![]() |
|
[7.09.1972, noc] Sucker | Charles, Rodolphus - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [7.09.1972, noc] Sucker | Charles, Rodolphus (/showthread.php?tid=4409) |
RE: [7.09.1972, noc] Sucker | Charles, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 06.02.2025 - Jesteś pewny, że to przez zapach? - zapytał cicho, nieco z rozbawieniem, wprost do jego ucha. Gdy tu przybył, był na niego zły. Podniósł na niego rękę i był gotowy fizycznie go skrzywdzić, ale teraz... Teraz gdy czuł, że Charles rozpływa się w jego ramionach, cała ta złość na bezmyślność Mulcibera rozwiała się jak dym. Jeszcze być może tego nie zauważał, ale przyjemność, którą czerpał ze spędzania czasu przy Charlesie, zaczynała wkradać się do jego umysłu jak miła rutyna. Coś, przed czym zawsze się wystrzegał, bo gdy człowiek wpadał w rutynę, stawał się po prostu nieostrożny. Dlatego od zawsze dbał, by było mu niewygodnie tak często, jak to było potrzebne: fizycznie oraz psychicznie. On nie chciał i nie mógł wpaść w rutynę, ale wciąż wierzył, że nad wszystkim panuje. - Ale skoro tak, może prysznic pozwoli ci się ochłodzić. I przy okazji zmyje resztki brokatu. On również potrzebował prysznica, chociaż bynajmniej nie po to, by się schłodzić i móc na powrót zebrać myśli. Rodolphus sięgnął powolnym ruchem do paska od spodni, przymykając oczy w odpowiedzi na krótkie pocałunki, złożone na jego szyi. - Twoja wina, ale się do tego przyczyniłem. Oddam z nawiązką - powiedział tonem, który w zasadzie nie pozostawiał tutaj żadnego pola do popisu. Wypisze czek i tyle: to, czy Charles będzie chciał skorzystać z tych pieniędzy czy nie... Na to nie miał wpływu. W chwili, gdy przekaże mu czek, to Mulciber będzie mógł zrobić z nim co zechce. Spalić, podetrzeć się, podrzeć lub spieniężyć czy schować na czarną godzinę. Klamra paska brzęknęła, a skóra rozsunęła się, pozwalając spodniom lekko opaść na biodra. W tym samym czasie Rodolphus pchnął lekko Charlesa w kierunku prysznica. Nie to, żeby przepadał za wspólnym myciem się, ale potu nawet chłoczyść nie zmyje tak skutecznie, jak lodowata woda i mydło. RE: [7.09.1972, noc] Sucker | Charles, Rodolphus - Charles Mulciber - 07.02.2025 Upojony bliskością Rolpha, tylko zaśmiał się słabo, składając kolejne pocałunki, zahaczając skórę zębami i pozostawiając czerwone ślady. Nie przeszkadzał mu już lepiący się do języka brokat. - Teraz sam już nie wiem. - Westchnął między drobnymi ugryzieniami. Zapomniał już o złości, o potrzebie wyładowania się, gdy możliwość innego spożytkowania energii była tak blisko. Uderzenia wciąż bolały, lecz przestawały mieć znaczenie. Nie zastanawiał się nad tym, co rodziło się między nim i Rodolphusem. Ich znajomość niemal od początku opierała się właśnie na tym: wsparciu połączonym z zachwytem swoimi ciałami. W towarzystwie Lestrange czuł się swobodnie, ufał mu i chciał odwdzięczyć się tym samym, co mu zaoferowano. Topniał w jego ramionach, nie chcąc myśleć o tym, co będzie później. Skupiał się na chwili, cieszył się i ani myślał przerwać dla prysznica. Ciepły oddech na policzku przynosił dreszcz. Szczęknięcie klamry paska było jak sygnał. Charles odsunął się, lecz nie na długo. Posłał Rodolphusowi przeciągłe spojrzenie, a następne opadł na kolana, zsuwając materiał spodni Rolpha niżej, by grawitacja zrobiła resztę. Prysznic mógł chwilę zaczekać, gdy