Secrets of London
1972, Wiosna | 30 maja | Słońce i Księżyc - Nasza mała rzeczywistość - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: 1972, Wiosna | 30 maja | Słońce i Księżyc - Nasza mała rzeczywistość (/showthread.php?tid=1980)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8


RE: 1972, Wiosna | 30 maja | Słońce i Księżyc - Nasza mała rzeczywistość - Bertie Bott - 15.10.2023

Bertie był bardzo prostym człowiekiem, który dodatkowo potrafił doceniać gesty znajomych i przyjaciół, które pokazywały mu jak bardzo jest im bliski. Nie krępowały go, a przynajmniej zazwyczaj, więc kiedy tylko Alastor porwał go w ramiona Bott rozłożył ręce na boki, niczym dziecko z którym stary właśnie odstawia piruety.
Bott nigdy by nie pomyślał o tym, że ktokolwiek mógłby być zazdrosny o to, co było między nim, a Alkiem, a przecież miał już trzy żony i z tego co pamiętał, a nie było tego wiele tak naprawdę, to żadna się specjalnie nie uskarżała na podobne figury.
- Ah, gdybym tak tylko umiał zrobić takiego fikołka, to by było świetne - podchwycił jej słowa, absolutnie w tym momencie nie żartując. Chociaż uważał trochę, że obrót wokół własnej osi sprawdziłby się w przyjętej przez nich konfiguracji o wiele lepiej, ale cóż, nie umiał ani jednego, ani drugiego.
- Nawet niekoniecznie - uśmiechnął się do niej wesoło i wyglądało trochę, jakby nie załapał co konkretnie miała na myśli, albo dlaczego w ogóle to powiedziała, ale wbrew tego co mogliby powiedzieć o nim niektórzy, nie był absolutnie upośledzony emocjonalnie. Zwyczajnie wybierał nie odbijać piłeczki w ten sam, podkręcony sposób. - Znoszę cię dlatego, że uważam cię za dobrą osobę. I dobrą w sprawianiu, że mój przyjaciel jest szczęśliwszy - zakończył, kiwając przy tym głową z pełnym przekonaniem w to co mówił.

- Ah, ciekawym? Zapiszę to sobie. Zawsze przyjemnie, gdy tak ktoś myśli - wydawał się absolutnie zachwycony tym, co właśnie powiedziała. - Słowo nadwrażliwy na szczęście nie znajduje się w moim słowniku, przynajmniej jeśli chodzi o moją własną osobę - zaśmiał się lekko, upewniając się, że kobieta stoi pewnie na nogach, zanim zabrał ręce. - Proszę się nigdy nie krępować, zawsze chętnie coś dla kogoś upiekę.
Bertie ani nie wiedział, czemu ktoś ubrałby szpilki na taką okazję, ani też nie zdawał sobie sprawy z tego, jakie noszenie ich mogło być katorgą, ale absolutnie i z całego serca współczuł teraz Pandorze, co zdradzał wyraz pewnej troski na jego twarzy.
- Zawsze możemy je transmutować - zaoferował wielkodusznie, przenosząc spojrzenie na Alastora, kiedy ona zrobiła to samo, najwyraźniej rozpoznając go tak samo, jak on ją. - Oh nie, nie narzeczona - poprawił ją, uśmiechając się do niej lekko. - Ale niestety mąż Pani Lestrange nie mógł nam dzisiaj towarzyszyć, więc my dotrzymujemy jej towarzystwa - takimi dobrymi ludźmi i przyjaciółmi byli, prawda? Mało kto tak troszczyłby się o zamężne kobiety, których małżonkowie zamykali się w piwnicy i nie poświęcali im wiele czasu.
Buty zlokalizowali w mig i nawet nie musieli się po nie specjalnie przejść, tylko Bertie wyciągnął różdżkę i przywołał je zaklęciem, a gdy te znalazły się w dłoniach stojącej obok Pandory, machnął dłonią znowu, tym razem transmutując buty w niższe, nadające się do chodzenia po trawie. Chyba, że ta tego nie chciała, to wtedy się wstrzymał.
- Ależ nie ma o czym mówić, takie wyskoczenie z butów to wręcz sama przyjemność.


