Secrets of London
[15.02.1972] Living Life, In The Night - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [15.02.1972] Living Life, In The Night (/showthread.php?tid=751)

Strony: 1 2 3 4


RE: [15.02.1972] Living Life, In The Night - Sauriel Rookwood - 12.01.2023

Mieli teraz dwóch sparaliżowanych przeciwników i jedną krzyczącą z bólu. Szamoczącą się, próbującą wszystkiego, żeby tylko się wydostać. Ale kiedy już sauriel przysunął ją do ściany i półek za nią, na których niewygodnie układało się jej ciało, to siły opadały. Krew uciekała. Wątłym strumieniem płynęła po jej szyi, wsiąkała w kołnierz i płynęła do gardła wampira. Najpierw przestała krzyczeć i tylko łkała. Potem przestała już nawet próbować od siebie czarnowłosą bestię mylnie uznawaną za człowieka. A on nim był. Jak najbardziej ludzki, bo człowieczeństwa się jeszcze trzymał. Ale była też Bestia, która chciała to człowieczeństwo wypaczyć. Bo jej przeszkadzało. Bo przez nie nie dostawała zawsze tego czego chciała. Musiała czekać. Obchodzić się smakiem. I tutaj też chciała zabrać wszystko. Pochłonąć życie - wciąż byłoby jej za mało. Im więcej dostawała tym stawała się silniejsza - taka kolej rzeczy.
Bo czy mordercę można jeszcze nazywać czlwoiekiem?
Kiedy była taka wiotka, bezbronna, kiedy usłyszał swoje imię odkleił się od jej szyi, przytrzymując ja w rękach. Patrzyła na niego szklanymi oczami z przerazeniem i tak, jakby ją zdradził. A przecież żeby zdradzić, trzeba mieć najpierw jakiś wspólny cel. Światło znowu świeciło, mgła zniknęła i całą iluzję w łeb wzięło. Gdyby wiedział, że to będzie tak dziecinna zabawa… nawet by się nie afiszował. Obrzydliwe . Puścił ciało kobiety i przyzwał jej różdżkę do swojej dłoni, spoglądając nań. Obrócił się przodem do Victorii oblizując usta z krwi. Jeszcze ocierał ją drugą dłonią i przesuwał językiem po palcach. Twój mąż. Wydawało się że dla niego to była norma. Że wszystko cacy, że tak ma być. Cóż, było na pewno lepiej. Po tych długich miesiącach minęło chcoiaż poczucie winy. Ale nadal tak jak to uwielbiał, bo taka była jego natura, a tej oszukać się nie dało, tak za każdym razem widział to jako obrzydliwe.
- O… i widzisz, Henry… - Oblizał drugi palec - Tak to jest właśnie, jak się jest konfidentem. - Pomachał pałeczką blondynki w powietrzu. - Ja gapa. Zapomniałem jeszcze jednego magicznego patyka. - Wyszedł z pomieszczenia i poszedł po różdżkę tamtego zamrożonego jegomościa.
- Potrzebujesz tylko tamtego. - Pokazał na salon, gdy wrócił. I spojrzał na mężczyznę nazwanego Henry.
Henry, który ryczał jak mops, nie próbując już walczyć o godność.