Mulciber przygryzał wargę, patrząc z dołu, jak grzeczny piesek, który uważnie słuchał rozkazów. Przesunął palcami po skórze na zewnętrznej stronie ud Rodolphusa. RE: [7.09.1972, noc] Sucker | Charles, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 07.02.2025 To, co między nimi kiełkowało, było tak ulotne jak mgła. Unosiło się nad ziemią niezauważone, przeganiane pod wpływem gwałtowniejszych ruchów lecz w chwili, gdy oboje odwracali wzrok: oplatało ich kostki z pełną mocą i nie pozwalało już zrobić kroku w tył. Nie wiedzieli tego jeszcze, ale ta mgiełka była cholernie trudna do przerwania. Być może jednemu będzie łatwiej, ale mogło być też tak, że gdy oboje uśpią czujność i nie opuszczą na czas głów - będzie już za późno. Ale jak mógł o tym myśleć, gdy wargi Charlesa wędrowały po jego szyi, a zęby zahaczały o bladą skórę, pozostawiając na niej blade ślady? Jak mógł myśleć o czymkolwiek gdy czuł, jak dłonie Mulcibera zaciskają się mocniej na jego ciele, jak on sam łaknie jego bliskości, chociaż jeszcze przed chwilą wzajemnie zadawali sobie ciosy? Zaczynał mieć wątpliwości, czy Charles był tu jedynym, który miał w tamtej chwili problemy z agresją. Dlaczego go to tak zdenerwowało? Nie to, jak o nim pisał tylko to, co mówił, że zrobi? Dlaczego tak bardzo wściekł się, gdy pomyślał, że Mulciber może faktycznie pójść szukać Baldwina i idiotycznie stracić rękę, nogę lub życie? Nie obchodzi mnie to. Nie obchodzisz mnie ty chciałby chociaż to pomyśleć, lecz ta myśl nie zdążyła nawet się ukształtować w jego umyśle. Nie, gdy jego oczy napotkały przeciągłe spojrzenie, gdy zobaczył jak pada na kolana i sięga do jego spodni. Nie obchodzi mnie to, nie zdążyło się uformować - tak naprawdę jego mózg zdążył po prostu pomyśleć o literze N, zanim całkowicie się wyłączył, każąc mu wypowiedzieć inne słowo. - Charles... - szept poniósł się po łazience, odbił od zimnych kafelków i wsiąkł w miękkie ręczniki tak, jak palce Rodolphusa wsiąkły we włosy Charlesa. Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że oto patrzcie: władca ludzkich umysłów, ktoś kto nie boi się schwytać żywego towaru tylko po to, by przeciągnąć go na stół i rozkroić przy pomocy skalpela. Oto ktoś, kto precyzyjnymi ruchami różdżki rozcina twardą czaszkę, by uchylić jej kawałek i móc dostać się do obrzmiałego, nasiąkniętego krwią organu. Jeszcze żyjącego, jeszcze pulsującego, pofałdowanego - przez który przechodzą impulsy nawet w chwili, gdy serce już nie bije. Oto on: oklumenta i legilimenta, naukowiec który nie cofnie się przed morderstwem doskonałym, byle by tylko poznać każdy zakamarek umysłu. Oto on - pan i władca umysłów, który sam swój mózg ujął w dłonie i po prostu wypieprzył go przez okno. Bo jak inaczej można było nazwać to, w czym teraz tonął? Zwierzęca, czysta przyjemność, otulona wilgotnymi jękami, chociaż przecież jeszcze woda nie spłynęła ze słuchawki. Niewypowiedziane obietnice, których nikt nie musiał wypowiadać, gdy zaciskali dłonie na swoich ciałach. Pocałunki, które mówiły więcej niż słowa. Aż w końcu szum wody, płytkie oddechy i przyjemne, pełne spełnienia milczenie, którego nie trzeba było przerywać. Nie musieli nic mówić, żeby wiedzieć. A jednak wypadałoby coś powiedzieć. Wypadałoby wytłumaczyć, dlaczego w ogóle znaleźli się w tej sytuacji. Dlaczego on sam przybył tutaj w tak gwałtowny sposób, ignorując