Secrets of London
[15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125)
+--- Dział: Szkocja (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=127)
+--- Wątek: [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności (/showthread.php?tid=5610)

Strony: 1 2 3 4 5


RE: [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności - Bard Beedle - 15.02.2026

Wyginam śmiało ciało

Gdy Erik i Dora pozostali w pobliżu wejścia, rozglądając się, Jonathan postanowił działać. Ruszył przez pomieszczenie, mijając krąg runiczny - zdało mu się kątem oka, że ten zabłysł przez moment, ale mogło być to tylko złudne wrażenie - i zbliżał się do klatki.
Jego talent aurowidza zdradził Selwynowi, kogo widzi, szybciej niż mógłby zrobić to zwykły wzrok.
Aura była bowiem znajoma i należała do Cormaca: a raczej... prawdopodobnie należała do niego, bo odrobina szarości, zawsze w niej widoczna, teraz wplotła się w nią znacznie mocniej, wysysając barwę z innych kolorów. Mężczyzna nie poruszał się, nieprzytomny, zbyt osłabiony, albo wciąż nieświadomy, że nadeszła pomoc.
Jedyny problem?
Mało prawdopodobne, że Cormac sam wpakował się do tej klatki.
I kto go do niej wsadził stało się więcej niż jasne ledwo parę sekund później, kiedy jedna z trzech zbroi pod ścianą pochyliła się nagle, próbując pochwycić w czuły uścisk Selwyna, ledwo ten znalazł się w zasięgu dłoni. Może nie mogła oprzeć się czarowi przystojnego czarodzieja? Ten miał jednak fart, często przypisywany Gryfonom, zdołał bowiem umknąć tak, że kamienne palce zaledwie musnęły jego ramię.
Trzy posągi zstąpiły jednak z postumentu.
Dwa ruszyły ku Selwynowi, a trzeci, być może wyłapawszy ruch Erika lub Dory, skierował się ku nim.

/odpisy do 18.02/


RE: [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności - Dora Crawford - 16.02.2026

Klik, klik, klik. Drzwi zostały otworzone, a przejście uchyliło się na tyle, by udało im się przez nie przecisnąć. Dora wsunęła się w szparę pierwsza, jako że była najmniejsza i najsprawniej mogła się przedostać, a za nią ruszyli Erik z Jonathanem. Po drugiej stronie przywitało ich pomieszczenie i w pierwszym odruchu pomyślała, że to jakiś rodzaj lochu - ciemnego, z dziwnymi przyrządami i kręgiem na samym środku. Przyjrzała mu się pobieżnie, notując na ten moment by w niego nie wchodzić, a potem rozejrzała dalej dookoła, dostrzegając też klatki i posągi.
Wcale jej się tutaj nie podobało, szczególnie że blade światło różdżek nie pozwalało na sprawne zidentyfikowanie co działo się dookoła. Cienie tańczyły kiedy rozglądali się dookoła, a prawdziwy problem pojawił się w momencie kiedy Selwyn ruszył przed siebie, w kierunku widzącej klatki.
Rzeźby poruszyły, kierując swoją uwagę przede wszystkim na Jonathana. - Uważajcie na krąg - rzuciła ostrzegawczo Dora, unosząc swoja własną różdżkę i cofając się parę kroków w tył, kiedy zauważyła że jeden z posągów przekierował swoją uwagę na Erika i na nią. Chciała wykorzystać ten moment zawieszenia, żeby wyczarować światło; kulę ciepłego blasku, zawieszoną pod sufitem pomieszczenia, tak by nie przejmować się rzucaniem zaklęć i tym, że mogliby skończyć po ciemku. Jeśli by jej się nie udało, to spróbowałaby wyczarować ja ponownie.

// kształtowanie ◉◉◉○○ na kulę światła zawieszoną pod sufitem x2
[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności - Jonathan Selwyn - 16.02.2026

Nawet jeśli aura Cormaca nie prezentowała się najlepiej, Jonathan poczuł ulgę, widząc że chociaż jeden z ich towarzyszy się odnalazł.
Jest tu Cormac – powiedział i już miał spróbować otworzyć klatkę, kiedy...
Wredne zbroje postanowiły ożyć. Oczywiście unikanie zaczarowanych zbroi nie było dla niego niczym trudnym, więc z doskonałą gracją udało mu się uniknąć ataku, ale fakt pozostawał faktem, że atakowały ich zbroje.
Uważajcie. Zbroja. Idzie na was – ostrzegł głośno towarzyszy, samemu celując w zmierzających w jego stronę napastników, którzy najwyraźniej rozpoznali w nim większe zagrożenie, skoro postanowili zaatakować go we dwójkę. Nie że im się dziwił. Jonathan wycelował różdżką po kolei w obu napastników, rzucając na każdego z nich po zaklęciu rozproszenia, licząc że w ten sposób zneutralizuje ich magię.

