Secrets of London
[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do pokera #1 - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122)
+--- Wątek: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do pokera #1 (/showthread.php?tid=3523)

Strony: 1 2 3 4


RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do pokera #1 - Eden Lestrange - 27.07.2024

Fantastycznie.
Prychnęła pod nosem, słysząc komentarz o dużej ilości szczęścia w kartach. Nie mogła się nie zgodzić, miała go w nadmiarze, ale chyba Mulciber ostatnio rzucił się jej na łeb i chyba zaczynała wierzyć w zabobony oraz opowieści z mchu i paproci, bo bardziej martwiła się brakiem szczęścia gdzie indziej.
Uśmiechnęła się jednak wreszcie, kiedy krupier wspomniał o drugim miejscu Lorraine. Spojrzała na kuzynkę z uznaniem; jeśli ktoś z tu zebranych miał jej deptać po piętach, cieszyła się, że była to ona. Miała tylko nadzieję, że akurat krewniaczce w miłości się wiedzie nieco lepiej.
- Dziękuję za grę, moi drodzy - odezwała się do pozostałych, zbierając z wolna wszystkie swoje żetony. Nie chciała im obiecywać możliwości rewanżu, bo im dłużej patrzyła na ogrom wygranych środków, tym bardziej traciła ochotę na dalsze granie.
Zmierziły ją do tego stopnia, że przesunęła wszystkie w kierunku Lorraine.
- Są twoje - szepnęła nad uchem kuzynki, odsuwając się od stołu. Odgarnęła jeden niesforny kosmyk włosów Lorraine za jej ucho, delikatnie i troskliwie, zatrzymując się chwilę przy dziewczynie. Aż w końcu puściła jej oczko, ruszyła w kierunku salonu, a uśmiech, który wyciągnęła z szafy specjalnie dla Lori, spadł błyskawicznie z twarzy.
Nie chciała wiedzieć, co przygotowała Agnes, ale nie przystoiło odmówić; bardziej niż wygranych w pokera nienawidziła niespodzianek.

Postać opuszcza sesję



RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do pokera #1 - Lorraine Malfoy - 27.07.2024

Eden tylko prychnęła na wieść o wygranej, ale Lorraine uśmiechnęła się triumfalnie, a jej oczy zalśniły dumą: ani przez chwilę nie wątpiła w wygraną kuzynki. Niektórzy nazwaliby to ślepą wiarą, niektórzy stwierdziliby natomiast, że to duma zaślepia Lorraine, ale prawda jak zwykle leżała gdzieś pośrodku, w szybkim mignięciu ręki okazującej komplet kart, w szeptach zwieszających się koło uszu niby drogocenne kolczyki, w uśmiechu, który – wyjątkowo – sięgał oczu. Znała Eden całe swoje życie i tyle też ją podziwiała. Nie wierzyła w stare porzekadła o tym, że kto ma szczęście w kartach, cierpi na jego niedostatek w miłości – ”zależy mi, żebyś oswoiła się z finansowym ryzykiem”, powiedziała kuzynka, ale Lorraine tylko uśmiechnęła się słodko – być może myliła się cały ten czas, być może Koło fortuny, które wywróżyła jej Ambrosia, znaczyło rzeczywiście coś kompletnie innego niż myślała dotychczas. Dlaczegóżby miała grać przeciwko własnej rodzinie? 

W ciemnych oczach Eden mieszkała ciemność nocy, ale Lorraine była nawykła do mroku – była nocnym kwiatem ucałowanym przez ten sam mróz, który skuł jej spojrzenie lodem, ale teraz, pod czułą opieką Eden, zdawał się rozkwitać. Była kwiatem, który zwracał białą główkę w stronę kuzynki, jak gdyby ta była słońcem – choć ciemność jej spojrzenia otulała ją niczym żyzna czarnoziem – kwiatem rozchylającym swe płatki pod wpływem najmniejszej choćby pieszczoty. Popatrzyła na Eden wielkimi oczami – powiodła za nią spojrzeniem, kiedy ta podniosła się z miejsca – zdradzając się ze swoim desperackim złaknieniem aprobaty, tym samym, które towarzyszyło jej od najmłodszych lat dziecinnych, kiedy posłusznie dreptała za starszą kuzynką, starając się ją ukradkiem naśladować. Kiedy odwróciła z powrotem twarz w stronę reszty graczy przy stoliku, była niemalże obojętna. Ona dostała już swoją nagrodę, i nie były to galeony, nie: jej nagrody nie było już przy pokerowym stoliku – Lorraine patrzyła jak odchodzi, strapiona, że powiedziała coś nie tak. 

