. Mimo wcześniejszego braku światła słonecznego, to miejsce tonęło w bujnej roślinności. Kwiaty porastały ziemię dookoła kamiennej płyty i spoczywającej na niej Triony. Były różne: róże przeplatały się z dzwonkami z polnymi stokrotkami, z makiem, z fiołkami, etc. Ściany tego miejsca również były pokryte bogatą roślinnością. Widział krzak bzu nie mający prawa rosnąć w takim miejscu a jednak rosnący, rozkwitnięty, zapach fioletowych kwiatów uderzał w nos. Po ścianach pięły się bluszcze przeplatające się z korzeniami, trawą, kolorowymi pierwiosnkami. Nie widział tunelu – choć ten mógł gdzieś być, skryty za wodospadem zieleni. Alexander dostrzegł dokładnie to samo, co wcześniej Ambrosia. Na płycie nagrobnej widniał napis: zielarka Triona. Tylko tyle. Choć spoglądając na sam owinięty w sukienkę szkielet, dostrzegał również, że po niego także sięgnęła natura. Pąki róż owijały się wokół kościanego nadgarstka; bluszcz rozrastał się pod czaszką, jakby próbował zrobić poduszkę. Gdzieś między spojrzeniem Alexandra na nagrobną płytkę, kolejnym oddechem Ambrosii, błądzącym wzrokiem Morpheusa po kurhanie i sięgnięciem Peppy po notatki, coś uległo zmianie. Pozornie (jak bardzo miała się niedługo przekonać panna Potter) jakby nic się nie wydarzyło, ot niektórzy zaczęli zdawać sobie sprawę z irracjonalności własnych negatywnych emocji. Czemu dali się ponieść tym bredniom? A potem Peppa podniosła wzrok w stronę jeziora. W notatkach miała tyle, że każdego roku miejscowi powtarzali zwyczaj palenia słomianej kukły na stosie. Ostatnią spalili w noc zniknięcia Bagshota. Jeśli więc nieświadomie powtarzali jakiś rytuał to właśnie nabrał on pełnię swojej mocy. Jezioro zafalowało niespokojnie. Ktoś się chyba kąpał. A potem – w wyłaniających się z jeziora trzech sylwetkach, Peppa rozpoznała żywe trupy. Szły w jej stronę, choć raczej nie ona była ich celem. @Peppa Potter @Ambrosia McKinnon @Alexander Mulciber @Morpheus Longbottom Czas na odpis do 18.06, godz. 21.00
rzuty kośćmi /postacie, które w 1 etapie Windermere wylosowały negatywne emocje, właśnie zdały sobie sprawę z tego, jak bardzo te były nieprawdziwe RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Peppa Potter - 16.06.2024 Gdy zaczęła wyciągać notatki, coś jej się przypomniało. Mężczyzna, któremu przypadkiem wydano klucz do jej domku. Czemu wtedy wydawał jej się taki oszałamiający i idealny? Czemu zazdrościła mu nawet jego badziewnego stroju? Prychnęła pod nosem. Jakie to było bez sensu. Przecież nigdy wcześniej nie porównywała się do tak przypadkowych ludzi. Notatki nie pomogły za wiele, ale jednak jakaś informacja się w nich pojawiła. — Ludzie mają tutaj tradycję palenia słomianej kukły na stosie. Robią to co roku. Ostatnią spalili w noc zniknięcia Bagshota. Niestety nie znalazłam, co dokładniej ma to symbolizować, więc być może to coś nieprzychylnego dla nas... i Bagshota — krzyknęła na tyle głośno, by osoby w dole ją usłyszały. A po chwili krzyknęła ponownie, ale tym razem to nawet martwa Triona by usłyszała, jak i być może ewentualni pozostali w Windermere. Zbladła, zamarła na chwilę, po czym chorobliwie zaczęła cofać się, nie zważając na pozostawioną torbę i notatki. Krzyknęła znów kilka nieskładnych sylab, z których reszta mogła poskładać dopiero ostatnie z nich — Truposze! Nie była w stanie stwierdzić, czy to ona jest ich celem, czy nie. Nawet się nad tym nie zastanawiała. Była zbyt przerażona. Pamiętała jednak, że za nią znajduje się dziura i dalsze wycofywanie się może się źle skończyć. Dlatego przemieniła się