Secrets of London
[Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń (/showthread.php?tid=3338)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7


RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Penny Weasley - 10.06.2024

Z trudem przychodziło jej odnalezienie się w tym całym chaosie. Podjęcie jakichkolwiek decyzji. Wykonanie działań. Sytuacja była dla niej niecodzienna. Nie była do tego typu rzeczy przyzwyczajona. Sprawy, tak poza tym, mocno komplikował fakt, że w sadzie znajdywało się sporo bliskich rudej osób. Gdzieś tam bawili się jej rodzice. W pobliżu namiotu mignęła znajoma twarz kuzynki Emily. W tej okolicy znajdywali się ponadto dziadek i babcia, którzy całe te przyjęcie zorganizowali. Nie można było powiedzieć, aby ktokolwiek z tego grona był teraz bezpieczny.

Ale też co ona jedna mogła zrobić?

Rozglądając się po okolicy, starała się odnaleźć… w zasadzie, to kogokolwiek spośród ważnych dla siebie osób. Udało jej się ponadto wyciągnąć wreszcie różdżkę. Zanim jednak spojrzenie zdołało natrafić na znajomą twarz, ewentualnie – zanim ruda zdążyła w jakikolwiek sposób w związku z tym zareagować – kątem oka dostrzegła mknącą w jej kierunku jedną z macek z kwiatami. Zareagowała tak szybko jak tylko była w stanie. Z lekkim opóźnieniem rzuciła się do ucieczki. Zaczęła biec w bliżej nieokreślonym kierunku. Takim, który wydał jej się bardziej bezpieczny. W głowie miała bowiem pustkę, która całkowicie uniemożliwiała jej w tej sytuacji skorzystanie z magii. Albo podjęcie bardziej rozsądnych działań. Takich, które byłyby po prostu przemyślane.

Jeśli udało jej się umknąć, to zatrzymując się na dłuższą chwilę w tym całym bezpiecznym miejscu (bezpiecznym pozornie?), Penny starała się zobaczyć, co dokładnie działo się w sadzie. Rzecz jasna mowa o tej jego części, w której się znajdywali. Chciała rozejrzeć się raz jeszcze po okolicy i tym sposobem być może wychwycić coś, czemu warto byłoby się przyjrzeć; czym należałoby się zainteresować. Albo po prostu znaleźć kogoś, komu należałoby pomóc.


Rzut na aktywność fizyczną - ucieczka przed macką xD
[roll=N]

Rzut na percepcje, może coś zobaczę
[roll=O]


RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Nora Figg - 11.06.2024

Najwyraźniej jej wiedza przyrodnicza nie była tak duża, jak zakładała, powinna spędzać więcej czasu w książkach, była to dla niej całkiem dobra lekcja, która mocno zachwiała jej pewnością siebie. Wiedziała, że nie jest to zwyczajna roślina, ale spodziewała się, że uda jej się dowiedzieć czegoś więcej. To, co wydarzyło się podczas Beltane zamieszało, dosyć mocno, najprawdopodobniej miało też wpływ na rośliny, Voldemort chyba nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, co mogą przynieść jego czyny, z drugiej strony, może właśnie o to mu chodziło? Żeby nie czuli się bezpiecznie. Krwiożercze rośliny mogły skutecznie wystraszyć ludzi, szczególnie, gdy dawały o sobie znać w sytuacjach jak te, kiedy znajdowało się tu tak wiele osób.

Nie trzeba było być Merlinem, żeby domyślić się tego, iż pył jest trujący, najwyraźniej większość osób tutaj obecnych zdawała sobie z tego sprawę, bo zaczęli go rozdmuchiwać. Mniejsza o to, roślina nie była teraz jej głównym problemem. Skupiła się na dzieciach, jak przystało na typową matkę, kto jeśli nie ona pomoże najmłodszym? Na szczęście nie wpadła na to, żeby zabrać tutaj ze sobą Mabel, wtedy pewnie dopiero zaczęłaby panikować, nie zmieniało to jednak faktu, że chodziło o niewinne dzieciaki, nawet jeśli nie była to jej córka. Skutecznie ją to motywowało do działania.