wszelkie możliwe granice kultury i prywatności, tak po prostu pojawiając się na środku mieszkania, gotów rzucić się na Charlesa, gdyby znalazł go przy drzwiach, wychodzącego. Lestrange spojrzał na Mulcibera w zamyśleniu, przejeżdżając miękkim ręcznikiem po mokrych, czarnych włosach. Obserwował to, jak uspokaja oddech, jak przy pomocy palców odczepia resztki brokatu z ramienia, jak sięga po czyste ubranie. Nie chciał przerywać tej ciszy, lecz co jeżeli to nie pierwsza taka groźba ze strony Charlesa? - Będziesz starał się go odnaleźć, prawda? - zapytał w końcu, odwieszając ręcznik na hak. Nie musiał się upewniać: był w zasadzie pewny, że Mulciber prędzej czy później będzie chciał dorwać Baldwina. RE: [7.09.1972, noc] Sucker | Charles, Rodolphus - Charles Mulciber - 12.02.2025 W gorącu chwili, między ciekawskimi dłońmi, spuchniętymi ustami, kropelkami potu, jękami ekstazy i całą masą złotego brokatu lepiącego się do każdej powierzchni, nie było miejsca na wątpliwości. Ten zakazany owoc dojrzewał i uzależnia, zaś Charles nie myślał nawet, by wyrwać się spod tego czaru. Jeśli Rodolphus wciąż chciał wykorzystać Charlesa, mógł to robić z dziecięcą łatwością. Za emocje, jakich mu dostarczał, byłby gotów jeść mu z ręki. Gdy był z Rodolphusem, znikała praca, problemy, śliczna Scylla, ojciec, Alexander, Lorien i wszystko inne. Padnąwszy do stóp, w myślach miał tylko jedną osobę. Naiwny, pchany biologicznymi potrzebami, poddał się instynktom. Tym razem było inaczej. Bolały już nie tylko uderzenia, ale też również rzędy odciśniętych w skórze zębów, również czerwone ślady dłoni, w końcu otarcia spowodowane pośpiechem i zachłannością. Były one pamiątką, której Charles nieco się wstydził, gdy hormony na powrót oddały mu w posiadanie jego własne ciało, ale nie chował ich jeszcze pod ubraniem. Nie potrzebował ręcznika, by się osuszyć, bo materiał potrzebny był mu tylko do przewiązania na biodrach, poza tym, wciąż nosił ślady brokatu. Magia popłynęła przez jego dłonie, gdy palcami przeczesywał włosy, susząc je przy okazji, a następnie sięgnął po zwykły, biały podkoszulek, na którym również już zdążyły osiąść złote drobinki. - Hm? - Mruknął, udając, że nie dosłyszał, że nie zwracał wcale uwagi na obecność Rodolphusa w pomieszczeniu. Nie mógł zapomnieć o mężczyźnie obok siebie, nie wtedy, gdy para z gorącego prysznica wciąż mieszała się z parą ich przyspieszonych oddechów. - Odnaleźć Baldwina? - Dopytał, choć wcale nie musiał. - Nie wiem... Martwię się o Scarlett. Ale wszyscy przestrzegają mnie przed Nokturnem. Tam każdy patrzy na siebie, prawda? Nie sądzę, by ktoś zechciał mi pomóc odnaleźć i podejść tego... Orpheusa. Może ta dziewczyna od kwiatków? Chinka? W jego domu byłoby zbyt oczywiste... RE: [7.09.1972, noc] Sucker | Charles, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 13.02.2025 Nie musiał dopytywać - oczywistym było, że chodzi o Baldwina. Lestrange obserwował przez chwilę Charlesa, jak ten gubi się we własnych słowach, chociaż jeszcze przed niecałą godziną zaręczał się, że odnajdzie go i zrówna z ziemią. Milczał przez chwilę, jakby próbując zebrać myśli, które leniwie przelatywały przez jego głowę. Nie chciały się obudzić po tym, co się stało. Adrenalina i euforia zalały go całego, a to sprawiło, że zdolność myślenia była nieco spowolniona. - Jeżeli się o nią martwisz, mogę się