RE: 1972, Wiosna | 30 maja | Słońce i Księżyc - Nasza mała rzeczywistość - Eutierria - 15.10.2023

Connor Fisher i Blair Hayes

Blair siedziała blisko swojego wybranka, z kolanami odwróconymi w jego kierunku i głową lekko opartą o jego ramię. Szeptali o czymś między sobą, a kiedy wreszcie skończyli i wyglądali na gotowych na to, aby ktoś mógł podejść ich zagadać, parę sięgnął głos Brenny Longbottom.

- Brenna! - Odezwał się Connor, a Blair spróbowała zawtórować mu skinieniem i uśmiechem, ale szybko zorientowałaś się, że żadne z nich nie było w szczególnie dobrym humorze. - Dobrze cię widzieć. - Chociaż jego słowa nie brzmiały jak kłamstwo, wyczułaś w nich jakąś nutę niepewności, może nawet goryczy. Coś w Connorze, którego znałaś, zmieniło się przez ostatni miesiąc. - My... - zaczął - jesteś głodna, Blair? - Ale Blair pokręciła głową. Więc i on nią pokręcił.

- Dzień dobry państwu - odezwali się, równie niepogodnie do Nordgersimów.

Mimo oczyszczającej aury przyszli państwo Fisher zdawali się być coraz bardziej zestresowani.

Allan Bigsby

Bigsby pokręcił głową.

- Mówisz: nic nie znaczy, ale ja mówię: ileż można się użalać, bo tak sobie myślę, że jak mi wszystko już odbiorą, to znając moje szczęście, zostawią we mnie ten stres i nie będę wiedział, skąd to wszystko się we mnie bierze...

Sam nie wyglądał na przekonanego własnymi słowami - wyglądał tak, jak się czuł zresztą: na kompletnie zagubionego w potoku myśli i emocji, gdyby któryś z mugoli miał się tutaj popłakać, to niewątpliwie byłby to Bigsby.

- Trochę się łudzę, że mnie takie myślenie oczyszcza, od chwili nawet mogę potwierdzić, że jest trochę tak, jakby mi pomagało przed jutrem, a może się po prostu za bardzo spiliśmy, zanim tu przyszliśmy. - Nieelegancko zmierzył Laurenta wzrokiem. - Ty nie jesteś z Doliny - zauważył szybko, bo przecież mieszkał tutaj nie od wczoraj - i co, jesteś tam no, amnezjatorem? - Czegoś nie dopowiedział, jakiejś ważnej treści, ale uszczknął tego w tonie ociekającym konspiracją i takim spojrzeniu, które zdawało się mówić: a jak nie jesteś, to kim jesteś: druhem w niedoli, czy kolejnym bałwanem chcącym mi odebrać wolność?!

Tia Lewis i Lillian Mills

Tia nie należała do kobiet, których zaloty ograniczały się do trzepotania rzęsami i delikatnych uśmiechów. Zachęcona, podeszła o wiele bliżej Guinevere niż wcześniej.

- Egipska... czyli to stąd ten akcent - zauważyła szybko, w dość bezpośredni sposób mierząc ją wzrokiem. - Chętnie spróbuję. - Ale zanim to zrobiła, wyciągnęła rękę najpierw w jej kierunku, później w kierunku Mavelle. - Tia Lewis, a to jest...

Ale nie musiała jej przedstawiać.

- Lily... Mills... M-my się ju-już znamy z Ma-mavelle - której to skinęła głową. Nawet jeżeli Bones jej nie kojarzyła, Mills kojarzyła ją.

- Czy nas to przeraża? Jak diabli, cholernie nam się to nie podoba, ale to chyba was nieszczególnie dziwi. Jeszcze przed chwilą czułam się tutaj jak ptak zamknięty w klatce, w dodatku z kimś odrębnego gatunku, bo Bigsby od rana użala się nad wierszami, które zabrało mu to wasze Ministerstwo.