Rzut na Rozproszenie IV, zbroja która chciała mnie przytulić
[roll=PO]


Rzut na Rozproszenie IV, druga zbroja
[roll=PO]


RE: [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności - Erik Longbottom - 16.02.2026

Longbottom skinął głową na ostrzeżenie Dory, starając się bardziej uważnie patrzeć pod nogi, zamiast tylko rozglądać się na boki. Podłoga w tych podziemiach już zdołała zaserwować im jedną nieprzyjemną przygodę; nie było powodu, aby kusić los i szukać kolejnej. Zwłaszcza że nie wiadomo było, jak głęboko jeszcze mogły ciągnąć się te tunele. Bo przecież, nawet jeśli znajdą kogoś z poprzedniej drużyny Zakonu Feniksa, to przecież nie wiadomo było, czy to, czego oryginalnie szukali, nie znajdowało się gdzieś głę…

Jego rozmyślania zostały gwałtownie przerwane, gdy z ust Jonathana wypłynęło jedno słowo. Cormac. Erik nie zdołał się jednak zbytnio przyjrzeć postaci skrytej w jednej z klatek, bo zaraz pojawił się kolejny problem. Westchnął ciężko, gdy dotarło do niego, że otaczające ich zbroje wcale nie służyło jako element dekoracyjny lochu, ale mogły też pełnić funkcję ochronną. I raczej nie będą się zachowywać, jak zbroje na przerwie w Hogwarcie, pomyślał tępo Erik. Ci rycerze raczej nie schodzili z piedestałów, aby zacząć okładać siebie nawzajem mieczami lub grać w piłkę przy pomocy jednego z hełmów. Czy naprawdę wszystko w tym miejscu musiało być jakąś śmiertelną pułapką?

Erik zmrużył mimowolnie oczy, gdy Dora wyczarowała świetlistą kulę, po czym sam szybko otaksował wzrokiem otoczenie. Trójka przeciwników. Cóż, będą musieli sobie jakoś poradzić. Machnął kilka razy różdżką, widząc przeciwników nadchodzących z dwóch stron. W kierunku dwóch zbroi, którym przypadł do gustu Jonathan, posłał zaklęcie mające wyczarować tuż pod ich stopami napiętą świecącą linę; nawet jeśli upadek ich nie unieszkodliwi raz na zawsze, to na pewno spowolni. Drugie zaklęcie Erik posłał w sufit nad pojedynczą zbroją, która kierowała się ku niemu i Dorze. Jedna część uprzęży miała przyczepić się do sufitu, a druga pochwycić przeciwnika. To powinno ułatwić im nieco manewrowanie na tej przestrzeni.

(Kształtowanie) Wyczarowanie napiętej świetlistej liny na drodze obu zbroi, które chcą zaatakować Jonathana x1 (chyba, że jedna lina nie zadziała na dwie naraz, no to wtedy na jedną)
[roll=PO]

(Kształtowanie) Wyczarowanie świetlistej uprzęży nad zbroją, która chce zaatakować Erika i Dorę x1
[roll=PO]



RE: [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności - Bard Beedle - 17.02.2026