upewnić, że nic jej nie będzie grozić - powiedział w końcu, lekko przekrzywiając głowę. Podejrzewał, że gdyby siostra Charliego dowiedziała się o tej rozmowie, to nie tylko Charles miałby urwały łeb przy samej dupie, ale mu również by się oberwało. Nie mógł jednak pozwolić na to, by Mulciber polazł na Nokturn tak po prostu, nieprzygotowany, w emocjach. Być może Robert miał kiedyś swój sklep na Ścieżkach, być może jego rodzina poruszała się po tej części magicznego Londynu bez przeszkód, ale nie należało zapominać, że Charles Mulciber był wciąż przyjezdny. A reputacja, która go powoli oplatała, nie była tą, która pomogłaby mu w tak niebezpiecznym miejscu. - Nie, nie pomogą ci. Wręcz przeciwnie. Czy on zamierzał tam iść i po prostu pytać przechodniów o to, gdzie może znaleźć tego konkretnego Malfoya? Czasem Rodolphus powątpiewał w poczytalność tego chłopaka. A potem przypominał sobie, jak dobrze poradził sobie w chwili, gdy potrzebował wsparcia przy upewnieniu się, że Leon nie zerwie zawartej ze Śmierciożercami umowy. Widział w Mulciberze potencjał, którego nie chciał zmarnować przez to, że powie mu idź na ten Nokturn, najwyżej dostaniesz w pysk. - Maeve prędzej wbije ci widelec w oko i wyśle je Alexandrowi z jakimś niewybrednym żartem na temat trzeciego oka, niż ci pomoże - zauważył, nie mogąc powstrzymać kącików ust przed uniesieniem się. Dłoń Rodolphusa zanurzyła się w kieszeni spodni, które na powrót spoczywały luźno na kościstych biodrach. Szczupłe palce spoczęły na zimnym przedmiocie. Obracał chwilę łańcuszek wokół opuszków, zanim w końcu zdecydował się wyjąć dłoń z kieszeni. W ręce Lestrange'a pojawił się faktycznie łańcuszek. Zakończony wisiorkiem w kształcie anatomicznego serca. Serce było w kolorze wyblakłej czerwieni. - Planowałem dać ci go w nieco innych okolicznościach - mruknął, chociaż jego twarz nie zdradzała tego, by faktycznie żałował, że prezent wręcza w zaparowanej od ich oddechów i gorącej pary wodnej łazience. Dwa miękkie kroki i już był przy Charlim. Uniósł wisiorek na wysokość jego oczu. - Gdy drugiemu będzie grozić niebezpieczeństwo, czerwień stanie się krwista i wyraźna, a wisiorek: gorący. Sugerowało to, że on sam miał przy sobie gdzieś drugi taki egzemplarz. Na twarzy Rodolphusa pojawił się delikatny uśmiech. - To jest jedno zabezpieczenie. Drugie jest inne. Pomogę ci, żeby nikt inny nie rozłożył cię jak małej dziewczynki tak, jak ja to zrobiłem przed chwilą - złośliwe błyski pojawiły się w jego oczach, ale nie była to czysta złośliwość. Raczej coś w rodzaju przytyku - złośliwego bo złośliwego, lecz nie mającego na celu dogłębnie zranić. RE: [7.09.1972, noc] Sucker | Charles, Rodolphus - Charles Mulciber - 13.02.2025 Charles odwrócił się tyłem do Rodolphusa i pilnując, by Lestrange nie zobaczył za dużo, wciągnął bokserki. Był gotowy do pójścia do łóżka, bo i pora była późna, a rano czekała praca, a przed nią spotkanie z Richardem, o którym zdążył zapomnieć w ciągu dnia. Odrzucił ręcznik na bok, na tworzącą się na podłodze kupkę rzeczy do prania. Brokat skrzył się w magicznym świetle. - Nie martwię się o to, że coś może jej grozić. - Powiedział powoli, przecierając oko. Miał wrażenie, że wciąż nieco go piekło. - Tylko że może wpaść w złe towarzystwo. Już wpadła, tak właściwie. - Podsumował, a temat siostry zdecydowanie psuł atmosferę wilgotnej łazienki. Cokolwiek