Lily bardzo mocno zmarszczyła brwi, wpatrując się w trawę. Chociaż towarzysząca temu wydarzeniu aura zdawała się oczyszczać wszystkich z negatywnych emocji, Lily wciąż wydawała się być... inna. Uciekała spojrzeniem na boki, nie była też zbyt rozmowna.

- Jakaż to jest szkoda - kontynuowała Tia - że ten świat tak wygląda. Jesteście pewne - widocznie zechciała zaryzykować „żartem” ze względu na waszą otwartość - że nie da się stąd uciec jakoś bokiem, żeby zachować te wspomnienia?

Samotność

Poczuliście ucisk w żołądku. Byliście tu wszyscy w otoczeniu swoich bliższych i dalszych znajomych, ale ich sylwetki nagle wydały wam się bardzo odległe, jakby dzieliła was pomiędzy nimi przepaść. To nie były już tylko emocje, to były krótkie, ale bardzo intensywne halucynacje, od których mogło na moment zakręcić wam się w głowie, ale po chwili wszystko wróciło do normy, tylko... ta samotność, kiedy wszyscy znajdowali się daleko, przedzierała się do waszych umysłów, nie pozostawiając w nim miejsca na strach. To musiało mieć związek z księżycem, byliście tego pewni.

Tura trwa do 18.10.



RE: 1972, Wiosna | 30 maja | Słońce i Księżyc - Nasza mała rzeczywistość - Nora Figg - 16.10.2023

Udało im się dotrzeć do stołów, które były pełne jedzenia i napitków. Ciekawa była bardzo tego, jak zachowują się mugole. Nie miała z nimi zbyt często do czynienia, było to dla niej coś zupełnie nowego. Zastanawiało ją dlaczego po Beltane wszysktich ciągnęło do Doliny, co właściwie się zmieniło, że miało to wpływ również na tych niemagicznych. Czy uzyskają odpowiedź na tę zagadkę. W jej głowie kreowało się wiele pytań, na które nie znała odpowiedzi. Pozostawało się z tym pogodzić, przynajmniej jak na razie.

Kiedy doszli do stołu przypomniało jej się o tym, że na ramieniu ma torbę pełną pączków. Wyciągnęła je i postawiła na stole, aby każdy, kogo tylko najdzie ochota mógł się jednym poczęstować.

[a]Ucieszyła się, że Brenna nie miała nic przeciwko integracji z mugolami. Norka nie miała pojęcia, że pan Fisher jest charłakiem, co pewnie by jej trochę wyjaśniło dlaczego przyjaciółka wybrała właśnie jego. Uśmiechnęła się do niego i kobiety, która z nim siedziała na przywitanie. - Dzień dobry. - Rzuciła jeszcze, nie do końca jej się jednak wydawało, że dla nich ten dzień jest równie dobry. Miała świadomość, że mugolom zostanie wyczyszczona pamięć po tym dniu, co dodawało temu wszystkiemu nieco dramatyzmu.

Zupełnie znienacka poczuła bardzo silny uścisk na żołądku. Nie było to nic naturalnego. Silne uczucie, spadlo na nią jak grom z jasnego nieba. Mimo, że Brenna siedziała tuż obok, to poczuła się, jakby była gdzieś bardzo daleko, zaczęła się oddalać i nie pozostawało to tylko uczuciem, a miała wrażenie, że faktycznie tak jest, że jej sylwetka zaczęła się rozmywać. Zaczęło kręcić się jej w głowie. Przymknęła oczy i zacisnęła palce na skroniach, jakby miało jej to pomóc, po czym znowu otworzyła oczy. Pomogło, świat znowu stanął w miejscu, tyle, że dreszcz, który przeszedł po plecach i poczucie tego, że jest sama pozostało. Coś dziwnego działo się w tym miejscu, Norka przeniosła spojrzenie ponownie tego dnia na księżyć i słońce, bo to musiało mieć z tym coś wspólnego.