w prosiaka i rzuciła do ucieczki. Mijając urwisko, rzuciła się do najbliższych krzewów, by stamtąd obejrzeć się za siebie, czy żywe trupy wciąż za nią podążały.. RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Morpheus Longbottom - 16.06.2024 Przesunął palcami po inskrypcję na katafalku. Nie byłby Niewymownym od... Wielu lat, gdyby nie wiedział, na co patrzy. Triona albo oddała życie dla protekcji tego miejsca albo została zabita, aby je chronić. Był siłą tego miejsca, która chroni, jednak z jakiegoś powodu zbyt agresywnie. Uniósł głowę w stronę Peppy, słuchając jej ze swojego miejsca, przekładając ciężar ciała na drugą stronę ciała, aby odciążyć kostkę. Chciał oprzeć się o kamień ostatniego spoczynku kobiety, ale wtedy panika w głosie Peppy dotarła do jego uszu, gwałcąc je dźwiękiem. Nagle zamiast dziewczyny mieli prosiaka, któremu tylko brakowało koronkowego czepka na głowie. Świetnie. Cudownie. Millie by nie uciekła. Gdyby Morpheus miał dostać knuta za każde spotkanie z nieumarłymi w ciągu tygodnia, miałby dwa knuty, co nie jest wielką sumą, ale nadal dziwne, że zdarzyło się to dwa razy. Musieli opracować jakiś plan. — Jeśli to infernusy, to skuteczny będzie tylko ogień, ale nie możemy ich spalić na ziemi, bo zabiją nas rośliny. Spróbujmy unieść je w górę i wtedy je spopielić— spojrzał na Trionę. — Myślę, że trupy to ta czarna energia, która siłuje się z tą fioletową. Musimy wybronić tego miejsca, żeby móc później zbadać na jakiej podstawie zostało zbudowane fioletowe zaklęcie ochronne. Sądzę, że nieumarli chcą je zniszczyć, a ofiara z kukieł symbolizuję Trionę. Nie chciał, nie miał przestrzeni na to, aby analizować swoje przeżycia wewnętrzne, chociaż twarz Peregrinusa pojawiła się w jego umyśle i z całkowicie innym filtrem myślowym. Zawstydzenie przybyło jako pierwsze, bo jak mógł myśleć o morderstwie tylko dlatego, że ktoś u kogoś myślał? Koniec końców nie byli wcale aż tak podobni, Vakel... Zasługiwał na szczęście. Nawet jeśli by bolało jak cholera, to byłby szczęśliwy wiedząc, że tamta dwójka odnajduje radość w swoim towarzystwie. Łatwiej myśleć o własnej śmierci, myśląc o tym, że Dolohov ma coś więcej niż nienawiść i sławę, która napędza jego życie. Pociągnął nosem. — Ambrosio, możesz chodzić? Nie mamy za wiele czasu. Byli na straconej pozycji, nie widząc nadchodzących trupów, nie znając ich liczby, znajdując się wewnątrz osuwiska, komnaty, będącej miejscem ostatniego spoczynku ofiary. Zielarki Triony. Ktoś, może ona, musiał ukochać to miejsce, aby posunąć się do jego ochrony aż do śmierci człowieka. Coś powdpwoiadalo mu, że nie była ochotnikiem dla tej ofiary. Machnął różdżką, jego szybkie ruchy trochę zmienione, aby nie obciążać kostki. Chronił kości, centrum mocy. Rozproszenie (N): stworzenie ochronnej bariery dookoła Triony, Morpheusa, Ambrosii i Alexandra.
[roll=N] [roll=N] RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Ambrosia McKinnon - 17.06.2024 - Nic mi nie jest - powiedziała uspokajająco do Morpheusa, na moment spoglądając na niego czujnie, bo wpadł to tej dziury całkiem źle i przestępował z nogi na nogę, wyraźnie jedną oszczędzając. Ale ona sama czuła, że w tym miejscu coś było - że siły wracają i nawet ten upadek, który przed chwilą zaliczyła, nie trzyma jej w swojej mocy tak długo, jak mogłaby się tego spodziewać. Wsparła się na ramieniu Alexandra, palcami drugiej ręki przeczesując trawę w poszukiwaniu różdżki, a kiedy ją złapała, szybko przyciągnęła ją do siebie. Spojrzenie zielonych oczu przetoczyło się dookoła, ale nie