![]() |
|
[14.10.72, Wenecja] Dea Vittoria - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Poza Wyspami (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=26) +--- Wątek: [14.10.72, Wenecja] Dea Vittoria (/showthread.php?tid=5689) |
RE: [14.10.72, Wenecja] Dea Vittoria - Pan Losu - 26.02.2026 Walentynkowe Bingo adres pola: C2 wariant: 1 typ: zadanie Dom rodzinny.
Istnieją różne typy ludzi. Jedni z uśmiechem powiedzą: „Może pokażę ci mój dom rodzinny? Moja mama oszaleje na twoim punkcie” inni mrukną ze spuszczoną głową „wolałbym tam nigdy nie wracać”. Sowa dostarcza do jednego z was list, który wrzuca go w otchłań nostalgii. Chciałbyś znów znaleźć się tam, gdzie się wychowałeś? Czy zdecydujecie się przekroczyć próg miejsca, które kogoś ukształtowało? Jeśli nie – czy druga osoba zrozumie, dlaczego niektóre drzwi lepiej zostawić zamknięte? RE: [14.10.72, Wenecja] Dea Vittoria - Victoria Lestrange - 28.02.2026 Od niemal braku planu w moment wyszli do wieczoru zapełnionego szczegółami, a wystarczyło się tylko na chwilę zatrzymać i porozmawiać. Można to było też przyłożyć jako zasadę rządzącą ogólnie życiem: czasami człowiek stawał na rozdrożu i orientował się, że zupełnie nie wie gdzie iść, co zrobić dalej. Ale… wystarczało się zatrzymać i pomyśleć, może z kimś porozmawiać i w głowie klarowały się rzeczy. Uśmiechnęła się przy tym, bo pasował jej taki plan na najbliższy czas: cukiernia, pracownia masek, spacer i chwila oddechu. – To też cenna perspektywa – kogoś, kto pracował dla gazety, będący w stanie w fabularny sposób odtworzyć pewne wydarzenia i opisać sprawę od kuchni. I nawet jeśli jeden do jednego nie udało się ująć spraw samego Domu Mody (a może to i dobrze), skoro atmosfera została oddana odpowiednio… to chyba wystarczające. „Od przybytku głowa nie boli” – mówili. I mówili też, że „co za dużo, to niezdrowo”; dwa powiedzenia dotyczące tego samego, ale sobie przeciwstawne. Z ubiorem było tak samo: „nie szata zdobi człowieka” kontra „jak cię widzą, tak cię piszą”. Znowu: ile ludzi, tyle perspektyw, ale nie dało się zaprzeczyć, że ubiór zmieniał bardzo wiele w postrzeganiu innych ludzi, w tym czy brali cię na poważnie, czy zupełnie nie. – Mi się bardzo podobało to, jak ona wykiwała tych mugoli – dla niej była to wizja świata, w którym mugole wiedzieli o czarodziejach i jak by to się skończyło: byłyby znowu palenia czarownic, choć w innym wydaniu niż kiedyś (a wtedy nie były przesadnie skuteczne), pokonaliby ich liczebnością i zepchnęli na margines, zmuszając do robienia rzeczy, których samemu im się nie chciało, jak choćby to pranie czy sprzątanie, co za pomocą magii można było dokonać raz-dwa. Praczka była dla niej symbolem tych czasów i wyzysku czarodziejów. I sprytu – bo umiejętności magiczne można było wykorzystać w naprawdę różny sposób, ograniczała nas tylko kreatywność. Gdy Victoria myślała o tym teraz, to było to jeszcze jedno potwierdzenie, że nie ma rzeczy niemożliwych. – Tak, nieźle się różnią… Ale tu przynajmniej podjęli jakieś próby, chociaż chyba niepotrzebnie. Bo Fontannę mój tato przeczytał mi raz i potem omijał, mnie zresztą też bardziej interesowały