RE: 1972, Wiosna | 30 maja | Słońce i Księżyc - Nasza mała rzeczywistość - Brenna Longbottom - 16.10.2023

– Służęobiecała Guinevere, nim ta odwróciła się do innych.
– To tepowiedziała z kolei do Hjalmara, wskazując słynne pączki Nory: te, które miały każdemu smakować ulubionym nadzieniem. – Och, jasne, uprzedzę. Czy spodziewać się, że wtedy cudownym sposobem kuźnia okaże się zamknięta i cała rodzina zniknie na pilne spotkanie?zażartowała jeszcze na słowa Dagura, zanim odezwała się do Blair i Connora.
- To Nora Figg, właścicielka kawiarni w Londynie i moja przyjaciółka - przedstawiła Norę, kiedy ta się przywitała. Zakładała, że o przybyszach z Islandii przynajmniej słyszeli.
To nie tak, że ich nietęgie miny Brennę dziwiły. Sama nie czuła się tu zbyt szczęśliwa, choć robiła wszystko, by to zamaskować. Zastanawiała się, czy chodziło o mugoli, czy coś stało się podczas Beltane, czy może Connor - pierwszy raz w życiu bodaj - doświadczał magii? A może miano wyczyścić pamięć Blair...? Brenna zakładała, że ona też tego uniknie, skoro ostatecznie wżeniała się w rodzinę czarodziejów i była spora szansa, że urodzi kiedyś magiczne dzieci, ale kto wie...?
- Mogę jakoś pomóc? - zapytała po prostu Connora. Nie, nie pytała, o co chodzi: nie chciała prosić ich o takie odpowiedzi, jeśli nie chcieliby ich udzielić.
Ale jeżeli mogła w jakikolwiek sposób ich wesprzeć, to była gotowa to wsparcie zaoferować, tak długo, jak leżało w jej mocy. Bo niestety, jeśli Ministerstwo uparło się na czyszczenie pamięci dziewczyny, to nie mogła zrobić wiele.
Odetchnęła, kiedy znów nawiedziło ją to przedziwne uczucie, zdecydowanie nie należące do niej. W pierwszej chwili pomyślała nawet, że to znowu szarpie ją cholerna więź cholernego Beltane, ale nie... To miało coś wspólnego z księżycem. Brennie odechciało się już całkowicie jakichkolwiek integracji, jedzenia przysmaków, a jej wzrok mimowolnie uciekł ku niebu.
Ku splecionych ze sobą księżycowi i słońcu.
- Przeklęty Voldemort - wymruczała, odruchowo znów wyciągając dłoń ku Norze, bo jeżeli ona czuła się tak paskudnie samotna, to czy to samo uczucie nie nawiedziło Nory? Miała chęć powiedzieć, że to c o ś manipuluje ich emocjami, ale czy Figg na pewno zauważyła to sama. I czy pójście stąd mogło sprawić, że sytuacja się poprawi? Same wcale niekoniecznie będą bezpieczniejsze, a co stanie się tutaj?
Oczyszczenie.
Samotność.
Co jeżeli zaraz nawiedzi ich wszystkich gniew? A Brenna nawet nie będzie mogła niczego z tym zrobić, bo sama zacznie się wściekać?


RE: 1972, Wiosna | 30 maja | Słońce i Księżyc - Nasza mała rzeczywistość - Ururu Marquez - 16.10.2023

