![]() |
|
[Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31) +---- Wątek: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1118) |
RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Ulysses Rookwood - 19.03.2023 Ulysses chwilę kluczył bez celu w tłumie. Nie chciał patrzeć na zebranych, bo nie chciał ich zapamiętywać. Nie chciał poznawać ich twarzy, uprzytomniać sobie, że tu byli – żywi, dobrze bawiący się ludzie. Takie myśli sprawiały, że potem zaczynał drążyć, myśleć, zastanawiać się i wątpić. A on nie chciał wątpić, nie w swojego ojca.
Shafiqa zauważył przypadkiem. I jak w przypadku Danielle poczuł ukłucie niepokoju, tak tu pojawiła się irytacja. Nie, nie na Cathala. Na dobrą sprawę nie było niczego dziwnego w tym, że będąc w Anglii, postanowił uczestniczyć w Beltane. Na to, że nikt go nie uprzedził i być może, wielu czystokrwistych w ogóle nie zostało uprzedzonych. Przecież to dla nich podobno walczyli śmierciożercy. Podszedł do Shafiqa. Stanął bardzo blisko przed nim by skupić na sobie jego pełną uwagę. - Nie bądź tu za długo – powiedział cicho, patrząc mu w oczy. Komu jak komu, ale Cathalowi ufał na tyle, by wiedzieć, że nie będzie się musiał tłumaczyć, nie teraz, a potem odwrócił się i nie czekając na reakcję, odszedł. Nie zatrzymywał się już, kiedy kierował się do miejsca, z którego mógł się aportować. Nadchodziła noc a on spędził już na Beltane wystarczająco dużo czasu. Postać opuszcza sesję
RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Patrick Steward - 19.03.2023 Gdzieś tak w połowie drogi w stronę miejsca, gdzie pleciono wianki, Patrick napił się swojej herbaty z prądem. Z tego, że popełnił znaczący błąd zdał sobie sprawę jakąś sekundę później, ale to była ostatnia sekunda, w trakcie której jego umysł był jeszcze skłonny do większych refleksji.
Potem dostrzegł najpiękniejszą kobietę jaka stąpała po tej ziemi: mądrą, opanowaną, ciepłą, czułą, błyskotliwą. Taką, która w przyszłości będzie doskonałą matką dla ich dzieci a on będzie jej idealnym mężem. Przyśpieszył, z góry uznając, że musi się śpieszyć, bo inaczej Erik będzie próbował mu ją odebrać. Niech sobie Longbottom szuka innej, Florence Bulstrode była jego, była Patricka Stewarda. W ogóle musiał się śpieszyć, to cud, że ona jeszcze stała bez mężczyzny u boku. Powinien powiedzieć jej to już dawno! Nie miał pojęcia na co do tej pory czekał i czemu wcześniej nie zdał sobie sprawy z ogromu własnych uczuć. Trzeba to było nadrobić jak najprędzej. Życie było takie krótkie. W ogóle nie powinni czekać. Dzisiaj się zaręczą a jutro pobiorą. Nie było na co czekać, gdy w grę wchodziła prawdziwa miłość. - Florence Bulstrode– zaczepił ją głosem nabrzmiałym od emocji. – Kocham cię. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Victoria Lestrange - 19.03.2023 Rozglądała się w zupełnie innym kierunku, niż z którego nadszedł wampir to i niemalże podskoczyła. Nie ze strachu, była raczej mało strachliwa… To był ledwie odruch. Victoria robiła co mogła, ale nie było co ukrywać, że pomimo najszczerszych chęci, była dzisiaj nieco nieobecna, bo myśli po prostu jej dzisiaj umykały do tego, co miało miejsce jeszcze kilka godzin temu. A czego świadectwem był pierścionek, który teraz spoczywał na serdecznym palcu jej lewej dłoni. Sauriel zaś, kiedy chciał, to potrafił się naprawdę… naprawdę cicho skradać, już to widziała. Ale całkiem możliwe, że dzisiaj tego nawet nie próbował – a