Secrets of London
[Jesień 1972, 2.10 Lucy & Gabriel] W dzikie wino zaplątani - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [Jesień 1972, 2.10 Lucy & Gabriel] W dzikie wino zaplątani (/showthread.php?tid=5427)

Strony: 1 2 3 4


RE: [Jesień 1972, 2.10 Lucy & Gabriel] W dzikie wino zaplątani - Gabriel Montbel - 02.04.2026

– Lucy ja… – wymamrotał otumaniony chwilą, a jego myśli, jego uczucia pędziły cwałem na przełaj zastanej rzeczywistości.

Widywał kobiety piękniejsze od niej. Rozmawiał z ludźmi mądrzejszymi od niej. Ciągnęlo go - na stracenie - zwykle ku gwałtownej przygodzie, w której było dużo krwi i malo w ostatecznym rozrachunku zaangażowania.

Ale była też ona. Jak słodka czereśnia w dłoni, pokryta słodką glazurą z waniliowym kremem zamiast pestką w środku. –  A gdyby tak…? – Po co się podnosić? Zamiast wstawać mogliby położyć się na chłodnych schodach wieży i całować do świtu. Czy nie brzmiało to jak doskonały plan? Głupi plan? Idealny plan?

Nikt, nigdy nie sprawił, że czuł się tak jak czuł się teraz. Może gdyby dokończył rytuał? Czy z chęcią przechadzałby się w jej skórze? Czy gładzilby alabastrową biel zachowując chociaż fragment dla siebie? Albo gdyby była czlowiekiem.

Jak smakowała Twoja krew?

To pytanie powinno go jątrzyć, zamiast rozważań na temat słodyczy ust.

To tylko tak dla żartu. Czysta rozrywka.

Mógłby tak powiedzieć, a wtedy pewnie zrzuciłaby go ze schodów i patrzyła beznamiętnie jak łamie sobie kark.

– Lucy wiesz ja… muszę Ci coś powiedzieć – zaczął ponownie tylko po to by… stchórzyć. Napięcie było nie do zniesienia, lęk że po schodach potoczy się nie tylko jego głowa ale i wątpliwy soojusz który mieli… – To niedopatrzenie że takie dobro, się zmarnowało. Co Ty teraz będziesz jeść moje słodkie biedactwo. – Język sam zaczął trajkotać, choć zatopiony w powojach ej sukni wolałby robić absolutnie co innego. – Muszę jak najszybciej zaopatrzyć nas w nowe pudełka. Co prędzej! Jedna chwila mój aniele. – Elastycznie sie wyprostował, chwytajac za różdżkę i salwując siŵ ucieczką z tej szalonej niezręczbości. Że było po północy i żadna cukiernia raczej nie będzoe otwarta o tej porze? Nieistotny detal. Musiał jak najszybciej to pragnienie uzewnętrznić, wyrzucić z siebie i Lucy NIE MOGŁA być tego świadkiem.

Jak postanowił tak zrobił.

Teleportacja puknęła cicho pozostawiając ledwie wspomnienie wampirzego chaosu jakim był Gabriel Montbel w towarzystwie młodszej wampirzycy.

Koniec sesji