- Oh, tak, dokladnie tak - odpowiedzial Palmerowi z ekscytacja. W koncu mogl porozmawiac z mugolem o magii! Coz za wspanialy dzien! Niestety pojawila sie mala przeszkoda w postaci rownie podekscytowanej dziewczynki.
- Obawiam sie, ze tego nie da sie tak ot nauczyc - odpowiedzial z lekkim usmiechem. - Jesli masz w sobie potencjal magiczny, w dniu twoich jedenastych urodzin pojawi sie u ciebie ktos z Hogwartu, szkoly magii, by zaprosic cie do szkoly. Jesli nie... Coz, wlasnie o tym chcialem porozmawiac z twoim opiekunem.
Znow zwrocil sie do mezczyzny, ale po wypowiedzeniu kilku slow przerwal, bo poczul cos dziwnego. Nie byl juz tak podekscytowany jak wczesniej. Wlasciwie najchetniej usiadlby sobie, konsumowal rybke i cieszyl sie mila atmosfera wieczoru. Ale chec spelniania marzen wygrala, wiec dokonczyl strzelac pociski slowne w strone Raya Palmera.
- Czy uwaza pan, ze magia powinna byc ukryta przed swiatem? Czy uwaza pan, ze czarodzieje postepuja egoistycznie ukrywajac swoje zdolnosci przed swiatem? Czy uwaza pan, ze swiat czarodziejow i mugoli moglby koegzystowac? Czy uwaza pan, ze usuwanie wspomnien mugoli przez czarodziejow to zlamanie postanowien Europejskiej konwencji praw czlowieka?
Biedny Palmer, po czyms takim bedzie blagal Ministerstwo Magii o usuniecie mu wspomnienia Marqueza. I jeszcze ten paskudny zapach ryby...
Po zadaniu Palmerowi tych i wiecej pytan, Ururu poczul ucisk w zoladku. I to tyle. Byl tu sam. Nie znal nikogo nawet z widzenia. Odczucie samotnosci towarzyszylo mu niemal cale zycie. Byl do niego zbyt przyzwyczajony, zeby ksiezyc mogl namieszac mu w glowie. Poczul jedynie drobne uklucie gdzies w srodeczku, na podswiadome wspomnienie wlasnego ojca, ktore przeplynego w okolicy na widok Palmera z corka.


RE: 1972, Wiosna | 30 maja | Słońce i Księżyc - Nasza mała rzeczywistość - Erik Longbottom - 16.10.2023

Odnoszę wrażenie, że wróżbici zawsze znajdą sobie pole do własnych interpretacji. Pamiętasz, gdy kazano nam wróżyć z fusów w szkole? — Uniósł lekko brew. — A z tego, co pamiętam, resztki herbaty potrafiły być iście... bogate w historie, jakie miały do opowiedzenia.

Przepowiednie były skomplikowaną kwestią. Zwłaszcza dla kogoś, kto nie wnikał w nie głębiej w trakcie swojego życia. Erik faktycznie wierzył, że były osoby, którym dane było zerknąć w przyszłość, jednak nie wiedział, jak interpretować mnogość wersji przyszłości. Czy gdyby poszedł na spotkanie z pięcioma wróżkami, to każda z nich powiedziałaby mu to samo? A może ich opowiastki byłyby drastycznie różne? Skoro życie jednego człowieka mogło w plątaninie czasu nieść ze sobą tyle komplikacji, to co mieliby do powiedzenia na temat tego magicznego fenomenu, który właśnie mieli przed oczami?

Oczywiście, że tak — sarknął z ironią. — Chociaż obawiam się, że kariera magipsychiatry konkuruje z zostaniem Ministrem Magii w ciągu najbliższych kilku lat. A musisz przyznać, że te kariery nieco się wykluczają. Duża czasochłonność.

Widząc, że Mavelle postanowiła pomówić z mugolskimi kobietami, Erik jedynie pokiwał im z sympatią głową na powitanie, nie włączając się do aktywnej rozmowy. Zamiast tego zwrócił się ponownie ku Perseuszowi. Już miał go zabawić kolejną anegdotą, gdy ich rozmowa kompletnie zboczyła z kursu, chyląc się ku tym mniej radosnym tematom. Longbottom pobladł nieco, jednak wykrzesał z siebie minimalny uśmiech.

Pogrzebałem trochę — przyznał w końcu zdawkowo. — Tak, jak mówiłeś doszło do wizyty moich znajomych w tym miejscu. Brak konkretnych dowodów na winę, ale to jak są napisane... Tak się nie pisze raportów i podsumowań w biurze. Są za czyste. Jeśli wiesz, co mam na myśli.

Jak podyktowane, dodał w myślach, jednak na tym postanowił zakończyć swoją spowiedź. To nie był ani czas, ani miejsce, aby omawiać te sprawy. Zwłaszcza że na dobrą sprawę do Lecznicy mieli zaledwie kilka minut... A kto wie, kto mimochodem mógł słuchać niezobowiązujących rozmów innych gości przyjęcia?

Najpewniej — potwierdził przypuszczenia Blacka względem sałatki. — A co? Przechodzimy na dietę bezmięsną?