Udało jej się dobiec do nich, nieco przeraził ją fakt, że jest ich tutaj piątką. Piątka płaczących dzieciaków, przełknęła głośno ślinę, nie miała czasu na to, aby jakoś specjalnie zastanawiać się nad sytuacją. Nie mogła udać się z nimi w stronę niebezpieczeństwa, najprościej byłoby pomóc im się wydostać przez drugą część sadu, tam powinni być bezpiecznie, tyle, czy na pewno? Niczego nie mogła być pewna.

- Skarbeńki, musimy uciekać, wiem, że się boicie, ale nie tylko wy, wszystkich nas to przeraża. - Odezwała się łagodnym głosem do dzieciaków leżących na ziemi. - Mam pewien pomysł, może pobawimy się w berka, będziemy biegli w stronę tamtych drzew. - Pokazała dłonią miejsce, o które jej chodziło. - Kto dobiegnie tam pierwszy, ten dostanie ode mnie niespodziankę. - Jeszcze nie wiedziała jaką, ale to był problem Nory Figg z przyszłości, aktualnym problemem było to, aby zapewnić bezpieczeństwo tym dzieciakom. - Gdy dobiegniecie tam, wyczarujemy wielką trampolinę, na której będziecie mogły poskakać. - To powinno pomóc szybko przerzucić ich w bezpieczne miejsce.

Już miała ruszyć z dzieciakami w stronę płotu, aby przerzucić je na zamkniętą część sadu, gdy pojawił się Shafiq, miło, że ktoś poza nią zainteresował się dziećmi. - Spróbuję, ale później ma mi pan pomóc przerzucić dzieciaki przez płot. - Dorośli byli w stanie sobie poradzić sami, w przeciwieństwie do tych niewinnych istot.

Przeniosła wzrok w stronę namiotu o którym wspomniał i machnęła w pośpiechu różdżką, mruknęła pod nosem zaklęcie, nie będąc do końca pewna, czy jej się uda zamienić namiot w konfetti, bo nie oszukujmy się, panna Figg była rzemieślnikiem, a nie magiem i zdawała sobie z tego sprawę.


[roll=N]
[roll=N]
Transmutacja namiotu w konfetti

Nie zwróciła uwagi na to, czy jej się udało, czy nie udało. Co innego było ważne. - To trzy, cztery, kto pierwszy przy płocie ten wygrał! - Krzyknęła jeszcze do dzieci.




RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Philip Nott - 11.06.2024

Philip nie chciał się przekonać o tym, z czym wiąże zetknięcie z tą chmurą. W tak istotnym momencie magia go zawiodła i postawiła go w konieczności polegania na innych czarodziejach, którym udało się rozwiać tę niewątpliwie toksyczną chmurę. Nie zamierzał jednak chować swojej różdżki, tym bardziej, że zagrożenie nie zostało jeszcze zneutralizowane. Porastające te pnącza macki wciąż mogły uwalniać chmury tego toksycznego gazu i same pędy wciąż mogły ich atakować. Jakby na potwierdzenie swoich przypuszczeń jedna z zielonych macek atakowała Penny, a kwiaty pęczniały mogąc uwolnić swoje toksyczne wyziewy.

Do jego uszu dotarł także donośny głos Morpheusa, wydającego mu polecenia. Philip nie lubił słuchać i wykonywać poleceń za wyjątkiem kilku sytuacji - tej, w której się znaleźli w żadnym stopniu nie mógł zakwalifikować do jednej z nich. Niemniej nie zamierzał przypominać mu o tym, bo nie był na to czas ani miejsce. Wszyscy znajdowali się w niebezpieczeństwie i z tego względu zamierzał spróbować ochronić pannę Weasley. Gdyby jednak wiedział, że Longbottom zamierza rozpalić jeszcze bardziej ten wieczór to starałby się wybić mu to z głowy. Nie brakowało tutaj łatwopalnych obiektów. Przebywali w sadzie.

