Secrets of London
1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31)
+---- Wątek: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI (/showthread.php?tid=1248)

Strony: 1 2 3 4 5 6


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI - Atreus Bulstrode - 06.05.2023

Jedno, przelotne spojrzenie wystarczyło, by potwierdził swoje przypuszczenia - był w gorszym stanie niż przypuszczał. Jedna dłoń promieniowała bólem, niezdatna do ruchu i z palcami, chyba jakoś tak dziwnie wygiętymi. Skóra na przedramionach i brodzie piekła, sygnalizując obrażenia wywiłane wleceniem w czarny ogień, który teraz na szczęście już przygasł. Jedynym pocieszeniem w całej tej sytuacji był fakt, że jego plan powiódł się : ciało śmierciożercy pokrył kamień, unieruchamiając go i uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Jedynym, bo żywiołak postanowił faktycznie obrać ich sobie na cel kolejnego ataku.
Bulstrode był zmęczony i czuł, że powinien znależć medyka szybciej, jak później. Szkoda tylko, że żadnego nie miał aktualnie pod ręką, bo ta zdrowa zaczynała rzucać zaklęcia coraz bardziej koślawo. Niemniej jednak, znowu podniósł różdżkę, celując nią w skamieniałego śmierciożercę, którego najchętniej sam rozszarpałby na strzępy, a nie wyręczał się ruchomą kupą kamieni. Machnął, chcąc rzucić zaklęcie, które odepchnęłoby skamieniałego mężczyznę z obszaru uderzenia, samemu też zaczynając się szybko cofać, by nie paść ofiarą golema.

Rzucam na translokacje żeby odepchnąć śmierciożercę od miejsca gdzie go skamieniało.
[roll=O]


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI - Brenna Longbottom - 06.05.2023

Brenna znajdowała się i tak kawałek dalej od Atreusa i śmierciożercy – mimo to poruszyła się odruchowo, zwiększając odległość od wielkiej ręki.
Nie ruszyła się jednak całkowicie poza zasięg golema. Nie mogła uciekać, kiedy ta wielka skorupa stanowiła zagrożenie dla innych.
Brennie tak naprawdę nie byłoby ani trochę żal śmierciożercy. Podpalił ją i, przede wszystkim, próbował naszpikować jej kuzynkę palami. Nie próbowała go odczarować - to byłoby szaleństwo, bo prawdopodobnie natychmiast zaatakowałby Atreusa albo ją samą, a był cholernie kłopotliwym przeciwnikiem.
Mimo to przynajmniej podjęła próbę nie pozwolenia, aby śmierciożerca został po prostu rozgnieciony. Skupiła się jednak nie tyleż na nim, co na samym golemie, który miał spore szanse stać się niebezpieczny także dla innych toczących walki w pobliżu. Wycelowała w niego, starając się wywołać wybuch, który go uszkodzi. Jak najbardziej, chociaż chwilowo priorytetem była ręka, używana do prób rozgniecienia, aby zapobiec uderzeniu w unieruchomionego.

I akcja: odsunięcie się kawałek poza zasięg ciosu

II akcja: kształtowanie, próba rozwalenia ręki golema, by nie zmiażdżył dzbanowiercy

[roll=PO]


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI - Eutierria - 09.05.2023

Machnąłeś różdżką, ale kolejny raz już dzisiaj bezskutecznie – magia wciąż nie chciała działać poprawnie i już myślałeś, że kamienna ręka rozgniecie Śmierciożercę jak robaka, kiedy nagle... wybuchła. Istota ryknęła, a jej twarz przybrała dziwaczny wyraz, który sugerował odczuwanie bólu i zdziwienie, ale tym, co spadało na ziemię wokół was, nie były jego wnętrzności, czy krew – to były po prostu kamienie i ziemia, z których został zbudowany. Żywiołak wyglądał bardziej, jakby się tych reakcji próbował nauczyć, jakby testował możliwości swojej mimiki i próbował naśladować to, co odczułby w takiej sytuacji człowiek.