po prostu ją zaskoczył. - Na Morganę, kiedyś zawału dostanę – mruknęła i w odruchowo przyłożyła dłoń na klatkę piersiową tuż pod mostek. - Nie plotę żadnego wianka, jak widzisz – odparła, kierując spojrzenie ciemnych włosów na postać Sauriela. - Ani już nie zaplotłam – dodała po chwili, jakby to wymagało wytłumaczenia. Poniekąd wymagało, bo niektórzy panowie już z tymi wiankami tu śmigali, ale żaden nie należał do niej. Nie dlatego Sauriel w ogóle pytał? Wyłapała też spojrzenie Sauriela, które posłał Mavelle. - To Mavelle, moja dzisiejsza partnerka – wyjaśniła krótko Saurielowi. - A to Sauriel… mój narzeczony – to wyjaśnienie z kolei było skierowane do Mavelle, choć powiedziane po króciutkiej pauzie, w której Victoria ewidentnie uświadamiała sobie, że tak właśnie już jest i należy się do tego przyzwyczaić. Że tak wypadałoby się teraz przedstawiać innym. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Sauriel Rookwood - 19.03.2023 Uniósł jedną brew, wyceniając stan nagłego przyrostu adrenalinki, w jaki wpadła Victoria, która zobrazowała to podskokiem. Biorąc pod uwagę ilość ludzi oraz hałas to nawet go nie dziwiło to, że go nie przyuważyła, a tym bardziej usłyszała. Paradoks człowieka kryjącego się pod czarnym kapturem - niby powinien się wyróżniać, ale tylko wtedy, kiedy naprawdę wypatrywałeś. - Hej. - Nie dało się nie wyczuć, albo nie zauważyć, że wielkiej uwagi czarnowłosy jednak towarzyszce Victorii nie poświęcił. - Dla mnie też nie zapleciesz? - Zapytał z lekką kpiną, ale nie to, że kpił sobie z niej, tylko żartował na ten swój sposób. Sposób pod tytułem "nie mam nastroju". Uśmiechnął się pod nosem, spoglądając na kogoś, kto właśnie odebrał wianek i poleciał wspinać na słup. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Stella Avery - 19.03.2023 Zaczęło się robić późno. Wszyscy ludzie ruszyli w kierunku bali, gdzie mężczyźni mogli demonstrować swoją siłę fizyczną. Stella plotła w swoim życiu wiele wianków. Może nastrój jej nie był najlepszy, jednak nie mogła przegapić tej okazji, szczególnie, że miała takie wyśmienite towarzystwo. - Chcesz, czy nie, to padło na Ciebie. Zrobię Ci ten wianek, mam nadzieję, że sobie poradzisz z dalszą częścią zadania. Zresztą skoro już przedstawiasz mnie jako swoją dziewczynę, to chyba wypada. - Powiedziała do Theona Yaxleya, z którym spędzała to Beltane. Podeszła do stoiska z kwiatami i wybrała trzy rodzaje, łączył je kolor: stokrotki, jej ukochane konwalie i gipsówkę. Znalazła znaczenie poszczególnych kwiatów, wydawało jej się, że wybrała odpowiednie. Usiadła więc na trawie, skupiona, zależało jej na tym, aby stworzyć naprawdę ładny wianek, w końcu dobrze by było, aby i Yaxley nie miał się czego wstydzić, chociaż wiedziała, że jest mu to raczej obojętne, ale jej zależało. Stella była bardzo dokładna w tworzeniu takich rzeczy. O ile jej się udało upleść wianek, przekazała go następnie Yaxleyowi - Życzę powodzenia, choć myślę, że i bez tego sobie poradzisz. [roll=Z] [roll=Z] [roll=Z] RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Florence Bulstrode - 19.03.2023 - Właściwie najbardziej cenię lawendę, ale to w gruncie rzeczy nie kwiat i niezbyt pasuje do wianków – powiedziała Florence. – Ale orchidee również lubię. Zdaje się, że motyle z tego przedziwnego pierścionka też za nimi przepadają… Bulstrode dorastała w dość majętnym domu, i może trochę zbyt dużo odziedziczyła po matce, aby jej