Postanowił w pierwszej kolejności wytworzyć tarczę chroniącą rudowłosą (podjęta przez nią decyzja o ucieczce nie wydawała mu się rozsądna) po czym sam zamierzał spróbować za pomocą machnięcia różdżką i wytworzoną w ten sposób siłą przeciąć te pnącza licząc, że to zdoła je powstrzymać przed atakowaniem ich i sprawi, że wpełzną z powrotem pod ziemię. To sprawiało, że działanie zaordynowane przez Anthony'ego bardziej sprzyjało jego przekonaniom, choć byłoby dobrze gdyby on i Morpheus uzgodnili wspólny front.


Rzut na rozproszenie - wytworzenie tarczy
[roll=Z]

Kształtowanie - na cięcie pnączy
[roll=Z]


RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Isaac Bagshot - 13.06.2024

Radość oraz śmiech, zamieniły się w krzyki oraz łzy rozpaczy. Umysł Isaac'a natychmiast wrócił do pewnych wspomnień - obrazy obozów koncentracyjnych, wszechobecna śmierć, twarze pełne bólu i rozpaczy. Czuł, jak jego serce zaczyna szybciej bić. Oddech stał się płytki i urywany. Strach, o którym myślał że już nigdy do niego nie wróci, powrócił. Oczami wyobraźni widział, jak macki chwytają ludzi, unoszą ich w powietrze i rzucają nimi na wszystkie strony. Krzyki dzieci, widok przerażonych twarzy i ból, który emanował z tłumu, były zbyt znajome. Jego dłonie zaczęły drżeć. Różdżka, którą trzymał, wydawała mu się bardzo ciężka. Poczuł, jak jego nogi stają się jak z waty, ale wiedział, że musi coś zrobić.
Przezwyciężając paraliżujący strach, zmusił się do działania. Uniósł dłoń i wycelował różdżkę w przepychających się ludzi. Użył zaklęcia mającego na celu złagodzić emocje tłumu i wprowadzić atmosferę większego spokoju. Miał nadzieję, że przestaną po sobie deptać i zaczną w większym spokoju ewakuować. Panika nie sprzyjała nikomu.

Zauroczenie
[roll=PO]

Nie czekając na efekt, gotowy był rzucić zaklęcie tarczy na najbliższe osoby, które będą atakowane przez krwiożercze macki.

Rozproszenie
[roll=Z]

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=He9j4sv.jpeg[/inny avek]

Edycja za zgodą MG


RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Pandora Prewett - 14.06.2024

Wieczór zapowiadał się naprawdę dobrze, jak na towarzyską schadzkę, których Pandora nie była fanką, a wypowiedź Issaca na temat imion była wyjątkowo ciekawa i intrygująca. Uśmiechnęła się z delikatnym wzruszeniem ramion, bo chociaż doskonale znała dosłowne tłumaczenie znaczenia swojego nietypowego imienia — no na Merlina, Edwarda albo Ayday poniosła fantazja, nie ma co się oszukiwać, to jednak interpretowała je trochę inaczej.
- Lubię wierzyć, że całość mitycznej "Pandory" tworzy po prostu chaos i nieprzewidywalność, która otworzona przez niewłaściwego człowieka, może być niebezpieczna. Przecież poza puszką, ponoć była całkiem miłą kobietą. Mam przynajmniej taką nadzieję.. - wyjaśniła pogodnie, przenosząc spojrzenie z twarzy towarzyszącego im mężczyzny, na Penny. Jej imię bardzo pasowało i nawet Philip wrócił do rozmowy po pożegnaniu z fanką. I jak to w życiu bywa, gdy coś się zapowiada dobrze, los płata figle.