Kilka odłamków wylądowało blisko waszych nóg, kilka odleciało dalej, kilka mimo próby ochronienia Śmierciożercy i tak poleciało w jego kierunku. Największy z nich rozbił kamienną skorupę, która go pokrywała. Mężczyzna nie został uderzony w głowę, ale mimo częściowego wyswobodzenia z pułapki leżał na ziemi, trzymając się za prawy bok. Szczytem jego możliwości było lekkie podniesienie się, tak aby podpierać się na łokciu i kolanach, ale musiało stać mu się coś poważniejszego niż draśnięcie. Żywiołak, marszcząc swoje kamienne brwi, spróbował złapać was ręką, która nie została uszkodzona.


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI - Brenna Longbottom - 09.05.2023

Śmierciożerca jeszcze żył – dobrze. Był też ranny – na to Brenna nie zamierzała narzekać, bo przynajmniej oznaczało, że prawdopodobnie nie zdoła ich zabić w ciągu najbliższych trzech minut. Zasadniczo dobrym pomysłem byłoby zabranie mu też różdżki (oraz świstoklika, ale nie miała pojęcia, że ten jest w jego kieszeni), ale w tej chwili mieli większy problem, mianowicie golem usiłował złapać ją albo Atreusa.
Być może rozsądnie byłoby uciekać, ale znów – zasadniczo była tu między innymi po to, aby takie wielkie istoty (co to, do cholery było? Na razie brała to za dzieło śmierciożerców, nieświadoma, że to magia polany mogła obrócić się przeciwko nim) nie rozdeptały jej kuzynek, brata albo przypadkowych rannych. (Bardziej liczyło się powstrzymanie Voldemorta, tego jednak, niestety, nigdzie nie mogła dostrzec, i gdzieś na skraju świadomości pojawiła się myśl, że chyba osiągnął swój cel.) Poza tym wtedy na pewno już rozdeptałby śmierciożercę i nie byłoby żadnych szans na jego przesłuchanie.
Brenna ponownie machnęła więc różdżką, dwa razy. Nie chciała ryzykować kolejnej powodzi odłamków, próbowała więc ściąć mu najpierw drugą rękę, a potem stopę. Głowa zapewne byłaby skuteczniejsza, ale gdyby to przypadkiem faktycznie go zabiło, upadek prawdopodobnie byłby gwałtowniejszy i szybszy, niż w przypadku straty części jednej kończyny, i za łatwo mógłby ich zmiażdżyć.

Ścięcie łapy
[roll=PO]
Ścięcie nogi
[roll=PO]


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI - Atreus Bulstrode - 09.05.2023

Atreus zaklął, bo czemu nie, skoro kolejne zaklęcie zwyczajnie mu nie wyszło. Przynajmniej jednak, nawet jeśli śmierciożerca został w całym procesie ranny, to wciąż był tam gdzie znajdował się jeszcze przed chwilą - na ziemi i wciąż w ich zasięgu.
Kiedy łapa żywiołaka wybuchła, posyłając dookoła odłamki, odruchowo przysłonił twarz ramieniem zdrowej ręki, tę połamaną podciągając bliżej ciała, chcąc w ten sposób ograniczyć jej ruchy i ewentualne fale bólu, który mogły się z tym wiązać. Widząc też, że ogólny plan Brenny wydawał się działać - to jest chęć zniszczenia ręki kamiennego golema faktycznie zakończyła się jej zniszczeniem, a nie zrobieniem mu absolutnie niczego - sam skierował różdżkę w stronę stworzenia, chcąc zrobić dokładnie to samo co ona - posłać w jego stronę zaklęcie i rozsadzić jego kończynę. Celował jednak tylko w jego wciąż sprawną łapę, darując sobie próbę ścięcia go z nóg. Następnie skierował różdżkę w stronę śmierciożercy, chcąc stworzyć linę, która go skrępuje i ewentualnie ograniczy dalsze ruchy (a co za tym idzie ewentualne sięgnięcie po różdżkę lub do kieszeni, samo trzymanie za ranę i tamowanie krwawienia nie jest problemem i jeśli może Atreus stara mu się tego nie uniemożliwiać zaklęciem).

kształtowanie x2: rzut na wybuch, który rozsadzi rękę żywiołaka, a drugi na wyczarowanie liny na śmierciożercy
[roll=PO]
[roll=PO]