natrafiło już na Trionę. Ta zniknęła, kiedy tylko Ambrosia poczuła się lepiej. - To nie duch - powiedziała, tym razem rozglądając się za wypuszczoną z dłoni czaszką Robertsa. - To bardziej echo, napędzane magią, która działa w tym miejscu - na moment zamilkła, kiwając tylko do Alexa głową, że już jest dobrze, żeby zaraz odsunąć się od niego i wyciągnąć czaszkę z trawy. To było głupie, ale możliwość potrzymania czegoś w rękach uspokajał ją trochę. - Mugole nie mogą stać się duchami. Pamiętacie? Złożył ofiarę z mugolni, a nie z czarownicy. Tak było napisane na karteczce, którą znalazłam wcześniej. Ona nie żąda ofiary. Ona była ofiarą - spojrzała na ołtarz gdzie znajdowały się kości Triony. Na słowa Morpheusa pokiwała głową, bo pewnie była w stanie gdzieś dalej się przemieścić, ale zamiast zaprezentować swoje nowo odzyskane umiejętności przemieszczania się, usiadła na ziemi po turecku, opierając się plecami o ołtarz. - Jesteśmy w dziurze, nie wiemy gdzie iść, nie wiemy ile ich jest, a ta głupia dziewucha uciekła - powiedziała, spoglądając Morpheusowi w oczy. - Jeśli trzeba będzie to albo mnie zanieście albo obudźcie - ułożyła czaszkę na podołku, obejmując ją dłońmi. A potem spróbowała odpłynąć. Chciała wyjść z ciała, a potem rozejrzeć się; czy za porośniętymi bluszczem ścianami tego miejsca coś znajdowało. Czy było tam przejście, ale czy tak, czy nie, potem chciała wrócić na nasyp żeby zorientować się gdzie są nieumarli i ilu ich było. nekro na eksterioryzację [roll=N] [roll=N] RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Alexander Mulciber - 18.06.2024 Alexander, klęczący cały czas przy Ambrosii, czuł się trochę jak wiekowy profesor, który wywołał nieuważną uczennicę do odpowiedzi: najpierw z grobowym spokojem obserwował absurdalną pantomimę szurania notatkami, potem w ciszy wysłuchał słów dziewczyny, zachowując chłodne opanowanie nawet wtedy, gdy końcówka jej wypowiedzi utonęła w przeraźliwym kwiku - ni to pensjonarki, ni to prosięcia. Zastanawiał się przez chwilę, jak brzmiałby krzyk Mildred. Ona by nie uciekła. Ale Mildred gniła gdzieś pod ziemią, tak jak powinny to robić zdążające w ich stronę trupy. Alexander zachował profesjonalizm. Na wieść o zbliżającym się zagrożeniu ogarnął go przedziwny spokój: zniknęła wcześniejsza niepewność, ruchy na powrót nabrały sprężystości. Nie przerażała go konfrontacja z nieumarłymi. Poniekąd jej wyczekiwał, od kiedy tylko usłyszał o żywych trupach. Z wyraźnym ociąganiem zabrał rękę z pleców Ambrosii, niechętnie rozstając się z jej ciepłem. Bez słowa wsunął w dłoń kobiety swój ochronny pierścień z romskim rytem, i podniósł się na nogi. Duchy, zjawy, aparycje i wszelkiego rodzaju aberracje limbo były domeną McKinnon, więc skoro mówiła, że Triona była mugolką, to Triona była mugolką: ktoś inny musiał nałożyć na Windermere chroniącą je klątwę. Pamiętał treść znalezionej wcześniej notatki. Skurwysyn. Ona nie była czarownicą. Złożył ofiarę z mugolki. Tylko kto? - Szkoda, że nie zarżnął świni na ofiarę. - W znudzonym głosie Alexandra przebrzmiała nuta pogardy. - Od ręki uratowalibyśmy Windermere. Mulciber był złym człowiekiem, ale nie mówił przecież poważnie. Nie oczekiwał od dziewczynki, że przeciwstawi się nieumarłym. Liczył tylko na odrobinę rozsądku. Nie chciał potem tłumaczyć się Bulstrode'owi z martwych cywili. Potwierdził skinieniem głowy, że zrozumiał dyspozycje Morpheusa. To przecież potrafił. Zabijać. Wymownie popatrzył na nogę Longbottoma, kiedy mijał go, by zbadać wytrzymałość ściany grobowca. Do tańca się