Secrets of London
[14.02.1972] Jak być grzecznym w Walentynki - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [14.02.1972] Jak być grzecznym w Walentynki (/showthread.php?tid=709)

Strony: 1 2 3 4


RE: [14.02.1972] Jak być grzecznym w Walentynki - Sauriel Rookwood - 08.01.2023

Wygrywanie było słodkie. Ale tutaj nie chodziło o wygranie z nią - bo przecież nie grali przeciwko sobie. Tu chodziło o wygranie z samym sobą. Przegra? Będzie czuć gorzki smak porażki, ale nadal będzie to dobra zabawa. I tak miało być. Jasne, będzie wtedy spełniał jej zachcianki! Zawsze mógł powiedzieć “nie”, ale jak mówił - wolał być słowny w pewnych obietnicach. Zakład to zakład! Trzeba się wywiązać, inaczej zabawy by nie było.
- Zastanawiam się, jak to się dzieje, że wszystkie rodziny czystej krwi są tak fuck upowo pojebane. - Karuzela się tutaj nakręcała, łatwo było powiedzieć. Rodzice byli okropni, przelewali to na dziecko, dziecko było okropne i tak dalej, i tak dalej. Z drugiej strony… - Zawsze mi się wydawało, że skoro twoi rodzice byli chujowi, to ty taki nie chcesz być. I nie chcesz taki być dla swoich dzieci. - Ale potem mieliśmy wszystkie te głęboko zakopane schematy, tradycję, specyfikę wychowania. Niektóre rzeczy TRZEBA było dziecku wpoić. Jak widać - w przypadku Sauriela - niektórych rzeczy też wpoić się nie dało inaczej niż siłą. Ponieważ nie każdy był spełnieniem marzeń swojego rodzica. Na przykład Vicrorii nie podobały się suknie jej matki. I nic z tym zrobić nie mogli. Prócz kłótni. A kłótnie miały na celu podporządkowanie świata pod swój reżim i swoje zdanie. Victorii nie musiała się podobać ta sukienka. Ona po prostu miała ją nosić.
- Wyczuwam tu klasyczną kobiecą podpuchę: wybierz jedno to wybiorę drugie. - Nudny związek czy związek z dawką emocji rollercosterowy? Wszystko zależało od tego, czy szukasz zupełnej stagnacji czy może jednak czego innego. Sauriel? Właściwie chyba nie bał się tego, że jego narzeczona będzie nudna. Bał się tego, że to będzie jego kotwica. I to nie taka, która ma utrzymać statek w miejscu, by było bezpiecznie. Raczej ta, do którego przywiązujesz człowieka, który ma się już nie wynurzyć. - Ooo, to ja ci będę przypominać sukieneczkę. Jaka szkoda, że nie mam ze sobą aparatu. - Tak, to było dziwne, ta zmiana. Ciągle czuł się nieswojo i ciągle nie bardzo wiedział, co właściwie robi. Trochę jakby był człowiekiem, którego wypchnięto z własnego ciała, żeby był biernym obserwatorem. Jej reakcje po prostu go ośmielały. Sprawiały, że naciągał i przeciągał tą strunę, żeby wrócić do własnego komfortu. Żeby przestać “siedzieć jak na szpilkach”. - To nieunikniona przyszłość zapowiedziana przez wróżbitę Sauriela. - Pokazał kły w uśmiechu.


RE: [14.02.1972] Jak być grzecznym w Walentynki - Victoria Lestrange - 08.01.2023

Tutaj chodziło o zabawę. O dreszczyk emocji. O chwilowe zapomnienie. A może przede wszystkim o przełamanie lodów. O wyczucie terenu. O zaprzestanie tego ciągłego stresu, który nie przynosił nic dobrego. Ileż można tak na siebie warczeć? Victoria wiedziała, że długo. Ale nie chciała powtórki, nie po tym, co już raz przeżyła, gdzie ciągle była grzeczną córeczką nie narzekającą na charakter wybranego jej przez rodziców partnera. Więc było bardzo dalekie od nudy.
- Bo tak jest wygodniej i łatwiej – i dlatego, że tego ich uczą od najmłodszych lat. Tak ich szkolą, tresują. Dzieci były podatnym gruntem. Jeśli później wykazywali się brakiem samodzielnego myślenia (a tak było najłatwiej przepłynąć przez życie), to karuzela kręciła się dalej. Poza tym… mając już pewien statut tak trudno było z niego zrezygnować. A czarodzieje czystej krwi mieli status. Mieli też bogactwo. - To są wieki doprowadzania spierdolenia do perfekcji, trudno się tego wyzbyć – i trudno się z tego wyrwać. Victoria? Póki co grzecznie wykonywała polecenia rodziców, bo nie wiedziała jak mogłaby inaczej, matka ją tak wytresowała. I jednocześnie odznaczała się myśleniem. Zaś po otrzeźwieniu, po kuble zimnej wody na twarz kilka dni temu… Bardzo nieśmiało  zastanawiała się co z tym fantem zrobić. Stąd ta mała zemsta, stąd chęć, by nic rodzicom nie mówić i czekać, przetestować co zrobią. To był też dla niej czas, by obmyślić jakiś plan działania. By nie obudzić się któregoś dnia z ręką w nocniku.
Uśmieszek na jej twarzy nieco się powiększył.
- Póki nie wybierzesz, to się nie przekonasz – czy to była taka podpucha? Sauriel mógł sobie coś takiego wyczuwać, nie znając jej właściwie w ogóle. Prawda była jednak taka, że Victoria po prostu się z nim teraz bawiła. A bawiąc – uczyła. Nie zamierzała w tym wypadku robić niczego na przekór. Może Sauriel po dokonaniu wyboru spiąłby się, czekał na uderzenie i największym zdziwieniem byłoby, że nic zupełnie się nie stało?
Kotwice mogły służyć do rożnych rzeczy. Do tego, by pójść na dno, do tego, by się zatrzymać i nie odpłynąć, a czasami do tego, by gwałtownie zmienić kurs rejsu.
- Piękna wróżba, jasnowidzu – czy to było rozważne? Snuć plany na to, co będą robić za dziesięć lat, kiedy dzisiaj był prawdziwie pierwszy dzień, w którym przeprowadzili od początku do końca cywilizowaną rozmowę nie zakrapianą złością czy nienawiścią. Obserwowanie szerokiego uśmiechu wampira, który pokazywał swoje kły było w pewnym sensie równie surrealistyczne. Na momencik poczuła się przy tym nieswojo, ale tylko na momencik. Musisz do tego przywyknąć. Jak i do wielu innych rzeczy. Przepracować je, przemyśleć, przyzwyczaić się.
Wróciła w końcu do swojego obiadu, o którym ciągle zapominała i to pomimo tego, że była taka głodna, kiedy się tutaj zjawili. Dopiła też wino i nawet poprosiła o drugą lampkę – przecież się od tego nie wstawi. W końcu stwierdziła jednak, że jej to już wystarczy – i jeśli tylko Sauriel nie zmienił zdania… to mogli zacząć drugą część tego dziwacznego wieczoru. Tego, w którym wyjdą z restauracji jak gdyby nigdy nic, tego w którym on poda jej ramię, a ona je złapie, sprawiając wszystkie pozory. Tego, w którym wyjdą, przespacerują się kawałek do miejsca, w którym można się bezpiecznie teleportować i ona poprosi go, by dał jej pięć minut. Pięć minut, w ciągu których zamierzała teleportować się prosto do własnego pokoju, przebrać w coś zdecydowanie wygodniejszego, i wrócić, nie alarmując przy tym swoich rodziców.

Koniec sesji