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI - Eutierria - 14.05.2023

Pośród kolejnych zaklęć, powiodło się jedynie to, które pozbawiło żywiołaka możliwości ruchu. Istota przewróciła się od razu, chociaż przez wzgląd na gabaryty, zrobiła to w naprawdę zwolnionym tempie. Upadła pomiędzy wami a szeregiem ognisk, tworząc kopiec z kamieni, w które się rozsypała. Znów uderzyła w was ściana pyłu. Ten oblepił również czołgającego się Śmierciożercę. Kiedy tylko opadł, mogliście przyjrzeć mu się bardziej i widzieliście wyraźnie, że mężczyzna oberwał w bok – mocno krwawił, ale uciskał tę ranę jedną z rąk. W tym celu położył się na plecach na ziemi – bo drugiej ręki musiał użyć do panicznego przeszukiwania kieszeni w poszukiwaniu świstoklika.

W całym tym chaosie, nie zważał już nawet na to, że uszkodzeniu uległo nie tylko jego ciało, ale również maska. Złamana w połowie, spadła mu z twarzy i odsłoniła delikatne rysy dojrzałego mężczyzny, którego wiek mogliście ocenić na coś w okolicach trzydziestu lat. Miał jasną, lekko opaloną karnację, kilka charakterystycznych blizn w okolicach brwi, powstałych prawdopodobnie przez zadrapanie go przez zwierzę. Ciemne, kręcone włosy opadały na jego spoconą twarz i przyklejały się do brudnego od ziemi i piachu czoła. Nie znaliście go. Nie wzbudził w was nawet żadnych skojarzeń. Obserwowaliście to, jak próbuje się ratować – najpewniej chciał stąd uciec, zanim go unieruchomicie lub zechcecie dobić, w tym celu był w stanie nawet się czołgać.

Zakończenie tej walki sprawiło, że Atreusowi coraz mocniej doskwierały poniesione obrażenia. Względne bezpieczeństwo przypomniało ci o bólu – wykręcone palce, poparzenia – potrzebowałeś pomocy uzdrowiciela, ale Danielle i Alastor znajdowali się już poza zasięgiem waszego wzroku. Wygasiwszy kolejny z katalizatorów, zniknęli. Najpewniej znajdowali się za kamienną ścianą.


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI - Brenna Longbottom - 14.05.2023

Gdy czar zadziałał i obalił żywiołaka – właściwie Brenna nie spodziewała się aż tak dobrego rezultatu, liczyła co najwyżej na to, że ten opadnie na jedną nogę i trochę go to przyhamuje – kobieta zanurkowała odruchowo na bok, nie chcąc, by przysypały ją żadne kamienie. Dopiero potem zwróciła uwagę na śmierciożercę, który utracił gdzieś po drodze swoją maskę.
Nie rozpoznała go, mimo tego, że był chyba bliski jej wiekiem. Ale i w tej chwili niezbyt miała czas przyglądać się jego twarzy, gdy wokół pełno było pyłu, wciąż rozbrzmiewały odgłosy walki, a w głowie tłukła się myśl, że skoro nie widzi Voldemorta, to ten już chyba wygrał i odszedł… Nie wiedziała wszak, co dzieje się gdzieś w ogniu i co dokładnie zrobił tam Voldemort oraz jego śmierciożercy.
Sądziła, że mężczyzna próbuje sięgnąć po różdżkę. Pośpiesznie więc znów uniosła własną, bo to, że nie pozwoliła go zmiażdżyć, nie oznaczało, że ma ochotę po prostu pozwolić mu uciec, by potem wrócił i dalej siał śmierć oraz zniszczenie. Spróbowała posłać w jego stronę dwa czary: najpierw accio, chcąc przywołać jego różdżkę, a potem drugi, mając związać go tak, aby nie mógł manewrować rękami. Nie myślała w tej chwili o jego ranach. Strach o innych, wściekłość na to wszystko, co tutaj się stało, napędzały ją w tej chwili i naprawdę nie miała w sobie wiele zmiłowania dla kogoś, kto przyszedł tu zabijać. Całą litość, jaką potrafiła w sobie wzbudzić, wykorzystała już, nie pozwalając mu zginąć z ręki golema.