RE: [15.02.1972] Living Life, In The Night - Victoria Lestrange - 13.01.2023

Tyle, że pochłonięcie życia przez wampira skutkowało stworzeniem kolejnego. A to oznaczało, że trzeba się było dzielić z kimś swoim potencjalnym jedzeniem. Victoria obserwowała to bez słowa – bo co tu było mówić…? Pewnie dużo. Tylko chyba właśnie przez to jak wiele było, powinno być, do powiedzenia, ona nie odnajdywała w sobie odpowiednich słów. Dlatego go obserwowała, bardzo uważnie. Jak zareagował na swoje imię, jak zostawił w spokoju tę kobietę, jak ona osunęła się po szafce na podłogę, nie mając w sobie dość siły, by utrzymać się na nogach. Jak się odwrócił i z jakimś błyskiem w czarnych oczach (albo po prostu było to wrażenie rzucane przez płomienie świec) spojrzał też na nią i zaczął wycierać twarz, oblizywać się z krwi.
Tak miało zacząć wyglądać jej życie za jakiś czas? Czy kiedyś zrobi jej to samo? Połamie jej kości, żeby dobrać się do krwi? Co innego było czytać i wiedzieć o wampirach, a co innego było to widzieć na własne oczy. Próbowała to sobie wszystko racjonalizować, inaczej chyba już dawno wpadłaby w panikę, a tak – milczała. Mierzyła go wzrokiem, póki nie zwrócił się do sparaliżowanego mężczyzny – i chyba na jego szczęście sparaliżowanego, bo chyba był gotowy narobić w portki że strachu. Lestrange uniosła w górę brwi, kiedy Sauriel po prostu wyszedł z kuchni – i w tym czasie Victoria zbliżyła się do kobiety i kucnęła przy niej, chcąc zobaczyć czy jeszcze dycha. Nie tyle z troski (bo nie), tylko chciała wiedzieć czy ma się spodziewać powstania kolejnego wampira, czy jednak nie. Oderwała kawałek ubrania kobiety by przycisnąć jej ten kawałek szmaty do szyi w miejsce ugryzienia, by zatamować krwotok.
Wiedziała, że ta kobieta nie jest w stanie im już zaszkodzić. Tak jak skuty mężczyzna. I… ach. Czyli był jeszcze jeden. Brązowowłosa podniosła się z ziemi i rzuciła Saurielowi jedno spojrzenie, zastanawiając się nad sensem jego słów. Tak. Uważała, że czasami należy sobie pobrudzić ręce jeśli chce się czegoś dostać. Tak, cel uświęcał środki… zazwyczaj. Czego za to nie uważała to to, że tamtym należy się śmierć. Wolała, by to osadził sąd. Azkaban potrafił być dużo gorszą karą niż śmierć. Poszła jednak do salonu i zastała tam sparaliżowanego mężczyznę, który nadal trzymał w rękach karty.
- Proszę proszę, kogo my tu mamy – uniosła wyżej brwi i uśmiechnęła się kpiąco, widząc facjatę mężczyzny. Znała tę mordę z listów gończych. Co prawda za inne przestępstwa, ale tak. Faktycznie był podejrzewany.
Jednym machnięciem swojej różdżki wyczarowała kajdany i na jego nadgarstkach, po czym za pomocą Finite ściągnęła z niego paraliż, by zmusić go do wstania i ruszenia się z miejsca. Wypuścił karty z dłoni.
- TY KURWO, skończysz jak– – nie dokończył, bo Victoria uznała, że nie będzie go słuchać i jego usta po prostu… zniknęły.
- No no, już, proszę się tak nie ekscytować – warknęła i wycelowała w niego różdżkę, pokazując mu wyraźnie że ma wstać. - Albo wstajesz po dobroci, albo skończę prosić – nie prosiła. Ale sugerowała, że heh… że teraz jest miła.


RE: [15.02.1972] Living Life, In The Night - Sauriel Rookwood - 13.01.2023

Dopóki widziała w nim człowieka - było dobrze. Ale te apsekty życia, jakie prowadził Sauriel i tak by wyszły na wierzch. Lepiej by było, gdyby tego nie widziała? Pewnie tak. Na pewno tak. Jak można jednak podejrzewać - Sauriel o tym nie pomyślał. Kiedy krew tętniła tak szybko w żyłach, światła błyskały, instynkt był silniejszy i szybszy. Głód wygrywał ostatnie nuty na klawiszach, by ukoronować tę melodię i zamienić ją w hymn. Pewne rzeczy przychodziły do rozsądku z opóźnieniem, gdy opadała gorączka i kiedy sobie uzmysławiałeś, co się stało. Zarówno z jego strony, jak i ze strony Victorii. Gdy pojawiały się te mnogie pytania, a wszystkie rozpoczynały się od: tak to ma wyglądać..?
Brak odpowiedzi również był odpowiedzią. Jeśli od niego by to zależało, to brak świadków to brak kłopotów. Ale to nie była jego akcja i uwaga - powierzył swoje zaaufanie w Victorii i jej profesjonalizmie, jak było wspominane, że wie, co robi i że słusznie to ogarnie. Stanął więc nad Henrym z dwoma różdżkami w dłoniach, machając nimi jakby były pałeczkami do talerzy i gapiąc się na niego z góry. Sparaliżowany jegomość toczył łzy z oczu, ale nie mógł nawet drgnąć. Odebrano mu nawet możliwość krzyczenia. Chyba naprawdę tak było lepiej. Bo smród mógłby być niemożebny. Obrócił głowę w kierunku kobiety. Tak, śmierć przez ugryzienie w grę nie wchodziła. Jeśli taki wampir powstał i nikt go nie upilnował to zaczynał się robić burdel. Mimo stałego głodu wampiry kontrolowały się lepiej to gorzej - wszystko było kwestią charakteru. Bo można nie trzymać się usilnie człowieczeństwa, a jednak nadal perfekcyjnie kontrolować. Joseph jednak mu powtarzał, że to zawsze rozgrywa się wokół człowieczeństwa. Że jeśli odpuścisz - stajesz się bezmyślną, dziką bestią, która istnie tylko po to, by żerować.
Sauriel nawykł do tego, że lepiej wykonywać polecenia, niż “za dużo myśleć” i robić cokolwiek na własną rękę. Dlatego tutaj też - właściwie czekał. Cisza również potrafiła być odpowiedzią. Bardzo wymowną odpowiedzią.
Nie mając własnej różdżki mężczyzna podniósł się grzecznie. Tak naprawdę co mu pozostawało? Błyskał tylko wściekle oczami i wyglądał tak, jakby chciał rzucić się Victorii do gardła. Z pewnością chciał. Tylko mniej dosłownie od Sauriela.