inne, więc chyba przyjął to z pewną ulgą – baśń była kontrowersyjna, zwłaszcza w rodzinach czystej krwi, które wyznawały ten konserwatywny porządek świata. – Co, jak to było… Wiluś Siusialik z ust ciotki wywoływały skręt kiszek i absolutne poczucie żenady? – zaczepiła go dalej, gdy przesunęli się w kierunku lady, a gdy sama spojrzała na te notatniki to zgarnęła jeden, dla siostry, i faktycznie zamierzała wziąć tę książkę, którą z półki wyciągnął Rosier. Bo czemu nie? Zresztą chwilę później zapłacili za wszystko i wyszli na zewnątrz. – Czyli na poszukiwanie cukierni? – zagaiła jeszcze. RE: [14.10.72, Wenecja] Dea Vittoria - Christopher Rosier - 04.03.2026 – Mugole zazwyczaj są bardzo chciwi i łatwi do wykiwania. Znasz czarodziejką wersję bajki o Rumpelstickim? – spytał Christoper, kiwając głową, gdy powiedziała, w zgodzie, że owszem, był to fajny fragment… ale też jakoś go nie zaskakiwał. Dość nieświadom tego, że czarodzieje też bywali chciwi i niezbyt sprytni (a przynajmniej był tego nieświadom jako dziecko), sądził, że przecież to całe wykiwanie mugola jest prostsze niż zabranie dziecku cukierka. – Dopiero w Hogwarcie zrozumiałem, w czym tkwi problem z Fontanną – przyznał. Matka akurat przeczytała mu tę baśń jakoś bez większego namysłu: mugole jej po prostu nigdy nie interesowali i uznała to pewnie za nieszkodliwą bajkę, a młodemu Rosierowi bardzo spodobała się wizja fontanny, która może spełnić życzenia. Oczywiście, dość regularnie tłumaczono mu, że jego rodzina jest specjalna, co przyjmował do wiadomości, ale jako mały dzieciak choć z jednej strony uważał, że Czara Mara radząca sobie z mugolami to oczywistość, z drugiej zupełnie nie przyszło mu do głowy, że w małżeństwie z rycerzem może być coś złego. Był rycerzem, tak? Miał miecz i pewnie fajną zbroję, czemu dziewczyna miałaby nie wyjść za rycerza? Dopiero gdy wrócił do tej baśni mając kilkanaście lat doznał olśnienia, że chodziło tutaj o małżeństwo z niemagicznym… – Victorio, jeśli będziemy kontynuować tę dyskusję, nawiedzony przez złe wspomnienia zostanę zmuszony do rzucenia się do najbliższego kanału – powiedział, spoglądając na nią z nieco zbolałą miną. Wyolbrzymiał, ale tylko odrobinę, bo faktycznie w jego głowie rozbrzmiał głos ciotki, usiłującej czytać bajki z odpowiednią intonacją. Christoper do tej pory miał uraz do starszej czarownicy. – Na połów canolli i poszukiwania najładniejszych masek z Wenecji – zgodził się Christoper, chowając zakupione notatniki, zanim znowu skierowali się ku schodom. Żałował trochę, że nie ma aparatu, ale obrzucił je uważnym spojrzeniem, starając się zapamiętać szczegóły, bo zawsze mógł przecież spróbować je namalować. Niebo było już od jakiegoś czasu ciemne, na ulicach płonęły latarnie. Udało się im znaleźć cukiernię i magiczną, i taką mugolską, i zaopatrzyć w wybór włoskich smakołyków, niedługo przed zamknięciem lokali, a potem mogli jeszcze zajrzeć do sklepu z pamiątkami, gdzie oferowano weneckie maski, jedwabne szale z wzorami oraz szklane wyroby z okolicznych wysp. Tuż przed północą zaś pozostawało udać się do kamienicy, gdzie czekał na nich powrotny świstoklik. Koniec sesji
|