Scarlett planowała, Charlie nie miał już na to wpływu. Po ich ostatniej sprzeczce nie zdziwiłby się, gdyby nie chciała z nim wcale rozmawiać. - Zostaw ją, jest dorosła. Z drugiej strony, z ciekawości: jak mógłbyś się upewnić? Rodolphus, choć tak bliski i wspierający, w gruncie rzeczy pozostawał zagadką. Być może to jego praca miała na to wpływ, a może powiązania z tą dziwną sprawą, która miała pozbyć się ze świata mugolactwa raz na zawsze. Rolph pokazał część swoich umiejętności, gdy mierzył się z Leonem, i Charles wiedział, że lepiej pozostać po jego dobrej stronie. Nie, żeby choć dopuszczał do siebie możliwość zmiany frontów. - Nie martw się, nie wpadnę na Nokturn i nie zacznę rozpytywać przechodniów o Orfeusza. - Zapewnił, jakby czytał Rolphowi w myślach. Nie miał planu, a Maeve była tylko możliwością, która jednak zaraz została odrzucona. Nie zamierzał tracić oka, nie na widelcu. Chciał powiedzieć więcej, zapewne coś w swoim odczuciu cwanego, lecz ledwie zdążył się uśmiechnąć, gdy zobaczył błyskotkę w dłoniach Lestrange. Uniósł lekko brwi, a jego uśmieszek odpadł do wyrazu zdziwienia. Przez moment nie odzywał się, gdy łapał w dłoń wisiorek na łańcuszku, by zatrzymać jego wahanie i przyjrzeć się kształtom. - Dla mnie? - Dopytał ostrożnie, słusznie zaskoczony. - Ty masz drugi? Rodolphusie… dziękuję. - Uśmiechnął się znów na powrót, przenosząc spojrzenie z serca na twarz przyjaciela. Przytyk nie zranił go, bo i nie mógł zakłamywać faktów. Rodolphus łatwo go pokonał. - To zabezpieczenie, żebyś wiedział, kiedy zabłądzę na Noktrun, prawda? W takim razie już nie chcę, nie będę już szukał tego szczura. - Postanowił z przekorą godną małego dziecka. Nie zmniejszał i tak już niewielkiego dystansu, ale złapał na moment wolną dłoń Lestrange'a, by ścisnąć ją lekko. - Dziękuję. Jak cię znajdę, jeśli będziesz potrzebował pomocy? Co wskaże mi drogę? RE: [7.09.1972, noc] Sucker | Charles, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 13.02.2025 Lestrange lekko przekrzywił głowę, a na jego usta zabłądził dziwny, enigmatyczny uśmiech. Charles chyba nie sądził, że nagle odkryje przed nim wszystkie swoje karty, prawda? Co by zrobił gdyby dowiedział się, że krewna Baldwina była kimś, z kim współpracował nie tylko on we własnej osobie, ale również Robert, wuj Charlesa? - Czasem zwykła prośba, skierowana do odpowiedniej osoby, potrafi zdziałać więcej niż najstraszniejsze groźby na tym świecie - odpowiedział zgodnie z prawdą. Nie miał oporów przed tym, by po ludzku poprosić Lorraine o to, by się z nim spotkała porozmawiać o Orfeuszu i Scarlett. I tak zamierzał posłać do niej list, gdy tylko wróci do swojego domu. Lestrange zrobił kolejny krok w stronę Charlesa. Znalazł się tak blisko, że na powrót czuł jego przyspieszony oddech na swojej skórze. - Tak, mam drugi. Działa na tej samej zasadzie. Nie było w tym żadnego haczyka - żadnego gdy go założysz, nigdy go już nie zdejmiesz. Nie był to wisior, obłożony klątwą. Nie miał na celu uduszenia osoby, która go nosiła. W ciągu tych kilku miesięcy Rodolphus zdążył już nauczyć się wykorzystywania w życiu zupełnie innego podejścia do zjednywania sobie sojuszników. - Po części - uniósł dłoń, którą trzymał go Charles, by złożyć na bladych kostkach pocałunek. - Ale nie chodzi tylko o Nokturn. Chodzi o każdą sytuację, w której znajdziesz się w