![]() |
|
[13.09.1972] Zakładka sprzed lat || Ambroise & Prudence - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [13.09.1972] Zakładka sprzed lat || Ambroise & Prudence (/showthread.php?tid=4999) |
RE: [13.09.1972] Zakładka sprzed lat || Ambroise & Prudence - Ambroise Greengrass-Yaxley - 25.07.2025 Cóż. Punkt widzenia zależał od wielu różnych czynników składających się na indywidualną rację. Ona natomiast bez wątpienia była jak dupa. Każdy miał swoją. Dla niego ciężko byłoby stwierdzić, kto tak naprawdę jest czarnym koniem w tej wojnie. Szczególnie wtedy, gdy kolejni uczestnicy wyścigu byli ostrzeliwani coraz bardziej na oślep. Wystarczyło być w złym miejscu o złym czasie. Ginęli wszyscy, bez względu na założenia czy intencje. Nawet ci, którzy trzymali się na uboczu. Widział to zbyt wiele razy. W jednym rzeczywiście wszyscy byli równi. Czystość krwi nigdy nie miała znaczenia w oczach Śmierci. W najbliższych tygodniach i miesiącach bez wątpienia mieli spotykać się z nią jeszcze częściej niż przedtem. Ugaszenie pogorzelisk z pewnością było wyłącznie początkiem walki o powrót do czegoś na kształt normalności. Przepełnione sale szpitalne, równie wypełnione kostnice. Nie dało się tego uniknąć. Zresztą taka była ich praca, czyż nie? Wybrali ją świadomie, mogli mieć wewnętrzne obawy, ale ostatecznie wciąż mieli dać radę. Zawsze dawali. Jasne, mógłby odpowiedzieć werbalnie na pytanie, jakie w teorii zadała do niego, nie do siebie, jednak podświadomie zdawał sobie sprawę z tego, że nie musi tego robić. Cokolwiek mógłby odpowiedzieć, Prudence doskonale znała jego zdanie na ten temat. Wzruszył zatem ramionami. Nie uważał żadnego z nich za słabego człowieka. Zarówno on, jak i ona mieli poradzić sobie z tym, co nadchodziło. Ba, z tym wszystkim, co tak naprawdę już nadeszło, czekając na nich w Londynie i poza nim. Prędzej czy później musieli zmierzyć się z całym pokłosiem tamtej dystopijnej nocy. To, że na chwilę udało im wyrwać się z chaosu, aby złapać głębszy oddech na wsi nie oznaczało, że mogli to robić tak długo jak chcieli. Tymczasowy odpoczynek był dokładnie taki. Tymczasowy. Ten stan nie miał trwać wiecznie. Zresztą nie dało się ukryć, że już poprzedniego wieczoru dopadła ich brutalna rzeczywistość. Nawet, jeśli później wszystko ponownie powróciło na znacznie bardziej właściwe tory, Ambroise nie był w stanie nie dostrzec, jak blisko wszyscy byli tego, aby przedwcześnie zakończyć pobyt na wsi. To, że nadal tu pozostawali świadczyło wyłącznie o nich samych i o tym, że nie dali ponieść się cudzym prowokacjom. Poniekąd spodziewał się, że każde z nich kryło w sobie dostatecznie duże pokłady tłumionego stresu, aby móc wybuchnąć na równi z tym, co zaprezentował im Romulus. Ba, w jego własnym przypadku być może... ...z pewnością znacznie mocniej. Gdyby rzeczywiście pozwolił sobie na podobne zachowanie, dając zupełnie niekontrolowane ujście wszystkim złym emocjom, jakie tłumił głęboko w sobie, najpewniej nie skończyłby sceny w tak nieszkodliwy sposób jak Potter. Nie ewakuowałby się tylnym wyjściem, wygodnie tracąc przytomność. O nie. Podejrzewał, że jego obecna towarzyszka także byłaby dużo bardziej ukierunkowana w wylewaniu swoich najgorszych emocji. Nie próbowałaby ciąć jęzorem na oślep, nie machałaby palcem wskazującym jak nożykiem do rozsmarowywania masła po bochenku chleba. Nie. W tym wypadku także miał pewność, że ze wszystkich osób, jakie mogły dać się ponieść nagromadzonej paranoi i traumie, Roman był najmniej szkodliwy. Być może zranił uczucia Prudence. Możliwe, że stracił zaufanie Ambroisa. Wkurwił Benjy'ego. Doprowadził Corneliusa na sam skraj cierpliwości. Zmieszał Geraldine i sprawił, że Elias odruchowo sięgnął po metamorfomagię. Wpłynął na nich wszystkich, ale zachowywał się teatralnie, nieudolnie wylewając gniew w kierunku kogoś, kogo nie lubił. I tak, zdecydowanie mógł mieć niezbyt dobre relacje z kimkolwiek chciał, ale zapomniał przy tym o najważniejszym. O tym, że sam także był tu gościem. Poza tym nie musiał zadawać się z nikim na siłę. Mógł mieć swoje prywatne opinie. Ba, mógł nawet rozmawiać z innymi na ich temat. Problem leżał w sposobie, w jaki to robił. W końcu sam Roise również częściej niż rzadziej nie zgadzał się z Prue. No, właśnie. - Koniecznie potrzebujesz podkreślać, że zawsze patrzysz szerzej, czyż nie? - Być może powiedział to z nieco ironicznym uśmieszkiem błąkającym się w kącikach jego ust, jednak w gruncie rzeczy nie brał tego zachowania do siebie. Lubił ich dyskusje. Nie, nie potrzebował faktycznej odpowiedzi. Doskonale wiedział, co mógłby usłyszeć w tym zakresie. Domyślał się tego na tyle, że gdyby te słowa opuściły usta dziewczyny, zapewne w którymś momencie mógłby z powodzeniem wejść jej w wypowiedź i zakończyć zdanie. Tak, znali się pod tym względem. Nie czuł się w żaden sposób zmieszany czy nawet poirytowany tym, że Prue koniecznie potrzebowała być lepsza i myśleć w bardziej rozległy sposób niż on. Być może w szkole było to dla niego coś, czego w niej nie tolerował. O ironio, nie lubił, gdy ktoś starał się na siłę zadzierać nos, zachowując się tak, jakby pozjadał wszystkie rozumy. Tak, bywał w tym hipokrytą, bo sam patrzył na ludzi z góry. Nie, nie uważał tego za swoją własną wadę. W przypadku Prudence? Cóż. Oboje byli już dorośli, nieprawdaż? Każde z nich miało swój indywidualny styl bycia i charakter. W tym momencie znacznie bardziej bawiły niż drażniły go te jej zagrywki. Akceptował je w takim zakresie, w jakim miał okazję je obserwować, bo nie czuł potrzeby wpływać na jej zachowanie. A że nie potrzebował zgadzać się z nią na siłę? Tym lepiej. - Nigdy nie powiedziałem, że będą takie dla wszystkich - wzruszył ramionami, dopijając filiżankę kawy niemal do samego końca i odstawiając ją na stolik. - Nie da się zaprzeczyć. Niektórzy wynieśli z pożarów nieoczekiwane - urwał na ułamek sekundy, posyłając wymowne spojrzenie w kierunku dziewczyny, a następnie składając gazetę na pół i odkładając ją na stolik - benefity - nie uzupełnił ani jednego hasła krzyżówki, zanim wyszedł, mogła być zupełnie spokojna o swoją codzienną rozrywkę. Miała rację. Poniekąd. Dla niektórych los przewidział nie straty a nowe szanse. Koniec sesji
|