RE: [15.02.1972] Living Life, In The Night - Victoria Lestrange - 13.01.2023

Nie zamierzała sterować Saurielem. Nie chciała wcale, by był na jej zawołanie, skinienie i na komendę. Nie chciała tej smyczy i kagańca mu zakładać. Byli tutaj dlatego, że zdobył informacje i jakoś tak do tej pory udawało się nie rozkazywać jedno drugiemu i jakoś się uzupełniać. Czy więc zamierzała mu jakieś komendy rzucać teraz…? Nie, nie bardzo. Jeśli mam być szczera, to zupełnie jej to nie przyszło do głowy. Nie pomyślała, by mu coś tutaj zakazywać, nakazywać, mówić co ma robić. Dlatego… Nie było jej komentarzy.
Czy widziała człowieka w Saurielu? Tak, widziała. Albo chciała widzieć… Trudno powiedzieć. To wszystko to było coś, nad czym będzie musiała się pochylić i pomyśleć. Coś, co będzie musiała poukładać sobie w głowie, a nie rozbierać na części pierwsze w środku akcji, kiedy ten dreszcz na plecach i zimny pot mógł być spowodowany tak naprawdę wszystkim.
Zmusiła mężczyznę (bez ust) do tego, by wyszedł z salonu i poprowadziła go do zdemolowanej już teraz kuchni, w której kobieta leżała na podłodze, mężczyzna klęczał zapłakany, a Sauriel… Sobie stał. I czekał.
- Będę musiała wezwać wsparcie – odezwała się w końcu do niego, starając się na niego spojrzeć, a nie uciekać wzrokiem w kąt. Patrzyła na niego i myślała co zrobić. Powiedzieć żeby uciekał, żeby jego tożsamość pozostała w ukryciu…? Ale to nie miała sensu, bo ta trójka tutaj go widziała. Ba, mało tego, pokazał im, że jest wampirem – to pewnie bardzo szybko możnaby go było powiązać. Zastanawiała się więc jak to ugryźć (heh)... Może po prostu nie ściemniać i powiedzieć, że była na (khem) randce z przyszłym narzeczonym i… Ach cholera, gdyby nie ugryzł tej baby, to byłoby łatwiej ukryć jego obecność. Największym problemem był ten, który tutaj teraz zalewał się łzami. - Wyprowadziłbyś pana? – kiwnęła głową na tego, któremu zamknęła usta. Wyjaśni mu to później.. Wolała nie mówić w takiej sytuacji za wiele przy ich głównym podejrzanym.
Chodziło o to, że chciała, żeby Sauriel zniknął z kuchni. Bo chciała wymazać jego obecność z pamięci Henry'ego. Kobietą by się tak nie przejmowała… Choć i jej pamięć dla pewności wolała odrobinę przeczyścić. I właściwie to od niej zaczęła, kiedy Sauriel już wyszedł. Chciała wymazać wspomnienie o tym, jak zwraca się do Sauriela, nieco namieszać w tym, kiedy ją gryzł. Wszystko dlatego, że w jej przypadku szok mógł zrobić swoje. Z kolei Henry… Ach, Henry… Z nim zamierzała obejść się już dokładniej. A on nie mógł nic na to poradzić. Na koniec wyczarowała chustę, która wylądowała na oczach Henry'ego, a następnie wyłamała nogi ze stołu, wciągnęła na neigo kobietę i w ten sposób zamierzała ją stąd… wylewitować. Z Henrym planowała postąpić podobnie jak z tamtym drugim facetem i tak przygotowana chciała stąd wyjść. Czy było stąd inne wyjście niż tylko tunel? Okazało się, że i owszem. I to takie otwierane tylko z wewnątrz.
Gdy zobaczyła Sauriela, przyłożyła sobie palec do ust, by milczał. Nie chciała, by Henry pokojarzył jego głos.
I kiedy już się stąd wydostali – faktycznie wezwała wsparcie. Nie musieli długo czekać – ktoś kręcił się w okolicy. Saurielowi machnęła głową, żeby lepiej spływał.