teraz może nie nadawał, ale w walce sobie poradzi. Mulciber miał nadzieję, że pośród roślin nie skrywała się żadna rozpadlina, z której mogliby wychnąć kolejni nieumarli. - Kukła to obiektywnie ofiara jeszcze gorsza od mugolki, ale może cykliczny rytuał wystarczał, by zasilić magię Windermere - rzucił przez ramię, skupiony na oglądaniu brzegów ziemskiego nasypu. Osuwisko było niestabilne: przydałoby się umocnić zbocze, zwłaszcza, że nie wiedzieli, czy w ich stronę podąża horda, czy tylko kilku nieumarłych. Alexander spróbował spojrzeć dalej, w przyszłość, by zorientować się, z jak wieloma inferiusami mogą mieć do czynienia. na percepcję (4k) [roll=PO] - Bagshot zaznaczył na mapie ten zagajnik. Może znalazł też inne punkty spustowe fioletowego czaru ochronnego. Amplifikatory, które tak jak kości Triony stabilizowałyby przepływ energii. - Kto je tu umieścił? Przed czym miały chronić to miejsce? Jak wielka była ich moc? - Ciekawe, czy nieumarli są przyczyną jej zaburzeń - ofiarami złowieszczych machinacji kogoś, kogo chce zapanować nad Windermere - czy efektem ubocznym zbeszczeszczenia starych miejsc kultu. Bo czarna energia spowijała z kolei jezioro. Żywe trupy to te zaginione topielce? Popatrzył na Ambrosię, jak gdyby we trójkę prowadzili przyjacielską dysputę na tematy okołonaukowe, ale ona, zamiast dorzucić swoje trzy knuty do ich dywagacji, obrała własny plan działania. Śmiech Mulcibera był rzadkim zjawiskiem: rozbił się o ściany kurhanu, i zaplątał pośród bujnej roślinności, nieodpowiedni, niepoprawny, i kompletnie niedopasowany do zapadłej twarzy swego właściciela. Alexander w jednej chwili odmłodniał o kilka lat. - Tak, pomyśl, że to sen, Rosie - powiedział lekko. Nie było kpiny w jego głosie. On planował przecież zrobić to samo: pomyśleć, że to tylko sen. Wówczas, każdy żywy trup stawał się w oczach Alexandra jego bratem, a jedynym, czego pragnął w tym śnie, było zabić Donalda, na dobre: tak, by ten nigdy już nie wrócił. Tak, ogień był doskonałym wyborem. Wiedział, że nie powinien tego robić - nie powinien folgować swym halucynacjom w takiej chwili - ale przez lata przyzwyczaił się, że to, co urojone, stale towarzyszy temu, co realne: dzięki darowi jasnowidzenia doświadczał wizji, które rozdzierały kanwę jego myśli z podobną czułością, z jaką gałęzie potraktowały wcześniej ciało Robertsa. Ambrosia dalej zaciskała dłonie na czaszce mężczyzny. Alex podążył spojrzeniem w stronę kości Triony. Mugolka i czarodziej, kobieta i mężczyzna, odpowiednio przedmiot adoracji i pogardy Windermere: dwa istnienia, dwa byty, złączone w śmierci. Kiedy patrzył na ich szczątki - na otoczony rewerencją szkielet zielarki, skąpany w zieloności jak w złotogłowiu, święte relikwie zagajnika, i na nędzną pozostałość furiata, ochłap człowieka, z którego korzenie nienawistnie wydusiły życie, przemocą wybierając go na ofiarę - pomyślał o Ambrosii i o sobie. Zalało go uwielbienie. Czy to oznaczał łączący ich fiolet? Może powinien sprawdzić, czy uda mu się teleportować na powierzchnię - samodzielnie rozeznać się w niebezpieczeństwie - ale przypuszczał, że jego translokacyjne wysiłki spełzłby na niczym, a wspinając się po nasypie, straciłby cenny czas. Wyciągnął dłoń z różdżką, tak, by pomóc sobie w ukształtowaniu niewidzialnej siły: wyobrażał powietrzną pięść, która czekałaby tylko, by pochwycić inferiusy, podrywać je w górę, pod niebo, i przytrzymać, aż podpaliliby je, niczym święte płomię dla Windermere. Morpheus zapewne ułożył już w głowie stosowną modlitwę. na kształtowanie (3k) [roll=Z] RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Norvel Twonk - 20.06.2024 Peppa uciekła, ale towarzyszący im brygadzista tego nie zrobił. Nie próbował wskakiwać do kurhanu, ledwie tam zajrzał, dostrzegł katafalk i kości, cofnął się w tył, pozostając na straży na powierzchni. - Trzy od wody i kolejne dwa od lasu! – słyszeli tylko jego krzyk. A potem świst zaklęć, gdy najwidoczniej postanowił zaatakować. Przez parę sekund nic się nie działo. Świst zaklęć. Falujące liście w koronach drzew, słońce wpadające do środka w postaci malutkich jasnych plamek. Truchlejąca, albo zbierająca siły natura w środku. Była to dokładnie ta chwila, którą Ambrosia mogła wykorzystać na próbę eksterioryzacji. Próba się nie powiodła, pewnie przez nieszczególnie trafny moment, który wybrała, a jednak… a jednak coś usłyszała. Albo wydało jej się, że coś usłyszała. Tak całkiem normalnie usłyszała, dzięki swojemu skupieniu i uszom. Stłumione głosy? Dochodziły zza kotary bluszczu i bezu? Nie umiała ich rozróżnić i rozpoznać, może nawet nie były prawdziwe, a jednak była pewna, że je słyszy. Zaklęcie ochronne splecione przez Morpheusa przyoblekło katafalk, jego samego, Alexandra i Ambrosię. Na górze toczyła się walka, której nie mogli widzieć. Po prostu ją słyszeli, zresztą – coraz dalej - najwidoczniej brygadzista odbiegał w stronę przeciwka. Wreszcie Alexander dostrzegł dwóch nieumarłych. Najpierw głowy – na wpół objedzone przez ryby, jedna pozbawiona oczu, druga z oczami przysłoniętymi szarą mgłą. Potem ociekające wodą ciała przyobleczone w porwane ubrania. Ich długie cienie padły na wnętrze kurhanu. Lilie falowały niespokojnie. Bluszcz szumiał. Zaklęcie Mulcibera podniosło obydwa w powietrze. Miotały agresywnie rękoma i nogami, próbując wyswobodzić się z niewidzialnego uścisku. Trzeci nadszedł parę sekund później. Nie zatrzymywał się, prąc w stronę katafalku. Spadł z wysokości, niedaleko Morpheusa, zaraz zaczął się podnosić na równe nogi. @Morpheus Longbottom @Peppa Potter @Ambrosia McKinnon @Alexander Mulciber Czas na odpis do 23.06, godz. 21.00
/info z offu: tak, za ścianą macie Penny, Millie, Basiliusa, Isaaca i Owena. Alexandrze już Ci nie dam info jasnowidzeniem, że łącznie było ich 5. Brygadzista dokładnie to samo powiedział - a no i wycofuję go od was, ma swojego nieumarłego, niech się z nim mierzy. Peppo, odbiegłaś postacią. Nie musisz odpisywać. RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Ambrosia McKinnon - 21.06.2024 To były idealne warunki, żeby nie poddać się eksterioryzacji. Słowa Alexandra uderzyły w jakiś szczególny punkt, zwłaszcza w tym momencie. Teraz, kiedy otaczało ich Windermere i kiedy nie tak dawno przyznał się jej, że słyszy w swojej głowie Lorettę. Teraz, kiedy ta świadomość mimowolnie stawiała gdzieś z tyłu jej głowy postać Louvaina, wiszącego nad nią niczym odległe widmo. Teraz, kiedy się zaśmiał. - Nie jestem tobą, by robić wszystko żeby odcinać się od rzeczywistości przy najmniejszej okazji- powiedziała sucho. Obco wręcz, nie zwracając nagle uwagi na Morpheusa, któremu pewnie ta uwaga mogła zgrzytać z ich wcześniejszym obrazkiem. W jego głosie nie było kpiny, ale mimo wszystko poczuła się, jakby to właśnie robił w tym momencie. Pomyśl, że to sen. Byłaby hipokrytką, gdyby twierdziła że nigdy tego sobie nie powtarzała, ale te słowa gościły w jej głowie głównie wtedy, kiedy ze swoimi problemami była sama. Kiedy pokazywała się beznadziejność i bezradność. W tych najgorszych nawet chwilach. Teraz nie była sama i miała wyraźny cel. I jakaś