RE: 1972, Wiosna | 30 maja | Słońce i Księżyc - Nasza mała rzeczywistość - Guinevere McGonagall - 18.10.2023

Guinevere, zgodne ze swoją wcześniejszą myślą, zaczęła nakładać shoarmę dla Tii, gdy ta stwierdziła, ze chętnie spróbuje. Egipcjankę bardzo to zresztą ucieszyło, bo przecież spotkali się tutaj wszyscy, żeby ten ostatni raz zapomnieć o granicach i barierach.

– Tak, stąd – roześmiała się. – Moja matka jest Egipcjanką i tam też się wychowałam – wyjaśniła, żeby już nie było żadnych niedomówień na tym polu.

Tia i Lillian – starała się zapamiętać mrowie nowych imion, a do całej rozmowy dołączyła jeszcze jedna nieznajoma kobieta: Mavelle. I po dwóch słowach już wiedziała, że jest czarownicą tak jak ona, bo zaczęła im tłumaczyć jak to wygląda z tą hipnozą i zapominaniem. Sama zresztą patrzyła na kobietę z zainteresowaniem, bo jak już wspomniała, guzik się znała.

– Chyba cię nie kojarzę – dopiero co usłyszała jej imię od Lily, no ale nikt ich sobie nie przedstawił, na szczęście Ginny nie miała takich problemów i nie była onieśmielona tym, że właściwie wszyscy tutaj są dla niej zupełnie obcy i jest w nieznajomym dla niej miejscy. – Ginevra McGonagall – przedstawiła się ciemnowłosej i dwóm mogolkom, które miały odwagę podejść. – Ale możecie mówić po prostu Ginny – choć rzecz jasna mówienie pełnym imieniem zupełnie jej nie przeszkadzało. Chociaż imię w oryginalnej pisowni miała bardzo fikuśne, to naprawdę była z niego dumna. – Strasznie mi przykro – powiedziała i podała Tii shoarmę w picie. – Dla nas to też dość niezrozumiałe zjawisko. Nigdy nie natknęłam się na nic podobnego, chociaż widziałam teksty o tygodniu lata w zimie, albo innych dziwacznych zjawiskach, jak drzewa rosnące korzeniami do góry – przyznała kobietom i uśmiechnęła się smutno. – Kto wie, może jeszcze zobaczycie coś z tego w snach – powiedziała jeszcze i zamyśliła się. – Jestem tutaj pierwszy raz, nie wiem nawet czy będę umiała sama trafić do domu, a co dopiero jak stąd uciec bokiem… – choć może jakby je przemienić w zwierzęta i zabrać na swoich skrzydłach… Ginevra zapatrzyła się na nie z zastanowieniem, a potem znowu jej oczy padły na księżyc. Teraz poczuła znowu coś dziwnego… Taką dziwną samotność… Nie umiała tego wyjaśnić, skoro przed momentem czuła się inaczej i niewiele się zmieniło. Wręcz zakręciło jej się w głowie. Z tego uczucia wyrwały ją kolejne słowa Mavelle, na które zachichotała.

– Tak, tak, da się, hahaha – Ginnny, na ten przykład… doskonale wiedziała jak coś takiego zrobić… – Też się tak dziwnie czujecie? – zapytała jednak zamiast kontynuować temat.




RE: 1972, Wiosna | 30 maja | Słońce i Księżyc - Nasza mała rzeczywistość - Perseus Black - 18.10.2023