Kilka minut później trwał już chaos. Ziemia zadrżała, a spomiędzy pęknięć i błota wychodziły macki, atakując gości. Do uszu docierał krzyk dzieci, a także nawoływanie dorosłych, którzy w kotle wydarzeń stracili kontakt z najbliższymi. Pandora omiotła spojrzeniem najbliższe otoczenie, przeklinając po turecku pod nosem i przez chwilę zastanawiała się, co ma zrobić. Skupiła się więc na Penny, próbując również dostrzec, czy nikt dookoła nie miał kłopotów. Płynnym ruchem zsunęła szpilki ze stóp i nieco podwinęła sukienkę, następnie sięgając z torebki różdżkę oraz dwa świetliki, które uniosły się powietrzem, świecąc jasnym światłem. Mechaniczne zabawki miały wiele zastosowań, ale teraz chciała, aby latały w okolicy chmury, oświetlając jej granice i mając nadzieję, że dzięki nim nikt nie wejdzie w dym nieznanego pochodzenia. Nie było wiadomo, czy był trujący, otumaniający, czy może łatwopalny, co w tym przypadku sprowadzało zagrożenie, bo na rośliny najłatwiej było przecież zadziałać płomieniem.  Gdy zacisnęła palce na różdżce, postanowiła zmienić jedną ze szpilek w broń jednoręczną, sztylet o dłuższym ostrzu — taki, którego posługiwania uczyła się z Brenną podczas lekcji szermierki. Drugim ruchem Pandory była próba wyczarowania tarczy, aby bronić młodą dziewczynę. Jeśli zaklęcie poskutkowało, brunetka z bronią w dłoni gotowa była atakować macki i je przecinać, aby się cofnęły.
- Penny, jesteś cala?! Trzymaj się blisko mnie. - poprosiła głośniej, czując, jak wszystkie trybiki w głowie się jej uruchamiają. Miała syndrom bohatera, obsesję, na punkcie pomagania innym i starała się dostrzegać jak najwięcej. Może powinna skupić się samej roślinie? Próbowała przypomnieć sobie podręczniki do zielarstwa oraz te okazy, które miała okazję widywać w szklarniach, a oznaczone były jako "niebezpieczne".

Rzut na transmutację szpilki w broń:
[roll=N]

Rzut na tarczę dla Penny :
[roll=Z]


RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Mirabella Plunkett - 17.06.2024

Morpheus, Anthony, Penny, Philip, Pandora

Morpheus rzucił zaklęcie, tworząc płomień. Jeżeli jednak spodziewał się słupa śmiercionośnego ognia, to się przeliczył: najwyraźniej nie tylko jego trzecie oko postanowiło dzisiaj być kapryśne, a do fochów dołączyła różdżka, bo wystrzeliła zaledwie kilka ognistych jęzorów. Nie dosięgnęły środka rośliny, ale zaledwie musnęły jedną z macek, nie robiąc jej większej krzywdy. Jednak jedno Longbottomowi się udało - macka cofnęła się i zrezygnowała z atakowania Penny. Uniosła się w górę i otrzepała niczym pies, który dopiero co wyszedł z wody.

Podobny efekt dało zaklęcie Anthony'ego, które zamiast zniszczyć mackę, to ledwo ją drasnęły, zmuszając jednak do cofnięcia się. Penny była bezpieczna, przynajmniej na razie - bo rudowłosa kobieta umknęła daleko od macki. Nawet jeśli ta postara się ją znowu zaatakować, to nie sięgnie: Weasley wyszła poza jej zasięg. Niestety kobieta była tak zdenerwowana tym, że ledwo uniknęła ciosu, że nie była w stanie ogarnąć wzrokiem tego, co działo się w sadzie. Dostrzegała tylko fragmenty chaosu, kołyszący się namiot, ciskających zaklęciami w roślinę Morpheusa i Anthony'ego oraz Philipa, który machnął w jej kierunku różdżką, lecz żadna tarcza wokół niej się nie uformowała. Za to kolejna próba, tym razem na przecięcie rośliny, była częściowo udana. Strumień energii chlasnął mackę, która zakołysała się przez kilka sekund, a potem niczym na mugolskich filmach górna część ześlizgnęła się na ziemię i plasnęła o nią obrzydliwie.