Dziękuję za wspólną grę – zwróciła się do wszystkich, ale najbardziej do Geraldine, doceniając ich rywalizację w ostatnim rozdaniu. Spojrzenie Lorraine nie bez powodu najdłużej zatrzymało się na twarzy kobiety, która odzywała się tego wieczoru najmniej. Uśmiechnęła się delikatnie do blondynki. Ludzie potrafili wyczytać z jej uśmiechu wiele rzeczy: pozwalała im na to, zadowolona z takiego obrotu spraw. Także i to “dziękuję” w wydaniu Lorraine miało wiele znaczeń. Nie tyle dziękowała za grę, co za dochowanie sekretu jej pochodzenia. Yaxleyowie od pokoleń znani byli jako łowcy magicznych stworzeń, a plotka głosiła, że po samym tylko ryku dzikiego zwierzęcia są w stanie rozpoznać, z jakim gatunkiem mają do czynienia i wymienić dziesięć sposobów na jego schwytanie. Geraldine musiała wiedzieć, że ma do czynienia z wiłą, a jednak – solidarnie milczała. Może to była część taktyki – może wiedziała, że wiłę najłatwiej zwabić, prowokując jej ciekawość – nieważne: Lorraine była wdzięczna łowczyni za jej dyskrecję. Armand Malfoy lubił mieć córkę przy sobie, kiedy grywał w nowym towarzystwie – czasem wystarczyło tylko sugestywne mrugnięcie wiły, aby zdekoncentrować otumanionego jej czarem przeciwnika – jeden błąd mógł wiele kosztować, ale czym były sykle wobec srebra jej włosów, czym były galeony wobec obietnicy złotych ust? Gorzej, kiedy ktoś wyrywał się spod uroku i zaczynał sypać groźbami. Atmosfera przy stoliku bardzo szybko stawała się wtedy nieprzyjemna. Lorraine cieszyła się, że tego wieczoru udało się tego uniknąć. 

Spuściła oczy, mierząc się ze świadomością, że musi coś zrobić z dwoma tysiącami galeonów, które leżały przed nią na stole. Rzuciła Anthony'emu znaczące spojrzenie spod opuszczonych rzęs. 

Byłabym niezmiernie wdzięczna, gdybyś zechciał dotrzymać towarzystwa mojej drogiej kuzynce – zwróciła się  z cichą prośbą w stronę mężczyzny, obdarzając go uśmiechem tchnącym rozbawionym zakłopotaniem: absurdalnie duży stos żetonów piętrzył się przed Lorraine na stole, przesłaniając szczęśliwie widok na jej drobne, teraz nieco drżące dłonie  – choć to miała być moja rola tego wieczoru, proszę, przeistocz się w finezyjną Afrodytę-Wenus – ja muszę zadbać o sprawy z domeny Hadesa-Plutona – westchnęła teatralnie, nawiązując żartobliwie do dyskusji z początków rozgrywki.

W bogactwie mitologicznych zawirowań nie spodziewała się, że to właśnie ją czeka los Midasa. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/1a9291304d425807247433bd2802352d/5dfc005f63cd8724-b9/s2048x3072/cb112e5bdaaf52f86db69ea0318792062132029e.jpg[/inny avek]

Postać opuszcza sesję



RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do pokera #1 - Anthony Shafiq - 28.07.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=b8F1MSA.png[/inny avek]
Nastrój płynął przy stole, rozlewając się niczym rzeka pozbawiona koryta i celu. Nie odpowiadało mu to, jakby realnie woń nadgnitej wody wgryzała się we wrażliwe nozdrza. Ekscytacja z wyjścia, z maskarady, ze spotkania z rodem Delacour, czy choćby z szansy wyrwania dla siebie kilku chwil więcej z Erikiem, dogasała szybciej niż zakładał. Gra nie bawiła go, Morpheus drażnił manierą, rozmowa nie kleiła się w tak różnorodnym towarzystwie, a on nie miał ochoty być tego dnia klejem, który zabawiałby wszystkich.