Wspomnienia z czasów Hogwartu zaszumiały w głowie Perseusa, rozlewając się w ustach znajomym smakiem kremowego piwa. Mimowolnie oblizał wargi, jakby chciał pozbyć się z nich piany. Uśmiechnął się szeroko, zaś oczy wypełnił blask.
Moja wróżba się sprawdziła — oświadczył z dumą, lecz wyraz jego twarzy sugerował, że nie chce zagłębiać się w szczegóły. Przepowiednią mianowicie był szlaban, który jeszcze tego samego wieczora dostał za włóczenie się po zamku w trakcie ciszy nocnej i utrata dziesięciu punktów przez Slytherin. Ten prefekt z Gruffindoru bez powodu się do mnie przyczepił, opowiadał później wszystkim, stawiając się w roli ofiary i podsycając niechęć kolegów do Domu Lwa. — Od tego czasu mam bardzo... ambiwalentny stosunek do wróżbiarstwa, że tak się wyrażę.
Wsłuchiwał się w głos Erika i wpatrywał w jego twarz, w aureolę jaką dogasający dzień tworzył wokół jego jasnych włosów i choć rozumiał już wcześniej, dlaczego Elliott spojrzał właśnie w stronę Longbottoma. Sam również poczuł w jego towarzystwie osobliwą słabość; odwrócił więc zawstydzony wzrok, czując się w tamtej chwili jak najgorszy rodzaj człowieka - ten, który zdradza przyjaciela.
Gdy już zostaniesz Misterem Magii, możesz otworzyć Deptak Magipsychiatrii — zarzucił szelmowsko — Gdybyś potrzebował dyrektora, to wiesz, do kogo uderzyć!
Zaraz też spoważniał, zniżając swój głos do konspiracyjnego szeptu.
Tak, chyba wiem co masz na myśli — westchnął ciężko — Dziękuję za twoją pomoc. Jesteś nieoceniony, Eriku.
Prędka zmiana tematu miała na celu odwrócenie uwagi osób trzecich. W końcu komu chciałoby się przysłuchiwać dwójce mężczyzn rozprawiających o warzywach w sałatce? Poza tym, Perseus naprawdę zgłodniał.
Och, ależ mój drogi, aż tak radykalnie, to nie! Zaraz do sałatki dorzucę sobie coś mięsnego, albowiem powiadam, mięso jest cennym źródłem... — urwał, bowiem wtedy, zupełnie nagle, radość zgasła. Głosy zdawały się przycichnąć, sylwetki otaczających go ludzi odsunęły się od niego, zaś żołądek skurczył się boleśnie. Ciałem Blacka wstrząsnął dreszcz; poruszył się niespokojnie, jakby chciał strząsnąć lodowate szpony ze swoich ramion, jednak one zdążyły się już na nich zacisnąć, przebić przez skórę i napełnić poczuciem porażki.
Samotność.
Znał dobrze Samotność.
I Samotność znała też Perseusa.
Była pustym mieszkanie na poddaszu kamienicy.
Laską ciążącą mu w dłoni.
Obrączką, którą ukochany wsuwał na palec innej kobiety.
Opuszczonym gołębim gniazdem w lukarnie.
Zamglonymi ulicami Londynu w październikowy wieczór.
Tętniącym życiem mostem nad Sekwaną w letnie południe.
Może tak miało być. Może moim przeznaczeniem nie jest życie z ludźmi, a obok nich.
Pojedyncza łza spłynęła po marmurowej twarzy.


RE: 1972, Wiosna | 30 maja | Słońce i Księżyc - Nasza mała rzeczywistość - Laurent Prewett - 18.10.2023

Słowa Bigsbyego zaczęły się zlewać w jedną całość. Przestały być pojedynczymi słowami, kiedy poczucie oddalania się od tego świata stało się silne. Za silne. Ciepły uśmiech Laurenta zaczął powoli, powolutku blednąć. Chciał pleść kolie z promieni słońca i wkładać w nie ciepło jak diamenty, które tak kochali Amerykanie, a tymczasem sam przygasał. Przepływał mu świat przez palce i zaczynał wkraczać na niepewny grunt tego, czego Laurent nie chciał. Czego bał się najbardziej. Że zostanie sam. Kiedy w końcu ostatnie promienie zgasły, kiedy pozostało niekoniecznie życzliwe spojrzenie tego mugola i gdy księżyc zdawał się górować w tej ciemnej godzinie, zgasł też całkowicie jego uśmiech. Usta zamarły, a powieki otworzone zostały szerzej, kiedy nienaturalnie niebieskie oczy, w których zaklęto ocean, spoglądały na tego człowieka.