niebezpieczeństwie. Ty lub ja. Jeżeli poczujesz, że wisior robi się gorący i parzy twoją skórę, złap go dłonią i skoncentruj się na mnie. Przeniesie cię w miejsce, w którym się znajduję, chyba że to będzie zabezpieczone zaklęciami. Każdy magiczny przedmiot miał swoje ograniczenia. Jeżeli ktoś postanowiłby wrzucić Rodolphusa do klatki w miejscu, na które następnie nałoży potężne zaklęcia zabezpieczające, wisior zadziała połowicznie. Nie przeskoczy bariery. Bez pytania Lestrange wyswobodził dłoń z uścisku - tylko po to, by rozpiąć łańcuszek. Nie pytał, czy może - przecież to nie była obroża, której Charles nie mógłby zdjąć w dowolnym momencie. Gdy otaczał metalem skórę na szyi Mulcibera, materiał był przyjemnie chłodny. Nie wibrował żadną magiczną energią, nie zacieśniał się, nie falował. Był po prostu... Wisiorkiem. - Żyjemy w niebezpiecznych czasach, Charles - szepnął, muskając opuszkami jego szyję. Na moment zawiesił wzrok na oczach Mulcibera. Były piękne na swój sposób. Kryły w sobie wiele emocji, które nie były jeszcze do końca ukształtowane. Miał wrażenie, że wołały do niego, by wyciągnął dłoń i zaczął je formować jak glinę. - A dołączając do nas możesz napotkać osoby, które będą chciały cię skrzywdzić, jeżeli odkryją, co kryje się pod tą maską niewinności, którą prezentujesz na co dzień. Gdyby ktokolwiek, kto uważał Mulcibera za niewinnego, zobaczył go wtedy w piwnicy z Leonem, zmieniłby zdanie dość szybko. A to był dopiero początek. RE: [7.09.1972, noc] Sucker | Charles, Rodolphus - Charles Mulciber - 16.02.2025 Charles niewiele wiedział o świecie czystokrwistych w Londynie, ale jednego zdołał się nauczyć: każdy miał powiązanie z każdym. Niezależnie od tego, co pokazywali na zewnątrz, większość znała się być może bardziej, niż tak naprawdę tego chcieli, nawet nie utrzymując bezpośrednich kontaktów. W swojej dobroduszności Charles jednak twierdził, że czystokrwiste rody dbają najpierw o swój interes, dopiero potem zastanawiając się nad możliwością zaszkodzenia innym. Wciąż nie nauczył się tego, jak potężnym narzędziem mogła być zawiść. - Wszystkie prośby mają swoją cenę. - Przypomniał Rodolphusowi, lecz nie zamierzał przekonywać go, by porzucił swoje plany. Wręcz przeciwnie, schlebiało mu, że Rodolphus chce zaciągnąć u kogoś możliwy dług w jego imieniu, by pomóc siostrze. Dopiero zaczynał rozumieć, że to Rolph jest jedyną osobą, której może zaufać ostatecznie. Że Lestrange nie sięgnie po nóż, by wbić mu go w plecy, że mimo tego, iż może mieć inne osoby, nie zachowa się jak Richard i nie będzie wprost przyznawał, kogo dobro jest najważniejsze. Rodolphus nie sprawiał, że ich relacja musiała uwzględniać kogoś jeszcze, bo przecież byli w niej tylko oni obaj, teraz tym bardziej połączeni naszyjnikiem, który miał działać jak koło ratunkowe. Na jego ustach błąkał się uśmiech, gdy wpatrywał się w szare oczy Rolpha, a jegp klatkę piersiową wypełniało ciepło. Schylił głowę, ułatwiając zapięcie amuletu, a kiedy serce zawisło już na jego karku, złapał je w dłoń i ścisnął, chcąc oswoić się z tym uczuciem. Metal był chłodny dla skóry. Wszystko było w porządku. - Wiem, czym ryzykuję. - Powiedział, przysuwając się, by przenieść palce na szczękę Rolpha, by po raz kolejny zbadać jej kształt. - Ale z tobą nic mi nie grozi. Ja będę się starał, żeby nic nie groziło tobie. Możesz mi zaufać. Koniec sesji
|