Zbroje potężne są

Posągi zapewne były mechanizmem ochronnym, i sądząc po tym, jak bardzo pragnęły czule przytulić Jonathana, który wszedł w głąb sali, wcześniej zapewne to one pochwyciły i wsadziły do klatki Cormaca. Może miały łapać intruzów, którzy nie dopatrzyli jakiejś procedury – tak by ci czekali aż pojawią się prawowici właściciele… tyle że tych już nie było, więc w klatce pozostawało czekać na śmierć.
Światło przywołane przez Dorę zawisło przed sufitem i w jego blasku, gdyby ktoś miał czas się rozglądać, mogliby dostrzec, jak Cormac powoli dźwiga się na kolana i chwyta za pręty, zaalarmowany zamieszaniem. Czary Jonathana nie przyniosły wielkiego rezultatu i prawdopodobnie znalazłby się w beznadziejnym położeniu, gdyby nie lina, wyczarowana przez Erika. Jeden z kamiennych wojowników potknął się i upadł, ale drugi przestąpił po prostu nad liną i wyciągnął kamienne ręce ku Selwynowi, chwytając go. Jonathan wciąż jednak trzymał różdżkę – i miał jeszcze sekundy na to, by reagować, zanim zostanie gdzieś porwany przez posąg.
Trzeci wojownik zmierzał ku Dorze i Erikowi. On miał trochę większą drogę do przejścia, a i na jego ścieżce pojawiła się magiczna lina, całkiem mocna: posąg zatrzymał się na moment, szarpiąc się, by ją zerwać, i choć ta napięła się mocniej, i po chwili pękła, ta krótka walka dawała dwójce czarodziejów więcej czasu.


RE: [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności - Jonathan Selwyn - 17.02.2026

Najwyraźniej jakąś złośliwość losu, bo przecież nie brak jego umiejętności, sprawiły, że zbroje nie postanowiły dać się grzecznie spacyfikować. Może miały jakąś zwiększoną odporność na magię rozproszenia? Albo jakieś zaklęcie sprawiało, że pierwszy magiczny atak po prostu na nie nie działał. Zaraz się przekona, próbując ponownie. Na całe szczęście jednak magicznie napastnicy mieli mniej ostrożny stosunek do wyczarowanych przez Erika lin. Jeden dał się złapać w pułapkę, robiąc przy tym głośne jebut o podłogę, ale drugi... Uznał, że koniecznie musiał zamknąć Jonathana (ale też kto nigdy nie czuł takiej potrzeby?) w swoim kamiennym uścisku. Szczęśliwie jednak nie był w tym na tyle wredny, aby pozbawić Selwyna różdżki, dlatego czarodziej spróbował powtórzyć zaklęcie, tym razem z oczywistych względów skupiając się tylko na atakującym go posągu.

Rzut na rozproszenie magii napastnika, Rozproszenie IV
[roll=PO]

Rzut na rozproszenie magii napastnika, Rozproszenie IV
[roll=PO]


RE: [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności - Dora Crawford - 18.02.2026

Światło rozbłysło pod sufitem, pozwalając im widzieć wyraźnie wszystko, co działo się dookoła, a w tym i to że jedna ze zbroi doszła do Jonathana i złapała go w swoje objęcia. Dora podniosła więc na nowo swoją różdżkę, chcąc rzucić zaklęcie translokacyjne, które odciągnęłoby jej ręce od Selwyna tak, żeby ten mógł się łatwiej oswobodzić. Następnie skierowała się do tej, która szła w stronę jej i Erika, chcąc spleść za pomocą magii łańcuchy, które oplotłyby ją i uniemożliwiły sprawne poruszanie się.

// translokacja ◉◉○○○ na odciągnięcie rąk zbroi, która złapała Jonathana
[roll=N]

// kształtowanie ◉◉◉○○ na wyczarowanie łańcucha oplatającego zbroję która idzie do Dory i Erika
[roll=Z]


RE: [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności - Erik Longbottom - 19.02.2026

Początkowe wytrącenie z rytmu wywołane pojawieniem się zaczarowanych strażników laboratorium przeminęło dość szybko, a cała drużyna sięgnęła po różdżki, gotowa do kontrataku. Jak na tak niespodziewany atak, raczej poszło im całkiem nieźle: zdołali unieszkodliwić jednego oponenta, oświetlić całe pole bitwy, a potem... Potem już było tylko lepiej, sądząc po wprawie z jaką Jonathan i Dora wzięli się za rzucanie kolejnych zaklęć.

Erik również nie pozostawał w tyle, chociaż też nie pchał się przesadnie przed szereg: wierzył w umiejętności swoich kompanów, toteż skupił się na wdrożeniu planu awaryjnego, gdyby osłony któreś ze zbroi okazały się zbyt silne. Splatając dwa czary pod rząd, postanowił zaczerpnąć z magii transmutacyjnej, celując w podłogę pod stopami obu pozostałych przy ''życiu'' przeciwników. Zamierzał zmienić właściwości podłoża w taki sposób, aby stał się on grząski i przeciwnik miał problemy z poruszaniem się. Zawsze to jakieś dodatkowe zabezpieczenie, czyż nie?