część niej rwała się do tego, żeby tu i teraz zwyczajnie wycedzić mu prosto w twarz, co na ten temat myśli. Ale nie była w stanie sprawić mu tego rodzaju bólu. Nie, kiedy pętała ją magia Triony. Odwróciła od niego spojrzenie, skupiona na tym co działo się dookoła. Na moment nawet zamknęła oczy, chcąc wniknąć w łagodny szum roślin i wiatru. Na chwilę odprężyć i ulecieć duchem, mogąc sprawdzić co było na górze i dookoła nich. Ale kiedy tak siedziała, doszły do niej głosy. Głosy? Otworzyła oczy, marszcząc przez moment brwi i nasłuchując. Przez moment myślała, że to może znowu rozbrzmiało echo Triony, ale szybko doszła do wniosku, że to nie było to. Zerwała się, najpierw zwyczajnie przekręcając na kolana, a potem podnosząc z nich i doskakując do ściany zagłębienia. Powoli i metodycznie przesunęła się wzdłuż niej, aż natrafiła na miejsce, gdzie dało się pochwycić największe natężenie dźwięku. Nieumarły? Jaki nieumarły - Ambrosia co prawda zarejestrowała że coś im tutaj wpadło, ale miała teraz inne rzeczy do roboty. Sięgnęła dłońmi do bluszczu, który obrastał ściany i zaczęła go odgarniać. Nie chciała uszkodzić roślin, a zwyczajnie odsunąć je z drogi i sprawdzić czy kryje się pod nimi jakaś szpara, ustęp czy przejście. - Proszę, jeśli mnie słyszysz Triona, to nie są wrogowie. Są tutaj żeby pomóc. Pozwól im przejść - szeptała, rozgarniając zieleń. Już wcześniej próbowała krzyczeć do tej dziury, wzywając Millie i Penny. Dlaczego więc i teraz nie miałaby w pierwszej kolejności myśleć o tym, że to je słyszy? RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Morpheus Longbottom - 22.06.2024 Odmachnął brygadziście w czymś, co miało być w założeniu bardzo luźną interpretacją salutu wojskowego. Powinni sobie poradzić, chociaż miał wrażenie, że jeśli znów usłyszy, że ktoś ma myśleć, że to tylko sen, to stanie się najgorszym koszmarem tej osoby (Alexandra). Gdyby nie to, że absolutnie nie miał na to czasu, złapałby drugiego jasnowidza za włosy u nasady czaszki i przypomniałyby mu, że są sny, które są proroctwami przyszłości i są takie, które są dużo bardziej rzeczywiste, niż się tego pragnie. Nigdy sen nie był tylko snem. Powinien to wiedzieć. Nie miał jednak czasu, bo nieumarły wylądował mu pod nogami. Rzucił więc zaklęcie, aby unieść truposza w górę, z daleka od roślinności i go spalić, ale tylko wtedy, gdy się uniesie. Jeśli nie, to wyceluje ogień w nieumarłych podniesionych przez Alexandra. Trochę żałował, że nie ma miecza. Translokacja (Z): uniesienie nieumarłego w powietrze
[roll=Z] Kształtowanie (N): Spalenie nieumarłego [roll=N] RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Alexander Mulciber - 22.06.2024 Trzy od wody, dwa od lasu. Alexander przesunął się tak, by mieć lepszy widok na skarpę od strony jeziora. – Unieś ich w powietrze, i spal! – odkrzyknął głośno mężczyźnie, który pozostał na powierzchni. Odpowiedział mu świst zaklęć. Brygadzista musiał przejść przeszkolenie bojowe, choć Mulciber nie miał pojęcia, ile może być właściwie wart kurs oferowany przez Brygadę Uderzeniową, skoro przyjmowali tam półgłówków pokroju McKinnona. Jeżeli nieumarli – czy to w stęchłym przebłysku dawnej inteligencji, czy to kierowani instynktem gromadym – nie zdecydują się na zgrupowany atak, wierzył, że mężczyzna powinien sobie poradzić: nie miał może przewagi liczebnej, ale otwarty teren umożliwiał zachowanie bezpiecznego dystansu. Nie mówiąc już o ucieczce. Czekali. Nawet przyroda wydawała się wstrzymywać oddech w oczekiwaniu na werdykt pojedynku. Alexander warował na