Ze środka macki zaczęła wypływać dziwna, czarna maź, wypalająca trawę, której dotknęła. Jakby roślina była wypełniona kwasem.

Pandora próbowała transmutować szpilkę w szpadę, ale podobnie jak w przypadku różdżek pozostałych - ta wydawała się nie współpracować. Szpilka pozostała szpilką, a wokół Penny ponownie nie pojawiła się żadna tarcza.

Nora, dzieci oraz namiot zmieniający się w konfetti, Isaac

- CHCĘ DO MAMY!
- TATA!
- UEEEEEEEEEEEE

Nora chyba nie do końca takiej reakcji oczekiwała, bo dzieciaki były tak przerażone, że nie zamierzały się jej słuchać. Albo chciały jej słuchać, ale strach uniemożliwiał logiczne, racjonalne myślenie. To były w końcu dzieci - dorośli tutaj byli przerażeni, jak te owce prowadzone na rzeź beczeli, tratowali się nawzajem i w ogóle nie myśleli składnie, a co dopiero takie maluchy... O tyle dobrze, że dzieciaki się nie rozbiegły na wszystkie strony. Przeciwnie: skuliły się w jedną, zbitą grupkę i przytulały się nawzajem, z przerażeniem patrząc jednak nie na Norę a na scenę, która rozgrywała się przy namiocie.
- Ooooo - wyrwało się chłopczykowi, gdy Nora zmieniła namiot w konfetti. Różnokolorowe płatki rozsypały się i opadły łagodnie na tłum, który na chwilę przystanął, nie będąc pewnym, co ma robić dalej. A gdy Isaac rzucił zaklęcie, ludzie stanęli. Uspokoili się odrobinę, ktoś nawet się schylił i przerzucił rękę mężczyzny, który upadł, przez swoje ramię, by dźwignąć go do pionu.

Roślinne macki

Pozostały trzy macki, z czego jedna wyrwała się z letargu i zaczęła pędzić z prędkością światła w kierunku zamkniętej części sadu Abbottów. Na ten ruch przy wysokim ogrodzeniu teleportowały się dwie osoby: James Abbott i jego małżonka. Wznieśli różdżki, by wyczarować magiczną barierę i nie dopuścić krwiożerczej rośliny do Złotej Jabłoni.

Druga z trzech macek pomknęła w stronę namiotu, zmienionego w konfetti, lecz odbiła się od tarczy, wyczarowanej przez Isaaca. Rąbnęła jednak z takim impetem, że strach pomyśleć co by się stało, gdyby uderzyła w człowieka. Jakby na ten ruch pąki wypuściły chmurę dymu.

Trzecia macka otrząsnęła się i jakby w odwecie za to, co zrobił jej Anthony, pomknęła w jego kierunku, jednocześnie wypuszczając z pąków chmurę dymu.

Kasujemy kolejkę - ale utrzymujemy 1 post na turę. Proszę o odpisy do czwartku do godziny 24.

[Obrazek: 3a2c53f862609fbf8340d1349530a8cc.jpg]


RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Anthony Shafiq - 17.06.2024

Niedaleko płotu, obok Nory i dzieciaków

– Świetnie! – podzielił entuzjazm maluchów i ucieszył się również na widok confetti, ale nie było zbyt wiele czasu na świętowanie, bo przecież zagrożenie nie zostało w pełni zażegnane. I akurat tarcza wcześniej uformowana się rozmyła...

– Somnia ogień tutaj szybko! – krzyknął do Morpheusa, wiedząc, że na polu starcia takie informacje bywają bardziej niż potrzebne.