Translokacja, próba przywołania różdżki:
[roll=N]
Kształtowanie, więzy, mające uniemożliwić śmierciożercy ruszanie rękami
[roll=PO]


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI - Atreus Bulstrode - 17.05.2023

Bulstrode uniósł zdrową rękę, kiedy żywiołak przewrócił się wreszcie,  rozsypując w stertę kamieni i wzburzając kolejną falę pyłu. Chciał w ten sposób chociaż odrobinę się przed nim osłonić, chociaż wątpił by wiele to zmieniało w  jego aktualnym stanie. Kiedy kurz opadł, jego spojrzenie powędrowało w kierunku śmierciożercy, czołgającego się, grzebiącego w kieszeni i zakrwawionego. I z odsłoniętą twarzą. Atreus wwiercał się spojrzeniem w te delikatne rysy, chcąc znaleźć w nich jakikolwiek punkt zaczepienia, ale mimo starań nie mógł powiązać ich z nikim kogo by znał. A szkoda.
Prewencyjnie uniósł różdżkę, w razie gdyby mężczyzna chciał machnąć swoją i rzucić zaklęcie, a gdyby tak się stało, próbowałby zwyczajnie rozproszyć czar.
Chwila oddechu i brak wyraźnego zagrożenia sprawiły, że cały ból i zmęczenie rzeczywistości wreszcie do niego dotarło w pełni. Skóra piekła, dłoń bolała, przez co przez większość czasu zaciskał zęby. Przynajmniej do póki nie spojrzał na Longbottom.
- Gdzie Moody? - zapytał wprost. Wszystkie światła zgasły, więc ciężko było mu określić punkt orientacyjny, przy którym mógł się teraz znajdować Alastor. Wątpił też, by wskoczył do ogniska, o czego możliwości wspominała Mavelle.

rzut na ew rozproszenie jakby śmierciożerca chciał jeszcze fikać
[roll=Z]
[roll=Z]


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI - Eutierria - 26.05.2023

Mężczyzna pozbawiony różdżki i możliwości uciskania rany, opadł bezwładnie na ziemię.

- Niezły żart – wydusił przez zaciśnięte zęby – uratować kogoś od bycia zgniecionym, ale zostawić go na ziemi, żeby się wykrwawił.

Nie miał praktycznie żadnych szans na uwolnienie się z takiej pułapki na tak długo, na ile będzie działało zaklęcie wiążące. Jego głos drżał. Słyszeliście wyraźnie, że nie miał już zbyt wiele siły. To chyba był koniec tej walki. Słyszeliście coraz mniej świstów zaklęć, a nad waszymi głowami wzniosły się chmury. Zebrały się tutaj w konkretnym celu – miały uformować Mroczny Znak wiszący nad waszymi głowami – symbol, który Śmierciożercy pozostawiali po sobie w miejscach, które zaatakowali.

Chociaż odgłosy walk cichły, nie towarzyszyła wam cisza. Silny wiatr narastał z każdą chwilą. Widzieliście, jak jego podmuchy tworzą z piasku wir, który otaczał Polanę Ognisk i zamykał was w ciasnym pierścieniu odcinającym sensowną drogę ucieczki – mogliście spróbować przedrzeć się przez rosnący na sile wir, lub zostać w jego centrum. Oprócz was znajdowali się w nim inni czarodzieje – za kamienną ścianą utworzoną przez ciało powalonego żywiołaka, znajdowały się majowe ogniska, a obok nich inni, przyjaźni wam czarodzieje.

Śmierciożerca próbował zrobić cokolwiek – ale to cokolwiek było żałosnym niczym – po prostu czołgał się w przeciwną stronę, pogarszając sytuację z raną coraz bardziej. Musieliście zadecydować co z nim zrobić i gdzie iść.

Na podjęcie tych dwóch decyzji macie dowolną ilość tur, proszę jedynie o zachowanie logiki w kwestii tego, że mężczyzna się wykrwawia – nie będzie leżał tutaj godzinę. Wszystkie udane rzuty na zaklęcia macie automatycznie zaliczone. Nieudane – odczytujecie jako niedziałające w tych warunkach (nic się nie stało). Po podjęciu decyzji gdzie idziecie i co robicie z mężczyzną, ostatnia osoba proszona jest o napisanie na końcu znacznika końca sesji – ten wątek będzie kontynuowany w wątku głównym Beltane. @Atreus Bulstrode @Brenna Longbottom


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI - Brenna Longbottom - 27.05.2023