ulubionymi kwiatami mogły być stokrotki czy fiołki. Odsunęły się akurat od stołu, by ustąpić miejsca kolejnym paniom, kiedy podszedł do nich Patrick. Obróciła się, by się przywitać i spytać, czy ktoś może potrzebuje uzdrowiciela… i uniosła lekko brwi na tę odrobinę nagłą deklarację. Gdyby Patrick po prostu zaczął z nią flirtować albo zaprosił na randkę, Florence zapewne dość łatwo uwierzyłaby, że postanowił spróbować zapomnieć o Kordelii i w próbie tego zapomnienia zwrócił się ku kobiecie, która po prostu zawsze była blisko. Podejrzewała jednak, że raczej nie rozpoczynałby tego od deklaracji miłości. Przez głowę przeszło jej, że jest pijany, ale nie, Patrick nie piłby na służbie, zwłaszcza, gdy obawiał się o przebieg sabatu. Nie pomyślała jeszcze o amortencji, za to przyszło jej do głowy, że dowiedział się czegoś bardzo złego i uznał, że w ostatnich momentach życia warto wspomnieć przyjaciółce, ile dla niego znaczy. - Patrick. Stało się coś złego? – spytała zmartwiona, pochylając ku niemu nieco, niepewna, czy będzie chciał coś powiedzieć przy Eunice. I jednocześnie, po raz kolejny tego dnia, zaniepokojona spróbowała zajrzeć w przyszłość. Tym razem Patricka: sprawdzić, co może go spotkać w najbliższym czasie. (jasnowidzenie, na Patricka) [roll=Z] RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Patrick Steward - 19.03.2023 Złego? Ale dlaczego miałoby się stać coś złego? Patrick uśmiechnął się szerzej do Florence. Taka była słodka. Niepotrzebnie się zamartwiała. Musieli nad tym popracować w przyszłości. Będzie jej każdego dnia przynosił kwiaty. Nawet lawendę, jeśli miała tylko na to ochotę. Byleby tylko była zadowolona.
Patrzył na nią z uwielbieniem. - Skarbie, ja po prostu zdałem sobie sprawę, jak bardzo… - głos z emocji aż mu zadrżał. Ale jak miałby wyrazić wszystko to, co czuł? Jak opowiedzieć jej, że był ślepy, tak bardzo ślepy, że miał ochotę dać sobie w twarz za to, że wcześniej nie docenił piękna jej oczu, wycięcia zmysłowych ust, ciepłej barwy tęczówek? Sam nie potrafił sobie odpowiedzieć na to pytanie. Wiedział tylko, że musiał teraz to wszystko nadrobić. Nadrobić jak najszybciej. – …jak bardzo cię kocham – wydusił z siebie. – Aż go rozdzierało w środku z tej miłości. – Chciałbym spędzić z tobą całe życie. Naprawdę. Jak dobrze, że kupił ten pierścionek z Erikiem! Sięgnął po niego do kieszeni, a potem przyklęknął na jedno kolano. - Florence Bulstrode, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? – wyciągając go w jej stronę. – Jutro kupimy droższy, skarbie, jaki tylko chcesz. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Mavelle Bones - 19.03.2023 Posłała Victorii nieco zamyślone spojrzenie. - Rozumiem – wyrzekła miękko, odpuszczając sobie przekonywanie, że koniecznie, absolutnie koniecznie ten wianek musi zapleść. W końcu to Beltane! Nawet nie musiała go oddawać, sama raczej nieszczególnie to planowała, niemniej swój własny, po krótkiej chwili obracania go w dłoniach – jakby oceniała swoje dzieło, które wyszło nadspodziewanie dobrze - umieściła na łepetynie. Czerń czupryny tym samym nabrała kolorów. Uśmiech zamarł na wargach, gdy przyłączył się do nich Sauriel. Zakapturzony i jeszcze to spojrzenie, jakie jej rzucił? Nie wzbudzało zbytnio zaufania. Niemniej to nie tak, że odpowiedziała mu podobnym, wręcz przeciwnie – zaraz uśmiechnęła się całkiem przyjaźnie. Jakby na przekór. - Bardzo mi miło – odparła lekkim tonem, po czym przesunęła spojrzeniem pomiędzy narzeczonymi – Och, to chyba zostawię was teraz samych…? – zasugerowała, wkładając z powrotem do wiadra tych parę kwiatków, które wcześniej wyjęła, ale ostatecznie nie użyła – I myślę, że potem się znajdziemy? Pamiętasz, w którym punkcie? – upewniła się na wszelki wypadek. 153/1507
RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Victoria Lestrange - 19.03.2023 Uśmiechnęła się do Mavelle, kiedy wianek nałożyła sobie na głowę. Pasował jej, rzeczywiście rozjaśniał jej aparycję, jako kontrast do ciemnych włosów i oprawy oczu. Nie musiała ich zostawiać samych, ostatecznie to nie tak, że Victoria teraz ucieknie z narzeczonym w las… Ale Mavelle nie miała prawa tego wiedzieć. Na siłę jednak nie chciała jej tutaj trzymać, więc odpowiedziała prosto: - Jasne. Tak, tak, pamiętam. Znajdziemy się – kiwnęła do niej głową i posłała jeszcze jeden uśmiech. Tak jak nie dało się nie wyczuć, że Sauriel nie jest w najlepszym nastroju. Potrafił zmienić humor w ciągu kilku sekund, czasami trudno było powiedzieć, co podziała na niego akurat tak, że zaliczy zjazd nastroju. Przekrzywiła więc nieco głowę. - Dla ciebie zaplotę – nie musiała się nad tym długo zastanawiać i nie chodziło nawet o to, że tak wypadało. Po prostu… chciała. To faktycznie był przecież Beltane, a Victorii było… trochę smutno, że choć dzisiaj się zaręczyła, to jest tutaj w pracy. Ona z kpiną nie odpowiedziała. Za to zapatrzyła się przeciągle na Sauriela i bez słowa sięgnęła dłonią do jednego z wiader, by wyciągnąć pierwsze kwiaty. Była pewna, że Sauriel kompletnie nie zna się na znaczeniach kwiatów, już to przerabiali, ale i tak planowała zapleść coś, co pasowało do ich relacji. Chciała więc użyć konwalii i fiołków, z założeniem, by nie przyćmić głównego kwiatu, jakim była orchidea. - Miło mi, że przyszedłeś – stwierdziła, kiedy zawiązała pierwszy splot. - Coś się stało? Wydajesz się… hmm… rozemocjonowany – stwierdziła po chwili i uniosła znad wianka na niego wzrok. [roll=T] [roll=T] [roll=T] [czekam na gracza] RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Eunice Malfoy - 19.03.2023 - Ach, lawenda… W istocie, średnio by się nadała, choć nie powiem, potrafi cieszyć oko. Plus nie da się zaprzeczyć jej walorom. Mam nadzieję, że zakwitnie mi w ogrodzie... – stwierdziła z pewną zadumą. Może i rzadko bywała w Rosemary House, niemniej na dobrą sprawę trochę szkoda było ogrodu i pustych grządek – toteż nie potrafiła sobie odpuścić zagospodarowania terenu. Zioła i kwiaty – niby niewiele, a jednak potrafiły cieszyć oko oraz, przy okazji, posłużyć chociażby jako przyprawa do gotowania. Po co wtedy wysyłać skrzata do sklepów, kiedy można było mieć własną, prosto z ogrodu? - Nie da się zaprzeczyć – zgodziła się z Florence, zerkając na motyle. Niewątpliwie te owady miały swój urok, a te magiczne to już w ogóle – w końcu mało który (prawdziwy) motyl tak bardzo lgnąłby do człowieka. Niemniej, cieszyły oko i… … och. Dołączył do nich mężczyzna, którego kojarzyła. I któremu posłała spojrzenie pełne zdumienia. Nagłe wyznanie miłości i… zaraz, oświadczyny? Na Matkę, Merlina i Morganę – co się tu działo? Zaznał gorączki czy co? Na razie tylko się przypatrywała, aczkolwiek dłoń kobiety pomknęła tam, gdzie trzymała różdżkę – na wszelki wypadek. W drugiej nadal trzymała swój wianek, którego nie zdążyła jeszcze założyć – składający się głównie z białych kwiatów. 198/1420
|