Może to kwestia zmęczenia, minęło ledwie trzy dni od incydentu w teatrze i nawet jeśli eliksiry działały swoje cuda, na twarzy próżno było szukać siniaków, to był wciąż osłabiony. Był wciąż w procesie regeneracji.

Może to kwestia tego, że wolałby, o zgrozo! pić paskudne piwo w innych okolicznościach, niż raczyć się wybornym francuskim winem tutaj.

Skrzywił się na słowa Lorraine i odruchowo przejechał dłonią po swojej głowie.
– Może słońce zbyt mocno rozjaśniło mi włosy, ale błagam... ja i morskie fale? To po prostu ze sobą nie współgra. Idź jednak i pamiętaj, że bez dwóch oboli nie ma przejścia – dodał w roztargnieniu, po czym różdżkom transmutował tacę w srebrzystą sakiewkę, w której łatwiej mu było przemieszczać się z drobnicą.

– Chyba przed tymi atrakcjami muszę jeszcze zaczerpnąć powietrza. Wybaczcie proszę, widzimy się za moment. – Pożegnał się dziwnie nieobecnym tonem z pozostałą dwójką i wyszedł z pokoju do gry, kierując się na moment ku balkonom.

Postać opuszcza sesję



RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do pokera #1 - Erik Longbottom - 28.07.2024

Nie dostrzegał, a może raczej nie chciał dostrzegać rozdrażnienia Anthony'ego. Czy wynikało to z frustracji? Braku humoru? A może tego, że w niezobowiązującej rozmowie padło nazwisko Malfoy w powiązaniu z jego własnym? Erik wypuścił powoli powietrze z ust, obserwując, jak kolejne osoby podnoszą się z miejsc, zgodnie z sugestią krupiera. Obrócił głowę, aby wbić na moment spojrzenie w plecy Shafiqa.

Wiedział, że tego rodzaju wyjścia nie będą łatwe. Przed paroma tygodniami złożyli sobie dosyć poważną obietnicę i chociaż początek miesiąca ułożył się dla nich zaskakująco dobrze, biorąc pod uwagę wspólne obchody Lammas, tak... Reszta miesiąca już tak dobrze się nie układała. Nawet ostatnie wyjście do teatru okazało się skalane interwencją porywaczy. Erik wypuścił głośno powietrze z ust. Nie, to nie była odpowiednia pora, aby to roztrząsnąć. Pokręcił głową i zerknął na swoją opokę.

Zapraszam panno Yaxley — odezwał się do Geraldine, kiedy reszta zebranych zaczęła zmierzać z powrotem do głównej sali. — Zobaczymy, co też przygotowała dla nas gospodyni... Może chwila rozrywki nam się przysłuży. Czuję się oskubany przez Eden, wiesz?

Po tych słowach wstał od stolika, biorąc przyjaciółkę pod rękę i prowadząc w stronę tego całego zbiegowiska. Kompletnie nie rozumiał idei nagłego przerwania rozgrywki, skoro ledwo zostali powitani i zaproszeni do gry. Z drugiej strony, rzadko kiedy angażował się tak mocno w przyjęcia organizowane przez Agnes. Może to była jakaś tutejsza tradycja? A może kobieta tak się ucieszyła z tego, jakie grono zdołała zgromadzić tej nocy pod swoim dachem, że chciała im podziękować i... Znowu życzyć owocnej gry?

Erik Longbottom & Geraldine Yaxley
Postacie opuszczają sesję
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=NDZ0t2z.png[/inny avek]