straży jak pies, czujnie obserwując skraj katafalku – tylko na chwilę spojrzał w stronę Ambrosii, skupiony na splataniu czaru – szybkie zerknięcie, przez ramię niemalże, żeby upewnić się, że ona nadal tam jest, że te wszystkie subtelne sensacje, zalewające jego zmysły postawione teraz w stan gotowości, nie są kolejnym ze złudzeń, którymi karmiło go Windermere. Dalej starał się nie dopuszczać do siebie myśli, że jeżeli opuszczą ten katafalk, magia uzdrowicielki przestanie działać. Że może przemawia do nich teraz duch kobiety, nie zaś żywa Ambrosia. Gdyby Mulciber był wierzący, z pewnością zostałby obwołany świętym. Nikt nie wątpił i nie wierzył tak żarliwie jak on. – Obiecaj to – rzucił lekko, kompletnie nieporuszony suchym tonem Rosie. Nie miała pojęcia, ile rzeczy przetrwał tylko dlatego, że odciął się od rzeczywistości; zamknął się w sobie, i wyobrażał, że jest gdzieś daleko, gdzieś poza swoim ciałem. Bardzo dobrze – nie chciał, żeby ktokolwiek o tym wiedział. To była jego słabość, i źródło siły zarazem. On nie widział dysonansu w ich wymianie zdań – była równie naturalna, co wzmagający się szelest poruszanych wiatrem roślin, które porastały komnatę grobowca – może dlatego, że Alexander Mulciber czuł się najbardziej sobą właśnie w chwilach takich, jak ta: kiedy sam mógł decydować, co jest jawą, a co snem. Skupił się na dwójce nieumarłych, których zdołał pochwycić splecionym wcześniej czarem. Gnijące ciała, przeobrażone pod wpływem długiego przebywania w jeziornej toni, wiły się obmierzle, zawieszone w powietrzu. Zaklęcie Mulcibera zdołało przynajmniej na chwilę poskromić ich krwiożerczość, ale mimo to, trupy nie przestawały się szamotać w jego uścisku, usiłując przeciwstawić się niewidzialnej sile. Zabij obydwoje, a udowodnisz swoją wartość, ironiczne słowa Loretty przyszły doń niespodziewanie. Alex skrzywił się mimowolnie. Gwałtownie odwrócił głowę, widząc, jak kolejny nieumarły spada do wnętrza kurhanu tuż obok Morpheusa. Głuche łupnięcie bezwładnego ciała o ziemię, przypominało o wcześniejszym upadku Ambrosii. Alexander zacisnął zęby. Nie przestając podtrzymywać wcześniej pochwyconej dwójki nieumarłych wysoko w powietrzu, próbował ukształtować kolejne pole siłowe, które uniosłoby do góry także i trzeciego trupa. Zaczął zaklinać ogień – wspomnienie gniewu płonącego Windermere – by spopielić ostatnie truchło (ale tylko jeśli uda mu się je najpierw unieść na bezpieczną wysokość). kształtowanie 3k, siła [roll=Z] kształtowanie 3k, ogień [roll=Z] RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Peppa Potter - 22.06.2024 Peppa obserwowała wszystko z ukrycia. Ucieczka była najlepszym, co mogła zrobić. Nie potrafiła walczyć. Gdzie niby miała się tego nauczyć? W Hogwarcie? Dobry żart! Rzucanie Expelliarmusa w kontrolowanym środowisku, a mierzenie się z truposzami podczas wakacyjnego wypoczynku to dwie różne rzeczy. Dwóch nieumarłych uniosło się w powietrze za sprawą zaklęcia z dziury. Jeden wpadł do środka. Jednego pacyfikował brygadzista. Ostatni wciąż był na wolności, własnym tempem zmierzając do kotła z ludźmi. Z ukrycia, Peppa mogła na chłodno skalkulować swoje kolejne posunięcie. Opracować szybki plan strategii... może w innym wymiarze. Tutaj Peppa po prostu rozbiegła się, by staranować piątego zombiaka. Nie myślała, co potem. Nie myślała o tym, że jej ryjek zaraz wtopi się w szlamowate ciało. Jego smród czuła już teraz, a będzie jeszcze gorzej. Ale to problem Peppy z przyszłości. Rzut na aktywność fizyczną - przewrócenie zombiaka na ziemię. [roll=N] |