– Schowajcie się ciasno za mną, spróbuję nas osłonić! – krzyknął – A jak nie, to odwrócę jej uwagę.– dodał jeszcze zdecydowanie ciszej do Nory, spoglądając na nią znad czarnych okrągłych szkieł porozumiewawczo. Jego życzenie śmierci może było mniejsze niż u Morpheusa, ale w obliczu zagrożenia odkrywał w sobie dawno pogrzebanego idealistę w ilości zdecydowanie większej, niż ktokolwiek (łącznie z nim samym) by się po nim spodziewał. Może okruchy odpowiedzialności dawnego prefekta naczelnego utkwiły mu głęboko w oku i nie dawały teraz o sobie zapomnieć?

Skoncentrował się i z wiarą na sukces szerokim gestem zarysował nad nimi tarczę, która miałaby powstrzymać zarówno uderzenie, jak i zebrać zbliżającą się do nich niebezpiecznie chmurę.

Rozpraszanie IV na odnowienie kopulastej tarczy nad Anthonym, Norą i dzieciakami

[roll=PO]
[roll=PO]

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2E8Wz8L.png[/inny avek]


RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Morpheus Longbottom - 17.06.2024

Świat zasypało konfetti, a Morpheus zaczynał zastanawiać się, czy roślina była kolejnym objawem problemu z żywiołami i machinacji Czarnego Pana, przez którego powstał ten problem, czy powód leżał w głębi sadu z Jabłkami Hesperyd i za chwilę obok macek będą mieli stugłowego smoka ze złota, który nigdy nie zasypia. Antoniuszowy może by się to spodobało.

Odsunął się od macek rośliny i glutowatej, żrącej substancji, w stronę gaju i Abbotów. Jeszcze tego brakowało, aby zniszczyła mu nową parę oksfordów, które dopiero co przełamał i mógł wygodnie chodzić bez piszczenia tanimi, popularnymi ostatnio gumowymi podeszwami. Morpheus był dumnym zwolennikiem butów wykonanych na skórzanej podeszwie, najlepiej z cielęcej skórki, których nie czuło się na stopach niemal wcale. Dlatego też jego obuwie zamawiał szyte na miarę.

Gdy znalazł się dostatecznie daleko, ponownie przywołał ogień ze swojego kosmogramu, który go wypełniał jego duszę i pożerał od środka. Niechaj płonie, niechaj sczeźnie w otchłani Tartaru. Obrzydliwość, deformacja, oto co mieli przed sobą. Większą zagadką było coś innego, macka, która zignorowała jego osobę i jakby wiedziona instynktem, pomknęła w stronę, gdzie naraz znaleźli się gospodarze. Rzucił czar z determinacją w swoich ruchach. Nikt nie będzie krzywdził jego przyjaciela.


Kształtowanie (N): Strumień ognia w mackę, która leci na Anthony'ego i do centrum, żeby zabić roślinę.
[roll=N]
[roll=N]

Co się dzieje z Jabłonią? krzyknął do małżeństwa. Był przekonany, że zjawili się na obrzeżach świętego gaju, bo tamten miał coś wspólnego ze zdziczałą rośliną i źródło problemu znajdowało się właśnie tam, gdzie złote owoce zawisały na gałęziach.  Musieli wiedzieć, że coś jest nie tak i co jest celem dewiacji roślinnej i chcieli to ukryć, inaczej przy gaju stanęłoby dużo więcej magów z ich rodziny, gotowych odeprzeć atak. Oczywiście spekulował. —  Czemu wabi deformację?




RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Nora Figg - 17.06.2024

Może nie była jakimś wspaniałym magiem, ale udało jej się zamienić ten nieszczęsny namiot w konfetti. Jak widać panna Figg w sytuacji zagrożenia czasem potrafiła nawet rzucić zaklęcie. Kto by się spodziewał... na pewno nie ona sama.