Chwyciła różdżkę w powietrzu. A potem wcisnęła ją do kieszeni, do towarzystwa dla tej należącej do pana imieniem Dante. Pomijając już, że Ollivanderowie mieli szansę potwierdzić tożsamość właścicieli, to Brenna liczyła, że zdoła z nich to i owo wyciągnąć sama.
- Nie wiem. Pobiegli z moją siostrą szukać światła, ja zawróciłam, kiedy zorientowałam się, że ten tu nie jest rozbrojony - odparła Brenna. Widziała, że coś zgasło, ale chyba jeszcze nie wszystko, nie miała też pojęcia, czy była to robota Alastora i Danielle, czy też jacyś inni aurorzy zdołali dopaść jedno ze źródeł blasku.
Dręczyło ją za to przekonanie, że to wszystko trwało zbyt długo.
Zawiedli. Ona zawiodła. Może należało biec dalej. Wtedy zapewne żywiołak zgniótłby tę dwójkę tutaj, ale kto wie, czy nie zginą oni i wielu, wielu innych, bo nie powstrzymano na czas Voldemorta? Pewnie i tak niewiele zdołałaby zrobić z katalizatorem, ale nie potrafiła oprzeć się myśli, że gdyby postarała się trochę bardziej, wcześniej w walce, by szybciej pozbyć się tego przeciwnika...
Oby chociaż jej stryjecznej siostrze nic się nie stało, gdy się rozdzieliły, by chyba tego nie zdołałaby już sobie wybaczyć.
- Zdaje się, że chyba właśnie trafiłeś wysoko na listę Voldemorta – mruknęła, spoglądając ku śmierciożercy. Zdecydowanie nie naśladowca, a sądząc po tym, ile narobił im kłopotów, mógł być jednym z istotnych ludzi Voldemorta. Aurorzy łapali czarnoksiężników, ale nie każdy mógł poszczycić się ujęciem śmierciożercy.
Cóż, ona sama była na tej liście na pewno już od czasów napaści na Thomasa, jeśli nie wcześniej, ale jeżeli Bulstrode to ominęło, to teraz pewnie się to zmieni.
- Masz kajdanki? - spytała krótko, bo jej własnymi skrępowano niedawno - w innym życiu, innym świecie, bo po Beltane nic nie będzie takie same... - goblina. – Oboje potrzebujecie medyka. Mam na polanie świstoklik pod mój dom. Może zadziała, mimo tego wiru albo uda się go rozproszyć.
Do czego pewnie nie powinna się przyznawać, ale po tym wszystkim, co tu się stało, nie miało to już znaczenia. Pytaniem pozostawało, czy Atreus będzie chciał przetransportować tam śmierciożercę, bo było jasne, że samego ich tam Brenna nie puści, a z kolei sama nie miała zamiaru stąd zniknąć, póki nie wiedziała, co spotkało jej kuzynostwo i brata.
- Jeśli nie… Dani, która była z nami, jest uzdrowicielką.
O ile żyła. I jeśli ją znajdą.
Zacisnęła szczęki, rozejrzała się, czy w pobliżu nie widać kolejnych napastników albo jakichś rannych - innych niż śmierciożerca, bo ranny cywil albo ktoś z Ministerstwa zdecydowanie miałby pierwszeństwo w udzielaniu pomocy. Dopiero potem, gdy nic w pobliżu nie dostrzegła niczego takiego, rzuciła się w jego stronę.
Przyklękła, cholerną pelerynę Brygadzistki, aby użyć jej do stworzenia prowizorycznego opatrunku na ranie śmierciożercy. Proste Episkey do usuwania siniaków i skaleczeń raczej tutaj nie wystarczyło, a na leczeniu bardziej skomplikowanych obrażeń Brenna się nie znała.
Dalej nie miała pojęcia, co miał w kieszeni, więc chwilowo skupiła się na próbie skrępowania mu rąk i zatamowania krwawienia.
– Nie jestem aż tak dobrą osobę, żeby pozwolić ci tu umrzeć – warknęła krótko, po czym spróbowała… wyczarować knebel.
Dać się mu wykrwawić? O nie. Jego czekało przesłuchanie. I, oby, dementorzy.

Zużywam 1 akcję po prostu na tamowanie krwawienia.
Druga: próba wyczarowania knebla
[roll=PO]