RE: [15.02.1972] Living Life, In The Night - Sauriel Rookwood - 13.01.2023

Między sterowaniem a pewnym docieraniem się była różnica. To tutaj uważał za JEJ robotę. On przyszedł tu pomóc. Przysłał go do niej ojciec i to on wymagał, żeby sprzątnąć jegomościa z ulic. Czy to faktycznie ten gnojek czy może ktoś inny - miało się okazać. Zamieszanie po stronie okrutnego mordercy powinno być okej… gdyby nie to, że, jak Eryk uważał, pewnie sam jest szlamą.
Dlatego też Sauriel stał, merdał pałeczkami na boki, jakby naprawdę przymierzał się do grania na instrumencie i… czekał. Miał o tyle przyzwoitości, że wyczyścił się z krwi. To, co teraz się wydarzy, miało jedno zakończenie, ale wiele dróg i możliwości. Zakończenie, w którym mężczyzna trafiał w ręce aurorów, a oni się zastanawiali i dopytywali, czy to on wszystkiemu winny, czy mają nie tego człowieka, którego potrzebowali. Saurielowi wydawało się to zbyt proste, jakieś zbyt oczywiste w całym zamieszaniu. Ale może dlatego, że on kręcił się wokół tych ludzi? Te poboczne wątki dyktowały wszystkie drogi i dróżki. To, czy spotka się z aurorami Sauriel. Na przykład. Nie brał pod uwagę, że NIE spotka. Kobieta musiała wezwać ludzi, przecież nie będzie teraz udawała jełopa. Musiała wyjaśnić, skąd i jak się tutaj wzięła. Musiała wiele rzeczy. A on na nią spoglądał, czekał i zastanawiała się, jaką przyszłość wybierze. Poniekąd dlatego, że był od tego uzależniony, nawet jeśli ona tego nie chciała. Poniekąd też dlatego, że był naprawdę ciekaw. I w zasadzie to nie obawiał się w tym momencie spotkania ze świętą Inkwizycją. Owszem, był wampirem, ale “legitymowanym”, jeśli tak ładnie można to określić. I koniec końców nikt nie ucierpiał. Za bardzo. Przecież się tylko bronili. Tak więc sądził, że czekają tylko, aż kobieta się zdecyduje. Czy chce wyprowadzić swojego więźnia i z nim zniknąć? Czy może sprowadzić aurorów tutaj?
Wybór padł.
Tak dziwny, że aż Sauriel uniósł wyżej brwi.
- Wyprowadzić? - Upewnił się, czy dobrze usłyszał i zrozumiał, ale tak - dobrze. Najwyraźniej nie zatracił tej cennej zdolności w tych krótkich chwilach. Widząc jej przytaknięcie złapał gościa za szmaty i zgodnie z jej wolą - wyprowadził. Wyjście już nie było takie trudne. Trudne było jedynie wejście. Trochę z niepokojem oglądał się za plecy, bo niewiedza w takim wypadku była gorsza od widoku okrucieństwa. I mocno nadwyrężała te pokłady zaufania. Ale niech będzie - skoro dotarli aż tu, niech będzie.
Minęła naprawdę długa chwila nim wyszła. I kiedy tak się stało to nie dość, że go uciszyła to jeszcze… kazała się zbierać. Był bardzo skonfundowany. Ale najwyraźniej za mało wiedział o niej i o aurorach, żeby to zrozumieć.
Wiele nie było potrzeba, żeby Rookwood rozpłynął się w nocy.

Koniec sesji