Niestety nie poszło jej jakoś wspaniale z dzieciakami, ale się nie poddawała. Nadal próbowała je przekonać do tego, aby jej posłuchały. - Mama i tata teraz wam nie pomogą. Musicie podbiec do płotu, pomożemy wam stąd uciec. - Spróbowała je przekonać nadal łagodnym tonem głosu, chociaż zaczynała się coraz bardziej martwić o to, że jej nie posłuchają.

[roll=N]
[roll=N] sprawdźmy charyzmę panny Figg

Póki co jednak mieli szczęście, bo Anthony wyczarował tarczę, która skutecznie broniła ich przed krwiożerczą rośliną, nie zmieniało to jednak faktu, że powinni zabrać stąd dzieciaki, albo same mogły się stąd zabrać, tak jak im już sugerowała.

- Nie ma sensu ryzykować, nie może pan ryzykować. - Rzuciła jeszcze do Shafiqa. Oczywiście, jeśli będzie chciał to zrobić to mu nie przeszkodzi, ale jej zdaniem było to zupełnie bezsensowne.

Norka była dobrej myśli, wierzyła w to, że nikomu nie stanie się tutaj krzywda, w końcu w ogrodzie było wiele osób, które były wprawione w czarowaniu, jakoś powinni ogarnąć to wszystko.




RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Penny Weasley - 17.06.2024

Udało jej się umknąć. Znaleźć miejsce poza zasięgiem tych cholernych macek. Mimo tego jednak, miała problem z tym, aby w tym całym chaosie odnaleźć ważne dla siebie osoby. Denerwowała się. A nawet więcej – panikowała z tej przyczyny. Zaczepiona przez Pandore, jedynie kiwnęła głową. Ciężko było jednak określić, co konkretnie miało to znaczyć. Zgadzała się? Czy może nie zamierzała się do tych słów kobiety dostosować?

Sytuacja wyjaśniła się szybko.

Wystarczyło, żeby babcia i dziadek teleportowali się pod płot oddzielający tę część sadu, w której się znajdywali od tej, która dostępna była tylko dla nielicznych. Ruda nie miała problemu z tym, aby odpowiednio zrozumieć ich postępowanie. Świadomość pojawiła się już po chwili. A także pewność odnośnie tego, w jaki sposób należało teraz postąpić.

W ręce Penny znalazła się różdżka.

- Płot! krzyknęła w kierunku przede wszystkim Pandory, ale po prawdzie to nie tylko do niej kierowała swoje słowa. Następnie, korzystając z tego, że znajdywała się względnie blisko, rzuciła się biegiem w stronę Abbotów. Choć była rzemieślnikiem, nie nawykła do posługiwania się magią w ten sposób, to nie można było powiedzieć, żeby Weasley miała dwie lewe ręce. Nie była żądnym magicznym antytalentem. Pytanie tylko co powinna zrobić? W jaki sposób zadziałać? Tym co jako pierwsze przyszło jej do głowy, była transmutacja. Stosunkowo często korzystała z niej podczas pracy. Nie była mistrzem, ale po mistrzostwo sięgało się przecież poprzez ciężką pracę. Wciąż miała na nią dość czasu. Teraz zaś musiała liczyć na to, że to czym dysponowała okaże się wystarczające.

Machnęła różdżką, chcąc przekształcić jedną z macek w taki sposób, aby nie stanowiła jednej całości z resztą rośliny. Wydawało się to lepszym rozwiązaniem od translokacji, która nie mogła doprowadzić do większych zniszczeń. Penny nie chciała rośliny ciąć. Jeśli udało jej się przy pierwszym podejściu, zajęła się kolejną częścią rośliny, kolejną macką. Dokładnie w ten sam sposób. Natomiast jeśli pierwsze podejście nie wyszło, raz jeszcze różdżkę skierowała w stronę tej pierwszej macki.

- Babciu?! krzyknęła w kierunku kobiety, dając tym samym znać, że jest obok i zrobi cokolwiek, co będzie w tym momencie potrzeba. Chciała ich wesprzeć.


Rzucam na transmutacje
[roll=N]
[roll=N]