- Nie... nie jestem... - Odparł machinalnie. Oderwał spojrzenie od mężczyzny i powiódł nim nieco panicznie po tłumie osób obcych i nieznajomych. Jak bardzo samotny mógł być człowiek? W tłumie bywało się właśnie najsamotniejszym - gdy otaczali cię ludzie, a i tak koniec końców... siedziałeś sam. Byłeś sam. Nieco wystraszone spojrzenie odnalazło gdzieś Pandore? Nora, Ginny, Brenna... Osoby mniej i bardziej znane. Te bliższe i nieco dalsze. To irracjonalne - mówił sobie. Nic się złego nie działo, wcale nie byłeś samotny, wcale ludzie nie uciekali, nie znikali i nie rozpływali się. To było fałszywe. Nawet jeśli teraz nie są obok i nawet jeśli bieg przez łąkę nie pozwoli do nich dotrzeć to prawdziwe było to, że i będą. Byli i są. Morskie oczy przesunęły się dalej, trafiając znów na Perseusa. Niebo powinno nam wybaczyć wszystkie sprzedane dusze.

Przesunął się spojrzeniem z powrotem na mugola przy sobie.

- Przepraszam... rozkojarzyłem się. Bardzo dziwnie tutaj jest... bardzo dziwnie. - Zaakcentował to jedno słowo mrukliwie, starając się pozbierać z tej sinusoidy doznań i odczuć. - Wiesz... ja zapamiętam. Jeśli powiesz mi coś z twojej twórczości. Zapamiętam.




RE: 1972, Wiosna | 30 maja | Słońce i Księżyc - Nasza mała rzeczywistość - Hjalmar Nordgersim - 18.10.2023

Pokiwał głową do Brenny. Zapamiętać, że to te odnotował w myślach, zapamiętując dokładnie położenie tych słodkości na stole. Pączki same w sobie wyglądały zjawisko i aż nawoływały Hjalmara do tego, aby ich spróbował. No ale czy wypadało tak się na nie rzucić? Bez żadnego ładu, ani składu? Raczej nie.

- No to zaraz polejem ojcze - zwrócił się do Dagura, chwytając za butelkę trunku, który ten ze sobą przytaszczył. Młodszy z Nordgersimów już czuł jak Merlinek dotyka mu gardełko swoją bosą stópką, tak dobry był to alkohol. Ciężko jednak było brać jego opinię jakkolwiek pod uwagę kiedy po prostu uwielbiało się wszystko co ma w sobie procenty. Może po za szampanem, które bombelki były denerwujące i dziwnie pykały w buzi, powodując frustrację Islandczyka.

Przygotował kilka kieliszków, które rozstawił przed sobą na stole - Brenno? - zapytał Longbottom, unosząc butelkę jej kierunku - Pani Noro? - powtórzył ten sam gest w kierunku Noru - Connor? Blair? - nie omieszkał również zaproponować dwójce pozostałych mieszkańców doliny z którymi akurat mieli sposobność przebywać. Kiedy Hjalmar miał już zacząć polewać, zawahał się, a sam zastygł niczym jakiś posąg na kilka sekund.

Ojcze...? zapytał sam siebie w myślach. Dlaczego to czuł? Nie zrobił niczego złego, był dobrym człowiekiem, a mimo wszystko miał wrażenie jakby był sam. Dagur? Niby był obok, a tak nie do końca. Brenna? W zasadzie też ale miał wrażenie, że jest kilometr dalej. Nawet pani Figg, którą dopiero poznał. Islandczyk był święcie przekonany, że został sam jak palec na tej polanie i to było straszne.

Przymknął na moment oczy, przykładając przy okazji dłoń do skroni. Nie... To tylko jakaś zła myśl... Ten księżyc Uniósł wzrok na niego by po chwili ciężko westchnąć - Już nalewam... - odparł ni to komuś, ni to sobie. Po prostu zakomunikował całemu światu, że rozpoczyna rozlewać. Jak powiedział tak też zrobił. Odkorkował butelkę i czym prędzej zabrał się do roboty, mając nadzieję, że te wszystkie złe myśli już nie powrócą. Zwłaszcza kiedy jeszcze kilka minut temu wszystko było jak najbardziej w porządku.