(Transmutacja) Zaczarowanie podłoża x2
[roll=N]
[roll=N]



RE: [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności - Bard Beedle - 19.02.2026

Kamienna rzeźba zdążyła chwycić Jonathana i unieść go, a uścisk nie był zdecydowanie podobny czułym objęciom kochanka. Gdy jednak Selwyn rzucił swoje zaklęcie, tym razem znieruchomiała, a chwilę później czar Dory sprawił, że gwałtownie rozłożyła ramiona na boki, jakby chcąc zadeklarować, że oferuje darmowe przytulanie każdemu chętnemu. Ten, którego przytulała do tej pory, upadł zaś na ziemię. Kolejne zaklęcie, jeszcze bardziej skuteczne, nie tylko oplotło zbroję łańcuchami, ale jeszcze przykuło ją do podłogi: miotała się dość rozpaczliwie, a choć metal stworzony przez magię trzeszczał, nie puszczał.
Czar Erika dopełnił dzieła, sprawiając, że podłoga stała się bardziej grząska i utrudniała poruszanie. Musieli teraz jedynie uważać, aby samemu nie stanąć nieodpowiednim miejscu i albo zniszczyć wojowników, albo co jakiś czas upewnić się, że zaklęcia nie tracą mocy i kamienni Szkoci jednak nie spróbują wsadzić ich do jednej z wiszących w laboratorium klatek.
– Na Merlina – wychrypiał Cormac z klatki, bardzo słabym głosem. – Proszę, powiedzcie, że macie przy sobie wodę.
Żył. Był osłabiony, z pewnością w marnym stanie, odwodniony, głodny, może ranny… ale żywy.
Szkoda tylko, że przybyli tu szukając dwóch osób: a ostatecznie znaleźli jedną…

/By wam nie przedłużać – zadeklarujcie posunięcia w dłuższej perspektywie, jeżeli chcecie zrobić coś konkretnego, i w kolejnym odpisie podsumuję sesję oraz fabułę/


RE: [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności - Erik Longbottom - 21.02.2026

Starcie dobiegło końca. Cały czas wodził wzrokiem między kamiennymi strażnikami, cały czas wracając do tego, który mocował się z magicznymi łańcuchami. Nie podobało mu się to, jak zdeterminowany był. Zaklęcie, które powołało go do życia, musiało być dość mocno, skoro oparł się już kilku współdziałającym ze sobą czarom. Cała ta wyspa jest dziwna, pomyślał przelotnie. Chyba jednak wolał nie mieć z nią zbyt wiele wspólnego.

Nie martw się, zaraz cię stąd wydostaniemy — rzucił w stronę Cormaca, siląc się na spokojny ton głosu. Zerknął kątem oka na Menodorę i Jonathana. — Powinniśmy ich spacyfikować, jeszcze zanim stąd wyjdziemy. Wolałbym, żeby nas nie zaatakowali od tyłu, jeśli zaklęcia padną, a my natkniemy się w drodze powrotnej na jeszcze jakieś przeszkody.

Nie wiadomo było, czy przyjdzie im tutaj jeszcze wrócić, skoro odnaleźli jednego zaginionego. Nawet jeśli przez resztę wizyty trzymaliby się od tych lochów z daleka, to kto wie, jakie plany miał Albus względem tego miejsca. Może zamierzał posłać tutaj kolejny zespół badawczy? Skoro już byli na miejscu lepiej było wyeliminować jak najwięcej wrogich systemów zabezpieczeń, co by ułatwić pracę innych członków Zakonu Feniksa.

Niechętnie odwrócił wzrok od zaczarowanej zbroi i rozejrzał się ponownie po sali, korzystając z tego, że wyczarowana wcześniej kula światła dalej unosiła się pod sufitem, pulsując białym światłem. Na pierwszy rzut oka nie potrafił stwierdzić, czy cokolwiek tutaj mogłoby okazać się dla nich przydatne: a przynajmniej nie na tyle, aby warto było wynosić coś stąd razem z zamkniętym mężczyzną. Wprawdzie był tutaj ten dziwny krąg runiczny, ale kto wie, do czego właściwie służył?

Myślisz, że możemy to tak tutaj zostawić, Doro? — spytał dziewczyny, wskazując czubkiem różdżki na wyrysowane na kamiennej posadzce symbole. — Rozpoznajesz jakieś symbole?